ODPOWIEDZ
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jeśli coś nie wychodzi w życiu, najlepiej rzucić się w wir pracy. Cem zawsze tak robił, bo to było sprawdzone wyjście i jakiś cel w swoim pokopanym istnieniu. Ostatnie pół roku było dla niego trudne. Jego ukochana odeszła i ślad po niej zaginął. Mówiła mu kiedyś, że jeśli zechce, zniknie i nikt jej nie znajdzie. Szukał jej wszędzie, gdzie mógł. Każdy trop okazywał się fałszywy. I to złamało mu serce.
Ayers był z natury łagodnym człowiekiem, który nikomu nie przeszkadzał, a jednak świat rzucał mu pod nogi kłody i na kilku się wywrócił. Upadek po utracie kobiety, którą kochał jak wariat, był najbardziej bolesnym od lat. Coś w nim umarło po tych miesiącach poszukiwań. Spakował manatki, wyprowadził się z domu w Stambule mówiąc, że prędko tam nie wróci. Jego tureccy fani byli zszokowani, gdyż aktor wolał zawsze ich kraj od jego rodzinnego. Jednak po tym, co się działo podczas pamiętnego pobytu i po nim, naprawdę nie czuł się dobrze w Turcji. Nie miał na szczęście żadnych zobowiązań tam i mógł odejść, bez żadnych problemów.
Przez kilka tygodni było z nim naprawdę źle. Zasypiał pijany, bo tylko wtedy mógł odpocząć. Był cieniem siebie i nie przypominał tego człowieka, jakim był jeszcze niedawno. Problem na szczęście rozwiązano inaczej, niż przez pójście na odwyk. Regularnie chodził do psychiatry i brał leki, które pomogły mu jakoś wyjść z czarnej otchłani własnych myśli. Niestety nie poskładało to jego złamanego serca. Ból w nim był ciągle żywy.
Wychodząc z najgorszego etapu, postanowił się nie poddawać i coś robić, by nie zwariować do reszty.
Szukał roli dla siebie w Kanadzie. W Ottawie nakręcił kilka scen do filmu, w którym zagrał gościnnie, a potem wrócił do Toronto, gdzie kręcono kolejny sezon medycznego serialu, w którym pojawiał się wcześniej Cem jako zagraniczny lekarz. Zapytano go wprost, czy jest zainteresowany powrotem, czy mają szukać kogoś innego. Ayers się zgodził i naprawdę starał się wziąć w garść. Życie jakoś płynęło dalej, a on każdego dnia otwierał oczy i starał się przeżyć kolejną dobę. Obowiązki zawsze się jakoś sprawdzały. Miał wtedy jakiś cel i zajmował czymś swoje myśli.
Ekipa kręciła sceny w Mount Sinai Hospital, w mniej uczęszczanym skrzydle, by nie przeszkadzać w pracy prawdziwym lekarzom i personelowi. Oczywiście cały czas aktorzy starali się nabywać kolejnych umiejętności i uczyć prawdziwej pomocy, by akcja w serialu wyglądała autentycznie, a nie sztucznie.
Cem dołączył w piątym odcinku sezonu czwartego i właśnie nakręcił kilka scen, a potem miał przerwę, którą wykorzystał na wizytę w kawiarence szpitalnej i wypicia dużej ilości mocnej, czarnej kawy.
Wyglądał jak jeden z lekarzy, mając na sobie szpitalne ciuchy i fartuch, bo czekał na ciąg dalszy zdjęć.
Ayers był charakterystycznym człowiekiem, patrząc na jego wygląd i wzrost. Niektórzy przychodzili podpatrzeć aktorów w akcji i zapolować na wspólne zdjęcie czy autograf. Cem nie odmawiał nikomu uśmiechu, szczególnie najmłodszym zainteresowanym, bądź młodocianym aktorom. Nigdy nie odsuwał się od innych, bo kiedyś sam był debiutantem, który walczył o każdą rolę. Teraz miał doświadczenie i dzielił się nim z innymi.
Kiedy odebrał kubek z napojem i miał się przemieścić z nim w stronę wolnego stolika, nagle poczuł, że ktoś na niego wpada. Jakiś nastolatek kłócił się z ojcem, nie patrzył przed siebie tylko kroczył naprzód i pech chciał, że potrącił jakąś kobietę, która również miała w ręku kubek z gorącym napojem i właśnie ta wpadła wprost na Cema, który miał nadzieję, że oparzenie swojej ręki wylaną częściowo kawą jest jedynym problemem w tej sytuacji. Cały Cem. Najpierw pomyślał o innych.
