49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biedna Susie chyba uświadomiła sobie w końcu z kim miała do czynienia i odpuściła. Tak zresztą było najlepiej dla nich wszystkich. Każda miała swoje obowiązki, które chciała odpowiednio wykonać także najlepsze, co mogły zrobić to się rozejść i zająć właśnie tym. Zwłaszcza, że w ich przypadku chodziło o schwytanie groźnego mordercy.
Wydawało się, że nareszcie trafiły do miejsca, gdzie mogły swobodnie pracować. Rogen nie skakał wokół nich, dopytując czy czegoś potrzebują, co mogło być rozpraszające i wybijające z rytmu, a zamiast tego zostawił je same sobie. Wydawał się być jednak człowiekiem, którego w każdej chwili mogły o coś zapytać lub poprosić o wsparcie, gdyby faktycznie wymagały pomocy. Na razie jednak najlepiej jakby zapoznały się z tym, co na ten moment wydawało się być do przebrnięcia.
Na razie wszystko wydawało się przebiegać zgodnie z planem, a firma sprawiała wrażenie sensownie działającej i zorganizowanej. Może zatem szukanie informacji nie będzie aż tak uciążliwe jak mogłoby się to zdawać. Z drugiej strony czekało je naprawdę sporo rzeczy do przejrzenia.
Obie pracowały raczej we względnej ciszy, dzieląc się jakoś sensownie papierami, aby każda z nich miała mniej więcej ich równą ilość. Swanson przygotowała sobie również miejsce do robienia notatek, aby mieć pewność, że nic istotnego na pewno jej nie umknęło w całym tym kadrowym chaosie.
Uniosła wzrok dopiero w momencie, gdy żona postanowiła zwrócić jej uwagę na jedno nazwisko, które pojawiało się w dokumentacji zastraszająco często. Na tyle, że musiała to odnotować. Chyba miały coś konkretniejszego. Na pewno coś, czemu mogły się przyjrzeć.
- Zauważyłam. Poza nim jeszcze często w tych miejscach pracowali Jenkins, Meyers, Raymond i Critchlow - odczytała, bo przy każdym, kto przykuł jej uwagę na dłużej odnotowywała również poszczególne daty oraz nazwy parków. - Musimy się dowiedzieć czy pracowali jeszcze w innych miejscach...
Niewykluczone, że za jakiś czas w jednym z nich za jakiś czas mogłyby znaleźć kolejne ciało. Żadna z nich jednak tego nie chciała. Liczyły na to, że uda im się zlokalizować sprawcę nim ten zdoła uderzyć ponownie. Oby tylko pozostał w stanie spoczynku wystarczająco długo, aby im to umożliwić.
- Przepraszam - rzuciła, wstając od miejsca i podchodząc do Rogena. - Chciałybyśmy dowiedzieć się kto zajmuje się układaniem grafików... Oraz dostać pełną listę miejsc, w których sprzątała część waszych pracowników.
Mężczyzna nie wyglądał na szczególnie zachwyconego. Być może dlatego, że wymagało to nieco bardziej zaawansowanego grzebania w systemie niż w przypadku wydrukowania listy pracowników przypisanych do konkretnego miejsca, ale zaraz też zaczął sprawdzać coś w programie, aby postarać się wypełnić jej prośbę.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przepadała za papierologią. Była typem człowieka, który czerpał przyjemność z przekopywania się przez stosy dokumentów, tabelek i grafików, bo nauczyła się, że niejednokrotnie właśnie tam, między pozornie nieistotnymi wpisami, kryły się najważniejsze odpowiedzi. Od czasu do czasu przesuwając Evinie kolejne kartki albo odkładając na bok te, które wydawały się warte ponownego sprawdzenia. Na szczęście żona była równie metodyczna jak ona. Nie musiały ze sobą wiele rozmawiać. Wystarczało jedno spojrzenie albo krótka uwaga, żeby wiedziały, na czym stoją.
Zaylee przesunęła wzrokiem po kolejnej stronie. Potem jeszcze jednej. I jeszcze jednej. Na powtarzające się nazwiska, zmarszczyła lekko brwi i wróciła do wcześniejszych dokumentów.
