25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

015
Jak powszechnie wiadomo, im konwent był większy, tym był bardziej prestiżowy. Cross lubiła takie wielkie spędy, bywała na nich nawet, jeśli nikt jej tam nie zapraszał jako autorki. Przez kilka dni mijało się tam tysiące ludzi i śmietankę ludzi, którzy poświęcili życie jakiejś sztuce – wszystko jedno czy to było aktorstwo, tworzenie gier czy cosplay. Takie miejsca po prostu tętniły twórczą energią. Jednak każdy z bywalców tych gigantów wiedział też, jaki niezapomniany klimat mają (zdaniem niektórych odchodzące do lamusa) małe, lokalne konwenty organizowane w budynkach jakichś szkół. I tym właśnie był RaccoonCon.
Konwent zaanektował teren jakiegoś liceum, które stało w tym miejscu dłużej niż samo Toronto – a przynajmniej na takie wyglądało. Mówiąc prościej, miejsce absolutnie idealne. Cross naprawdę cieszyła się na to wydarzenie. Tego typu spotkania sprawiały jej po prostu frajdę, a ona nieczęsto czuła taką zwyczajną radość z przebywania z ludźmi. Może to dzięki temu, że na pewno spotka tam swoich czytelników, a przecież lubiła być adorowana? No dobra, wystarczał jej fakt, że będzie miała okazję porozmawiać z podobnymi do siebie ludźmi, nie była przecież aż tak okropna i egocentryczna. Miała jednak prawo się puszyć, skoro organizatorzy uznali, że chcą posłuchać jej zdania w trakcie aż dwóch paneli. I niech ktoś jej potem wmawia, że powinna zamknąć mordę, bo nikt nie chce tego słuchać! Panel "Artysta jako okropny obserwator — etyka podglądania ludzi" odbywał się jako jeden z pierwszych, ale na szczęście nie sprawiło to, że sala, na której siedziała wraz z innymi autorami była pusta. Przed kolejnym panelem zdążyła nawet połazić po terenie, porozmawiać z losowymi osobami z napisem picking up someones mannerisms after spending time with them is like a lexical hickey, którą oczywiście od razu przypięła do długiej koszuli, która chyba miała udawać sukienkę. Dopiero po zakończonym panelu "Rysowanie chemii między postaciami — dlaczego nie wystarczy ładna para" miała całkowicie wolne i właśnie taką porę zasugerowała wcześniej Prescott.
Skierowała się w stronę stanowiska jej wydawnictwa, przy którym miały się spotkać. Uśmiechnęła się pod nosem, dostrzegając z daleka jej sylwetkę. Podeszła bliżej i zatrzymała się za plecami dziewczyny, która wodziła wzrokiem po produktach.
— Słyszałam, że to schodzi jak ciepłe bułeczki — odezwała się, nachylając się powoli nad ramieniem Prescott. Wyciągnęła przed nią rękę, w której trzymała nieduży plakat. Rysunek był bardzo ciasnym kadrem. Przedstawiał fragment damskiej żuchwy, napiętą linię gardła i okalającą ją czarną obrożę z nitami. Od kółka na łańcuszku po środku materiału była poprowadzona smycz, która napięta znikała gdzieś w rogu kartki, trzymana mocno przez damską dłoń z wieloma pierścionkami na palcach.
— I to. — Ruchem głowy wskazała kawałek dalej, gdzie wystawione były komiksy znajdujące się w aktualnej ofercie wydawnictwa. Oczywiście wśród nich było również ostatnie dzieło River Cross – Studium złego gustu. Na okładce narysowana była jakaś zatłoczona domówka, na której bawili się ludzie wyglądający tak, jakby ich jedyną linią obrony od okropieństw tego świata miał być wygląd udowadniający pewność siebie. Nie poświęcała im wielkiej uwagi, wiedziała przecież, o czym napisała i znała wszystkie inne wydania jej pracodawcy. Wolała skupić się na obecności Prescott. Wzięła minimalnie głębszy oddech, pozwalając jej zapachowi podrażnić swoje nozdrza. Przesunęła wzrokiem po szyi i innych odsłoniętych fragmentach skóry, przeprowadzając pobieżne oględziny cudzych śladów. Cross wyprostowała się w końcu, nawet nie muskając skóry na policzku tanatopraktorki. Mimo że wparowała w jej przestrzeń osobistą z typową dla siebie bezczelnością, w ogóle jej nie tknęła.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i Ruelle nie była stałą bywalczynią konwentów, ale była z nimi zaznajomiona. Wiedziała jak funkcjonują i jak powinna poruszać się między ludźmi. Zresztą nie była to jakaś szczególnie wielka filozofia.
O istnieniu RaccoonConu nie miałaby nawet pojęcia, gdyby nie to, że River postanowiła ją tu ściągnąć. Z jakiegoś powodu zdawało się, że bardzo jej na tym zależało, a Prescott nie miała pojęcia dlaczego. Mało brakowało do tego, aby postanowiła sobie całkowicie odpuścić. Naprawdę nie spodziewała się, że ich wymiana wiadomości tekstowych przybierze podobny obrót i stanie się tak napięta.
Coraz mniej wiedziała o co właściwie rysowniczce chodzi. Miała wrażenie, że coś zaczyna się między nimi psuć w nieoczekiwany sposób, a możliwy konflikt między nimi wkroczył na zupełnie nowy poziom. Nie mogła jednak wychwycić jego powodu, a coraz większa liczba interakcji wywoływała między nimi kolejne spięcia oraz dziwną atmosferę.
Przejrzała nawet plan konwentu oraz obecne na nim prelekcje. Brała na poprawkę to, że rzecz jasna może po raz kolejny pogryźć się z rysowniczką, która postanowiła ją zaprosić na to wydarzenia, a w takim wypadku Ruelle na pewno nie planowała, aby pieniądze poszły na marne. Mogła zatem wykorzystać swój czas na to, aby dowiedzieć się czegoś interesującego. Zwłaszcza, że panele dotyczyły nie tylko komiksów, ale też ciekawych zjawisk oraz zagadnień zarówno ze świata popkultury jak i nauki.
Otrzymała w końcu czas i adres w jednej z wiadomości tekstowych. Całe szczęście teren nie był ogromny, a przy wejściu znajdowała się informacja, z której zgarnęła mapę konwentu. Dlatego też bez większego problemu odnalazła odpowiednie stoisko, na którym Cross miała jej oczekiwać.
