ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
170 cm
projektantka biżuterii szukająca pracy :)
Awatar użytkownika
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiOna, jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Kiedy panna Wilkinson wchodziła do szpitala, miała do wykonania misję. Nie szła tam w odwiedziny do chorych, ale poszła pogadać i rozeznać się, czy aby nie przyjęli tam kogoś do recepcji, bo była chętna. Inez szybko się uczyła nowych rzeczy, ale w razie gdyby jej odmówili to przyjmie się do mopa, bo tacy zawsze byli potrzebni. Oczywiście była ambitniejsza, ale tak czy siak, chciała przy okazji zrobić sobie reklamę i szukać nowych kontaktów do sprzedaży swojej biżuterii. I zawsze mogła trafić na jakiegoś jubilera bez pomysłu na klientów, który trafi tam z jakimś problemem, prawda? Dla Inez zawsze istniała nadzieja, bo ona wolała przyciągać szczęście, zamiast prawdziwych idiotów, a tacy to się zawsze znaleźli na jej drodze. I mimo iż nie lubiła szpitali, zaglądała tam czasem, by odwiedzić swoje przyjaciółki. O ile dyżurka pielęgniarek to zwyczajne miejsce, o tyle prosektorium to już coś innego. Kiedyś by tam nie weszła, a teraz? Będąc już zawieszoną na krawędzi życia i śmieci, po prostu przywykła do tematu trupów, no i jej nie przerażali zmarli. W końcu co jej zrobią? No nic.
Poza tym to było dobre miejsce do rozmów, bo nikt tam prawie nie wchodził.
Oczywiście kiedy załatwiła swoje sprawy, zajrzała do kawiarni, gdzie zakupiła dwie kawy. Czy czekała na kogoś? Nie tym razem. To raczej czekano na nią. Umieściła kubeczki w swojej przepastnej torbie, unieruchamiając je jakoś, by się nic nie wylało i jak gdyby nigdy nic, udała się do przybytku martwych, gdzie panowała jedyna i niepowtarzalna królowa umarlaków – Olivia Calvert.
Oczywiście dała znać, że zaraz przyjdzie i póki co czai się tam, gdzie w sumie nie powinna być. Od biedy jeśli ktoś ją zatrzyma, powie, że się zgubiła? Albo, że ma tam pracować i zwiedza sobie szpital? Mogła też powiedzieć prawdę, bo dlaczego nie? Poradzi sobie, ale tak się stało, że nie musiała zmyślać. Dotarła bez problemów i po prostu zapukała, a po chwili uchyliła drzwi do pomieszczenia i wsunęła tam głowę.
- Dzień dobry – rzuciła wesoło, chociaż panowała tam cisza, wiało chłodem i trąciło trupem. Ale nie była niemiła, każdy kiedyś przecież umrze. Inez przywykła do tej myśli. – Mam kawę i jakieś ciacha, no i nie zawaham się ich użyć! – było to dość groteskowe wejście, poza tym ten humor był już chyba z kategorii czarnego, ale Wilkinson już taka była – bezpośrednia. Poza tym szybko przywykała do warunków, w których była. Może powinna czuć respekt, lekką grozę i tak dalej, ale ostatecznie czy będzie cicho czy głośno, to i tak nikomu już nie zrobi różnicy.
- Trochę tu sztywno – zażartowała. – Ale przyszłam, więc będzie weselej – jej gadulstwo było znane chyba połowie personelu szpitala, bo jako pacjentka była trochę nieznośna. No bardziej niż zwykle. Kiedy mogła zwiać z sali, to właśnie tak zrobiła, a potem dostawała zjeb i tyle. Czy to ją powstrzymywało w czymś? A gdzie tam!
- Jestem pewna w pięćdziesięciu procentach, że mnie tu zatrudnią – dodała, czując atmosferę miejsca i dostała nawet lekkiej gęsiej skórki. – Czyli… może tak, może nie. Pewnie bardziej nie, niż tak. No ale zobaczymy – uśmiechnęła się promiennie.

