-
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nigdy nie miał zamiaru łamać serc, ani sprawiać zawodu. On po prostu... nie mógł inaczej, bo nie był w stanie rozkazać sercu, by czuło inaczej. Nigdy nie chciał rozczarować Jamie, ani nie chciał się zakochać w Eden. Wyszło inaczej. Zdjęcie mówiło samo za siebie. Ona mu ufała, a on ją kochał.
- Nie skasuję, bo mi się podoba. Do twarzy Ci było z taką fryzurą - uśmiechnął się ciepło. - Zostawiam wszystko, co sprawia, że się uśmiecham - powiedział z przekonaniem. To, że niektóre powodowały równocześnie ból w sercu, było inną sprawą. On nie chciał zapomnieć tego, co mimo wszystko było ważne i dobre, nawet jeśli ciągle przypominały mu o tym, że przegrał i stracił to, co kochał najbardziej.
- Co mam poradzić na to, że większość kobiet jest sporo niższa ode mnie. Nie szukałem nigdy związków z siatkarkami czy koszykarkami. Lubię się przytulać i drobniejsze osoby jest łatwiej i lepiej - zawsze wyglądał na ochroniarza, co było dość urocze. Czasem wydawało się, że żadna do niego nie pasuje. Mimo to było zupełnie na odwrót.
- Przynoszę innym pecha. Czego dotknę, to spieprzę - podsumował swoje związki kilkoma słowami. - Nie wiem, może nie jest mi pisane szczęście, spokój i prawdziwe uczucie. Nigdy nie chciałem wpakować Was w trudne sytuacje. Albo chciałem za mało, albo za dużo - i często było mu wstyd, że nie mógł być całkowicie zaangażowany. Nie lubił robić nadziei, gdzie było o to trudno. Wolał się wycofać, by nie było gorzej.
- Jestem pewien, że znajdziesz sobie kogoś o wiele mądrzejszego ode mnie. Zasługujesz na kogoś, kto Cię w pełni doceni, wiesz? - odparł z namysłem.
- Jesteś wspaniałą kobietą, wyrozumiałą i po prostu dobrą - to był komplement, zdecydowanie. Eden nie była taka, była ostrzejsza, miała trudny charakter i brała to, co chciała bez pytania. Może dlatego ją tak bardzo pokochał, bo stanowiła jego przeciwieństwo i była dla niego dużym wyzwaniem. - A dobro wraca do człowieka, naprawdę - może do niego jakoś miało nie po drodze, albo nie zasłużył sobie na powodzenie i spokojny związek, ale wiedział, że Jamie spotka nagroda za wszystko.
- A ja... może w innym życiu lub czasie ktoś załata dziurę w moim sercu. Miała dziewczyna mocne wejście w moje życie i widowiskowo z niego odeszła - uśmiechnął się, ale był to smutny uśmiech.
- No nic, lepiej zajmijmy się czymś innym niż wspominki, bo znowu się wezmę za opijanie smutków piwem. Poza tym pizza stygnie - zauważył.
- To co chcemy włączyć? - zapytał.
Jamie Park
-
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Sama nie wiem, co mi wtedy odbiło... Chyba wolność. No bo wyobrażasz sobie, żeby takie włosy rozjaśniać? Odrost był koszmarem! - zachichotała pod nosem. - Ale ładnemu we wszystkim ładnie!
Dodała nieco zalotnie.
- Dobra, dobra! Każdy facet ma swój fetysz... Ty lubisz drobne dziewczyny, młodsze od siebie... Lolita's issues. - puściła mu oczko, próbując go lekko sprowokować do śmiechu. - Inni lubią stopy, jeszcze inni nogi albo szyję...