Nigdy wcześniej nie interesowała się ofertą wydawnictwa, do którego należała rysowniczka. W zasadzie nawet nie znała jego nazwy. Nic zatem dziwnego, że gdy tylko jej nie dostrzegła postanowiła bliżej przyjrzeć się pozycjom, które były oferowane na stoisku.
Nie minęło wiele czasu nim w końcu poczuła czyjąś obecność za sobą. Nawet zanim usłyszała jej głos, wiedziała, że musi to być River. Nie miała pojęcia czy mówi prawdę czy może koloryzuje ją w taki sposób, aby wywrzeć na tanatopraktorce większe wrażenie. Przesunęła jednak wzrokiem po zaprezentowanym jej plakacie, chłonąc wszystkie jego szczegóły.
- Powinnam zażądać procentu od sprzedaży za użyczenie wizerunku - skomentowała.
Nawet jeśli postać na plakacie była trudna do zidentyfikowania ze względu na jego kadr to obie doskonale zdawały sobie sprawę z tego kto był inspiracją do powstania tego skromnego dzieła.
Bezwiednie pobiegła spojrzeniem do komiksowego tomu, który znajdował się wśród innych pozycji na stoisku. Doskonale widziała znajdujące się na okładce nazwisko rysowniczki. Nie sądziła, aby było to coś, co przypadnie jej specjalnie do gustu. Pewnie nie zwróciłaby uwagi na na tę pozycję, gdyby nie uwaga River i fakt, że widniała na wydaniu jako autorka.
- Chcesz mnie naciągnąć, żebym kupiła coś od ciebie? - zapytała, odwracając się w końcu w jej stronę.
Przez moment Prescott kusiło, aby ją pocałować. Znajdowała się w końcu przecież tak blisko, a spojrzenie rysowniczki zdawało się ją wręcz studiować. Czuła na sobie jej wzrok, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że aktualnie sytuacja między nimi wydaje się, co najmniej napięta i dziwna. Nie chciała przekraczać jakiejś niepisanej granicy. Właśnie dlatego trzymała teraz ręce przy sobie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cross miała naprawdę dobry nastrój i nie podejrzewała, żeby spojrzenie Ruelle w oczy miało go jakkolwiek zepsuć. Nie zakładała z góry, że na pewno się pokłócą i będzie okropnie i to wcale nie dlatego że napisałam tamtego posta, zanim się pożarły i nie chciało mi się go poprawiać. Dobra, może trochę. I może jednak River trochę stresowała się tym spotkaniem. Była wkurwiona na Prescott, odkąd tylko wyszła z jej mieszkania, a wymiana smsów o dziwo w niczym nie pomogła, a raczej tylko ją dobiła. Wolała jednak skupić się na przyjemności, która potrafiła czerpać z samej obecności Ruelle w zasięgu wzroku.
— Żaden problem. Dam ci, ile chcesz — zapewniła spokojnym tonem. Nie była pewna, czy Prescott sobie żartuje czy naprawdę oczekiwała jakiegoś wynagrodzenia, ale nie miałaby żadnego problemu z wypłaceniem jej sumy, która by ją usatysfakcjonowała. Pieniądze w sztuce zawsze miały dla niej marginalne znaczenie. Nie miała też żadnych problemów z uznaniem jej współautorstwa, bo przecież gdyby nie Rue, ten rysunek pewnie w ogóle by nie powstał. Albo chociaż nie wyglądałby tak samo. Gorzej jak jej muza spodziewała się jakichś kokosów za współudział. No życia sobie raczej za to nie ustawi.
— Nie chcę. Próbuję Ci pokazać, że to rysowanie to nie mój sposób na podryw i że naprawdę istnieję — odparła, wzruszając ramionami. Ostatnie, co próbowałaby robić, to wciskanie jej swojej sztuki na siłę. Tej kompletnie z Prescott niezwiązanej, bo to, co powstawało dzięki jej inspiracjom, zawsze bardzo chciała jej pokazać. Wychodziła z założenia, że nie zmusi jej do bycia zainteresowaną, a nie potrzebowała niczego, co choć minimalnie zakrawałoby o litość lub opieranie się wyłącznie na uprzejmości. Ta paskudna wymiana zdań, którą miały za sobą, utwierdziła ją w przekonaniu, że nie powinna robić dla Rue żadnych wyjątków.
— Zdążyłaś już coś zwiedzić? Coś konkretnego cię interesuje? Mogę cię zabrać do części dla autorów, jeśli chcesz kogoś poznać w bardziej kameralnych warunkach. — Uniosła nadgarstek, na którym miała opaskę pozwalającą jej wchodzić wszędzie, gdzie tylko się da. Cofnęła się o krok, by stworzyć między nimi dystans, dzięki któremu powinno być łatwiej odrzucić na bok chęć dotknięcia jej. Nie działało to tak dobrze, jak sobie wymarzyła. Jeszcze raz zlustrowała ją uważnie wzrokiem, chcąc zapamiętać każde nowe oznaczenie na jej ciele. Ściągnęła brwi niezadowolona z faktu, że takie dostrzegała. Sama się o to prosiła, świdrując ją wzrokiem, więc mogła się wściekać wyłącznie na siebie. I właściwie powinna, bo od kiedy w ogóle ją takie rzeczy obchodziły? Musiała po prostu teraz zająć się czymś innym, na przykład spokojnym spędzaniem czasu, korzystając z dobrodziejstw konwentu. Skinęła na nią głową i ruszyła przed siebie w głąb szkoły, bo sterczenie przy stanowisku jej wydawnictwa nie było najlepszą zabawą, na jaką da się wpaść, a przecież obiecała, że zapewni jej rozrywkę. Nie była jeszcze pewna, jak ma to zrobić bez dobierania się jej do dupy, ale pewnie wpadnie na coś w międzyczasie. Wystarczyło improwizować.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak zwyczajne spędzanie razem czasu było dla nich czymś kompletnie nowym. Może dlatego, że zwykle wpadały na siebie przypadkiem, a ich spotkania były burzliwe i zwykle kończyły się tym, że nie potrafiły oderwać od siebie rąk. Tym razem było inaczej, a przez niedawną kłótnię, dziwną wymianę wiadomości po zdecydowanie zbyt miłym wieczorze i wszystko inne między nimi wytworzyło się jakieś naprawdę specyficzne napięcie, którego Prescott nie była nawet w stanie odpowiednio nazwać czy skategoryzować. Nie tak to powinno wyglądać.
- Niebezpieczne stwierdzenie. Jeszcze nie będziesz w stanie się wypłacić - stwierdziła tym swoim charakterystycznym tonem, który sprawiał, że trudno było określić czy dziewczyna żartuje czy może raczej mówi jak najbardziej poważnie.