Olivia Calvert
Kwiatek
32 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Z wolna zaczynała odczuwać brak kawy w organizmie czując, że opuszcza ją energia. Siedziała już w pracy kilkanaście ładnych godzin na przemian zajmując się to łatwymi, to bardziej skomplikowanymi sekcjami. Jedna z nich wyjątkowo siadła jej na psychikę - piętnastolatka, którą znaleziono wczoraj martwą. Nigdy nie czuła się dobrze, kiedy na stole lądowało dziecko lub osoba w tak młodym wieku. Emocje brały wtedy górę znacznie bardziej, niż w przypadku innych ofiar. Myśl, że ktoś miał przed sobą jeszcze całe życie, a której odebrano tę możliwość w sposób podły i nieludzki, była przytłaczająca. Dało się przejść do porządku dziennego z każdym poszkodowanym, ale krzywda tych najmłodszych bolała najbardziej, przypominając jej o przeszłości, z którą nadal nie potrafiła się pogodzić.
Odłożyła narzędzia, zabierając się za zszywanie ostatniego na tę chwilę ciała. Potrzebowała chwili przerwy na naładowanie baterii. Pracowała ostatnio tyle, że czas jej uciekał, a co za tym szło, uciekało i jedzenie, o którym zapominało. Plusem pracy w szpitalu z całą pewnością był brak strachu przed przytyciem, bo zwyczajnie nie było ku temu możliwości. Udanie się do kafejki było dość dalekie, a spożywanie posiłków tu, na dole, było raczej mało przyjemne.
Niespodziewanie zabrzęczał jej telefon, informując, że nadeszła wiadomość. Proszę, niech to tylko nie będzie powiadomienie o kolejnej zmarłej osobie. Liczyła się z każdą możliwością, ale może tym razem jej błagania zostaną wysłuchane. Przerwa, zwyczajnie krótka, tylko tyle potrzebowała. Odetchnęła z ulgą, kiedy na ekranie pojawiło się znajome imię.
Inez.
Uśmiechnęła się. Ta kobieta zawsze potrafiła ją zaskoczyć, pojawiając się w chwilach, w których była potrzebna najbardziej. Posiadała jakiś radar na socjalne wyczerpanie Calvert, czy po prostu była jasnowidzem?
Zaledwie kilka minut później usłyszała ciche pukanie, by zaraz ujrzeć ciemną czuprynę wślizgując się przez drzwi.
-Jak ty to robisz, że niemal zawsze wiesz, kiedy przyjść? Przyznaj, kiedy byłaś tu ostatnim razem, zamontowałaś kamery - zaśmiała się, kiedy przyjaciółka cała wtoczyła się do prosektorium, zamykając za sobą drzwi. - Och, czyli w taki sposób próbujesz mnie przekupić. Jestem za słaba, żeby odmówić - skomentowała. A zaledwie chwilę wcześniej myślała o tym, że jeść tutaj nie wypada.
-Inez - parsknęła śmiechem. Powinna przywyknąć do jej komentarzy, ale zaskakiwały ją i rozśmieszały każdorazowo, kiedy wypływały z ust młodszej kobiety. Były idealnym rozładowaniem atmosfery, pozwalając chociaż na chwilę oderwać się od ponurych myśli, które gdzieś pragnęły zaszyć się w ścianach umysły Calvert.
-Czyli ostatecznie się zdecydowałaś? Jeśli chcesz, mogę cię polecić, szepnąć do ucha komu trzeba - zaoferowała, uprzątając trochę ponuro wyglądające biurko, zawalone papierami.

Inez Wilkinson
30 y/o
For good luck!
170 cm
projektantka biżuterii szukająca pracy :)
Awatar użytkownika
Niepoprawna romantyczka, gaduła, promyczek radości i tak dalej... W skrócie? Kochana jest ♥
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiOna, jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Ona naprawdę była stuknięta, ale tak pozytywnie bardzo. Może nie powinna żartować sobie z nieboszczyków, ale co poradzi, że co pomyśli, to powie. Często nie była w stanie ugryźć się w język. Nie żeby nie miała szacunku dla zmarłych, miała, naprawdę. Po prostu czasem chciała palnąć coś głupiego lub zabawnego (opcjonalnie jedno i drugie), co trochę poprawi atmosferę.
- Wiesz co, nawet na cmentarzu bywa weselej – zauważyła, cytując zasłyszany kiedyś fragment tekstu.
- No cześć, kochana – uśmiechnęła się, bo nawet panująca tam aura śmierci jakoś nie mogła jej dobić.
- Zapytać o pracę można, przekonał mnie taki przystojniak z chirurgii. Trzeba się trzymać fajnych facetów, ale znając życie żaden by ze mną nie wytrzymał – podsumowała i wzruszyła ramionami. Inez pogodziła się (no prawie) z faktem, że zostanie sama, bo nie może trafić na takiego, co by miał poważne zamiary, a nie tylko przyjaźń z bonusem.
- Zostanę sama, a potem stanę się taką zrzędliwą starszą panią, która jest postrachem dzieciaków z dzielnicy. Albo wręcz przeciwnie, będę odjazdową staruszką, która pomyka ulicami na motorze – zaśmiała się z tej wizji. Cała Inez, bo chociaż potrafiła zachować powagę, to nie zawsze chciała. W tej chwili jej przyjaciółka też wydawała się przygnębiona, więc przyszło do niej słońce i oświetliło trochę ponure pomieszczenie.
Wyciągnęła przemycone kubki z kawą i postawiła je na biurku. Po chwili to samo zrobiła z pięknie pachnącymi, świeżymi ciachami ze sporym dodatkiem czekolady.
- No właśnie przekonuje mnie to miejsce, bo po pierwsze, tu mnie uratowali. Po drugie, pracują tu moje przyjaciółki, po trzecie, są tu przystojniacy, z którymi można poflirtować i po czwarte, można tu pohandlować biżuterią z personelem i pacjentkami – a ta znowu o swoim hobby, ale trochę kasy z tego miała. Zwracało jej się, więc nie było źle.
- Ja wiem, że w recepcji trzeba być dokładnym i poukładanym, a ja jestem gadułą, która czasem nie potrafi się streścić, ale przecież brałabym pracę na poważnie – no właśnie, to jakiś problem, ale… pewnie już o niej zapomnieli w tym szpitalu, bo przecież pełno tu pacjentów. Z tym, że ona nie była taka pokorna, gdy przestała umierać i nabrała sił. Nic nie poradzi, że roznosiła ją energia.
- Możesz interweniować. Ja wiem, że mój dorobek jeśli chodzi o pracę jest dość zwyczajny i nie mam wielkiego doświadczenia, ale szybko się uczę i potrafię być poważna. A jak się nie uda, to będę biegać z mopem, zawsze coś – no takiej oryginalnej salowej to chyba nigdy nie mieli.
- Jak tam dzisiaj? – zapytała już poważniejszym tonem i ze słyszalną troską.
Wilkinson mogła się śmiać i żartować, ale była też dobrą słuchaczką i wsparciem. Bardzo się przywiązywała do ludzi i naprawdę była z nimi związana. Odpłacała się im dobrem, bo w to wierzyła, nawet jeśli teraz znalazła się w miejcu, gdzie wiele historii mówiło coś na odwrót. I zło spotykało ludzi i istniało, a dobrzy ludzie też umierali w ten czy inny sposób.

Olivia Calvert
Kwiatek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”