A Jamie lubiła być malutka, lubiła czuć się całkowicie zależna od faceta. Lubiła to, że mógł z nią zrobić to, co chciał, a jednocześnie była bezpieczna, wiedząc, że nie zrobi jej krzywdy. Chociaż to było dyskusyjne. Przyciągała facetów, z którymi relacje bardzo często zmieniały się w przyjacielskie. Albo wręcz braterskie... Nie potrafiła z kogoś zrezygnować i odpiąć go ze swojego życia. Póki co nie było to problemem, ale kiedy już się z kimś zacznie spotykać na dobre, to trochę trudno jest powiedzieć: "Idę na spotkanie z Cemem, to mój przyjaciel, sypialiśmy ze sobą, ale teraz jest jak starszy brat dla mnie." Pod tym ciepłem, serdecznością i opiekuńczością było jednak sporo niedoleczonych traum z dzieciństwa, nawet jeśli wydawała się być jedną z najzdrowszych emocjonalnie osób w mieście.
- Nie mów tak... - poprosiła, a w jej twarzy odbił się szczery ból i frustracja związana z bezsilnością.
Nie wiedziała tak do końca, jak to było z Eden. Czy ona odeszła, czy się pokłócili, czy po prostu zniknęła. Ale widziała, jak bardzo Cemil to przeżywał. A że od zawsze miał tendencję do intensywniejszego przeżywania emocji.
Położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się ciepło, próbując nadać temu uśmiechowi uspokajający i współczujący ton.
- Nie czuj się winny w stosunku do mnie... Dobrze wiedzieliśmy, czym była nasza relacja.
Lubili się i tyle. Fajnie było spędzać razem czas. Łączyła ich pewna chemia, szczególnie po tym masażu nóg lata temu. Ale ta chemia była bardziej budowana tym, że tygodniami się nie widzieli. Jakieś podświadome wyczekiwanie nabudowywało napięcie, które wybuchało, kiedy on przyjeżdżał do Toronto. Na więcej Jamie i tak nie miała czasu, bo wtedy całe jej życie było podyktowane budową kawiarni. Ale mimo to potrzebowała bliskości. Czułości. Opiekuńczości i seksu... Ten romans miał prawo trwać głównie dlatego, że był weekendowy i to bardzo rzadko weekendowy. Później, kiedy Cem wrócił do Toronto i zaczęli się spotykać, szybko okazało się, że są właściwie kumplami, między którymi już nie iskrzyło, bo nie było tego wyczekiwania...
- O tak... Bo wy lecicie na wyrozumiałe i dobre kobiety! - zachichotała pod nosem. - Myślisz, że dlaczego przefarbowałam się wtedy na blond. Moje szanse wtedy diametralnie urosły!
Zamilkła, kiedy wspomniał o tym, że dobro do człowieka wraca. Jej myśli wróciły do tak niedawnych wspomnień z jej urodzin na Bahamach. Do tego śniadania u Hugo, spaceru po plaży i tego, że przez kolejne dwa tygodnie byli nierozłączni, by potem w samolocie...
Uśmiechnęła się blado do Cema i sięgnęła po jeden z kawałków tej wielkiej, serowej uczty. Kawałek był chyba większy od niej!
- Daj sobie czas... Żałoba to proces...
Sama przechodziła przez to... Może nie jeśli chodzi o związki, bo te kończyły się w dziwny sposób, zmieniając się w relację siostrzano-braterską, ale w przypadku mamy. Jej relacje z Lucy były bardzo intensywne, trochę niezdrowe, żeby nie powiedzieć bardzo niezdrowe. I rzeczywiście, gdyby nie kawiarnia, to nie wiadomo, czy zebrałaby się po jej śmierci.
Wzruszyła ramionami, bardziej skupiona na tym, by nie poparzyć ryjka gorącym serem.
- Coś, co Tobie poprawi humor!
Cem Ayers
-
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
- Ty byłaś najmłodsza, więc nie przesadzajmy z tym wiekiem. Przecież nie ma między nami dziesięciu czy więcej lat – sprostował. Źle by się czuł, gdyby ktoś wypominał mu wiek i tak dalej.