Mhm — mruknęła pod nosem, przesuwając palcem po kartce. Krąg nieco się zawężał, ale nie mogły niczego odgórnie przewidzieć. W śledztwach takie założenia często kończyły się rozczarowaniem. — Sprawdzę jeszcze ten segregator — poinformowała, kiedy Swanson podniosła się z miejsca i skierowała do Rogena, żeby uzyskać pełny spis. Sama została przy dokumentach, korzystając z okazji, żeby jeszcze raz przejrzeć wcześniejsze miesiące. Jeśli sprawca rzeczywiście wybierał miejsca powiązane z konkretnymi ekipami, musiał istnieć jakiś punkt wspólny.
Mężczyzna z działu kadr nie skakał z radości, że dokładały mu pracy, ale cały czas zachowywał na twarzy uprzejmy uśmiech. Nie uciekał od kooperacji i nie wykręcał się nadmiarem obowiązków, które na tę chwilę odłożył na bok.
Przy układaniu grafików mój dział współpracuje z działem logistyki. To drzwi obok. Zespołem kieruje Sophia McKay — wyjaśnił, wskazując ręką za ścianę, gdzie mieścił się pokój, który Miller kojarzyła z ich wędrówki po korytarzu. — Powinna być u siebie. Z mojej strony mogę zaoferować na razie tylko to — wręczył detektywce kilka kartek, które wypluła drukarka. — To lista z ostatniego miesiąca. Sophia ma dostęp do całego systemu — dodał, z powrotem siadając za biurkiem.
Słyszała rozmowę toczącą się kilka metrów dalej, ale jednocześnie przesuwała spojrzeniem po kolejnych nazwiskach i datach, próbując wyłapać coś, co wcześniej mogło jej umknąć. W międzyczasie zdążyła też skopiować to, co uznała za najistotniejsze. Rogen przynajmniej nie robił problemów. Nie wyglądał na zachwyconego dodatkowymi obowiązkami, ale też nie sprawiał wrażenia człowieka, który celowo będzie rzucał im kłody pod nogi. To już było coś. Odczekała, aż żona wróci do stolika, po czym wyciągnęła rękę po świeżo wydrukowane dokumenty.
Chyba znalazłyśmy następny przystanek naszej wycieczki — stwierdziła, obracając długopis między palcami. — Mam nadzieję, że pani McKay lubi towarzystwo policji bardziej niż nasza ulubiona recepcjonistka — uśmiechnęła się do Swanson. Skompletowała wydruki i umieściła je w jednej teczce. Była gotowa uczepić się każdej nowej nitki prowadzącej dalej, jeśli to miało zbliżyć ich do sprawcy.
Nie chciała nawet dopuszczać do siebie myśli, że za kilka dni wrócą do jednego z tych parków, a na jej stół sekcyjny trafi ciało kolejnego dziecka. To był właśnie ten scenariusz, którego próbowały uniknąć. Zależało jej na znalezieniu czegoś konkretnego. Mogły mieć tylko nadzieję, że seryjny morderca pozostanie bierny jeszcze przez jakiś czas.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Grzebanie w papierach nie było czymś, co Evina szczególnie lubiła. Była w stanie przyznać, że utrzymywanie jej w porządku zdecydowanie ułatwiało wiele spraw, gdy trzeba było odnaleźć odpowiednie połączenia i dokonać skojarzenia faktów, ale zdecydowanie nie była fanką przeglądania ogromu harmonogramów, grafików i wykresów. Dużo bardziej wolała konkretne dowody, specjalistyczne badania i bardziej aktywną pracę niż przeglądanie stosów papierzysk.
Całe szczęście, gdy pracowały we dwie to wszystko stawało się o wiele bardziej znośne. Potrafiła zwyczajnie wpaść w odpowiedni rytm oraz odnaleźć pewien spokój nawet jeśli miała przed sobą zadanie, które nie bardzo jej odpowiadało. Może i dałaby sobie jakoś radę bez jej wsparcia, ale zawsze doceniała zaangażowanie Zaylee w prowadzone sprawy.
Przytaknęła jej, mając nadzieję, że w nowym segregatorze także znajdą coś, co mogłoby się okazać przydatne w dalszym toku śledztwa. Wiedziały już mniej więcej na czym się skupić, ale nie mogły pozwolić na to, aby ich pewnego rodzaju odkrycie sprawiło, że staną się ślepe na inne szczegóły, które w każdej chwili mogły im umknąć.
