34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Gdyby Ash był przesądny - jak, chociażby, jego własna matka, która nadal wierzyła, że czerwony sznureczek opasany wokół nadgarstka i odpowiednie błogosławieństwo są w stanie uchronić jej bliskich przed całą plejadą trosk i nieszczęść - pewnie zbulwersowałby się teraz na myśl, że Soraya zapesza, i że swym krakaniem zaraz faktycznie ściągnie na nich jakiś tragiczny wypadek który wymaga mobilizacji całego szpitalnego personelu, nieważne, czy wielu z nich zbierało się akurat do zakończenia zmiany.
Ponieważ jednak lubił uważać się za naukowca, próbował przed podobnymi założeniami wybronić się za sprawą zdrowego rozsądku i racjonalnego rozumowania, bardziej niż w przychylność lub złośliwość losu wierząc w statystykę. Statystycznie rzecz ujmując, prawdopodobieństwo pilnych interwencji rzeczywiście zawsze wzrastało w pobliżu weekendy, zwłaszcza wieczorami - choć malało koło drugiej w nocy, by potem znów wzrosnąć o świcie gdy ludzie wychodzili z imprez i wsiadali za kierownicę pod wpływem najróżniejszych substancji. To, że zaraz możliwość wyjścia z pracy o czasie zostanie Cano odebrana, było zatem prawdopodobne, ale jeszcze nie pewne. I Ash mógł tylko mieć nadzieję, że nic tego dramatycznie nie zmieni.
Wymownie skrzyżował palce, sygnalizując, że mimo wszystko będzie zaklinał wszechświat, by ten się dziś do Sorayi uśmiechnąć. Ona przynajmniej faktycznie miała do czego, i do kogo wracać.
Trochę ukuło go gdzieś po lewej stronie piersi, nieco powyżej mostka. Pierwsza, o ironio kojąca myśl, była taka, że może ma zawał (miało by to sens, biorąc pod uwagę ilość spożytej przez niego kawy oraz godzin pracy odbytych w ostatnich tygodniach). Wtedy przynajmniej znajdował się w najlepszym możliwym miejscu, i jako lekarz raczej nie protestowałby przeciwko pomocy udzielanej mu przez medyków.
O wiele gorzej było zaakceptować, że słowa pielęgniarki rzucały teraz jaskrawe światło na jego własne, głębokie poczucie samotności.
— Dorzuć ciecierzycę albo soczewicę, trochę liści curry i czosnek, a moja matka zrobiłaby z tego doskonały dal... — Uśmiechnął się mimochodem. Za nastolatka modlił się o choćby jeden tydzień gdy ich rodzinny stół nie uginał się pod ciężarem tradycyjnej potrawy, ale teraz chyba dałby sobie uciąć rękę za świeżą, parującą porcję matczynego dania. — Daj znać, jakbyś kiedyś potrzebowała przepisu.

Pokiwał głową, zastanawiając się jakim cudem w takim razie nie mieli okazji by kiedykolwiek wcześniej trafić na siebie przy automacie do kawy. Z drugiej strony w pędzie szpitalnego życia byłoby to perfekcyjnie wytłumaczalne. Oparł się wygodniej o ścianę, pocierając kciukiem kartonowy kubek.
— Trochę — Przyznał. — Rezydenturę robiłem w Kalifornii. Na Stanfordzie. — Zawsze mówił o tym trochę zbyt ostrożnie, i jednocześnie tak, jakby mówił o sklepie spożywczym za rogiem, a nie jednym z najbardziej prestiżowych ośrodków naukowych w kraju i na całym świecie. — Później zostałem tam jeszcze przez jakiś czas. Badania, praca kliniczna, trochę nauczania. Ale moi rodzice przeprowadzili się do Toronto kilka lat temu. — To było najprostsze, choć niepełne wyjaśnienie, które pozwalało mu sprawnie wyminąć bolesny powód ich przeprowadzki. Nie wspomniał o glejaku, o wizytach kontrolnych ojca które nie zwiastowały poprawy i o tym, że na długo przed przeprowadzką do Toronto przyjeżdżał do Kanady znacznie częściej niż by sobie życzył. — Więc w końcu uznałem, że rozsądnie będzie znaleźć pracę bliżej nich. A i tak zawsze wydaje mi się, że poświęcam im za mało czasu... — Westchnął, a potem zamrugał, zdając sobie sprawę, że i tak we własnym przeświadczeniu powiedział jej o sobie aż za dużo.
— Jesteś stąd? Czy też sprowadziłaś się do Toronto?

