-
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Plan był prosty - mężczyzna chciał udowodnić Cherry, że potrafił stanąć na wysokości zadania. Mówił wiele, ale zdawał sobie sprawę, że dla niej liczyły się czyny, musiał więc to uszanować. Był tylko jeden warunek, który stanowił dla niego wyzwanie - miał się do niej nie zbliżać. Już podczas ostatniej rozmowy w firmie wiedział, jak trudne czekało go zadanie, niemniej nie miał wyjścia, jak się tego podjąć. Zwłaszcza, gdy nie miał wątpliwości co do tego, jak oboje na siebie działali. Musiał jedynie zachować cierpliwość, wiedząc, że siła przyciągania między nimi prędzej czy później złamie ich oboje. Dziś postanowił trzymać ręce przy sobie, najdłużej, jak to było możliwe.
Schował je w kieszeniach, kiedy czekał pod budynkiem kobiety oparty nonszalancko o swoje ferrari. Delikatne napięcie w barkach świadczyło o tym, że nieco się stresował przebiegiem tego wieczoru. Niepokój czający się w zakamarkach jego umysłu dawał mu do zrozumienia, jak wiele zależało od dzisiejszej randki, jeśli dobrze pójdzie, jednej z pierwszych. Jednocześnie wiedział, że Cherry Marshall była warta każdego zachodu.
Podniósł na nią spojrzenie już w momencie, gdy otworzyła drzwi apartamentowca. Niemal od razu kącik jego ust drgnął delikatnie ku górze, a jego serce przyspieszyło. Tak jak zawsze, idąc z wysoko uniesioną głową, emanowała siłą i kobiecością. Wprost nie dało się jej nie zauważyć. Przez chwilę po prostu ją podziwiał - jej rozpuszczone ciemne włosy nieznacznie unoszące się pod wpływem ciepłego, wiosennego wiatru, przez enigmatyczny uśmiech, którym go uraczyła na powitanie, po kołyszące się z gracją biodra. Jak zawsze była perfekcyjna w każdym calu.
— Dobry wieczór, ma Cherie - przywitał się z tym swoim czarującym uśmiechem i podniósł z miejsca, żeby przystanąć przy niej. W pierwszym odruchu miał ochotę złapać ją za talię i przyciągnąć ją do siebie, ale w ostatniej chwili się powstrzymał, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści, nadal schowane w kieszeniach spodni. Nie mógł pozwolić sobie jej przytłoczyć. — Wyglądasz zjawiskowo - co podobało mu się jeszcze bardziej, gdy wiedział, że ubrała się dla niego. — Jak się czujesz? - zapytał, bo pamiętał, że miała wizytę u lekarza. W końcu wzięła go pod uwagę, gdyż chciała mieć dużo czasu na rozmowę tego wieczoru. — Gotowa do podróży? - uśmiechnął się łagodnie, starannie ukrywając nadal odczuwane w karku napięcie. Otworzył drzwi auta i podał jej dłoń. Drobny gest, który znaczył dla niego więcej, niż sam chciał to przyznać.
ma cherie
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Zwłaszcza w trakcie przygotowania do wyjścia, kiedy poprawiała sobie makijaż. Intensywna czerwień zdobiła jej usta, idealnie pasująca do koloru sukienki. Złota biżuteria miała wszystko dopełnić, podobnie jak mała czarna torebka i wysokie szpilki. Sama sobie odmawiała postawienia sprawy jasno. Z jednej chciała, by pożerał ją całą spojrzeniem, a z drugiej nie mogła przyznać tego przed samą sobą. Przez kilka miesięcy, o ironio, zdążyła się do niego przywiązać. Z lekko drżącą nogą, postukującą we windzie zjeżdżała na dół. Zegarek na jej nadgarstku głośno odliczał sekundy do ich ponownego spotkania. Nie jako podwładnych w pracy, a jako równych sobie partnerów na wspólnym wyjściu. Randka brzmiała niesamowicie poważnie.
