ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
175 cm
Modelka Branża modowa
Awatar użytkownika
"Nie chciałam być najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Wystarczyło mi świecić tak, żeby ktoś w ciemności odnalazł drogę."
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

001. Nic tak nie koi duszy, jak świeża plotka | Outfit
Do Toronto przyjechałam zaledwie kilka tygodni temu, ale miałam wrażenie, że wydarzyło się znacznie dużo rzeczy, jak na ten czas. Udało mi się poznać nowe osoby, wziąć udział w kilku sesjach i odwiedzić zupełnie nowe miejsca. Niby kilka tygodni, ale w moim odczuciu było one dość intensywne, a momentami nawet przytłaczające. Całe szczęście były jeszcze osoby, przy których wszystko stawało się łatwiejsze. Moja przyjaciółka Gabriela była jedną z nich.
Nie widziałyśmy się od dłuższego czasu. Oczywiście stale utrzymywałyśmy kontakt, który polegał na pisaniu, komentowaniu zdjęć i wysyłaniu głosówek. Była to relacja bardziej wirtualna niż rzeczywista, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Poza tym wynikało to z faktu, że ciągle byłyśmy w rozjazdach, no i też nie mieszkałyśmy blisko siebie. Najbardziej lubiłam rozmowy późno w nocy, kiedy żadna z nas nie mogła zasnąć. Nie było to jednak to samo, co obecność drugiej osoby obok. Dlatego też od rana czułam lekkie podekscytowanie. Pierwszy raz od dawna nie chodziło o pokaz albo spotkanie biznesowe. Najzwyczajniej w świecie zaprosiłam Gabi do siebie.
Krzątałam się po mieszkaniu trochę bardziej niż było to konieczne. Zupełnie bez sensu poprawiałam poduszki na kanapie, zapaliłam świeczkę w lampionie, który stał na regale i zamówiłam jedzenie, pomimo tego, że lodówka była pełna. Chciałam, aby wszystko było idealne, ale zdawałam sobie też sprawę z tego, że Gabi raczej nie zwracała uwagi na takie pierdoły. Przynajmniej szybciej zleciał mi czas.
Zatrzymałam się na moment przy wyspie kuchennej i sięgnęłam po telefon. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc nasze ostatnie wiadomości. Było tam kilka głupich filmików, zdjęcie psa, którego spotkałam rano podczas spaceru i narzekanie na pogodę w Toronto. Westchnęłam cicho, a następnie poprawiłam włosy.
Ostatnie tygodnie minęły zbyt szybko. Ciągle ktoś coś ode mnie chciał. Z jednej strony zdjęcia i wywiady, a z drugiej sprawy związane z uregulowaniem płatności za zakup mieszkania i ogarnięcie innych drobnych spraw związanych z jego urządzeniem. Liczyłam na odrobinę wytchnienia, bo w sumie tego brakowało mi najbardziej od przeprowadzki. No i co najważniejsze, to stęskniłam się za plotami. Kiedy usłyszałam domofon, to szybko pobiegłam otworzyć drzwi.

