ODPOWIEDZ
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

there's too much
smoke to see it...


Ponad trzy tygodnie minęły odkąd zaczęła spotykać się z Aidenem na nic nieznaczący seks, który bardzo szybko przestał być tylko seksem. Zamienił się w coś przepełnionego pasją, rozkoszą i uczuciami, których wcześniej chyba nigdy tak naprawdę nie doświadczyła. Podpisali przecież kontrakt. Co prawda esemesowo, ale Vita miała wszystko napisane czarno na białym.
  • Sypiają tylko ze sobą.
  • Randki, żeby dbać o ich dobrą relację. Raz na tydzień lub dwa.
  • Piszą do siebie przynajmniej dwa razy w tygodniu, żeby sprawdzić, co u nich.
  • Szczerość, gdyby nagle pojawił się ktoś inny. Bez zostawiania drugiej osoby w niewiadomej.
  • W ich układ nie wchodzi zakochanie się w drugiej osobie.
  • Mogą za sobą tęsknić od czasu do czasu.
  • Trzymają emocje na wodzy, żeby się w sobie nie zakochać.
Bo to był tylko seks, tak?

Szkopuł był tylko taki, że oboje ignorowali niektóre punkty z tego ich cudownego i bardzo dojrzałego kodeksu. Widywali się prawie codziennie. Pisali każdego dnia. A Vita? Vita postanowiła olać kolejne dwa punkty, bo myślała o nim niemal w każdej chwili dnia, tęskniła za nim bardziej, niż powinna, a co najgorsze, chyba zaczynała się w nim zakochiwać. To już nie był dla niej tylko seks. To było coś więcej. Tylko że nie mogła mu tego powiedzieć. Nie mogła zaryzykować utraty osoby, z którą tak kurewsko dobrze się zgrała. Zresztą wiedziała, że zakochiwanie się w sobie nie wchodziło w grę. Przynajmniej nie dla Aidena. Inaczej nie dopilnowałby, żeby ta zasada znalazła się w ich kodeksie nie raz, a dwa razy.

Dzisiejszego poranka obudziła się z bólem brzucha i chujowym nastrojem. Nie dość, że kończyła dwadzieścia siedem lat, czuła się rozemocjonowana i miała wrażenie, że wyzionie ducha przez skurcze, to jeszcze ciągle myślała o tym, co powinna zrobić w kwestii Vohnyka. Jedyne, co udało jej się wymyślić, to ewakuowanie się z dzisiejszego spotkania. Wysłała mu SMS-a, że musi odwołać. Nie miała ochoty spędzać z nikim swoich urodzin. Tym bardziej że on nawet nie miał o nich pojęcia, a mówienie mu następnego ranka czegoś w stylu - och, tak swoją drogą, miałam wczoraj urodziny, brzmiało tak koszmarnie niezręcznie, że aż cringeowała na siebie. Więc poniekąd okres był jej zbawieniem. Nie musiała kłamać. A o urodzinach po prostu nie wspomniała, więc technicznie miała czyste sumienie. Po wysłaniu wiadomości poszła wziąć szybki prysznic, przebrała się w ciuchy, których nie będzie szkoda, jeśli je upieprzy, i rozłożyła się na kanapie w salonie, oglądając Love Island dla odmóżdżenia. Leżała zwinięta w kłębek, z jedną ręką przyciśniętą do brzucha, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Zmarszczyła brwi, próbując to zignorować. Może ktoś się pomylił? Tylko że po chwili rozległo się kolejne pukanie.

Westchnęła pod nosem, zwlekła się z kanapy i podeszła szybciutko do drzwi. Zajrzała przez judasza, zauważając kogoś w czapce z daszkiem i z kwiatami w ręce. Poczta kwiatowa, powiedział? - What the hell? - mruknęła do siebie. Przez chwilę zastanawiała się, czy w ogóle powinna otwierać. Może to był jakiś AliExpress Joe z You? Mimo to odkluczyła drzwi i uchyliła je ostrożnie. A potem zobaczyła Aidena. Stał przed nią z kwiatami... what????? Vita otworzyła szerzej oczy, a potem zmarszczyła brwi, bo jej mózg potrzebował kilku sekund, żeby nadrobić rzeczywistość. Naprawdę stał przed nią... miał kwiaty.. z resztą jej ulubionę i przyszedl?? Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy, zanim zdążyła go powstrzymać. - co ty tutaj robisz? Miałeś pracować - wyrzuciła z siebie, odsuwając się, żeby wpuścić go do środka. A potem, kompletnie wbrew rozsądkowi, podeszła bliżej i objęła go w pasie, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. - Tęskniłam - dodała cicho. Rozum mówił jej, że nie powinno go tu być. Że to wszystko tylko bardziej skomplikuje sprawę. Że jeśli dalej będą tak robić, to ten ich genialny układ rozpadnie się szybciej, niż zdążą udawać, że nadal mają nad czymkolwiek kontrolę. Ale serce? Serce cieszyło się jak głupie, że znowu mogła usłyszeć bicie jego.

𝚢𝚘𝚞'𝚛𝚎 𝚒𝚗 𝚖𝚢 𝚟𝚎𝚒𝚗𝚜 𝚊𝚗𝚍 𝚒 𝚌𝚊𝚗𝚗𝚘𝚝 𝚐𝚎𝚝 𝚢𝚘𝚞 𝚘𝚞𝚝❥
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wpadali powoli w prawdziwe tarapaty, ale najwidoczniej tylko Vita była tego świadoma.
Aiden póki co po prostu cieszył się z relacji, w której nie czuł uwiązania — było swobodnie, miło i aż zadziwiało go to, jak szybko odnaleźli wspólny język. Jak bez skrępowania rozmawiali do późnej nocy, jak obdarowywali siebie czułymi gestami, które hej, miały poprawiać ich fizyczną ciągotę, tak? Chodzili na te swoje randki, wymieniali między sobą smsy i… nawet nie zwracał uwagi, że tak bardzo łamali niektóre postanowienia. Wychodził z założenia, że skoro Holloway nie odzywała się w tym temacie, to chyba nieszczególnie jej to przeszkadzało? Ogólne założenie może były nieco ruchome, ale główny sens znajomości pozostawał bez zmiany — spotykali się na seks, było im zajebiście przyjemnie i na dodatek nie żywili do siebie żadnych głębszych uczuć. Cała reszta była tylko otoczką, ustanowioną, aby mieć z tyłu głowy jakieś granice ich relacji, jednak najwidoczniej potrzebowali więcej.

Więcej.

Pojawiała się w jego myślach nieproszona, sprawiała, że spoglądał na telefon niecierpliwie, gdy czekał na jej odpowiedź i ba, nawet znalazła się w tej znikomej puli ludzi, którzy przedzierali się przez tryb nie przeszkadzać i mogli skontaktować się z nim o każdej porze dnia i nocy. Zrobił to tylko i wyłącznie dlatego, żeby powiadomienia przychodziły mu na ekran główny i żeby nie musiał ciągle klikać w wyciszony tryb, aby co rusz sprawdzać, czy się nie odezwała — to tylko dlatego, że nie mógł jej ignorować, prawda? Nie było w tym nic głębszego, nie mogło być. Nie chciał... Nie był stworzony do związków, do miłości, do dbania o drugą osobę, bo był przekonany, że nie umiał. A Vita wydawała się być wspaniała — to musiał akurat przyznać przed samym sobą, ale również z tego powodu nie chciał, aby przypadkiem sprawił, że będzie cierpieć.

