ODPOWIEDZ
24 y/o
Enjoy the simplest things
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Posłusznie przysiadła na kolanach Cross, gdy tylko artystka przyciągnęła ją do siebie. Czuła na swoich plecach jej ciężki oddech, gdy w dalszym ciągu River starała się uspokoić i powrócić do rzeczywistości. Pozwoliła jej na to, rozluźniając się pod wpływem jej dotyku i dopiero po chwili zwróciła uwagę na szkicownik, po który dziewczyna zdążyła sięgnąć.
- Aż tak wkręciłaś się w moją krytykę artystyczną? - zapytała z pewnym rozbawieniem, odwracając się na tyle, aby móc ująć jedną z dłoni szczękę rysowniczki i przyciągnąć ją do żarliwego pocałunku.
Stęskniła się za tym, Zresztą River powinna wiedzieć jak cholernie dobrze smakowała. Nic nie mogło się z nią równać. Przez moment nie istniało nic poza Przez moment nie istniało nic poza jej miękkimi wargami oraz zręcznym językiem, który wydobył z Rue pełen zadowolenia pomruk. Dopiero, gdy musiała zaczerpnąć tchu, postanowiła skupić się na wykonanym szkicu.
- Poszło ci dużo lepiej niż myślałam - pochwaliła, układając wolną dłoń na karku Cross, aby móc bezczelnie rozpraszać ją delikatnymi pociągnięciami paznokci po skórze. - Ciekawy światłocień. Widać, że byłaś nieco rozproszona, gdy to rysowałaś. Nie jest idealny, ale... Wtedy byłby bardziej nudny... Niewiele tu detali, ale nie są wcale potrzebne. Odwracałyby uwagę od tego wszystkiego, co tu się dzieje. Pod względem emocjonalnym...
Był to raczej ciąg urywanych i impulsywnych myśli, które przychodziły jej do głowy, gdy tylko przyglądała się pracy, ale czy ktoś mógłby ją za to winić? Trudno jej było się skupić, gdy czuła na swoim ciele dotyk River. Była od niego za bardzo uzależniona, aby móc poświęcić się w pełni czemuś innemu.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała nadzieję, że będzie mogła chwilę odpocząć. O ile ciału daleko było do porządnego zmęczenia i pewnie zniosłoby jeszcze sporo, tak umysł rysowniczki został przeciągnięty przez wyjątkowo sprawny magiel. Powinna się pewnie nauczyć medytować i korzystać z tej wiedzy w takich momentach. Zamiast tego z własnej woli wciągnęła sobie na kolana dziewczynę, która z takim zapałem wyżymała jej myśli, co mogło ją co najwyżej od tego spokoju oddalić. Chłonęła zapach jej ciepłej skóry i wyrównywało tempo oddechu. Z jej gardła wydobył się potwierdzający pomruk, który mógłby sugerować, że była jednak dużo bardziej zmęczona. Zależało jej jednak na tej recenzji i na wszystkim innym, co tylko Prescott będzie chciała jej przekazać. Dźwięk jej głosu powinien przecież zadziałać kojąco.
Tanatopraktorka nie pozwoliła jej odpoczywać zbyt długo, ale nie była w stanie się z tego powodu na nią złościć. Okazało się bowiem, że potrzebowała jej pocałunków dużo bardziej niż chwili oddechu. Wbiła palce mocniej w jej talię, gdy tylko poczuła własny smak na wargach. Kto by pomyślał, że Prescott potrafiła być tak wspaniałomyślna i będzie się nim tak chętnie dzielić? Przecież to taka egoistka!
Słuchała z zainteresowaniem jej komentarzy i gdyby tylko była w stanie z pewnością przez cały czas mruczałaby jak kotka pod wpływem dodatkowej pieszczoty jej paznokci na karku. Wybranie, czy bardziej działały na nią pochwały, czy drapanie skóry, byłoby bardzo trudne. Dobrze, że nikt nie stawiał jej takiego ultimatum.
