-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pani Doyle utkwiła spojrzenie w Swanson, która jako jedyna nie pozostawała bierna podczas tej rozmowy. Zaylee również zamierzała zabrać głos, ale potrzebowała jeszcze chwili, by uporządkować własne myśli. Jej mózg wciąż próbował przetworzyć wszystko, co właśnie usłyszała. Trudno było jej pogodzić się z faktem, że ich syn miał nękać inne dziecko z powodu sytuacji materialnej jego rodziny. Brzmiało to tak absurdalnie, że przez moment miała ochotę uznać, że musiało dojść do jakiegoś okropnego nieporozumienia. A jednak siedziały tutaj nie bez powodu. I choć instynkt podpowiadał jej, by odruchowo stanąć po stronie Sama, nie mogła zignorować oskarżeń, które właśnie padły. To nie była zwykła dziecięca sprzeczka o zabawkę czy miejsce przy stoliku. Jeśli wszystko wyglądało tak, jak przedstawiała to szkoła, problem był znacznie poważniejszy. Miller poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nigdy nie przypuszczała, że przyjdzie jej uczestniczyć w rozmowie, podczas której będzie musiała wysłuchać, że jej własne dziecko zachowywało się w ten sposób.
— Ponad dwa miesiące — odpowiedziała nauczycielka, na co koronerka uniosła wysoko brwi.
— Ponad dwa miesiące? — wypaliła głośniej, niż początkowo zamierzała. Inni rodzice natychmiast spojrzeli w jej kierunku. — I dopiero teraz postanowiła nas pani o tym łaskawie poinformować? — zapytała, nie kryjąc niezadowolenia. Miała nadzieję, że ten incydent wydarzył się na przestrzeni tygodnia, może dwóch, ale nie trwał już drugi miesiąc.
— Jak już wspomniała, próbowaliśmy sami zapanować nad sytuację. Dzieci miały nawet rozmowę z dyrektorem, po której zapewniły, że zmienią swoje postanowienie i zaczną traktować Liama po koleżeńsku — pani Doyle westchnęła z bezradności. — I przykro mi to mówić, ale to Samuel nagabywał inne dzieci do tego, żeby dokuczać Liamowi. To on również wyrzucił jego plecak przez okno ze słowami, cytuję: "ta szmata nadaje się tylko na śmietnik" — dokończyła, a pozostali rodzice wyrazili swoje niedowierzanie, kręcąc głowami.
— Mówiłam, że to nie Carl — odezwała się natychmiast pani Anderson. — Mogłam podejrzewać, że to Sam jest winowajcą i namawiał innych do złego. Mój syn jest bardzo podatny na wpływy innych, bo to takie dobre dziecko — podkreśliła jeszcze raz, gdyby wcześniej ktoś przypadkiem nie zdołał tego usłyszeć. Wszyscy już wiedzieli, że Carl Anderson był bez skazy.
— Trochę nie ma co się dziwić — wtrącił ojciec Tommy'ego Becketta. — Nie dość, że chłopak większość życia spędził w sierocińcu, to teraz też nie poświęca mu się zbyt wiele czasu — w tym miejscu spojrzał wymownie na Miller i Swanson, sugerując, że to one po części sprawiły, że Sam zachowywał się tak, a nie inaczej.
Cholera, może faktycznie ostatnio nie miały dla niego aż tyle czasu, ale Młody wciąż pozostawał pod opieką domu dziecka, gdzie spędzał większość dni. To prawda, w ciągu ostatnich miesięcy ponakładało się wiele spraw nie tylko zawodowych, ale też tych związanych ze ślubem, ale obie starały się, żeby nie odbiło się to na ich synu.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Swanson nie odwracała wzroku od nauczycielki. Była na niej całkowicie skupiona. Nie czuła względem niej wrogości. Może i była zła na to, że ta zaufała dzieciakom zamiast poinformować rodziców wcześniej o zaistniałym problemie, ale stało się. Musiały zatem skupić się na tym, co istotne: na tym jak do tego wszystkiego doszło raz co mogły zrobić, aby to wszystko już się nie powtórzyło.
