ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

015
Jak powszechnie wiadomo, im konwent był większy, tym był bardziej prestiżowy. Cross lubiła takie wielkie spędy, bywała na nich nawet, jeśli nikt jej tam nie zapraszał jako autorki. Przez kilka dni mijało się tam tysiące ludzi i śmietankę ludzi, którzy poświęcili życie jakiejś sztuce – wszystko jedno czy to było aktorstwo, tworzenie gier czy cosplay. Takie miejsca po prostu tętniły twórczą energią. Jednak każdy z bywalców tych gigantów wiedział też, jaki niezapomniany klimat mają (zdaniem niektórych odchodzące do lamusa) małe, lokalne konwenty organizowane w budynkach jakichś szkół. I tym właśnie był RaccoonCon.
Konwent zaanektował teren jakiegoś liceum, które stało w tym miejscu dłużej niż samo Toronto – a przynajmniej na takie wyglądało. Mówiąc prościej, miejsce absolutnie idealne. Cross naprawdę cieszyła się na to wydarzenie. Tego typu spotkania sprawiały jej po prostu frajdę, a ona nieczęsto czuła taką zwyczajną radość z przebywania z ludźmi. Może to dzięki temu, że na pewno spotka tam swoich czytelników, a przecież lubiła być adorowana? No dobra, wystarczał jej fakt, że będzie miała okazję porozmawiać z podobnymi do siebie ludźmi, nie była przecież aż tak okropna i egocentryczna. Miała jednak prawo się puszyć, skoro organizatorzy uznali, że chcą posłuchać jej zdania w trakcie aż dwóch paneli. I niech ktoś jej potem wmawia, że powinna zamknąć mordę, bo nikt nie chce tego słuchać! Panel "Artysta jako okropny obserwator — etyka podglądania ludzi" odbywał się jako jeden z pierwszych, ale na szczęście nie sprawiło to, że sala, na której siedziała wraz z innymi autorami była pusta. Przed kolejnym panelem zdążyła nawet połazić po terenie, porozmawiać z losowymi osobami z napisem picking up someones mannerisms after spending time with them is like a lexical hickey, którą oczywiście od razu przypięła do długiej koszuli, która chyba miała udawać sukienkę. Dopiero po zakończonym panelu "Rysowanie chemii między postaciami — dlaczego nie wystarczy ładna para" miała całkowicie wolne i właśnie taką porę zasugerowała wcześniej Prescott.
Skierowała się w stronę stanowiska jej wydawnictwa, przy którym miały się spotkać. Uśmiechnęła się pod nosem, dostrzegając z daleka jej sylwetkę. Podeszła bliżej i zatrzymała się za plecami dziewczyny, która wodziła wzrokiem po produktach.
— Słyszałam, że to schodzi jak ciepłe bułeczki — odezwała się, nachylając się powoli nad ramieniem Prescott. Wyciągnęła przed nią rękę, w której trzymała nieduży plakat. Rysunek był bardzo ciasnym kadrem. Przedstawiał fragment damskiej żuchwy, napiętą linię gardła i okalającą ją czarną obrożę z nitami. Od kółka na łańcuszku po środku materiału była poprowadzona smycz, która napięta znikała gdzieś w rogu kartki, trzymana mocno przez damską dłoń z wieloma pierścionkami na palcach.
— I to. — Ruchem głowy wskazała kawałek dalej, gdzie wystawione były komiksy znajdujące się w aktualnej ofercie wydawnictwa. Oczywiście wśród nich było również ostatnie dzieło River Cross – Studium złego gustu. Na okładce narysowana była jakaś zatłoczona domówka, na której bawili się ludzie wyglądający tak, jakby ich jedyną linią obrony od okropieństw tego świata miał być wygląd udowadniający pewność siebie. Nie poświęcała im wielkiej uwagi, wiedziała przecież, o czym napisała i znała wszystkie inne wydania jej pracodawcy. Wolała skupić się na obecności Prescott. Wzięła minimalnie głębszy oddech, pozwalając jej zapachowi podrażnić swoje nozdrza. Przesunęła wzrokiem po szyi i innych odsłoniętych fragmentach skóry, przeprowadzając pobieżne oględziny cudzych śladów. Cross wyprostowała się w końcu, nawet nie muskając skóry na policzku tanatopraktorki. Mimo że wparowała w jej przestrzeń osobistą z typową dla siebie bezczelnością, w ogóle jej nie tknęła.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Enjoy the simplest things
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i Ruelle nie była stałą bywalczynią konwentów, ale była z nimi zaznajomiona. Wiedziała jak funkcjonują i jak powinna poruszać się między ludźmi. Zresztą nie była to jakaś szczególnie wielka filozofia.