Wyglądało na to, że naprawdę miały szczęście, bo kolejna osoba, z którą miałyby porozmawiać znajdowała się na miejscu. Nie będą musiały się szczególnie fatygować, aby porozmawiać z McKay. Wystarczyło liczyć na to, że kobieta okaże się faktycznie równie skora do pomocy, co Rogen i nie będzie im przeszkadzać w wykonywaniu obowiązków.
- Dziękujemy bardzo. Złożymy jej zatem wizytę - potwierdziła, przyjmując od niego nowy pakiet papierów po czym skierowała się z powrotem do siedzącej w pobliżu małżonki, która wydawała się skończyć już przeglądać do końca wcześniej upatrzony segregator.
- Niedługo się o tym przekonamy - odpowiedziała, wręczając jej zgarnięte wcześniej dokumenty. - Możemy jeszcze po drodze odwiedzić twoją ulubioną recepcjonistkę.
Uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem, nie mogąc odpuścić sobie tej drobnej złośliwostki. Upewniła się jeszcze, że koronerka jest gotowa do tego, aby wyjść z pomieszczenia po czym skierowały się obie do działu logistyki za jednymi z sąsiednich drzwi.
Zapukała krótko w drewno nim nacisnęła klamkę i przekroczyła próg. Niemal od razu zobaczyła kręcące się w pomieszczeniu dwie młode kobiety. Szybko jednak podeszła do nieco starszej z nich, aby zatrzymać się przy jej biurku.
- Sophia McKay? - zapytała po czym sięgnęła po odznakę. - Evina J. Swanson, TPSH. Chciałyśmy porozmawiać na temat pracowników przypisanych do sprzątania części miejskich parków. Chciałybyśmy zdobyć pełną listę lokalizacji sprzątanych przez niektórych z nich.
Postawiła sprawę jasno od samego początku, a kobieta spojrzała jeszcze na nią spod zsuniętych na nosie okularów, najwyraźniej, starając się ją w jakiś sposób ocenić nim zdecyduje się na to, aby udzielić jej dostępu do swojego niezwykle cennego systemu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe szczęście Evina miała tak wspaniałą żonę, która z własnej woli i bez większego marudzenia potrafiła zajmować się dokumentacją. Zaylee niejednokrotnie ratowała ją przed koniecznością ślęczenia nad raportami po godzinach. Wystarczyło, że Swanson dostarczyła jej wszystkie potrzebne informacje i dokładnie wyjaśniła, co, gdzie i dlaczego należy wpisać. Resztą Miller zajmowała się sama. Dla wielu ludzi podobne zajęcie było najgorszą częścią pracy. Stosy papierów, tabele, formularze i niekończące się rubryki skutecznie odbierały chęci do życia. Zaylee natomiast wypełnianie dokumentów odprężało. Każda informacja miała swoje miejsce. Każda data trafiała do odpowiedniej kolumny. Każdy formularz wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać. Żadnego niedomówień i żadnych niespodzianek. Same fakty, liczby i porządek. A porządek był czymś, co Miller ceniła wyjątkowo wysoko. Jako perfekcjonistka lubiła mieć nad wszystkim poczucie kontroli. Oczywiście życie regularnie przypominało jej, że nie da się zaplanować absolutnie wszystkiego, ale przynajmniej w dokumentacji obowiązywały jasne zasady. Tam wszystko można było posegregować, opisać i ułożyć w odpowiedniej kolejności. A jeśli przy okazji mogła odciążyć żonę i oszczędzić jej kilku godzin spędzonych nad raportami, tym lepiej. W końcu każda z nich miała swoje mocne strony. Evina zdecydowanie lepiej radziła sobie z łapaniem morderców, a Zaylee z autopsjami i pilnowaniem, żeby później cała dokumentacja zgadzała się co do jednego przecinka.
Wywróciła ostentacyjnie oczami, kiedy żona wspomniała, że po drodze do działu logistyki mogą jeszcze natknąć się na recepcjonistkę. Zdecydowanie wolałaby tego uniknąć. Miała już dość Susie na przynajmniej kilka najbliższych lat. Zresztą działało to w obie strony. Jeśli recepcjonistka miała choć odrobinę instynktu samozachowawczego, również nie powinna palić się do kolejnego spotkania z koronerką. Zwłaszcza jeśli nie chciała poznać jej mniej uprzejmej strony.
No pewnie. Najlepiej chodźmy już teraz — odparła z przesadnym entuzjazmem, który jasno sugerował, co naprawdę myśli o tym pomyśle.
Podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę biurka Rogena. Segregator, który jeszcze chwilę wcześniej był dla nich źródłem cennych informacji, wrócił w jego ręce. Wszystko, czego potrzebowały, zdążyły już skopiować albo zanotować.
Korytarz wyglądał dokładnie tak samo jak wcześniej. Jasne ściany, szare wykładziny i rzędy identycznych drzwi sprawiały, że łatwo było się tutaj zgubić. Na szczęście wiedziały już, dokąd zmierzają. Rogen wskazał im odpowiedni pokój, więc dotarcie do działu logistyki nie zajęło dużo czasu. Na pukanie do drzwi Sophia McKay odparła krótkim proszę, więc obie weszły do środka. Pierwsze, co rzuciło się Miller w oczy po przekroczeniu progu, to wysokie regały wysokie regały. Półki uginały się pod ciężarem idealnie ułożonych teczek i skoroszytów. Wszystko było opisane i posegregowane. Absolutnie przepiękny widok. Kiedy Swanson wyjaśniała, po co się tutaj znalazły, ona chłonęła ten widok, czując się, jakby trafiła do raju. To było lepsze niż orgazm. Gdyby mogła, najchętniej obeszłaby wszystkie regały dookoła i sprawdziła, czy układ etykiet jest równie perfekcyjny, jak wyglądał z daleka.
Dzień dobry, dzień dobry — kobieta skinęła głową w geście powitania. — A mogę wiedzieć, do czego są potrzebne paniom te informacje? — dopytała z życzliwym uśmiechem. Niemożliwe, żeby nie słyszała o morderstwach, od których huczało całe Toronto, ale chyba w pierwszym momencie w ogóle nie skojarzyła, że sytuacja może dotyczyć jej pracowników.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie miała powodów do tego, aby narzekać na swoją małżonkę. Zwłaszcza, gdy współpracowały ze sobą. Czasami faktycznie zdarzało się, że Zaylee wypełniała za nią papiery, ale starała się nie nadużywać jej dobroci. Robiła to wyłącznie wtedy, gdy naprawdę jakakolwiek asysta była przydatna, a doba wydawała się nie posiadać wystarczającej liczby godzin, aby móc się wszystkim dostatecznie zająć. Tyle dobrego, że przez zamiłowanie Miller do papierologii nie mogło to uchodzić za szczególne okrucieństwo. Przynajmniej z tego względu posiadała mniejsze wyrzuty sumienia.
Niestety, biedna Susie będzie musiała się obejść jakoś bez ich towarzystwa, bo koronerce nie w smak było odwiedzać ją ponownie. Szkoda. Mogłyby nawiązać naprawdę piękna kobiecą przyjaźń. Głównie gdyby Susie nie była taką upierdliwą pizdą, ale to już była osobna kwestia. Najważniejsze było, że obie nie miały większego zamiaru zobaczyć się z recepcjonistką o ile nie chodziło o spacer do wyjścia z budynku.
Miały już to, czego chciały. Przynajmniej w większej części. Rogen obiecał im jeszcze, że część dokumentacji dostarczy w wersji elektronicznej, aby miały je do wglądu. Niektóre też skserowały na miejscu, aby mieć przy sobie fizyczną kopię, bo właśnie takim Evina ufała w większym stopniu. Przynajmniej wiedziała, że w międzyczasie nikt nie zdołał wprowadzić w nich zmian po tym jak pojawiła się w drzwiach biura.
Pomieszczenia w budynku nie różniły się od siebie jakoś szczególnie. Były wysoce użytkowe i utrzymane w jednym stylu. Swanson nie zachwycała się w żaden sposób układem teczek na półkach ani systemem katalogowania. Mogliby używać dowolnego sposobu sortowania danych. Dla niej nie miało to znaczenia. Najważniejsze było, aby w ostatecznym rozrachunku dostała dokładnie to, czego potrzebowała. Istotniejsze było to czy McKay wydawała się być skora do podjęcia współpracy.
- Te informacje mogą być kluczowe dla prowadzonego śledztwa - wyjaśniła pokrótce, nie chcąc wchodzić w zbędne szczegóły. - Zostałyśmy tu oddelegowane przez Petera Rogena. Podobno zajmuje się pani układaniem harmonogramów i ma najlepszą wiedzę na temat przypisania konkretnych pracowników do odpowiednich parków oraz posiada dostęp do systemu, który te informacje zawiera.