Może i wszystko wydawało się nieprawdopodobne, ale pani Doyle na pewno nie zmyśliłaby czegoś takiego. Musiała mieć zatem rację. Zamierzały dać Samowi szansę na to, aby wyjaśnił całą sytuację i przekazał im swoją wersję, ale na pewno nie pozwolą na to, aby próbował im wkręcać, że to nie tak i nauczycielska się myli.
To jak długo wszystko trwało było dla nich prawdziwym zaskoczeniem. Nie zdążyły zauważyć żadnej zmiany w zachowaniu Samuela. Nie było żadnego sygnału, że mógłby zachowywać się nieodpowiednio w szkole albo kogoś dręczyć. Był taki jak zwykle. Niezwykle radosny i nie domyśliłyby się nigdy tego, że może sprawiać, aż takie problemy. Tym bardziej, że podobno to on był prowodyrem wszystkiego.
Brakowało jej słów. Evina westchnęła ciężko, nie spodziewając się tego wszystkiego. Mogła jednak przewidzieć reakcję pozostałych rodziców, która z pewnością odpaliła jej krótki lont, wzbudzając jedynie ogromną irytację.
Przewracało się jej w żołądku ze złości. Czuła napływającą żółć i niewiele brakowało do tego, aby naprawdę wybuchła. Musiała jednak chociaż częściowo zapanować nad swoimi emocjami. Przynajmniej na razie.
- Sugeruję, abyście skupili się na swoich dzieciach - rzuciła ostrym tonem, który miał uciszyć wszystkie te niepochlebne komentarze. - Gdyby były takie dobre i nieskazitelne to nie byłoby was teraz w tej sali.
Wyjątek stanowili rodzice Liama, których syn był ofiarą w tym wszystkim. Miała jednak nadzieję, że uda jej się uciszyć te wszystkie oceniające Sama głosy. Musiała raz jeszcze odetchnąć i ponownie skupiła spojrzenie na nauczycielce.
- Proszę pani, czy jest jeszcze coś, co powinnyśmy wiedzieć zanim porozmawiamy z synem? - zapytała, zwracając się raz jeszcze do wychowawczyni. - Chcemy się upewnić, że zrozumie co zrobił i już tego nie powtórzy.
Żadna z nich nie spodziewała się raczej tego, że będą musiały się kiedyś zmierzyć z czymś podobnym, a ich syn z prześladowanego chłopca zmieni się w oprawcę. Mogły mieć jedynie nadzieję na to, że faktycznie ich interwencja coś zmieni i nareszcie Samuel się ogarnie, bo najwyraźniej nauczyciele ani dyrektor nie stanowili dla niego odpowiednich autorytetów. Oby tylko z nimi dwiema było inaczej.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na razie była jednak zbyt wkurzona, żeby o tym wszystkim spokojnie myśleć. Reakcje pozostałych rodziców też w niczym nie pomagały, a pani Doyle brzmiała przy tym wyjątkowo przekonująco. Zresztą nie miała powodu, żeby opowiadać im rzeczy wyssane z palca. Była nauczycielką, więc z jakiej racji miałaby wymyślać takie historie? To jednak nie zmieniało faktu, że powinna była poinformować ich o zdarzeniu znacznie wcześniej, zanim wszystko zdążyło nabrać tempa. Kredyt zaufania, który dała Samuelowi, był czymś, na co chłopiec zasłużył. Ale jednorazowo, a nie przy powtarzających się sytuacjach.
Już była gotowa wdać się w dyskusję, która na pewno nocami wracałaby do pozostałych rodziców pod postacią sennych koszmarów, ale małżonka była szybsza. Od razu dała im jasno do zrozumienia, żeby nie wpierdalali się, jeśli nie mają nic sensownego do powiedzenia. Oczywiście nie dosłownie, ale przekaz był ten sam. Zaylee najbardziej głupio było przed Wyle’ami. To oni byli najbardziej poszkodowani w całej tej sytuacji. Zerkając na nich ukradkiem, zauważyła, że czują się wyraźnie niekomfortowo. Matka Liama nie bardzo wiedziała, co zrobić z rękami, więc nerwowo wyłamywała sobie palce pod ławką, a ojciec co chwilę próbował opanować niekontrolowane drżenie nogi.
