ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

002.
Nie zapominał o ludziach, ale zdarzało mu się obiecywać spotkania, które przekładał z dnia na dzień, z tygodnia na kolejny tydzień. Czy był okropnym bratem, skoro właśnie takie zaniedbanie uczynił wobec własnej siostry? Usprawiedliwiał się faktem, że był z nią w stałym kontakcie, wiedział, jakie miała plany, dawała mu życiowe aktualizacje przy ekspresie do kawy w biurze — no i właśnie, razem pracowali. Widywał ją praktycznie że codziennie, więc naocznie był w stanie stwierdzić, że żyje i ma się dobrze, a jeśli stan rzeczy wymagał ingerencji, to wbijał na jej lunch, żądając szczegółowych informacji. Mieli naprawdę bliską relację, za którą był wdzięczny. Mógłby stwierdzić, że czasami zapominał, że oprócz bycia jego przyjaciółką, była także jego siostrą…a chwilę później palnie coś głupiego, przypominając mu, że dodatkowo dzierży rolę denerwującego, młodszego rodzeństwa.
Na wyjściu z biura przypomniał jej o swojej dzisiejszej wizycie, aby uczcić piątek i po ciężkim dla wszystkich tygodniu, wyłączyć umysł i zrobić maraton gier. O jak dawno nie mieli czasu, w którym mogli spotkać się i pogapić w ekran, rozmawiając na błahe tematy, a czasami nawet milcząc przez skupienie, aby skopać sobie nawzajem tyłki. Dzisiaj miał ogromną chęć na rywalizację i był przekonany, że skoro w tym tygodniu szczęście mu dopisywało i świętował wygraną sprawę, to dzisiaj również będzie mógł nieco pognębić siostrę, chełpiąc się swoją wygraną w jakiejś zręcznościówce. Wpierw trzeba było osłodzić jej życie i przygotować na przegraną — zaopatrzył się w ciastka kokosowe, a po drodze do kasy przeszedł przez alejkę z żelkami, gdzie zgarnął jeden z jej ulubionych rodzai, a potem dobrał dwa inne, jakieś nowe, aby przy okazji przetestować nowości. Wina, chipsy i po pół godzinie był pod jej drzwiami, w wygodnym dresie i prowiantem.
— Mam jakiś nowy, powalony smak żelków na próbę. A ciastek nie było — rzucił od progu, wchodząc do kuchni, aby odłożyć torby na blat, po czym wyjął pierwszą słodycz, a następnie drugą, której teoretycznie miało nie być; ale kim on był, żeby sprawiać jej zawód? Jeśli te diabelskie kokosanki wyprzedałyby się w jednym sklepie, to z pewnością pojechałby do kolejnych trzech, byle je dostać. — Żartuję, oczywiście, że były — odpowiedział, prezentując swoją zdobycz i po rozpakowaniu całej siaty, odłożył gdzieś ją w kąt. Rozgościł się jak w swojej kuchni — wyjął kieliszki, wygrzebał z zamrażalnika lód do ciepłej butelki wina, a drugą grzecznie schował, żeby była smaczniejsza na później. — Co mi powiesz, rudzielcu? Dzisiaj byłaś zabiegana jak nigdy, aż zdażyłem się stęsknić — zauważył, przesuwając po blacie zapełniony kieliszek w jej stronę, zaraz jednak zreflektował się i cofnął rękę, nim zdążyła go zabrać. — Jadłaś coś w ogóle? — zapytał, rzucając jej podejrzliwe spojrzenia, aby uruchomić swój wykrywacz kłamstw na wypadek, gdyby chciała go oszukać.

ulubiona ruda persona
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Fajnie było mieć starszego brata, serio.