Domyślała się, że z tego na pewno nie byłoby wielkich zarobków. Inaczej mieszkanie Cross wyglądałoby zupełnie inaczej, a ona nie rozkładałaby się na podrzędnym konwencie w szkole średniej o śmierdzącej sali gimnastycznej. Już w samo wytworzenie tego wszystkiego trzeba było sporo zainwestować i na pewno musieli się dostatecznie postarać, aby te koszta się zwróciły. Nie zamierzała więc okradać ich z tego wszystkiego.
- Dziwne. Myślałam, że faktycznie chodzi ci o wyrywanie kolejnych naiwniaczek i dlatego poświęciłaś większość swojego życia rysunkom oraz wkręceniu się w jakąś lokalną gildię wydawniczą - odpowiedziała jak zawsze w cięty sposób, najwyraźniej powoli wracając do tego dziwnego poczucia humoru, które zawsze przejawiały, gdy tylko znajdowały się blisko siebie.
Zdawała sobie sprawę z tego, że to była dla River poważna sprawa. Nie dało się podrobić sposobu w jaki rozprawiała o sztuce i swojej twórczości. Każdy nieodpowiedni komentarz w tej kwestii traktowała jak osobistą obrazę i naprawdę robiła się defensywna jeśli usłyszała jedno złe słowo. Była prawdziwą artystką.
- Przejrzałam pobieżnie plan konwentu. Widziałam coś o horrorach i komiksowych adaptacjach literatury grozy jak Poego czy Lovecrafta. Chyba było też coś związanego z kryminałami i psychologią... - odpowiedziała, bo chciała chociaż zorientować się w tym, co mogłaby tu robić, gdyby jednak szlag ją trafił w obecności River. - I dzięki, ale chyba nie ma tu nikogo, kogo chciałabym koniecznie poznać.
Nie zaczytywała się szczególnie w listę gości konwentowych, ale raczej nie była kimś kto posiadałby swoich wielkich idoli i chciał ich koniecznie poznać. Równie dobrze mogła po prostu trzymać się Cross i liczyć, że to ona jej zapewni jakąś rozrywkę zamiast próbować zrzucić to zadanie na innych.
- To jak chcesz mnie zabawić? - zapytała, ruszając za nią w dalszą część terenu konwentowego. - Wymyśl coś, Cross. To ty mnie tu ściągnęłaś.
Zapewne musiało coś jej chodzić po głowie. Na pewno nie robiła tego, aby przyglądać się uważnie jej skórze w poszukiwaniu śladów jakie mógł na niej zostawić ktoś inny. Znała to spojrzenie. I nie zamierzała pozwolić na to, aby to był główny punkt ich spotkania.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była zbyt niecierpliwa, by liczyć, że kolejne spotkanie z Prescott będzie dziełem przypadku. Ostatnio zresztą skończyło się to... dziwnie? W tamten wieczór uznałaby pewnie, że pozytywnie, ale w sumie teraz nie była pewna. Zdecydowanie zostały w nich po tamtym wieczorze kompletnie inne emocje, o których nawet nie potrafiły porozmawiać jak dojrzałe kobiety. Ryzykowanie, że znowu coś pójdzie aż tak nie po myśli Cross było jej teraz bardzo nie na rękę. To – potencjalnie – miał być przecież bardzo bezpieczny i neutralny teren.
— Sprawdź mnie. — Nic nie mogło jednak sprawić, by zaczęła się bać rzucanych przez nią wyzwań. Wciąż była zwarta i gotowa, by angażować się w pełni w każde z nich. Może nawet do przesady? Pogodziła się już jednak z myślą, że prawdopodobnie jej ostatnimi słowami będzie coś w stylu potrzymaj mi drinka. Kto jak kto, ale Prescott z pewnością mogłaby wpaść na coś, co skończyłoby się dla artystki co najmniej tak źle jak brutalna i bolesna śmierć. Trzeba dać jej po prostu trochę czasu!
— Czyli jesteś jedną naiwniaczek, które wyrwałam na rysowanie? — upewniła się, uśmiechając się ze sztuczną słodyczą. Od razu poczuła się lepiej! Jakby strzeliła sobie dobrego szota. Czepianie się jej słów było proste, naturalne i wygodne. Do tego była już przyzwyczajona, to było totalnie znajome i mogła się domyślać, gdzie w ten sposób dojdą. No, chyba że jednak zaczną się kłócić, a cały dialog zacznie rozsypywać się jej w dłoniach, bo nie będzie umiała się zdecydować, czy woli jej dopieprzyć z całych sił czy jednak dowiedzieć się prawdy. Ale na pewno do niczego takiego nie dojdzie, prawda? Prawda...?
Słuchała uważnie, jakie atrakcje mogłyby zainteresować Ruelle. Właściwie w żaden sposób jej nie zaskoczyła. Gdyby miała strzelać i wybrać z listy tematów te, które potencjalnie powinny ją zainteresować, pewnie zdecydowałaby się właśnie na takie. Nie miała nic przeciwko, by pójść z nią na taki panel albo chociaż poprzeglądać szajs od innych wystawców i zmarnować zarobione pieniądze na głupoty, które nie przydadzą się im pewnie do niczego poza estetycznym entuzjazmem. No dobra, dla Cross w niektórych kwestiach to mogłoby być jeszcze badanie konkurencji, ale do tego musiałby podchodzić do biznesu w powazny sposób, a zdecydowanie tego nie robiła. Wolała oceniać prace innych wyłącznie przez pryzmat swoich emocji, a nie potencjalnych zysków albo strat.
— Chciałam po prostu z tobą porozmawiać jak człowiekprychnęła, uśmiechając się kąśliwie. Mogła sobie pewnie darować ujmowanie tego w ten sposób, ale jednak miała zbyt wielką obsesję na punkcie obracania jej słów przeciwko niej.
— Ale rozumiem, że to zbyt prostacki pomysł? Mam odrzucić też pomysł udziału w konkursie o potworach z folklorów i wspólny obiad? — Skręciła w jakiś korytarz i weszła do jednego z pomieszczeń, w którym garstka uczestników siedziała przy stołach, starając się narysować przeróżne postaci w wersji chibi. Między wszystkimi walały się kolorowe flamastry, wszystko wyglądało zdecydowanie zbyt uroczo i kolorowo jak na standardy Cross. Podeszła jednak do młodego mężczyzny przechadzającego się między stolikami, który prowadził warsztaty.