Klepnęła się dłońmi w policzek. Nie mogła wyglądać przed nim na zdenerwowaną. Ferrari w ogóle nie zrobiło na niej wrażenia. Lubiła szybkie, luksusowe samochody, to był dla niej standard. Za to nonszalancka postawa Ethana... Ohh, aż na samą myśl zrobiło się jej gorąco. Uniosła nerwowo oba kąciki ust ku górze. Ktoś właśnie podbił jej serce. Wyglądał niesamowicie, aż najchętniej pozbyłaby się z niego wszystkich warstw ubrań. Głęboki wdech i ruszyła pewnym krokiem ku niego z dość figlarnym, tajemniczym uśmiechem na ustach.
— Dobry wieczór, Hartley — rzuciła dość luźno, wstrzymując oddech. Nie dotknął jej? Ciało przez moment dostało zwarcia. Czyli naprawdę trzymał się jej wytycznych? Szybko tego pożałowała. Poza wieżowcem Northland Power wydawała się funkcjonować totalnie inaczej, niż sama by się tego po sobie spodziewała. Głęboki wdech, wydech. Okej, dasz radę Cherry.
— Ty też wyglądasz dobrze — rzuciła od niechcenia, mierząc go od dołu do góry wzrokiem. Wyglądał piekielnie dobrze. On, auto, oni razem — lepiej. W końcu nic mnie nie ciągnie — cokolwiek miałoby to znaczyć. Czuła wolność we własnych piersiach. Finalnie mogła odrobinę sobie poukładać w głowie — także kajdany ograniczeń lekarz mi zdjął — wielki melanż życia odpadał, ale lampka wina, aktywność fizyczna były już dla niej odpowiednie. Finalnie mogła zacząć oddychać pełną piersią bez jakichkolwiek zobowiązań.
— Tak — zacisnęła drobną dłoń na tej jego, wsiadając do auta. Przez ciało Cherry przeszedł delikatny dreszcz. Stęskniła się za jego dotykiem — jaki dżentelmen — mruknęła bardziej dla samej siebie niż niego. Pociągnęła za nim spojrzeniem, aż nie wsiadł do auta — gdzie mnie zabierasz? — przechyliła delikatnie głowę, nie kryjąc własnej ciekawości — chyba, że to ma być niespodzianka... — o nich się nie rozmawia. Chociaż naprawdę ciekawiło ją, co dla niej konkretnego dla niej wymyślił i... czy sprosta jej oczekiwaniom? Czy sprawi, że będzie chciała go dotknąć i przerwać tę przedziwną torturę dla ich obojga?
— Wszystko w porządku? — nie widziała jego spięcia, ba nawet własnego czuć nie chciała. Sytuacja w której zostali postawieni, wydawała się być kuriozalna. Randka. To tak niewiele, a jednak czuła jak pod mostkiem serce zaczyna jej szybko bić na samą myśl o jego ustach. W trakcie jazdy nie musiała się kryć z tym, na co tak dokładnie patrzy.
Hartley
-
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Komplement, który padł z jego ust, tkwił w jego głowie od momentu, kiedy zobaczył ją w drzwiach. Czerwień sukienki nienachalnie opinającej jej ciało pobudzała jego wyobraźnię, już teraz kusząc go do objęcia jej w talii i naznaczenia jej swoim dotykiem. Gdyby nie postanowił trzymać stosownego dystansu tak, jak wcześniej Cherry mu nakazała, z pewnością przypomniałby sobie również smak jej równie czerwonych ust. Brak kontaktu fizycznego był dla niego istną katorgą, ale oprócz dostosowania się do jej warunku miał w tym jeszcze jeden cel - chciał się przekonać, czy ona tęskniła za nim tak samo, jak on za nią. Czy był w stanie podbić jej serce bez sztuczek, które jemu również przy okazji mąciły w głowie? To, czego od niej chciał, nie sprowadzało się przecież wyłącznie do cielesności.
