ODPOWIEDZ
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mężczyzna przerzucił kolejną stronę w książce i zatrzymał się jeszcze na samym początku strony, kiedy przyłapał się na tym, że od kilu minut nie wie o czym czyta. Jego skupienie miało się naprawdę źle, przynajmniej kiedy próbował zrobić coś dla siebie. W pracy nie było tak najgorzej, nie miał problemu z zapamiętaniem roli czy przyswajaniem kolejnych umiejętności. Stawiał się na lekcje, potem chodził na plan szpitalny i ten w studiu czy w innych częściach miasta i jakoś czas mu płynął. Praca była dobra, a jeszcze lepiej gdy trwała jak najdłużej. Chyba jako jedyny nie narzekał na nocne zdjęcia i cieszył się, że może jakoś wypełnić ten czas. Bo sen przychodził, ale z pomocą lekarstw. Czuł się byle jak i ten stan ciągnął się od pół roku, nie ustając i nie przynosząc mu spokoju.
Kiedy pracował, w międzyczasie lub bezpośrednio po nagraniach, chodził w ulubione miejsca, by tam jakoś odpocząć i coś wypić czy zjeść. Ostatnio i to zaniedbał. Miał zrobić jakieś zakupy, ale wyleciało mu to z głowy i dlatego w tym dniu po prostu żył na piwie i papierosach. Po tym jak nad ranem wrócił do domu, jedyne o czym marzył to odpoczynek, ale i to nie pomagało jak trzeba.
Wziął książkę, jakąś pierwszą lepszą, z tych, które poleciła mu siostra i zaczął czytać. Zatrzymał się już po trzydziestu kilku stronach, bo życie bohatera chociaż ciekawe, powodowało falę różnych uczuć i wspomnień. Stracił wątek, a lektura wcale nie przynosiła ulgi czy relaksu. Może nie powinien pić piwa od rana. Ale kto mu zabroni? Był sam, a ta cholerna pustka, którą zostawiła po sobie Eden sprawiła, że po prostu chciał zamknąć oczy, zasnąć i odejść we śnie. Po prostu przestać czuć ból. Wyciągnął rękę po puszkę, ale w niej alkohol się kończył. Kolejnego już nie miał.
Dopił piwo, a potem położył się na kanapie. Tej samej, na której on i Eden prawie stracili nad sobą panowanie i oddali się miłosnemu uniesieniu. Znów podniósł książkę, ale tylko po to, by trzepnąć się nią w głowę. Gdyby mógł zapomnieć, albo umrzeć, wszystko by się skończyło. Zamknął oczy i po kolejnej dawce wspomnień, jakie przetaczały się w jego myślach, jakimś cudem zasnął. Nie obudziło go nawet spadające na podłogę tomiszcze, ani dotyk Vito, który przyczłapał do swego pana i patrzył nań smutnymi oczami. Pies trącił go pyszczkiem, a nie otrzymując reakcji, położył się na dywanie i obserwował Cemila uważnie. Wiedział, że z nim jest źle i wkrótce, jeśli coś się nie zmieni, odejdzie. Albo sam się wykończy, albo stanie się coś złego.
Cem próbował się podnieść i żyć dalej, ale było nieźle tylko wtedy, gdy nie był sam. Zamykając się w czterech ścianach czuł wszystko ze zdwojoną siłą. I tylko chyba Mavi wiedziała, że jej brat zmierzał w drogę, z której się nie wraca. Potrzebował jakiegoś cudu i nadziei, która nie zniknie tak szybko jak się pojawiła. Bo jeśli zaufa i jeszcze raz ktoś złamie mu serce, gazety i telewizja pokażą zdjęcia z jego pogrzebu.
Gdyby ktoś teraz wszedł do jego domu – a było otwarte, bo zapomniał zamknąć drzwi na klucz – zobaczyłby leżącego Cema, z prawą ręką zwisającą luźno na podłogę, obok niej leżała książka, a na stoliku przed kanapą, widniały dwie puste puszki po piwie. Co ciekawe, przy nich znajdowało się pudełeczko z lekarstwami od psychiatry. Taki miks nie mógłby się dobrze skończyć. Czy on popił tabletki alkoholem? Tak się mogło wydawać, ale nie był taki głupi i nieodpowiedzialny. Po prostu położył je tam poprzedniego dnia i tak zostały.
Cem nie zdawał sobie sprawy z tego, że miał mieć niezapowiedzianego gościa. Kogoś, kto się martwił o niego i przejmował tym, że nie dawał znaku życia, nie przychodził jak to zwykł robić i po prostu oddalał się na coraz to bardziej niebezpieczną odległość. Vito słysząc przybywającą osobę, zerwał się i pobiegł ku drzwiom, zaczynając szczekać. A Cem? Spał dalej. Zmęczenie i zamroczenie zrobiły swoje. Dobrze, że nie miał tego dnia pracy, bo w takim stanie lepiej się nie pokazywać innym. Uważał, że ma wszystko pod kontrolą, ale czy na pewno? W tej chwili po prostu wyglądał jak jedno wielkie nieszczęście, które szukało wytchnienia w czasie drzemki.