— Daj mi papierosy, Caspar. — Wyciągnęła przed siebie rękę, rozglądając się jednocześnie, czy przypadkiem sama nie była w stanie dostrzec leżącej w pobliżu paczki. Mężczyzna uniósł brew, spoglądając na nią z politowaniem. Uniósł ręce, by poprawić gumkę, którą związał długie włosy, robiąc to tak powoli, jak tylko było fizycznie możliwe.
— Nie wkurwiaj mnie — dodała paskudnie uprzejmym tonem, uśmiechając się przy tym. Warczenie na znajomych w towarzystwie obcych najwyraźniej było dla niej krokiem za dużo, ale jednak nie mogła wykrzesać z siebie zbyt dużo uprzejmości. I tak czuła, że wzbiera się w niej agresja, którą może zaraz wyżyć na jego kudłach. Caspar obrócił głowę i przeciągnął długim, badawczym spojrzeniem po sylwetce Ruelle.
Mhm mruknął przeciągle, znowu przenosząc wzrok na River, która w tym momencie zdecydowanie ostatkami sił powstrzymywała się od pokazu eskalacji przemocy. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, otworzył ją, by pokazać, że w środku była też zapalniczka i podał ją Cross. Dziewczyna przejęła ją bez słowa i ruszyła w stronę wyjścia.
A może chcecie wziąć udział w warsztatach?zaproponował Caspar, uśmiechając się do jednej i drugiej. Rozłożył szeroko ręce, prezentując zaangażowanych w rysowanie uczestników, którzy rozmawiali między sobą, wymieniając się uwagami odnośnie do swoich prac.
— Nie chcemy — odpowiedziała zanim jeszcze pytanie rzucone przez mężczyznę zdążyło wybrzmieć do końca. Wyjęła fajkę, wsunęła ją między wargi i już chciała przyspieszyć, by oddalić się z tego miejsca w trybie ekspresowym, ale jednak się zreflektowała. Zatrzymała się w progu, wznosiła oczy ku niebu i policzyła w myślach do dziesięciu. Może gdyby robiła to trochę wolniej, coś by to nawet dawało.
— Prawda? — Spojrzała znowu na Prescott, żeby się upewnić, że miała takie samo zdanie. Skoro ją tu zaprosiła, to powinna jednak liczyć się z jej opinią. Matki wychowały ją zdecydowanie za dobrze, zaczynała mieć do nich o to pretensje.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Toronto było na tyle wielkim miastem, że mogłyby minąć całe wieki nim znowu na siebie wpadną w jakimś przypadkowym miejscu. Nie zawsze zatem były w stanie czekać na to, aż w końcu ich ścieżki na nowo się przetną. Jak widać River jako pierwsza przerwała milczenie chociaż zrobiła to w dosyć nietypowy sposób, a po równie nietypowej kłótni zdecydowała się ją zaciągnąć na tani konwent obiecujący jej typowe dla takich spędów rozrywki.
- Wolę nie. Szkoda byłoby cię puścić z torbami - odpowiedziała, czując jak zaczynają powoli wracać do swojego zwyczajowego sposobu rozmów.
Dopiero wtedy mogła się poczuć komfortowo. To było znajome. Niczym wskoczenie po powrocie do domu w wygodne dresy po wielu godzinach w wyjątkowo męczącym stroju. Właśnie takie zaczepki i komentarze były tym do czego przywykła w towarzystwie Cross, a to dziwne napięcie powoli zaczynało się rozmywać chociaż wciąż było jeszcze gdzieś tam obecne.
- Nie. Może to ty jesteś naiwniaczką, którą wyrwałam na bycie jej muzą? - odparowała, bo na wszystko można było patrzeć dwojako.
Wtedy na cmentarzu rzucała jej wyzwanie. Nawet nie wiedziała z czym będzie się ono wiązało, ani że faktycznie River wykona w samotności kilka jej szkiców. A potem? Potem spotkały się w barze, co nie było najlepszym posunięciem ze strony Prescott, bo po odpowiedniej dawce alkoholu potrafiła robić się o wiele bardziej przylepna. Właśnie przez to wylądowały w łóżku po raz pierwszy.
Wiedziała, że jej zainteresowania były dosyć przewidywalne. Z drugiej strony to czy właśnie to nie były rzeczy, które zwykle najczęściej interesowały ludzi? Zawsze na takich imprezach musiały być prelekcje na temat wampirów, mitologii świata, dziwnych potworów czy też zagadnień związanych z tym, co zwykle poruszane było w popularnych pozycjach kryminalnych. Prescott wpisywała się w pewien schemat, a jej prezencja raczej nie zaprzeczała temu, że pociągały ją rzeczy bardziej poważne i mroczne...
Wykorzystywanie słów Ruelle przeciwko niej samej było czymś, co z pewnością zdążyło rysowniczce wejść w krew. Nie było opcji, aby to odpuściła jeśli tylko miała ku temu okazję. Z tym, że rozmawianie jak ludzie nie było niczym zabawnym lub czymś, co wychodziło im szczególnie dobrze.
- Zaintrygowałaś mnie tym konkursem. No i nie ma opcji, że odpuszczę ci obiad. Nie po tym jak musiałam kupić wejściówkę, aby się z tobą zobaczyć. Jesteś mi to winna, Cross - odpowiedziała, ignorując na razie uwagę na temat potencjalnych rozmów i zwyczajnie skręciła za dziewczyną d pobliskiej klasy, gdzie właśnie trwały jakieś warsztaty rysownicze.
Miała zwyczajnie odczekać na to, aż w końcu rysowniczka zgarnie swoje upragnione papierosy i będą mogły ruszyć dalej, ale mężczyzna o aparycji artystycznego hipstera najwyraźniej równie mocno lubił denerwować River, co sama Ruelle.
Poczuła też na sobie jego przeciągające się badawcze spojrzenie, na które odpowiedziała własnym. Twardym i pytającym, bo nie miała pojęcia o co właściwie miało mu chodzić. Czyżby próbował właśnie rozwikłać zagadkę tego, co je właściwie łączyło. Czy dostrzegł jakieś ślady na jej skórze, które jego zdaniem mogła zostawić tam właśnie Cross? Nie wiedziała jak powinna odczytać jego zainteresowanie.
Nie była też zbytnio zainteresowana tym, aby dołączyć do grona ludzi wesoło rysujących sobie jakieś kolorowe i przesłodzone postacie, ale z drugiej strony... Skoro River od razu tak ostro mu odmówiła, a potem jeszcze szukała u niej potwierdzenia to Prescott trudno było nie skorzystać z okazji, aby nie zrobić rysowniczce na złość.
- Miałyśmy właśnie pójść coś zjeść, ale jeśli nie zajmie to wiele czasu to czemu nie - odpowiedziała, uśmiechając się uprzejmie do Caspara.