Na razie jednak szefowa działu logistyki wydawała się być niezwykle ostrożna. Być może oceniała właśnie czy powinna im zaufać i udzielić odpowiedniego dostępu oraz informacji. Może właśnie rozważała skontaktowanie się z przełożonym lub zwyczajne odmówienie jeśli nie zobaczy nakazu. Na pewno jednak faktem pozostawało to, że zwlekała wyraźnie: czy to ze zwyczajnej przezorności czy też może ze względu na to, że wyraźnie nie chciała im czegoś pokazać. Chwilowo miały jedynie tę niepewność i pełną napięcia ciszę, która trwała o kilka sekund za długo.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Natychmiast odnotowała, że Sophia McKay była całkowitym przeciwieństwem Petera Rogena. Mężczyzna sprawiał wrażenie człowieka, który chciał jak najszybciej wrócić do własnych obowiązków i po prostu pozbyć się ich ze swojego biura. Był pomocny i kompetentny, ale nie wyglądał na kogoś szczególnie zainteresowanego ich obecnością. A tutaj już samo biuro mówiło sporo o kobiecie, która w nim pracowała. Wszystko miało swoje miejsce. Dokumenty nie zalegały w przypadkowych stosach, teczki były poukładane, a na półkach panował porządek, który od razu przyciągnął uwagę Miller. Zaylee poczuła do McKay coś na kształt sympatii. Lubiła ludzi, którzy wiedzieli, gdzie trzymają swoje papiery. Znacznie bardziej niż ludzi pokroju Susie.
Podczas gdy Evina przedstawiała sprawę, Miller uważnie obserwowała reakcje kierowniczki działu logistyki. Kobieta może nie była zaskoczona wizytą policji, ale ewidentnie próbowała ocenić sytuację, zanim podejmie jakąkolwiek decyzję. Zastanawiała się pewnie, ile dokładnie może powiedzieć i czy faktycznie powinna udzielić im dostępu do informacji, o które prosiły. To akurat było całkowicie zrozumiałe. Gdyby ktoś wszedł do prosektorium i zażądał pełnego dostępu do dokumentacji sekcji zwłok, też nie rzuciłaby mu wszystkiego na biurko po pierwszych dwóch zdaniach. Nawet jeśli miał odznakę. A może przede wszystkim wtedy.
Cisza przeciągała się jednak odrobinę za długo. Na tyle długo, że większość ludzi zaczęłaby czuć się nieswojo. Na szczęście Zaylee nie należała do większości ludzi. Pracowała z martwymi na co dzień, więc przy nich każda rozmowa wydawała się wyjątkowo dynamiczna. Oparła dłoń o krawędź biurka i cierpliwie czekała, aż McKay podejmie decyzję. Nie zamierzała jej poganiać. Jeśli kobieta była równie uporządkowana, na jaką wyglądała, prawdopodobnie właśnie układała sobie wszystko w głowie.
Czy nasza firma jest o coś podejrzana? — zapytała w końcu i podniosła się z miejsca. — Chodzi o te morderstwa w parkach, prawda? — upewniła się, spoglądając to na Swanson, to na Miller.
Na razie nie zakładamy niczego z góry — odparła spokojnie koronerka. — Sprawdzamy powiązania między miejscami, terminami i pracownikami, którzy pojawiali się w konkretnych lokalizacjach. Część nazwisk powtarza się częściej, co zwróciło naszą uwagę. A pani ma dostęp do informacji, których jeszcze nie widziałyśmy — starała się nie brzmieć oskarżająco, żeby McKay nie pomyślała, że zakładają coś odgórnie. Współpracują z Eviną zdążyła już zauważyć, że ludzie znacznie chętniej współpracowali, kiedy nie traktowało się ich na starcie jak potencjalnych podejrzanych. — Gdyby chodziło o postawienie komuś zarzutów, wyglądałoby to trochę inaczej — dodała jeszcze i uśmiechnęła się lekko, chcąc zachęcić kobietę do współpracy.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tego dnia trafił im się naprawdę ogromny przekrój ludzi, którzy znajdowali się w różnych miejscach na skali chęci do współpracy z policją. Peter Rogen na pewno był typem, który mógłby otrzymać od nich coś w rodzaju naklejki mającej potwierdzić to, że był naprawdę pomocnym człowiekiem. Ewentualnie jeśli dzięki niemu uda im się zbliżyć do rozwiązania sprawy to może Swanson rozważy zrobienie mu jakiejś uroczej laurki.