Oczywiście, że wiedział, kiedy ma urodziny — skoro zapytał, a ona postanowiła mu nie powiedzieć, to za swój cel objął, aby się tego dowiedzieć. I bardzo dobrze, że rozpoczął śledztwo w tym temacie, bo były one szybciej niż myślał. I chociaż łączył ich tylko seks, to chciał być miły. Chciał pokazać, że cenił ją jako przyjaciółkę i po prostu osobę. Nadal pamiętał, jak cieszyła się na kwiaty, które dostała podczas ich pierwszej nie-randki, jak pięknie wyglądała z bukietem piwonii, których zapachem zaciągała się w aucie. A skoro między jednym a drugim słowem dowiedział się, jakie były jej ulubione, to miał zamiar to wykorzystać. Dzień wcześniej zamówił bukiet, który miał być świeży i gotowy na popołudnie, przed przyjazdem do niej. Umówili się wcześniej, więc mógł to zaplanować.

Ale jej wiadomość zepsuła mu plany.

Nie mógł się jej narzucać, kiedy czuła się źle, bo nie chciał, aby odebrała go w zły sposób. A z drugiej strony wiedzieli, że miło było po prostu posiedzieć w swoim towarzystwie, pograć albo obejrzeć film, jednocześnie trzymając ją w swoich ramionach i zaciągając się jej zapachem. Chwilę myślał, co powinien zrobić, więc zamiast pracować to wymyślał alternatywę dla ich spotkania i rozważał w pewnym momencie zamówienia poczty kwiatowej, aż nagle go olśniło. Czy on sam nie mógł pobawić się w kuriera? Był zadowolony ze swojego pomysłu jak nigdy; wrócił do domu późniejszym popołudniem, tylko po to, żeby szybko się ogarnąć i przebrać w luźne ciuchy i przy wyjściu zgarnął jeszcze czapkę z daszkiem, aby nieco zamaskować swoją osobę. Nie wiedział, czy mając okres wchłaniała masowe ilości słodyczy czy miała inne zachcianki. Znał ulubione słodycze swojej siostry i zawsze wiedział, co jej kupić, żeby nieco poprawić jej humor, ale w tym przypadku był kompletnie rozdarty. Zdecydował się na klasykę — czekoladę, żelki zwykłe i kwaśne oraz ciastka, które zdawały się być kompletnie neutralne. Była też opcja obiadu, ale tu akurat nie chciał podejmować decyzji i jeśli nie jadła, to wolał zamówić jej to, na co miała realnie ochotę. Zaopatrzony w ten skromny zestaw i bukiet, pojechał pod jej blok, idealnie mijając się z sąsiadem w drzwiach do klatki i szybkim krokiem udał się pod drzwi Holloway, gdzie zapukał w niej i zasłonił twarz kwiatami, aby go nie rozpoznała przez wizjer. Nikt nie otwierał, na co zmarszczył brwi. Wyszła? Spała? Zapukał jeszcze raz, mając nadzieję, że jeśli spała to jej nie obudzi… ale może po prostu nie słyszała, że ktoś chciał się z nią widzieć? — Poczta kwiatowa — rzucił, w momencie, kiedy usłyszał kroki za drzwiami i gdy w końcu się otworzyły, nieco opuścił bukiet w dół i spojrzał z uśmiechem na jej zdziwioną twarz. — No, powiedziałaś, że mam pracować, ale ja dzisiaj nie miałem jej zbyt dużo — odpowiedział, zresztą zgodnie z prawdą, bo od kiedy dowiedział się o jej urodzinach, to na ten dzień nie planował spotkań z klientami, przez które mógłby się potencjalnie spóźnić. Wszedł do jej mieszkania, zamykając za sobą drzwi i poczuł, jak szybko się do niego przytula. Nie mógł powstrzymać się, żeby nie unieść jeszcze nieco bardziej kącików ust. Objął ją, nos zatapiając we włosach dziewczyny, w tym znajomym zapachu, który myślał że czuł, nawet kiedy nie było jej przy nim.

A po chwili usłyszał coś, przez co nieco go sparaliżowała.
Tęskniłam.

Nie, nie, nie, nie miała tęsknić. Chociaż czy nie ustalili sporadycznej tęsknoty jako jednej z zasad? W końcu nie widzieli się… dwa dni. Czyli pewnie wychodziłoby to tak, ile wynikało z ich kodeksu, a dla nich był to jak odwyk, biorąc pod uwagę, że widywali się praktycznie że codziennie. — Zbytnio się cieszysz na mój widok, jak na kogoś, kto nie chciał dzisiaj towarzystwa — rzucił rozbawiony, minimalnie odsuwając się od niej i szybko lustrując jej twarz, jakby chciał się upewnić, że wszystko było w porządku… no, na tyle ile może być w porządku podczas okresu. — Całe szczęście, dzisiaj jestem kurierem i tylko dostarczam kwiaty — dodał po chwili, drażniąc się z nią, że miał zaraz sobie pójść. Pomachał lekko bukietem, żeby zwrócić jej uwagę na główny powód jego obecności tutaj, po czym lekko ujął jej podbródek, unosząc go i składając na jej ustach krótki pocałunek. — Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin — wyszeptał, odsuwając się nieznacznie, żeby spojrzeć jej w oczy. W oczy, w których jak zwykle tonął.

my birthday girl
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie potrafiła go rozgryźć.

Tak bardzo walczył o to, żeby zrozumiała, że się nie zakochiwał. Że nie chciał iść w żadnym kierunku, który mógłby świadczyć o tym, że mogliby być czymś więcej. A jednocześnie wysyłał jej sygnały, które normalnie wysyłałby chłopak do dziewczyny, na której mu zależało. Nie rozumiała tego. Może po prostu zawsze taki był? Może w każdym mniej poważnym układzie zachowywał się w ten sposób? Może traktował tak każdą kobietę, z którą był w czymś podobnym? Samo rozmyślanie na ten temat wzbudzało w niej maleńką iskierkę zazdrości, która bardzo szybko zaczynała przemieniać się w całą czarę ognia. Nie mogła sobie na to pozwolić.

Była święcie przekonana, że to będzie dla niej układ bez zobowiązań, a Aiden będzie tylko chwilowym epizodem w jej życiu. Kimś, kogo za kilka miesięcy będzie wspominała z uśmiechem na twarzy, może lekkim przewróceniem oczami i myślą, że no tak, to było intensywne, ale minęło. Tylko że jak często człowiek potyka się o swojego FWB randomowo we własnej pracy, a potem w tak krótkim czasie pozwala mu wejść do swojego życia tak intensywnie, że mógłby śmiało nazwać go jedną z najbliższych osób? Teraz, z każdym dniem, z każdym esemesem, z każdym przytuleniem i każdą kolejną chwilą, którą spędzali razem i która wcale nie kończyła się seksem, zaczynała wątpić. Cholernie wątpić. Jak długo jeszcze była w stanie utrzymać tę szaradę udawanej obojętności? Jak długo mogła wmawiać sobie, że to tylko układ, pragnienie, skoro zaczynała darzyć go coraz głębszymi uczuciami? Był pierwszą i ostatnią myślą w ciągu dnia. Nawet teraz. Miał pracować. Miał być w biurze. Nie stać przed nią z kwiatami, robiąc jej niespodziankę, której mogłaby spodziewać się po chłopaku. Chłopaku, którego przecież nie miała. Kurwa. Ona chyba naprawdę się w nim z a k o c h i w a ł a.