- Jeśli chcesz wiedzieć, to zwracam uwagę na oczy. To coś w spojrzeniu jest dla mnie wyjątkowe – odparł zgodnie z prawdą. - Z Eden znaliśmy się z dawnych czasów, byliśmy wtedy dzieciakami i rozdzieliła nas jej rodzina, która widziała we mnie zagrożenie i zły wpływ na córkę. Wiesz, nie wszystkim się podoba moje pochodzenie ze strony matki, ani to, że ona wyznawała inną religię, a ja sam uważałem się za niewierzącego. Jej rodzice byli bardzo wierzący, wręcz fanatycznie. A ich córka nie miała łatwego życia. Zaprzyjaźniliśmy się, pierwszy raz jadła czekoladę, którą jej przemyciłem. Kiedy urwał nam się kontakt, przez lata nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Dopiero niecałe dwa lata temu spotkaliśmy się ponownie i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Ona pisała kryminały i zmieniła się w pewną siebie kobietę, szczęśliwą ze swoim facetem. Przyjaźniliśmy się we trójkę, ale z czasem moje uczucia się zmieniły, zakochałem się w niej. Ona uwielbiała mnie podpuszczać, bawić się mną, ale szczerze była zadowolona z naszego układu – mówił dalej, bo wydawało mu się, że będzie mu łatwiej jeśli się wygada i opowie, jak to było między nimi. Może przyjaciółka podpowie mu, jak sprawić, by było lżej?
- Kiedy polecieliśmy do Turcji, powiedziałem jej o wszystkim i sprawy potoczyły się bardzo szybko. Wylądowaliśmy w łóżku, a jakże by inaczej – dodał, cóż, bywało. Było między nimi takie iskrzenie, że to się musiało tak skończyć.
- Towarzyszyła mi na premierze filmu, a potem spędziliśmy jeszcze wieczór razem, bo następnego dnia musiała lecieć do Kanady. Elias, jej facet chyba coś podejrzewał i ściągnął ją do Toronto. Wróciłem tu po trzech dniach, bo miałem ważne spotkania w Stambule. Widzieliśmy się przelotnie tylko raz, nie mieliśmy nawet jak pogadać, ale coś się w niej zmieniło. Może facet jej groził? Nie wiem, ale później zniknęła. Elias też nie wiedział, co się z nią stało. Szukaliśmy jej, ale nie udało nam się jej odnaleźć. Powiedziała mi, że jeśli postanowi odejść, to nikt jej nie znajdzie i miała rację. Minęło ponad pół roku, a ja nie potrafię sobie z tym poradzić. Wiem, że odeszła przeze mnie – pierwszy raz od tamtego czasu opowiedział o tym komuś tak bezpośrednio. Wcześniej wiedzieli tylko Mavi i Emir. Chciał, by Jamie zrozumiała dokładnie, co się wydarzyło i dlaczego tak cierpi w milczeniu.
- Wolałbym, żeby powiedziała mi w twarz, że musimy przestać, a wtedy bym posłuchał. Gdybym mógł ją chociaż zobaczyć i wiedzieć, że wszystko jest z nią dobrze, byłoby mi lżej – poczuł, że jakaś pojedyncza łza chce koniecznie znaleźć ujście, ale zamrugał gwałtownie i to minęło. Nie chciał pokazywać tego, że był słaby. On po prostu kochał, bardzo.
- Chyba nie jest mi pisany dobry związek – podsumował i pokręcił głową. – Jestem popieprzony i tyle. Za co się wezmę, spierdolę – według niego naprawdę nie zasługiwał na szczęście.
- Musi być we mnie jakiś problem, skoro nic mi się nie udało – uśmiechnął się smutno. – Chciałem tylko kochać i być kochany. Głupie marzenie naiwnego chłopaka – za takiego się miał, niestety.
Gdyby tak łatwo byłoby się odkochać i zapomnieć, ale te ciemne, piękne oczy śniły mu się nieraz i nie dawały o sobie zapomnieć. W dalszym ciągu wszystko bolało jak wtedy, gdy jej nie odnalazł.
I nie sądził, by cokolwiek mogło mu poprawić humor, ale może te filmiki z żartami i wpadkami z planów były dobrym wyborem. Mógł trochę poopowiadać przy okazji i zająć czymś myśli.