Jamie Park
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
30 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Kawa stygła... Przygotowana w kubeczku na wynos czekała na Cema. Za długo. Już dawno powinien wpaść tutaj w drodze z planu albo na plan, albo po prostu po to, żeby zobaczyć się z przyjaciółką. Pomalowane na biało paznokcie Jamie postukały nerwowo w blat, na którym stał kubek. Ich właścicielka spojrzała z troską na drzwi wejściowe, a potem, przygryzając wnętrze swojego policzka, na zegarek na ręku.
- Hmmm... - mruknęła pod nosem z czymś pomiędzy frustracją, troską a niezadowoleniem.
Spojrzała w kierunku Clementine, a ta od razu odczytała troskę swojej szefowej i ruchem głowy wskazała jej drzwi, uśmiechając się przy tym uspokajająco.
Wreszcie Jamie poprawiła swoją sukienkę i, zabrawszy swoją torebkę, ruszyła w kierunku wyjścia.
- Tinnie, nie wiem, za ile wrócę, jakby coś się działo, dzwoń...
Rower czy... Taksówka, zdecydowanie.
Stanęła przy ulicy i gwizdnęła na palcach niczym rasowy ulicznik, zwracając na siebie uwagę nie tylko taksówkarza, ale też dwóch przechodzących obok facetów, którzy pokiwali głowami z uznaniem.

Dzwonek do drzwi pobudził psa do głośniejszego szczekania. Drugi i trzeci... Kolejny. Jamie wreszcie, po chwili wahania, nacisnęła na klamkę i pchnęła drzwi, które ustąpiły. Vito szybko rozpoznał zapach dziewczyny, a jego szczekanie przeszło w radosne, chociaż inne niż zawsze. Ale Jamie od początku wiedziała, że coś jest nie tak. Wystarczyło tylko ostrzegawcze pikanie uzbrojonego alarmu, ale ten rozbroiła szybko i zamknęła drzwi.
- Cicho, Mały! - poprosiła psiaka i przyklękła, żeby wydrapać go za uszami i dać się nieco wylizać po rękach.
Cmok w nos załatwił sprawę, zresztą Vito od razu wyrwał się z objęć dziewczyny i pobiegł do salonu, nawołując ją za sobą...
- Cem... Coś Ty narobił. - jęknęła cicho z przejęciem, czując, jak zaciska jej się gardło, a w oczach robi się mokro...
Westchnęła, patrząc na puszki piwa, po czym podniosła fiolkę z lekami, zerkając na etykietę. Aż przewróciła oczami, siadając ciężko na kanapie koło Cema, najwyraźniej spodziewając się, że Cem śpi jak zabity, ale ten pod nagłym ruchem aż podskoczył na kanapie, a Jamie pisnęła przestraszona.
- Głupku! Nie strasz mnie! - powiedziała, sama nie wiedząc, dlaczego jest zła. - A tego nie popija się alkoholem, głupku.
Naburmuszona rzuciła na jego klatkę piersiową fiolkę z antydepresantami. Sapnęła, uspokajając swoje serce i lęk, który grał na jej nerwach w tej chwili jak muzyk na basetli.
- Jadłeś coś? - zapytała już nieco spokojniej.