Parsknęła śmiechem, przewracając oczami na jego cwaniacki komentarz. - Cicho - rzuciła, odwracając od niego spojrzenie, nieco zawstydzona. - Może nie zdawałam sobie sprawy, jak mocno tęskniłam, dopóki cię nie zobaczyłam, hm? - Spojrzała na niego, odsuwając się na moment i zakładając ręce na piersi. Bo the hell? Co on sobie wyobrażał? Czekaj.... Tylko? - Tylko? - wydusiła z siebie z rozczarowaniem, po czym obeszła go szybko i zakluczyła drzwi. Wyciągnęła klucze z zamka, wsuwając je do kieszeni dresów i wróciła przed niego z chytrym uśmiezskiem, - Obawiam się, że będziesz musiał odebrać te klucze ode mnie siłą, bo już cię nie wypuszczę - parsknęła śmiechem, cholernie dumna z siebie. - Będziesz musiał wyszeptać mi do uszka, ile czasu grozi mi za uprowadzenie. - Uśmiechnęła się zalotnie, trzepocząc rzęsami, a dopiero po chwili zwróciła uwagę na bukiet, którym zaczął machać jej przed oczami. Dosłownie była tak zaabsorbowana Aidenem, że kwiaty stały się w tamtym momencie sprawą drugorzędną. Najważniejszy był on.

Uśmiechnęła się, przymykając oczy, gdy złożył na jej ustach pocałunek, by po chwili zmrużyć oczy i zmarszczyć brwi, słysząc życzenia, które jej złożył. - Co? - Chwyciła od niego bukiet i zatopiła nos w kwiatach, napawając się ich zapachem. Dopiero po chwili odsunęła je od twarzy. - Wystalkowałeś mnie? - zapytała z udawanym poirytowaniem. Nie chciała mu o tym mówić, to prawda. Ale sam fakt, że jednak dowiedział się o tym na własnych zasadach i w dodatku przyszedł tutaj z kwiatami, robił z nią coś, czego po prostu nie potrafiła opisać. Uniosła na niego spojrzenie. - Mówiłam ci, że nie chcę… - Chciała się z nim trochę poigrać, więc zamachnęła się bukietem w jego stronę, by wolną dłonią chwycić go za szyję i przyciągnąć do siebie. Złożyła na jego ustach długi, czuły pocałunek - wsunęła język, pogłębiając go na moment, zanim jeszcze kilka razy musnęła jego usta swoimi. - Dziękuję, ale nie musiałeś mi przypominać, że jestem już stara - dodała z szerokim uśmiechem.

Odwróciła się i ruszyła do kuchni, żeby zgarnąć wazon, nalać do niego wody i ułożyć bukiet na szafce gdzieś z boku telewizora. Spojrzała na Milo, mierząc go wzrokiem, po czym wycelowała w niego palec. - Jeśli tylko spróbujesz do nich podejść, wypatroszę cię na kolejne varenyky, zrozumiane?! - Milo tylko ułożył uszy do tyłu i z niezadowolonym spojrzeniem powędrował do sypialni, na co Vita parsknęła śmiechem. - Widzisz? Zdecydowanie nie jestem good company. - Uśmiechnęła się, podchodząc do Aidena, po czym popchnęła go na kanapę i wtuliła się w niego mocno. Po chwili odsunęła się jednak, chwytając jego twarz w dłonie. - Skoro już wiesz, że dzisiaj jest mój dzień, nie możesz na NIC powiedzieć NIE. Dobrze? - Poruszyła jego głową w dół i w górę, jakby sam właśnie potwierdził, lol. - Oh, cudownie. Dobrze, więc dzisiaj, O’Cahallan, będziesz udawał mojego chłopaka, ale! - przybliżyła twarz do jego twarzy. - Tylko dlatego, że tym sposobem podświadomie będzie ci o wiele trudniej powiedzieć mi nie. Zwłaszcza że jestem w aż tak opłakanym stanie, co nie? - Zerknęła na godzinę. 14:48. - Dobra, skoro już się zgodziłeś, to za jakieś dziewięć godzin z kawałkiem wracamy do naszego situationshipu.- Ściągnęła z siebie bluzkę, którą miała na sobie, zostając zupełnie bez niczego pod spodem, po czym położyła się na boku i ułożyła głowę na jego kolanach. - A teraz miziaj.

𝔂𝓸𝓾’𝓻𝓮 𝓶𝓲𝓷𝓮 𝓪𝓷𝓭 𝔂𝓸𝓾 𝓭𝓸𝓷’𝓽 𝓮𝓿𝓮𝓷 𝓴𝓷𝓸𝔀 𝓲𝓽 𝔂𝓮𝓽 ❥
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jego poprzednie relacje były zawiłe. Mało która potrafiła otwarcie przyznać, że byli przyjaciółmi z korzyściami, niektóre po jednej wspólnie spędzonej nocy od razu zakładały coś więcej. Aiden był zmęczony nieporozumieniami i pasowało mu to, że Vita od początku jasno wyrażała się o nich w konkretny sposób. Że wyszła z inicjatywą tego kodeksu, który miał im choć trochę pomóc usystematyzować ich relację i nawet jeśli łamali niektóre zadania, to jednak robili to równo — a przynajmniej tak było zdaniem O’Cahallana, bo skąd mógłby się spodziewać, że dziewczyna się w nim zakochiwała? Że tak na pozór dobrze grała, a w rzeczywistości jej myśli były zupełnie inne? Co prawda, i jemu brakowało klarowności w swoich odczuciach, ale odrzucał każde takie rozmyślanie, dochodząc do wniosku, że dopóki o tym nie myślał i tego nie przyciągał, to nic takiego nie miał miejsca. Tak po prostu było prościej, uczucia zawsze wszystko komplikowały.

Może nie zdawałam sobie sprawy, jak mocno tęskniłam, dopóki cię nie zobaczyłam, hm? Musiał powstrzymać się od cichego westchnienia. Nie miała tęsknić, a na pewno nie mocno tęsknić, chociaż i jego serce rwało się z dziwną radością za każdym razem, jak myślał o spotkaniu z nią. Wolał zrzucać to na podekscytowanie, a nawet i podniecenie, chociaż jak miał to wytłumaczyć dzisiaj? Kiedy przyjechał tu bez zerowego nastawienia na seks, a i tak serce biło nierównomiernie na myśl o spędzeniu wspólnego wieczoru? To była tylko fizyczność — a przynajmniej w ten sposób sobie to przedstawiał — jej ciepła i gładka skóra, bliskość, która uzależniała i kojący dotyk, choć to z pewnością będzie dzisiaj leżeć w jego gestii, aby do upadłego miziać solenizantkę. To wszystko napawa go dziwnym spokojem i błogą radością, co równie skrycie ukrywał i ignorował. — W takim razie, dobrze że jestem. Przynajmniej nie będziesz mieć dzisiaj poczucia, że czegoś ci brakuje. — Bo skoro teraz uświadomiła sobie o tej tęsknocie, czy to właśnie by tak nie było? To piekące uczucie, że nie wszystko było na swoim miejscu? Może dzięki temu jej urodzinowy wieczór będzie kompletny. Kiwnął lekko głową. Tylko. I zaraz z rozbawieniem obserwował, jak dziewczyna zaklucza drzwi i chowa do kieszeni swoich dresów klucze. Parsknął radosnym śmiechem; gdyby chciał, to zabrałby jej bez najmniejszego problemu… jednak różnica była taka, że on tego nie chciał. Mogła go przetrzymywać, ile chciała. — Oh nie, i co ja teraz uczynię — odpowiedział z przejęciem, zbliżając się do niej, aby ułożyć dłonie na jej biodrach, przysuwając do siebie — a przynajmniej jedną ręką, bo w drugiej cały czas dzierżył bukiet, który nieco ograniczał jego ruchy. — Oh, panno Holloway — mruknął cicho, muskając lekko płatek jej ucha. — Pani wyrok jest dość osobliwy i odłożony w czasie przez specjalne warunki, ale trwa jedną, całą, długą noc w granicach pani łóżka. Albo mojego. Dzisiaj ograniczamy się tylko do grzywny w wysokości pięćdziesięciu buziaków. Można rozbić na raty — wyszeptał zgodnie z życzeniami, po czym przelotnie musnął ją w skroń.

