25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamyśliła się na moment nad potencjalnymi skutkami ich zakładu. Oczywiście, że pomysł na papierze się jej spodobał. Doskonale pasował do ich dynamiki i z pewnością pozwoli którejś z nich wyciągnąć na światło dzienne absolutnie najgorsze cechy własnej osobowości. Ale czy na pewno chciała wyciągnąć z niej to wszystko, czego do tej pory nie dostała, wyłącznie dzięki takiej umowie? Czy w którymś momencie nie uzna tego za zbyt banalne? Dogodzenie Cross, wbrew pozorom, nie było takie łatwe. Sama borykała się z tym od ćwierćwiecza, więc miała pewne obawy. Postanowiła jednak odsunąć je na dalszy plan. Konkurs się nawet nie zaczął, żadna z nich jeszcze nie wygrała. Później będzie miała mnóstwo czasu na kombinowanie.
Teraz musiała skupić się na zwyczajnym spędzaniu czasu w towarzystwie Ruelle, co okazało się zadziwiająco skomplikowane. Nie żeby miała jakiś wielki problem z opowiadaniem jej o sobie. Przecież uwielbiała gadać na swój temat! Po prostu w każdym jej słowie i geście wietrzyła jakiś podstęp. Chciała przewidzieć trzy kroki do przodu, by być przygotowaną na każdy cios, jaki Prescott może jej zadań, ale jak na razie szło jej średnio. No dobrze, właściwie to dość chujowo.
— Faktycznie mam jakieś niezdrowe ciągoty do bycia irytowaną. Myślisz, że to jakieś głęboko zakorzenione mommy issues? — Biorąc pod uwagę, że matek w życiu miała ponad normę, to mogło tak być! Z ojcem nie mogło mieć to nic wspólnego, bo przecież nawet go nie pamięta. Nie zakładała, że ktokolwiek, kogo postanowiła wymazać ze swojego życia, mógłby mieć na nie jakikolwiek wpływ. Wielu terapeutów pewnie by się z nią nie zgodziło, ale co oni tam wiedzą?
— Biorąc pod uwagę, że zaczęliśmy znajomość, objeżdżając z góry na dół swoje prace, to nie wiem, czy masz rację. — Uśmiechnęła się pod nosem do własnych wspomnień. Wspólne zainteresowania na pewno rozwijają przyjaźnie, ale na pewno można było nawiązać je w dużo bardziej pokojowy sposób. Z drugiej strony, tu też od razu zauważyła pewne podobieństwo do jej znajomości z Prescott, więc może po prostu była jakaś jebnięta?
— Niestety jedno i drugie. Oboje mają również niezdrową obsesję na punkcie guzików. Czasem każą mi je sobie przekazywać, jak jakiejś paserce — doprecyzowała. Za dilowanie guzikami chyba nie powinni jej przymknąć? Chociaż niekiedy uważała, że powinni, jak patrzyła na jakość znalezisk obojga z nich. Niemniej jednak byłoby trochę wstyd przyznać się, że wylądowała za kratami za taka głupotę. To dużo mniej ciekawa opowieść niż bycie zgarniętą z jakiegoś protestu.
Obczajanie tyłka Ruelle zdecydowanie będzie mogła zaliczyć do lepszych punktów tego dziwacznego dnia. Może powinna robić częściej taki detoks od pożerania jej wzrokiem i ciągłego dotykania? Nawet tak prozaiczny widok wydał jej się od razu dużo przyjemniejszy.
— No wiesz co? Nie spodziewałam się grania kartą rasy — prychnęła, udając oburzoną. Specjalistką od tej kultury i kuchni zdecydowanie nie była. Nie podejrzewała też oczywiście Prescott o żaden rasizm.
— Skoro lubisz dobrze przyprawione to może Champong? A jeśli jesteś naprawdę głodna, to weź Ojingeo-bokkeum. Mają tu najlepsze, jakie jadłam w Toronto. — Obróciła w jej stronę własne menu i wskazała na obie pozycje. Nachyliła się nad stolikiem, by się do niej zbliżyć.