Pani Anderson prychnęła po nosem, niezrażona słowami detektywki. Wywróciła tylko ostentacyjnie oczami, a potem uśmiechnęła się z nieukrywaną satysfakcją do pana Becketta, ewidentnie szczycąc się faktem, że ich synowie byli lepsi od Sammy'ego. Nie dało się też nie zauważyć, że po tym, jak usłyszeli od wychowawczyni, że to Sam zapoczątkował nagonkę na Liama, poczuli ogromną ulgę. Nie rozumieli jednak, że to w niczym nie usprawiedliwiało ich dzieci. Gdyby były mądrzejsze, wyperswadowałyby koledze z głowy niewłaściwie zachowanie i stanęłyby w obronie poszkodowanego.
— Na korytarzu dochodziło do przepychanek, Samuel i inni chłopcy podtapiali Liama w szkolnej toalecie. Do tego dochodziły regularne wyzwiska, także w kierunku państwa Beckett. Naprawdę nie mam pojęcia, co nim kierowało. Może chciał w ten sposób zwrócić na siebie uwagę albo pragnął zaskarbić sobie sympatię rówieśników? Naprawdę trudno powiedzieć — westchnęła, a w tym odgłosie znów dało się wyczuć bezradność. — Chłopcy są w sali jedenaście, na końcu korytarza. Inne klasy też są do dyspozycji, gdyby chcieli państwo wyjaśnić wszystko z dziećmi na osobności — poinformowała, na co Zaylee skinęła głową i podniosła się z miejsca. Nie miała zamiaru odwlekać tego w czasie i chciała jak najszybciej rozmówić się z synem. Wpierw jednak chyba wypadałoby zamienić kilka słów z rodzicami Liama, o czym dała znać małżonce samym spojrzeniem.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obie wolałyby z pewnością uniknąć podobnych sytuacji. Wiedziały, że z pewnością nauczycielka nie koloryzuje. Przez pewien czas jeszcze miały nadzieję, że po prostu Samuel został w to wszystko jakoś wciągnięty. Może jakiś chłopak, który mu imponował jako pierwszy obrał sobie Liama za cel, a Sam za nim podążył? W każdym razie musiały z nim na poważnie porozmawiać i wybadać czy w całej tej historii nie było jeszcze czegoś, czego pani Doyle mogła nie widzieć.
Całe szczęście wszelkie dyskusje na temat Sama zostały ucięte. Widziała, co prawda te kilka spojrzeń, które poszczególni rodzice wymienili pomiędzy sobą, ale żaden nie był na tyle odważny, aby powiedzieć jej cokolwiek w twarz. Nikt nie chciał zaangażować się w wymianę zdań. Tchórze. Podobnie jak ich dzieci.
- Dziękujemy. Na pewno z tego skorzystamy - odpowiedziała, przystając na propozycję wychowawczyni.
Również podniosła się z krzesła, a spojrzenie Zaylee jej nie umknęło. Również myślała o tym samym. Należało wpierw rozmówić się z państwem Wyle, którzy naprawdę nie czuli się najlepiej w całej tej sytuacji. Zresztą, czy można było im się dziwić?
Odczekała, aż inni wyjdą z sali, aby dopiero wtedy podejść do obojga rodziców Liama. Nie chciała przeprowadzać tej rozmowy publicznie, bo jeszcze komuś przyszłoby do głowy, aby się do niej wtrącić, a tego zwyczajnie Swanson by nie zniosła.
- Państwo Wyle - odezwała się, gdy znalazła się już przed nimi. - Evina Swanson, a to moja żona, Zaylee Miller.
Do tej pory jeszcze nie miały okazji do tego, aby rozmawiać z nimi bezpośrednio, więc musiała jeszcze dokonać pewnej prezentacji, aby wiedzieli z kim mają (nie)przyjemność.
- Naprawdę przepraszamy za syna. Nie miałyśmy pojęcia o jego zachowaniu. Zrobimy wszystko, aby się to nie powtórzyło - zapewniła i naprawdę była zdeterminowana, żeby tego dokonać.