Nie miał przygotowanego argumentu, którym obroni się przed tym, że wystalkował jej urodziny. Może pomyślał, że Vita będzie tym na tyle zachwycona, że po prostu nic nie powie w tym temacie? — No tak — odpowiedział, wzruszając bezwiednie ramionami, jakby fakt, że ją wystalkował, nie był niczym szczególnym. — Nie chciałaś mi powiedzieć, kiedy masz urodziny, więc co miałem innego zrobić niż przekopać pół internetu? — zapytał zbolałym głosem. Mógłby spędzić z nią ten czas! Mógłby w tym czasie ją miziać… robić cokolwiek innego, a zamiast to, próbował dotrzeć do daty, w której świętowała dzień swoich narodzin. — Prowadzę po prostu ranking, okej? — stwierdził, że przedstawi to w inny sposób, ale wtedy Vita zamachnęła się kwiatami, a on odruchowo odsunął się, żeby czasami z nich nie dostać. Nie dane było mu uciekać, bo przyciągnęła go — tak, że jemu jako mężczyźnie aż mogły ugiąć się nogi. Tak jak lubił, w sposób, w jaki pociągała go najbardziej. Uśmiechnął się przez ten czuły pocałunek, z ogromną chęcią go pogłębiając i przyciągając ją za talię do siebie, a drugą wplątując w jej włosy. — Stara ale jara — zażartował, zgarniając z jej ust jeszcze jednego, szybkiego buziaka, zanim rzeczywiście mu się dzisiaj oberwie. Dobrze wiedział, że zaczepianie się w kobietę podczas okresu to był zły pomysł, ale kto by odpuścił taki tekst?!

Chodził za nią posłusznie jak piesek, najpierw po wazon, zaraz do salonu i spojrzał na Milo, który najwyraźniej przejął się groźbą swojej pani, bo był potulny jak nigdy. Aiden uniósł lekko brwi, zaraz patrząc na Vitę, która wyglądała na dumną z siebie. I nim zdążył otworzyć usta, dziewczyna popchnęła go na kanapę, z czym nawet nie miał zamiaru się sprzeczać lub protestować. Grzecznie przejechał dłońmi po jej nogach, zatrzymując się tuż pod pośladkami, bo hej, no miał być dzisiaj grzeczny, tak? — Lubię, jak jesteś taka ostra. Wtedy jesteś jeszcze bardziej seksi, nawet w piżamce w misie — mruknął do jej ucha, kiedy się w niego wtuliła. Oszczędziła go i nie musiał kiwać głową ani potwierdzać, jedynie uśmiechnął się z rozbawieniem na tą propozycję, jak i to pokiwanie głową, które teoretycznie było jego reakcją. Jednak czy zareagowałby inaczej? Późniejsze zdanie już sprawiło, że mina mu zrzedła. CHŁOPAKIEM? — Nie wyglądasz, na jakoś szczególnie opłakany stan. Bardziej bym powiedział, że jesteś w formie — rzucił, przyciągając ją nieco bliżej siebie. — Co to za szalony pomysł, nawet nie będąc twoim chłopakiem rzadko kiedy ci odmawiam — mruknął niezadowolony, bo… no jego asertywność nie była zbyt duża, zwłaszcza jeśli patrzyła na niego swoimi niebieskimi oczami, przybierając spojrzenie numer pięć, któremu odmówić się nie dało. — Ehh, Vita. Jeszcze się przyzwyczaisz — westchnął pod nosem. Nie podobało mu się to, ale najwidoczniej klamka zapadła. I mógłby rozmyślać o tym, znajdując minusy tej sytuacji i ewentualne konsekwencje, ale wtedy Holloway zdjęła bluzkę, a on nie powstrzymał swojego spojrzenia, które przez chwilę spoczęło na jej piersiach, po czym dziewczyna ułożyła się na boku, kładąc głowę na jego kolanach. Miziaj. Nadal był oniemiały tym, co zrobiła. — A w bluzce nie da się miziać? — zapytał z niedowierzaniem. — Testujesz moje granice, zwłaszcza gdy nie mogę ich przekroczyć — westchnął cierpiętniczo, ale zaczynając ją miziać. Przejeżdżając po jej talii w górę, zjeżdżają na ramię, a później dłonią delikatnie odgarniając jej włosy, żeby przez chwilę je przeczesać i pomasować głowę. — Co ty w ogóle oglądasz? — zapytał, zerkając na ekran telewizora, żeby odciągnąć skupienie od półnagiej swojej dziewczyny — bo czy ona również nią nie została na następne dziewięć godzin? — W ogóle kupiłem ci czekoladę, żelki i ciastka, bo nie mogłem spytać, czy masz na coś ochotę. Musisz mi zdradzić takie szczegóły, żebym był przygotowany na przyszłość — rzucił luźno, w ogóle nie zastanawiając się nad swoimi słowami i faktem, który był w tym momencie kluczowy — bo ile będzie trwała ta ich przyszłość?

hot girlfriend
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

dear god, take his kiss
right out my brain,


Można by tę relację nazwać jakimś pieprzonym kołowrotkiem emocji. Jak na kogoś, kto był tak bardzo przeciwko związkom, Aiden był cholernie dobry w czymś, co niemal dawało złudzenie relacji. Serio. Może właśnie dlatego się w nim zakochiwała? Wszystko, czego potrzebowała w partnerze, on jej dawał. I jeszcze więcej. Denerwował ją momentami, jasne. Ona sama też nie była łatwa na każdym kroku, ale jednak w jakiś dziwny, pokręcony sposób docierali się do siebie. Był kimś, kogo brakowało jej w życiu od zawsze, nawet jeżeli wcześniej nie miała o tym pojęcia. Wciągał ją w swoje sidła z każdym słowem, gdy twierdził, że był tylko jej. Z każdym muśnięciem ust, zostawiającym ślad na jej gładkiej skórze. Z każdym gestem. Z każdym momentem, gdy przyjeżdżał po pracy, byleby spędzić z nią trochę czasu, pograć, poprzytulać się albo po prostu być obok. Była zdezorientowana. Chciała z nim porozmawiać. Powiedzieć mu, że jednak nie da rady. Że wycofa się z tego układu, zanim kompletnie straci nad sobą kontrolę. Że pocałuje go na pożegnanie i życzy mu powodzenia z kimś innym. Tylko właśnie tutaj tkwił główny problem. Ona nie chciała go z kimś innym. On był jej.

