ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

7

Weszli do środka, gdzie poczuli zapach świeżo palonych ziaren kawy. Kawiarnia była urządzona w przyjemnym dla oka stylu, ale to wielki taras z widokiem na spokojnie falujący ocean stanowił jej największy atut. Noe ustąpił pierwszeństwa Charly, pozwalając jej wybrać stolik. Przeszli przez środek, kierując się prosto na taras, gdzie wiatr od razu potargał im włosy. Dziewczyna wybrała stolik przy samej balustradzie, skąd widok na spienione fale był najlepszy. Gdy zajęli miejsca, a kelner położył przed nimi menu, Noe otworzył swoją kartę i niemal natychmiast uniósł brwi w zdziwieniu. Przesunął wzrokiem po liście, a potem, nie mogąc powstrzymać lekkiego rozbawienia, odezwał się do swojej towarzyszki.
Widzę, że płaci się tutaj głównie za widok na ocean, bo przy takich cenach za espresso, oczekuję się, że ziarna były zbierane ręcznie przez mnichów z Etopii i transportowane jest na grzbietach złotowłosych wielbłądów — rzucił, nie odrywając wzroku od cen, po czym złożył kartę na blat. — Ale sądząc po tym, ile sobie liczą, ta kawa musi smakować obłędnie. Jeśli po pierwszym łyku nie poczuję przypływu energii, to chyba oficjalnie złożę reklamację za bycie oszukanym klientem.
Oparł się wygodnie o krzesło, splatając dłonie na stoliku i przez chwilę przyglądał się Charly z ciekawością, która zdawała się nie mieć końca.
Wiesz, tak sobie myślę o tym, co mówiłaś wcześniej — zaczął, obniżając głos. — Skoro aparat wyłapuje to, co ludzie próbują schować, to zastanawiam się, co ty czujesz, gdy wiesz, że masz już to idealne ujęcie. To jest dla ciebie rodzaj triumfu, że kogoś przejrzałaś, czy raczej czujesz wtedy, że stajesz się tylko świadkiem cudzego sekretu? Zawsze mnie zastanawiało, czy fotografowanie innych ludzi zmienia sposób, w jaki sama patrzysz na świat.
Dla niego fotografia zawsze była czymś obcym, czymś, co dzieje się obok rzeczywistości, a nie w jej środku. Zastanawiał się, czy ona naprawdę widzi więcej, czy może tylko utrwala jedną wybraną interpretację zdarzenia. Przecież każde zdjęcie to wybór – kadr, ostrość, moment. To nie jest sama prawda, tylko to, co fotograf zdecydował się pokazać. Złapał się na tym, że zazdrości jej tej pewności, że w jednym ujęciu potrafi zawrzeć coś istotnego. Sam, pisząc reportaże, musi używać tysięcy słów, żeby zbudować obraz, a ona robi to jednym kliknięciem. To go drażniło, ale też nie pozwalało przestać o tym myśleć. W jego głowie wciąż kłębiły się różnice między dziennikarstwem, a jej fotografią. Zastanawiał się, czy ona też odczuwa tę samą presję, czy może dla niej to po prostu sposób na życie, który przestał być wyzwaniem. Nie chciał snucia domysłów, wolał poznać ją bardziej bezpośrednio, więc zapytał wprost:
Tak mnie jeszcze zastanawia jedna rzecz — powiedział, patrząc na nią z uśmiechem i czekając czy zdecydowała się już na jakąś kawę i ciastko. — Jesteś fotografem z wykształcenia czy to raczej pasja, którą zajmujesz się po godzinach? Bo wiesz w sali bankietowej nie ma raczej nic szczególnego do fotografowania.
Charly Hayes
Ostatnio zmieniony śr cze 03, 2026 3:35 pm przez Noe Villeneuve-Scott, łącznie zmieniany 1 raz.
21 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Charly zaśmiała się cicho, kręcąc głową. — Obiecuję, że będę traktowała cię lepiej niż paczkę cukru. Przynajmniej od czasu do czasu. — rzuciła zaczepnie, wciąż się uśmiechając. Była zaskoczona z jaką łatwością postać Noego wywoływała u niej taką reakcję. Dodatkowo prawda była taka, że już teraz cieszyła się z jego deklaracji bardziej, niż powinna po zaledwie jednym spotkaniu. Toronto wciąż było dla niej nowe, momentami przytłaczające i anonimowe, a Noe miał w sobie coś, co sprawiało, że to ogromne miasto wydawało się odrobinę bardziej przyjazne. — To dobrze, bo całkiem normalni ludzie są przereklamowani. — wzruszyła ramionami, bo sama od dawna nie próbowała nawet udawać normalnej; zbyt często podejmowała spontaniczne decyzje, zbyt łatwo zmieniała plany i zbyt mocno kierowała się emocjami, żeby ktokolwiek mógł uznać ją za rozsądną.