Aiden był dla niej oparciem, odkąd... pamiętała. Dosłownie. Przecierał jej szlaki na każdym możliwym kroku - najpierw w szkole, gdzie gonił chłopaków strzelających z gumek recepturek w jej rude warkocze, potem na studiach, kiedy podrzucał jej swoje stare notatki z prawa karnego, aż w końcu w Phillips & Gardner LLP, gdzie pomógł jej zaaklimatyzować się w korporacyjnym środowisku. Zawsze mogła na niego liczyć - nieważne, czy chodziło o pomoc w nauce, czy krycie przed rodzicami po jednej z pierwszych nakrapianych imprez. To do niego zadzwoniła o trzeciej nad ranem, gdy na pierwszym roku studiów zatrzasnęła klucze w mieszkaniu, i to on bez mrugnięcia okiem przyjechał na drugi koniec Toronto z zestawem ślusarskim. Mieli niesamowitą, bliską więź, choć oczywiście, jako młodsze rodzeństwo, Ela uważała za swój święty obowiązek regularne denerwowanie go i testowanie granic jego cierpliwości.

Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. No, nareszcie! Od razu rzuciła telefon na kanapę i zerwała się do przedpokoju. Znalazła nawet chwilę na przejrzenie się w lustrze, lol - miała na sobie swój ulubiony, brązowy dres, a włosy spięła w luźny, niesforny kok. Przekręciła klucz i otworzyła drzwi, przepuszczając Aidena w drzwiach i rzucając ciekawskie spojrzenie w kierunku toreb, które miał ze sobą. Mam jakiś nowy, powalony smak żelków na próbę. A ciastek nie było. Cooo? Zmarszczyła brwi i jęknęła, zamykając drzwi z powrotem. - Cooo? Jak to nie było ciastek? - jęknęła, po czym zaczęła dreptać za bratem krok w krok do kuchni i zaglądać mu przez ramię prosto do siatek. Kurde, naprawdę miała wielką ochotę na te ciastka... BYŁA BARDZO ROZCZAROWANA, NO. No i nagle Aiden wyjął z torby zarówno żelki, o których mówił, jak i kokosanki, których teoretycznie miało nie być. Ela odetchnęła z ulgą - KOKOSANKI! - ale nie zamierzała mu odpuścić. - Uch, Aideeeen, no weź! - zawołała Elka, dając bratu kuksańca w bok. Jak śmiał żartował z braku ciastek? I to KOKOSANKOWYCH? Oh, please! Mimo wszystko na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech, bo to, że pamiętał o jej ulubionych słodyczach i bezbłędnie trafił w smaki żelków, było cholernie urocze.

Podczas gdy Aiden z absolutną swobodą zajął się rozlewaniem wina, wyciąganiem kieliszków i kombinowaniem lodu z zamrażalnika, Ruda wyciągnęła z szafki dużą miskę, otworzyła z głośnym trzaskiem paczkę chipsów i przesypała je do środka, podjadając jednego po drodze. Co mi powiesz, rudzielcu? Dzisiaj byłaś zabiegana jak nigdy, aż zdążyłem się stęsknić. - Nawet mi nie mów o dzisiejszym dniu, to był jakiś koszmar - zaczęła, po czym wskoczyła na blat i usadowiła się na nim wygodnie. - Claire kazała mi przeszukać całe archiwum i zrobić research do tej nowej sprawy ubezpieczeniowej. Spędziłam cztery godziny, ślęcząc nad dokumentami. Myślałam, że tam oszaleję... A jak twój dzień? - wyjaśniła i spytała mimochodem. Automatycznie wyciągnęła rękę po napełniony przez brata kieliszek, który akurat wysunął w jej stronę, ale Aiden... po krótkim namyśle cofnął dłoń?! Zmarszczyła brwi i posłała mu groźne spojrzenie. WHY? Jadłaś coś w ogóle? Przekręciła oczami. - Zjadłam... - urwała, próbując sobie przypomnieć, co dzisiaj właściwie zjadła. Kurczę, wyglądało na to, że obiad wyleciał jej z głowy przez te nieszczęsne papiery. - Hm, dwie kawy i kawałek ciasta. Penny z księgowości miała urodziny, przynieśli wielkie blachy do socjalnego. Złożyłeś jej w ogóle życzenia? Bo jak nie, to masz u niej gigantycznego minusa - powiedziała i pokiwała mu palcem przed nosem z głupim uśmiechem na twarzy. Po chwili jednak porzuciła temat Penny i spojrzała na brata błagalnym, niemal płaczliwym wzrokiem, wyciągając obie dłonie w stronę trzymanego przez niego szkła. - Nooo, Aiden, weź mi daj to wino, później coś zjem - poprosiła naprawdę ładnie. Jak na nią. - Zagramy w Overcooked? - wypaliła chwilę później, bo Ela najpierw mówiła, a dopiero potem myślała, a nie chciała, żeby ta konkretna myśl jej uciekła, okej?