Cem Ayers
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cem spał sobie w miarę spokojnie, ale obudził się, nie bardzo wiedząc o co chodzi. Dopiero gdy zauważył Jamie, dotarło do niego, że po prostu jest u siebie i po prostu zasnął. Kiedy usiadł, potarł oczy i spojrzał na przyjaciółkę. Naprawdę się martwiła.
- Wiem i nie popiłem ich alkoholem – sprostował. – Zostawiłem leki na stoliku i tak leżą. Ominąłem nawet ostatnią dawkę, by nie mieszać tego z piwem – powiedział, przeciągając się. Książka nadal leżała na podłodze, więc ją podniósł i położył obok siebie.
- Wybacz, że Cię zmartwiłem, ale cóż… - zaczął. – Powiedzmy, że mam kryzys w kryzysie – tak właśnie było i nie było po co udawać, że jest inaczej. Nie czuł się dobrze od miesięcy, a teraz… chyba po prostu jeszcze bardziej zwątpił w siebie.
- Jadłem, wczoraj – odparł spokojnie. Vito wpatrywał się w przyjaciela smutnymi oczami, wiedząc za kim tęskni właściciel. – W lodówce nic nie mam, zapomniałem zrobić zakupy – przyznał się do tego wprost.
- Powiedziałbym, żebyś się rozgościła, ale nie wiem, czy tu można się czuć dobrze – wstał i położył dłonie na ramionach drobnej kobiety. – Przepraszam, że musisz mnie takim oglądać – powiedział, a później się ruszył z miejsca, ku przejściu do innych pomieszczeń.
- Idę pod prysznic, potem pogadamy, dobrze? Muszę się ogarnąć – przynajmniej z zewnątrz mógł wyglądać nieco lepiej.
Wrócił po kilkunastu minutach, przebrany i chyba prezentujący się trochę mniej marnie. Miał ochotę na mocną kawę, a tego jakoś u niego nie brakowało. Mógł nie dbać o siebie, ale jego nałóg musiał być zaspokojony.
- Jestem beznadziejnym gospodarzem, zgadza się – rzucił swoją celną uwagę przyjaciółce. Obserwowała już niejeden etap w jego życiu, ale tak sponiewieranego to go nie widziała.
Nie mogła też wiedzieć, że jego obecny stan ma się jakoś do pewnego wydarzenia sprzed roku, związanego z zaginioną kobietą. Właśnie takie symboliczne momenty dobijały go najbardziej. Rok temu zrozumiał, że kocha Eden i przez jego uczucie – bo to siebie obwiniał o wszystko, co się potem stało – ona odeszła. Nie pomagały mu też zdjęcia, jakie miał z ich pobytu w Stambule, przed i podczas premiery jego filmu, na którym byli razem i po prostu znów zatapiał się w otchłani, która go połykała, w której tonął coraz bardziej i z której nie widział już wyjścia. A może on po prostu nie chciał z tego się wydostać? Nie dostrzegał koła ratunkowego, bo nie chciał? Był załamany, po prostu.
Nie mówił nic przez dłuższy czas, bo nie wiedział, co ma powiedzieć. Nie chciał, by go takim oglądano.
- Mam szczęście, że umiem przekonująco kłamać i udawać, że nie jest tak źle – odezwał się w końcu.
- Kiedy jestem na planie i mam być inną osobą, jestem nią i Cem znika. Kiedy wracam do bycia sobą, zaczyna się kolejny raz to samo… - ból, tęsknota, niepokój, poczucie winy. Wszystko to powoli go niszczyło. Nie tak wyobrażał sobie miłość. Wiedział, że będzie trudno, może nigdy nie doczeka się lepszej roli od kochanka, ale chciał ją widywać i rozmawiać z nią. Jednak odeszła, odtrąciła go, chociaż pamiętał jakby to było wczoraj, jak patrzyła w jego oczy z uśmiechem na twarzy. Ona też go kochała w jakiś sposób. Był tego pewien. Dlaczego zniknęła i nie dawała znaku życia? Łatwiej było uciec? Być może. Ale to cholernie krzywdziło innych. Sama powiedziała kiedyś, że nie jest dobra i łagodna, ale on ją kochał taką, jaka była. Z wadami i zaletami – całokształt. Powinien być zły i żyć sobie dalej jak chciał, wbrew wszystkiemu. Tylko, że nie potrafił. Po tylu latach znalazł sens życia i go stracił tak nagle, że nie umiał poskładać się w całość.
- Zrobisz najlepiej, jeśli teraz wyjdziesz – powiedział nagle do Jamie. – Szkoda Twoich nerwów dla kogoś tak pojebanego jak ja. Idź i ewakuuj się, zanim sama ugrzęźniesz w tym błocie. Widzisz, że dla mnie chyba już nie ma ratunku – cechy, które odziedziczył po swojej wrażliwej i empatycznej matce zawsze były dla niego ważne i był z nich dumny. A teraz… te emocje go zabijały. Dosłownie.

