ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

9
sceneria

Od ostatniego spotkania, które było zarazem pierwszym i zupełnie niespodziewanym, minęły trzy dni. To właśnie wtedy, Charly pocałowała go w usta – zupełnie przypadkowo, w geście radości, że dostała pracę w sali bankietowej. Sytuacja była na tyle komiczna, że postanowili kontynuować znajomość i wspólnie wybrali się na ciastko i kawę. Od tego czasu dziewczyna nie opuszczała myśli Noego ani na chwilę. Wymieniali wiadomości, a ich podobne poczucie humoru sprawiało, że uśmiechał się do ekranu telefonu nawet w trakcie pracy. Teraz siedział przy biurku, ale nie potrafił się skupić na dokumentach. Kiedy przychodziła wiadomość od Charly, od razu przerywał to, co robił, żeby odpisać. To właśnie dzisiaj mieli spotkać się znowu.
Do tego czasu nie potrafił usiedzieć w miejscu. Planował szczegóły wieczoru z taką intensywnością, że układał w głowie listę zakupów, a każda godzina w pracy dłużyła się w nieskończoność. Kiedy w końcu nadszedł dzień spotkania, od rana był w ciągłym ruchu, sprawdzał po kilka razy, czy ma wszystko, co potrzebne do zrealizowania pomysłu. Czuł, że sukces tego wieczoru zależy od każdego szczegółu, co tylko potęgowało jego zdenerwowanie. Miał tylko nadzieję, że dziewczyna nie ma lęku wysokości. Zaczął od przygotowania kosza piknikowego. Postawił go na blacie kuchennym i zaczął kolejno wkładać przedmioty, sprawdzając je dwa razy. Kieliszki, wino, jedzenie, przekąski i kilka świeczek dla klimatu. Nie zapomniał nawet o kocach, gdyby zrobiło się chłodniej. Wziął prysznic i tak przygotowany pojechał na umówione miejsce. Wjechał windą na ostatnie piętro wieżowca, a następnie wszedł po schodach na dach. Kosz był ciężki, a zawartość, którą starannie zapakował, wymagała ostrożności. Na tarasie wiatr był wyczuwalny, dlatego od razu zaczął szukać miejsca osłoniętego od podmuchów. Rozłożył na betonie koc w kratę, a na jego środku umieścił drewnianą deskę, po czym wyjął z kosza przygotowane produkty i poukładał na desce. Na koniec zajął się świeczkami. Gdy wszystko było gotowe, odsunął się, by sprawdzić efekt, a potem wysłał Charly wiadomość z podpiętą do lokalizacji pinezką.
Stał przy przygotowanym kocu, sprawdzając raz jeszcze, czy świeczki wciąż płoną, bo chociaż wiatr był słaby, to jednak wystarczający, by co chwilę kierować płomień w stronę szklanych osłonek. Ciszę przerywał tylko daleki szum miasta dochodzący z ulic kilkanaście pięter niżej. Noe spojrzał na butelkę wina i dwa puste kieliszki, które czekały na napełnienie. Sprawdził telefon, chociaż nie było żadnego nowego powiadomienia. Wytarł dłonie o spodnie, czując narastający chłód wieczoru. Każdy głośniejszy odgłos dobiegający z klatki schodowej sprawiał, że mimowolnie prostował plecy i wstrzymywał oddech. Czekał, zerkając co chwilę na drzwi prowadzące na dach, nie pewny, czy Charly się pojawi, czy może jednak zmieniła zdanie. Minuty mijały, a on czuł, jak jego niepokój rośnie z każdą kolejną minutą czekania.

Charly Hayes
21 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit

Gdyby ktoś jeszcze tydzień temu powiedział Charly, że przez dobre czterdzieści minut będzie stała przed szafą i analizowała zawartość swojej garderoby z powagą godną komisji egzaminacyjnej, prawdopodobnie wyśmiałaby go prosto w twarz. A jednak właśnie to robiła. Na łóżku leżało już kilka odrzuconych sukienek; jedna była zbyt elegancka, druga wyglądała tak, jakby wybierała się na wesele, natomiast trzecia prawiała wrażenie, że za bardzo się stara. Charly nie pamiętała, kiedy ostatni raz aż tak przejmowała się tym, co założy. Może dlatego, że nie była pewna, czym właściwie było to spotkanie. Noe nigdy nie użył słowa „randka”, ona również nie, a mimo to od rana łapała się na tym, że co kilka minut sprawdza telefon, zastanawiając się, czy przypadkiem nie napisał.