𝒷𝒾𝑔 𝒷𝓇𝑜𝓉𝒽𝑒𝓇
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Aiden szybko odnalazł się w roli starszego brata. Obyło się u niego bez kryzysów, płaczu i buntów; od razu był ciekawy młodszego rodzeństwa i nie rozumiał, dlaczego nowonarodzona dziewczynka nie była chętna do zabawy czy do biegania z nim po podwórku. Miał ledwo dwa lata, kiedy Eleanor pojawiła się w jego życiu i przez to, że byli blisko już od małych berbeci, to nie widział innej opcji, jak zająć się nią i przeprowadzić przez życie, będąc jej tarczą. Chociaż później zaczęła się wymykać zza linii obrony, próbując życia samodzielnie, a on nie był osobą, która by ją w tym ograniczała. Czasami musiała sparzyć się sama, aby uwierzyć mu, że w niektóre sprawy nie warto było się angażować. A on później cierpliwie ją wysłuchiwał, krył przed rodzicami, odbierał z imprez, pilnował, żeby czasami nie zaniedbywała siebie - zupełnie tak jak teraz, kiedy zaraz powie mu, że posiłkiem były DWIE KAWY i KAWAŁEK CIASTA.
Czasami trzeba było wprowadzić dreszczyk emocji; z jednej strony mogło to być coś poważnego, coś, co dotyczyło ich rodziny, bliskich, a z drugiej strony, sytuacja mogła być poważniejsza, bo brak kokosanek to skandal najwyższej klasy. Nie był w stanie dłużej spoglądać na ból w oczach młodszej, zupełnie jakby oderwał głowę jej najcenniejszemu pluszakowi. - No dobra, po prostu wprowadziłem dreszczyk emocji, okej? Żebyś czasami nie miała za mało wrażeń w życiu - rzucił, uśmiechając się cwanie. Nie żeby po dzisiejszym dniu w pracy nie miała dosyć. Przynajmniej teraz mogła jeszcze bardziej docenić fakt, że w sklepie były jej ulubione ciastka, a ona sama nie musi zajadać smutków jakimiś innymi, pewnie równie dobrymi, ale nie takimi jak te kokosowe.
Powinien przyzwyczaić się do tego, jak Ela otwiera chipsy, a i tak złapał się za serce, prostując się przy zamrażalniku, aby rzucić side eye niewzruszonej siostrze. Z nim już nie można było tak żartować! W tym roku skończy dwadzieścia siedem lat, a to nie jest już wiek pierwszej młodości. - Oh, Claire, jak się cieszę, że już nie mam z nią do czynienia - mruknął pod nosem, wspominając swój pierwszy rok w kancelarii właśnie… w ten sposób. Przeszukiwanie archiwum, wertowanie teczek, kopiowanie dokumentów, które miał wrażenie, że widzi trzeci raz w ciągu dwóch godzin. - Już niedługo przyjdzie nowa krew to da ci spokój. Ona żywi się tylko krwią niewiniątek, a ty zaraz staniesz się starym osłem - parsknął. Sam od tego roku został wspomnianym osłem, ale wolał nim być, niż wysłuchiwać życzeń pani mecenas, która stażystów i młodszy adwokatów traktowała jak osobiste asystentki. Uczyła ich przy tym - tego nie dało się jej odebrać - aczkolwiek po całym dniu jej gadania i humorów, człowiek wracał do domu wypompowany z emocji i sił. - Dzisiaj