- Chciałbym Ci pokazać kiedyś Stambuł, chociaż prędzej dostaniesz bilety lotnicze do Turcji w ramach jakiegoś prezentu urodzinowego czy ślubnego – mówił poważnie, bo wierzył, że ułoży sobie życie i jeszcze będzie bardzo szczęśliwa.
- Zasługujesz na to wszystko, naprawdę – a jeśli ktoś i ją zrani, to Cem da mu w zęby. I to mocno!
Wziął sobie kawałek pizzy i z przyjemnością skosztował. Dobra była.
- Nie jestem pewien, czy coś mnie rozbawi – westchnął. – Ale spróbujemy… - i coś jednak włączył.
Jamie Park
-
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Siedzącego naprzeciwko niej w restauracji, uśmiechającego się z rozczuleniem nad nią, walczącą w małej czarnej, w której wyglądała jak milion dolarów, z homarem. Tak, zawsze ciągnęło ją do starszych facetów, chociaż nie chciała się do tego przyznawać.
- Rozumiem... - pokiwała głową, żeby zachęcić go do dalszego opowiadania o Eden.
Powoli układało jej się w głowie to, dlaczego Cem był taki zdruzgotany. Przez moment posmakował tego, o czym od zawsze marzył, a chwilę potem... Oczywiście ona miała w głowie zupełnie inną interpretację tego, co się wtedy wydarzyło i dlaczego Eden zniknęła. Nawet już otwierała usta, żeby zaprotestować i zmieszać z błotem kogoś, kto zranił jej przyjaciela. Ale ugryzła się w język. Tak naprawdę nie wiedziała, co tam się wydarzyło ani dlaczego Eden uciekła tak nagle. Mogła się bać... Nawet tego, że zdradziła z Cemem swojego faceta. Mogła nie umieć podjąć decyzji. A mogła po prostu uciekać od przemocowca.
- Tak... Jeśli ktoś nie chce być uratowany, to nie da się go uratować. - powiedziała cicho, trochę bardziej do samej siebie, bo to też była lekcja, którą musiała odrobić. - Niemniej rozumiem Cię.
Dodała już głośniej, zapominając o stygnącym kawałku pizzy, który teraz leżał na jednym z talerzy na stoliku. Obróciła się na kanapie przodem do niego, podwijając nogi po turecku, jakżeby inaczej. Materiał sukienki odsłonił jedno z jej kolan w niesfornej kokieterii tak pasującej do letnich sukienek.
- Bardzo trudno jest przeżyć coś tak trudnego bez domknięcia.
Momentalnie pomyślała o Mike'u i o tym, że w ich ostatniej wymianie wiadomości prawie napisała mu, że go kocha. Teraz, z perspektywy czasu, była nawet pewna, że go nie kochała, bo to było coś zupełnie innego niż w przypadku Hugo... Ale czy i jego kochała? Może gdyby mu to napisała, to ten nie urwałby całkowicie kontaktu?
- Sweetie... Nie rób z siebie pępka świata. - uśmiechnęła się do niego czule, z prawdziwą, przyjacielską miłością w oczach. - Złe rzeczy się dzieją... Ludzie odchodzą, zazwyczaj nie z naszej winy, tylko z powodu swoich emocji, przemyśleń, traum i powodów, które często nie mają nic wspólnego z nami. I wiem, że teraz trudno jest Ci w to uwierzyć. Ale jestem przekonana, że Bóg kiedyś postawi na Twojej drodze dziewczynę, która będzie Cię kochała w taki sam sposób, w jaki Ty umiesz kochać.
Sięgnęła dłonią do jego przedramienia i poklepała je czule, a potem lekko ścisnęła. Nie zasługiwał na to, co go spotkało. Zdecydowanie.
- Urodziny już miałam, dziękuję! - zażartowała, odzyskując trochę rezonu. - Ale skoro Ci na tym zależy, to mnie tam zabierz! Obiecujesz mi to od lat.