Jamie Park
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
30 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Zakołysała się na miękkiej kanapie, kiedy Cem gramolił się z niej, by wstać. Słuchała, nieco naburmuszona, tego, co mówił na temat tabletek, walcząc z chęcią przywalenia mu w nos, a przytuleniem go.
- Opuszczanie dawek też nie jest rozsądne... - zauważyła z przekąsem.
Kiwnęła głową z napiętą twarzą, przyjmując kolejne informacje, które jej przekazywał. Spojrzała nawet na psa, zastanawiając się, czy ten cokolwiek jadł.
- Co najwyżej możesz mnie przepraszać za to, że mnie wystraszyłeś. Kawa Ci wystygła w kawiarni! - zauważyła, sama podnosząc się z kanapy.
Dotyk jego rąk przyjęła z lekkim uśmiechem, odrobinę udobruchana. Zawsze lubiła te jego ciepłe, duże dłonie. Kiwnęła głową, zgadzając się na takie rozwiązanie. Prysznic powinien chociaż trochę pomóc. Przynajmniej jej pomagał. Ciepła woda potrafiła wlać nowe życie w człowieka.
Odprowadziła spojrzeniem przyjaciela i westchnęła cicho, patrząc na mini bałagan. Sięgnęła po puszki i zebrała je ze stołu, przy okazji poprawiając jakieś pisemko, o które nie podejrzewała Cema. Nawet nie zauważyła, że pisemko było bardzo przeterminowane.
Drzwi od lodówki wydały specyficzny dźwięk, otwierając się zaraz po tym, jak puszki zabrzęczały w koszu na śmieci. Rzeczywiście pusto...
- No ładnie... Nawet ja nic nie wymyślę. - mruknęła, po czym zajrzała do szuflady z ulotkami.
Jak nie da się zrobić comfort fooda, to trzeba go zamówić. Chińska? Koreańska? Burgery?
- Pizza! - mruknęła triumfalnie, wybierając numer na swoim telefonie.
- Tak, poproszę największą ucztę serową i małą hawajską... Tak wiem... - przewróciła oczami. - To w takim wypadku z samą szynką.
Na szczęście puszkę owoców można było znaleźć w którejś z szafek.
- Numer osiem. - skończyła, podając adres.
Akurat w momencie, w którym ekspres kończył robić kawę, a Cem pojawił się koło niej w kuchni, zauważając, że nawet Vito dostał swoją porcję miłości w postaci żarcia, a teraz łapczywie zajadał się mokrym.
- Zawsze byłeś, więc nie bierz na siebie zbyt dużo. - zażartowała, rozłączając się, by odłożyć telefon na blat kuchenny i podać mu kawę.
Potem oparła się o szafki kuchenne, słuchając jego kolejnych słów. Skrzyżowała ramiona na swojej piersi, trochę chroniąc się przed ciężarem jego słów. Jamie rzadko potrafiła ukryć swoje emocje, nawet jeśli się strasznie starała, więc teraz też brewki i oczy mówiły absolutnie wszystko. Troskę, obawę... Strach.
- To nie brzmi dobrze... - mruknęła sama do siebie, po raz pierwszy łapiąc się na tym, że zupełnie nie wie, jak naprawić tę sytuację.
Przewróciła oczami na jego ostatnie słowa i uśmiechnęła się do niego blado.
- Pomyśleć, że kilka lat temu nie chciałeś mnie wypuścić z domu... Mogę najpierw zjeść z Tobą obiad?