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie pracowała tu od wczoraj, chociaż pomysłowość ludzka wciąż ją jeszcze zaskakiwała. Niestety najbardziej negatywnie, co też ludzie potrafili nawyrabiać i potem służą zdrowia musiała się z tymi idiotami użerać i główkować jak wciągnąć coś, co ludzie wsadzali sobie tam, gdzie nie powinni.
- To poproszę o przepis, bo obawiam się, że dzisiaj nie dam rady niczego zapamiętać - stwierdziła zgodnie z prawdą. A brzmiało to dość spaczeni, więc chętnie by spróbowała. - A jak masz jeszcze jakieś inne to też chętnie wezmę. Lubie gotować, a warto próbować nowych smaków. Szczególnie jak są już sprawdzone. Mamy z babcią taki wysłużony już zeszyt z przepisami, do którego dodajmy nowe, jeśli jakiś się trafi - rozgadała się, ale rozmowa też pomagała pozbyć się tego otępienia jakie dopadało człowieka, gdy organizm był już na skraju wyczerpania. - I obiecuję solennie, że przyniosę ci do degustacji. Pewnie nie będą tak dobre jak te twojej mamy.
Osobiście dobrze gotowała, ale nie miała wprawy jeszcze z innymi kuchniami, po za rodzimą. Dlatego bardzo chętnie poszerzyłaby horyzonty oraz swoje możliwości. Do tego wspominany zeszyt musiałaby już chyba trochę zostać przeniesiony bardziej w cyfrowe strony. Jednak babcia wolała tradycyjny sposób zapisywania receptur, a ona nie zamierzała się z seniorką kłócić.
- Jestem stąd. Całe życie spędziłam Toronto, chociaż nie mogę powiedzieć, że znam je jak własną kieszeń - odpowiedziała wysłuchawszy słów Asha. - Myślę, że doceniają czas jaki im poświęcasz. Praca w służbie zdrowia na te minusy, że nie pracujemy w określonych godzinach i możemy sobie pozwolić na spędzanie czasu z najbliższymi tyle ile byśmy chcieli - pociągnęła spory łyk kawy. - Ale też cię rozumiem, bo chciałabym poświęcić dziadkowi więcej czasu. Byłoby może prościej jakbym z nim mieszkała, a tak to też czasami mnie gryzie sumienie - pokiwała głową porozumiewawczo.
Doba miała za mało godzin, żeby móc robić wszystko, co się chciało. Zdecydowanie powinna być dłuższa.

ash kapoori
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ash uśmiechnął się nieco szerzej, bynajmniej nie w szczególnie widowiskowy sposób, ale raczej tak, jak uśmiechał się kiedy prowadzona przezeń rozmowa przestawała być tylko uprzejmą wymianą zdań, a zaczynała być o wiele bardziej personalna, i po prostu ludzka. Często czuł się niezręcznie, jakby nie potrafił znaleźć odpowiedniej drogi w gąszczu słów rozmówcy, ciągle obawiając się, że zaraz wypali coś głupiego albo nie na miejscu. I nie byłby to pierwszy raz.
Towarzystwo Sorayi sprawiało jednak, że Ashish trochę się rozluźniał i zapominał o konieczności monitorowania każdej kolejnej wypowiedzi. Zamiast tego, po prostu płynął wraz z tokiem rozmowy, która mimo zmęczenia, rozwijała się całkiem płynnie i zaskakująco komfortowo.
— Umowa stoi. - Potaknął, unosząc kubek z kawą tak, jakby właśnie przypieczętowywał tym gestem zawarcie wyjątkowo ważnego kontraktu. W życiu nie wymagałby od Sorayi zarejestriowania receptur jego matki na pamięć, bez wspomagania się notatkami. A już na pewno nie oczekiwałby, że dziewczyna zrobi coś podobnego o tak nieludzkiej porze jak ta.
— Zazdroszczę Ci tego zeszytu z przepisami - Wyznał - Brzmi jak coś, co i mnie by się przydało. Zazwyczaj, kiedy gotuję, dodaję składniki na oko... - Westchnął, z mało poważną, ale nadal marsową miną wracając pamięcią do całej gamy kuchennych porażek jakie zaliczył w czasach samodzielnego życia. - I zwykle kończy się to, delikatnie mówiąc, tragicznie.