Ostatecznie jej wybór padł na jasnozieloną sukienkę. Delikatny materiał miękko układał się na sylwetce, odsłaniając ramiona i nogi, a asymetryczny dół poruszał się przy każdym kroku. Nie była przesadnie elegancka, ale wystarczająco wyjątkowa, by sprawić, że kiedy spojrzała na swoje odbicie w lustrze, przez chwilę sama się zawahała. Rozpuściła włosy, które miękkimi falami opadły na plecy, a makijaż ograniczyła do minimum. Chciała wyglądać dobrze, ale nie perfekcyjnie. Najbardziej niepokoiło ją jednak to, że była podekscytowana. Paskudnie, niebezpiecznie podekscytowana. Odkąd przeprowadziła się do Toronto, większość swojej energii poświęcała na przetrwanie kolejnych dni, znalezienie pracy i odnalezienie się w nowym miejscu. Tymczasem Noe pojawił się nagle i z jakiegoś powodu sprawił, że wszystko zaczęło wydawać się odrobinę lżejsze.
Gdy telefon zawibrował z nową wiadomością, niemal natychmiast otworzyła lokalizację. Zmarszczyła lekko brwi. Wieżowiec? — Albo planuje mnie porwać, albo jest bardzo kreatywny — mruknęła do siebie, chwytając torebkę.
Kilkadziesiąt minut później stała już w lobby jednego z najwyższych budynków w okolicy. Wysokie sufity, szklane ściany i połyskujące marmury sprawiały, że przez moment poczuła się nieco nie na miejscu. Wcisnęła przycisk windy i obserwowała, jak kolejne piętra pojawiają się na wyświetlaczu. Im wyżej się znajdowała, tym bardziej rosła jej ciekawość. Kiedy drzwi windy rozsunęły się na ostatnim piętrze, serce zabiło jej odrobinę szybciej. Przed sobą miała już tylko klatkę schodową prowadzącą wyżej. Na dach. Dopiero wtedy zaczęła rozumieć, że Noe rzeczywiście coś zaplanował.
Powoli weszła po schodach i pchnęła ciężkie drzwi. Chłodniejszy wieczorny wiatr natychmiast poruszył materiał sukienki oraz kilka luźnych kosmyków włosów. Przez krótką chwilę stała nieruchomo, całkowicie zaskoczona widokiem. Toronto rozciągało się pod nią morzem świateł; setki rozświetlonych okien, samochody przypominające niewielkie świetlne punkty i ciemna tafla jeziora odbijająca ostatnie ślady zachodzącego słońca. A pośród tego wszystkiego był on. Noe. Stojący obok rozłożonego koca, kosza piknikowego i migoczących świec. Przez moment po prostu na niego patrzyła. Na człowieka, który najwyraźniej włożył w ten wieczór znacznie więcej wysiłku, niż ktokolwiek zrobił dla niej od bardzo dawna, a następnie na ustach ciemnowłosej pojawił się powolny, szczery uśmiech. — Okej… — odezwała się w końcu, podchodząc bliżej. — Przyznaję, nie tego się spodziewałam. — rozejrzała się jeszcze raz po panoramie miasta, po czym spojrzała prosto na niego. — I teraz czuję ogromną presję, bo obawiam się, że następnym razem będę musiała przebić dach wieżowca. - rzuciła lekko, czując przy tym lekkie zdenerwowanie, a między nie wdarło się subtelne wzruszenie. Po raz pierwszy od śmierci rodziców poczuła się prawdziwie ważna.



Noe Villeneuve-Scott
wanilia
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe nerwowo przestępował z nogi na nogę, czując, jak chłodny wiatr coraz mocniej przenika przez jego koszulę. Raz jeszcze poprawił koc, wygładzając dłonią materiał, żeby nie było na nim żadnych zagnieceń. Wszystko wydawało się idealne, a jednocześnie w głowie miał tysiąc myśli – czy to miejsce na pewno było dobrym pomysłem? Może wolałaby zwykłą kawiarnię albo spacer w parku, gdzie nie trzeba było się wspinać na dach wieżowca?
Wzrokiem omiatał każdy szczegół. Poprawił jedną ze świeczek, która trochę za bardzo przechyliła się w stronę krawędzi, po czym znowu spojrzał na drzwi prowadzące na dach. Serce biło mu gdzieś w gardle. Każdy szmer za drzwiami sprawiał, że mimowolnie wstrzymywał oddech, czekając na dźwięk jej kroków. Czuł się trochę jak nastolatek, który pierwszy raz kogoś zaprasza, a nie jak dorosły facet. Kiedy spojrzał na telefon, wyświetlacz był ciemny. Cisza panująca na górze, przerywana miejskim szumem, sprawiała, że każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie. Nie mógł wysiedzieć w miejscu i już myślał, że dziewczyna się rozmyśliła, gdy usłyszał w końcu zgrzyt otwieranych drzwi. Odwrócił się szybko w stronę wejścia, wycierając dłonie o materiał spodni, bo nagle stały się wilgotne od nerwów.
