Toronto. Miasto, do którego wrócił bogatszy o miliony i biedniejszy o wszystko, co naprawdę miało znaczenie.
Nie pamięta, kiedy pierwszy raz został sam, bez niej. W jego wspomnieniach samotność nie ma konkretnej daty, ma zapach, pachnie wilgotnym betonem, tanią kawą z całodobowych stacji i papierosem palonym na szybko, zanim na hotelowej poduszce nie rozsypią się kolejne blond loki, tak podobne do tych jej. Podobne tylko...
Rodziców pamięta jak przez mgłę. Matkę bardziej z opowieści niż z własnych wspomnień. Ojca właściwie wcale. Dom nigdy nie był miejscem, tylko adresem, pod który czasem wracał. Większość dzieciństwa spędził na ulicach Toronto albo w rezydencji rodziny, która z litości, a może przyzwyczajenia, pozwalała mu wpadać niemal codziennie. Tam pierwszy raz zobaczył, jak wygląda świat ludzi, którzy nigdy nie zastanawiają się, czy jutro będzie co jeść.
I tam poznał Queenie.
Dziewczynę, która miała wszystko, czego on nigdy nie posiadał. Piękny dom. Nazwisko. Rodzinę. Charakter, od którego bolała go głowa. Była złośliwa, pyskata i przekonana, że cały świat został stworzony specjalnie dla niej. Traktowała go jak swoją ulubioną zabawkę, ciągnęła za rękę w każde miejsce, w które sama miała ochotę pójść. Kłócili się częściej, niż rozmawiali, ale nawet nie zauważyli momentu, w którym dziecięca fascynacja zamieniła się w pierwszą miłość.
Pierwszy pocałunek. Pierwsze "zostań jeszcze chwilę". Pierwsze plany, które miały trwać wiecznie.
Nie trwały.
Wystarczyło kilka źle usłyszanych zdań.
Usłyszał tylko tyle, że dziewczyna taka jak ona nigdy nie mogłaby pokochać chłopaka takiego jak on. Nie został, żeby wysłuchać reszty. Nie zapytał. Nie dał jej szansy. Po prostu zniknął.
Wyjechał z Toronto, przekonany, że jedyna osoba, dla której kiedykolwiek chciał być lepszy, nigdy naprawdę go nie chciała.
Przez kolejne lata nie robił nic poza pisaniem.
Najpierw dla pieniędzy. Potem z przyzwyczajenia. W końcu dlatego, że tylko w książkach potrafił powiedzieć wszystko, czego nie umiał wypowiedzieć na głos.
Pod własnym nazwiskiem zaczął wydawać brutalne kryminały i thrillery, pełne ludzi, którzy bardziej przypominali potwory niż bohaterów. Pod pseudonimem publikował mroczne romanse, o których czytelnicy pisali, że są zbyt prawdziwe, by mogły być całkowicie fikcją.
Każda z tych historii zaczynała się inaczej.
Każda kończyła się tą samą kobietą.
Kiedy wrócił do Toronto, miał wszystko.
Pieniądze. Popularność. Willę z basenem. Kontrakty wydawnicze podpisywane na kilka książek do przodu.
Nie miał tylko jej.
Queenie zdążyła ułożyć sobie życie. Miała męża, nazwisko, które idealnie pasowało do okładek magazynów i świat, do którego Ares nigdy nie powinien ponownie wchodzić.
A mimo to wrócił.
Nie dlatego, że wierzył w drugie szanse.
Po prostu nigdy nie przestał jej kochać.
Dziś ma trzydzieści pięć lat i twarz człowieka, który osiągnął wszystko, o czym kiedyś marzył.
Ludzie ustawiają się po autografy. Krytycy nazywają go jednym z najciekawszych autorów swojego pokolenia. Wydawcy walczą o kolejne książki.
Ares pozwala im wierzyć, że pisze o fikcji.
Tylko on wie, że każda historia, którą sprzedał światu, od początku była o jednej kobiecie.
I o miłości, która nigdy nie umarła.
Ciekawostki
Nigdy nie czyta recenzji swoich książek. Wyjątek zrobił tylko raz, kiedy ktoś napisał, że główna bohaterka przypomina prawdziwą kobietę. Zamknął laptop po pierwszym akapicie.
Pierwszy egzemplarz każdej wydanej książki odkłada do biblioteczki. Nigdy go nie otwiera.
Pisze wyłącznie nocą. Twierdzi, że po zachodzie słońca ludzie są bardziej szczerzy, nawet ci wymyśleni.
Ma niewielką bliznę na lewej dłoni po wybitej szybie. Nigdy nie opowiada, jak się tam znalazła.
Nie cierpi wywiadów, ale zawsze się uśmiecha. Wydawca mówi, że to świetny PR. Ares uważa to za kolejną formę fikcji.
W telefonie ma zapisane tylko kilka numerów. Większość zna na pamięć.
Pali zdecydowanie za dużo. Najwięcej wtedy, kiedy nie pisze.
Nigdy nie zmienił numeru telefonu. Mówi, że są ludzie, którzy zawsze powinni wiedzieć, gdzie go znaleźć.
Kolekcjonuje stare maszyny do pisania. Żadna nie pisze tak dobrze jak laptop, ale komputer nie brzmi równie pięknie co one.
Ma zwyczaj zostawiania niedopitych filiżanek czarnej kawy w całym mieszkaniu. Sam już nie pamięta, która jest świeża.
Większość bohaterów jego książek nosi blizny. Czytelnicy uważają to za znak rozpoznawczy autora.
Słabo sypia, jego życie toczy się w nocy. W dzień przypomina ducha, potrafi godzinami siedzieć nad filiżanką z zimną kawą.
Potrafi godzinami stać na balkonie podczas burzy. Mówi, że deszcz zagłusza myśli. Nigdy nie działa to tak, jak powinno.