Gabriela R. Blais
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

outfit


Spotkanie Cassi face to face nie zdarzało się zbyt często. Wręcz było to prawie niemożliwe przy ich odmiennych stylach prowadzenia życia, ale wiadomość o jej przybyciu do Toronto było znakiem od samego bóstwa przyjaźni - bo jakiś bożek w jakiejś religii musi taki być, a jak nie to chuj od dzisiaj jest. Na trzeźwo zawsze przykładała dużą uwagę do swojego ubioru, a po odzyskaniu części swoich rzeczy, które wysłali jej znajomi rozsiani po świecie, mogła chociaż trochę podpasować się do stylu przyjaciółki. Rzadko kiedy wciskała swoje oszukane latino dupsko w coś tego typu, ale była to miła odmiana.
Przez dobre kilku minut stała przed wejściem do budynku, próbując jednocześnie utrzymać w jednej dłoni telefon, a w drugiej reklamówki z winem i jakimiś totalnie niezdrowymi przekąskami, które kupiła po drodze. Nieporadnie klikała w wyświetlacz scrollując wiadomości, próbując dojść pod jakim numerem mieszkała dziewczyna. Triumfalnie uniosła kąciki ust, zerkając pobieżnie na godzinę. Spóźniła się tylko czterdzieści dwie minuty, więc było całkiem spoko. Podejrzewała, że i tak Cassie podała jej mylną godzinę, bo każdy jej znajomy nauczył się już, że czas był dla niej zbyt wielką zmienną. Nacisnęła odpowiedni guzik na domofonie i uśmiechnęła się jak ostatnia debilka, gdy usłyszała pod drugiej stronie znajomy głos.
- No dalej… otwieraj, bo przysięgam, że umrę tu śmiercią tragiczną i będziesz musiała tłumaczyć policji, dlaczego twoja przyjaciółka zginęła przygnieciona chipsami i prosecco. - zagroziła na samym wstępie i stopą starała się rozchylić mocniej drzwi, żeby się przecisnąć na klatkę schodową. W końcu dłonie miała zajęte, a nie zamierzała ryzykować utraty prosecco, jakby zbyt mocno przywaliła siatką w drzwi przy otwieraniu. Nie bawiła się nawet w normalne przywitanie. Ledwo drzwi do mieszkania się otworzyły, a ona od razu wpadła do środka jak huragan. - O mój boże, w końcu - jęknęła dramatycznie i praktycznie od razu bezpiecznie odstawiła ciężkie torby na kanapę. Poczuła ulgę, gdy rozprostowała palce, a krew zaczęła napływać do opuszków.
- Ja pierdolę, to chore Cass. Czemu ty zawsze wyglądasz jak typiara z pinteresta, a ja po kilku krokach jak przejechana żaba na rozdrożach. - zmrużyła podejrzliwie oczy przypatrując się idealnej fryzurze przyjaciółki i po chwili roześmiała się zbliżając się do niej powoli, żeby porwać ją w swoje ramiona. Nie było w tym żadnej zazdrości, a zwykłe przekomarzania przyjaciółek, które nie widziały się od dawna. Tęskniła za nią. To była ta jedna z nielicznych relacji, gdzie każdy mówił, że to nie miało prawa się udać, ale jednak.
- Ostrzegam. Nie chcę dziś słyszeć nic o pracy. Same soczyste plotki z wszystkimi detalami. Jeśli nie miałaś żadnego romansu przez te kilka tygodni, to będę musiała prowadzić monolog, a chcę się najebać. Gdzie masz kieliszki? - wyciągnęła z reklamówki od razu dwie butelki, bo nie ma przecież co człowiek się ograniczać.

Cassiopeia Deveraux
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
27 y/o
For good luck!
175 cm
Modelka Branża modowa
Awatar użytkownika
"Nie chciałam być najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Wystarczyło mi świecić tak, żeby ktoś w ciemności odnalazł drogę."
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu od momentu kiedy usłyszałam głos dobiegający z domofonu. To, że Gabi się spóźniła nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Właściwie to byłabym bardziej zaskoczona, gdyby pojawiła się ona punktualnie. Znałam ją wystarczająco długo, żeby nauczyć się przewidywać takie rzeczy, dlatego podałam jej godzinę wcześniejszą niż ta, którą rzeczywiście miałam na myśli. Często tak robiłam, aby nie marnować zbyt wiele czasu na zbędne czekanie.
- Drzwi są otwarte. Tylko z umieraniem zaczekaj aż wejdziesz do środka. Dopiero się tu przeprowadziłam i nie potrzebuję reputacji morderczyni wśród sąsiadów - odpowiedziałam. Wreszcie czułam, że napięcie, które towarzyszyło mi przez większość dnia, zaczęło stopniowo znikać.
Kiedy znalazłam się już w przedpokoju, to nie mogłam przestać cieszyć się z naszego spotkania. Kontakt przez wiadomości, rozmowy telefoniczne, no i przesyłane przez nas filmiki był spoko, ale nie potrafił zastąpić tego, czego obie potrzebowałyśmy. Ostatnie tygodnie były dla mnie przytłaczające. Spędzałem wiele czasu z różnymi ludźmi, a mimo to czułam się samotnie. Większość spotkań dotyczyła pracy i w tym wszystkim brakowało mi relacji, przy której nie musiałam zastanawiać się nad każdym słowem.
- Z tym po prostu trzeba się urodzić - odpowiedziałam żartobliwie na słowa o Pintereście. - A tak serio, to siedziałam rano przez dobrą godzinę i próbowałam doprowadzić włosy do ładu. Potem jednak uznałam, że pierdolę to i dałam spokój - powiedziałam z rozbawieniem. - Poza tym wyglądasz świetnie. Może przypominasz laskę, która napadła na sklep spożywczy, ale nadal świetnie.
Poczułam szczerą ulgę. Nie spodziewałam się, że tak bardzo brakowało mi tej swobody. W Los Angeles wszystko działo się bardzo szybko, a po przeprowadzce tempo wcale nie zwolniło. Cały czas próbowałam odnaleźć się w nowym mieście. Traciłam czas na urządzanie mieszkania. W międzyczasie starałam się pogodzić współpracę z agencją i przyzwyczaić się do tego, że większość znajomych nie znajdowała się już kilka przecznic ode mnie.
- Kieliszki są w kuchni, w środkowej szafce u góry - powiedziałam, kierując się w stronę wyspy kuchennej. - Chociaż jeżeli chodzi o mnie, to mogę pić z gwinta. I uprzedzam, że nie było romansów. Chyba że zaczniemy liczyć moją sympatię do mężczyzny, który przynosi mi kawę przed porannymi sesjami.
Sięgnęłam po dwa kieliszki i postawiłam je na blacie. Przez chwilę zastanawiałam się od czego właściwie zacząć rozmowę. Miałam wrażenie, że przez ostatnie tygodnie wydarzyło się bardzo dużo, a jednocześnie niewiele z tych rzeczy dotyczyło mojej osoby.
- Ale plotki jakieś tam mam - dodałam, unosząc lekko brwi. - Lecz za nim zacznę cię zanudzać, to opowiadaj mi co działo się u ciebie. Twoje życie zawsze było znacznie ciekawsze od mojego.