- Wszystko w porządku? – zapytał, mając nadzieję, że jej nie oblał, albo ona sama nie skończyła jak on, do którego dotarło nagle, że to bolało i syknął pod nosem. Przydałby się jakiś lód czy jakaś maść. Cokolwiek. Ale był w szpitalu, więc z tym nie będzie problemu. W każdym razie aktor wyglądał na mało przejętego sytuacją. Jeśli boli, to znak, że żyjesz – powtarzał sobie za każdym razem, gdy coś bolesnego się wydarzyło w jego życiu.

Olivia Calvert
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ten dzień zdecydowanie nie należał do jej najlepszych. Już od samego rana czekało na nią wiele pracy, co nie było zbyt optymistyczne. Nie chodziło o to, że nie lubiła tego, czym się zajmowała - wręcz przeciwnie, odnajdywała się w tym coraz bardziej, wypierając z głowy, że powinna pójść w ślady ojca, który na każdym kroku przypominał jej, że zmarnowała potencjał rodzinny. Nie chciał, by jej nazwisko kojarzono tylko z jego. Chciała zapracować na własne sukcesy i udawało jej się to osiągnąć. Być może nie pojawi się w żadnej książce medycznej, nie zasłynie z innowacyjnej metody, którą wprowadzi na rynek, ale przynajmniej będzie miała poczucie, że postępuje zgodnie z sobą. I z obietnicą, którą złożyła kiedyś z Alexem - razem albo wcale.
Optymizmem nie napawała myśl, że jej praca wiązała się ze śmiercią. Im więcej osób zginęło, tym więcej czasu spędzała w prosektorium. Przydział, który dostała jasno wskazywał, że współczynnik zgonów był wysoki, a wiele przypadków wiązało się z morderstwami, podejrzanymi wypadkami i chociażby przedawkowaniami. Wszystko, co można było podpiąć pod sprawy kryminalne.
Rzucając się w wir pracy, w towarzystwie tak dobrze znanego zapachu i muzyki zupełnie nie pasującej do otoczenia, zapomniała o bożym świecie. Wyrzucił z głowy, że powinna zadzwonić do przyjaciółki, zrobić dodatkową kawę i, co mogłoby jej się przydać, zjeść. Zamiast tego skupiła się na swoich pacjentach, rozcinając, wyciągając i ważąc ich narządy, szukając przyczyn odejścia z tego świata. Dla innych przygnębiające, dla niej kolejna zagadka do rozwiązania i upewnienie się, że członkowie rodziny będę mogli zamknąć bolesny rodział.
Sama praca nie byłaby w stanie doprowadzić jej do złego nastroju, w którym się znalazła. Niemniej pojawienie się jednego policjanta, z którym nigdy do końca nie potrafiła się dogadać, wszystko zmieniło. W jej oczach był arogancki i uważał, że wie wszystko. W takim razie po co miała szukać dowodów i wyciągać wnioski, skoro on najwidoczniej wiedział lepiej, jak powinna wykonywać swoją pracę?
Pokłócili się, nie pierwszy i nie ostatni zapewne raz. Mężczyzna dostatecznie ją rozproszył i nie mogąc się skupić po jego wyjściu, uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie chwila przerwy. Napije się kawy, może zje coś słodkiego i wszystko będzie w porządku. Człowiek głodny, człowiek zły.
Wyszła ze swojej jaskini, jak wielu nazywało jej miejsce pracy i udała się na wyższe piętra, myśląc nad tym, co dobrego znajdzie w szpitalnej kawiarence. Wbrew wszelkiej stereotypowej opinii, jedzenie tu nie było takie złe. Jasne, kawa nie umywała się do tej sprzedawanej w kawiarniach, niemniej była dużo lepsza, niż chociażby na komendzie policji, gdzie automat zdawał się wypluwać pomyje.
Odebrała kubek z ciepłym napojem, rozkoszując się zapachem. Czy była uzależniona od kofeiny? Jak najbardziej. Czy się z tym kryła? Zdecydowanie nie.
Niespodziewanie ktoś na nią wpadł. Zanim zorientowała się, co właściwie zaszło, ciemna ciecz opuściła naczynie, lądując na osobie przed nią. Nie wiedziała, czy był sprawcą czy ofiarą, ale to nie pomogło jej irytacji z całego zdarzenia.
-Cholera, jeszcze tego brakowało - wyrzuciła pełnym frustracji głosem. Czyli co, lepiej było jednak nie opuszczać podziemi.
Poczuła ciepło na klatce piersiowej - znak, że kawa znalazła się również na jej ubraniu. Przynajmniej tyle, że dla jej pacjentów nie miało większego znaczenia, jak wyglądała i poplamiony fartuch nie był problemem.
Słysząc głos, uniosła głowę, dość wysoko, biorąc pod uwagę, że stał przed nią olbrzym, a nie człowiek. Odliczyła w myślach do pięciu, nie chcąc na nikogo wylewać swojej frustracji. Kawa wystarczyła.