Na wzmiankę Cano o jej dziadku, twarz Ashisha wyraźnie spoważniała dokładnie tak, jakby kilka prostych słów wystarczyło by przypomnieć mu o czymś, czego przez cały dyżur starał się nie dotykać choćby jedną, przelotną myślą.
— Chyba zawsze ma się to poczucie, że czasu nigdy nie starczy na wszystko, co? — Zapytał cicho, bardziej kubek własnej kawy, niż Sorayę — Nawet kiedy człowiek robi wszystko, co potrafi.
Zamilkł na chwilę, więc na kilka sekund słychać było jedynie ciche buczenie automatu i odległy syk drzwi rozsuwających się gdzieś na końcu korytarza.
— Mój ojciec od kilku lat ciężko choruje — Ash powiedział spokojnie, bez dramatyzmu; jak fakt, z którym nie miał już siły się kłócić. — Właściwie między innymi dlatego wróciłem do Kanady. - Spojrzał na Sorayę z lekkim, przepraszającym uśmiechem, jakby dopiero teraz zorientował się, że rozmowa zrobiła się odrobinę zbyt poważna. Machnął ręką, starając się chyba rozgonić czarne chmury wiszące nad ich konwersację — Ale obiecałem sobie, że nie będę zamieniał ludziom przerw na kawę w grupę wsparcia, więc lepiej zmienię temat... - Odchrząknął, zastanawiając się krótko do czego jeszcze mógłby nawiązać, żeby nie zatruć ich wspólnej chwili własnymi, nierozwiązywalnymi problemami — Powiedziałaś, że lubisz gotować. W takim razie powiedz, jesteś z tych ludzi, którzy czytają przepis do końca przed rozpoczęciem, czy z tych, którzy odkrywają w połowie, że piekarnik powinien był być nagrzany dwadzieścia minut wcześniej?

Soraya Cano
31 y/o
For good luck!
170 cm
Pielęgniarka w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
What comes after love?
I wanna know there's something for me after us
I don't think my heart was made to break this much
Tell me there is happy ever after love
Tell me there is happy ever after us
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Soraya raczej była tą przysłowiową dziewczyną z sąsiedztwa. A jak złapała z kimś nić porozumienia, to tym bardziej miło się rozmawiało. W końcu od czegoś trzeba zacząć znajomość, a im więcej się czasu z kimś spędzało, tym bardziej wartościowa stawała się konwersacja. Do tego wszystkiego dochodziło uratowanie jej przed niekończącym się monologiem ordynatora. A to na starcie dodawało mu dodatkowych punktów.
- Umowa stoi - zawtórowała rozmówcy unosząc swój kubek z kawą. - Nie mogę się doczekać, aż spróbuje coś upichcić z tych przepisów.
Oczy jej się zaświeciły na samą myśl o czekających ją wyzwaniach. Nie liczyła, że wyjdzie jej za pierwszym podejście zwłaszcza, że nie miała doświadczeniach. Zatem najlepszym degustatorem okaże się Ash, jako że znał owe smaki. I jego opinia byłaby bardzo pomocna, czy coś poszło nie tak. Co poprawić, a co jest w porządku.
- To może to jest znak, aby taki założyć? Mogę pomóc w wyborze jakiegoś ładnego i najlepiej w twardej oprawie, bo dłużej wytrzyma okładka - zaproponowała. - Chociaż jak wolisz, to możesz sobie wydrukować te przepisowy i je razem spiąć. Większa wygoda niż pisanie ręcznie. My mamy pisane ręcznie, bo babcia woli w takim wydaniu, a ja się do tego przyzwyczaiłam.
Seniorka była starej daty i nie przepadała za nowoczesnymi wymysłami technologicznymi. Poza tym mówiła, że lubi pisać ręcznie, więc Soraya poddała się po kilku próbach przekonania babci na zmianę w legendarnym zeszycie z przepisami.
- Masz rację, tego czasu jest niby dużo, ale wciąż za mało - zgodziła się kiwając głową. - Jak się jest dzieckiem, to nie zwraca się uwagi na niego. Grunt to dobra zabawa do rana do wieczora, a potem przychodzi szkoła i czas ucieka przez palce.
Człowiek doceniał to, co miał często za późno, co było nieprzyjemnym uczuciem. Niestety w większości przypadków tak bywało. A w szpitalu tego typu sytuacje najbardziej rzucały się w oczy, gdy pacjent dostawał diagnozę nowotworową lub inną ciężką chorobę.
- To przykre - skomentowała, bo ciężko było dodać coś nie oklepanego w stylu, będzie dobrze. Pacjentów można było w ten sposób pocieszać, ale nie lekarza który wiedział jak to wszystko działało. - Da się twojego tatę wyleczyć?
Nie dało się przecież unikać przykrych tematów. W szpitalu co rusz, ktoś umierał czy zostawał niepełnosprawnym do końca życia. Czasami one tak same wkradały się w rozmowę, więc nic złego się nie wydarzyło.
- Zdecydowanie najpierw studiuje przepis do a do zet, żeby wiedzieć na czym stoję - podjęła temat swojego hobby. - I biorę zawsze więcej składników, na zapas, bo boję się, że mi zblaknie i będę musiała lecieć do sklepu, a nie zostawię garnka na gazie - dodała. -Mogę cię podszkolić jak chcesz w czymś prostym na początek. Nie ma nic złego w gotowaniu na oko, ale wydaje mi się, że lepiej to zostawić jak nabierzesz wprawy.