Przez chwilę nie potrafił wydusić z siebie ani słowa, kiedy Charly weszła na dach, w jasnozielonej sukience. Ten kolor wyjątkowo do niej pasował i przyciągał wzrok. Patrzył na to, jak materiał lekko porusza się przy każdym jej kroku, kiedy zbliżała się do koca.
Poczuł nagły przypływ ciepła, który nie miał nic wspólnego z temperaturą powietrza. Czuł, że wybór miejsca był strzałem w dziesiątkę, bo w tym blasku świec wyglądała zupełnie inaczej niż w świetle dziennym, w którym widział ją ostatnio. Mimo zdenerwowania, uśmiechnął się do niej szczerze, próbując ukryć, jak bardzo ten widok go oszołomił, na jego twarzy wykwitł głupawy uśmiech, którego nie potrafił powstrzymać, a kiedy usłyszał żart o przebijaniu dachu, głośno się zaśmiał.
Obiecuję, że na następny raz wymyślę coś, co nie będzie wymagało od ciebie posiadania licencji pilota — odparł z lekkim uśmiechem, w którym wciąż czaiła się nuta nieśmiałości.
Zrobił krok w stronę koca, ruchem głowy wskazując na przygotowane miejsce. Czuł potrzebę, żeby wreszcie coś zrobić, bo stanie bezczynnie sprawiało, że czuł się trochę głupkowato. — Bałem się, że wiatr będzie większy albo że to po prostu okaże się głupim pomysłem — przyznał szczerze, biorąc w jedną dłoń butelkę wina, a drugą łapiąc za korkociąg. — Wino jest kanadyjskie, jednak nie jestem specjalistą ani koneserem win, więc mam nadzieję, że chociaż trochę będzie ci smakowało — dodał, napełniając kieliszki, po czym podał jej jeden z nich.
Odstawił butelkę i wyprostował się, wciąż trzymając w dłoni kieliszek. Czuł, jak jego pewność siebie rośnie z każdą chwilą, choć w głębi duszy wciąż trochę się stresował, czy ten wieczór nie okaże się dla niej zbyt dziwny.
Właściwie, to nie był jedyny powód, dla którego cię tu wyciągnąłem — zaczął spoglądając na nią z błyskiem w oku, jakby dzielił się sekretem. — Pamiętasz, jak ostatnio pisaliśmy o moich tatuażach? Doszedłem do wniosku, że samo ich policzenie zajmie nam pół nocy. Dlatego postawiłem na to miejsce. Jest wysoko, nikt nas stąd nie przegoni i nikt nie będzie tu zaglądał. Mamy mnóstwo czasu i nie musimy się spieszyć, a przy okazji obejrzymy sobie zachód słońca nad miastem i jak zgłodniejemy, to mamy też jedzenie - Przeniósł wzrok na okoliczne budynki, a potem wrócił do niej, wskazując dłonią na otaczającą ich przestrzeń dachu. Zawsze chciał obejrzeć zachód słońca z wieżowca w miłym towarzystwie i w końcu mu się udało.
Charly Hayes
21 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez moment po prostu stała w wejściu, nie ruszając się ani o krok. Nie dlatego, że zabrakło jej słów — choć to również — ale dlatego, że próbowała poukładać sobie w głowie widok. Miasto rozciągało się pod nimi niczym żywa mapa utkanych ze światła ulic. Wieżowce odbijały ostatnie promienie zachodzącego słońca, a niebo powoli przechodziło przez wszystkie odcienie złota, różu i granatu. Wiatr delikatnie poruszał materiał jej sukienki i rozwiewał włosy, ale Charly prawie tego nie zauważała. Bo jej wzrok zatrzymał się gdzieś pomiędzy świecami, kocem i mężczyzną stojącym pośrodku tego wszystkiego. Przez moment poczuła dziwne ukłucie pod mostkiem. Takie, którego nie doświadczała od dawna.
Jeszcze kilka tygodni temu Toronto było dla niej tylko miastem. Ogromnym, obcym i trochę przytłaczającym. Zbiorem ulic, których nie znała. Twarzy, których nie kojarzyła. Miejsc, do których wracała wyłącznie dlatego, że nie miała dokąd wracać bardziej. Czasami miała wrażenie, że jest tutaj przezroczysta. Że gdyby któregoś dnia po prostu zniknęła, nikt nawet by tego nie zauważył. A potem przypadkiem pocałowała pierwszą napotkaną osobę. I wszystko zaczęło się komplikować. Najgorsze było to, że coraz częściej łapała się na myśleniu o nim. Nie w ten spektakularny, romantyczny sposób, który pokazują w filmach. Bardziej niebezpiecznie. Ciszej. Tak, że czasem przypominała sobie coś zabawnego i odruchowo chciała mu o tym napisać. Tak, że kiedy trafiała na miejsce warte sfotografowania, zastanawiała się, co powiedziałby na ten widok. Tak, że zaczynała przyzwyczajać się do jego obecności. A Charly nie lubiła przywiązywać się do ludzi. Życie już wystarczająco wiele razy pokazało jej, jak kończą się takie historie.