-Względnie. Zależy czy mówimy o całokształcie, czy tylko o tym - westchnęła, wskazując na bałagan. I tyle z zachowania się profesjonalnie. A przecież jej rozmówca nie zasłużył. - A jak z tobą? Kawa była dość gorąca. Potrzebujesz czegoś? - spytała. Była ostatecznie lekarzem i nawet, jeśli miała przed sobą kolegę po fachu (nie wiedząc nawet, że w szpitalu kręcą jakiś serial), należało potraktować go jak pacjenta.

Cem Ayers
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Młody, który spowodował tę niezbyt miłą sytuację mruknął coś i zwiał. Tak teraz się wychowuje dzieciaki? Smutne, ale prawdziwe.
Cem naprawdę zmartwił się, że kobieta, która była taką samą ofiarą niewychowanego małolata jak i on, mogła ucierpieć w podobny sposób. Ojciec chłopaka powiedział krótkie „przepraszam za niego” i poszedł w ślad za nim. To tyle jeśli chodziło o uprzejmość.
- Jak skombinuję maść na oparzenia, to nic mi nie będzie – odpowiedział spokojnie. – Mogę prosić o coś zimnego? – zagadnął do obsługującej klientów pani, która właśnie patrzyła w ich kierunku. Mógł po prostu lecieć pod kran z tą ręką, ale po co, prawda? Wystarczy jakiś okład z kostek lodu czy lodów.
- Dobrze, że jestem w szpitalu – zauważył. Pewnie niektórzy będą się rozwodzić nad staną jego ręki, gdy wróci do ekipy, ale co tam. Każdemu się mógł przydarzyć taki wypadek.
Cem zachowywał się mechanicznie przez ostatnie miesiące. Wszystko było jakieś pozbawione barw i sensu. Została mu tylko praca i tego się trzymał.
Spojrzał uważnie na kobietę, była drobna i wydawała się krucha, ale w spojrzeniu miała pewne zacięcie, a jej mina wyrażała… no właśnie, co? Poirytowanie? Złość na niego i tego młokosa, przez którego znaleźli się w tej sytuacji? On sam wydawał się być obojętny, bo co by mu dało denerwowanie się na kogoś? Nic. Jedyne o czym pomyślał to fakt, że na kawę już stracił ochotę, a za to chętniej poszedłby zapalić papierosa. Obiecał sobie, że rzuci to dziadostwo, ale ciągle miał z tym problem.
- Najwidoczniej mieliśmy pecha i zostaliśmy ofiarami dziwnego zbiegu okoliczności. Ale jeśli nic nam nie jest, chyba można o tym zapomnieć – Ayers nie był pamiętliwy, miał ważniejsze sprawy na głowie i własne historie, które wpływały na jego zachowanie i odbiór różnych wydarzeń.
Cem wydawał się jakoś trzymać, ale można było dostrzec na jego twarzy wyraźne oznaki zmęczenia i dziwny smutek w spojrzeniu, jak gdyby jego jasne oczy po prostu straciły dawny błysk. Starał się robić swoje, uśmiechnąć się, gdy było trzeba, ale poza tym zdawał się być trochę nieobecny. Ta sytuacja nieco go otrzeźwiła, ale przypomniała mu też o pewnej sytuacji z przeszłości, która wydarzyła się między nim, a Eden, gdy wpadli na siebie na początku ich wspólnej historii po latach. Ale Eden tu nie było. Odeszła, zapadła się pod ziemię i zrobiła to, o czym powiedziała kiedyś w Stambule: jeśli zechcę, nikt mnie nie znajdzie. On także. Prosił, by tego nie robiła, ale jednak to się wydarzyło. I obwiniał siebie o to wszystko i nigdy sobie tego nie wybaczy.
Kobieta stojąca obok nie wiedziała o tym wszystkim, bo się nawet nie znali. Byli przypadkowymi ludźmi, w losowej sytuacji, która miała wkrótce stracić na ważności. Mało prawdopodobne, by znów na siebie wpadli w mniej, czy bardziej efektowny sposób.
- Bo ty się nie poparzyłaś, tak? – szpitalne ciuchy mogły ją ochronić przed wrzątkiem, po czym zostałyby tylko plamy, ale wolał wiedzieć, czy z nią wszystko w porządku. I to szczere zainteresowanie było łatwe do odebrania. Nie robił scen, był cicho i tyle. Po co robić z igły, widły.
Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że jest daleki od bycia duszą towarzystwa, ale chyba to i tak nie było potrzebne. Mógł grać, ale ostatnio całe jego życie było jednym wielkim udawaniem, więc darował sobie. Gdyby nieznajoma zobaczyła go na planie serialu jako pogodnego, młodego wojownika o ludzkie życie, na pewno inaczej by go odebrała. Poza zdjęciami był cieniem siebie. Niedawno brat mu powiedział, by się kładł i umierał, skoro nie czuł sensu w życiu. Wkurzył się, ale czy słusznie?