Spokojnie, nie będziesz musiał trenować maratonów. — oznajmiła spoglądając na niego w sposób, który jasno zdradzał, że właśnie lustruje jego sylwetkę, wyraźnie oceniając, chociaż nie wyraziła swojej opinii na temat tego, co dostrzegła. Zamiast tego kontynuowała temat koncertów — Na koncertach chodzi bardziej o wytrzymałość psychiczną niż fizyczną. Trzeba przeżyć tłum, hałas i ludzi, którzy nagle postanawiają tańczyć dokładnie tam, gdzie stoisz. — wyjaśniła. Perspektywa pokazania mu swojego świata wywoływała przyjemne ciepło gdzieś pod mostkiem, gdyż rzadko spotykała osoby, które naprawdę chciały zobaczyć coś jej oczami. W zasadzie od śmierci rodziców mało kto interesował się jej postacią; reszta rodziny się od niej odwróciła, nowojorscy znajomi ją porzucili, a nowych jeszcze nie znalazła, zbyt zajęta tym, aby przetrwać.
Zamyśliła się na moment, kiedy zaczął mówić o fotografii. Lubiła ludzi ciekawych świata, takich, którzy zadawali pytania nie po to, żeby odpowiedzieć za chwilę własną historią, ale dlatego, że naprawdę chcieli usłyszeć odpowiedź - Noe wydawał się właśnie taki. — Nie wiem, czy to kwestia pewności siebie. — przyznała szczerze. —Bardziej ciekawości. W obecnych czasach ludzie chowają się za maskami, często udają kogoś, kim nie są, a kłamstwo zawsze wychodzi na jaw, gdy człowiek choć na chwilę przestanie się pilnować. - uśmiechnęła się lekko. - Aparaty są trochę bezczelne w tym, co potrafią zauważyć. - przyznała. Paradoks polegał na tym, że sama przez lata należała do ludzi, którzy doskonale wiedzieli, jak budować odpowiedni obraz własnej osoby. Może właśnie dlatego tak fascynowały ją te krótkie chwile nieuwagi, kiedy wszystkie starannie przygotowane wersje siebie zaczynały się rozsypywać.
Słuchała go później z rosnącym zainteresowaniem. Im więcej mówił o dziennikarstwie, tym bardziej rozumiała, dlaczego tak dobrze im się rozmawiało. Oboje szukali właściwie tego samego, tylko innymi metodami; ona zatrzymywała pojedyncze sekundy, natomiast on próbował wydobyć historie ukryte między słowami. — Prawda niemal nigdy nie pojawia się wtedy, kiedy człowiek jest na nią przygotowany. — zauważyła. — Może dlatego tak dobrze ją widać na zdjęciach i w dobrych rozmowach.
Kiedy dotarli do kawiarni, pierwsze co zrobiła, to zachwyciła się widokiem. Ocean połyskiwał w popołudniowym słońcu, a wiatr przyjemnie rozwiewał jej włosy. Wybrała stolik przy samej balustradzie i dopiero wtedy sięgnęła po menu. Uśmiech niemal natychmiast zamarł jej na ustach. Nieznacznie uniosła brwi, przesuwając wzrokiem po cenach. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz, jakby liczyła na to, że cyfry same się zmienią - niestety pozostawały równie bezlitosne. Na jej koncie zostało może kilka dolarów, a połowa pozycji w menu kosztowała więcej niż dzisiejsze zakupy spożywcze. Na szczęście Noe akurat zaczął żartować z cen kawy, więc mogła schować rozbawienie za własnym śmiechem. — Złotowłose wielbłądy brzmią wiarygodnie. — pokiwała głową z powagą. — Przy tych cenach oczekiwałabym jeszcze, że barista osobiście opowie mi historię każdego ziarenka.