robiłem za pomoc mentalną starszych kolegów, którzy najebali się w środku tygodnia i dzisiaj mieli problem w skleceniu kilku zdań. - Nawet nie ukrywał się z tym, że właśnie ich wyśmiewał. Dobrze im tak, w końcu wczoraj przynieśli same kłopoty… które on musiał później sprzątać, chociaż wcześniej… wcześniej miał okazję na bliskie spotkanie z pewną nieznajomą. Uśmiechnął się sam do siebie, rozlewając wino do kieliszków z lodem, po czym nadszedł czas na wywiad w kierunku młodszej. W dalszym ciągu trzymał naczynie za nóżkę, przyglądając się jej badawczo i oczekując, co dalej mu odpowie. - No dalej, potworze, wyduś z siebie, co dzisiaj jadłaś - żachnął, mówiąc na nią przezwiskiem, którego nie lubiła w dzieciństwie; lecz Aiden lubił się droczyć. I to nie tylko z pięknymi barmankami, o niebieskich jak ocean oczach, ale także z własną siostrą, znajomymi, rodziną, a przede wszystkim własnym ojcem, którego łapał za słówka na każdym kroku - cóż, z wiekiem uczeń przerósł mistrza. - Dwie kawy i urodzinowy tort to jest dla ciebie obiad? Co tak hojnie - parsknął, wywracając oczami. - Oczywiście, że złożyłem jej życzenia. O Penny się nie zapomina, chyba że chcesz mieć kłopoty - odpowiedział oczywistą oczywistość. Sam też jadł jeden z tortów, ten na spodzie brownie z malinami był przefantastyczny. - Powinnaś zjeść przed piciem, a nie po piciu. Znając twoją mocną głowę to będziesz jutro zdychać - dodał, spoglądając na siostrę, która robiła do niego oczy niczym kot ze Shreka. Standardowe zagranie i wjechanie na jego słabość. Wywrócił oczami. Znowu. Odlał nieco wina z jej kieliszka do swojego i przysunął w jej kierunku mniejszą porcję niż początkowo chciał w nią wlać. - Póki co tyle, ale zamawiam pizzę. Chyba, że chcesz coś innego. - Dał jej prawo wyboru, bo to głównie ona miała zjeść, aby nie pić na pusty żołądek; żeby na stare lata musiał młodą takich rzeczy uczyć! - Overcooked? Czyli dzisiaj masz mood, żeby na mnie krzyczeć, że za wolno gotuje? - rzucił z rozbawieniem, kiwając głową na boki. - Ale najpierw wybierz, na co masz ochotę. I żebyś potem nie marudziła, że nie zjesz, bo jednak nie masz ochoty - rzucił, bo już widział jej różne podstępy, gdy nie była głodna. A w jego oczach, jadła jak ptaszek, co nie było dobre! Rozsiadł się na kanapie, włączając konsolę i wybierając grę, kiedy przyszła mu do głowy ważna myśl. Cały dzień zastanawiał się, jak powinien napisać do iskiereczki, którą spotkał w barze. Kto mógł mu łatwiej nasunąć pomysł niż nie jego siostra? - Ej, Eleanor, jak najlepiej zagadać do typiary? Nie znam jej, mam tylko jej numer i wymieniliśmy kilka zdań. - I ślinę; ale czy ten szczegół musiała znać? Na pewno się domyśliła, w końcu swego czasu podrywał również jej koleżanki!

potworek
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”