Cross naprawdę popełniła błąd, pytając ją o zdanie. Chciała zapewnić jej rozrywkę? To na pewno zrobi to, gdy pokaże jej jak rysuje naprawdę urocze postaci, a nie jakieś mroczne postaci w nieco erotycznej estetyce.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przekomarzanie się było zdecydowanie najprostszą z ich typowych interakcji. Może seks wydawał się bardziej naturalny, ale wyciągał z nich tyle energii i emocji, że traktowanie go zbyt lekko też nie miało żadnego sensu. No i potrafiły przeiceż łączyć obie te kwestie.
— Znowu tchórzysz. Jasne. — Wzruszyła po prostu ramionami, przechodząc z tą informacją do porządku dziennego. Na pewno nie będzie się przecież prosić o to, by dziewczyna jednak rzuciła jej wyzwanie i pokazała, czy jest w stanie zbalansować rozsądek z próbą przetestowania Cross. Rzucanie jakimiś absurdalnymi kwotami, których rysowniczka w życiu na oczy nie widziała, byłoby przecież bez sensu, ale wybranie czegoś, co byłaby w stanie zrobić, ale musiałaby się przy tym dla niej postarać? Cóż, to też było czymś typowym dla tej dwójki.
— Czyli zakładasz, że wtedy narysowałam cię po raz pierwszy? Ciekawe... — Spojrzała na nią z mieszanką politowania i rozbawienia. Czy to było faktycznie aż tak durne założenie ze strony Prescott? A może nadal sobie z niej kpiła, próbując zasugerować rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły, żeby tylko namieszać jej w głowie? Po jej tonie nie sposób było obstawiać na sto procent. Uwielbiała przecież prowokować Rue, ale ostatnio zrobiła się też dużo bardziej wylewna niż ustawa przewiduje, więc obie opcje brzmiały dość prawdopodobnie.
Wywróciła oczami, gdy tanatopraktorka znowu wytknęła jej konieczność zakupu wejściówki, by się z nią zobaczyć. Cross mogła po prostu po nią wyjść i załatwić jej na lewo jakąś opaskę dla wystawców, żeby nie musieć potem wysłuchiwać takich głupot. Mówi się trudno, było przecież i ta za późno. Musiała skupić się na pozytywnych aspektach jej wypowiedzi, bo przecież taki był plan na ten weekend. Z minuty na minutę było po prostu trudniej, Prescott w ogóle jej tego nie ułatwiała. Nie było jeszcze tragedii. Cross nie miała wątpliwości, że będzie z nią gorzej, więc chyba musiała się cieszyć tym, co chwilowo otrzymała? Ważne, że dziewczyna – mimo wszystko – chce spędzić z nią popołudnie.
Nie taszczyła ze sobą żadnej torby, w której mogłaby gromadzić niezbędne jej do życia drobiazgi, jak na przykład papierosy. Nie spodziewała się jednak, że wchodząc do sali, w której urzędował Caspar, zacznie tego żałować. Cholernik uparł się, by doprowadzić ją dzisiaj do ciężkiej kurwicy, to pewne. Jeżeli po kontakcie z nim i z Prescott nie wywiozą jej w kaftanie, to będzie niesamowite osiągnięcie. Była święcie przekonana, że od razu się stąd zmyją i ruszą zająć się sobą, ale tanatopraktorka miała inne plany. River uniosła brwi, zaskoczona tym wyborem. Trafiła na jakąś jej ukrytą pasję? A może po prostu chciała zrobić jej na złość? Głupie pytanie, to na bank ta druga opcja.
Doskonale, Ruelle! Chodźcie, chodźcie. River coś tam o rysowaniu wie, więc szybko nadgonicie pozostałych.Caspar wyszczerzył się szeroko, odsuwając dla nich dwa wolne krzesła. Całkowicie zignorował kolejne, wściekłe spojrzenie Cross i zajął się przesuwaniem na ich miejsce potrzebnych materiałów. A może po prostu się bał, że jeśli spojrzy rysowniczce w oczy, to zamieni się w kamień czy coś?
Cross znowu policzyła w myślach do dziesięciu, tym razem jeszcze szybciej, co przyniosło jeszcze mniej rezultatów. Nie chciała jednak sprzeczać się o taką pierdołę. Miało być przecież miło. Weszła z powrotem do sali i zajęła wybrane przez blondyna miejsce. Od razu sięgnęła po kartkę i ołówek. Nie czekała na żadne instrukcje, po prostu zaczęła rysować, ale prowadzący nie sprawiał wrażenie przejętego. Rozłożył przed Prescott kilka kartek z przykładami, na których ta sama postać przechodziła od zwyczajnego ołówkowego jajka do kolorowej, uroczej figurki.
Sekret jest taki, że najpierw rysujecie głupio, a dopiero potem ładnie. River nie udało się jeszcze nigdy dotrzeć do tego drugiego etapu.Caspar zaczął wyjaśnienia, skupiając się przede wszystkim na Rue. Cross i tak niespecjalnie go słuchała, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Nie podniosła nawet wzroku znad kartki, gdy sobie z niej zażartował, co jednak nie wzbudziło w nim żadnej konsternacji.
Oczywiście najważniejsza w tym rysunku będzie głowa, która gromadzi cały absurd i słodycz pomysłu. Nie bój się przesadzać. Przesadzaj z przesadąkontynuował wyjaśnienia. Sięgnął po jeszcze jedną kartkę i zaczął opisywać najprostsze sposoby na zaplanowanie proporcji oraz narysowanie przegiętej miny. Wskazał na pozostałe prace, chcąc zainspirować tanatopraktorkę do wyboru postaci. Wśród dzieł uczestników znalazły się dwie postaci z Naruto, Jezus Chrystus, główne trio z Harrego Pottera, jakaś bezimienna gejsza i Jason Voorhees. Cross z kolei rysowała uroczą kozę ze zdecydowanie zbyt dużą liczbą oczu, bo najwyraźniej uznała, że Shub-Niggurath perfekcyjnie sprawdzi się w uroczej wersji.
No to co, opowiadaj!Obrócił krzesło tak, by mieć oparcie przed twarzą i usiadł na nim, opierając ręce na tyle siedziska. Masz jakieś doświadczenia z rysowaniem? Stałaś w kolejce po autograf od River? Często bywasz na takich konwentach? Podoba ci się klimat? Jesteś fanką uroczych historii czy raczej tych paskudnych? Jakie macie plany na wieczór?trajkotał jak najęty. Trudno powiedzieć, skąd miał w sobie aż tyle energii. Pewnie był jednym z tych, którzy się po prostu tacy budzili każdego dnia.