Nie zamierzała pozwalać Samowi na podobne wybryki. Musi zdawać sobie sprawę, że w ich domu nie ma miejsca na podobne rzeczy. Na pewno nie zamierzała mu pobłażać po tym, co wyczyniał przez ostatnie dwa miesiące.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najtrudniejsze było dopiero przed nimi. Najpierw czekała je rozmowa z Wyle’ami, a potem z samym synem. Musiały więc poczekać, aż wszyscy opuszczą salę, i dopiero wtedy podeszły do jego rodziców. Oboje wyglądali na wyraźnie przybitych całą sytuacją. Nic dziwnego. Zaylee zakładała, że w dużej mierze towarzyszyło im poczucie winy. Jakieś ciche przekonanie, że w jakiś sposób zawiedli własne dziecko. Nie zauważyli zmian w jego zachowaniu, nie wyłapali sygnałów, które mogły świadczyć o problemach. A Liam, jak to często bywa w takich sytuacjach, najpewniej sam niczego nie zgłaszał. Dzieci rzadko mówią wprost, kiedy coś zaczyna je przerastać. Do tego dochodziła jeszcze kwestia finansów, która w najgorszy sposób odbiła się na chłopcu, prowadząc do jego wykluczenia przez rówieśników.
— Dzień dobry — pan Wyle siknął głową w geście powitania. — Henry Wyle. A to moja żona, Yvonne. Przykro mi, że musimy poznawać się w takich okolicznościach. Tym bardziej że Liam zawsze wypowiadał się o Samuelu w samych superlatywach — kąciki jego ust drgnęły w lekkim, prawie niezauważalnym uśmiechu.
Yvonne westchnęła, robiąc krok bliżej męża. Spojrzała najpierw na Zaylee, a potem na Evinę, która zapewniła, że zrobią wszystko, by taka sytuacja więcej się nie powtórzyła.
— Wiemy, że dzieci są szczere. Czasami aż do bólu. Odnieśliśmy jednak wrażenie, że Sam jest dobrym kolegą naszego syna. Będziemy naprawdę wdzięczni, jeśli dopytają panie, dlaczego nagle zaczął się tak zachowywać — powiedziała przyciszonym głosem.
Miller uniosła wysoko brwi i zerknęła na małżonkę. Nie przypominała sobie, żeby Sammy kiedykolwiek wspominał o Liamie. A może coś kiedyś napomknął, tylko im umknęło? Niemożliwe. Kiedy przychodził do nich, zawsze poświęcały mu sto trzydzieści procent uwagi. Słuchały każdego słowa, bo dziesięciolatkowi zwyczajnie nie zamykała się buzia. Na pewno zapamiętałyby, gdyby choć raz wspomniał, że trzyma się z Liamem.
— Oczywiście — wtrąciłam natychmiast. — Tak jak wspomniała żona, dołożymy wszelkich starań, żeby podobna sytuacja więcej się nie powtórzyła — skinęła głową, jakby chciała wzmocnić własne słowa. — Przepraszam, nie chcę być wścibska, ale czy jest jakiś sposób, żebyśmy mogli pomóc? — zapytała, ostrożnie nawiązując do sytuacji materialnej państwa Wyle.
Henry wyraźnie się spiął, ale zaraz spuścił wzrok. Jego żona zacisnęła palce na jego ramieniu i posłała Miller ciepły, choć zmęczony uśmiech.
— To bardzo miłe, ale to po prostu chwilowy kryzys. Męża jakiś czas temu zwolnili z pracy. Do tego doszły niespodziewane wydatki. Mimo wszystko staramy się, żeby to nie przytłaczało Liama — zawahała się na moment, a uśmiech na jej twarzy przygasł jeszcze bardziej. — A teraz jeszcze to nękanie w szkole…
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rozmowa z rodzicami Liama choć na pewno była niezręczna to na pewno nie była najtrudniejszym etapem. W końcu byli dorośli. Z nimi na pewno mogły pozwolić sobie na otwartą rozmowę, licząc na bardziej zrównoważony dialog. Zwłaszcza, że Wyle'owie nie sprawiali wrażeni takich, którzy byliby wściekli ze względu na tę sytuację i gotowi iść na wojnę z innymi rodzicami. Przynajmniej tyle dobrego.