Mimo to uśmiechnęła się szerzej.— Noe… — pokręciła głową z niedowierzaniem. — Ty naprawdę przygotowałeś randkę na dachu wieżowca. Nie było w tym pytania, raczej szczere zdumienie. Powoli ruszyła w jego stronę, pozwalając spojrzeniu przesuwać się po każdym szczególe. Świecach. Kocu. Winie. Jedzeniu. Wszystkich tych drobiazgach, które mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa. Bo ktoś poświęcił czas. Pomyślał. Postarał się. Dla niej.— A ja przez pół godziny zastanawiałam się, czy ta sukienka nie jest przesadą. — zaśmiała się cicho. — Teraz czuję się zdecydowanie niedostatecznie przygotowana.
Dopiero wtedy spojrzała na niego uważniej i natychmiast zauważyła to, czego chyba nie chciał pokazać. Był zdenerwowany. Naprawdę zdenerwowany. Ten widok rozczulił ją bardziej, niż powinien.— Wiesz, że wyglądasz teraz tak, jakbyś za chwilę miał zdawać najważniejszy egzamin w swoim życiu? — zapytała z rozbawieniem.
Przyjęła kieliszek z jego dłoni, a kiedy ich palce musnęły się na ułamek sekundy, poczuła ten znajomy już impuls przebiegający gdzieś pod skórą. I z całych sił postanowiła go zignorować.— Po pierwsze, nie ma świata, w którym uznałabym to za głupi pomysł. — uniosła lekko kieliszek. — Po drugie, jeśli to wino okaże się okropne, wspólnie uznamy, że był to świadomy element artystycznej wizji wieczoru. Zaśmiała się cicho, po czym odwróciła głowę w stronę miasta. Przez moment milczała.— A po trzecie… — odezwała się. — Chyba nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Słowa opuściły jej usta zanim zdążyła je zatrzymać.
Przez krótką chwilę patrzyła gdzieś przed siebie, obserwując światła zapalające się jedno po drugim w oknach odległych budynków.— Więc zanim zaczniesz analizować, czy było warto organizować tę całą operację specjalną… — spojrzała na niego ponownie, a jej uśmiech złagodniał. — Było warto, Noe.Naprawdę było.
Usiadła na kocu, podciągając nogi pod siebie i przez moment obserwowała zachodzące słońce. Potem przeniosła wzrok na niego. I nagle doszła do wniosku, że widok siedzący obok zaczynał stanowić dla niego coraz poważniejszą konkurencję.— Dobrze. — uniosła brew. — Skoro już wykorzystałeś zachód słońca, panoramę Toronto i prawdopodobnie połowę budżetu miasta, żeby przekonać mnie do liczenia tatuaży, to chyba nie mam wyjścia. Przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się z rozbawieniem.— Tylko ostrzegam. Fotografowie mają obsesję na punkcie szczegółów. Więc jeśli pomylę się o jeden tatuaż, będę musiała liczyć od początku.



Noe Villeneuve-Scott
wanilia
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noe odczekał chwilę, widząc, że Charly wciąż chłonie widok miasta. Jego uwaga skupiła się na sposobie, w jaki wiatr bawił się jej włosami, co sprawiło, że na moment zapomniał o stresie związanym z organizacją tego wieczoru. Przyglądał się jej, zastanawiając się, co teraz czuje i czy widok wywarł na niej takie wrażenie, jakiego się spodziewał. W końcu usiadł na skraju koca, zostawiając miejsce, by mogła usiąść obok.
Słysząc jej śmiech, poczuł ulgę, bo najwyraźniej wszystko było w porządku. Spojrzał na nią, gdy podchodziła bliżej i musiał przyznać przed samym sobą, że wcale nie przesadziła z sukienką. Wyglądała w niej tak dobrze, że przez sekundę zapomniał, co chciał odpowiedzieć.
Jeśli myślisz, że ta sukienka to przesada, to ja chyba powinienem się martwić, że założyłem zwykłe spodnie i koszulę — odparł z lekkim rozbawieniem, patrząc na nią z dołu. Wskazał dłonią puste miejsce na kocu obok siebie. — Wyglądasz świetnie, naprawdę. Nie martw się o to, czy jesteś przygotowana. To ja miałem plan, a ty masz tylko siedzieć i patrzeć na zachód słońca. I pić wino, oczywiście — dodał, uśmiechając się.