Z tą myślą brunet uśmiechnął się szerzej, gdy usłyszał jej odpowiedź, i pokiwał głową z aprobatą. — Dziękuję. Uznałem, że jako Twój dzisiejszy towarzysz powinienem dorównać Ci chociaż w połowie - odparł nadzwyczaj skromnie, między słowami wplatając kolejny komplement. Bo po raz kolejny musiał przyznać w myślach, że deklasowała całą pozostałą płeć żeńską. On mógł być przy niej jedynie miłym dodatkiem. — Cieszę się. Pewnie odetchnęłaś z ulgą - w końcu nie lubisz, kiedy coś Cię ogranicza - stwierdził z tajemniczym uśmiechem. Zdążył ją poznać na tyle, żeby było to dla niego oczywiste. Poza tym, kiedy wspomniała o zdjęciu kajdan ograniczeń, jego myśli na chwilę powędrowały w mniej stosowne rejony. Świadomie czy nie, właśnie dawała mu znak, że mogła powrócić do wszelkich aktywności. A on zbyt bardzo chciał wykorzystać tę możliwość.
Kącik jego ust nieznacznie uniósł się do góry, kiedy Cherry delikatnie ścisnęła jego dłoń, a w jej głosie usłyszał coś na wzór uznania. Pochodził z dobrego domu, nic dziwnego, że wychowano go na dżentelmena, który potrafił zachować się w towarzystwie, a przykuwał do tego szczególną uwagę przede wszystkim w towarzystwie pięknych dam. Bardziej jednak schlebił mu fakt, że nie miała ku temu żadnych oporów. Niepostrzeżenie odetchnął głębiej wonią jej perfum, kiedy przez tę jedną krótką chwilę znalazła się bliżej niego. Zamknął za nią drzwi i obszedł auto, żeby zaraz znaleźć się na miejscu kierowcy. Tuż obok ciemnowłosej.
— Chcę pokazać Ci jedno z miejsc, do których lubię wracać - mruknął zagadkowo, włączając silnik. Nie zamierzał na razie zdradzać jej szczegółów, musiała mu zaufać. Znowu. Mimo, że z tego, co zauważył, nie lubiła być zaskakiwana. — Mówiłaś, że zawsze masz plan, a więc obawiasz się niespodziewanego - podczas biznesowej kolacji, kiedy rozmawiali o odkrywaniu nowych miejsc - czy tego wieczoru jesteś w stanie całkowicie oddać mi stery i zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi? - zerknął na nią na chwilę z zaintrygowaniem. Zastanawiało go, czy potrafiła poddać się chwili i odpuścić kontrolę na jeden wieczór, bez obaw, czy rzeczywiście było to tego warte. W tym czasie zmienił bieg na wyższy, zdając sobie sprawę, że jego ręka znajdowała się niepokojąco blisko jej uda, odsłoniętego do połowy przez czerwony materiał sukienki. Westchnął niepostrzeżenie i zmusił się do zatrzymania dłoni na drążku. Czekało go dziś naprawdę trudne zadanie.
— Jesteś tutaj, więc w jak najlepszym - przytaknął, zaraz rozświetlając twarz zawadiackim uśmiechem. Podróż do pierwszego punktu jego planu minęła w mgnieniu oka. Kiedy zaparkował przy przystani, spojrzał na Cherry, chcąc wyczytać reakcję z jej twarzy. — Pomyślałem, że dotrzemy tam trochę inną drogą. - To powiedziawszy, wyszedł z samochodu i pomógł ciemnowłosej wyjść z auta, nie przestając się subtelnie do niej uśmiechać. Przytrzymał jej dłoń bez zbędnego przeciągania, by zaraz gestem wskazać jej drogę, a następnie poprowadził ją przez przystań aż do jachtu o dźwięcznej nazwie Undertone, pilnując się przy tym, by jego ręka w trakcie krótkiego spaceru nie powędrowała na jej talię. Gdyby pozwolił sobie na kontakt, zdawał sobie sprawę, że nie poprzestałby tylko na tym.