Kiedy miał coś znów powiedzieć, przydreptała do nich kobieta z torebką lodu. Cem podziękował i przyjął ją, szybko przykładając do miejsca, które dotknął wrzątek.
- Chyba już mi przeszła ochota na kawę – rzucił do towarzyszki niedoli, ot tak sobie. Był uzależniony od tego napoju i wypijał go zbyt wiele, ale w tej chwili naprawdę podskoczyło mu ciśnienie i wszelka senność odpłynęła. – Powiedział to zatwardziały kawoholik – uśmiechnął się smutno, bo inaczej ostatnio nie potrafił.

Olivia Calvert
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę, że nie powinna w żaden sposób wyżywać się na osobach postronnych za wydarzenia, które nie były ich winą. W normalnych okolicznościach aktualna sytuacja nie wpłynęłaby szczególnie na jej samopoczucie. Rzuciłaby, że nic się nie stało, że każdemu się zdarza, a taki wypadek w porównaniu z tymi, jakie szpitalna kadra widziała codziennie, był po prostu niczym i można było wyrzucić go z pamięci, skupiając na pozytywach.
Tak byłoby w każdy inny dzień, ale nie w ten, kiedy jej emocjonalność była zachwiana, głównie z powodu wcześniejszej kłótni. Do tego dochodził głów, brak odpowiedniej dawki kofeiny i powstało prawdziwe szambo mentalne. Może zbliżający się okres potęgował uczucia platające się ze sobą niczym nić na szpuli? Nie panowała nad nimi, dlatego chłód w jej głosie, z jakim odezwała się do młodego chłopaka, okazującego się prowodyrem zderzenia, był jasno wyczuwalny.
-Polecam udać się do okulisty i laryngologa, jeśli problemy z chodzeniem i dostrzeganiem obiektów są tak rozwinięte - wydobyło się z jej ust. Nie była z siebie dumna; przez chwilę jednak nie miało to znaczenia. Chciała sobie trochę ulżyć, niezależnie kto miał ucierpieć. A chłopakowi się należało, bo zmarnował dwa kubki całkiem przyzwoitej kawy.
Ciśnienie trochę zelżało, kiedy spostrzegła przepraszający wzrok ojca chłopaka. Rodzice nie powinni przepraszać za każdym razem, kiedy ich pociechy, wystarczająco dorosłe by samodzielnie podejmować decyzje, robiły coś złego. Musiały nauczyć się ponosić odpowiedzialność, bo kiedy, jeśli nie teraz? Lata mijały, trzeba było w tym kierunku działać dość wcześnie.
Odetchnęła dwa razy, doprowadzając się do względnego porządku. Być może kiedy tylko wróci do siebie, będzie żałowała wybuchu, niemniej aktualnie nie odczuwała tej potrzeby.
-Mamy je w apteczkach, zaraz przyniosę. Proszę poczekać - poleciła, dość ostro, spoglądając na wysokiego mężczyznę. Mógł być jej kolegą po fachu, ale wolała uniknąć sytuacji, kiedy będzie się zachowywał jak typowy nie-potrzebuję-pomocy-sam-umiem-leczyć. Nie kojarzyła go, ale wszak przez placówke przewijało się wielu lekarzy; nie mogła znać wszystkich. Zresztą praca w podziemiach skutecznie izolowała ją od większości pracowników, co wpływało na jej nikłą znajomość twarzy.
Szybkim krokiem udała się do składzika z lekami, w którym znalazła odpowiednią maść. Schowała ją do kieszeni wraz z bandażem, wracając do poszkodowanego w bufecie.
-Proszę pokazać rękę, opatrzę ją - powiedziała krótko. Powinna się już opamiętać, a jednak podstawowe potrzeby, które nie zostały zaspokojone nadal sprawiały, że stabilizacja była mało efektywna.
Słysząc jego słowa, raz jeszcze na niego spojrzała, koncentrując się bardziej na twarzy. Nie umknęło jej uwadze jak intensywny kolor miały jego oczy. Pomimo tego były równie zmęczone, co jasne. Podobnie jak cały on. Typowy lekarz po przejściach kolejnego równie ciężkiego dnia. Może stracił pacjenta? Poczuła się tym bardziej winna swoich reakcji.
-Prawdę powiedziawszy podziękuję za takie zbiegi okoliczności. Niewiele z nich pożytku, jak widać - tu wskazała na jego czerwoną dłoń. Nie wyglądała źle, ale zdawała sobie sprawę, jak upierdliwe było każde poparzenie i jak skutecznie mogło się zababrać. - Przepraszam za to wszystko. To nie jest mój dzień. Nie powinnam się unosić - westchnęła, przeczesując włosy dłonia. Teraz faktycznie poczuła się głupio i chociaż nadal gdzieś w środku tliła się irytacja, nie chciała okazywać jej przy nim. Był równie poszkodowany, co Olivia. A może i znacznie bardziej.