Cem Ayers
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przyjaźń bywa czasem ciężka. Patrząc na fakt, że gdy było dobrze, sprawy zdawały się być w porządku, ale gdy coś się działo z jedną stroną relacji, druga odczuwa to dotkliwie. Bo na tym polegało to, co się działo z ludźmi. Współodczuwanie. Cem miał pewność, że jego humory odbiją się na kobiecie. Odkąd stracił matkę, nie czuł się tak podle nigdy później. Miał wzloty i upadki, ale teraz stracił kolejny kawałek serca i nie potrafił się ogarnąć do końca, bo brakowało mu chęci do życia.
Jego jasne, niebieskie oczy wydawały się nie dostrzegać wielu spraw. Niezbyt zajmowało go odczytywanie emocji innych osób. On po prostu egzystował, a nie żył w pełni. I cierpiał. Głupi romantyk o wrażliwej duszy.
- Nadal lubię gdy przychodzisz, ale trafiłaś na kiepską porę. Bardzo kiepską nawet – zauważył.
Cenił sobie wiarę i pomoc jaką niosła Jamie, ale on był wrakiem na dnie. Potrzebował kogoś, kto go podźwignie i nie pozwoli mu na tym dnie zostać. To było trudne, nawet nie wiedział, czy silna przyjaźń go jakoś ocali od tego wszystkiego. Przyjaciele byli po to, by pomóc i współodczuwać ból. Cem nie chciał by jego kompanka była smutna i zła, bo na niego można było się tylko wkurzać w tej chwili.
- I tak, możesz – powiedział poważnie. Nie chciał by wyszła, ale z drugiej strony był tak trudnym charakterem, że może sama ucieknie gdzie pieprz rośnie. – Doceniam gest, naprawdę – chciał nieco złagodzić sytuację i dać do zrozumienia, że jest wdzięczny za jej poświęcenie.
- Przepraszam Cię za moje nastroje, ale nie można grać przez cały czas. Tylko tutaj mogę być sobą, przestać udawać i naprawdę czuć to wszystko, co całym dniem trzymam w ryzach – Cemil był artystyczną duszą, człowiekiem, który widzi więcej i inaczej niż przeciętny człowiek. Może dlatego tak bardzo odczuwał największą ze swoich porażek. Jeszcze rok temu uważał, że jego życie nie będzie bardziej kompletne, bo znalazł sens życia, a gdy go stracił, czuł się jak pochowany za życia.
- Nie wiem czy mi to przejdzie, albo kiedy, jeśli w ogóle – odparł spokojnie, patrząc na przyjaciółkę.
- Jestem pamiętliwy, wiesz o tym – nie czuł złości na Eden. Miała prawo się bać jego uczuć. Miała już kogoś, a on wywrócił jej życie do góry nogami. I na odwrót. Brunetka tak zamieszała mu w głowie i w sercu, że wyjście z kryzysu i odkochanie się, będzie bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe.
Odwrócił wzrok w kierunku swojego wiernego, czworonożnego druha, a potem powiedział do niego po turecku.
- Buraya gel, senin için de üzgünüm – Vito był przyzwyczajony do tego języka, bo spędził całe życie w Stambule. Cem nie mógł go zostawić tam, kiedy postanowił oderwać się od Turcji i próbować poukładać sprawy w Kanadzie.
- Jestem kiepskim przyjacielem – podsumował siebie i własne zachowanie. Emir też znosił jego nastroje i totalne załamanie nerwowe. Sam miał swoje problemy, ale on przynajmniej miał Mavi. A Cem nie wiedział nawet, czy kobieta, którą kocha nadal żyje. Wolałby wiedzieć, mimo wszystko.
- Nie martw się, co mnie nie zabije, to wzmocni – sam w to nie wierzył, ale zawsze dobrze było to powiedzieć. To dawało jakąś nadzieję człowiekowi, chociaż złudną.
- Mam nadzieję, że u Ciebie jest lepiej. I nie masz do czynienia z kolejnym idiotą, jak ja – starał się zażartować, ale było jak było. Jego dowcipy były niezbyt trafione. Naprawdę chciał być w porządku, bo Jamie nie zasługiwała na to, by się przejmować takim człowiekiem jak on. Może inni ludzie są dla niej lepszą pociechą, bo on był... no chyba żadną. Niestety.