Cherry Marshall
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Dorównujesz — skwitowała krótko, pozwalając sobie raz jeszcze na zmierzenie go wzrokiem. Był niestety niesamowicie przystojny. Najchętniej dorwałaby się do jego koszuli, rozpinając jej guziki jeden po drugim, wylądowała na tylnym siedzeniu. Tego przed samą sobą nie była w stanie ukrywać. Ciało jeszcze pamiętało, jaką przyjemnością ją obdarzył ostatnim razem i to samo w sobie powodowało u niej ciarki — tak — przyznała mu rację, unosząc kąciki ust. Nienawidziła ograniczeń, a jednocześnie sama wiele razy nakładała je na siebie. Była prezeską, próbującą utrzymać władzę w firmie, córką wielkiego biznesmena, a jednocześnie sama chciała mieć nieskazitelny wizerunek bez żadnego skandalu — nie boję się pociągnięcia Koko na spacerze — zaśmiała się cicho — jeszcze uciekłaby w stronę krnąbrnego współpracownika — może to sama atmosfera przed autem działała na nią w taki sposób. W ten sposób się poznali i szczerze nie chciałaby z kolejnym mężczyzną mieć podobnej kłótni. On był przy niej. Działał, słuchał się. Mogłaby to próbować zignorować, ale nie byłaby w stanie. Ethan krok po kroku budził w niej coraz większe zaufanie. Dlatego podążała za nim wzrokiem, a w myślach zaczęła się zastanawiać, dokąd zaprowadzi ich ten wieczór.
— Chętnie je zobaczę — po to tu była, by móc bliżej go poznać. Wiele ulubione miejsca mówiły o człowieku. Dla Cherry była to pewna wyspa, przypominająca krajobrazem inną planetę. Surowa, wulkaniczna, niebezpieczna z charakterystycznym zapachem wina. Tyle że tam nie postawiłaby już nogi, nie w jej ukochanym hotelu z widokiem na gwiazdy. Drugi raz nie spojrzałaby na nie w ten sam sposób — jeśli powiem, że... — kącik ust powędrował jej wysoko — mam wymówkę, by w razie czego zniknąć będziesz zdziwiony? — ohh, jaka ona była wobec niego szczera. Halo, pani Marshall, Koko trafiła do weterynarza. Właśnie taką wiadomość miała uszykowaną, jeśli postanowiłaby zniknąć. Kontrolowała wszystko, ale — jakbym nie była, to by mnie tu nie było — nie dopytywała zbytnio, dokąd jechali. Dała ponieść się w trasie, wsłuchując się w mruczenie ferrari. To zostało jej prawdopodobnie nowym ulubionym dźwiękiem.
— Prawdziwy z Ciebie magik — skwitowała, wychodząc z auta. Wzrokiem powoli lustrowała każde miejsce, chwilę szła w ciszy. Ile czasu minie, zanim chwyci ją za dłoń? Nerwowo spoglądała na Ethana, wyczekując jakiegokolwiek ruchu — skąd wiedziałeś, że uwielbiam pływać? — od dziecka pływała na luksusowych jachtach. Chociaż nigdy nie pokwapiła się, by uzyskać tytuł sternika. To zrobi na emeryturze, jak znajdzie odrobinę czasu wolnego — pomożesz mi na niego wejść? — zagadnęła, stając na pomoście. Gdyby wiedziała, gdzie zmierzają, ubrałaby inne buty, inny outfit,
— Ile niespodzianek przygotowałeś? — odsunęła się o krok. Dystans. Mieli siebie poznać, a on nawet bez przyciąganie jej do siebie działał na nią jak magnes.
-
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Widział to lustrujące go spojrzenie. I bardzo mu się ono podobało, dlatego podniósł nieco brodę do góry w pewnym siebie geście. Już całkiem dobrze poznała go pod kątem fizycznym, wiedziała więc, czego się spodziewać. On po niej również, a mimo to pociągała go nadal tak samo. A może nawet w tej czerwonej sukience jeszcze bardziej, aż zaczynał żałować swojego postanowienia.
— O nie, na to rzeczywiście nie możesz sobie pozwolić - odparł z rozbawieniem na wspomnienie o Koko i ich pierwszym spotkaniu. Mimo żartobliwego tonu w jego głowie odezwał się cichy głosik, że nie chciał, by taka sytuacja powtórzyła się ponownie. Chciał mieć ją wyłącznie dla siebie - żeby stroiła się dla niego, śmiała się w jego towarzystwie, poznawała przy nim smak wolności, czuła się bezpiecznie w jego ramionach, cieszyła się chwilą idąc z nim za rękę. Wbrew pozorom nie chodziło mu wyłącznie o to, co oferowało jej ciało. Pragnął jej całej - z niepokornymi iskrami w jej oczach i złością malującą się na jej twarzy, kiedy coś szło nie po jej myśli, jak i uśmiechającej się szczerze tak, jakby reszta świata nie istniała. Tak, jak w tej chwili.
