25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na Maxa nagle wzrokiem pełnym… zachwytu? Podziwu? Wdzięczności? To była mieszanka tych wszystkich uczuć, bo może i sobie właśnie żartowali, ale pierwszy raz ktoś skomplementował w pewien sposób jej wiedzę, a nie wygląd. To było miłe uczucie, bo przypomniało jej także, że mężczyzna nie traktował jej nigdy tylko jak obiekt seksualny do zabawy, a zawsze liczył się z jej uczuciami i poglądami. Nawet jeśli nie zgadzał się z nią we wszystkim, to nigdy nie machnął na nią ręką mówiąc, że jest głupią blondynką. Używał odpowiednich argumentów, a kiedy one się kończyły sięgał po inne metody, ale na te Cora za żadne skarby nie zamierzała narzekać! - Ostatnie lata spędziłam pracując w korpo i to w dziale marketingu. Nauczyłam się kilku nowych słówek- nieznacznie się wyprostowała, jakby chciała z dumą podkreślić, że miała pewne ambicje. Przemilczała jednak fakt, że była to rodzinna firma i na domiar złego przez większość czasu mówiła fotowaliczna, zamiast fotowoltaiczna. To były nic nieznaczące szczegóły.
- Słuchaj, właśnie za darmo przewozisz moje rzeczy do mieszkania na drugim końcu Toronto. Myślisz, że te dwie cechy są już Ci całkowicie obce?- spojrzała na niego wymownie z tym zadziornym uśmiechem na ustach, bo jak widać stała się też bardziej spostrzegawcza!
Poza tym przez większość czasu czuła się jakby cofnęła się do dawnych lat. Byli starsi, nieco dojrzalsi. Cora była zdecydowanie bardziej zdystansowana niż dotychczas, a jej śmiech momentami brzmiał odrobinę za długo, co Max słusznie zauważył, że miało to na celu przykrycie tych elementów w jej życiu, które teraz sprawiały jej najwięcej przykrości. Dlatego na chwilę zamilkła zastanawiając się nad odpowiedzią, której nie musiała od razu kończyć, skoro podjechali pod restaurację pod złotymi łukami. Po kilku minutach zamówienie trzymała już na kolanach , a jedząc i popijając przysłuchiwała się spostrzeżeniom Maxa. Uśmiechnęła się przepraszająco, gdy żartował o urażeniu jego gatunku. Cóż, bywa! Taka jego niedola- Seks miałby sprawić, że ktoś przestaje być głupkiem?- powtórzyła za nim marszcząc brwi i zaczynając rozmyślać o tym intensywnie.- Na to jeszcze tak nie patrzyłam- bo że tak naprawdę nie rozwiązuje prawdziwej potrzeby bliskości, to wiedziała w zupełności. Szczególnie, gdy w ostatnim czasie w samotności przeżywała problemy. Ale żeby seks miał zmienić podejście czy ktoś jest głupi? Niektórzy tylko to potwierdzali w ten sposób. - Zazwyczaj?- aż jej prawie frytka utkwiła w przełyku , gdy go usłyszała, więc zaczęła kaszleć próbując mu tutaj nie paść. - Jeżeli nie jest zajebisty, to już tylko i wyłącznie wasza wina, że nie słuchacie nas, kobiet- spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, ale nie z jakąś pretensją. Akurat sięgając pamięcią do wspólnie spędzonych chwil z Maxem, nie miała na co narzekać. Uważała, że on raczej też nie miał na co się skarżyć! Niestety jednak czasami zdarzał jej się kiepski partner i obiektywnie rzecz biorąc, to na pewno nie była jej wina.
Nie zdążyła ani odpowiedzieć na pytanie, ani tym bardziej zwrócić mu uwagę, że właśnie trochę pomieszał zasady gry, bo najpierw powinien zadać pytanie, a potem wylosować piosenkę, ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Ani trochę. Świetnie się bawili w swoim towarzystwie, a zasady przecież były po to, aby je łamać. Co więcej, jego pytanie było na tyle interesujące, że wbiło w fotel Córę i gdyby nie chmura dymu wyłaniająca się spod maski, to by pewnie zamilkła na dłużej zastanawiając się nad odpowiedzią. Jednak wszechświat miał na nich swój własny plan. - Mam nadzieję, że nie wybuchniemy- rzuciła lekko zaniepokojona, ale całe szczęście Max ją zaraz uspokoił. Lecz za dodanie kolejnych słów dostał kuksańca w bok, ale i tak wywołał tym ponowny uśmiech na twarzy Cory. Cóż, jeżeli ma utknąć w rozwalonym aucie, to przynajmniej dobrze, że w takim towarzystwie!