Jamie Park
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
30 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

- Od tego ma się przyjaciół... - rzuciła okiem na kuchnię, szukając jakiegoś zajęcia, które oddałoby jej uczucie kontroli i sprawczości.
Jak na złość, nieużywana kuchnia nie szybko zarasta brudem, więc nie było czym się zająć. Dlatego zebrała ulotki, które przeglądała, i schowała je z powrotem do szuflady, po czym sięgnęła po miskę na wodę psa i napełniła ją.
- Och Sweetie... You are so damaged... - mruknęła pod nosem i odwróciła się do niego przodem, po czym ruchem ręki wskazała jedno z kuchennych krzeseł.
Dobrze wiedział, o co chodzi, więc posłusznie przysunął je tak, by Jamie mogła na nie wskoczyć i teraz, z przewagą kilku centymetrów, spojrzeć na niego z góry i ująć brodatą twarz w dłonie. Ich spojrzenia skrzyżowały się i związały uważnie. Węgielki Azjatki jasno mówiły o tym, że powie coś ważnego.
- Jesteś irytujący, kiedy przepraszasz za to, że oddychasz. - uśmiechnęła się ciepło i przytrzymała jego buzię, kiedy chciał uciec spojrzeniem. - Masz prawo mieć zły dzień...
Albo miesiąc.
- I chociaż nie wiem, jak mogę Ci pomóc, to przynajmniej mogę trochę z Tobą pobyć. - jej oczy błysnęły, po czym puściła jego twarz i oplotła jego szyję smukłymi ramionami, pozwalając się podnieść z krzesła i po chwili postawić z powrotem na podłodze.
Jamie nie miała zbyt wiele okazji w życiu, żeby być w towarzystwie kogoś w takim stanie. Chyba nawet nie widziała Cemila zdołowanego, a już na pewno nie aż tak. Nie miała pojęcia, jak powinna się zachować, natomiast dobrze wiedziała, że dyskutowanie i tłumaczenie komuś w dołku, że nie ma racji i powinien wpuścić trochę słońca do swojego świata, było nieskuteczne.
- English please! - zażartowała, wracając do buszowania po kuchni.
W końcu znalazła paczkę popcornu, którą mogła przygotować w garnku. Nie uznawała mikrofalówek, bo to było takie... bez duszy.
- Wybierz nam film... Może być ten Twój serial. Tylko nic przygnębiającego. "The Heights" to maksimum wzruszenia, które dzisiaj ogarnę! - zakomenderowała, ale zatrzymała się w pół ruchu, kiedy wspomniał o tym, że jest kiepskim przyjacielem. - Owszem, ale kochankiem byłeś gorszym.
Odwróciła się do niego z szelmowskim uśmiechem.
- Za to prezenty dawałeś zawsze wspaniałe... Chociaż kabrioletu się nie doczekałam. - zażartowała, ale w jej oczach widać było dalej czujność.
Czy aby nie przesadziła? Może go uraziła i pchnęła w jeszcze głębszą depresję?
- Hej... Ja swoje ciężkie chwile przeszłam, zanim się poznaliśmy. - przegrana walka mamy z rakiem, chwilę potem pożar kawiarni.
Utrata domu na rzecz remontu. Rozstanie z długoletnim partnerem... Cem poznał Jamie, kiedy ta już była ukształtowaną kobietą. Niezdrowo ukształtowaną, ale zawsze. Odzyskała sprawczość i siłę. Miała swoją cukiernię i małe mieszkanko. I charakter, który wydawał się być nie do zdarcia.
Przewróciła oczami na wspomnienie o idiotach...
- U mnie... Hmmm...
No właśnie. Wakacje na Bahamach. Hugo... I ta dziwna sytuacja, która teraz była między nimi. Ale to nie temat na teraz.
- Przeżywam to, że Tinnie poradziła sobie znakomicie w cukierni beze mnie. Chyba nie jestem tak niezastąpiona, jak myślałam. - powiedziała lekko, tuszując tym samym myśli powracające do tych dwóch tygodni spędzonych na "chodzeniu" z Hugo i mieszkaniu w jego domku nad plażą. - Wiesz, to podważa całą moją tożsamość jako właścicielki kawiarni. Bo jeśli nie jestem nią, to kim?
Ostatnie, żartobliwe słowa zagłuszył dźwięk pierwszych ziaren popcornu, strzelających wesoło w garnku.