— Nie - zaśmiał się cicho w odpowiedzi na jej pytanie. Bo naprawdę nie zdziwiłby go żaden szybki telefon czy sms, przez który w pośpiechu urwałaby się z tej randki - ale mam nadzieję, że nie będziesz chciała z niej skorzystać - dokończył, spoglądając na nią nonszalancko. Co więcej, miał nadzieję, że zostanie na dłużej, niż pierwotnie zakładali, biorąc pod uwagę to jedno niewygodne ograniczenie. Jak bardzo byli cierpliwi, mieli się o tym przekonać. Czekał ich długi wieczór. — Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, że potrafisz oprzeć się pokusie wydobycia ze mnie informacji - rzucił żartobliwie, poszerzając trochę szelmowski uśmieszek. Oprzeć się. Pokusie. Wydobycia informacji. To były słowa klucz, które podziałały na jego wyobraźnię, bo był przekonany, że znalazłaby na niego sposób.
— Nie wiedziałem - przyznał bez cienia zakłopotania na pytanie o pływanie. - Ale najwyraźniej łączy nas więcej, niż początkowo mogło się wydawać. - I to również wywarło na nim wrażenie. Może jego jacht nie należał do największych i w niczym nie przypominał ukochanej żaglówki jego brata, ale uwielbiał wypływać na wodę. Jak się okazało, nie tylko on. — Ależ z przyjemnością - posłał jej kolejny uśmiech i podał jej swoją dłoń, pomagając jej wejść na pokład. Musiał przy tym starannie ukrywać, jak bardzo naturalnym wydawały mu się ich splecione dłonie, którą ostatecznie z pewnym ociąganiem puścił.
— Mam kilka w zanadrzu - odparł tajemniczo, kierując ich w głąb jachtu, gdzie na stoliku czekało na nich wino. Dokładnie to samo, które pili ostatnim razem. Dopełnieniem były stojące obok miseczki z oliwkami i prażonymi migdałami, deska miękkich serów i winogrono. Idealny aperitif na czas rejsu. - Na początek coś, co nieco uprzyjemni Ci podróż. - Jeden kieliszek napełnił czerwoną cieczą, a drugi wodą. Ten z winem podał Cherry. — Nie patrz tak na mnie, nie mogę pić, skoro mam dbać o Twoje bezpieczeństwo - wyjaśnił, biorąc swoją wodę do rąk. — Za to Ty masz pełne prawo delektować się brakiem jakichkolwiek ograniczeń. - Czy on naprawdę wszystko przemyślał? Na pewno stosownie przygotował się do tego wieczoru, i aż sam był ciekaw, jak się on potoczy. Na razie jednak zbliżył swoje szkło do tego ciemnowłosej w toaście. — Za wieczór, i za ciemnowłosą piękność, która zgodziła się dziś mi towarzyszyć. - Przez kilka sekund nie odwracał od niej wzroku, a łobuzerski uśmiech zdobił jego twarz, zanim przechylił szkło, które zaraz odstawił na bok, żeby zaprosić ją do sterówki. — Skoro uwielbiasz pływać to potrafisz też sterować? - zagadnął, przystając na swoim stanowisku. Pomruk silnika i odbijające się od łodzi fale wywołały w nim przyjemne dreszcze. Właściwie dawno już tego nie robił.