— Jadłam to aż w dwóch miejscach — dodała konspiracyjnym szeptem. No to niezła rekomendacja, nie ma co. Ale cóż, pierwsze miejsce, to pierwsze miejsce, prawda? Oparła się z powrotem o krzesło i zamknęła menu. Zawsze doceniała geniusz projektantów kart w azjatyckich restauracjach, którzy obok nazw dań dawali również ich zdjęcia. Wszystko tutaj było po prostu... odpowiednie. Dzięki klimatyzacji nie ugotują się, zanim się nie najedzą. Cicho grająca muzyka w tle w stylu lofi beats to relax and study absolutnie nie przeszkadzała. Wystrój też nie raził jej w oczy. Jego elegancja nie wynikała z przepychu, a prostoty i dbałości o symetrię. Nawet kelnerka była wyjątkowo miła i przyjęła ich zamówienie sprawnie i bez żadnych niezręczności. Cross czuła się w tym miejscu po prostu bardzo dobrze. To na pewno zasługa samego lokalu, totalnie niczego innego. Co niby miałoby aż tak pozytywnie wpływać na jej nastrój? Nie mam pojęcia.
— Ja też mam ci nie zadawać żadnych pytań? — dopytała, gdy kelnerka odeszła od ich stolika. Ruelle wcześniej wykręciła się z rozmowy z Casparem, zaznaczając, że nie jest wylewna. Cross nie miała pojęcia, czy też powinna się temu podporządkować, a zadanie pytania wprost było dużo lepsze niż potencjalne odbicie się od ściany. Rozejrzała się uważnie po stoliku szukając czegokolwiek, czym mogłaby się zająć. W końcu jednak wyjęła z paczki papierosów zapalniczkę i zaczęła nią obracać w palcach. To było wyjątkowo durne, że nie przygotowała sobie niczego do zajęcia rąk, wiedząc, że tym razem nie będzie chciała przyklejać ich bez przerwy do swojej rozmówczyni. Taka desperacka potrzeba przeniesienia na coś koncentracji nie była przecież dla niej żadną nowością. Przez tę pokręconą dziewczynę popełniała ciągle błędy godne nowicjuszki.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Enjoy the simplest things
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cae la madrugada
Y la noche acaba de empezar
La energía está elevada
Luces apagadas, solo la luna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszelkie ograniczenia przy tej prostej umowie zależały wyłącznie od nich. Nie musiały wcale wykorzystywać do wszystkiego swojego zwycięstwa. Mogło być jedynie przedsmakiem do tego, co mogły jeszcze uzyskać jeśli tylko odpowiednio się postarają, aby zdobyć podobną uległość innymi metodami niż wygraną w zwyczajnym zakładzie. Tylko, że wpierw musiałyby się powstrzymać od tego, a z tym mógłby być drobny problem... Ten problem jednak należał do ich przyszłych wcieleń, a nie do tych, które obecnie miały w planie po prostu coś zjeść i wrócić wtedy na teren konwentu.
Zadziwiające było to, że w gruncie rzeczy nawet nic nie planowała. Po prostu jakimś cudem wdały się w zaskakująco zwyczajną rozmowę, a każdy nieco bardziej cięty czy żartobliwy komentarz nie był wycelowany tak, aby zaboleć, a raczej stanowił dosyć swobodną odpowiedź. Może po prostu obecność Caspara w jakiś sposób odbiła się także na Prescott? Jeszcze nie do końca wyszła z trybu normalnego dialogu.
- Możemy to sprawdzić - rzuciła, uśmiechając się do niej cwanie. - Jak wygram to powiem, żebyś zwracała się do mnie mommy.
Oczywiście, żartowała. A może i nie? Trudno stwierdzić. Nie zastanawiała się nad swoją wygraną, a może powinna skoro czuła się jej pewna. Z drugiej strony nawet jeśli zaliczy jakieś potknięcie to nie powinna zbytnio narzekać na efekt porażki. Jej ego lekko ucierpi, ale kreatywność River była na tyle wielka, że z pewnością dobrze wykorzysta swoje zwycięstwo.