Trochę za późno... Był już jeden taki, któremu się należało. Żeby nie powiedzieć, że zarówno "braterska" opieka Jasona, jak i Cema też pewnie nie były dla niej najzdrowsze, chociaż bardzo je lubiła.
- Nie musisz się śmiać... Chcę tylko, żebyś przez moment poczuł się inaczej. A ponieważ już tego nie robimy, to raczej nie zaciągnę Cię do łóżka na poprawę humoru. - uśmiechnęła się wesoło i ruchem głowy wskazała na laptopa.
- Odpalaj!
Cem Ayers
-
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
- Najgorsze jest to, że nie wiem, co się stało. Nie rozumiem tego – wyjaśnił, odwracając wzrok.
- Powiedz mi, czy tak patrzy na Ciebie ktoś, komu jesteś obojętny? – kobieta wyglądała na zadowoloną ze swojej pozycji, mimo wszystko. A uśmiech nie był wcale wymuszony. Przekomarzali się trochę, jak przez cały wieczór. Cem chciał, by dziewczyna się wyluzowała, bo nikt jej nie zje. Może bariera językowa była trudna, ale dzisiaj większość osób zna angielski, więc rozmawiała normalnie. To był dobry czas, czuł to i fakt, że nie chciała szybciej wyjeżdżać.
- Wolałbym otrzymać jedną wiadomość, ale wiedzieć, co się stało – powiedział, kryjąc złość. Na nią, na siebie, na wszystko i wszystkich. – Zwariuję chyba w końcu – miał łatwy do ogarnięcia charakter, więc różne głupoty mogły mu przyjść do głowy. Póki co pił, kiedy tylko omijał dawkę lekarstwa, albo ze złości więcej palił papierosów. Oni z Emirem chyba nigdy się nie oduczą tego.
- Ja ją odszukałem i zrobiłem pierwszy krok. I to ja rozwaliłem jej poukładane życie –niestety taka była prawda. Gdyby nie on, nic by się nie wydarzyło.
Strzel sobie w łeb, a poczujesz się lepiej, na zawsze – mówił jakiś cichy głos w jego myślach. I był tego bliski, bo nie potrafił sobie poukładać życia jak trzeba. Może nie chciał nawet tego zrobić.
- To dostaniesz wycieczkę na wesele, tylko znajdź sobie fajnego faceta – on może tego nie doczekać, więc zaplanuje coś z wyprzedzeniem. – Ewentualnie wycieczka z przyjaciółką. Przygotuję Wam przewodnik, bo się nie będę mieszać w wyprawę. Poza tym nie chcę póki co wracać na dłużej do Turcji. Nie byłoby ze mną spokoju przez rozpoznawalność. Nie, dopóki się nie ogarnę, a to chyba może jeszcze trochę potrwać – to, że w ogóle żył jakoś, było cudem. Praca przede wszystkim, bo nie musiał myśleć o czymś innym.
- I proszę, nie przypominaj mi. Zabrzmiało to trochę jakbym był erotomanem, a dobrze wiesz, że jest inaczej – w zbliżeniu potrzebował szczerości, nie jakiegoś popędu. Lubił seks, ale nie korzystał z każdej okazji do zabawy. Poza tym dbał o swój wizerunek, stąd było niewiele plotek o jego związkach i jakichś gorących romansach. Stronił od tego tematu, tym bardziej po podniesionej poprzeczce podczas jego miłosnych uniesień z Eden. Pierwszy raz poczuł, że to było niesamowite i pełne żaru namiętności.
Bezpieczniejszy był temat nagrań, zdecydowanie.
- Znalazłem też jakieś reklamy z moich początków – w tym pamiętne nagranie scenki z meczu koszykówki i użycie po nim dezodorantu, który reklamowali między innymi z Emirem. Pierwszy kontakt z kamerą, pierwszy sukces i rozbudzone nadzieje na przyszłość – Pamiętam jak polowaliśmy na nią podczas oglądania meczów w telewizji – dobre wspomnienia, ten beztroski czas i siła, jakby zdobył koronę świata.
