-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Słuchaj, właśnie za darmo przewozisz moje rzeczy do mieszkania na drugim końcu Toronto. Myślisz, że te dwie cechy są już Ci całkowicie obce?- spojrzała na niego wymownie z tym zadziornym uśmiechem na ustach, bo jak widać stała się też bardziej spostrzegawcza!
Poza tym przez większość czasu czuła się jakby cofnęła się do dawnych lat. Byli starsi, nieco dojrzalsi. Cora była zdecydowanie bardziej zdystansowana niż dotychczas, a jej śmiech momentami brzmiał odrobinę za długo, co Max słusznie zauważył, że miało to na celu przykrycie tych elementów w jej życiu, które teraz sprawiały jej najwięcej przykrości. Dlatego na chwilę zamilkła zastanawiając się nad odpowiedzią, której nie musiała od razu kończyć, skoro podjechali pod restaurację pod złotymi łukami. Po kilku minutach zamówienie trzymała już na kolanach , a jedząc i popijając przysłuchiwała się spostrzeżeniom Maxa. Uśmiechnęła się przepraszająco, gdy żartował o urażeniu jego gatunku. Cóż, bywa! Taka jego niedola- Seks miałby sprawić, że ktoś przestaje być głupkiem?- powtórzyła za nim marszcząc brwi i zaczynając rozmyślać o tym intensywnie.- Na to jeszcze tak nie patrzyłam- bo że tak naprawdę nie rozwiązuje prawdziwej potrzeby bliskości, to wiedziała w zupełności. Szczególnie, gdy w ostatnim czasie w samotności przeżywała problemy. Ale żeby seks miał zmienić podejście czy ktoś jest głupi? Niektórzy tylko to potwierdzali w ten sposób. - Zazwyczaj?- aż jej prawie frytka utkwiła w przełyku , gdy go usłyszała, więc zaczęła kaszleć próbując mu tutaj nie paść. - Jeżeli nie jest zajebisty, to już tylko i wyłącznie wasza wina, że nie słuchacie nas, kobiet- spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, ale nie z jakąś pretensją. Akurat sięgając pamięcią do wspólnie spędzonych chwil z Maxem, nie miała na co narzekać. Uważała, że on raczej też nie miał na co się skarżyć! Niestety jednak czasami zdarzał jej się kiepski partner i obiektywnie rzecz biorąc, to na pewno nie była jej wina.
Nie zdążyła ani odpowiedzieć na pytanie, ani tym bardziej zwrócić mu uwagę, że właśnie trochę pomieszał zasady gry, bo najpierw powinien zadać pytanie, a potem wylosować piosenkę, ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Ani trochę. Świetnie się bawili w swoim towarzystwie, a zasady przecież były po to, aby je łamać. Co więcej, jego pytanie było na tyle interesujące, że wbiło w fotel Córę i gdyby nie chmura dymu wyłaniająca się spod maski, to by pewnie zamilkła na dłużej zastanawiając się nad odpowiedzią. Jednak wszechświat miał na nich swój własny plan. - Mam nadzieję, że nie wybuchniemy- rzuciła lekko zaniepokojona, ale całe szczęście Max ją zaraz uspokoił. Lecz za dodanie kolejnych słów dostał kuksańca w bok, ale i tak wywołał tym ponowny uśmiech na twarzy Cory. Cóż, jeżeli ma utknąć w rozwalonym aucie, to przynajmniej dobrze, że w takim towarzystwie!