Był zaskoczony tym, jak szybko go rozgryzła. Chciał zaprotestować w jakiś żartobliwy sposób, ale zrezygnował z tego. Odstawił swój kieliszek na koc, żeby nie rozlać wina przez i oparł się na łokciach, wpatrując się w nią przez chwilę w milczeniu.
Bo trochę tak się czuję — przyznał w końcu. — Wszystko miało być idealnie, a teraz siedzę i zastanawiam się, czy nie wymyśliłem czegoś głupiego. - Zaśmiał się pod nosem, ale był to śmiech z samego siebie.
Jego palce, które przed chwilą miały kontakt z jej dłonią, wydawały się nienaturalnie ciepłe. Żeby nie dać po sobie poznać, że ten przelotny dotyk na niego zadziałał, zaczął wygładzać nieistniejące fałdki na kocu.
Cieszę się, że tak mówisz — powiedział, po czym zamilkł na chwilę, pozwalając sobie na szczery uśmiech. — A co do wina, to załatwione. Jeśli będzie smakować jak ocet, to po prostu stwierdzimy, że jesteśmy bardzo wyrafinowani i nie każdy rozumie nasz gust — zażartował. Został w tej samej pozycji, lekko pochylony w jej stronę.
Po tych słowach stres, który towarzyszył mu od rana, zniknął. Siedział chwilę nieruchomo, patrząc na nią, jakby chciał się upewnić, że faktycznie to powiedziała, aż w końcu odetchnął głęboko i zmienił pozycję, siadając wygodniej na kocu i podciągając kolana pod brodę.
Kamień z serca — powiedział, śmiejąc się pod nosem i sięgnął po butelkę wina, żeby jej dolać, choć w kieliszku wciąż było jeszcze sporo. Na dźwięk ostrzeżenia o liczeniu od nowa, na twarzy chłopaka pojawił się szeroki uśmiech. — Jeśli masz zamiar liczyć od początku przy każdej pomyłce, to obawiam się, że zejdzie nam tutaj do wschodu słońca — odparł z udawaną powagą, patrząc na nią z rozbawieniem.
Przesunął się nieco bliżej, żeby móc lepiej widzieć, na który fragment jego skóry w danej chwili skieruje swój wzrok. Czuł, że ta sytuacja – choć wciąż dla niego nowa – sprawia mu ogromną frajdę. Wiedział, że tatuaży ma sporo i wiele z nich było ukrytych pod rękawami koszuli, więc czekało ich sporo roboty.
Dobrze, niech będzie. Zasady przyjęte. Skoro jesteś fotografką i masz taką obsesję na punkcie szczegółów, to nie będę ułatwiał zadania. Od czego zaczynamy? Od tych widocznych, czy od razu przechodzimy do poziomu trudniejszego? — Zapytał, wskazując na swoje przedramiona, na których podwinięte rękawy koszuli odsłaniały pierwsze wzory. Czuł, że stres, który wcześniej go zjadał, zupełnie zniknął, zastąpiony przez coś znacznie przyjemniejszego i bardziej ekscytującego.

Charly Hayes
21 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez większość swojego życia, a przynajmniej od czasu, kiedy zaczęła wzbudzać zainteresowanie przedstawicieli płci przeciwnej, Charly uparcie trzymała się zdania, że nie umawia się na randki. Sądziła, że słowo to niesie ze sobą zbyt wiele oczekiwań, których nigdy nie chciała spełniać. Randka oznaczała bowiem pewien rodzaj zobowiązania. Konieczność zastanawiania się, czy powiedziało się coś odpowiedniego, czy druga osoba odebrała dany gest w taki, a nie inny sposób i czy przypadkiem nie zaczynało się tworzyć czegoś, czego wcale nie planowała. Znacznie łatwiej było jej określać takie spotkania mianem zwykłego wyjścia, kawy albo spontanicznego spędzenia czasu. Nazwy miały znaczenie, bo dopóki czegoś nie nazwała, mogła udawać, że nie musi się tym przejmować. Problem polegał na tym, że siedząc teraz na kocu z widokiem na miasto, z kieliszkiem wina i mężczyzną, który najwyraźniej poświęcił sporo czasu, aby przygotować dla niej ten wieczór, coraz trudniej było jej przekonywać samą siebie, że to tylko zwykłe spotkanie. Szczególnie kiedy zauważyła, że Noe faktycznie przejął się tym, czy dobrze się bawiła. Nie chodziło nawet o samą organizację czy miejsce. Bardziej o tę niewymuszoną uwagę, której nie oczekiwała. O to, że zamiast próbować zrobić na niej wrażenie, po prostu chciał sprawić, aby czuła się dobrze. Dlatego jego komentarz o sukience wywołał u niej cichy śmiech, chociaż przez krótką chwilę poczuła znajome ukłucie zakłopotania. Komplementy nigdy nie były czymś, z czym szczególnie dobrze sobie radziła. Nie dlatego, że ich nie słyszała, ale dlatego, że zazwyczaj nie wiedziała, co właściwie powinna z nimi zrobić. Przyjąć? Podziękować? Udawać, że nie zrobiły na niej żadnego wrażenia? Zawsze miała wrażenie, że znacznie łatwiej było jej przyjąć krytykę niż coś miłego. Krytyka wymagała obrony. Komplementy wymagały jedynie pozwolenia sobie uwierzyć, że ktoś naprawdę tak uważa. — Wiesz, że właśnie powiedziałeś coś, co powinno sprawić, że poczuję się jeszcze bardziej niezręcznie? — zapytała z rozbawieniem i rozbrajającą szczerością, którą na co dzień się charakteryzowała, zajmując miejsce obok niego. — Bo teraz nie wiem, czy mam udawać, że nie usłyszałam komplementu, czy oficjalnie przyznać, że doceniam fakt, że poświęciłeś kilka sekund, żeby mnie pochwalić. — dodała, unosząc lekko brew, choć uśmiech zdradzał, że zdecydowanie bardziej bawiła ją ta sytuacja, niż faktycznie ją krępowała.