— Przypominają mi się czasy, kiedy wypływałem na wody z Sullivanem - zaczął, kiedy łódź wypływała z przystani, mijając po drodze kolejne zacumowane łodzie. - To on nauczył mnie wszystkiego, co związane z żeglugą i za jego przykładem zrobiłem kurs na sternika. Co prawda, ostatecznie mój wybór padł na jacht, ale z żaglówką też nie miałbym żadnego problemu - wyznał spokojnym głosem, pozbawionym arogancji. Chciała go poznać, więc mówił, patrząc się na powoli sunące ku horyzontowi słońce i słysząc przyjemny szum fal. Dopiero teraz zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że brakowało mu tego. I naprawdę chciał się z nią tym wszystkim podzielić. Chciał, żeby go poznała naprawdę.
ma cherie
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
— Nie mogę? — spytała rozbawiona, unosząc obie brwi ku górze. Na jej twarzy cały czas znajdował się szeroki uśmiech, który nie był w stanie zniknąć jej z twarzy — a może właśnie powinnam zobaczyć, dokąd by to zaprowadziło? — lekko rozbawiła ją ta wizja. Jak dotąd ludzie się jej obawiali. Miała władzę, pieniądze, reputację. Wszystko, co powinno wzbudzać respekt, ale... — nikt inny nie zmusił mnie do przeprosin — i dalej będzie mu to wypominała, przy praktycznie każdej możliwej okazji. Bywały momenty, kiedy używała magicznego słowa przepraszam. Gryzło się jej to całkowicie z wizją, którą miała we własnej głowie. Kultura dalej ją obowiązywała, ale nie przepraszała, kiedy tego nie czuła. To dość zabawne, że mężczyzna, który ją złamał, próbował się nią zaopiekować, a ona... powoli zaczynała na to przystawać.
— To się dopiero okaże — uśmiechnęła się cwanie. Kto wie? Może Ethan ją zanudzi? Albo faktycznie poczuje się gorzej. Chociaż im dłużej siedziała w jego aucie, zdawała sobie sprawę z jednego. Nie było takiej możliwości, by do tego doszło. Przy nim czuła się... wolna? To słowo zaczynało drążyć w jej głowie swego rodzaju drogę, od której nie miała zamiaru pod żadnym pozorem uciekać. Chyba że wprost do jego ramion — potraktuj to jak wyzwanie — by jej nie zanudzić na śmierć. Puściła mu oczko, a na twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech. Czyżby naprawdę przestała przed nim uciekać? Słuchał się jej, czekał. Pierwszy raz chciała dać mu prawdziwą szansę, by zawładnął jej głową — sama się zgodziłam na tę randkę. Mam się czego bać? — pokusa była, ale liczyła na jedno. Słowo, które się rzekło, musiało zadziać się w rzeczywistości — dotrzymuje własnej umowy — oddała mu kontrolę nad całą sytuacją. Dała puścić lejce, by poczuć wiatr we włosach. Ona miała być na randce i go poznać, on miał dać jej sposobność. Świadomie przekraczała własne granicę, wcześniej narzucone przez samą siebie w relacji z Hartleyem.
— Pływanie. Coś jeszcze panie Hartley? — analizował ją. Oboje mieli psy, rodzeństwo, pochodzili z szanowanej rodziny, a teraz dochodziło pływanie. Jacht był dla niej idealnym punktem, podobnie jak dłoń Hartleya. — dziękuję — kątem oka spojrzała na jego dłoń. Aż założyła rękę na rękę, bo poczuła zimno spowodowane brakiem jego obecności. Wzrokiem lustrowała najmniejszy szczegół statku. Idealny. Mogłaby w nim spędzić cały dzień . Chociaż możliwe, że chodziło o towarzystwo.
— Mam się zacząć obawiać? — parsknęła krótko. Kilka niespodzianek w zanadrzu. Ciekawiło ją, czym mógłby ją zaskoczyć. Wbrew pozorom Cherry była całkiem prosta w obsłudze i uwielbiała najprostsze gesty. Ale na jeden nie mogła przystać. Poczęstunek, wino... ale — sama mam pić? — i po chwili dodała — jeszcze pomyślę, że chcesz mnie upić, Hartley — aż brakowało, by powiedziała: chcesz mnie upić, żebym była łatwa? Wszystko było możliwe w głowie Marshall. Za to musiała przystać na jego tłumaczenia, były rozsądne — za wieczór, za brak ograniczeń i za towarzysza mojej podróży — stuknęła się szkłem, by upić z niego łyk — potrafię, mam patent — szum żagli, przechyły i odchyły, a w tle szanty. Uwielbiała te momenty, aż chciało się zaśpiewać — ale to ty dzisiaj rządzisz, prawda? — gdzieś tam kryła się delikatna nadzieja za chwyt za ster — czy mam pokierować nas w siną dal? — zapomniała już mapę jeziora Ontario. Dobra, pamiętała każdą mieliznę na pamięć. Za dzieciaka to ukrywała się w żaglówce ojca. Po nocnych imprezach spała w niej, by ukryć się przed rodziną.