Cem Ayers
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
36 y/o
Enjoy the simplest things
196 cm
aktor filmowy i telewizyjny w Kanadzie i Turcji
Awatar użytkownika
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cem już taki był. On naprawdę był w stanie przepraszać za wszystko. Eden też przepraszał za to, że bardzo chce i tak dalej. Po prostu patrzył teraz na przyjaciółkę i słuchał jej uważnie. Potem znowu spuścił głowę i odetchnął głęboko.
- Czy można kogoś kochać za bardzo? – zapytał nagle. Miał wrażenie, że właśnie w takiej sytuacji utknął. – I czy sens życia można znaleźć ponownie, kiedy czujesz, że już jesteś martwy w środku? – pierwszy raz o to pytał Emira, ale ten nie był w stanie odpowiedzieć inaczej, niż wymijająco. On i Mavi na pewno będą razem, bo wspólnie pokonywali przeciwności i rozmawiali. A Cem? Zmienił się i to bardzo. Spojrzał nawet na swoje dłonie, te same, które dotykały ciała ukochanej kobiety, a teraz cofały się przed każdym dotykiem kogoś innego. Tylko w pracy wykonywał wszystko jak trzeba, bo był aktorem, który grał całym sobą. Ale poza pracą był tylko zagubionym człowiekiem, który nie radził sobie z sobą samym. Nienawidził w sobie tego czegoś, co sprawiło, że zawalił sprawę. Powtarzał sobie, że jest niegodny tego, by ktoś go kochał, bo sam schrzanił najważniejszą sprawę.
Na propozycję o obejrzeniu czegoś, jęknął.
- Niczego nie tracisz będąc do tyłu z akcją serialu. Powiem Ci za to, że będąc w szpitalu, w tym całym kitlu i z plakietką przypiętą do fartucha, niejeden człowiek brał mnie za prawdziwego lekarza. Dobrze, że tylko część zdjęć mamy w prawdziwym budynku, nikt nie chciałby przeszkadzać w prawdziwej pracy – powiedział ciut beznamiętnym tonem, bardziej brzmiąc tak, jakby wcale nie uważał swojej roli i całego serialu za godnego uwagi.
- Wiesz co, jestem trochę do tyłu z zachodnimi produkcjami. I nie chcesz wzruszeń? Szkoda. Bo Turcy mają dobre filmy, polecam „Aşk Tesadüfleri Sever” czy „Delibal”. Mają tłumaczenie i łatwo to znaleźć w sieci. Możesz też obejrzeć „Bir Eylül Masalı” – tam była jego mała, ale ważne, że w profesjonalnym filmie u boku znanych aktorów, rola. Wyglądał wtedy inaczej, ale to było już dość dawno.
- Myślę, że życie nie było dla nas łaskawe, ale na pewno nas to ukształtowało – powiedział poważnie.
- Nie wspominaj tego, błagam – poprosił. – Wiem, że byłem kiepskim materiałem na chłopaka – oj tak, najlepiej znał się na byciu przyjacielem i tego się trzymał. Ale z Eden było inaczej. Poszli na całość w jego domu w Stambule i było cóż, bardzo namiętnie, ale i szczerze, bo chcieli tego samego. Pierwszy raz poczuł, że to było naprawdę to. I może dlatego nie skomentował uwagi Jamie. Wolał nie wspominać tych czasów. Było łatwiej i w ogóle, człowiek się cieszył wszystkim, poznawał świat, ale wiedział, że nie był najlepszym typem do bliskiej relacji. Wtedy żył miłością do aktorstwa i to było na pierwszym miejscu.
- Powiedz, że jest u Ciebie dobrze i jesteś szczęśliwa. Będę miał chociaż jeden powód do tego, by się z czegoś cieszyć, naprawdę – powiedział szczerze i poszedł do swojego pokoju, gdzie w kącie znalazł swoją gitarę. Przyniósł ją i usiadł w salonie, a potem zaczął grać. Zaczął jedną z tureckich piosenek, którą bardzo lubił. Był to przebój filmowy, Majeste – „Aşk Dediğin”*.