ash kapoori
34 y/o
For good luck!
194 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ash uśmiechnął się za sprawą dwóch rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, naprawdę odpowiadał mu kierunek, w którym zmierzała póki co ich konwersacja. Zaczęło się od potencjalnego starcia z gburowatym ordynatorem, ale teraz, gdy zostali sami, i rozmawiali znacznie swobodniej, mimo zmęczenia ogarniała go cudowna lekkość, którą odczuwał za każdym razem, gdy zaczynał czuć się trochę bardziej komfortowo i nie musiał w końcu monitorować każdej ze swoich reakcji tak starannie, jakby patrzył na nie przez bardzo czuły mikroskop. Po drugie, podobało mu się, że pomysł Sorayi nie był tylko teoretyczną sugestią, a wręcz przeciwnie - łączył się z niezwykle konkretną ideą. To nie tak, że Ash nie lubił czasem pobujać w obłokach, ale mimo wszystko jego umysł lubował się w strukturach i sensownych rozwiązaniach, które nie pozostawiały miejsca na niedomówienia i niejasności. Pragmatyzm uspokajał mu nerwy - a Kapoori, choćby nie chciał tego przyznać na głos - z natury taki właśnie był: raczej dość nerwowy. Dlatego pomysł, żeby nowe przepisy notować w specjalnie ku temu zakupionym notatniku z twardą oprawą, od razu przypadł mu do gustu. Mimo sentymentalnej wartości, którą Ash mógł z pewnością dostrzec w spisywanych ręcznie, i ledwie co z sobą spiętych kartkach, taka wersja wydawała mu się o wiele bardziej trwała i praktyczna. I że też nigdy wcześniej sam o tym nie pomyślał!?

Pokiwał głową.
— W takim razie będę czekał na degustację. Koniecznie powinniśmy się na taką kiedyś umówić - Powiedział - I na całe twoje szczęście, raczej nie jestem jakimś wyjątkowo surowym recenzentem... O ile nie użyjesz pietruszki. Tej serdecznie nie znoszę - Wyznał. Nie była to do końca prawda, bo były też inne rzeczy, których Ashish nie lubił - i chodziło bardziej o teksturę, niż o sam smak potraw. Nienawidził, na przykład, rozgotowanej owsianki. Albo zbyt twardej, nie-chrupiącej granoli. Nie cierpiał kożucha na mleku, a na myśl o majonezie wszystko podchodziło mu do gardła w takim tempie, że realnym zagrożeniem stawało się, że zwyczajnie zwymiotuje. Ale tego, póki co, Soraya naprawdę nie musiała o nim wiedzieć. Mieli jeszcze czas, co rzeczywiście bywało rzadkim luksusem...
Kolejne pytanie Sorayi sprawiło, że uśmiech Ashisha przygasł niemal niezauważalnie. Rzeczywiście, to nie był ani łatwy, ani przyjemny temat, ale doceniał jej bezpośredniość, i to, że nie obchodziła go tak, jak wiele innych osób w reakcji na wieści o chorobie jego ojca. Ash nie znosił być traktowany jak dziecko, nad którym trzeba się użalać, które należy pocieszać, i permanentnie ochraniać przed wszelką niesprawiedliwością świata. I to nie tylko dlatego, że - tak, jak zauważała Cano - był lekarzem. Przede wszystkim dlatego, że był dorosły.
— Nie. — Odpowiedział spokojnie, niemal tym samym tonem, którym na spotkaniach zespołu omawiał najpoważniejsze diagnozy. — To glejak. Umiejscowiony tak, że jest praktycznie nieoperacyjny.
Nie dopowiedział od razu nic więcej, wiedząc, że dla pielęgniarki musi to wystarczać. Domyślał się, że Soraya rozumiała też, co oznaczało to dla niego jako dla neurochirurga. Nie było większej możliwej porażki. Nie było nawet możliwości, żeby chociaż spróbować. Okazywało się więc, że jego własne ręce — te same, którymi codziennie próbował ratować cudze dzieci — wobec choroby ojca pozostawały całkowicie bezużyteczne. — I tak właśnie uznałem, że jeśli nie mogę zrobić nic jako lekarz... to przynajmniej mogę być obok jako syn.
On też starał się nie traktować tego jak tematu tabu, o którym "nie wolno" było rozmawiać. Jeśli się ograniczał, to głównie z troski i obawy o reakcje innych osób, a nie własne. Ale skoro Soraya pytała, to najwyraźniej naprawdę chciała wiedzieć.

W reakcji na jej następne słowa, uniósł lekko brew.
— O ile jesteś cierpliwą nauczycielką... - Uprzedził niemal przepraszająco, jakby już przygotowywał dziewczynę na istną mękę, którą byłyby prowadzone z nim przez nią lekcje - To bardzo chętnie skorzystam z tej propozycji.

Soraya Cano
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”