Tego samego raczej nie mogłaby powiedzieć w przypadku Sophii McKay, która raczej nie była aż tak chętna do tego, aby udzielić im odpowiednich informacji. Z jednej strony: nie było czemu się dziwić, bo sytuacja nie była typowa, ale z drugiej Evina czuła i tak budujące się gdzieś wewnątrz jej ciała rozdrażnienie, bo nie była postronnym obserwatorem, a znajdowała się po drugiej stronie barykady. Nie wspominając o tym, że całe to śledztwo zdążyło już wystarczająco zszargać jej nerwy.
Cisza nie była dla niej krępująca. Co najwyżej mogłaby ją nazwać mianem budzącej wątpliwości. Za każdym razem, gdy tylko ktoś zbytnio zwlekał z odpowiedzią, detektywka odruchowo zastanawiała się jakie procesy myślowe zachodziły w jego głowie i co takiego mógł przed nią ukrywać. Zbyt wiele razy musiała rozpracowywać kłamców, którzy siedzieli naprzeciw niej, aby nie weszło jej to w krew. Bywało jednak, że i te zbyt prędko udzielone odpowiedzi potrafiły wzbudzać nieufność. Tutaj jednak zdecydowanie miała do czynienia z tym pierwszym przypadkiem, gdy McKay próbowała ostrożnie manewrować, aby nie udzielić im zbyt wiele informacji bez odpowiedniego zezwolenia.
- Owszem. Chodzi o te zabójstwa. Na razie nie zdradzamy zbyt wiele ze względu na dobro śledztwa - przyznała, gdy tylko kobieta pierwsza zadała swoje pytanie. - Ani firma ani pracownicy nie są o nic oskarżani. Podejrzewamy jednak, że mogli oni przebywać na terenie parku w tym samym czasie, co sprawca. Chcielibyśmy ich przepytać w związku z tym czy podczas prac w poszczególnych parkach nie zauważyli niczego nadzwyczajnego.
Nie musiała mówić nic o swoich podejrzeniach odnośnie pracowników. Na razie chodziło tylko o to, aby zweryfikować pewne fakty oraz przesłuchać kilka osób, które mogło się znajdować wyjątkowo blisko mordercy. Był to najmocniejszy trop jaki dotychczas udało im się znaleźć i zamierzały się go trzymać.
Sophia McKay jednak spojrzała na nie znad opraw okularów po czym pochyliła się nad swoim komputerem, wpisując na klawiaturze jakąś tajemniczą komendę. Wciąż czekały na jej odpowiedź.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie dodała nic do wypowiedzi Eviny. Wolała najpierw zobaczyć, jak McKay poradzi sobie z decyzją o udostępnieniu danych. Sprawdzała je wzrokiem, wracała do monitora, coś klikała, zatrzymywała się na chwilę, weryfikując, co dokładnie może im przekazać bez naruszenia procedur. Jej podejście było jak najbardziej zrozumiałe. W pracy z dokumentacją też obowiązywały ograniczenia i nie wszystko można było udostępnić od ręki, nawet jeśli sprawa była poważna.
Rozumiem, ale bez zgody dyrekcji i zarządu nie mogę przekazać pełnych grafików ani dostępu do całego archiwum. To obejmuje dane operacyjne wszystkich działów, nie tylko jednego projektu — wyjaśniła McKay. W jej wypowiedzi dało się wyczuć, że to nie jest kwestia chęci, tylko uprawnień. — I szczerze mówiąc, w tej sprawie i tak sugerowałabym oficjalną zgodę. Przy takim zakresie danych to standardowa droga — zasugerowała, dając im do zrozumienia, że policja będzie musiała wyciągnąć cięższą artylerię w postaci nakazu.
Kobieta pochyliła się nad biurkiem i wklepała co s komputer. i wróciła do komputera. Sprawnie przełączała widoki systemu, otwierała kolejne zakładki i filtrowała dane według dostępnych jej kryteriów. Widać było, że orientuje się w tym dobrze, a ograniczenia, o których mówiła, nie wynikały z braku umiejętności, tylko z zasad dostępu.
Postaram się pomóc na tyle, ile mogę, ale proszę nie oczekiwać zbyt wiele — dodała jeszcze z uprzejmym uśmiechem. Drukarka obok biurka zaskoczyła, wysuwając pierwsze kartki. — Mogę udostępnić zestawienia ograniczone. Listy obecności w ramach zakończonych zleceń i raporty operacyjne bez pełnych danych personalnych. To wszystko, co mogę wygenerować bez dodatkowych zgód — spojrzała w ich stronę, jakby sprawdzała, czy taki zakres im odpowiada.