Tylko jej.

Biła się ze swoimi myślami, czując się jak skończona idiotka, że dała się w to tak wciągnąć. Przecież miała być mądrzejsza i trzymac bezpiezcny dystans, ale przebywanie w jego obecności było silniejsze. U z a l e ż n i a j ą c e. Powoli jednak coraz śmielej mówiła mu, że tęskni. Z cichą, żałosną nadzieją, że może z jego strony wyglądało to tak samo. Że może on też tęsknił. Że może też łapał się na tym, że sprawdzał telefon, czekał na wiadomość, szukał pretekstu, żeby znowu pojawić się w jej mieszkaniu. Tęsknił za nią, wiedziała to. Czuła to w sposobie, w jaki ją całował. W tym, jak ją przytulał. Jak na nią patrzył, kiedy myślał, że ona tego nie zauważa. Ale tęsknił za przyjaciółką, z którą mógł uprawiać seks. Nie za dziewczyną, która potencjalnie mogłaby być jego dziewczyną. I to chyba bolało ją najbardziej... Chyba od zawsze wiedziała, że nie zasługiwała na miłość. Uciekła od niej. Od swojego męża. Sądziła, że nie była tego godna. A teraz, kiedy tak bardzo łaknęła czyjejś miłości, jego miłości, Aiden nieświadomie udowadniał jej, że może wcale tak bardzo się nie myliła.

Przymknęła oczy, gdy mruknął jej do ucha, wypowiadając jej nazwisko w ten cholernie seksowny sposób. Uśmiechnęła się pod nosem, słuchając swojego wyroku. - Pięćdziesiąt?! - jęknęła zrozpaczona, nie odsuwając się od niego ani o krok. - Tak mało?! - Prawie zaszlochała tam na miejscu, przytulając się do niego jeszcze mocniej, gdy musnął ustami jej skroń. Uniosła spojrzenie, wpatrując się w niego spod rzęs. - Tyle buziaków to ja mogę ci dać w ciągu trzydziestu minut, O’Cahallan - rzuciła, unosząc brew i uśmiechając się zadziornie. Dopiero po chwili przyjęła od niego piękny bukiet kwiatów, udając, że wcale nie była impressed faktem, że sam wyszukał datę jej urodzin. - Ranking? Jaki ranking? Ile lat miała najstarsza dziewczyna, którą przeleciałeś? - zapytała, mrużąc oczy i posyłając mu full on sus face action. Zamachnęła się bukietem, jakby naprawdę planowała go nim pacnąć, ale w ostatniej chwili wolną dłonią chwyciła go za kark i przyciągnęła do siebie, odbębniając pierwszy pocałunek ze swojej jakże karygodnej grzywny za uprowadzenie go w biały dzień. Uwielbiała, gdy tak ją całował. Dosłownie rozpływała się pod jego dotykiem, a motylki, które poczuła na pierwszej randce, nie opuściły jej do teraz. Sprawiał, że czuła się chciana. Każdy jego pocałunek krzyczał, że jej pragnął. A ona pragnęła jego. Gdy usłyszała, jak mówi do niej stara, ale jara, otworzyła usta w szoku, po czym wysunęła dłoń i złapała go za krocze, zaciskając palce delikatnie, ale na tyle mocno, żeby poczuł. - Nie pozwalaj sobie, gówniarzu - mruknęła ostrzegawczo. Dopiero po chwili poluzowała uścisk, hehe.
Cholera, był taki uroczy.
To, jak za nią chodził, niemal niczym drugi Milo, jak nie odstępował jej na krok, sprawiało, że w myślach podśmiewywała się sama do siebie. A jednocześnie walczyła z tym, żeby się na niego nie rzucić i serio nie wykorzystać tych kolejnych buziaków w dosłownie kilkadziesiąt sekund. Kiedy opieprzyła Milo, spojrzała na Aidena, mrugając kilkakrotnie. - Serio? - zmrużyła oczy, po czym odwróciła głowę w stronę sypialni. - Słyszysz to, Milo? Aidenowi się podoba, jak dostajesz zjebki. Zapamiętaj to sobie na przyszłość! - Uniosła głos, nie będąc nawet pewną, czy kot ją usłyszał.

Holloway miała plan.

Plan, który wymyśliła dosłownie kilka minut wcześniej, ale to przecież nie znaczyło, że był zły. Chciała, żeby był jej chłopakiem. Chociaż przez chwilę. A kwestia urodzin była wręcz idealną wymówką na taki event. Zrobiła niezadowoloną minkę, słysząc jego reakcję, po czym odparła stanowczo, - Oj, już mógłbyś udawać chociaż teraz, że cię to trochę ekscytuje. Poza tym to tylko na parę godzin. Możesz potraktować to jak sexual roleplay, tylko bez seksu, hm? - Uśmiechnęła się szeroko. No bo przecież nie powie mu, że to, co teraz robiła, było faktycznym odzwierciedleniem tego, czego chciała. Co nie? - Poza tym jak mam się przyzwyczaić, skoro co pięć minut przypominasz mi, że jesteśmy tylko situationshipem, no nie? Wyluzuj. To tylko zabawa. - Przysunęła się do niego i złożyła na jego buzi kilka czułych, krótkich pocałunków.

Ściągnęła bluzkę, rzucając ją gdzieś na bok, po czym ułożyła się wygodnie i wydała mu swoją jakże poważną komendę miziania. - Cicho. Może jak będziesz grzeczny, to dam ci później nagrodę. - Obróciła się na chwilę na plecy, żeby na niego spojrzeć, po czym uniosła brew w ten bardzo wymowny, bardzo bezczelny sposób. Tak, żeby zrozumiał, że jeżeli będzie się dobrze sprawował, to może na koniec tego całego poświęcenia też będzie zadowolony. Zaraz potem obróciła się z powrotem na bok, chwyciła pilota i podgłośniła telewizor. - Love Island! Ogólnie to nie lubimy Sincere, jest chamem i ciągle wodzi Melanie za nos. Za to uwielbiamy Aniyę i Carla, są mega słodcy. Titi i KC? KC to kutas, Titi jest słodka… - Czuła przyjemny dreszcz przechodzący przez ciało, gdy powoli muskał ją palcami. Przymknęła oczy na sekundę, starając się nie pokazać po sobie, jak bardzo jej się to podobało - Czekoladę, żelki i ciastka? Oh my God, jesteś dzisiaj idealny, wiesz? - Odwróciła się znowu, żeby na niego spojrzeć. - Przeszkadzasz mi w skupieniu się na show, ale w sumie to te słodyczki mógłbyś tutaj przynieść. - Uśmiechnęła się do niego i podniosła, ale zanim pozwoliła mu wstać, położyła dłonie na jego ramionach i usiadła na nim okrakiem. Przysunęła twarz do jego twarzy, muskając nosem jego nos. - Fajny jesteś - mruknęła cicho. Przechyliła głowę i złożyła na jego ustach czuły pocałunek, - Zamówimy później pizzę i zostaniesz na noc, co nie?