- Dobrze się bawiliśmy. Z czasów, kiedy wszystko wydawało się o wiele piękniejsze i łatwiejsze – to były dobre wspomnienia. Warte przywołania. Może w tych filmikach zobaczy kogoś, kto jeszcze mógł się odrodzić? Miał taką nadzieję.
- Moi dziadkowie w Stambule mają zeszyty z wycinkami z gazet, bo babcia musiała mieć udokumentowane wszystko. A ile razy musiałem się tłumaczyć z jakiegoś zdjęcia z restauracji, w towarzystwie jakiejś dziewczyny - uśmiechnął się. Rodzina Kaya była inna od tych z Kanady. Rodzice jego ojca nigdy nie zaakceptowali jego wyboru i małżeństwa. Nie miał więc dobrych wspomnień związanych z rodzinnych spotkań. Nie to, co w Turcji.
Oglądali kolejno to, co włączał i nieraz się uśmiechnął. Tylko zdjęcia z premiery ostatniego filmu znów sprawiły, że błysk w oczach znów przygasł. Pojawiła się znów ta tęsknota, co wcześniej.
- Emir stwierdził, że powinienem sobie znaleźć nowy obiekt westchnień, ale nie wiem, czy takiego popaprańca ktoś by chciał, albo czy ten idiota jest jeszcze w stanie w kogoś uwierzyć – znając siebie, może być ciężko, ale wiedział, że najlepiej byłoby zapomnieć i dać się wciągnąć w coś nowego.
Do tego nadchodziły jego urodziny, które miał w planach spędzić samemu, z butelką alkoholu i gitarą, na której zagra wszystkie piosenki, które mu się przypomną. A potem zaśnie, osłabiony przez picie i zmęczenie. Po prostu zapomni o tym, że jego jedyne życzenie z tej okazji, prawdopodobnie nigdy się nie spełni. Oddalał się od tego coraz bardziej.
Jamie Park
-
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjiTrzecia osobaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Myślę... Że to jest bardziej skomplikowane. - skłamała lekko, unikając jego spojrzenia.
To nie takie proste... Największe kłamstwo na świecie, najczęściej używane.
- Rozumiem Cię... Może nie na taką skalę, ale ja też nie miałam swojego domknięcia z Mikiem. Po prostu przestał się odzywać i wyjechał z miasta. Pewnie dla niego było tak łatwiej, ale podejrzewam, że po prostu nie byłam jedyna... W sensie, wiesz... Byłam tą drugą. - machnęła ręką, przełykając rosnącą w gardle gulę upokorzenia.
Przecież nic wielkiego się nie stało. Chciałaś tego "romansu", a to, że dałaś się trochę nabrać na "boję się, że to spieprzę, jeśli się za bardzo zbliżę". No cóż, Mała... Czasem tak bywa. W cukierkowym świecie Jamie, w którym jednorożce pierdzą tęczą, ludzie starali się naprawiać, a nie traktowali swoich przywar jako wymówki.
- Może... Może powinieneś powiedzieć o tym swojemu terapeucie? Tak naprawdę mu powiedzieć...
Totalnie nieświadoma, jak mroczne myśli krążyły wokół Cema, czuła jednak, że jest poważnie. Tym bardziej, że sam się sabotował. Pomijanie leków... Alkohol... W kółko powtarzane, że to jego wina i że jest beznadziejny. Jamie to znała, rozumiała, skąd to się brało, bo sama przepłakała w poduszkę niejedną noc, sfrustrowana samotnością, rozstaniami i... przyjaźnią z byłymi facetami. Nie tak dawno temu przecież pisała do Jasona, próbując ściągnąć go do siebie. Do swojej sypialni.
- Cemilu... Znowu, nie jesteś pępkiem świata. Gdyby nie chciała wejść w romans z Tobą, to by tego nie zrobiła. Nie ponosisz odpowiedzialności za jej decyzje. - troszkę się w Jamie zagotowało na Eden. Jak ona mogła tak go potraktować?
Na szczęście gniew szybko ostygł, bo Cem znów był starym, dobrym Cemem, który bardziej martwił się o komfort Jamie niż o to, że chciała być przez niego masowana te kilka lat temu.