Ułożyła dłonie na kolanach, jeszcze przez chwilę spoglądając przed siebie. Miasto rozciągające się pod nimi wyglądało niemal nierealnie, a świadomość, że ktoś zabrał ją dokładnie w takie miejsce, zamiast po prostu wybrać najbliższą restaurację, była zaskakująco przyjemna. — Ale skoro twierdzisz, że moim jedynym zadaniem jest siedzenie i oglądanie zachodu słońca… — spojrzała na niego z udawaną powagą. — To chyba pierwszy raz w życiu dostałam tak łatwe zadanie. Zazwyczaj ludzie oczekują ode mnie podejmowania decyzji albo przynajmniej udawania, że wiem, co robię. - zaśmiała się cicho, po czym sięgnęła po kieliszek. — Chociaż ostrzegam, Noe. Jeśli to wino okaże się równie dobre jak widok, możesz przypadkiem podnieść poprzeczkę za wysoko. — rzuciła, posyłając mu rozbawione spojrzenie. — A później będziesz musiał tłumaczyć, dlaczego wszystkie kolejne zachody słońca będą wyglądały rozczarowująco. Jeszcze kilka dni temu prawdopodobnie uchwyciłaby ten moment bez zastanowienia. Zachód słońca, miasto pod nimi, jego niepewny uśmiech. Teraz zamiast automatycznie szukać aparatu, przez krótką chwilę poczuła dziwną pustkę, jakby zabrano jej możliwość zatrzymania czegoś ważnego.
Mimo całej otoczki, która bardziej skłaniała do melancholii niż żartów, Charly nie potrafiła nie być zwyczajnie sobą. Doceniała ten bardzo romantyczny gest, jaki Noe dla niej wykonał, chociaż samo przyznanie tego przed nim prawdopodobnie byłoby dla niej znacznie trudniejsze niż powinno. Nie dlatego, że nie potrafiła okazywać wdzięczności. Bardziej dlatego, że przez lata nauczyła się ostrożnie podchodzić do wszystkiego, co mogło mieć dla niej większe znaczenie. Przyjmowanie czyjejś troski było czasami znacznie trudniejsze niż jej okazywanie. Dlatego widząc jego szczere zakłopotanie i tę odrobinę niepewności, która zupełnie nie pasowała do obrazu osoby, która jeszcze chwilę dwa dni temu z takim spokojem opowiadała o pisaniu, uśmiechnęła się lekko. Było coś rozbrajającego w tym, że Noe — mimo całego wysiłku, jaki włożył w przygotowanie tego wieczoru — nadal zastanawiał się, czy zrobił wystarczająco dużo. — Wiesz, że właśnie udowodniłeś jedną rzecz? — odezwała się po chwili, przechylając lekko głowę. — Że ludzie, którzy najbardziej się starają, zazwyczaj są tymi, którzy jako pierwsi zakładają, że coś zepsuli. — zauważyła z rozbawieniem. — Gdybyś naprawdę wymyślił coś głupiego, prawdopodobnie siedziałabym teraz i zastanawiała się, jak uprzejmie powiedzieć ci, że doceniam wysiłek, ale następnym razem może po prostu kawa. -zaśmiała się cicho, pozwalając, aby napięcie między nimi jeszcze trochę opadło. Dopiero po chwili zauważyła, że Noe znajdował się odrobinę bliżej niż wcześniej, a jego ruchy zdradzały więcej niż słowa. Nie była pewna, czy bardziej rozbawiało ją to, że on próbował ukryć swoje zdenerwowanie, czy fakt, że sama zaczynała zwracać uwagę na takie szczegóły.
