— Czasem jesteś taka... — zawiesiła głos, wertując w głowie dziesiątki przymiotników, które mogłaby użyć. Wiele z nich było oczywiście absolutnie okropna. Może po prostu powinna sobie darować? Spojrzała gdzieś na bok i znów przetestowała metodę liczenia do dziesięciu, znów robiąc to w takim tempie, że nikt inny pewnie nie zdołałby dotrzeć nawet do jednej trzeciej. Nic jej to nie dało, po prostu musiała zdusić te uczucia gdzieś głęboko w środku i pójść dalej. Tak robią dorośli ludzie, prawda? Na bank! Obserwowała ją uważnie, gdy się przysunęła, ale nie zareagowała na to w żaden dodatkowy sposób. Skinęła głową, zgadzając się z jej pomysłem, wyminęła ją i ruszyła do wyjścia.
Skierowała się do następnej uliczki i zatrzymała się przy jakieś dwuosobowej Maździe, czarnej z tablicami rejestracyjnymi jasno wskazującymi na to, że była autem z wypożyczalni. Usiadła na miejscu kierowcy i wsunęła kluczyki do stacyjki. Na siedzeniu pasażera leżał jakiś zwinięty rulon owinięty recepturką i komiks. Rulon był plakatem, który Cross pokazywała jej wcześniej, komiks zaś był pierwszym tomem kolekcjonerskiego wydania Gideon Falls od Lemira i Sorrentino. Kiedy tylko Prescott zgarnęła rzeczy i usiadła, Cross ruszyła przed siebie. Włączyła radio, które od razu połączyło się z jej telefonem, bo przecież nie przepadały za siedzeniem w ciszy. Może nie do końca zgrywało się to z tym całym nieodzywaniem się, ale to nic! Kiedy tylko wyjechała spośród krętych, drobniejszych uliczek przedmieścia, znacznie przyspieszyła. Oparła lewą rękę na oknie, trzymając kierownicę palcami na dole. Kierowała głównie prawą ręką, wyciągniętą prosto przed siebie. Prescott zdecydowanie powinna zrozumieć, czemu River unikała poruszania się w ten sposób. Jakim cudem nikt jej jeszcze nie odebrał prawa jazdy za nagromadzone punkty za przekraczanie prędkości? A może odebrał? W sumie cholera ją wie. Cóż, przynajmniej dzięki temu szybko dotrą na miejsce. Prowadzenie samochodu było właściwie najwygodniejszą z opcji. Miała wymówkę, by gapić się przed siebie, a nie na Prescott i trzymać ręce w okolicach kierownicy, by przypadkiem ich nie zabić.
— Jakieś żelazne zasady, których mam się trzymać do świtu, póki nie spierdolę jak księżniczka Fiona? — odezwała się wreszcie, zwalniając, by zatrzymać się na światłach. No aż takiego GTA nie odpierdalała, szanujmy się. Nadal była zirytowana przez to, że przegrała, ale złość powoli odchodziła, by zrobić miejsce czystej ciekawości. Była pewna, że samo niemówienie nie to za mało dla Prescott. Może faktycznie każe jej się przez cały czas zwracać do siebie per mami? Albo – co gorsza — używać trzech magicznych słów? No dobra, z dziękuję nie miała nigdy większych problemów.
Ruelle I. Prescott