𝐲𝐨𝐮 𝐥𝐨𝐨𝐤𝐞𝐝 𝐫𝐢𝐠𝐡𝐭 𝐢𝐧𝐭𝐨 𝐦𝐲 𝐞𝐲𝐞𝐬 𝐚𝐧𝐝 𝐢𝐭 𝐰𝐚𝐬 𝐨𝐯𝐞𝐫♡
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

I've been watchin' you for some time
Can't stop starin' at those ocean eyes


Tęsknił, ale nie nazywał tego tak wielkimi słowami. W ogóle tego nie nazywał, nie próbując w żaden sposób utożsamiać się z uczuciami, które mu towarzyszyły. Nie zastanawiał się nad tym, dlaczego spogląda na telefon, zastanawiając się, dlaczego mu nie odpisuje. Czy już wstała, czy nadal smacznie śpi, z buziakiem na swoim czole, który zostawił na jej skórze tuż przed swoim wyjściem? Z pewnością nawet nie miała świadomości, że dostawała go za każdym razem; nie zdawała sobie sprawy, że wyrobił sobie już tę rutynę, że nawet nie pomyślałby wyjść za jej drzwi, nie żegnając się z nią. Że gdzieś podświadomie traktował ją inaczej, chociaż nadal wciskał sobie głupie wymówki i tłumaczył to zacieśnieniem więzi ich situationshipu, jakby przestępstwem było… się w niej zakochać. Jakby szczery uśmiech, niebieskie oczy i ta rozbrajająca niewinność z nich bijąca była owocem zakazanym, który zgubi go w czeluściach piekła, jeśli tylko zrobi w jej kierunku ten jeden, nieodpowiedni krok. Jakby to miało go stracić, ją skrzywdzić, a nie chciałby sprawdzać, jak wygląda szklisty ocean.

I nawet nie pomyślałby, że już zaczynał ją ranić…

Uśmiechnął się, patrząc na nią z rozczuleniem, gdy była kompletnie załamana tak niewielkim wyrokiem. — Powiedziałem pięćdziesiąt? — zapytał, sięgając do jej ust, całując je leniwie i z premedytacją przeciągając czuły pocałunek, byle tylko trzymać ją przy sobie jak najdłużej. — Na prośbę oskarżonej, łagodzę karę i zezwalam na dwieście pięćdziesiąt. To moje ostatnie słowo — zaśmiał się krótko. Żaden sędzia nie zmieniłby swojego wyroku, a zwłaszcza jego ojciec, ale całe szczęście Aiden w krwi ma robić wszystko na opak niż on; tym bardziej, jak w swoich ramionach miał słodką brunetkę, tak bardzo cierpiącą przez swój okres, że nie mógł być tak bezlitosny, prawda? — A jesteś ciekawa, na jakim miejscu plasujesz? — zapytał, co było ryzykowne, ale chyba Vita też już się przyzwyczaiła do jego głupich tekstów, prawda? — Żartuje, nie obchodzi mnie to — usprawiedliwił się szybko, zaraz przesuwając ręce niżej, zatrzymując je na lędźwiach dziewczyny, żeby przyciągnąć ją jeszcze bliżej siebie. — Ranking, z którymi kwiatami wyglądasz najpiękniej. Na razie mam problem — rzucił, dzisiaj stwierdzając, że będzie milutki. Może aż za bardzo i nawet nie podejrzewał, że to… mogło nie być dobre. Powinien wysłać jej SMS z życzeniami i spotkać się z nią na następny dzień lub wtedy, kiedy będzie czuć się lepiej, a nie opiekować się nią. Sprawdzić, czy czuje się dobrze i wykazać troskę, która być może była zbędna, ale nie potrafił inaczej. Nie potrafił opanować tego, że tak bardzo go do siebie przyciągała. — Kurwa — syknął zaraz, czując na swoim kroczu ucisk jej palcy i sam posłał jej ostrzegawcze spojrzenie, nie chcąc odzywać się więcej, żeby nie wyszła z niego żmija. — Zaraz wyjdę, Vita — odpowiedział, patrząc jej hardo w oczy.

Zaraz zaczęła gadać do Milo i stawiać go w złym świetle, więc pokiwał głową w zaprzeczeniu. — O nie, nie, nie — rzucił, dalej pokonując za nią drogę przez mieszkanie, po drodze wychylając się zza drzwi sypialni, gdzie kot spojrzał na niego spod byka. — To nie o to chodziło, źle to przedstawia — powiedział, wyciągając palec wskazujący w kierunku zwierzaka, po czym wychylił się z powrotem na korytarz, gdzie już spotkał spojrzenie Vity. — Nie podoba mi się jak dajesz mu zjebe, ale jak jesteś taka… bossy — mruknął, uważnie otaksowując spojrzeniem jej sylwetkę. — Chociaż może powinienem cofnąć te wszystkie miłe słowa, zgarniasz dzisiaj punkty minusowe. — Bo czy tylko on mógł je zdobywać?! Ona również sobie grabiła swoim zachowaniem, chociaż naprawdę to ignorował, dając jej ulgę solenizantki.

Co miał na to odpowiedzieć? Sexual roleplay — wywrócił oczami, kręcąc głową, ale nie mówiąc nie. Wcześniej z rozbawieniem przyjął jej czyn, jakim było pokiwanie jego własną głową, dlatego teraz nie mógł się sprzeciwiać. Przystał na jej warunki, nie mógł zaprzeczyć, więc patrzył w jej oczy, skupiając się na ich pięknie i gdzieś z tyłu głowy przeszła mu myśl, za którą powinien dostać bana na spotykanie się z nią.

Bo jego myśl była krótka i dobitna — że w tych oczach z pewnością nie trudno było się zakochać.

— Vita — westchnął, gdy dała mu wywód na temat przyzwyczajania się i jego wspominania o ich relacji. Naprawdę nie chciał, żeby to wszystko się zepsuło. Nie chciał, żeby nagle z dnia na dzień stali się sobie obcy, bo ta relacja ich przerosła, że uczucia przejęły nad nimi władzę. — Jestem wyluzowany — mruknął, zanim rozpoczęła swoją falę pocałunków na jego buzi i przez chwilę pomyślał, że może miała rację. To tylko zabawa. Wiedzieli, czego chcą od siebie. Wiedzieli, czego muszą unikać, jeśli dalej chcieli móc dalej prowadzić tę pełną żądzy i intensywną relację.