Na szczęście temat tatuaży pojawił się w idealnym momencie. Był wystarczająco lekki, żeby odsunąć odrobinę tę dziwną świadomość, że siedzą obok siebie coraz bardziej swobodnie, a jednocześnie dawał jej pretekst do zajęcia się czymś konkretnym. Charly zawsze lepiej czuła się wtedy, kiedy mogła coś obserwować, analizować i szukać szczegółów. — Ostrzegam, że właśnie popełniłeś błąd, dając fotografce możliwość dokładnego przyjrzenia się czemukolwiek. — rzuciła, sięgając po kieliszek i upijając niewielki łyk wina. — Mam tendencję do przesadnego analizowania rzeczy. Ludzi też, ale spokojnie, jeszcze nie zacznę robić ci katalogu cech charakteru. — dodała, posyłając mu rozbawione spojrzenie.
Mimochodem przeniosła wzrok na jego przedramiona, przyglądając się pierwszym wzorom widocznym spod podwiniętych rękawów. Tym razem nie patrzyła jednak wyłącznie jak fotograf. Bardziej jak ktoś, kto próbował odczytać historię zapisaną na czyjejś skórze. Tatuaże zawsze ją intrygowały. Nie dlatego, że uważała je za szczególnie wyjątkowe same w sobie, ale dlatego, że prawie zawsze kryła się za nimi jakaś decyzja. Czasem przemyślana latami, czasem spontaniczna, ale nigdy zupełnie przypadkowa. Wyciągnęła dłoń, zatrzymując ją jednak kilka milimetrów nad jego skórą, jakby przypomniała sobie, że może jednak powinna najpierw zapytać o pozwolenie. — Dobra, zaczynamy od widocznych. — stwierdziła z pełną powagą, jakby właśnie rozpoczynała wyjątkowo skomplikowane badanie naukowe. — Ale mam jeden problem. - spojrzała na niego, marszcząc lekko brwi, zupełnie jakby naprawdę analizowała trudną sytuację. — Nie zobaczę wszystkiego, jeśli będziesz siedział ubrany.
Dopiero po chwili dotarło do niej, jak dokładnie zabrzmiały jej słowa. Zawiesiła spojrzenie na jego twarzy i przez sekundę sama wyglądała na zaskoczoną własną bezpośredniością. — To znaczy… — zaczęła szybko, unosząc dłoń w obronnym geście. — Nie całego. Nie patrz tak. Chodziło mi o koszulę. paraknęła śmiechem, czując, jak odrobina ciepła pojawia się na jej policzkach. Najgorsze było to, że naprawdę nie miała w tym żadnego drugiego dna. Jej mózg po prostu po raz kolejny uznał, że zanim rozsądek zdąży się wypowiedzieć, on sam podejmie decyzję. — Po prostu podwijanie rękawów trochę mija się z celem, jeśli mam udawać, że robię to profesjonalnie. — dodała, próbując odzyskać resztki powagi. — A przypominam, że sama powiedziałam, że mam obsesję na punkcie szczegółów. To profesjonalne podejście. - zrobiła krótką pauzę, po czym spojrzała na niego z cieniem rozbawienia. — Chociaż przyznaję, że mogłam to ująć trochę lepiej.



Noe Villeneuve-Scott
wanilia
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Siedział nieruchomo, wpatrując się w punkt gdzieś na linii horyzontu, ale jego myśli uciekły zupełnie gdzie indziej. Gabriela wciąż tkwiła w jego pamięci jak głęboko wbita drzazga, której nie dało się już usunąć bez rozrywania wszystkiego dookoła. Przez te wszystkie lata nauczył się z tym bólem żyć, traktując go jak nieodłączny element swojej codzienności, choć żadna inna kobieta nie miała szans zbliżyć się do niego tak jak ona. Teraz jednak, siedząc obok Charly, czuł coś zupełnie nowego. Jej obecność była jak kojący miód na tę wiecznie jątrzącą się ranę. Czuł, jak dziewczyna powoli otula jego serce warstwą ciepła, której tak bardzo potrzebował. Noe mocno zacisnął dłoń na krawędzi koca, wbijając paznokcie w materiał. Postanowił, że zrobi wszystko, by to uczucie do Charly urosło w siłę i wyparło dawne wspomnienia. Chciał, żeby to ona stała się dla niego najważniejsza, nawet jeśli na razie był to tylko mały początek. Czuł, że ma szansę na coś normalnego, a to było dla niego w tej chwili najważniejsze.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem, bo nie mógł połapać się w tym, co powiedział. Czuł się trochę głupio nie wiedząc o co chodzi, drapiąc się po karku i próbując powstrzymać nerwowy uśmiech. Na szczęście Charly szybko rozwiała jego niewiedzę, wyjaśniając o coo chodzi. - Po prostu nie dało się nie zauważyć, że wyglądasz świetnie. - odparł ze szczerym uśmiechem.