Obserwowała go, gdy wychodził z auta popijając przy tym colę. Nagle jej uszu dobiegły jakieś szmery i wydawało jej się, że Korhonen coś do niej mówił? - Co?!- krzyknęła wychylając się przez okno, ale postanowiła po chwili po prostu wysiąść i dołączyć do niego. Nie będzie jak jakaś księżniczka siedziała w aucie, a może mu nawet w czymś pomoże? - Co mówi…- zaczęła pytać wysiadając z auta z kubkiem napoju w ręce, gdy potknęła się o wystający kamyk i poleciała do przodu. Całe szczęście w ostatniej chwili odzyskała równowagę i tym razem nie wylądowała na ziemi PRZEZ KRZYWĄ PODŁOGĘ, ale napój nie miał tyle szczęścia, bo cała zawartość kubka wylądowała na mężczyźnie. Cora tylko skrzywiła się przepraszająco i wzruszyła ramionami, patrząc na niego niepewnie. - Chyba z dwojga złego lepiej na koszulkę niż na silnik, prawda?- grunt to widzieć szklankę do połowy pełną! - Przepraszam, zdejmij ją, a ja poszukam w swoich rzeczach czegoś na zmianę dla Ciebie. Lubiłam zawsze podbierać koszulki moim byłym. Możesz więc przez chwilę znowu być młodym i głupim- uśmiechnęła się szeroko stawiając pusty już karton po coli na aucie i czekając aż Max zdejmie mokre ubranie. Chyba, że postanowi odgrywać jej tutaj mistera mokrego podkoszulka. Facet naprawiający auto bez koszulki? Czy w mokrej, opinającej koszulce? Ciężki wybór miała Cora.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Na komentarz wybrzmiewający z ust blondynki Max mimochodem odpowiedział głośnym śmiechem, wypełniającym wnętrze samochodu. — Gdy patrzę na to z twojej perspektywy, to rzeczywiście, w zasadzie nic się nie zmieniło. — przyznał, bo ciężko było kłócić się z przytoczonymi przez dziewczynę argumentami. — Dalej rozwiązuję twoje problemy logistyczne, dalej daję się wciągać w dyskusje, których nie mam szans wygrać, i dalej kończę robiąc rzeczy, których rozsądny człowiek raczej by nie zrobił. - stwierdził, wyliczając po kolei „dokonania” jakich się dopuścił w jej towarzystwie, jednocześnie spoglądając na nią kątem oka, a kącik jego ust uniósł się nieco wyżej. — W sumie brzmi to niepokojąco znajomo. Na chwilę zamilkł, pozwalając by rozmowa zeszła na nieco inne tory, w zasadzie wracając do wcześniejszego tematu.
Widząc jej reakcję na własne słowa, parsknął śmiechem. — Nie powiedziałem, że przestają być głupkami. — sprostował. — Powiedziałem tylko, że niektórzy próbują sobie to wmówić. - zdjął rękę z kierownicy i ponownie sięgnął po frytkę, przez moment wyglądał, jakby naprawdę analizował zagadnienie, wypakowując podłużnego ziemniaka do ust. — To trochę jak kupowanie motocykla w kryzysie wieku średniego. Problem dalej istnieje, ale przez chwilę można udawać, że nie. - skwitował, próbując przedstawić swój punkt widzenia, bo dla niego było to oczywiste. Dodatkowo naprawdę nie lubił tego typu mężczyzn, którzy tylko plamili dobre imię tych lepszych przedstawicieli swojej płci.
Kiedy niemal zakrztusiła się na słowie „zazwyczaj”, spojrzał na nią z wyraźnym rozbawieniem. — Spokojnie, Marshall. Nie chciałbym tłumaczyć ratownikom medycznym, że zadławiłaś się frytką podczas filozoficznej dyskusji o seksie. Jej kolejna uwaga sprawiła jednak, że uniósł brew i odchylił się wygodniej w fotelu. — O proszę. Czyli oficjalnie całą odpowiedzialność zrzucamy na mężczyzn? - przyłożył dłoń do klatki piersiowej w teatralnym geście oburzenia. — To bardzo odważna teoria. Przez chwilę starał się utrzymać poważną minę, ale ostatecznie i tak ją stracił. — Chociaż… - urwał na moment, przyglądając się jej znacząco ponad kubkiem coli. — Biorąc pod uwagę niektóre historie, które słyszałem przez ostatnie lata, być może jest w tym więcej prawdy, niż chciałbym przyznać. - głosie Maxa pobrzmiewało rozbawienie, ale gdzieś pod nim kryło się również coś na kształt współczucia dla wszystkich idiotów, którzy najwyraźniej nie potrafili docenić tego, co mieli przed sobą.