Odłożyła menu trochę zbyt szybko, zanim zdążyłaby zdradzić, że właśnie przeprowadzała w głowie dramatyczne kalkulacje finansowe, i oparła łokcie o blat stołu.— A jeśli chodzi o to idealne zdjęcie… — zamyśliła się. — To nie jest triumf. Chyba bardziej ulga. Takie uczucie, że przez sekundę udało ci się zatrzymać coś prawdziwego. Nie przejrzeć człowieka, tylko zobaczyć go takim, jaki naprawdę jest. To ogromna różnica. - przez chwilę ponownie utkwiła wzrok w rozpościerającym się przed nimi widokiem, zanim zamieniła go na niebieskie oczy swojego rozmówcy - w zasadzie prawie nie różniły się od koloru morskiej toni. — I tak, fotografia zmienia patrzenie na świat. — przyznała. — Czasem aż za bardzo. Zaczynasz zwracać uwagę na rzeczy, których inni nawet nie zauważają. Światło. Gesty. Spojrzenia. Momenty, które trwają może pół sekundy.
Na jego ostatnie pytanie uśmiechnęła się szerzej. Tym razem już całkiem szczerze.Z wykształcenia jestem prawie fotografem. Przerwałam studia z powodów rodzinnych - wypowiedziała to lekko, ale niemal natychmiast spuściła wzrok na kartę menu. Uśmiech nie zniknął całkowicie z jej twarzy, choć stał się wyraźnie mniej swobodny. Tematy związane z rodziną należały do tych, które odruchowo omijała szerokim łukiem. Nie dlatego, że nie potrafiła o nich mówić. Po prostu nie lubiła. Zbyt wiele wspomnień wciąż miało ostre krawędzie, a Charly nauczyła się żyć tak, by nie zahaczać o nie częściej, niż było to konieczne. Po krótkiej chwili ponownie uniosła spojrzenie na Noego i uśmiechnęła się odrobinę zaczepnie, próbując rozproszyć ciężar, który na moment pojawił się między nimi. — Ale technicznie rzecz biorąc, brakuje mi tylko papierka potwierdzającego, że wiem, z której strony trzyma się aparat. Natomiast sala bankietowa ma tylko tę zaletę, że pozwala mi płacić rachunki, a to ważne i istotne w dorosłym życiu. - zakończyła swój wywód, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że w zasadzie tylko ona mówi, dlatego postanowiła to zmienić, tym razem pytając mężczyznę — A ty? Skoro tak lubisz wyciągać prawdę z ludzi, to kiedy ostatni raz ktoś wyciągnął ją z ciebie?



Noe Villeneuve-Scott
wanilia
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zastanawiał się, czy ona zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo przyciąga uwagę, nawet tutaj, siedząc przy stoliku. Była w niej jakaś taka elegancja, która kontrastowała z tym luźnym klimatem. Kiedy wspomniała o paczce cukru, Noe uniósł brew w teatralnym geście zaskoczenia, opierając się mocniej o oparcie krzesła.
Tylko od czasu do czasu? — zapytał, w jego głosie pobrzmiewała lekka nuta rozbawienia, choć patrzył na nią z wyraźnym zainteresowaniem. — Cóż, to chyba najlepsza oferta, jaką dzisiaj usłyszałem. Biorę to w ciemno, pod warunkiem, że kawa będzie chociaż w połowie tak dobra, jak zapowiada ten widok. - Przerwał na moment, przenosząc wzrok na kelnera, który kręcił się nieopodal, a potem znowu wrócił do niej. — Przereklamowani? — powtórzył z lekkim uśmiechem, przyglądając się jej z jeszcze większą uwagą. — Całkowicie się z tobą zgadzam. Normalność to najkrótsza droga do nudy, a przynajmniej tak sobie tłumaczę wszystkie moje błędy. Jeśli bycie normalnym oznacza robienie zawsze tego, co wypada, to chyba oboje mamy szczęście, że trafiliśmy na siebie.
Ukrył swoje lekkie zmieszanie pod wpływem jej wzroku i zaczął bawić się rogiem od karty menu. Opis koncertowych zmagań wywołał w nim szczery uśmiech.
Wytrzymałość psychiczna to trafne porównanie — skomentował, zostawiając w spokoju menu i wpatrując się w nią z nowym rodzajem zainteresowania. — W sumie racja, większość ludzi opisuje muzykę, a nikt nie wspomina o łokciach wbijanych w żebra i walce o każdy centymetr kwadratowy podłogi.