— Miałaś wyjątkowo dobry pomysł, ale musimy go jeszcze dopracować. Chciałabym móc narysować coś bardziej skomplikowanego — przyznała, odkładając szkicownik z powrotem na biurko. Była chętna do powtórzenia kiedyś tego eksperymentu, ale może w nieco innych warunkach? Tym razem Ruelle dopadła ją w momencie, w którym i tak trudno było jej funkcjonować przez nagromadzone w niej pożądanie. Może gdyby zaczęły od tego wspólny wieczór, a szkicowanie przeciągnęłoby się do rana – podobnie jak obraz – to wyszłoby dużo lepiej? Trzeba będzie to po prostu sprawdzić.
— Tylko będziesz musiała znaleźć jakiś balans, żebym znów od razu nie zapomniała o całym świecie — dodała tuż przy jej uchu, zaczepnie przygryzając jego płatek. Postanowienie, by nieco ograniczyć jej dzisiaj słodzenie chyba wyparowało z jej ciała, by zrobić więcej miejsca na obezwładniający orgazm. Znów czuła się, jakby wlała w siebie koleją butelkę, która pozbawiała ją wszelkich hamulców. Sięgnęła do obroży i odpięła od niej smycz, która upadła na podłogę z cichym brzdękiem.
— Powiedz, jak doskonale ci z tym, że należysz do mnie — poprosiła między jednym a drugim pocałunkiem, które składała na jej nagich ramionach. Złapała za obrożę, trzymając w miejscu, w którym znajdowało się zapięcie, jednak nie uwolniła jej jeszcze.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Enjoy the simplest things
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było coś naprawdę miłego w tych leniwych momentach, gdy znajdowały czas na to, żeby odetchnąć i przetworzyć wszystko, co zdążyło się wydarzyć w ostatnim czasie. Coraz bardziej pozwalały sobie na te pieszczotliwe i w zasadzie czułe gesty. Coś, co kiedyś byłoby nie do pomyślenia, a teraz coraz bardziej wchodziło w krew. Nie przejmowała się jednak jedynie tą zachodzącą zmianą. Zwyczajnie rozkoszowała się bliskością dziewczyny, która obejmowała ją w pasie i powoli otrząsała się po niedawnym natłoku przyjemności.
Zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko poczuła palce zaciskające się mocniej na jej talii. Naprawdę się czuła jakby znajdowała się na swoim prawowitym miejscu. Co ta obrożs z nią robiła?
Połączenie delikatnego dotyku z prawionymi komplementami było wystarczające, aby rozsadzić ego River. Nie mogła przesadzić, bo jeszcze ta gotowa byłaby umrzeć z przyjemości jaką jej Prescott oferowała. Na pewno żadna z nich by tego nie chciała.
- Jestem pewna, że wymyślimy coś odpowiedniego - odmruknęła z lekkim uśmiechem.
Była pewna tego, że pomysł przypadnie Cross do gustu. W jej głowie kotłowało się jeszcze sporo podobnych, czekających na swoją kolej i wykorzystanie ich pewnego wieczoru, gdy nadejdzie na to odpowiednia pora. Z tym, że ciągle nachodziła je ochota na coś innego, a kolejne scenariusze pojawiające się gdzieś w fantazjach kształtowały się szybciej niż były w stanie wykorzystać poprzednie.
- To bardziej twój problem - odparowała, siadając na niej okrakiem, aby móc spojrzeć z większą łatwością w te jej niedorzecznie przyciągające ciemne oczy. - Staraj się nie tracić dla mnie głowy z byle powodu.
Sama nie miała sobie nic do zarzucenia. To River natychmiast odrzucała cały świat dla jednego pocałunku. To ona była skłonna wziąć ją w każdym miejscu i czasie tylko dlatego, że tanatopraktorka zapewniła jej odrobinę swojej uwagi oraz dotyku. A to ją miała czelność nazywać łatwą.
Kolejne drobne pocałunki składane na ramionach sprawiły, że westchnęła, odprężając się i poddając tym drobnym gestom. Naprawdę nie miała ochoty nigdzie się stąd ruszać. Ciążący jej u szyi łańcuch gdzieś zniknął, a jedynym co pozostało była obroża.