-Nie, u mnie wszystko w porządku. To tylko plama, nic więcej - odpowiedziała. Zaskakujące, że w tym wszystkim, we własnym cierpieniu, zainteresował się i jej dobrem. Nawyk lekarski czy wrodzona troska? jaka nie byłaby przyczyna, zrobiło jej się miło.
-A mi wręcz przeciwnie, zdecydowanie jej potrzebuję, bo kolejnej takiej akcji nie przetrwam. Jest pan pewien, że jednak się nie skusi? Kawa potrafi zdziałać cuda, proszę się nie sugerować tym wypadkiem - uśmiechnęła się do niego. Osobiście była od niej uzależniona, nie ograniczając się do filiżanki czy dwóch dziennie. Gdyby to było możliwe, żyłaby na niej i na czekoladzie przeplatanej ciastem marchewkowym. Zestaw, na myśl o którym każdy dietetyk dostałby zawału. - O proszę. Tym bardziej nie powinien pan z niej rezygnować - dodała i nie czekając na odpowiedź zamówiła dwa kolejne kubki zbawiennego napoju. - Olivia - przedstawiła się mężczyźnie. - Ciężki dzień? - zagadnęła, widząc wyraz jego twarzy. Czasami szpitalne zwierzenia pomagały, a kto jak nie drugi lekarz miał zrozumieć problemy płynące z problemów w placówce?

Cem Ayers
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Gdyby Cem miał tylko takie problemy jak oparzenie, byłoby naprawdę nieźle. Odczuł to, ale mimo wszystko wolał takie przygody, od tego, co działo się z nim w ostatnich miesiącach. Wizyty u psychiatry miały pomóc, ale poza lekami, które go miały uspokoić i sprawić, że zaśnie w miarę spokojnie, jakoś nie widział nic szczególnego, jeśli chodzi o poprawę jego stanu duszy.
Patrzył na swoją dłoń i pokręcił głową. Będą o to pytać i jakoś się trzeba będzie wytłumaczyć z wypadku. Jakoś da radę.
Wcale się nie buntował, jeśli chodziło o pomoc. Po prostu siedział spokojnie i pozwalał na interwencję kobiety.
- Nic się nie stało – powiedział spokojnie. – Czasami wszystko doprowadza człowieka do stanu poirytowania i złości, dlatego staram się nie zwracać na to uwagi. Sam bywam nieznośną marudą – taki stan był zauważalny przez ostatnie pół roku i nawet praca nad tym niewiele wnosiła w życie. Był jak rozgrzebane puzzle, ale ciężko było to poskładać do kupy.
- To dobrze – podsumował jej wypowiedź o plamie. Nie życzył nikomu źle, więc skoro nic się nie stało, wszystko wydawało się być w porządku.
Mruknął na temat gorącego napoju. Widać było, że bije się z myślami. Z jednej strony miał ochotę, a z drugiej…
- Zdecydowanie przesadzam z ilością kawy – odparł, a na jego twarzy znowu pojawił się ten lekki, nieco zakłopotany uśmiech. – Ech, moja silna wola względem niej jest niestety w kiepskim stanie. A to oznacza, że pewnie się i tak skuszę – dał za wygraną. Lepiej, że pijał takie coś, a nie wypijał zbyt wiele alkoholu, który mógłby stać się poważnym problemem. On uważał, że jak się napić, to w barze lub ze znajomymi. A kawa? To było coś innego. Nałóg, ale przyjemny. Mógł ją pić o każdej porze dnia i nocy.
- Niech będzie – po co miał rezygnować z tej przyjemności, prawda? I to w dodatku w towarzystwie. Może i nie był najlepszym rozmówcą, ale nie zamierzał nikogo do siebie zrażać. – A do tego przydałoby się jeszcze coś słodkiego. Kolejna rzecz, której sobie nie odmawiam – przyznał. I przyłapywał się na tym, że zamawia nie swoje ulubione ciasto, lecz szuka tego, które uwielbia Eden. Może to już zakrawało na jakieś lekkie szaleństwo, ale smak pistacji przypominał mu o niej i tym, jak kiedyś przekomarzali się na temat idealnego dodatku do kawy.
I pewnie poprosił o kawałek jakiegoś ciasta, w zbliżonym rodzaju do tamtego, które zamawiała, a który teraz jadał sam.
- Miło mi poznać – powiedział szczerze. – Cemil lub po prostu Cem, jak kto woli – przedstawił się.
- Nie jest tak źle, ale bywało lepiej – odpowiedział na zadane pytanie. – Powiedzmy, że zła passa ciągnie się od jakiegoś czasu i tylko praca sprawia, że jakoś idę naprzód – nie zorientował się jeszcze, że Olivia wzięła go za lekarza. Łatwo było się pomylić, ale na jego plakietce, którą miał przypiętą do fartucha, widniało inne imię.