- Również wolałybyśmy, aby okoliczności były nieco inne, ale cóż... - zawiesiła głos, bo trudno było jej znaleźć odpowiednie słowa w tej sytuacji.
To zdecydowanie Zaylee lepiej radziła sobie w kontaktach innymi i była bardziej rozmowna, ale to było coś z czym musiały poradzić sobie wspólnie. Nie mogła zostawić czegoś takiego jedynie żonie, która była już od samego początku rozsadzana przez złość na syna.
- Nie mamy pojęcia, co się stało. Po części mam nadzieję, że to wynik jedynie głupiej sprzeczki, która wyszła zdecydowanie zbyt daleko... Chcemy się dowiedzieć skąd to wszystko się wzięło i dopilnować, aby Sam przeprosił Liama - odpowiedziała, zdając sobie sprawę z tego jak niewiele taki gest mógł znaczyć, ale skoro chodziło o dzieci to może mimo wszystko będzie miał nieco lepszy wydźwięk.
Przytaknęła jeszcze na słowa koronerki, aby potwierdzić, że były gotowe do tego, aby faktycznie służyć pomocą, aby jakoś rozwiązać tę sytuację. Chciały chociaż w taki sposób wynagrodzić Wyle'om zachowanie swojego syna.
- W razie, gdybyśmy jednak mogły jakoś pomóc to chętnie zostawimy kontakt do siebie. Chciałybyśmy również, żeby dali nam państwo od razu znać, gdyby tylko dowiedzieli się państwo o tym, że Sam jednak dalej sprawia problemy. Postaramy się odpowiednio zareagować - powiedziała jeszcze, bo może nie były w stanie zbytnio nic poradzić na stan zatrudnienia Henry'ego, ale na pewno mogły podjąć się kolejnej interwencji, gdyby jednak Samuel nie poprawił swojego zachowania zgodnie ze złożoną obietnicą.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mamy nadzieję, że Sammy zrozumie swoje błędy. Nie bądźcie dla niego zbyt surowe — Yvonne wyciągnęła rękę i pokrzepiająco zacisnęła palce na przedramieniu Swanson.
Trudno było nie odnieść wrażenia, że nawet w tak trudnej sytuacji kobieta potrafiła mówić o ich synu z zaskakującą łagodnością. Jakby wciąż chodziło o drobne przewinienie, a nie coś, co realnie krzywdziło inne dziecko. Zaylee miała wrażenie, że zaraz eksploduje. Emocjonalnie balansowała na granicy. Miała ochotę rozszarpać Sama własnymi rękami. Oczywiście nie dosłownie, nigdy by tego nie zrobiła, ale nie miała zamiaru też udawać, że nie była na niego autentycznie wściekła. Ta scena wydawała się jeszcze bardziej absurdalna, bo podczas gdy ona w środku gotowała się z gniewu, rodzice Liama wciąż potrafili patrzeć na sytuację przez pryzmat troski, nadziei i wiary, że wszystko da się jeszcze naprawić.
Państwo Wyle zgodzili się wymienić numerami telefonu. Zaylee i Evina zostawiły im swoje wizytówki i poprosiły o niezwłoczny kontakt, jeśli cokolwiek się wydarzy. I gdyby stwierdzili, że jednak potrzebują wspomnianej pomocy. Obie miały różne znajomości, więc zawsze mogły szepnąć słówko tu i tam. Miller nie była zwolenniczką kumoterstwa, ale były coś winne zarówno rodzicom Liama, jak i samemu chłopcu.
Cała czwórka wyszła na korytarz i skierowała się do sąsiedniej sali, tej samej, w której pozostawiono chłopców na czas rozmowy z panią Doyle. Większość rodziców zdążyła już odebrać swoje dzieci, więc w środku zostali tylko Sammy i Liam. Jeden siedział na ławce przy oknie, drugi bazgrał coś w zeszycie przy jednej z tylnych ławek. Gdy drzwi się otworzyły, obaj unieśli głowy. Twarz Liama natychmiast się rozjaśniła. Chłopiec zerwał się z miejsca, zgarnął swoje rzeczy i niemal od razu wtulił się w ojca. Samuel zareagował zupełnie inaczej. Kiedy tylko dostrzegł swoje matki, spuścił nos na kwintę, a oczy wlepił w blat ławki. Nie próbował nawet udawać, że wszystko jest w porządku. Doskonale wiedział, że nie ominie go poważna rozmowa.