- Byłam już dzisiaj dla ciebie zdecydowanie zbyt miła i jeszcze ci mało? - zapytała z rozbawieniem, bo w dalszym ciągu nie było mowy, aby wypowiedziała to na głos.
Nieważne jak bardzo River zamierzała ją rozmiękczać pocałunkami.


River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała dziesiątki pomysłów związanych ze swoją muzą, które wymagały jak najszybszego wdrożenia. A co chwilę pojawiały się przecież nowe. Wcale nie przez to, że ciągle o niej myślała. Bo przecież wcale nie ciągle! Właściwie to bardzo rzadko. Praktycznie wcale. Gdyby Ruelle się tak głupio nie nazywała, to pewnie nawet zapomniałaby jej personaliów, bo aż tak bardzo było jej wszystko jedno. No dobrze, przesadzanie w drugą stronę brzmiało równie idiotycznie, jak przyznawanie się do prawdy. Powinna po prostu zacząć to ignorować i liczyć, że może to Prescott zasypie ją swoimi pomysłami. Musiała wreszcie zacząć wpuszczać Cross do swojej głowy i to właściwie był bardzo dobry pretekst.
Odchyliła się nieco, słuchając kolejnych wykrętów. Zmarszczyła brwi wyraźnie niezadowolona. Wpatrywała się w nią w milczeniu przez dłuższą chwilę, korzystając z faktu, że obróciła się do niej przodem. Starała się znaleźć w jej oczach jakiekolwiek oznaki, że było jej chociaż głupio, że mówiła takie bzdury, ale niespecjalnie jej to wychodziło.
— Nazywasz mnie swoją, a potem nie umiesz się nawet przyznać, że rujnujesz moje myśli z pełną premedytacją? Nie przywłaszczysz mnie sobie w ten sposób, Prescott. Iluzja posiadania będzie wyłącznie w twojej głowie póki się nie ogarniesz — wyjaśniła chłodnym i wykalkulowanym tonem. Nie wyglądało na to, by znowu sobie żartowała. Przynajmniej tym razem nie była ewidentnie wkurwiona. To było raczej jak... zimne zdystansowanie się? Wciąż potrafiła to przy niej zrobić, czyli nie zgłupiała tak do reszty. To akurat bardzo dobry znak. Ale nie będzie się też na nią obrażać ani nic. Były przecież dorosłe, a Ruelle potrafiła samodzielnie podejmować decyzje i brać ewentualne konsekwencje na klatę. A jeśli nie, to najwyższa pora się nauczyć.
Pocałunki i zwyczajne przekomarzanie się były dużo przyjemniejsze od każdej sprzeczki, w jaką mogły się wdać. Smak jej skóry szybko wybijał artystce z głowy jakieś głupoty o zachowaniu szacunku do samej siebie.
— Nadal jesteś nieznośnie niewyczerpana — przyznała z rozbawieniem. Tym razem tanatopraktorka miała przecież rację. Faktycznie była dzisiaj wyjątkowo miła. Podlizywała się jak nigdy i prawie wcale nie prowokowała swojej artystki. A przynajmniej nie w tym negatywnym sensie. To było w pewien sposób pocieszające, że obie miały taki dziwaczny dzień nadmiernej dobroci. Głupio byłoby tak samemu być frajerką.
Zsunęła pocałunki z ramion na obojczyki i mostek, nie starając się jednak rozpalić jej w żaden sposób na nowo. Muskała wargami jej skórę niemalże leniwie, jakby musiała po prostu nadrobić każdy fragment, którego nie zdążyła dzisiaj dopieścić. Rozpięła obrożę równie powolnym i leniwym gestem, uwalniając ją wreszcie do końca. Odłożyła akcesorium gdzieś na bok i przylgnęła ustami do odkrytych fragmentów szyi, za którymi stęskniła się dużo bardziej niż powinna. Nie miała wątpliwości, że zasługiwały na dopieszczenie po tym, jak dzielnie znosiły przylegający do nich materiał.