- Czasami ciężki dzień kończy się lepiej niż się zapowiada wcześniej – bywało, ale jakoś nie mówił tego bardzo przekonująco. – Człowiek łapie się tego, co zna, by sobie pomóc. W moim przypadku rzucenie się w wir pracy jest najlepszym lekarstwem na niepowodzenie – nawet muzyka, którą tak kochał nie łagodziła jego stanów załamania nerwowego. Kiedy wchodził w rolę i zmieniał się w swojego bohatera, starał się wyrzucić z myśli wszystko inne i po prostu grać. Teraz, gdy był na powrót Cemem, starał się nie odrzucać od siebie nikogo. Potrzebował towarzystwa bardziej, niż się do tego przyznawał, nawet jeśli bywał nieco ostrzejszy, specyficzny i po prostu marudny. Jego radość z życia i piękna tego świata wyparowała już dawno. Teraz ważne było tylko przetrwanie każdego kolejnego dnia. Cem nie przyznawał się na głos do tego, że po prostu miał depresję. Jego siostra o tym wiedziała, ale nie było jej obok. Brat… zawsze różnili się od siebie i nie do końca się rozumieli.
Był sam ze swoimi demonami, nawet jeśli otaczali go przyjaciele i wiele życzliwych osób. Nie dopuszczał innych do siebie zbyt blisko, taka prawda.
- Lubię to, że czasami życie zaskakuje mnie w najmniej spodziewanym momencie – dodał, nie wiedząc w jaki sposób te słowa zostaną odebrane. Może poznanie nowej osoby będzie właśnie takim dobrym akcentem dnia.


Olivia Calvert
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
32 y/o
For good luck!
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zajęcie się dłonią mężczyzny było pewnego rodzaju antidotum na burzę, która szalała w jej wnętrzu. Pozwalała skupić się na czymś bardziej przyziemnym, zapominając o nieprzyjemnym policjancie oraz jego mało profesjonalnych komentarzach. Atmosfera się unormowała, co Olivia wewnętrznie przyjęła z ulgą. Nie lubiła poddawać się emocjom, które w tak łatwy sposób były w stanie zawładnąć jej umysłem. To nie przydawało się ani w prosektorium, ani w życiu poza nim. Opanowanie było sztuką, nad którą musiała jeszcze popracować jeśli faktycznie chciała być wybitna w tym, co robiła. Emocje wiązały się z błędami, a te w szpitalu były jak najmniej pożądane. Jedna rozproszona myśl, jeden nieuważny ruch i można było na szali położyć życie pacjenta, lub w przypadku Calvert, źle ocenić przyczynę zgonu, co mogło rzutować na późniejszą sprawę i jej finalne rozwiązanie.
-Poniekąd tak, ale zazwyczaj tak nie reaguję. Zobaczył mnie pan w jednym z tych gorszych wydać, a to nie najlepsze pierwsze wrażenie, co? - zerknęła na niego, uśmiechając się lekko. Rad była, że wydawał się być człowiekiem o raczej spokojnym usposobieniu, dzięki czemu oszczędziła wojny w szpitalnej kafejce. Jeszcze tego brakowało, żeby zaczęła się mięsem obrzucać z lekarzem, którego specjalizacji nawet nie znała. Co, jeśli okazałaby się ordynatorem? Lub kimś wyjątkowo ważnym, kto mógłby zaszkodzić jej karierze? Wzdrygnęła się na myśl, że z podkulonym ogonem miałaby wracać do domu, prosząc o pomoc ojca posiadającego tak liczne kontakty. Niedoczekanie. - Naprawdę? Ciężko mi uwierzyć, że mógłby pan marudzić. Sama nie wiem, coś w pana twarzy mówi mi, że nie należy pan do tych osób, które na wszystko narzekają. Ba, idę o zakład, że panuje pan nad emocjami bardziej niż ja - zaśmiała się. Bywała nieznośna, zwłaszcza kiedy była głodna. Lub jeśli coś wyjątkowo nie szło po jej myśli, wytrącając ją z rytmu. Ach, ile to razy słownie wyżywała się na swoich pacjentach, którzy nawet nie byli w stanie się bronić! Czy to nie było okrutne?