O istnieniu RaccoonConu nie miałaby nawet pojęcia, gdyby nie to, że River postanowiła ją tu ściągnąć. Z jakiegoś powodu zdawało się, że bardzo jej na tym zależało, a Prescott nie miała pojęcia dlaczego. Mało brakowało do tego, aby postanowiła sobie całkowicie odpuścić. Naprawdę nie spodziewała się, że ich wymiana wiadomości tekstowych przybierze podobny obrót i stanie się tak napięta.
Coraz mniej wiedziała o co właściwie rysowniczce chodzi. Miała wrażenie, że coś zaczyna się między nimi psuć w nieoczekiwany sposób, a możliwy konflikt między nimi wkroczył na zupełnie nowy poziom. Nie mogła jednak wychwycić jego powodu, a coraz większa liczba interakcji wywoływała między nimi kolejne spięcia oraz dziwną atmosferę.
Przejrzała nawet plan konwentu oraz obecne na nim prelekcje. Brała na poprawkę to, że rzecz jasna może po raz kolejny pogryźć się z rysowniczką, która postanowiła ją zaprosić na to wydarzenia, a w takim wypadku Ruelle na pewno nie planowała, aby pieniądze poszły na marne. Mogła zatem wykorzystać swój czas na to, aby dowiedzieć się czegoś interesującego. Zwłaszcza, że panele dotyczyły nie tylko komiksów, ale też ciekawych zjawisk oraz zagadnień zarówno ze świata popkultury jak i nauki.
Otrzymała w końcu czas i adres w jednej z wiadomości tekstowych. Całe szczęście teren nie był ogromny, a przy wejściu znajdowała się informacja, z której zgarnęła mapę konwentu. Dlatego też bez większego problemu odnalazła odpowiednie stoisko, na którym Cross miała jej oczekiwać.
Nigdy wcześniej nie interesowała się ofertą wydawnictwa, do którego należała rysowniczka. W zasadzie nawet nie znała jego nazwy. Nic zatem dziwnego, że gdy tylko jej nie dostrzegła postanowiła bliżej przyjrzeć się pozycjom, które były oferowane na stoisku.
Nie minęło wiele czasu nim w końcu poczuła czyjąś obecność za sobą. Nawet zanim usłyszała jej głos, wiedziała, że musi to być River. Nie miała pojęcia czy mówi prawdę czy może koloryzuje ją w taki sposób, aby wywrzeć na tanatopraktorce większe wrażenie. Przesunęła jednak wzrokiem po zaprezentowanym jej plakacie, chłonąc wszystkie jego szczegóły.
- Powinnam zażądać procentu od sprzedaży za użyczenie wizerunku - skomentowała.
Nawet jeśli postać na plakacie była trudna do zidentyfikowania ze względu na jego kadr to obie doskonale zdawały sobie sprawę z tego kto był inspiracją do powstania tego skromnego dzieła.
Bezwiednie pobiegła spojrzeniem do komiksowego tomu, który znajdował się wśród innych pozycji na stoisku. Doskonale widziała znajdujące się na okładce nazwisko rysowniczki. Nie sądziła, aby było to coś, co przypadnie jej specjalnie do gustu. Pewnie nie zwróciłaby uwagi na na tę pozycję, gdyby nie uwaga River i fakt, że widniała na wydaniu jako autorka.
