- Uuu, to poważnie widzę. Dam Ci 10 dolarów, jak zatańczysz ładnie taniec nowoczesny… albo ostatecznie hip hop. - powiedział z uśmiechem, wyciągając z kieszeni spodni banknot, który tak naprawdę był stu-dolarowy, ale Eric się nie przyglądał - był świetnie przekonany, że akurat w tych spodniach miał dyszkę. Dobrze, że ich nie prał poprzedniego dnia, bo hajs by namiękł i już do niczego by się nie nadawał. Nagle jednak Stones spoważniał, a banknot schował z powrotem do kieszeni.
- W ogóle ej... jeśli serio potrzebujesz hajsu, to coś tam Ci mogę pożyczyć. Ostatnio trochę wygrałem, bo dobrze mecze udało mi się obstawić. - powiedział całkowicie poważnie, o czym zresztą świadczył jego wyraz twarzy. Ogólnie on to jednak czasami potrafił w bukmacherkę, dzięki czemu mógł cieszyć się bonusem w postaci dodatkowych pieniędzy na koncie. Oczywiście, po finale Mistrzostw dalej będzie obstawiał, bo jednak hajs ZAWSZE się przydawał, a nie zamierzał prosić ani rodziny, ani dziewczyny o finansowe wsparcie. Był silnym, niezależnym mężczyzną, który uważał, że z czymś, jak z czymś, ale z hajsem będzie umiał sobie poradzić - poza tym w sumie temat pieniędzy towarzyszył mu, odkąd pamiętał, bo jego ojciec potrafił całkiem sporo o nich gadać i podkreślać, jakie były WAŻNE. Dlatego też kazał Ericowi iść w biznesy, dzięki czemu stałby się biznesmanem, woził swój zadek czarnym Porsche i nie musiał martwić się o to, co zje następnego dnia. Niespodzianka! Teraz też tak nie było, tzn. akurat o jedzenie i auto się nie martwił ani trochę.
- No.. a czemu miałabyś się nie nadawać? Ten strój na pewno by Ci pomógł w zdobyciu fanów. - odparł, zabawnie poruszając brwiami.
- Zresztą wiesz... spróbować zawsze można, nie? - kontynuował swoją wypowiedź po wzruszeniu lekko ramionami.
- Poza tym, najwyżej poszukaj stóp na Tumblrze albo Pintereściee i je rozsyłaj. Ostatecznie zawsze możesz wygenerować w AI. Ciekawe, czy ktoś by się zorientował. - oto było pytanie i gdyby Carmen zdecydowała się na taki krok, istniała szansa, że otrzymałby odpowiedź. Gorzej, jeśli była tam jakaś weryfikacja, czy takowe zdjęcie już się znajdowało w sieci, bo bądź co bądź, baza stóp pewnie była OGROMNA. Eric pewnie mógłby to nawet sprawdzić, ale szczerze? Jego harmonogram był dość napięty (bo przecież praca + naprawa sprzętów + dziewczyna + pomoc Carmen), a w dodatku miał lepsze rzeczy do roboty niż sprawdzenie, ILE było w necie zdjęć z dolnymi kończynami.
- Dobra, dobra. Już nic nie mówię ani nie proponuję. - odparł, unosząc ręce do góry, jakoby się poddawał i nie zamierzał już więcej podrzucać żadnych głupich pomysłów.. a przynajmniej na razie. Bo on ogólnie słynął z przeróżnych pomysłów. Tak było od… praktycznie zawsze.
- Na moje to powinien dać radę. - powiedział, parskając śmiechem, gdy został nazwany mechanikiem. Aż wyobraził sobie siebie w niebieskich ogrodniczkach z latarką na czole i paskiem z narzędziami. Jego takim pobocznym i troszkę dalekim marzeniem kiedyś było zostać mechanikiem, ale przy bolidach albo innych samochodach wyścigowych - bardziej marzył o zostaniu kierowcą, bo
kierowanie takim bolidem musiało być mega. Ta prędkość…. aż się rozmarzył na sekundę lub dwie i cicho westchnął.
- Wiesz, że powiedziałaś to przy mnie, a ja to zapamiętam? - nieprawda, pewnie nie zapamięta.
- Co oznacza, że tak faktycznie będzie i jeśli po tej naprawie ZNOWU Ci się rozwali, jego następnym miejscem docelowym będzie złomowisko. Sam specjalnie poproszę o możliwość wejścia do maszyny, by go zgnieść. - i dla lepszego efektu, uniósł jedną ułożoną w pięść rękę, a drugą ustawił pod nią, by następnie wykonać ruch w dół, tzn. po prostu uderzył pięścią w dłoń, tylko nie z poziomu, a z pionu. Oczywiście nie omieszkał wykorzystać sytuacji, gdy Carmen stwierdziła, że więcej zrozumiałaby, gdyby powiedział to po koreańsku. Może i sporo słów zdążyło ulecieć mu z pamięci, ale nadal pamiętał ich wystarczająco dużo, by spróbować ją zaskoczyć.