— Nagrodę? — zapytał, patrząc na nią z powątpiewaniem. — Nie będę marudzić, tylko czasami nie rób mi złudnych nadziei — odpowiedział rozbawiony, chociaż nie liczył dzisiaj na nic. W końcu przyjechał do niej z taką właśnie myślą, że pewnie będzie miziać ją przez pół wieczoru, aż w końcu przypadkiem nie zasną i nie obudzą się w środku nocy. Mogli też grać do późna i grzecznie pójść spać. Każda opcja mu odpowiadała, bo przyjechał tu dla towarzystwa, a nie dla zaspokojenia swoich zachcianek; co mogło być pierwszym znakiem ostrzegawczym, a jednak zdawał się być ślepy na to. — O mój boże, co ty do mnie mówisz — jęknął, kiedy zaczęła mu tłumaczyć, kto kim był, kogo lubią i kogo nie lubią. — Nie wiem, czy kiedykolwiek oglądałem jakieś reality show. Raz dałem się namówić na to… kurde, love is blind? Z góry odpowiadam, oglądałem z siostrą, żebyś zaraz nie dopisała sobie historii. — Już widział te przytyki, że z byłą oglądał, a z nią marudził. Jedyną osobą, której wcześniej dawał się zmuszać do oglądania takich gówien, była Eleanor. — Nie rozumiem, jak można zakochać się w kimś przez ścianę. I po miesiącu stwierdzić, że chce się z kimś spędzić całe życie. — To było dla niego kompletnie absurdalne i w jego mniemaniu, kompletnie zbędne. Wzięcie rozwodu nie było tak łatwe, zwłaszcza w Kanadzie, więc kompletnie zadziwiało go to, jakie lekkie podejście mieli niektórzy ludzie. Sam miał dość ciężkie podejście do miłości… ale może po prostu to był tylko on. — Tylko dzisiaj? Myślałem, że zawsze jestem idealny — westchnął cierpiętniczo, niepocieszony jej słowami, po czym spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem. — Ja ci przeszkadzam? Oh, pani proszęmniemiziaćbezkoszulki, też ciężko mi się skupić — parsknął, zaraz kręcąc z niedowierzaniem głową. Specjalnie błądził dłonią po jej boku i plecach, żeby czasami nie dorzucać ognia do pieca i nie zajeżdżać w zakazane rejony. Zakazane przez niego, oczywiście. — Może też powinienem się rozebrać? Wiesz co, fantastyczny pomysł — stwierdził, sięgając do krawędzi swojej bluzy, żeby przerzucić ją przez głowę i odrzucić na bok, dokładnie tam, gdzie leżał jej top. Serce zabiło mu nieco szybciej, gdy usiadła na jego nogach okrakiem, po czym lekko szturchnęła jego nos swoim i ah... uwielbiał, gdy tak robiła. Gdy ta chwila czułości wkradała się między ich wszystkie bardziej intensywne momenty. Dzisiejszy dzień był kumulacją tych czułości, ale… podobało mu się to. To, jak czule się z nim obchodziła, jak łaknęła tej bliskości i jak bardzo była w niego wpatrzona. — Też jesteś całkiem fajna — odpowiedział, lekko się drocząc i przenosząc swoje dłonie na jej pośladki, aby przesunąć ją bliżej do siebie, praktycznie pozbawiając ich zbędnej przestrzeni między nimi. — Lubię, gdy jesteś tak blisko — mruknął między jednym a drugim, krótkim, ale czułym muśnięciem ust. — Tak — odparł krótko, bo tu sprawa była bezdyskusyjna; zarówno zjedzenie pizzy, jak i zostanie na noc. Jeszcze trochę i odzwyczai się od spania samemu. Zmarszczył jednak nieco brwi, zastanawiając się nad jedną, kluczową kwestią. — Wiesz co, widujemy się praktycznie od miesiąca, jesteś moją dziewczyną od jakiś… dziesięciu minut, ale nie rozmawialiśmy o najważniejszym — rzucił, patrząc w jej oczy z pełną powagą i budując odpowiednie napięcie. — Pizza z ananasem — hot or not? Przemyśl tę odpowiedź — zadał najważniejsze pytanie, które będzie tak naprawdę rzutować na ich relacje i być ewentualnym argumentem w sporach. On osobiście był fanem i nie rozumiał, jak można nie szanować tego połączenia. Zaraz podniósł się z kanapy, nieco zaciskając jedną dłoń na udzie dziewczyny, a drugą przesuwając na jej plecy, żeby podejść z nią na rękach po torbę ze słodyczami, którą zostawił na komodzie przy wejściu. Zgarniając ją wrócił do salonu, odkładając siatkę na stoliku kawowym i tym razem kładąc się na plecach, a dziewczynę kładąc na siebie i przyciągając ją do siebie mocno. Złożył krótkiego buziaka na czubku jej głowy, zaraz zatapiając nos w jej włosach i wdychając zapach, który był mu już tak znajomy, że nie wyobrażał sobie, aby nagle mogło stać się to obce.

I'm scared
I've never fallen from quite this high
Fallin' into your ocean eyes
Those ocean eyes


maybe it's more than just sex
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

don't want nobody else around me
just need you right here...


Jak mogła go nie kochać lubić?

Sprawiał, że czuła się niczym gówniara. Jakaś nastolatka, która przez moment mogła zatopić się w ramionach chłopaka odkrywającego w niej wersje siebie, których sama jeszcze nie znała. Zawsze była sama. Stroniła od jakichkolwiek czułości, bo sądziła, że nigdy na coś takiego nie zasługiwała. Związek z Alexisem głównie kręcił się wokół seksu. Z Aidenem? Seks był cudowny. Czuła odwzajemnione pożądanie, to było jasne, ale tak szybko, jak przyszło pragnienie, pojawiła się też potrzeba bliskości. Czułości. Uwielbiała spędzać z nim czas. Grać. Zasypiać wtulona w niego, gdy oglądali film nocą albo gdy on grał w gry video. Uwielbiała ich nocne spacery nad jeziorem, chodzenie ze splecionymi dłońmi i to, jak czasami po prostu zgarniał ją do siebie, żeby pocałować tak, jakby już nigdy więcej nie mieli się spotkać. Za każdym kolejnym razem zabierało jej to dech w piersiach.

Na dobrą sprawę od ostatniego miesiąca prawie u niej mieszkał. Wracał do siebie może zaledwie na kilka godzin, a kiedy był u siebie dłużej niż dzień, czuła tę okropną, żałosną potrzebę napisania do niego i poproszenia, żeby się spotkali. Aiden też coraz częściej po prostu chciał przy niej być. Nie rozumiała tych sygnałów. Nawet teraz, gdy wydawał jej ten jakże kategoryczny wyrok całusów, który musiała odbyć. Oh, what a shame. Albo to, jak mówił, że nie może zdecydować, z którymi kwiatami wyglądała piękniej. Jak ona miała traktować ten układ jako tylko układ, skoro zachowywał się jak jej chłopak? Tylko bez tej cholernej wizytówki, która oficjalnie by o tym świadczyła.
Była zagubiona.
Kurwa.

Na całe szczęście palnął tekstem o tym, że była stara, ale jara, więc przynajmniej mogła swoją miłosną frustrację jakoś wyrzucić z siebie, ściskając go za krocze. Lol. To nic, że ta część jego ciała bardzo jej się podobała i zdecydowanie przydawała, ale no… zasłużył sobie, okej?! Spojrzała na niego z niemałym rozgoryczeniem po tym, jak opierdoliła Milo. - Serio? Będziesz kobiecie z okresem grozić, że zgarnia punkty minusowe? - Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów i mocno przewróciła oczami. - To ile mam już tych minusowych punktów? Powinnam się bardziej postarać, huh? - Zapytała, przechodząc w stronę kanapy i rzucając w niego swoim genialnym planem. - No to się tak nie spinaj, jejku - uśmiechnęła się, wpatrując się w niego. - Ale czemu miałaby to być złudna nadzieja? Jak będziesz grzeczny i nie będę się źle czuła, to chętnie dam ci buziaka gdzieś indziej.- Parsknęła śmiechem pod nosem, poprawiając się tak, żeby mieć lepszy widok na telewizor, po czym zaczęła opowiadać mu cały lore reality show. - Słuchaj, wkręcisz się w to… za tydzień sam mi powiesz, kto jest twoim fave.