- Bez Ciebie nie pojadę... Koniec tematu. - powiedziała z przekonaniem, a kiedy chciał coś na to odpowiedzieć, uciszyła go gestem i krótkim: - Hush! Zdecydowałam!
Natomiast, kiedy wspomniał o ich małym romansie, przewróciła oczami.
- Świętoszek się znalazł... Dobrze wiedzieliśmy wtedy, że nie jesteśmy parą. Wiedzieliśmy, co robimy, nie ma powodu do wstydu. Bardziej jest powód za to, że jak wróciłeś do Kanady na stałe, to pomyśleliśmy, że weekendowy romans można zamienić w udany związek. - uśmiechnęła się do niego czule i ciepło, trochę jak starsza siostra do braciszka.
- Mrrr... Myślę, że lepszy efekt robiła Twoja klata niż ten dezodorant!
Oglądała z uśmiechem, a czasem śmiechem to, co działo się na ekranie. Niestety z tureckiego łapała tylko drobne zwroty, których uczył ją Cemil, ale reklamy telewizyjne sprzed kilku lat bywały jeszcze przaśne, więc humor jej dopisywał. Co ważniejsze, Cem też inaczej reagował. Złapała go na tym, że kilka razy widziała jego uśmiech albo żart wypowiedziany w odruchu. Zabawne było też słuchanie, jak wyjaśnia jej bloopersy. Ale kiedy posmutniał przy nagraniach z premiery, odruchowo sięgnęła do komputera i przerzuciła filmik na kolejny.
- Leczenie złamanego serca okładem z młodych piersi rzadko dobrze wychodzi. - zauważyła. - Zranisz tylko bardziej siebie i ją... Poukładaj się z tym, że nie zawsze mamy domknięcie. Wybacz jej i przede wszystkim sobie. Nie dla niej, tylko dla siebie. - złapała się na tym, że za mocno doradza, więc wzruszyła ramionami i posłała mu przepraszający uśmiech. - Po naszym rozstaniu byłam przekonana, że nie nadaję się do związków. Wiesz... Kawiarnia na pierwszym miejscu, brak siły na randki czy cokolwiek. Ludzie wchodzą w relacje, bo chcą być z kimś... Znaczy, spędzać z nim czas.
Na pewno ja tak chcę...
- Jak tego czasu nie ma, to wszystko wygasa... Chyba dlatego związałam się zaraz potem z Jasonem. Był trochę substytutem Ciebie... Ale jak widać, on też uznał, że jedyne, co, to może mnie zranić. - puściła mu oczko w żartobliwej próbie ukrycia tego, że jednak to porzucenie ją bolało.
Cem Ayers
-
Cemil (czyt. Dżemil) jest kanadyjsko-tureckim aktorem. Należy do osób ambitnych i lubiących wyzwania. Mieszkał przez 12 lat w Stambule, do którego myśli się przeprowadzić w przyszłości.
Jest empatyczny, (już nie tak bardzo) towarzyski i udziela się charytatywnie. Obecnie ma złamane serce, gdyż jego ukochana po prostu zniknęła i przepadła...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecia osobaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
- Pocieszające jest to, że jej facet wie tyle, co ja. Zwiała i przed nim. Kto wie, może wróci kiedyś? Nie jestem zły na nią, bo to ja przyszedłem pierwszy i wszystko zacząłem. Mogę być wściekły jedynie na siebie – taki był jego punkt widzenia i co poradzić, miał się obecnie za najgorszego. Cem chciał być po prostu szczęśliwy i mieć kogoś, kogo będzie mógł kochać i kto pokocha jego. Czy to takie trudne do spełnienia? – Wiesz, ostatnio się pokłóciłem na spotkaniu. Jestem uparty jak osioł i mi to wytknięto. Ja się wcale nie zamykam na ludzi, po prostu jestem kiepski w relacjach. Albo odziedziczyłem charakter po matce i jak ona, tylko raz kocham do szaleństwa. A mama naprawdę musiała być zakochana w tym gburze, że z nim została – dotąd nie zrozumiał ich uczucia, ale było silne.
i trochę się zasmucił słowami przyjaciółki, bo nie sądził, by teraz dobrym było pokazanie jej ukochanego przez Cema miasta.