- Chcesz mnie naciągnąć, żebym kupiła coś od ciebie? - zapytała, odwracając się w końcu w jej stronę.
Przez moment Prescott kusiło, aby ją pocałować. Znajdowała się w końcu przecież tak blisko, a spojrzenie rysowniczki zdawało się ją wręcz studiować. Czuła na sobie jej wzrok, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że aktualnie sytuacja między nimi wydaje się, co najmniej napięta i dziwna. Nie chciała przekraczać jakiejś niepisanej granicy. Właśnie dlatego trzymała teraz ręce przy sobie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cross miała naprawdę dobry nastrój i nie podejrzewała, żeby spojrzenie Ruelle w oczy miało go jakkolwiek zepsuć. Nie zakładała z góry, że na pewno się pokłócą i będzie okropnie i to wcale nie dlatego że napisałam tamtego posta, zanim się pożarły i nie chciało mi się go poprawiać. Dobra, może trochę. I może jednak River trochę stresowała się tym spotkaniem. Była wkurwiona na Prescott, odkąd tylko wyszła z jej mieszkania, a wymiana smsów o dziwo w niczym nie pomogła, a raczej tylko ją dobiła. Wolała jednak skupić się na przyjemności, która potrafiła czerpać z samej obecności Ruelle w zasięgu wzroku.
— Żaden problem. Dam ci, ile chcesz — zapewniła spokojnym tonem. Nie była pewna, czy Prescott sobie żartuje czy naprawdę oczekiwała jakiegoś wynagrodzenia, ale nie miałaby żadnego problemu z wypłaceniem jej sumy, która by ją usatysfakcjonowała. Pieniądze w sztuce zawsze miały dla niej marginalne znaczenie. Nie miała też żadnych problemów z uznaniem jej współautorstwa, bo przecież gdyby nie Rue, ten rysunek pewnie w ogóle by nie powstał. Albo chociaż nie wyglądałby tak samo. Gorzej jak jej muza spodziewała się jakichś kokosów za współudział. No życia sobie raczej za to nie ustawi.
— Nie chcę. Próbuję Ci pokazać, że to rysowanie to nie mój sposób na podryw i że naprawdę istnieję — odparła, wzruszając ramionami. Ostatnie, co próbowałaby robić, to wciskanie jej swojej sztuki na siłę. Tej kompletnie z Prescott niezwiązanej, bo to, co powstawało dzięki jej inspiracjom, zawsze bardzo chciała jej pokazać. Wychodziła z założenia, że nie zmusi jej do bycia zainteresowaną, a nie potrzebowała niczego, co choć minimalnie zakrawałoby o litość lub opieranie się wyłącznie na uprzejmości. Ta paskudna wymiana zdań, którą miały za sobą, utwierdziła ją w przekonaniu, że nie powinna robić dla Rue żadnych wyjątków.
— Zdążyłaś już coś zwiedzić? Coś konkretnego cię interesuje? Mogę cię zabrać do części dla autorów, jeśli chcesz kogoś poznać w bardziej kameralnych warunkach. — Uniosła nadgarstek, na którym miała opaskę pozwalającą jej wchodzić wszędzie, gdzie tylko się da. Cofnęła się o krok, by stworzyć między nimi dystans, dzięki któremu powinno być łatwiej odrzucić na bok chęć dotknięcia jej. Nie działało to tak dobrze, jak sobie wymarzyła. Jeszcze raz zlustrowała ją uważnie wzrokiem, chcąc zapamiętać każde nowe oznaczenie na jej ciele. Ściągnęła brwi niezadowolona z faktu, że takie dostrzegała. Sama się o to prosiła, świdrując ją wzrokiem, więc mogła się wściekać wyłącznie na siebie. I właściwie powinna, bo od kiedy w ogóle ją takie rzeczy obchodziły? Musiała po prostu teraz zająć się czymś innym, na przykład spokojnym spędzaniem czasu, korzystając z dobrodziejstw konwentu. Skinęła na nią głową i ruszyła przed siebie w głąb szkoły, bo sterczenie przy stanowisku jej wydawnictwa nie było najlepszą zabawą, na jaką da się wpaść, a przecież obiecała, że zapewni jej rozrywkę. Nie była jeszcze pewna, jak ma to zrobić bez dobierania się jej do dupy, ale pewnie wpadnie na coś w międzyczasie. Wystarczyło improwizować.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Enjoy the simplest things
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak zwyczajne spędzanie razem czasu było dla nich czymś kompletnie nowym. Może dlatego, że zwykle wpadały na siebie przypadkiem, a ich spotkania były burzliwe i zwykle kończyły się tym, że nie potrafiły oderwać od siebie rąk. Tym razem było inaczej, a przez niedawną kłótnię, dziwną wymianę wiadomości po zdecydowanie zbyt miłym wieczorze i wszystko inne między nimi wytworzyło się jakieś naprawdę specyficzne napięcie, którego Prescott nie była nawet w stanie odpowiednio nazwać czy skategoryzować. Nie tak to powinno wyglądać.