— Panuj nad sobą, Fernwood — odezwała się wreszcie Cross, podnosząc wzrok znad kartki. Blondyn śmiało przeniósł wzrok na nią i uśmiechnął się jeszcze szerzej, chyba próbując pokazać, że nie ma zamiaru tego robić.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszelkie drobne uszczypliwości w ich wykonaniu mogły nawet uchodzić za pewne pieszczotliwe zwroty. Uwielbiały działać sobie na nerwy w każdy możliwy sposób. To był jeden z  tych przyjemniejszych, który sprawiał, że dobrze się ze sobą bawiły. Być może nawet nie chodziło o to, aby faktycznie sobie dogryźć, a o zwykłą zabawę słowem oraz sprawdzenie, która z nich mogła się poszczycić nieco większym kunsztem w tej sprawie.
- Troszczę się o twój dobrostan i nazywasz to tchórzostwem? - zapytała, marszcząc brwi jakby była naprawdę niezadowolona z tego stanu rzeczy po czym uśmiechnęła się szelmowsko. - Muszę się zastanowić czy chcę konkretną kwotę czy może procent od sprzedaży... Nie chcę na tym wyjść jak Sapkowski na grach.
Słynne dajcie mi pieniądze z góry w jego przypadku skończyło się naprawdę kiepsko. Co prawda trudno jej było wyobrazić sobie, aby teraz te plakaty osiągnęły sprzedaż opiewającą na miliony dolarów, ale mimo wszystko wolała się chwilę zastanowić nad tym jak mogłaby to chcieć rozegrać.
- Próbujesz się przyznać do tego, że już wcześniej nie mogłaś ode mnie oderwać myśli i musiałaś mnie narysować? - tym razem to ona starała się wykorzystać słowa Cross przeciwko niej samej.
Zakładała, że te szkice, które widziała w barze były pierwsze i że powstały po tym jak spotkały się na cmentarzu. Nie sądziła, aby to wcześniejsze spotkanie po latach wywarło na niej aż taki ogromny wpływ. Z drugiej strony niczego już w tej chwili nie mogła być już z nią naprawdę niczego pewna.
Musiała podkreślać ten fakt, aby River nie pomyślała, że zapomniała o tym, że rysowniczka jest jej winna obiad. Nie sądziła jednak o tym, aby faktycznie mogła o tym zapomnieć. Zresztą pewnie i tak, gdyby miały spędzić ze sobą większą ilość czasu to w końcu wylądowałyby na czymś do jedzenia, bo nie było sensu, aby snuły się po terenie konwentu głodne. Z pewnością zatem ich to nie ominie. No, ale dodatkowo Prescott czuła pewien obowiązek, aby przypomnieć jej jak bardzo się dla niej poświęca skoro zdecydowała się pojawić na całym tym wydarzeniu.
Nie zamierzała zostawać na warsztatach, ale rysowniczka odmówiła swojemu koledze zdecydowanie zbyt szybko, aby Rue nie zaczęła rozważać, aby jednak zostać na dłużej w sali. Zwłaszcza, że mogła wypchnąć Cross z jej strefy komfortu i zmusić do rysowania przesłodzonych postaci. Jej samej się to nie uśmiechało, ale biorąc pod uwagę jak poważnie River podchodziła do swojej twórczości to mogło być wprost idealne, aby się nad nią nieco poznęcać. Choć może chodziło jej też o tego tajemniczego Caspara, który wydawał się mieć w sobie aż nadto energii?
Nie umknęło jej także to, że mężczyzna użył jej imienia, zaganiając je do pracy. To z pewnością było dosyć ciekawe.
- Super... Chociaż zastanawiam się skąd znasz moje imię - powiedziała całkiem wprost, siadając na jednym z odsuniętych krzeseł po czym zerknęła znacząco w stronę artystki, która przysiadła się do niej. - Czyżby River sporo o mnie opowiadała?
W jednej chwili zapragnęła z mężczyzny zrobić swojego najlepszego przyjaciela, aby móc wydobyć od niego informacje na temat wszystkiego, co tylko Cross mogłaby przed nią chcieć ukryć. Była pewna tego, że jakoś się dogadają. Tym bardziej, że Caspar sprawiał wrażenie ekstrawertyka, który od razu potrafił złapać z każdym kontakt i trudno było go do siebie zrazić.
- Naprawdę? - zapytała jeszcze, przyglądając się materiałom, które podrzucił jej nowo poznany rysownik, a następnie powiodła spojrzeniem do niego. - Sądziłam, że z pierwszym etapem może mieć już problem.
Dotychczasowe prace River, które miała okazję podziwiać zdecydowanie znajdowały się daleko od głupich, więc trudno było jej sobie wyobrazić to, aby jej towarzyszka mogła rysować takie prześmieszne rzeczy. Rzecz jasna domyślała się, że to pewnie był jakiś wewnętrzny żart, ale zawsze mogła skorzystać z okazji, aby posłuchać czyjegoś zdania na temat tego, co tworzyła River. Na pewno bowiem też celowała w coś, co znajdowało się powyżej określenia ładne.
- Jasne... Rozumiem założenia stylu chibi, ale nie bardzo jestem fanką - przyznała szczerze, ale czuła, że taki przerysowany i karykaturalny styl na pewno miał u niej nieco większe szanse powodzenia niż próby narysowania czegoś bardziej realistycznego.
Ze wszystkich przedstawionych jej potencjalnych opcji zdecydowała się rzecz jasna na Jasona z Piątku Trzynastego. Po części dlatego, że był postacią z horroru, który całkiem lubiła, a po części dlatego, że nosił na twarzy maskę, co w jakiś sposób mogło być dla niej pójściem na łatwiznę, bo mogła zrezygnować z rysowania ogromnych i roziskrzonych oczu.
Nie sądziła, że Caspar będzie nią na tyle zainteresowany, że przysiądzie się obok i będzie się w nią intensywnie wpatrywał przy zasypywaniu gradem pytań. Chociaż nie czuła się z tym jakoś szczególnie niekomfortowo. Może dlatego, że mężczyzna roztaczał wokół siebie urok podekscytowanego szczeniaka.
- Poza standardowym bazgraniem w dzieciństwie to nie - odpowiedziała szczerze na pierwsze z nich, bo nie miała, co ukrywać, że w tej dziedzinie była całkowitym laikiem, co powoli zaczynało się klarować na kartce, gdy tylko nie patrzyła na Fernwooda. - Paskudnych. Dopiero niedawno przyszłam, ale wydaje się spoko i nie jestem stałą bywalczynią konwentów. Na pewno też nie stałam po żaden autograf, a co do planów na wieczór to pytaj River.