Nie zdążył usłyszeć odpowiedzi na swoje pytanie, kiedy ich zabawa została brutalnie przerwana przez kłęby dymu wydobywające się spod maski. Dla Maxa był to widok niemal surrealistyczny. O pickupa dbał z niemal absurdalną dokładnością. Regularne przeglądy, wymieniane na czas części i godziny spędzone w garażu sprawiały, że zwykle ufał mu bardziej niż większości ludzi. Dlatego przez krótką chwilę patrzył na unoszący się dym z autentycznym niedowierzaniem. — No świetnie. — mruknął bardziej do siebie niż do Cory. — Tylko nie waż się umrzeć akurat dzisiaj. - mimo wszystko nie wyglądał na szczególnie zestresowanego, bardziej zirytowanego; jak człowiek, którego najlepszy kumpel właśnie postanowił urządzić sobie wyjątkowo nieodpowiedni moment na kryzys egzystencjalny. Kiedy wysiadł z samochodu i uniósł maskę, próbował zlokalizować źródło problemu. Coś nawet mówił przez ramię do Cory, ale najwyraźniej wiatr skutecznie zagłuszył połowę słów. A potem usłyszał jej głos. Następnie szelest. Potem kolejne dziwne odgłosy. I instynktownie odwrócił głowę dokładnie w momencie, kiedy zawartość ogromnego kubka coli wylądowała prosto na jego koszulce. Przez sekundę po prostu stał w miejscu. Mokra koszulka przykleiła się do torsu, cola ściekała po materiale, a Max spojrzał najpierw na siebie, potem na pusty kubek, a na końcu na Corę. I wtedy parsknął śmiechem. — Wiesz co? — pokręcił głową. — Zaczynam dostrzegać pewien niepokojący wzorzec. Za każdym razem, kiedy jesteśmy razem, coś kończy się albo w farbie, albo na mojej koszulce. Spojrzał raz jeszcze na mokry materiał i westchnął teatralnie. — Czyli twój plan naprawczy polega na tym, żebym przebrał się w ubrania wyciągnięte z twojego bagażu? - zmrużył oczy z udawaną podejrzliwością. — Cora, to brzmi jak początek bardzo złej decyzji. - przez moment jeszcze walczył z mokrym materiałem, który uparcie kleił się do skóry, aż w końcu zrezygnowany chwycił za dół koszulki i jednym ruchem przeciągnął ją przez głowę. Wieczorne światło bezlitośnie obnażyło efekty lat pracy fizycznej; szerokie barki, wyraźnie zarysowane ramiona i mięśnie brzucha nie były rezultatem godzin spędzanych na siłowni dla samego wyglądu. Były produktem dźwigania, remontów, pracy w warsztacie i wszystkich tych rzeczy, które Max wykonywał niemal codziennie. Nie wyglądał jak model z okładki magazynu. Wyglądał jak człowiek, który naprawdę używał własnego ciała do pracy. Sam zdawał się nie przywiązywać do tego najmniejszej uwagi. Zmiętą koszulkę przewiesił przez ramię i ponownie pochylił się nad silnikiem, jakby przed chwilą nie pozbawił Cory bardzo skutecznego argumentu do skupiania się na czymkolwiek innym. — No dobra. — mruknął, zaglądając pod maskę. — Teraz możesz się śmiać. Sam przyznaję, że sytuacja wygląda absurdalnie. - dopiero po chwili odwrócił głowę w jej stronę. Widząc jej minę, uniósł lekko brew. — Co? - w kąciku ust blondyna pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
cora marshall