Gabriela R. Blais
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
27 y/o
Welkom in Canada
173 cm
i'm just kidding A to nie do mnie tak
Awatar użytkownika
You're a bad idea but I like bad ideas.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
ILE?!!!
Zdruzgotało ją to jak wiele czasu jej przyjaciółka poświęciła dziś na swój wygląd. Sama nie raz spędziła trochę czasu przed lustrem, żeby względnie reprezentować swoją personę, ale to już zakrawało delikatnie o fetysz. Gdyby nie była tak leniwą bułą, to może pokusiłaby się o jakieś rady pielęgnacyjne, ale ta rozmowa nie miałaby żadnego sensu. Jej tryb życia i używki kłóciły się niemal z każdymi beauty trickiem, a tego nawet śluz z dupy ślimaka nie naprawi. Nawet gdyby srał złotem i kwasem hialuronowym. Na całe szczęście nie przejmowała się tym aż tak, bo wygrała los na genetycznej loterii. Wyglądała dobrze, nawet skromnie można rzec, że zajebiście, pomimo tego, że powinna wyglądać jak jakaś Karen spod monopolowego.
- Takie słownictwo z twoich ust? - zagwizdała cicho, szukając tych kieliszków w szafce. Z uznaniem popatrzyła na szkło, bo jak zawsze Cass nie mogła mieć u siebie byle gówna. To były małe dzieła sztuki, więc dzisiejsze chlanie było na bogato. Jak nic będzie musiała się pilnować, żeby nie zbić tego cuda, bo jej przyjaciółka wtedy mogłaby się już nie przejąć opinią sąsiadów. - Nie no Cass... Ja rozumiem, żeby tyle godzin siedzieć na depilacji, ale nad włosami? W sumie to i to włosy, ale wiesz. Trzeba być w pewnych okolicach gładkim jak pupcia niemowlęcia. Czeszesz je ileś tam razy jak księżniczka Sisi, czy jak? - i tak poruszyła ten temat, bo jednak trochę ją to ciekawiło. W końcu od tego były te babskie spotkania. Żeby obrobić każdemu dupę i poruszać milion razy te same tematy, to akurat nigdy im się nie nudziło. O dziwo.
- Wiesz w sumie z gwinta chyba będzie bezpieczniej. - z powątpiewaniem spojrzała znowu na te kieliszki i przystąpiła do procesu otwierania butelki. Po chwili podała już otwartą butelkę alkoholu przyjaciółce, żeby jako pierwsza skosztowała prosecco - Naprawdę nic? Chociaż ci serwuje tę kawę chodząc bez koszulki? - dopytywała dalej i cicho westchnęła, gdy dziewczyna jednak niczym gorącym jej nie uraczyła.
- Laska, tyle się odjebało. Cały mój powrót do miasta to była komedia na kółkach. Nawalona w trzy dupy kupiłam bilet do Toronto. Przyjechałam do miasta bez niczego. Kilka drobniaków w kieszeni i fajki. Kierowca to praktycznie wyjebał mnie z autobusu na parking. Ciemno jak w dupie i ani żywego ducha w okolicy. Trochę mnie to otrzeźwiło, więc polazłam do mojego kuzyna i zaległam mu na kanapie. Widziałam się już nawet z Noe. I moim eks. Wspominałam ci o Billym? - paplała tak, łapiąc kilka wątków na raz i sięgnęła po butelkę. Nie było mowy, że na trzeźwo jej to wszystko opowie. Zlizała kropelkę alkoholu z dolnej wargi i spojrzała na przyjaciółkę, bawiąc się korkiem. Nie potrafiła usiedzieć tak jak ona w spokoju. Ciągle musiała coś robić.
- Zacznijmy może od Noe. Wpadłam do niego z przyjacielską wizytą po latach...

Cassiopeia Deveraux
Verdsa
Mordeczko po prostu polej
ODPOWIEDZ

Wróć do „#11”