Państwo Wyle jeszcze raz pożegnali się z Miller i Swanson. Yvonne posłała im smutny, ale życzliwy uśmiech, a Henry ograniczył się do krótkiego skinienia głową. Chwilę później oboje wyszli z sali, zamykając za sobą drzwi. Zaylee zerknęła krótko na Evinę, po czym zaczęła przemierzać pomieszczenie tam i z powrotem. Kilka kroków w jedną stronę, kilka w drugą. Musiała jakoś rozładować buzujące pod skórą emocje. Dopiero po chwili zatrzymała się i odwróciła w stronę syna.
— Masz nam coś do powiedzenia? — zapytała spokojniej, niż sama się po sobie spodziewała. W odpowiedzi usłyszała jedynie ciszę. Młody siedział nieruchomo, uparcie wpatrując się w ławkę. Zupełnie jakby liczył, że jeśli wystarczająco długo będzie unikał ich spojrzeń, cała ta rozmowa po prostu się nie wydarzy.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Chyba dotychczas byłyśmy dla niego zbyt łagodne. Musi wiedzieć, że to, co robi jest niedopuszczalne - odparła, gdy tylko Yvonne poprosiła ją o wyrozumiałość.
Nie zamierzały w żaden sposób mu pobłażać. Wiedziała, że w nich samych teraz buzują potężne emocje. Może i starały się tego zanadto nie pokazywać, ale prawa była taka, że obie najchętniej rozszarpałyby syna. Całe szczęście żadna z nich nie była typem rodzica wierzącego w magiczną uzdrawiającą moc klapsa czy innych kar fizycznych. Jakiekolwiek konsekwencje miałyby na Samuela spaść to na pewno nie odczuje ich na swoim ciele. Co najwyżej odbije się to na jego psychice.
Wymieniając się numerami telefonów z Wyle'ami, Evina naprawdę miała nadzieję, że jedyny telefon jaki kiedykolwiek otrzymają będzie dotyczył raczej pytania o zadanie domowe czy czegoś podobnego Liczyły na to, że mimo wszystko rozmowa z Samem odniesie oczekiwany skutek. Tylko, że po tym, czego się dowiedziały to chyba niczego już nie mogły być pewne, gdy o niego chodziło.
Ich krótka rozmowa wystarczyła, aby reszta rodziców zdążyła się rozmówić ze swoimi dziećmi oraz wychowawczynią. Przynajmniej dzięki temu, gdy tylko przekroczyły próg sali, mogły liczyć na swoistą prywatność. Mogły zapewne zabrać od razu Sama do domu i tam z nim porozmawiać, ale chyba szkolny teren był do tego odpowiedniejszy. Nie wspominając o tym, że chciały jak najszybciej przejść do tego, co się stało.
Pożegnała się krótko z rodzicami Liama po czym skupiła się już w pełni na Samuelu. W przeciwieństwie do krążącej po sali żony, Swanson najzwyczajniej przysiadła na blacie jednej z ławek w pobliżu milczącego syna i wbiła w niego oczekujący wzrok. Wyglądało na to, że nie robiła na nim absolutnie żadnego wrażenia. Milczał uparcie i nic nie chciało tego zmienić.
- Zapytam w takim razie inaczej: o co chodzi z Liamem? - spytała już bezpośrednio, bo może dzięki temu chłopiec poczuje się bardziej przyparty do muru.
Nie zamierzały mu odpuszczać. Jeśli będzie trzeba to urządzą mu prawdziwe przesłuchanie, a konsekwencje braku współpracy na pewno będą wyjątkowo dotkliwe.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zaylee nie miała pojęcia, czy Evina kiedykolwiek mierzyła się z podobnymi problemami ze swoimi dziećmi, ale dla niej samej była to pierwsza taka sytuacja. Pierwsza, w której musiała zmierzyć się z czymś tak niejednoznacznym i trudnym do naprawienia jednym ruchem. Może i ominął ją etap pieluch, ale za to od razu została rzucona na głęboką wodę. Dobrze, że przynajmniej umiała pływać.