- Niebezpieczne stwierdzenie. Jeszcze nie będziesz w stanie się wypłacić - stwierdziła tym swoim charakterystycznym tonem, który sprawiał, że trudno było określić czy dziewczyna żartuje czy może raczej mówi jak najbardziej poważnie.
Domyślała się, że z tego na pewno nie byłoby wielkich zarobków. Inaczej mieszkanie Cross wyglądałoby zupełnie inaczej, a ona nie rozkładałaby się na podrzędnym konwencie w szkole średniej o śmierdzącej sali gimnastycznej. Już w samo wytworzenie tego wszystkiego trzeba było sporo zainwestować i na pewno musieli się dostatecznie postarać, aby te koszta się zwróciły. Nie zamierzała więc okradać ich z tego wszystkiego.
- Dziwne. Myślałam, że faktycznie chodzi ci o wyrywanie kolejnych naiwniaczek i dlatego poświęciłaś większość swojego życia rysunkom oraz wkręceniu się w jakąś lokalną gildię wydawniczą - odpowiedziała jak zawsze w cięty sposób, najwyraźniej powoli wracając do tego dziwnego poczucia humoru, które zawsze przejawiały, gdy tylko znajdowały się blisko siebie.
Zdawała sobie sprawę z tego, że to była dla River poważna sprawa. Nie dało się podrobić sposobu w jaki rozprawiała o sztuce i swojej twórczości. Każdy nieodpowiedni komentarz w tej kwestii traktowała jak osobistą obrazę i naprawdę robiła się defensywna jeśli usłyszała jedno złe słowo. Była prawdziwą artystką.
- Przejrzałam pobieżnie plan konwentu. Widziałam coś o horrorach i komiksowych adaptacjach literatury grozy jak Poego czy Lovecrafta. Chyba było też coś związanego z kryminałami i psychologią... - odpowiedziała, bo chciała chociaż zorientować się w tym, co mogłaby tu robić, gdyby jednak szlag ją trafił w obecności River. - I dzięki, ale chyba nie ma tu nikogo, kogo chciałabym koniecznie poznać.
Nie zaczytywała się szczególnie w listę gości konwentowych, ale raczej nie była kimś kto posiadałby swoich wielkich idoli i chciał ich koniecznie poznać. Równie dobrze mogła po prostu trzymać się Cross i liczyć, że to ona jej zapewni jakąś rozrywkę zamiast próbować zrzucić to zadanie na innych.
- To jak chcesz mnie zabawić? - zapytała, ruszając za nią w dalszą część terenu konwentowego. - Wymyśl coś, Cross. To ty mnie tu ściągnęłaś.
Zapewne musiało coś jej chodzić po głowie. Na pewno nie robiła tego, aby przyglądać się uważnie jej skórze w poszukiwaniu śladów jakie mógł na niej zostawić ktoś inny. Znała to spojrzenie. I nie zamierzała pozwolić na to, aby to był główny punkt ich spotkania.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”