- Dobra. 당신의 차가 고장났습니다. - co miało oznaczać
Twój samochód jest zepsuty. Ciekaw był, czy Carmen odgadnie albo może nawet będzie wiedziała, co kryło się pod tym, co powiedział, czy nie. Stał ze skrzyżowanymi rękoma w oczekiwaniu na odpowiedź, a zaraz parsknął, widząc reakcję Meksykanki na to, co powiedział o tym, ile będzie mogła wynieść naprawa.
- Może wcale nie będzie tak tragicznie. - powiedział, klepiąc Carmen pocieszająco po ramieniu i posyłając lekki uśmiech. Wiedział, że nie było to łatwe, bo jednak o wiele łatwiej przychodziło człowiekowi zakładanie najgorszych scenariuszy niż dopuszczanie do siebie tych bardziej optymistycznych. Sam łapał się na tym częściej, niż chciałby przyznać.
- Dopóki mechanik nie zajrzy pod maskę, wszystko to tylko domysły. - dodał, próbując dodać jej otuchy. W końcu niejedna awaria brzmiała groźniej, niż wyglądała w rzeczywistości. Także należało mieć nadzieję.
- A tylko spróbuj zupę przesolić, to… poważnie porozmawiamy. - powiedział, grożąc palcem, ale oczywiście żartował - nie zamierzał wyciągać żadnych konsekwencji ze słabo lub wcale nie doprawionych dań, bo przecież lepiej było zrobić coś łagodniejsze, niż np. przesolić lub przesadzić z ilością pieprzu - te dwie przyprawy akurat można było sobie samemu dodać i aż mu się przypomniało, jak raz jego ojciec się wkurwił, bo uważał, że żona a mama Erica, przesoliła jakieś danie, gdzie Eric uważał, że było bardzo smaczne. Oczywiście, wynikła kłótnia i jedno poszło do sypialni, a drugie zajęło miejsce na kanapie przed telewizorem.
- No to w takim razie pizza. - potwierdził, klaszcząc w dłonie i planując wybrać jakąś smaczną knajpkę, kiedy już odstawią auto Carmen u mechanika. Nie mógł się doczekać tego włoskiego placka z salami (lub peperoni) i jakimiś dodatkami w postaci kukurydzy, papryki i oliwek. Wzięcie dodatkowego sera również rozważał.
- Jak masz prysznic w szkole, to bez różnicy, czy przybiegniesz, czy przyjedziesz na rowerze. Ale szanuję, że wybierasz bieganie zamiast roweru. - odparł, bo to brzmiało jak niezłe poświęcenie, a jednak jadąc rowerem, można było poczuć wiatr, więc było odrobinę chłodniej i dodatkowo można było schować coś do koszyka z przodu albo położyć na bagażniku (aczkolwiek, rzecz jasna, wiele zależało od tego, jaki rower posiadała Torres).
No ale zaraz musieli przerwac rozmowę, ponieważ komu w drogę temu czas, a mechanik to jednak jak zając trochę - czynny był w określonych godzinach. Tak więc Eric po chwili wsiadł do swojego auta, a Carmen do swojego. Podróż przebiegła bez większych problemów - raz może ledwo na światłach zdążył i przejechał na późnym żółtym, ale na szczęście z obu stron nic nie jechało (choć oczywiście w głowie Erica zaczęły powstawać czarne scenariusze).
Po odstawieniu auta, gdy po rozmowie z mechanikiem, Torres wsiadła do auta Stonesa i zajęła miejsce pasażera, on zaczął wstukiwać w nawigację nazwę dobrej - jego zdaniem - włoskiej knajpki, którą odwiedził kilka tygodni wcześniej i pamiętał, że jadł tam naprawdę smaczną pizzę.
15-20 minut - tyle, według nawigacji, miała zająć im droga do restauracji.
Nie jest źle, zwłaszcza że ruch na ulicach jest całkiem płynny. pomyślał.
- W sumie to nic takiego. Wracałem z pracy, więc w niczym szczególnym mi nie przeszkodziłaś. - odpowiedział zgodnie z prawdą w momencie gdy nawigacja wydała z siebie komunikat:
Jedź prosto. Za 300 metrów skręć w lewo.
- I widzisz, nie zażądali wcale nie wiadomo ile za naprawę. - powiedział nagle, szturchając Carmen w bok, a jego wyraz twarzy mówił coś w rodzaju
A nie mówiłem.
Carmen Torres