— Może zostaniesz do rana? — Włożyła całą energię życiową w to, by zabrzmieć tak nonszalancko, jak tylko człowiek był w stanie. Nie chciała, żeby komukolwiek przyszło do głowy, że choć minimalnie jej na tym zależało. Bo przecież totalnie było jej wszystko jedno czy Prescott zmyje się stąd od razu czy jednak będzie chciała spędzić z nią resztką nocy bez rżnięcia się jak dzikie zwierzęta. To miał być tylko taki durny pomysł, luźny eksperyment, totalnie nic istotnego i to wcale nie tak, że wpadła na to, by zapytać o to na głos tylko przez ten rozmiękczający ją dziś alkohol.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Enjoy the simplest things
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pomysły się mnożyły nieustannie i tak ciężko było znaleźć czas na to, aby wszystko zrealizować. Podejrzewała, że nawet jeśli spędzałyby ze sobą całe dnie i noce to nie byłyby w stanie sprostać ilości fantazji, które zdążyłyby się nagromadzić, a całkiem możliwe, że nawet w trakcie wpadałyby na jakieś kolejne koncepty. W końcu wspólnie były nieskończenie kreatywne na wszelkie możliwe sposoby.
To nie był żaden wykręt. Chociaż pewnie w pewien sposób uchylała się od odpowiedzialności. Nie powinna jednak jej brać na siebie w momencie, gdy to River oddawała jej się tak chętnie i była gotowa zapomnieć o wszystkim byle tylko móc jeszcze raz skosztować ust oraz dotyku tanatopraktorki.
- Może i rujnuję cię z pełną premedytacją - przyznała szczerze, pochylając się jeszcze nad artystką. - Nie zamierzam przystopować jedynie dlatego, że tak szybko się we mnie zatracasz...
Jeśli naprawdę Cross chciała powtórki to powinna być gotowa na to jak będzie ona wyglądała. Wszystko z nimi zawsze było intensywne i z tym rysowniczka musiała się pogodzić oraz przyzwyczaić się do pewnych zagrywek ze strony Ruelle. Nie jej winą było to, że nawet jeśli starała się być bardziej subtelna czy delikatna to River brnęła w to wszystko z siłą niszczycielskiego huraganu.
- Przynajmniej dzięki temu twoja sztuka ma cudowną pożywkę - dodała, nie rezygnując z całkiem żartobliwego tonu.
Zdecydowanie poza krótkim spięciem przy okazji spotkania w barze tego wieczora było aż zbyt miło. To zdawało się wręcz do nich nie pasować, ale z jakiegoś dziwnego powodu jeszcze potrafiły się w tym wszystkim odnajdywać, a gardła nie zdzierały się od samej próby sprawienia drugiej komplementu czy wyrażenia bardziej pozytywnych myśli.
Prescott odsunęła się od niej nieznacznie. Na tyle tylko, aby zapewnić jej nieco lepszy dostęp do swojej skóry. Nie miała pojęcia, kiedy właściwie namiętne pocałunki i mocne ugryzienia uległy delikatnym i pieszczotliwym pocałunkom, ale podobało jej się to. W końcu też mogła zaczerpnąć nieskrępowany niczym oddech, gdy tylko ustąpiło zapięcie obroży.
Westchnęła z niejaką ulgą i wsunęła palce w jej włosy, chcąc ją przyciągnąć bliżej siebie, gdy tylko usta rysowniczki ponownie sięgnęły jej szyi. Musiała ją mieć przy sobie. Naprawdę zbyt łatwo roztapiała się pod wpływem najmniejszej pieszczoty.
W pierwszym odruchu nawet nie zarejestrowała pytania. Nie była też w stanie wyczytać znajdującej się za nim intencji. Dotychczas trzymały się tego, że za każdym razem Rue wymykała się z jej mieszkania, a potem sprytnie musiała przedostać się do swojego domu tak, aby nikt z rodziny nie nakrył ją w niezbyt wygodnym położeniu. Ostatnio nawet rysowniczka sama wskazała jej drzwi, a teraz proponowała, aby przenocowała do rana.