Zaylee zerknęła na Evinę, chcąc się upewnić czy warto jeszcze drążyć temat. McKay nie zostawiała tu pola na negocjacje i mówiła wprost, gdzie kończą się jej możliwości. Dostały kompromis, który powinny zaakceptować. Miller nie ciągnęła tego dalej. Skinęła lekko głową, tym samym oznajmiając, że przyjmują warunki.
McKay wróciła do komputera bez zbędnych komentarzy. Na ekranie zaczęły pojawiać się kolejne linie danych. To, co miały dostać, nie było pełnym obrazem, ale wystarczającym wycinkiem, żeby zacząć łączyć punkty. Rzadko dostawały coś od razu w całości, ale ważne, co umiały potem z tego wyciągnąć.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
49 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Dream, if you can, a courtyard
An ocean of violets in bloom
Animals strike curious poses
They feel the heat
The heat between me and you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Raz jeszcze Evina upewniała się w tym, że wszelkie procedury zostały stworzone do tego, aby utrudniać jej życie. Rzecz jasna zdawała sobie sprawę, że istnieją nie bez powodu, bo miały one chronić zarówno firmy jak i ludzi z nimi związanych, ale w momencie, gdy musiała pilnie coś załatwić to te formalności zdawały się być naprawdę bardziej niż irytujące. Wszystko jak zwykle sprowadzało się do tego w jakim położeniu się człowiek znajdował.
- W takim razie proszę się skontaktować z przełożonymi. Powinni być zorientowani w sprawie - powiedziała, nie zamierzając odpuszczać.
Prokurator obiecał jej załatwić nakaz, ale dalej nie miała pojęcia na jakim etapie się znajdował. Poza tym zanim ktoś zdoła przyjechać z papierami na miejsce to też minie nieco czasu. Liczyła zatem na to, że McKay uda się szybciej uzyskać autoryzację przełożonych i udzieli im dostępu do systemu zanim wszelkie formalności dobiegną końca. Swanson jednak odnosiła wrażenie, że z tą kobietą będą to jedynie jej pobożne życzenia. A jak powszechnie wiadomo, detektywka nie należała do wierzących w Boga.
- Jak bardzo ograniczonym? - zapytała jeszcze zanim McKay jej to dokładnie wyjaśniła po czym przyjęła wydrukowaną przez kobietę kartkę, której się uważnie przyjrzała, marszcząc brwi, co tym razem nie miało nic wspólnego z faktem, że zapomniała wziąć ze sobą okularów. - Do tego przydałaby się jakaś legenda. Objaśni pani te skróty czy mamy czekać na prokuratora z nakazem?
Wyciągnęła z kieszeni telefon, aby przesłać szybką wiadomość przypominającą do mężczyzny. Podobno był już w drodze. Oby jego nie zatrzymała w recepcji przeklęta Susie lub oby nie utknął w korku. Obie opcje wydawały się być wyjątkowo nieprzyjemne. Poza tym na pewno nie zamierzała spędzać tu więcej czasu niż było to absolutnie potrzebne.
Nie podobały jej się te warunki, bo chwilowo naprawdę dostawały zwyczajne ochłapy. Zapewne, gdyby nie to, że wcześniej otrzymały dużo pełniejsze dane od Rogena to kompletnie nie miałyby pojęcia na co właściwie patrzą i do jakich osób mogłyby się odnosić zamieszczone na wydrukach ocenzurowane dane. W zasadzie to dalej nie miały pojęcia w pełni na co właściwie patrzą, a prokurator dalej był w drodze.
- Co o tym myślisz? - zapytała jeszcze koronerkę, ściszonym głosem, przekazując jej jedną z kartek.
Zdawała się przyjmować wszystko o wiele spokojniej niż detektywka, a w dodatku na pewno miała swoje własne poglądy na to, co aktualnie im się skapnęło. Równie dobrze mogły spróbować coś zdziałać zanim dołączy do nich prokurator z nakazem.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wcale nie tak, że Sophie McKay nie chciała im pomóc. Wręcz przeciwnie. Wyglądała na szczerze poruszoną faktem, że pracownicy firmy sprzątającej mogli być w jakikolwiek sposób powiązani z morderstwami dzieci. Nie sprawiała wrażenia osoby, która celowo utrudniała im pracę. Ale procedury rządziły się własnymi prawami. Miller o tym wiedziała. Swanson również. McKay najwyraźniej doskonale zdawała sobie sprawę z tego, gdzie kończy się jej dobra wola, a zaczynają służbowe obowiązki.