-Może jako lekarz nie powinnam tego mówić, ale ostatecznie lepsza taka używka, niż inna. Poza tym jak inaczej mielibyśmy przetrwać ten harmider - zauważyła, mając na myśli zgiełk panujący każdego dnia w salach i na korytarzu. Oboje wiedzieli, jak to wyglądało, tym bardziej, jeśli akurat wypadał taki okres w roku, kiedy choroby atakowały znacznie potężniej. Lub kiedy dochodziło do masowego wypadku, jak roztrzaskanie się autobusu lub zawalenie budynku pełnego ludzi. - Zapewniam, że nie przyjęłabym odmowy, więc nawet i najsilniejsza wolna na niewiele by się zdała. Potrzebuję kawy, a picie jej w towarzystwie jest znacznie bardziej przyjemniejsze, niż samotne - kiwnęła lekko głową na potwierdzenie tych słów. Miewała towarzystwo, jasne. Ale takie, które jej nie odpowiadało. Gdyby zaczęło, niechybnie panna Calvert musiałaby się udać do specjalisty od głowy, spodziewając się nieprzychylnej diagnozy.
-Och, w takim razie to kolejna rzecz, która nas łączy. Też jestem zdania, że dobre ciasto idealnie współgra z goryczą kawy. Osobiście polecam marchewkowe, nigdy nie zawodzi. Ewentualnie pistacjowe tiramisu. O dziwo naprawdę czuć pistacje - po raz kolejny się do niego uśmiechnęła, zaczynając prezentować normalną siebie. Trochę gadatliwą, jeśli miała okazję i znacznie milszą, niż w momencie ataku na biednego nastolatka.
Kiedy udało im się dorwać wolny stolik, klapnęła na krześle naprzeciwko mężczyzny, ciesząc się, że chociaż na chwilę są na równym poziomie. Ciągłe podnoszenie głowy nadwyrężało jej szyję i potrzebowała chwili odpoczynku. Czuła się przy nim trochę jak dziecko lub hobbit przy Aragornie.
-Nieprzyjemnie mi o tym słuchać. Wolałabym, żebyś opowiedział mi bardziej pokrzepiającą historię. Mam nadzieję, że zła passa szybko się skończy i będziesz mógł wrócić do normalnego rytmu. Bo chociaż praca pozwala zapomnieć, tak przez nią też wiele można przegapić - zauważyła, poniekąd mówiąc z własnego doświadczenia. Przegapiła chociażby oznaki, że Victor zachowywał się dziwnie. Ignorowała to dość długo, koniec końców pozostając sama z gorzkim smakiem rozczarowania i zdrady. Gdzieś w środku nadal nie mogła przeboleć, że okazał się takim dupkiem, jawnie się nią bawiąc.
-Może hobby? Jakieś nowe? Też pozwala zapomnieć, a można uwolnić myśli jeszcze łatwiej, niż w pracy. W ogóle jaka jest twoja specjalizacja? Jestem pewna, że nigdy wcześniej cię tu nie widziała, chociaż, cóż… mało kiedy wychodzę ze swojej jaskini - zaśmiała się. Jeszcze chwila, a wstawi tak wygodną kanapę, by móc na niej odpoczywać. I może ekspres do kawy, wtedy już w ogóle w godzinach pracy by stamtąd niemal nie wychodziła, poruszając się głównie pomiędzy prosektorium, a laboratorium, do którego dostarczała próbki.
-Mam nadzieję, że jest to zaskoczenie pozytywne, bo negatywności mamy już na dzisiaj wystarczająco - odparła, spoglądając na niego. Kto by pomyślał, że przez tak mało przyjemny wypadek będzie miała okazję, by porozmawiać z kimś w sposób raczej luźny, nie ograniczając się do szpitalnych problemów i spraw z pacjentami, które poszły w złym kierunku. Mogła o tym nie wiedzieć, ale potrzebowała chwili odskoczni, zmieniając myśli o ciała na rzeczy bardziej pozytywne.

Cem Ayers
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Olivia spotkała Cema w dość ciekawym momencie życia. Prywatnie był tak obolały wewnętrznie, że czuł się jak wrak człowieka, sponiewierany i codziennie walczący z bólem duszy i serca. Nie widział już nic pozytywnego, bo nie wierzył w cuda, a tylko to było w stanie połatać to, co jest obecnie w strzępach. Udawał jednak, że jest dobrze, ma siłę wstać z łóżka i żyć dalej jakby nic się nigdy nie wydarzyło. Wszystko mogło zostać uznane za sen, tylko, że ból był prawdziwy.
- Nie jestem z tych, którzy narzekają na wszystko – powiedział, starając się wyjaśnić, skąd wzięły się u niego te wszystkie słowa. – Po prostu… - wzruszył ramionami, jakby nie było o czym mówić.
- Ludzie przychodzą i odchodzą. Niektórzy są całym światem dla człowieka, ale znikają - i powstaje pustka, której nikt nie potrafi wypełnić. Zostawiają człowieka z raną w sercu i w stanie depresji – dokończył już w myślach. Niewiele osób wiedziało, że był na lekach od kilku miesięcy. Media miałyby o czym mówić.