W ciszy słuchała opowieści o pływaniu. Gdzieś w głębi serca chciała przytulić Ethana. Nawet podniosła rękę, ale... wtedy samą siebie, by złamała. Nie mogła, nie teraz. Opuściła dłoń, zamiast tego uśmiechnęła się ciepło.
— Jaki był? — spytała ciszej, zawieszając spojrzenie na Ethanie — twój brat — nie wiedziała, na ile był to drażliwy temat — o ile chcesz o nim rozmawiać — dodała finalnie. Widziała gołym okiem, że Sullivan był dla niego ważny, musiał go ukształtować, a jego osoba zaczynała ją coraz bardziej ciekawić — żaglówką dawno nie pływałam... Ostatnio chyba na obozie żeglarskim ... — czyli od studiów nie słyszała charakterystycznego dźwięku rozbijania się wody o jacht — czego jeszcze nauczył cię brat? — o pływaniu już wiedziała. W głębi wiedziała, że kryło się za tym coś więcej — ja z rodzeństwem zawsze dobrze się bawiłam, a potem przyszła dorosłość — westchnęła ciężko — i wszyscy musieliśmy sprostać oczekiwaniom innych, dorosnąć i wejść pełną parą do rodzinnej firmy — oczekiwania innych... równoznaczne były z tymi jej ojca — oddałabym wszystko, by móc powrócić do wspólnych beztroskich chwil — wyjechać na pół roku, lub na rok. Zniknąć, bawić się oraz żyć tak, jakby chciała. Tyle że nigdy Charity nie dowiedziała się, kim tak naprawdę chce być. To zostało jej narzucone. Choć teraz... powoli zaczynała wiedzieć, kogo pragnie.
-
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeszcze bardziej od jej czerwieni sukienki, skrywającej jej idealne ciało, spodobał mu się jej cwany uśmieszek, który w połączeniu z figlarnym błyskiem w oku, nagle stał się jego kolejnym ulubionym widokiem. Wyglądało na to, że w jego towarzystwie czuła się coraz bardziej swobodnie, więc był tym faktem coraz bardziej usatysfakcjonowany. — Ah… dobrze wiesz, co robisz - mruknął z rozbawieniem na wspomnienie o wyzwaniu. Bo Cherry doskonale zdawała sobie sprawę, jak bardzo lubił wyzwania. Była jego największym. - Bać? W żadnym razie. Masz czerpać z tego wieczoru jak największą przyjemność - oświadczył pewnym siebie głosem. Cieszył się, że tak konsekwentnie podeszła do tematu ich randki i niczego mu nie utrudniała. Czy to możliwe, że nawet naprawdę zaczynała czerpać z wieczoru przyjemność?
— Weszłaś ze mną na jacht, więc na to już trochę za późno - stwierdził z urwisowskim uśmiechem, kiedy zapytała, czy powinna zacząć się bać. Wbrew pozorom świadczyło to o dużej dozie zaufania, z czego się cieszył. — Co najwyżej dodać trochę kurażu - odparł na uwagę o upiciu, robiąc minę niewiniątka. Nie miał złych intencji, dlatego po chwili wystosował odpowiednie wyjaśnienie, ostatecznie stukając się z nią szkłem. Naprawdę zależało mu na jej relaksie, bezpieczeństwie, na niej. — To wymagałoby znajomości celu naszej podróży - zauważył, bynajmniej nie zamierzając jej w tym momencie zdradzać szczegółów. Jeszcze nie teraz. Tego wieczoru to on rządził, a ona miała się temu poddać. Przynajmniej na razie.
