-
shooting star, straight through the heart.nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pomijając najważniejszą informację, że od jakiegoś czasu zaczął powoli tracić słuch w obu uszach, obecnie lewe ucho radziło sobie znacznie lepiej niż te prawe. Kiedy był zwrócony w stronę rozmówcy lub źródła dźwięku, słyszał niemal idealnie. Gdy jednak się odwracał, słowa zaczynały się rozmywać, a dźwięki stawały się coraz bardziej stłumione.
Kochał muzykę.
Kochał wypełniać swoje otoczenie dźwiękami i melodiami tworzonymi nie tylko przez ludzi, ale także przez zwierzęta, instrumenty i wszystko, co było częścią świata wokół niego. Sam grał na gitarze i śpiewał, a jego undergroundowy zespół indie rock The P!x3ls cieszył się coraz większą popularnością na torontońskiej scenie muzycznej. Kiedy usłyszał diagnozę i dowiedział się, że schorzenie jest nieodwracalne, załamał się. Nie powiedział o tym nikomu. Ani kumplom z zespołu, ani najbliższej mu osobie, starszemu bratu Albertowi, ani młodszej siostrze Clementine. Uznał, że skoro pozostało mu jeszcze trochę czasu, podczas którego będzie mógł cieszyć się dźwiękami, wykorzysta go na imprezy, alkohol i zapomnienie o wszystkim, co powoli zaczynało odbierać mu sens życia.
Tak więc, idąc teraz do sali 605, bo przecież właśnie taki numer usłyszał od dziekana, wparował do pomieszczenia przepełnionego ludźmi wyglądającymi, jakby szykowali się na pogrzeb, a nie zajęcia z kunsztu muzycznego. Żadnych kolorowych ubrań. Żadnych ciekawych fryzur. Żadnych oznak życia… Wszyscy wyglądali tak, jakby ktoś odebrał im ostatnie powody do szczęścia.Hm. Może coś się zmieniło od ostatniego razu, kiedy się tu pojawił. - Ahhh!!! Sorry za spóźnienie! Kontynuujcie! Proszę sobie nie przeszkadzać! - rzucił, niemal zbiegając po schodkach, z uśmiechem od ucha do ucha. Wykładowca wrócił do tłumaczenia czegoś, o czym Benjamin nie miał zielonego pojęcia, a on sam znalazł wolne miejsce obok blondwłosego chłopaka, który wyglądał tak, jakby od słów prowadzącego zależało całe jego życie. Awks. Rzucił plecak w jego stronę. Torba uderzyła o stopy przejętego studenta, jednak nie przejął się tym zbytnio. Upsi? Następnie rozsiadł się na krześle niemal w pozycji leżącej, szeroko rozstawiając nogi. Zerknął na chłopaka. - Ej, czy te zajęcia zawsze były tak kurewsko nudne? - Brzmiał szczerze przejęcie, bo od kiedy na zajęciach z muzyki mówiło się o kodeksie prawnym? Och, kurwa. Nie dosłyszał.
jakiś student?
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Dlatego Burreau na zajęcia uczelniane zjawiał się punktualnie, skupiając na nich całą uwagę, z zapałem chłonąc wiedzę przekazywaną przez bardziej doświadczone osoby. Nie zawsze zgadzał się przy tym z padającymi stwierdzeniami, jednak zamiast głośno wyrażać swoją opinię, nie chcąc niepotrzebnie przerywać monologu, ograniczał się do korygowania notatek, które spisywał ładnym, lekko pochyłym pismem w zeszytach. Laptop? Sprawdzał się na wyjazdach, ale Kieran był trochę staroświecki, lubiąc sunąć piórem po papierze, który wydawał wtedy cichy, uspokajający dźwięk.
Słuchał uważnie kolejnych zagadnień wykładanych przez profesora, co rusz zerkając na prezentację objaśniającą poszczególne paragrafy kodeksu karnego. Było tego sporo, ale jeśli ktoś poważnie myślał o pracy w zawodzie prawnika lub potrzebował prawa do innego zawodu, musiał się liczyć z tym, iż czekało go wchłonięcie każdej zapisanej tam literki.
Niespodziewanie drzwi sali wykładowej otworzyły się, przerywając ciszę panującą pomiędzy studentami. Wywołało to niemałe poruszenie, kiedy każdy z zainteresowaniem patrzył na chłopaka, który nijak nie pasował do otoczenia.
Pokręcił lekko głową, wracając do notowania. Nie rozumiał takich ludzi. Mieli sposobność by nabyć wiedzę, a podchodzili do tego z taką ignorancją. Nie zdawali sobie sprawy, że jeśli oni tu byli, to znaczy, że tym samym innej osobie odebrano możliwości. Powinni być wdzięczni, a nie pojawiać się z taką dzikością.
Wciągnął głośniej powietrze, kiedy coś uderzyło o jego nogę. Zerknął w dół - nowo przybyły rzucił plecak, który zatrzymał się na kończynie Kierana. Podniósł wzrok na chłopaka, wolno wodząc po jego twarzy, próbując odczytać jego emocje i zgadnąć, co mogło odpowiadać za takie podejście.
-To nie jest podrzędny bar, tylko sala wykładowa - powiedział cicho, komentując w ten sposób fakt, jak chłopak się rozsiadł. Daleko było temu miejscu do rynsztoka, który chyba nie był obcy towarzyszowi z przymusu.
Już wracał do pisania, kiedy padły kolejne słowa, zatrzymując jego rękę w połowie drogi do kartki.
-Czemu tu jesteś? Jeśli ci się nie podobają, możesz zmienić kierunek - zauważył, zerkając na niego. Nie rozumiał co w takim razie kierowało nim przy wyborze studiów. Nie każde zajęcia naszpikowane były barbarzyńskimi praktykami czy doświadczeniami, zarezerwowanymi głównie dla kierunków ścisłych.
benjamin thallman