Sammy milczał jak zaklęty. Wprawdzie na pytanie Swanson drgnął niekontrolowanie, ale nawet nie spojrzał w jej stronę. Wzruszył tylko ramionami i wrócił do gapienia się w okno. W tym samym czasie Miller znów rozpoczęła swoją wędrówkę po sali. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, pewnie eksplodowałaby już w progu, ale teraz musiała zachować pozorny spokój. Dla kogoś z takim temperamentem nie było to ani łatwe, ani możliwe, dlatego przyspieszyła kroku i zatrzymała się dopiero przy ławce, na której siedział dziesięciolatek.
— Zejdź i usiądź jak człowiek — nakazała, wskazując podbródkiem na krzesło. — Nie będę dwa razy powtarzać — dodała stanowczo. Młody łypnął na nią spode łba i westchnął pod nosem. W końcu zsunął się z blatu i zajął miejsce wskazane przez Zaylee. Szurnął krzesłem i usiadł na nim, krzyżując ręce na piersiach.
— Słyszałeś, o co zapytała cię Evina? — upewniła się, na co zareagował lekkim skinieniem głowy, ale dalej nie odezwał się słowem. — Mamy naprawdę dużo czasu. Jak zajdzie taka konieczność, to możemy siedzieć tutaj nawet do rana — dodała, licząc na to, że wizja siedzenia w szkolnej ławce przez całą noc nie niespecjalnie spodoba się Samowi. I chyba tak było, bo zacisnął usta w wąską linię. Po chwili rozchylił wargi i wyglądał tak, jakby faktycznie chciał coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie zrezygnował i znowu je zamknął.
Zaylee spojrzała na małżonkę i wzruszyła ramionami. Nie mogły go do niczego zmusić. Niby mogły zaoferować mu coś w zamian, żeby w końcu puściła parę z ust. Dokładnie jak podczas ich pierwszego spotkania w sierocińce, kiedy potrzebowały wyciągnąć od chłopca pewne informacje, ale to nie była najlepsza metoda wychowawcza. Musiały w końcu nauczyć się, jak go podejść, jednocześnie nie próbując przekupić. Dobrze, że jedna z jego matek była policjantką i na pewno znajdzie na to jakiś świetny sposób.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trzeba przyznać, że ze względu na rozpad swojego małżeństwa, Swanson ominęło sporo rzeczy związanych ze swoimi biologicznymi dziećmi. Przez sporą część była też nieobecna, bo jednak praca była dla niej na pierwszym miejscu i gdy tylko pojawiała się jakaś sprawa to ona zyskiwała priorytet nad takimi przyziemnymi sprawami jak wywiadówki czy inne spotkania w szkole. Takimi rzeczami zajmował się jej dawny mąż. Poniekąd zatem sporo rzeczy, przez które przechodziły z Samem było dla niej również pewną nowością.
Wyglądało na to, że Samuel nie będzie z nimi współpracował. Nic nowego. Poprzednim razem, gdy chodziło o sprawę Beckera też musiały z niego wyciągać informacje siłą. Tylko, że wtedy sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Czekały jednak. Dawały mu szansę na to, aby się odezwał, ale najwyraźniej nie działało to jak trzeba, a dziesięciolatek jedynie usiadł naburmuszony w ławce.
- Dobrze... Skoro nie chcesz rozmawiać to chyba będę musiała zwrócić bilety do kina... - westchnęła ciężko, sięgając po telefon.
Wcześniej nie mieli ku temu okazji, ale umówili się na to, że pójdą do kina, aby zobaczyć nowy film z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Co prawda mieli to w planach od jakiegoś czasu, ale jeśli faktycznie chłopiec nie chciał iść na współpracę to najwyraźniej aż tak mu nie zależało na tym, aby zobaczyć tę produkcję.
Jak nie prośbą to groźbą. Z pewnością istniał sposób, aby go nakłonić do zwierzeń odnośnie całej tej sytuacji z Liamem.
zaylee miller