Nie miała pojęcia, co takiego chodziło dziewczynie po głowie, ale nie przeszkadzało jej to szczególnie. Pewnie zresztą jeszcze zobaczą na co właściwie najdzie je ochota poza wspólnym posiłkiem, quizem wiedzy o potworach i jeszcze jakąś głupotą, na jaką się natkną.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzuciła jej kolejne, pełne politowania spojrzenie. Już nawet darowała sobie wytykanie jej na głos, że po raz kolejny stara się wykręcić z własnych słów i szuka dziury w całym. Najwyżej akurat na tym akcie tchórzostwa River uda się zaoszczędzić. Jeśli nie nerwów, to chociaż pieniądze.
— Nie potrafisz zadawać odpowiednich pytań, Prescott. — Nie miała ochoty dawać jej konkretnej odpowiedzi tak łatwo. Słyszała, że dziewczyna próbuje szukać wyjaśnień w miejscach, które się do tego nie nadawały, a nie będzie jej przecież podpowiadać. Sam fakt, że dała jej jakikolwiek ochłap informacji był niesamowitym aktem łaski. Może postanowiła przedłużyć dzień dobroci dla zwierząt? A to, że po drodze się troszkę poprztykały, to trudno. River oczywiście i tak wychodziła z założenia, że nie zrobiła ani nie powiedziała niczego niewybaczalnego – w przeciwieństwie do Ruelle.
Warsztatów z rysowania zdecydowanie nie było w planie jej dnia. W życiu przecież sama nie poszłaby na coś takiego z własnej woli. I pewnie za nic by czegoś takiego nie poprowadziła, a na pewno nie bandzie jakichś obcych pomyleńców. Byłaby pewnie skłonna udzielić kilku lekcji komuś, kogo zna, ale przy jej cierpliwości, taka nauka mogłaby się skończyć bardzo szybko i brutalnie. Odrzucenie tak banalnego wyzwania te strony tanatopraktorki byłoby jednak o wiele gorsze niż przetrwanie tych zajęć, więc trzeba było zacisnąć zęby i po prostu udowodnić, że potrafi narysować absolutnie wszystko, po prostu zazwyczaj nie ma na to ochoty.
Zdarzyło ci się słyszeć, żeby River o czymkolwiek opowiadała sporo? Musisz być jeszcze ciekawsza niż podejrzewałem.Przeniósł wzrok na rysowniczkę, zastanawiając się, czy to w ogóle było możliwe i czy była fizycznie zdolna do porządnego zwierzania się. Pokręcił w końcu głową, najwyraźniej dochodząc do bardzo konkretnego wniosku i znów skupił się na Ruelle, która sprawiała wrażenie dużo bardziej zaangażowana nie tylko w zajęcia, ale i w samą rozmowę. Zdecydowanie należał do osób, które nie były w stanie odpowiedzieć pozytywną energią, gdy ktoś starał się chociaż odrobinkę. W ogóle nie zraził go fakt, że żadna z nich nie jest fanką stylu, którego próbował tutaj nauczać. Może być przyzwyczajony do krzywych spojrzeń, gdy prezentował światu swoje dzieła?
Masz potencjał, to od razu widać. Po prostu jesteś nieoszlifowanazapewnił, przyglądając się jej rysunkowi. Cross oderwała spojrzenie od własnej kartki tylko na moment, by kątem oka spojrzeć na to, co powstawało przed Prescott. Była ciekawa, czy Caspar po prostu starał się być uprzejmy, czy w Rue naprawdę siedziały jakieś głęboko ukryte talenty.
Cholera, ja też nie stanąłem w kolejce i miałem nadzieję, że coś odwróci uwagę od mojej absencji.Westchnął ciężko, ale jego ton jasno wskazywał na to, że sobie żartuje i nie jest tym szczerze przejęty.
— Twoja absencja pozostała niezauważona, Caspar. Jak zwykle — zapewniła, nie odrywając się tym razem od rysunku. Nie każdy temat był przecież warty tego, by dla niego się rozpraszać – nawet jeśli pracą było coś równie kretyńskiego jak zamiana przedwiecznego boga w słodziaka.
Ale podpiszesz mi się później, prawda? Może być wieczorem, jeśli jednak nie macie na wtedy żadnych planów.Nachylił się bardziej w stronę artystki, odrywając dwie nogi krzesła od podłoża. Cross wywróciła tylko oczami i wyciągnęła rękę w stronę zestawu mazaków, które leżały na przeciwko Ruelle. Fernwood okazał się jednak szybszy. Złapał flamastry i odsunął je dalej, przez co nie była w stanie ich wziąć bez zawiśnięcia nad tanatopraktorką. Ich spojrzenia na moment się spotkały, jakby wymieniali jakieś telepatyczne komunikaty. Cross w końcu się podniosła i podeszła kilka stolików dalej, gdzie zauważyła identyczny zestaw.
Jest dużo bardziej urocza, kiedy warczy na wszystkich, a nie milczy, nie uważasz?zwrócił się do Ruelle, gdy rysowniczka wstała z miejsca. Nie próbował jednak mówić w taki sposób, by nikt poza nimi tego nie usłyszał. Cross w tym czasie wybrała z zestawu kilka kolorów i skierowała się z powrotem na swoje miejsce, po drodze obserwując prace innych. Zatrzymała się przy jednej dziewczynie i wskazała na jakiś fragment jej pracy flamastrem, pouczając ją na temat doboru kolorów. Nieznajoma już otwierała usta, by się oburzyć, ale zamyśliła się nad tą uwagą i chyba jednak uznała ją za zasadną, bo przejęła od River jeden z flamastrów. Nie starała się dodatkowo gromić Caspara wzrokiem. W całej złośliwości, którą sobie oferowali, była jakaś ciepła energia. Mimo wszystko mężczyzna obrócił się na moment, by przyjrzeć się uważnie rysowniczce, która tłumaczyła coś kolejnemu uczestnikowi jego warsztatów. Potarł gęsty zarost, starając się na szybko dokonać analizy jej zachowania i wyłuskać wszystkie powody, przez które mogła być jakkolwiek małomówna.
Ale ty chyba lubisz takich milczących i zamaskowanych, co? Ruchem głowy wskazał na jej rysunek, a właściwie na postać, na którą się zdecydowała. Cross nie była wprawdzie psychopatyczną morderczynią, ale... chwila, a może była? W sumie to nigdy o tym nie rozmawiały.