Aşk dediğin belkide budur
Hep acıtır arkandan vurur
Belkide bu son sefer olur
Kalbim durur dertler son bulur

Sanma üç günlük bu hislerim
Ben burda hergün seni beklerim
Gel beni kendinden mahrum etme ne olur
Bu hayat sen yoksan zehir olur

Duy beni duy ne olur
Dön bana dön ne olur
Aşk dediğin elbet bir yol bulur
Gel beni kendinden mahrum etme ne olur
Bu hayat sen yoksan zehir olur…


Kiedy skończył piosenkę, przetłumaczył tekst na angielski, tak by Jamie wiedziała o czym śpiewał. Najbardziej znaczący był kawałek: „Słysz mnie, zrozum, błagam Cię. Wróć do mnie, proszę, raz jeszcze. Miłość zawsze drogę znajdzie. Proszę, nie zostawiaj w samotności. Bez Ciebie życie czarę goryczy osiągnie.”
Później spojrzał na wyświetlacz telefonu, padała mu bateria i nawet tego nie zauważył. Wyłączył głos i zapomniał go na powrót włączyć. Mavi zostawiła dwie nowe wiadomości, a Emir dzwonił pięć razy. Odpisał mu krótko: Sizi daha sonra arayacağım.
Zawsze odpowiadał mu po turecku, nawet jeśli on pisał po angielsku.
- Boję się, że utknę w tym stanie beznadziei na zawsze. Straciłem wiarę w to, że może być lepiej – przyznał. Gdyby był wierzącym, pewnie by się modlił o pomoc, ale nie wyznawał żadnej religii.
Miał tylko bliskich jako wsparcie, ale oni też tracili nadzieję, bo nie słuchał nikogo i niczego.
Znowu zaczął grać jakąś smutną melodię. Jego repertuar był raczej poważny.

* pełny tekst i tłumaczenie

Jamie Park
Kwiatek
wyjdzie po ewentualnych ustaleniach
ODPOWIEDZ

Wróć do „#8”