— W porządku - zapewnił, zupełnie nie mając nic przeciwko rozmowie na temat starszego Hartleya. — Sully był… bardzo oddany rodzinie i bliskim. Zawsze ten bardziej odpowiedzialny i posłuszny względem rodziców. Syn ideał - przyznał z namysłem, a zamiast zazdrości w jego głosie pojawiło się coś na kształt uznania. Wbrew temu, że rodzice skupiali się wyłącznie na starszym synu, nie rywalizował z nim, po prostu korzystając z uroków bycia tym drugim. Wspominał o tym już podczas ich pierwszej wspólnej nocy, zarówno gdy opowiadał o swoich rodzicach, boksie i byciu czarną owcą. Na Sullym zawsze mógł polegać, nie tylko z powodu udzielania mu rad, ale i kiedy wyciągał go z tarapatów. Czasem aż zastanawiało bruneta, kto zastąpi mu brata, gdy znów wplącze się przypadkiem w jakieś gówno. — Ale wbrew pozorom potrafił też wyluzować. Czasem odwalał takie absurdalne numery, że każdego, kto go od tej strony nie znał, z miejsca wmurowywało - uśmiechnął się do wspomnień, które przeszły przez jego głowę, nagle zdając sobie sprawę, że cholernie mu go brakowało. Chciał wierzyć, że wypadek na łodzi również był tylko głupim żartem, ale niestety rzeczywistość nie była tak skora do płatania figli. — Trzeba będzie to nadrobić - stwierdził niczym oczywistą oczywistość fakt o zaległościach Cherry w żeglowaniu. Z chęcią by jej w tym potowarzyszył. Kiedy jednak padło kolejne pytanie o brata, na kilka sekund się zamyślił. — Że warto poświęcać się dla tych, których się kocha - widział to poświęcenie dla rodziców, którzy zaplanowali całą ich przyszłość. Wiedział też, jak ważna dla brata była jego ukochana, dla której zrobiłby wszystko, nawet po ich rozstaniu. I dla niego samego, kiedy wstawiał się za nim, kiedykolwiek zachodziła taka potrzeba. - Oraz że kiedy czegoś się pragnie, trzeba po to sięgać - dodał zaraz nieco ciszej, spoglądając na Cherry tajemniczo. Nie musiał silić się na wymowne gesty, by moc jego słów rozbrzmiała wśród fal, kiedy na chwilę pochwycił jej brązowe spojrzenie. — Taak, niestety dorosłość potrafi pozbawić każdego magii beztroskiej zabawy. Grunt to pozwolić sobie odnaleźć ją w sobie na nowo - zauważył, delikatnie unosząc kąciki ust. Dorosłe życie potrafiło przytłoczyć, dlatego ważne było od czasu do czasu przypominać sobie, że nie tylko pracą i codziennymi troskami człowiek żył. A skoro Cherry właśnie tego potrzebowała, zamierzał spełnić dziś jej życzenie.
Kiedy na chwilę zamilkli, szum fal przyjemnie wypełniał ciszę między nimi, przypominając mu o wszystkich podróżach, na jakie się wybrał tym jachtem. Uwielbiał go, bo dzięki temu środkowi transportu czuł wolność, której zawsze łaknął. Mimo prób, nie potrafił w pełni dostosować się do życia, jakie chcieli dla niego rodzice. Nie spodziewał się jednak, że w jednej kwestii ich pragnienia pokryją się z jego własnymi.
— Wspominałem Ci, że trochę podróżowałem po Europie. Undertone stała się moim drugim domem, kiedy przepływałem nią z miejsca na miejsce - powiedział, jeszcze przez chwilę pozostając myślami przy jego europejskich przygodach. - Co daje Ci pływanie? - zagadnął, ciekaw odpowiedzi ciemnowłosej. - Mnie wycisza. Słysząc szum fal i będąc z dala od problemów czy wygórowanych oczekiwań rodziców czuję się w pełni wolny. Po takim wypadzie aż nie chce wracać się do rzeczywistości - uśmiechnął się nieco zakłopotany, a szczerość w jego głosie była wręcz rozbrajająca. Czy właśnie zdradził jej miejsce, w którym skrywał się przed światem, kiedy potrzebował chwili oddechu? Być może. Ale miał przeczucie, że mógł się przed nią otworzyć, a ona nie wykorzysta tego przeciwko niemu.
ma cherie