Przesunął wzrokiem po tarasie, patrząc na ludzi przy innych stolikach. Zastanawiał się, czy ona teraz też ich obserwuje w ten sposób, szukając tych momentów, o których przed chwilą wspomniała.
W sumie to ciekawe podejście — dodał po chwili. — Ja zwykle muszę przegadać z kimś kilka godzin, żeby wyciągnąć z niego coś prawdziwego, a ty potrzebujesz tylko dobrego światła i odpowiedniego momentu.
Noe przyglądał się jej twarzy, zauważając, że przestała wiercić się na krześle. Wyglądała na kogoś, kto w końcu poczuł się swobodnie w rozmowie. Czuł, że ta rozmowa robi się dla niego ważna. Przestał myśleć o tym, czy zaraz przyjdzie kelner i czy espresso rzeczywiście będzie warte tych pieniędzy. Pomyślał, że dawno nie miał okazji pogadać z kimś tak wesoło, niezobowiązująco. Czuł, że ta nić porozumienia, która się między nimi wytworzyła, to coś, czego w ogóle nie planował, gdy siadali przy tym stoliku.
To, co powiedziała, wydawało mu się wyjątkowo trafne. Przypomniał sobie wszystkie rozmowy z ludźmi podczas stażu, którzy na początku spotkania byli spięci i pilnowali każdego słowa, a pękali dopiero w momencie, gdy rozmowa zbaczała na boczny tor, w stronę czegoś mniej ważnego. Dopiero wtedy mówili coś naprawdę osobistego. Noe uśmiechnął się, czując, że to stwierdzenie trafia w sedno. Odchylił się lekko w stronę oparcia, splatając palce dłoni przed sobą.
Czyli w zasadzie oboje polujemy na te same błędy w systemie — rzucił, nie odrywając od niej wzroku. — Ty masz do tego aparat, ja dyktafon, ale przyznaj, zdarza ci się czasem żałować, że nie da się niektórych rzeczy cofnąć i zrobić poprawki w tak jak na zdjęciu? Bo ja w swoich tekstach mam ten luksus, że mogę skasować zdanie i napisać je od nowa, żeby brzmiało lepiej.
Ponownie otworzył kartę idąc w jej ślady, tym razem zdecydowany na zamówinienie, przecież po tu przyszli.
- No dobrze, skoro już tu jesteśmy i ryzykujemy utratę fortuny, to musimy chociaż wybrać coś, co będzie smakować tak, jakby serio było zbierane przez mnichów. Zdecydowałaś się na coś? Czy nadal studiujesz to menu z taką powagą, jakbyś szukała w nim ukrytego przekazu? - Spojrzał na nią uważnie, badając jej wyraz twarzy. Zauważył, że jej oczy błyszczą z rozbawienia, ale i coś na kształ niepokoju. Miał w głowie jej słowa, że zaczyna pracę, więc domyślił się, iż nie będzie jej stać na zapłacenie za nich, ale też nie był draniem i od początku planował wziąć na siebie rachunek. — Dobra, nie męczmy się już tym czytaniem. Skoro ja płacę, zamawiam dwie najbardziej przekombinowane kawy z karty. Przynajmniej będziemy mieli o czym opowiadać, jak już przyjdzie rachunek, ale jeden warunek, ty wybierasz ciastko.
Zauważył, jak jej twarz się zmienia, a wzrok wędruje w stronę papierowej karty. Wyraźnie wycofała się z tematu, który wolała pominąć. Poczuł wyrzuty sumienia, że zadał to pytanie, choć nie wiedział, w co trafi. W jednej chwili zrobiło mu się żal, że zepsuł atmosferę, którą zbudowali przez ostatnie kilkanaście minut. Przesunął dłonią po blacie stołu, nie patrząc na nią bezpośrednio, by nie czuła na sobie jego badawczego wzroku.
Rozumiem — odpowiedział w końcu krótko. — Studia to tylko papier - zamilkł, dając jej czas na powrót do rozmowy i zaczął bezmyślnie studiować listę kaw, jakby to był najważniejszy tekst, jaki czytał. — A co do sali bankietowej, to rozumiem ten ból. Dorosłość ma swoje minusy, a opłacanie rachunków jest zdecydowanie na szczycie listy - zaśmiał się krótko, ale zaraz spoważniał słysząc jej pytanie.