- Co ci chodzi po głowie? - zapytała, ciągnąc delikatnie za ciemne kosmyki, aby móc podłapać jej spojrzenie.
Przypuszczała, że Cross miała jakiś pomysł. Doszukiwała się powodu, dla którego chciałaby, aby tanatopraktorka spędziła z nią resztę tej nocy, nie przejmując się kompletnie upływającym czasem. W końcu nie były typem pary, która po prostu ze sobą sypia.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła brew, analizując jej odpowiedź, która w ocenie Cross nadal pozostawiała wiele do życzenia. Naciskanie na tanatopraktorkę, żeby powiedziała to, czego od niej wymagała, to wyjątkowo żmudny proces, który rzadko kończył się sukcesem. Branie się za niego w tym momencie byłoby wyjątkowo durne.
— Nie do końca chodziło mi o przystopowanie, ale już mniejsza z tym — ucięła, wzruszając ramionami. Mogła równie dobrze odłożyć te myśli na kiedy indziej i skoncentrować się na wyciągnięcie od niej wymarzonych wniosków przy innej okazji. Oczywiście o ile ta potrzeba nie zginie pośród dziesiątek innych, które przemykały przez ich głowy.
Skinęła na znak, że się z nią zgadza. Przez to przecież tak do niej lgnęła. Natchnienie spadało na nią przy Prescott z całkowicie inną siłą niż przy kimkolwiek innym, chciała więc czerpać z tego garściami, póki to działało. Cholera wie, czy w pewnym momencie nie wyparuje tak samo gwałtownie, jak się pojawiło. Albo Cross po prostu wcześniej popierdoli i już totalnie nie będzie trzeba się tym przejmować. Tak czy siak, ktoś będzie zadowolony.
Z początku pomyślała, że jej pytanie rozmyje się gdzieś między dźwiękami pocałunków i będą mogły o nim po prostu zapomnieć. To właściwie byłaby najwygodniejsza opcja dla każdej z nich. Ruelle dostałaby swoje pieszczoty, River nie musiałaby już marnować ani grama wytrzymałości emocjonalnej – no żyć, nie umierać. Problem w tym, że do Prescott jednak po chwili słowa dotarły. Artystka mruknęła niezadowolona, gdy ją od siebie odsunęła, odbierając na moment możliwość odpływania w kolejne pieszczoty. Rysowniczka znów wpatrywała się w nią bez słowa, zastanawiając się, jak miała odpowiedzieć na to pytanie. Nie przychodziło jej niestety do głowy nic, co mogłoby jej przejść przez gardło bez jakichś trwałych urazów psychicznych albo nawet fizycznych. Wszystkie powody, które mogła jej podać, były absolutnie nieakceptowalne i winny zostać wyrzucone na jakiś obrzydliwy śmietnik. Ale nie chciała jej też kłamać i wymyślać czegoś na poczekaniu. Potrzebowała odpoczynku, a nie wystawiania się na kolejne próby. Wystarczająco się wymęczy przecież jutro, gdy obudzi się z dawno niewidzianym kacem.
— Nieważne. Innym razem — odezwała się w końcu i oparła się wygodnie plecami o krzesło. Wycofanie się z tego, co powiedziała, to fenomenalny pomysł! Czemu nigdy wcześniej na to nie wpadła? Jakież to było wygodne, ileż to zaoszczędzało człowiekowi nerwów. Zaczynała coraz lepiej rozumieć sposób funkcjonowania Rue.
— Tylko nie zapomnij jej zgarnąć — dodała, ruchem dłoni wskazując na leżącą na biurku obrożę. Słowo się rzekło, to był prezent i mogła go zachować. River oparła rękę na podłokietniku krzesła i spojrzała na Prescott ze znużonym oczekiwaniem, najwyraźniej zakładając, że rozmowa dobiegła końca, a dziewczyna jest w stanie sama znaleźć drogę do drzwi.

Ruelle I. Prescott
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”