Obserwowała go, gdy wychodził z auta popijając przy tym colę. Nagle jej uszu dobiegły jakieś szmery i wydawało jej się, że Korhonen coś do niej mówił? - Co?!- krzyknęła wychylając się przez okno, ale postanowiła po chwili po prostu wysiąść i dołączyć do niego. Nie będzie jak jakaś księżniczka siedziała w aucie, a może mu nawet w czymś pomoże? - Co mówi…- zaczęła pytać wysiadając z auta z kubkiem napoju w ręce, gdy potknęła się o wystający kamyk i poleciała do przodu. Całe szczęście w ostatniej chwili odzyskała równowagę i tym razem nie wylądowała na ziemi PRZEZ KRZYWĄ PODŁOGĘ, ale napój nie miał tyle szczęścia, bo cała zawartość kubka wylądowała na mężczyźnie. Cora tylko skrzywiła się przepraszająco i wzruszyła ramionami, patrząc na niego niepewnie. - Chyba z dwojga złego lepiej na koszulkę niż na silnik, prawda?- grunt to widzieć szklankę do połowy pełną! - Przepraszam, zdejmij ją, a ja poszukam w swoich rzeczach czegoś na zmianę dla Ciebie. Lubiłam zawsze podbierać koszulki moim byłym. Możesz więc przez chwilę znowu być młodym i głupim- uśmiechnęła się szeroko stawiając pusty już karton po coli na aucie i czekając aż Max zdejmie mokre ubranie. Chyba, że postanowi odgrywać jej tutaj mistera mokrego podkoszulka. Facet naprawiający auto bez koszulki? Czy w mokrej, opinającej koszulce? Ciężki wybór miała Cora.


Max Korhonen
25 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Pisarz/złota rączka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, Jego
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

W obrazie Cory, jaki malował się w umyśle Maxa, nigdy nie miała ona nic wspólnego z typowym, aczkolwiek krzywdzącym przekonaniem, że blondynki są głupie czy naiwne. Od zawsze doceniał jej cięte riposty, spostrzegawczość i sposób, w jaki potrafiła odnaleźć się nawet w najbardziej absurdalnych sytuacjach. Owszem, zdarzało jej się działać szybciej niż myśleć, ale prawdę mówiąc, właśnie dzięki temu wiele razy wychodzili cało z pomysłów, na które rozsądny człowiek nigdy by się nie zgodził. Max był tym, który analizował. Rozważał. Przewidywał konsekwencje. Cora natomiast często po prostu robiła krok do przodu, a dopiero później zastanawiała się, czy to był dobry pomysł. I choć nieraz doprowadzała go tym do szału, równie często podziwiał tę cechę. Zwłaszcza że sam czasami za długo tkwił we własnej głowie. Dlatego, kiedy spojrzała na niego z tą wyraźną dumą pochwaliwszy się nowo nabytą wiedzą, na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. — Proszę bardzo. Korporacja jednak do czegoś się przydała. — skwitował z rozbawieniem. — Jeszcze trochę i zaczniesz rzucać prezentacjami, wykresami oraz słowami, których normalni ludzie nawet nie potrafią wymówić. - uniósł brew, przyglądając jej się przez moment. — Chociaż szczerze mówiąc, nigdy nie miałem problemu z uwierzeniem, że masz ambicje.- powiedział to lekko, niemal mimochodem, ale była to szczera prawda. Od kiedy ją znał, zawsze chciała od życia czegoś więcej. Nawet jeśli czasami ukrywała to pod żartami, impulsywnymi decyzjami albo pozorną beztroską. — Zresztą, gdybyś ich nie miała, prawdopodobnie nie próbowałabyś połowy rzeczy, które przychodziły ci do głowy. - parsknął cicho śmiechem, bo lista takich sytuacji była zdecydowanie za długa, by zaczynać ją teraz przywoływać.
Na komentarz wybrzmiewający z ust blondynki Max mimochodem odpowiedział głośnym śmiechem, wypełniającym wnętrze samochodu. — Gdy patrzę na to z twojej perspektywy, to rzeczywiście, w zasadzie nic się nie zmieniło. — przyznał, bo ciężko było kłócić się z przytoczonymi przez dziewczynę argumentami. — Dalej rozwiązuję twoje problemy logistyczne, dalej daję się wciągać w dyskusje, których nie mam szans wygrać, i dalej kończę robiąc rzeczy, których rozsądny człowiek raczej by nie zrobił. - stwierdził, wyliczając po kolei „dokonania” jakich się dopuścił w jej towarzystwie, jednocześnie spoglądając na nią kątem oka, a kącik jego ust uniósł się nieco wyżej. — W sumie brzmi to niepokojąco znajomo. Na chwilę zamilkł, pozwalając by rozmowa zeszła na nieco inne tory, w zasadzie wracając do wcześniejszego tematu.
Widząc jej reakcję na własne słowa, parsknął śmiechem. — Nie powiedziałem, że przestają być głupkami. — sprostował. — Powiedziałem tylko, że niektórzy próbują sobie to wmówić. - zdjął rękę z kierownicy i ponownie sięgnął po frytkę, przez moment wyglądał, jakby naprawdę analizował zagadnienie, wypakowując podłużnego ziemniaka do ust. — To trochę jak kupowanie motocykla w kryzysie wieku średniego. Problem dalej istnieje, ale przez chwilę można udawać, że nie. - skwitował, próbując przedstawić swój punkt widzenia, bo dla niego było to oczywiste. Dodatkowo naprawdę nie lubił tego typu mężczyzn, którzy tylko plamili dobre imię tych lepszych przedstawicieli swojej płci.