Jego pewność siebie na moment zniknęła, nie spodziewał się, że tak szybko role się odwrócą i to on będzie musiał odpowiadać na jej pytania. Oparł się wygodniej o oparcie krzesła i popatrzył na ocean, jakby szukał tam odpowiedzi. Nie chciał zaczynać nowej, w dodatku obiecującej znajomości od kłamstw, bo prędzej czy później prawda i tak wyjdzie na jaw.
Dobre pytanie. — pochwalił ją po dłuższej chwili, próbując grać na zwłokę. — Chyba po prostu nie lubię, kiedy role się odwracają — zaśmiał się krótko, ale tym razem w jego głosie było słychać szczere zakłopotanie. — Skoro już bawimy się w szczerość, muszę przyznać, że trochę cię oszukałem — powiedział cicho, nie spuszczając z niej wzroku. — Technicznie rzecz biorąc, nie pracuję jako dziennikarz. Mam inne zobowiązania, które zajmują mi większość czasu, ale szczerze? Zamierzam to zmienić. Utknąłem w miejscu, w którym nie chcę być i planuję jak najszybciej wrócić do tego, co naprawdę ma dla mnie znaczenie. Ale tak, mam papierek na dziennikarstwo - zakończył, uśmiechając się delikatnie. Zrobił krótką pauzę, sprawdzając jej reakcję.

Charly Hayes
21 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ciężko było ocenić, czy Charly zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo przyciągała uwagę. Z natury starała się nie wyróżniać z tłumu, choć samo życie zdawało się mieć na ten temat zupełnie inne zdanie. Było w niej coś, co sprawiało, że spojrzenia zatrzymywały się na niej odrobinę dłużej — może wyraziste rysy twarzy, może pewna naturalna elegancja, której sama nigdy nie dostrzegała, a może po prostu sposób, w jaki obserwowała świat. Niezależnie od przyczyny, sama pozostawała wobec tego zaskakująco nieświadoma. Znacznie łatwiej przychodziło jej dostrzeganie szczegółów u innych niż analizowanie własnego odbicia w lustrze.
Na wzmiankę o najlepszej ofercie dnia parsknęła cichym śmiechem, ostatecznie porzucając ten temat, jednak ciężko było jej zapanować nad uśmiechem, będącym wyrazem czystej przyjemności płynącej z ich rozmowy. Zaskakiwało ją, jak naturalnie przychodziło jej przebywanie w jego towarzystwie. Jeszcze kilka godzin wcześniej był dla niej obcym mężczyzną spotkanym przypadkiem na ulicy, a teraz siedzieli naprzeciwko siebie, rozmawiając tak swobodnie, jakby znali się znacznie dłużej niż pozwalał na to zdrowy rozsądek. I może właśnie dlatego było to tak przyjemne. Toronto od miesięcy wydawało jej się ogromne, obce i nieprzyjazne, ale siedząc tutaj, po raz pierwszy od dawna miała wrażenie, że nie musi walczyć z tym miastem o swoje miejsce.— Czyli oficjalnie ustalone. — oznajmiła z teatralną powagą. — Oboje wykorzystujemy własną dziwność jako usprawiedliwienie życiowych decyzji. Myślę, że to całkiem solidny fundament znajomości.
Uśmiechnęła się szerzej, słuchając jego komentarza o koncertach. — Wreszcie ktoś rozumie. Wszyscy pamiętają muzykę, a nikt nie wspomina o siniakach i kryzysie egzystencjalnym po trzech godzinach stania w jednym miejscu. — pokręciła głową z rozbawieniem. — Naprawdę powinny istnieć poradniki przetrwania dla początkujących uczestników koncertów. Przypominając sobie kilka własnych przygód, parsknęła cicho śmiechem. — Najlepiej z osobnym rozdziałem o tym, dlaczego człowiek nigdy nie powinien zakładać białych butów na festiwal. Ani wierzyć, że da się wrócić do domu z nienaruszoną godnością. Na krótką chwilę odpłynęła myślami do Nowego Jorku. Do letnich koncertów, tłumów ludzi śpiewających te same słowa pod rozgwieżdżonym niebem i do tego szczególnego rodzaju wolności, który pojawiał się tylko wtedy, gdy muzyka zagłuszała wszystko inne. Brakowało jej tego bardziej, niż chciała przyznać.