Bardzo mi przykro, pani detektyw — zwróciła się uprzejmie do Eviny. — Najlepiej będzie, jeśli wróci pani z nakazem. To na pewno przyspieszy cały proces — oznajmiła, nie pozostawiając już żadnych wątpliwości, że jej możliwości kończą się dokładnie w tym miejscu.
Powoływanie się na przełożonych prawdopodobnie niczego by nie zmieniło. Zaylee nawet nie miała co do tego większych złudzeń. Podejrzewała, że skończyłoby się jedynie niepotrzebną wymianą argumentów i kilkoma telefonami, które ostatecznie nie przybliżyłyby ich ani o krok do uzyskania potrzebnych informacji. A jeśli już coś by osiągnęły, to jedynie dodatkowe opóźnienie całej sprawy.
Nie mogę w niczym więcej pomóc — kobieta z działu logistyki uśmiechnęła się trochę krzywo. Wszystko wskazywało na to, że naprawdę zrobiła tyle, ile mogła.
A mimo to Miller w ostatniej chwili ugryzła się w język, żeby nie powiedzieć za dużo. Od zawsze trzymała się swojego sarkazmu jak brzytwy. Kiedy była dzieckiem, określano ją po prostu jako wyszczekaną. To właśnie wtedy nauczyła się, że bycie sarkastyczną przynosi jej więcej korzyści niż godzenie się na bycie przezroczystą. Przynajmniej wtedy ją dostrzegali, wtedy poświęcali jej uwagę i wtedy zaczynała się liczyć. Przyjęła to jako nieodłączną część swojej osoby. Nie emocję, lecz cechę. Nie stan, lecz stałą. Była więc sarkastyczna zawsze. Tego dnia nie musiała jednak tego robić. Nie chciała dopierdalać biednej McKay, ale żałowała, że nie szepnęła kilka słów więcej w kierunku Susie z recepcji. Wystarczyłoby, żeby Zaylee spojrzała na jej głupią gębę i powiedziała, co o niej myśli, ale w taki sposób, żeby dziewczyna przez trzy kolejne dni zastanawiała się, o co jej właściwie chodziło.
Sięgnęła po kartkę, którą podała jej żona i ściągnęła w zamyśle brwi. Już chciała odpowiedzieć, że myśli o tym niewiele i że nic tutaj nie widzi, ale nagle ją olśniło.
Poczekaj — wyjęła z teczki dokumenty, które otrzymały od Rogena. — To chyba da się jeszcze wykorzystać. Mamy daty morderstw i listy pracowników przypisanych do poszczególnych parków. Jeśli zestawimy jedno z drugim, powinnyśmy ustalić, które nazwiska pojawiają się najczęściej przy miejscach związanych ze sprawą. Nie da nam to adresów ani danych kontaktowych, ale pozwoli zawęzić listę osób, którym warto przyjrzeć się bliżej — stwierdziła, podnosząc wzrok na żonę. Wtedy kątem oka dostrzegła, że McKay przygląda im się trochę podejrzliwie. — Wyjdźmy na zewnątrz — zadecydowała i skinieniem głowy podziękowała kobiecie za to, co dla nich zrobiła. Nie było to wiele, ale zawsze coś.
Wyszły na korytarz, zatrzaskując za sobą drzwi. Zaylee dopadła do parapetu i zaczęła rozkładać na nim poszczególne kartki, porównując zestawienia. Wyjęła ołówek i oznaczyła parki literami.
Park A - Russo, Raymond i Critchlow. Park B - Meyers, Raymond i Critchlow. Park C - Raymond, Jenkins i Critchlow — przeczytała to, co udało jej się wydedukować. — Raymond i Critchlow byli przy każdym sprzątaniu parków, które nas interesują. Mayers, Jenkins i Russo pojawiają się jeszcze wielokrotnie, ale przy innych zakończonych zleceniach — obróciła ołówek w palcach i znów spojrzała na Swanson. — Co ty myślisz? — zapytała, kiedy ukochana dalej przyglądała się zestawieniom.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”