Cieszyło go, że najwyraźniej dobrze trafił z wyborem miejsca, bo przez całe popołudnie stresował się, czy to nie jest zbyt dużo albo wręcz przeciwnie – zbyt mało. Patrzył na jej profil i próbował sobie wyobrazić, o czym teraz myśli, patrząc na światła miasta. Sam nigdy nie przywiązywał wagi do takich rzeczy, ale widząc ją, zaczął inaczej patrzeć na otaczający ich widok. Czuł, że ta chwila jest czymś znacznie ważniejszym niż tylko zwykłym wieczorem, i obiecał sobie, że zrobi wszystko, by tego nie zepsuć. Chciał zapamiętać każdy szczegół tego wieczoru, żeby móc do niego wracać, gdy w głowie znowu zaczną pojawiać się smutne wspomnienia o Gabi.
Jeśli poprzeczka ma być wysoko, to niech tak zostanie — odparł z uśmiechem, przyglądając się jej uważnie. — A co do tłumaczenia, to jakoś sobie poradzimy. Może po prostu będę musiał zadbać o to, żebyśmy zawsze mieli w zanadrzu trochę lepszego wina albo chociaż dużo gorszego, żeby ten wieczór wydawał się jeszcze lepszy. Nie martw się, na nudne wieczory przyjdzie jeszcze czas, ale dzisiaj po prostu cieszmy się tym widokiem. I spróbuj tego wina, zanim zaczniesz mnie rozliczać z wysokich wymagań.
Chciał, żeby ten wieczór był dla niej wyjątkowy, a to, że wydawała się to dostrzegać i w dodatku się uśmiechała, sprawiało, że wszelkie jego obawy zaczęły znikać.
Wiesz, zaczynam myśleć, że masz rację — odpowiedział nie spuszczając z niej wzroku. — Może po prostu za bardzo chciałem, żeby wszystko wyszło idealnie. - Słuchał jej z uwagą, a śmiech dziewczyny sprawił, że w końcu poczuł, jak resztki stresu odpuszczają. Przesunął się jeszcze odrobinę bliżej niej. — Czyli kawa byłaby znakiem? — zapytał, posyłając jej szeroki uśmiech. — Dobrze wiedzieć na przyszłość.
Zaśmiał się krótko, gdy temat zszedł na tatuaże. Przesunął się jeszcze bliżej, żeby jej ułatwić zadanie, i podwinął rękawy koszuli jeszcze wyżej, odsłaniając przedramiona, na których roiło się od rozmaitych wzorów.
Śmiało, kataloguj, jeśli chcesz — odparł z zadziornym błyskiem w oku, nie cofając ręki. — Ostrzegam, że jeśli chodzi o tatuaże, to większość z nich ma swoją historię, więc możesz nie skończyć na samym oglądaniu. To co, od czego zaczynamy?
Poczuł lekkie mrowienie w miejscu, gdzie jej dłoń niemal stykała się z jego skórą, a kiedy wycofała się, omal nie parsknął śmiechem, który szybko zmienił to w uśmiech.
Skoro chcesz się przyjrzeć, nie będę cię ograniczał ubraniami — odparł, puszczając do niej oko i nie czekając, zaczął odpinać guziki koszuli, nie spuszczając przy tym wzroku z jej twarzy. Czuł, jak serce bije mu nieco szybciej. — Tylko nie mów, że muszę ci opowiadać historię każdego, bo obawiam się, że wino się skończy, zanim przejdziemy do połowy — rzucił żartobliwie, rozpinając koszulę do końca i odsłaniając pokryty jeszcze większą ilością tatuaży, tors i brzuch.
Roześmiał się, widząc jej reakcję. Wcale nie wyglądał na zaskoczonego jej wpadką – przeciwnie, sprawiał wrażenie, jakby dokładnie na to czekał. Powolnym ruchem zsunął koszulę z ramion i rzucił ją na koc, nie spuszczając z niej wyzywającego wzroku. Przybliżył się do niej, że niemal stykali się ramionami, a w jego oczach błysnęło rozbawienie.
- Jeśli jednak uznasz, że reszta ubrań też cię ogranicza, po prostu daj znać. Zawsze możemy się ich pozbyć, żeby nic ci nie zasłaniało - puścił do niej oczko i uśmiechnął się półgębkiem, wyraźnie bawiąc się tym, jak bardzo Charly stara się utrzymać swoje profesjonalne podejście, mimo że oboje wiedzieli, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. - Skoro masz obsesję na punkcie szczegółów, nie chcę, żebyś czuła się rozczarowana tym, co masz przed oczami. Zaczynasz od góry czy wolisz sprawdzić, co mam jeszcze, hmmm, niżej?

Charly Hayes
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”