Przy pytaniu o fotografię zamyśliła się na moment. — Oczywiście, że żałuję. — przyznała szczerze. — Ale właśnie dlatego lubię zdjęcia. Bo nie da się ich poprawić. Możesz usunąć nieudane ujęcie, możesz zrobić kolejne, ale tej konkretnej sekundy już nigdy nie odzyskasz. I chyba jest w tym coś… uczciwego. — Wzruszyła lekko ramionami. — Życie działa dokładnie tak samo. Problem polega na tym, że człowiek zwykle rozumie to dopiero po czasie. - przyznała, a w jej głosie pobrzmiewało coś, co zdradzało, że nie była to wyłącznie luźna refleksja. Mówiła jak ktoś, kto znał ten mechanizm aż za dobrze. Jak ktoś, kto niejednokrotnie wracał myślami do chwil, których nie dało się już powtórzyć ani naprawić, zastanawiając się, co wydarzyłoby się, gdyby wtedy powiedział jedno zdanie więcej albo zrobił krok w innym kierunku. Nie miała jednak pojęcia, że siedzący naprzeciwko niej Noe znał ten rodzaj żalu równie dobrze. Że za jego spokojnym uśmiechem kryły się własne niedokończone historie i błędy, które dopiero niedawno zaczął dostrzegać w pełnym świetle.
Kiedy temat przeszedł na menu, natychmiast odetchnęła z ulgą. Nie tylko dlatego, że Noe skutecznie wyciągnął ją z niewygodnych myśli związanych z pieniędzmi, ale również dlatego, że zrobił to w sposób, który nie sprawiał, że czuła się zawstydzona. — To zdecydowanie najmilszy szantaż, jaki mnie dzisiaj spotkał. — oznajmiła, odkładając kartę. — Skoro biorę odpowiedzialność za ciastko, chcę tylko zaznaczyć, że jeśli okaże się okropne, całą winę zrzucę na ciebie. To ty finansujesz tę katastrofę. - rzuciła rozbawiona, jednak ten stan zaraz minął wraz z przyznaniem się przez mężczyznę do swojego małego oszustwa, spojrzała na niego uważniej. Nie dlatego, że poczuła się oszukana. Wręcz przeciwnie. Większość ludzi na pierwszym spotkaniu budowała wokół siebie starannie przygotowaną wersję własnej osoby. Noe właśnie zrobił coś dokładnie odwrotnego.— Wiesz, spodziewałam się czegoś znacznie gorszego. — przyznała po chwili. — Na przykład że jesteś tajnym milionerem albo członkiem kanadyjskiej mafii kawowej.
Jej spojrzenie złagodniało nieznacznie. — Utknąć w niewłaściwym miejscu zdarza się częściej, niż ludziom wydaje się przyznać. — stwierdziła, zaraz dodając. — Myślę, że większym problemem jest moment, kiedy człowiek orientuje się, że jest nieszczęśliwy i mimo to zostaje dokładnie tam, gdzie jest. Jeśli naprawdę zamierzasz wrócić do tego, co ma dla ciebie znaczenie, to brzmi raczej jak dobra wiadomość niż powód do tłumaczeń. - na powrót zaczęła się uśmiechać, w niepamięć rzucając słowa o oszukaniu. Z drugiej strony cieszyła się, że nawet w takiej kwestii starał się być z nią od początku szczery.
Zanim na ich stoliku pojawiły się dwa kubki z kawą oraz talerzyki z tartą limonkową, raz jeszcze spojrzała na widok rozpościerający się przed nimi. Słońce powoli zniżało się ku horyzontowi, rozlewając po tafli oceanu złote refleksy. Przez chwilę po prostu chłonęła ten obraz, próbując zapamiętać go takim, jakim był teraz. Nie przez aparat. Nie przez obiektyw. Własnymi oczami. Bo były momenty, których nie chciała zamykać w kadrach. Momenty, które chciała zatrzymać wyłącznie dla siebie. Kiedy kelner postawił przed nimi zamówienie, wróciła spojrzeniem do Noa, a w jej oczach pojawiło się rozbawienie. — No dobrze. — uniosła lekko filiżankę. — Za najbardziej absurdalnie drogą kawę, jaką przyjdzie nam dziś wypić. I za ludzi, którzy wciąż próbują znaleźć drogę do rzeczy, które naprawdę mają dla nich znaczenie.


Noe Villeneuve-Scott
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Beach Club”