- Po prostu oboje cenicie szczerość i chyba pragnęliście prawdziwego krytyka - rzuciła bez większego zastanowienia, bo nie widziała tej ich interakcji, gdy mieli po piętnaście lat i mogła jedynie zastanawiać się, co chodziło im wtedy po łbach.
Na wzmiankę odnośnie relacji łączącej Georgię i Caspara oraz o przekazywaniu sobie wzajemnie guzików, Ruelle uśmiechnęła się z rozbawieniem, parskając krótko śmiechem. To było po prostu zbyt absurdalne. Miała wrażenie jakby ta dwójka była jakąś dziwną parą wyrwaną z komediowego komiksu czy innego tworu medialnego.
- Naprawdę mają nietypowe hobby - skwitowała, kręcąc głową, bo takie rzeczy nie wydawały jej się nawet możliwe.
Stawiały sobie pewne drobne ograniczenia. Przede wszystkim mogły też nieco jaśniej myśleć w momencie, gdy w krwi nie krążył alkohol, a na skórze nie znajdowały się dłonie lub usta tej drugiej. Zaskakująco dobrze robiło im wstrzymywanie się od dotyku. Chociaż rzecz jasna Prescott zrobiła pewien wyjątek, aby usiąść wygodniej na ławce... Oraz później, gdy przesunęła dłonią po udzie rysowniczki. Mimo wszystko opanowała się niezwykle szybko i nie dała się porwać chwili.
- Raczej zakładałam, że już tu byłaś - stwierdziła, odrywając wzrok od menu, aby spojrzeć na rysowniczkę. - No, ale może lekko zagrałam kartą. Za dużo koreańskiego żarcia nie miałaś w domu?
Wiedziała, że są każdy miał nieco inny stosunek do swojego pochodzenia i tego, co przekazywał potomstwu. Sama dorastała w domu, gdzie miała prawdziwy miks. Siedząc z matką nasłuchała się tego jak angielski przechodził płynnie w hiszpański i odwrotnie, kosztowała potraw, które w rodzinie krążyły od pokoleń i były zakorzenione w kulturze portorykańskiej jak i tych bardziej kanadyjskich. Zawsze była gdzieś pomiędzy. Nie w pełni Portorykanka, ale też nie do końca Kanadyjka...
- Widzę zatem, że jestes obeznana w koreańskich knajpach - odparła ściszonym tonem, gdy tylko dziewczyna się ku niej pochyliła.
Finalnie nie zdecydowała się na żadną z opcji podanych przez Cross. Niekoniecznie miała ochotę na kalmary, a i pomimo działającej klimatyzacji wydawało jej się, że dzień był zbyt gorący na jakąkolwiek zupę. Takim więc zdecydowała się na jakiś makaron gochujang z wołowiną i warzywami oraz porcję prawdziwie pikantnego kimchi. To brzmiało jak dobra opcja.
Kiedy tylko uśmiechnięta kelnerka odeszła od stolika, Ruelle rozsiadła się nieco wygodniej i spojrzała przez znajdujące się przy ich stoliku okno na roztaczający się za nim widok. Ten należał do naprawdę przyjemnych. Może dlatego, że w pobliżu znajdowało się nieco zieleni, a ulica nie należała do najruchliwszych. Dopiero po jakimś czasie zarejestrowała głos River i powoli skierowała na nią swoje spojrzenie.
- A jakie pytania chciałabyś mi zadać? - odparła, opierając głowę na wspartej łokciem o stolik ręce po czym uśmiechnęła się lekko, jakby cwanie. - Może na nie odpowiem.
W końcu dotychczas rozmawiały dosyć swobodnie. Co prawda wyłącznie o River, bo Caspar był zapalnikiem do ich dialogu, ale Prescott również mogła zdradzić coś na swój temat przy zachowaniu w miarę równej wymiany informacji. Nie zależało jej na tym, aby pozostać tajemniczą kusicielką. Były jednak z pewnością bardziej osobiste tematy, które z pewnych przyczyn zaczynały się robić niewygodne. Z takimi rzeczami nie chciała się obnażać.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”