Aiden szybko odnalazł się w roli starszego brata. Obyło się u niego bez kryzysów, płaczu i buntów; od razu był ciekawy młodszego rodzeństwa i nie rozumiał, dlaczego nowonarodzona dziewczynka nie była chętna do zabawy czy do biegania z nim po podwórku. Miał ledwo dwa lata, kiedy Eleanor pojawiła się w jego życiu i przez to, że byli blisko już od małych berbeci, to nie widział innej opcji, jak zająć się nią i przeprowadzić przez życie, będąc jej tarczą. Chociaż później zaczęła się wymykać zza linii obrony, próbując życia samodzielnie, a on nie był osobą, która by ją w tym ograniczała. Czasami musiała sparzyć się sama, aby uwierzyć mu, że w niektóre sprawy nie warto było się angażować. A on później cierpliwie ją wysłuchiwał, krył przed rodzicami, odbierał z imprez, pilnował, żeby czasami nie zaniedbywała siebie - zupełnie tak jak teraz, kiedy zaraz powie mu, że posiłkiem były DWIE KAWY i KAWAŁEK CIASTA.
Czasami trzeba było wprowadzić dreszczyk emocji; z jednej strony mogło to być coś poważnego, coś, co dotyczyło ich rodziny, bliskich, a z drugiej strony, sytuacja mogła być
poważniejsza, bo brak kokosanek to skandal najwyższej klasy. Nie był w stanie dłużej spoglądać na ból w oczach młodszej, zupełnie jakby oderwał głowę jej najcenniejszemu pluszakowi.
- No dobra, po prostu wprowadziłem dreszczyk emocji, okej? Żebyś czasami nie miała za mało wrażeń w życiu - rzucił, uśmiechając się cwanie. Nie żeby po dzisiejszym dniu w pracy nie miała dosyć. Przynajmniej teraz mogła jeszcze bardziej docenić fakt, że w sklepie były jej ulubione ciastka, a ona sama nie musi zajadać smutków jakimiś innymi, pewnie równie dobrymi, ale nie takimi jak te kokosowe.
Powinien przyzwyczaić się do tego, jak Ela otwiera chipsy, a i tak złapał się za serce, prostując się przy zamrażalniku, aby rzucić side eye niewzruszonej siostrze. Z nim już nie można było tak żartować! W tym roku skończy dwadzieścia siedem lat, a to nie jest już wiek pierwszej młodości.
- Oh, Claire, jak się cieszę, że już nie mam z nią do czynienia - mruknął pod nosem, wspominając swój pierwszy rok w kancelarii właśnie… w ten sposób. Przeszukiwanie archiwum, wertowanie teczek, kopiowanie dokumentów, które miał wrażenie, że widzi trzeci raz w ciągu dwóch godzin.
- Już niedługo przyjdzie nowa krew to da ci spokój. Ona żywi się tylko krwią niewiniątek, a ty zaraz staniesz się starym osłem - parsknął. Sam od tego roku został wspomnianym osłem, ale wolał nim być, niż wysłuchiwać życzeń pani mecenas, która stażystów i młodszy adwokatów traktowała jak osobiste asystentki. Uczyła ich przy tym - tego nie dało się jej odebrać - aczkolwiek po całym dniu jej gadania i humorów, człowiek wracał do domu wypompowany z emocji i sił.
- Dzisiaj robiłem za pomoc mentalną starszych kolegów, którzy najebali się w środku tygodnia i dzisiaj mieli problem w skleceniu kilku zdań. - Nawet nie ukrywał się z tym, że właśnie ich wyśmiewał. Dobrze im tak, w końcu wczoraj przynieśli same kłopoty… które on musiał później sprzątać, chociaż wcześniej… wcześniej miał okazję na bliskie spotkanie z pewną nieznajomą. Uśmiechnął się sam do siebie, rozlewając wino do kieliszków z lodem, po czym nadszedł czas na wywiad w kierunku młodszej. W dalszym ciągu trzymał naczynie za nóżkę, przyglądając się jej badawczo i oczekując, co dalej mu odpowie.
- No dalej, potworze, wyduś z siebie, co dzisiaj jadłaś - żachnął, mówiąc na nią przezwiskiem, którego nie lubiła w dzieciństwie; lecz Aiden lubił się droczyć. I to nie tylko z pięknymi barmankami, o niebieskich jak ocean oczach, ale także z własną siostrą, znajomymi, rodziną, a przede wszystkim własnym ojcem, którego łapał za słówka na każdym kroku - cóż, z wiekiem uczeń przerósł mistrza.
- Dwie kawy i urodzinowy tort to jest dla ciebie obiad? Co tak hojnie - parsknął, wywracając oczami.
- Oczywiście, że złożyłem jej życzenia. O Penny się nie zapomina, chyba że chcesz mieć kłopoty - odpowiedział oczywistą oczywistość. Sam też jadł jeden z tortów, ten na spodzie brownie z malinami był przefantastyczny.
- Powinnaś zjeść przed piciem, a nie po piciu. Znając twoją mocną głowę to będziesz jutro zdychać - dodał, spoglądając na siostrę, która robiła do niego oczy niczym kot ze Shreka. Standardowe zagranie i wjechanie na jego słabość. Wywrócił oczami. Znowu. Odlał nieco wina z jej kieliszka do swojego i przysunął w jej kierunku mniejszą porcję niż początkowo chciał w nią wlać.
- Póki co tyle, ale zamawiam pizzę. Chyba, że chcesz coś innego. - Dał jej prawo wyboru, bo to głównie ona miała zjeść, aby nie pić na pusty żołądek; żeby na stare lata musiał młodą takich rzeczy uczyć!
- Overcooked? Czyli dzisiaj masz mood, żeby na mnie krzyczeć, że za wolno gotuje? - rzucił z rozbawieniem, kiwając głową na boki.
- Ale najpierw wybierz, na co masz ochotę. I żebyś potem nie marudziła, że nie zjesz, bo jednak nie masz ochoty - rzucił, bo już widział jej różne podstępy, gdy nie była głodna. A w jego oczach, jadła jak ptaszek, co nie było dobre! Rozsiadł się na kanapie, włączając konsolę i wybierając grę, kiedy przyszła mu do głowy ważna myśl. Cały dzień zastanawiał się, jak powinien napisać do iskiereczki, którą spotkał w barze. Kto mógł mu łatwiej nasunąć pomysł niż nie jego siostra?
- Ej, Eleanor, jak najlepiej zagadać do typiary? Nie znam jej, mam tylko jej numer i wymieniliśmy kilka zdań. - I ślinę; ale czy ten szczegół musiała znać? Na pewno się domyśliła, w końcu swego czasu podrywał również jej koleżanki!
potworek