To czego jej jeszcze nie mówiłaś, czym mogę cię skompromitować, co, River? — zagadnął głośniej, żeby Cross nie miała żadnych wątpliwości, że oczekiwał odpowiedzi. Puścił nawet oczko do Prescott, otwierając się na każdy kierunek rozmowy, na jaki miała ochotę.
— Nie mam żadnych powodów do wstydu. Mów co tylko chcesz. W ogóle się nie przejmuj, że przejęłam twoje warsztaty — prychnęła, opierając się o ławkę obok gościa w opasce Wioski Ukrytej w Liściach, który prawdopodobnie trzymał w rękach flamaster po raz pierwszy w życiu. Caspar albo nie wyczuł albo w ogóle nie przejął się tym sarkazmem. Klasnął radośnie w ręce i obrócił się z powrotem do Prescott, jakby dostał błogosławieństwo na nękanie jej.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę, za każdym razem River stawiała sobie za punkt honoru, aby sprawić, że tanatopraktorka poczuje się tak jakby przegrała jakąkolwiek dyskusję jaka obecnie się toczyło. To był już chyba dosyć znany schemat jeśli chodziło o ich znajomość. Prescott musiała zatem nauczyć się ignorować pewne przytyki, aby nie brnąć dalej, gdy było to zupełnie niepotrzebne.
- Och, to że tobie nie podoba się pytanie nie znaczy, że nie jest odpowiednie - odparowała, ale nie naciskała dalej.
Nie zależało jej na odpowiedzi. Chciała się z nią jedynie trochę podrażnić, jak zwykle zresztą. Nie musiała w końcu wnikać w to kiedy po raz pierwszy River ją narysowała i w jakim kontekście. To nie było dla niej w tym momencie istotne. Liczyło się głównie to, że po raz kolejny przekomarzały się ze sobą tak jak robiły to już dziesiątki razy wcześniej, a to dziwne napięcie po niedawnej kłótni zdążyło się jeszcze bardziej zatrzeć.
Nie zależało jej na tym, aby nauczyć się jakiejkolwiek sztuki rysunku, bo najprawdopodobniej nigdy nie będzie jej do niczego przydatna, ale z pewnością mogła poświęcić nieco czasu na rozmowę z Casparem, bo ten ją wyraźnie zaintrygował. Działał Cross w jakiś sposób na nerwy, ale zdawał się tego kompletnie nie zauważać w całym swoim byciu radosnym, przyjaznym promyczkiem. Był naprawdę ciekawą osobą.
- Po prostu jestem ciekawa. Zresztą pewnie wszystko, co o mnie słyszałeś to same okropne rzeczy, więc ciekawiło cię czy na pewno jestem taka zła - kontynuowała lekko żartobliwym tonem, chcąc pociągnąć mężczyznę jeszcze trochę za język, bo to była jedna z ciekawszych rzeczy jakie miała do roboty.
Średnio była w stanie skupić się na rysunku, gdy miała obok siebie tak ożywionego rozmówcę. Dlatego też zdecydowanie szło jej to wszystko dużo wolniej nie tylko ze względu na fakt, że była niedoświadczona w sztuce rysunku, ale i przez to, że co chwila zerkała w kierunku blondyna.
- Przestań, Caspar. Jestem przekonana o tym, że każdego tak czarujesz - odparowała, a jej głos cały czas pozostawał lekki, gdy tylko rozprawiała z rysownikiem.
Znała go niecałą godzinę, a on naprawdę potrafił sprawić wrażenie jakby ich znajomość w rzeczywistości trwała całe lata. Na pewno jednak nie mógł odnaleźć szczególnego piękna w jej trochę nieporadnie kopiowanych kształtach. Starała się zwyczajnie przerysować to, co widniało na materiałach szkoleniowych. Efekt może i nie był całkowicie beznadziejny, ale na pewno nazwanie jej nieoszlifowanym talentem było mocno na wyrost.
- Twoja absencja na pewno została zauważona. Będziesz musiał jej to potem jakoś zrekompensować - dorzuciła od siebie, choć pewnie wcale nie musiała.
Nie miała pojęcia w co dokładnie pogrywał Fernwood. Czuła jednak, że ma jakieś tajemnicze ukryte intencje, których do końca nie była w stanie rozszyfrować. Stało się to tym bardziej jasne w momencie, gdy tak bezceremonialnie odsunął flamastry, które interesowały River, aby bardziej się wysiliła. Właśnie dzięki temu mieli okazję do tego, aby zostać przynajmniej w teorii sami, bo Cross wolała pójść do stolika parę stanowisk dalej niż wyciągać się po te przesunięte przez Caspara.
- Skoro tak twierdzisz - odpowiedziała, wzruszając ramionami. - Urocza nie jest raczej słowem, którego bym użyła, aby ją opisać w jakimkolwiek sensie niż sarkastyczny.
Postanowiła skupić się na chwilę na swoim własnym rysunku, starając się go jakoś dokończyć, gdy gdzieś w tle River pouczała kogoś na temat teorii kolorów czy czegokolwiek innego, a Caspar zamilkł dosłownie na chwilę. Nie sądziła jednak, aby ten stan miał się utrzymać szczególnie długo. Jak się okazało, nie myliła się wcale, bo mężczyzna zaraz postanowił skomentować jej wybór postaci, starając się w oczywisty sposób nawiązać do Cross, ale Ruelle nie zamierzała mu na to pozwolić.
- A może po prostu urodziłam się w piątek trzynastego i dlatego czuje pewną sympatię do tej serii? - zagadnęła, unosząc głowę, aby złapać spojrzenie intensywnie niebieskich oczu Fernwooda i uśmiechnąć się do niego delikatnie.
Nie kłamała, co do daty urodzin. Nie znaczyło to jednak, że ta franczyza była jej ulubionym filmem, horrorem czy nawet slasherem. Owszem, lubiła ją, ale nie jakoś przesadnie. Tym razem wybór Jasona wydawał się być po prostu jednym z pierwszych z brzegu i w miarę prostym do zrealizowania.
- Praktycznie nic mi nie mówi, więc możesz śmiało powiedzieć wszystko, co wiesz - rzuciła jeszcze, zachęcając go do tego, aby zdradził jej coś więcej.
W sumie nigdy nie rozmawiały zbytnio o jakiś konkretach. Wiedziała dosyć mało na temat samej RIver i tego, co było z nią związane. Zwykle się przekomarzały lub kłóciły. W zasadzie pierwszy raz od zakończenia szkoły spędzały czas na czymś wyjątkowo... normalnym.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”