- Nie jestem zbyt dobrym przewodnikiem -westchnął. – Kogo tam zabieram albo kto tam jest dla mnie, to mnie w jakiś sposób opuszcza. Może po prostu powinienem siedzieć w Turcji na stałe i udawać, że tu nie mam życia – mówił to zdecydowanie smutnym tonem. Obecnie jego druga ojczyzna kojarzyła mu się słodko-gorzko. Kanada też nie kojarzyła mu się dobrze. Może czas poszukać nowego domu w innym kraju?
- Hej, ja naprawdę nie jestem i nie byłem erotomanem – powiedział poważnie. – Umiem się kontrolować – to była prawda, choćby kiedy kochając Eden, zachęcającą go do zabawy, wycofał się, bo moralność mu nie pozwalała na coś, czego ona mogła żałować.
- Wiesz, ja naprawdę wierzyłem, że z przyjaźni z bonusem może coś wyjść. Teraz jednak sądzę, że to, że zostaliśmy przyjaciółmi po przejściach, jest dla nas lepsze. Po prostu… zabrakło czegoś więcej – iskry, fascynacji i tak dalej.
Jamie była w porządku, rozumiał ją, ale to nie było „to coś”. Lepiej wychodzili na byciu przyjaciółmi.
Przez pewien czas opowiadał o wszystkim, wspominając poszczególne nagrania i dopowiadając to, co zostało przemilczane. Niejedna historia była wesoła, chociaż i tak jego oczy nie błyszczały z radości.
- Czasami żałuję, że tamte lata nie wrócą. Bieganie na castingi, marzenia o byciu znanym, gdybanie co będzie jeśli… - uśmiechnął się słabo, patrząc na kolejne zdjęcia i nagrania.
- Pamiętam jak za pierwsze solidne wynagrodzenie z serialu postanowiłem pójść do dobrej restauracji nad Bosforem. Wtedy musiałem czekać na miejsce, dzisiaj wchodzę tam kiedy tylko chcę – taka jedna z wielkich różnic. W Kanadzie też go znali, bo grał w popularnym serialu i miał na koncie film, ale to w Turcji jego twarz pojawiała się w serialach i filmach. Spędził tam sporo czasu i tam rozkręcił karierę.
- Chciałbym być tamtym mną. On miał jeszcze marzenia i nadzieje – zatrzymał się na jakimś zdjęciu z planu, gdy był wesoły i wyluzowany. Pewny siebie młody człowiek, który robił, co kochał.
Nie wiedział też, czy był w stanie pokochać kogoś znowu tak mocno, ale nie chciał sobie odbierać szansy na szczęście.
- I zrobiłbym wszystko, żeby ona wróciła, albo ktoś inny poskładał mnie w całość, po prostu – klin klinem, bo czasem to było najlepsze. – Wiem, że jestem złym materiałem na faceta, ale kiedy czuję, że coś nie wyjdzie, to ucinam sprawę. Przyjaźń też jest wspaniała, tylko czasami również boli. Ja byłem zły na siebie, że nie mogłem być dobrym facetem, ale nie żałuję, że powiedziałem, co powiedziałem – brutalne, ale konieczne. Wolał być szczery, by być spokojnym. Emir zrobił inaczej i poplątało mu się życie.
- Powinienem chyba wydrukować sobie zdjęcie Eden i zrobić z niej tablicę do darta – próbował się uśmiechnąć, gdy pojawiło się kolejne zdjęcie jego z nią, jedno z tych z premiery. – A jeszcze bardziej chciałbym po prostu porozmawiać – i wyjaśnić sobie wszystko raz na zawsze. Potem mógł sobie umierać z radości lub smutku, a nie trwać zawieszonym gdzieś pomiędzy „gdzie” i „dlaczego”.
Jamie Park