- Nieważne – starał się uśmiechnąć, nawet mu to nieźle wyszło, ale jego spojrzenie mówiło więcej niż słowa. Był zmęczony, przygaszony i pozbawiony nadziei. Nie zrozumie tego ten, kto nie przeżył czegoś podobnego w życiu. Utrata ukochanej osoby boli paskudnie. I pozbawia życia smaku i sensu.
- Nie jestem chyba skomplikowanym typem człowieka, tak myślę – prawdę mówiąc łatwo było odgadnąć, że Cem był nieskomplikowanym typem. Nawet czytając z nim rozmowy, można było stwierdzić, że poza rodziną i bliskimi przyjaciółmi, bardzo cenił sobie spokój, małe rzeczy, każdy dzień i cieszył się tym, że pomimo wielu strat po drodze, nadal był wdzięczny losowi i ludziom, że zobaczyli w nim coś, co zaowocowało aktywną pracą i sporym uznaniem, szczególnie tym w Turcji.
- I bez kawy nie ma dnia. A słodkości nie odmawiam, bo po co udawać, że nie mam na nie ochoty. Moja przyjaciółka prowadzi cukiernię i ona jedna wie, ile potrafię tego zjeść – tym razem uśmiech był wyraźniejszy. Nie obawiał się o swój stan, bo dbał o siebie, ćwiczył, biegał i był w dobrej formie.
Podziękował za polecane ciasto marchewkowe i obiecał spróbować.
Nie chciał mówić więcej o tym, co czuł i jak był wykończony niemocą, oczekiwaniem, czy bezowocnym poszukiwaniom kogoś, kogo stracił. Znowu zostało mu podziękować i dodał tylko coś krótko.
- Nie wiem kiedy to minie i czy w ogóle – może gdyby znała jego rozterki i problemy, mogłaby coś więcej powiedzieć, ale dopiero co się poznali. Niewiele osób rozumie taki stan, w jakim się znajdował, ale nie chciał nikomu zajmować czasu swoimi wywodami o życiu.
- Znów wrócę do tematu ludzi, którzy pojawiają się i znikają nagle – chyba wyraził się jasno, że ktoś kiedyś był w jego życiu i odszedł, pozostawiając chaos. – Raz czujesz się jak król świata, a w następnej chwili znajdujesz się na dnie głębokiej studni – chyba dobre porównanie rzucił. Wiele wyjaśniało, chociaż nie powiedział zbyt wiele konkretów. Zwyczajnie kochał, tęsknił i wariował z niepokoju. To przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu w tym świecie.
- Mam nadzieję, że to przejdzie – odparł cicho, ale i bez przekonania.
Kiedy Olivia zapytała go o specjalizację, uśmiechnął się, rozumiejąc już, że cały czas ma go za lekarza.
Stuknął w plakietkę z nazwiskiem i wyjaśnił sprawę.
- Chirurgiem, podobno dobrym – powiedział nieskromnie. – Ale tylko w serialu. Jestem aktorem, część zdjęć do serialu kręcimy w tym szpitalu i teraz mam przerwę – wyjaśnił spokojnie.
- Tak, wiem. Wyglądam jak jeden z pracowników, ale nie ma sensu wyskakiwać z ciuchów i zmieniać je co trochę. Akurat dzisiaj jestem tutaj. I na pewno jesteś mądrzejsza ode mnie, ale miałem szkolenie i zajęcia z prawdziwymi lekarzami. Nie jestem tylko od klepania roli – wyjaśnił z uśmiechem.
- Poza tym lubię muzykę. Zaczynałem od grania na gitarze na ulicy. To jest moim hobby, no i lubię sport, tylko muszę uważać, by się nie połamać przy okazji. Zmęczenie pomaga lepiej spać – powiedział spokojnie. – Mój ojciec był lekarzem, więc mam ogromny szacunek do tego zawodu. I chciał, żebym został jego następcą. Poszedłem w ślady matki, tak jakoś wyszło – opowiadał.
- I tak, lepiej poszukać czegoś pozytywnego, zamiast narzekać i widzieć tylko coś niedobrego. I naprawdę się cieszę z tego, że mogę wypić kawę w miłym towarzystwie. No i dzięki za profesjonalną opiekę – pomachał oparzoną dłonią. – Nie wiem jak to wytłumaczyć podczas nagrań, ale pewnie ktoś coś wymyśli. Pokryją to czymś i nie będzie widać. Poza tym często zakładam rękawiczki, więc nie będzie źle – do tego poparzył prawą rękę, bo w niej niósł kubek. Lewą sięgał wtedy do kieszeni po telefon, którego ostatecznie nie wyciągnął.
- Lubisz swoją pracę? – zapytał nagle, szczerze zaciekawiony jak to jest u niej. – Czasami człowiek się przyzwyczaja i robi wszystko mechanicznie. Czy zaskakuje Cię coś jeszcze w niej?

Olivia Calvert
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”