Kiedy niemal zakrztusiła się na słowie „zazwyczaj”, spojrzał na nią z wyraźnym rozbawieniem. — Spokojnie, Marshall. Nie chciałbym tłumaczyć ratownikom medycznym, że zadławiłaś się frytką podczas filozoficznej dyskusji o seksie. Jej kolejna uwaga sprawiła jednak, że uniósł brew i odchylił się wygodniej w fotelu. — O proszę. Czyli oficjalnie całą odpowiedzialność zrzucamy na mężczyzn? - przyłożył dłoń do klatki piersiowej w teatralnym geście oburzenia. — To bardzo odważna teoria. Przez chwilę starał się utrzymać poważną minę, ale ostatecznie i tak ją stracił. — Chociaż… - urwał na moment, przyglądając się jej znacząco ponad kubkiem coli. — Biorąc pod uwagę niektóre historie, które słyszałem przez ostatnie lata, być może jest w tym więcej prawdy, niż chciałbym przyznać. - głosie Maxa pobrzmiewało rozbawienie, ale gdzieś pod nim kryło się również coś na kształt współczucia dla wszystkich idiotów, którzy najwyraźniej nie potrafili docenić tego, co mieli przed sobą.
Nie zdążył usłyszeć odpowiedzi na swoje pytanie, kiedy ich zabawa została brutalnie przerwana przez kłęby dymu wydobywające się spod maski. Dla Maxa był to widok niemal surrealistyczny. O pickupa dbał z niemal absurdalną dokładnością. Regularne przeglądy, wymieniane na czas części i godziny spędzone w garażu sprawiały, że zwykle ufał mu bardziej niż większości ludzi. Dlatego przez krótką chwilę patrzył na unoszący się dym z autentycznym niedowierzaniem. — No świetnie. — mruknął bardziej do siebie niż do Cory. — Tylko nie waż się umrzeć akurat dzisiaj. - mimo wszystko nie wyglądał na szczególnie zestresowanego, bardziej zirytowanego; jak człowiek, którego najlepszy kumpel właśnie postanowił urządzić sobie wyjątkowo nieodpowiedni moment na kryzys egzystencjalny. Kiedy wysiadł z samochodu i uniósł maskę, próbował zlokalizować źródło problemu. Coś nawet mówił przez ramię do Cory, ale najwyraźniej wiatr skutecznie zagłuszył połowę słów. A potem usłyszał jej głos. Następnie szelest. Potem kolejne dziwne odgłosy. I instynktownie odwrócił głowę dokładnie w momencie, kiedy zawartość ogromnego kubka coli wylądowała prosto na jego koszulce. Przez sekundę po prostu stał w miejscu. Mokra koszulka przykleiła się do torsu, cola ściekała po materiale, a Max spojrzał najpierw na siebie, potem na pusty kubek, a na końcu na Corę. I wtedy parsknął śmiechem. — Wiesz co? — pokręcił głową. — Zaczynam dostrzegać pewien niepokojący wzorzec. Za każdym razem, kiedy jesteśmy razem, coś kończy się albo w farbie, albo na mojej koszulce. Spojrzał raz jeszcze na mokry materiał i westchnął teatralnie. — Czyli twój plan naprawczy polega na tym, żebym przebrał się w ubrania wyciągnięte z twojego bagażu? - zmrużył oczy z udawaną podejrzliwością. — Cora, to brzmi jak początek bardzo złej decyzji. - przez moment jeszcze walczył z mokrym materiałem, który uparcie kleił się do skóry, aż w końcu zrezygnowany chwycił za dół koszulki i jednym ruchem przeciągnął ją przez głowę. Wieczorne światło bezlitośnie obnażyło efekty lat pracy fizycznej; szerokie barki, wyraźnie zarysowane ramiona i mięśnie brzucha nie były rezultatem godzin spędzanych na siłowni dla samego wyglądu. Były produktem dźwigania, remontów, pracy w warsztacie i wszystkich tych rzeczy, które Max wykonywał niemal codziennie. Nie wyglądał jak model z okładki magazynu. Wyglądał jak człowiek, który naprawdę używał własnego ciała do pracy. Sam zdawał się nie przywiązywać do tego najmniejszej uwagi. Zmiętą koszulkę przewiesił przez ramię i ponownie pochylił się nad silnikiem, jakby przed chwilą nie pozbawił Cory bardzo skutecznego argumentu do skupiania się na czymkolwiek innym. — No dobra. — mruknął, zaglądając pod maskę. — Teraz możesz się śmiać. Sam przyznaję, że sytuacja wygląda absurdalnie. - dopiero po chwili odwrócił głowę w jej stronę. Widząc jej minę, uniósł lekko brew. — Co? - w kąciku ust blondyna pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.



cora marshall
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”