Jednak chwile później przez moment dosłownie ścisnęło jej serce. Tak mocno, że musiała wziąć głębszy oddech. Cholera. Przestraszyła się, gdy wspomniał o swojej niechęci do Love Is Blind i o tym, że ludzie szli tam po to, żeby wziąć ślub w tak nierealnie krótkim czasie. - Nie jestem pewna, czy mogę się tutaj z tobą zgodzić, miśku - spojrzała na niego, po czym po chwili dodała, - Nie uważasz tego chociaż w namiastce za romantyczne? Że ktoś mógłby zakochać się w tobie ze względu na twój charakter? - Uniosła brew. - Podziwiam ludzi, którzy są w stanie postawić osobowość drugiej osoby ponad wygląd - polozyla się wygodniej. - W sensie, gdyby nie mój wygląd, to nie wiem, czy w ogóle zwróciłbyś na mnie uwagę, wiesz? - Parsknęła śmiechem, próbując obrócić to w żart. - A co, panie niechcęsięznikimwiązać… nigdy nie myślałeś o ślubie z którąś ze swoich poprzednich partnerek? - zapytała z zaciekawieniem. Nigdy wcześniej nie rozmawiali na takie tematy, a teraz, ze świadomością, że jej pierścionek zaręczynowy i obrączka wciąż leżały na dnie szuflady w sypialni, po prostu chciała wiedzieć, co sądził o całym tym przedsięwzięciu.

Nie mogła mu powiedzieć, że była żoną.

Bała się, że zdenerwuje się na nią za to, że tak długo go okłamywała. Że zakończy to, co między nimi było, zanim ona zdąży chociaż udawać, że wcale jej to nie złamie. Ciągle robił all the right things. Dbał o nią o wiele bardziej i czulej, niż spodziewałaby się po jakimś randomowym situationshipie. Chociaż, tak szczerze, nigdy wcześniej w żadnym nie była. - Masz swoje momenty, no co mogę powiedzieć? - zaśmiała się pod nosem, po czym uśmiechnęła się do niego figlarnie, oznajmiając, że przez niego nie mogła się skupić. - Już widziałeś to ciało z milion razy. To nic nowego, powinieneś się przyzwyczaić. - Rzuciła to tak po prostu, jakby za każdym razem nie zabierało jej tchu, gdy ją rozbierał. Jakby nie traciła na moment rozsądku, gdy widziała go nago. Jakby nie mogła godzinami przesuwać dłoniami po jego tatuażach, na które nigdy nie potrafiła się napatrzeć. Po chwili, poprawiając się i siedząc przed nim topless, uniosła brew w niedowierzaniu, gdy zrzucił z siebie bluzę nie mając niczego innego pod spodem. - Serio? Jak możesz tak znęcać się nad kobietą, przez którą dosłownie przechodzą prądy bólu? - prychnęła z niedowierzaniem. Przejechała wzrokiem po jego klatce piersiowej, a potem wysunęła dłoń niemal automatycznie, by przesunąć paznokciami po jednym ze swoich ulubionych tatuaży na jego torsie, zanim usadowiła się pięknie, ładnie okrakiem na nim. - Kiedyś chcę narysować coś, co sobie wytatuujesz - powiedziała z szerokim uśmiechem.

need your hands all up on my body
like the moon needs the stars

Kurde.
Był dla niej idealny.

Serio. Był wszystkim, na co czekała, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Był czuły. Dogryzał jej. Dbał o nią. Był nieziemskim kochankiem, który odkrywał w niej dosłownie nowe fantazje, których się nie wstydziła. Z każdym dniem stawał się jej najlepszym przyjacielem i… fuckkkkkk....Naprawdę się w nim...

z a k o c h i w a ł a

Już nie potrafiła wybijać sobie tego z głowy. Za każdym razem, gdy spojrzała odrobinę za długo w jego abstrakcyjne tęczówki, czuła, jak serce robi fikołka. Motylki w brzuchu próbowały się wydostać, a ona chciała chwycić go za twarz, pocałować mocno i wykrzyczeć, jak bardzo go kochała. Nie czuła nigdy wcześniej czegoś takiego. Tego rozpychającego uczucia w klatce piersiowej, które sprawiało, że mogłaby zasłabnąć od samego patrzenia na niego. Świadomość, że Aiden nie czuł tego samego, była niemal druzgocąca. Ale nie chciała rezygnować z tej znajomości. Tęskniła za nim nawet wtedy, gdy był blisko. Swoją własną arogancją próbowała zatrzymać go przy sobie chociaż jeszcze troszkę. - Nawet jak cię wkurzam? - zapytała, przesuwając dłońmi po jego szyi, powoli wsuwając palce w jego ogniste włosy. Przeszedł ją dreszcz pożądania i czułości, gdy usłyszała, co powiedział, zanim ją pocałował. Odwzajemniła czułe muśnięcie jego ust. - Ja też - wyszeptała pomiędzy kolejnym pocałunkiem. Uśmiechnęła się szeroko przez pocałunek, gdy zgodził się na pizzunię, by po chwili wyprostować się, wciąż siedząc na nim, marszcząc brew z oczekiwaniem. - Co to za najważniejsze? Hm? - mruknęła, zastanawiając się, o co zapyta. Poczuła dziwny ścisk w żołądku, bo przez chwilę naprawdę się zestresowała, ale zaraz wybuchnęła śmiechem, słysząc jego pytanie.Oh my God. Przejechała dłonią po jego tatuażach. Kurde, nie mogła przestać go dotykać. Musiała mieć go blisko. - A jak powiem, że z ananasem, to zerwiesz ze mną po tych długich minutach związku? - spojrzała na niego niepewnie. Cholera, no było to stresujące pytanie. Przysunęła się do niego, schylając do jego szyi. Muskała ją powoli, składając na niej wilgotne pocałunki. - A jak jeszcze powiem, że gdy mam okres, to jem frytki z McFlurry, to też będzie dealbreaker? - Uniosła spojrzenie na niego, chwytając jego dłonie. Przejechała nimi po swojej talii, wzdłuż ciała, aż w końcu spoczęły na jej piersiach.

Czemu on tak na nią działał? Czuła się kurewsko emocjonalna, wpatrując się w niego. - Aiden… - powiedziała cicho, patrząc na niego z czułością. Zacisnęła swoje dłonie na jego, zanim powoli je puściła. - Bo ja… ja ci muszę coś powiedzieć - zaczęła, czując suchość w gardle. Serce zaczęło walić jej mocniej. Cholera. - Ja… - Wysunęła ręce w kierunku jego ramion. Chyba cię kocham. Chciała to powiedzieć. Naprawdę chciała. Ale zamiast tego wydusiła z siebie tylko, - Cieszę się, że cię poznałam. I że tu jesteś. - Objęła go w pełni, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Czuła, jak łzy zbierają się w jej oczach. Na szczęście mogła nagłą emocjonalność zrzucić na okres. Chociaż w środku chyba opłakiwała związek, którego nigdy nie mieli. I którego pewnie nigdy mieć nie będą.
i want you to come claim it, I do
what are you waiting for?
𝚒 𝚝𝚑𝚒𝚗𝚔 𝚒'𝚟𝚎 𝚋𝚎𝚎𝚗 𝚏𝚊𝚕𝚕𝚒𝚗𝚐 𝚏𝚘𝚛 𝚢𝚘𝚞 𝚏𝚘𝚛 𝚊 𝚠𝚑𝚒𝚕𝚎 𝚗𝚘𝚠
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”