ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Posiadanie współlokatorki niosło ze sobą wiele korzyści. Oszczędności na rachunkach, ratowanie w przypadku zużycia kosmetyków, pewność, że zawsze ktoś odbierze paczkę, jak również fakt, że człowiek nie musiał każdego wieczora spędzać samotnie, zagrzebany w czeluściach puchatego koca. Wildbird nie wyobrażała sobie mieszkania na dłuższą metę bez osoby towarzyszącej. Jako jedynaczka przez większość swojego życia wystarczająco wiele czasu spędziła sama, wyczerpując przysługujący jej limit.Tym bardziej, że na swojej drodze spotkała osóbkę tak sympatyczną, jak Syd, z którą dogadała się już w chwili, w której znalazła ogłoszenie, że ta ma wolny pokój. Od słowa do słowa i tak minęło już trochę czasu, odkąd stały się współlokatorkami.
Wspólne gotowanie (w wykonaniu Syd), godziny spędzone na oglądaniu seriali. Ba, Ashford tolerowała kota Cassie jak również wiolonczelą, na której potrafiła godzinami ćwiczyć. Nie przeszkadzało jej niemal nic i działało to w drugą stronę - Cassandra była nad wyraz cierpliwa oraz wyrozumiała wiedząc, że każdy miał prawo do własnych nawyków.
Dzisiejszego dnia, tuż po powrocie z próby uznała, że należy po raz kolejny pokazać, jak bardzo doceniała towarzystwo Syd i okazać wdzięczność, że w castingu na współlokatora wybrała właśnie Wildbird. A czy był sposób lepszy, niż przygotowanie własnoręcznie obiadu? Sprawa banalna, niemniej dla rudowłosej stanowiło prawdziwe wyzwanie. Tym bardziej wysiłki powinny być podwójnie docenione.
Padło na potrawę dość łatwą, ale za to lubianą przez niemal każdego, kogo wiolonczelistka znała.
Lasagne. Czy można się było temu oprzeć? Makaron, sosy, mięso, ser. Kombinacja nader wspaniała.
Szybkie zakupy z listą w telefonie i już można było zabrać się do pracy. Wielu powiedziałoby, że porywa się z motyką na słońce i pewnie mieliby rację, niemniej, jak na rudą osobę przystało, była wyjątkowo uparta i nie wyobrażała sobie, że już po przeczytaniu przepisu mogłaby zrezygnować.
A powinna.
Zamiast tego rozłożyła wszystko na blacie, ułożyła przed sobą książkę kucharską, którą po zniżkowej cenie nabyła w księgarni, w której pracowała i była gotowa do pracy.
Pokrojenie pomidorów i cebulki poszło sprawnie. Przyprawienie mięsa mielonego. Jak można było sobie z tym nie poradzić? Zadowolona z siebie włączyła piekarnik, by odpowiednio go nagrzać.
Prościzna.
Skąd miała wiedzieć, że powinna sprawdzić, czy nie zostały tam żadne resztki z poprzedniego obiadu? Nie zostawiała go tam!
Sos beszamelowy. Z jakiegoś powodu bawiła ją ta nazwa. Starając się opanować wyobraźnię, która zaczęła kreować dziwne scenariusze, zabrała się do roboty. Roztopić masło, dodać mąkę, później mleko. Czuła się jak na zajęciach w przedszkolu. Następnie powolne mieszanie i zwiększenie mocy palnika. To samo w sobie musiało zwiastować kłopoty.
-Syd, już wróciłaś?! Za wcześnie! - powiedziała, kierując się żwawym krokiem na korytarz, kiedy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Lokatorka miała być w domu znacznie później! - Zepsułaś moja niespodziankę - westchnęła. Teraz już nie ukryje, że chciała przygotować dla niej obiad. Nie pozostało jej nic innego, jak zakazać jej wstępu do kuchni do czasu, aż Cass nie upora się z lasagne.
- Ale skoro już jesteś, odpocznij sobie! i błagam, nie wchodź do…. - zaczęła, ale ostatnie słowo zostało zagłuszone przez dźwięk alarmu przeciwpożarowego. - Och! - wyrwało jej się w akcie zdziwienia. Tego nie było w planach!

syd ashford
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”