-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Siedziałam właśnie na szlabanie w szkole, zamiast spędzać popołudnie w centrum handlowym, siedząc z moimi psiapsiami Audrey i Elsą nad jedną colą light, obgadując chłopaków, albo denerwujacych nauczycieli.
Co ja właściwię tu robię?! Już pomijając wszystkie wspaniałości świata, które mnie teraz omijają, to przecież nie do pomyslenia, że wylądowałam w kozie. Ja, cheeleaderka. Ja, aktorka główna kółka teatralnego. Ja, córka swoich rodziców. Niestety a może i stety, byli oni zbyt zajęci wizytami w szpitalu, bo mama była w dziewiątym miesiącu ciąży i mogła urodzić lada moment, więc jakoś specjalnie się nie skupili chyba na notatce, którą podsunęłam im - w sensie ojcu - do podpisania. Na notatce stało jak byk, że za zachowanie dostaje wielkie upomnienie i w związku z tym mam odbyć 10 godzin odsiadki na szlabanie. I dopiero był poniedziałek, więc własnie mijało pierwsze 30 minut mojej kary, a mi już było dość i chciałam stąd iść.
Cisza, która panowała w klasie była nie do zniesienia. A niby było tu oprócz mnie jeszcze pięciu innych uczniów. Przerażająca goth laska, która chyba była tu nie pierwszy raz, chłopak z ADHD, któremy od drugiej minuty tak chodziła noga, że myślałam, jak mu tylko ją unieruchomić, bad boy Noah z mojej klasy i starsza o rok Vanessa Paradis, przez którą tu byłam. Patrzyłam na tył jej głowy z nienawiścią, wyobrażając sobie, że te jej rude kudły obetne albo podpalę. Okropna była ta Vanessa, nie dość że od początku roku szkolnego jest dla mnie mega niemiła - bo zazdrości, że to ja zdobyłam rolę Julii w zimowym przedstawieniu, a nie ona jak rok wcześniej - to jeszcze na przesługaniu w czwartek zabrała mi mój monolog i się wpieprzyła przedemnie, przez co musiałam improwizować. Stała później po przesłuchaniu i memlała językiem na prawo i lewo, że jestem aktorką jednej roli więc... no więc się na nią rzuciłam. Dziś nie jestem z siebie wcale dumna, ale wtedy moja latynoska krew się odezwała we mnie i nie umiałam się opanować.
Rozprasza mnie to, że Noah, który siedzi za mną stuka swoim długopisem w biurko. Obejrzałam się na niego z obruszonym spojrzeniem już dwa razy, ale ten nic sobie z tego nie robi. Szkoda, że nauczyciel siedzi z nami w klasie, bo chciałam mu coś powiedzieć.
Biorę jednak głęboki wdech i patrzę na kartkę na której mam napisać wypracowanie Dlaczego przemoc nie jest rozwiązaniem? Muszę się uspokoić, napisać to wpracowanie i może mi odpuszczą kilka godzin za nadgorliwość.
Po czterdziestu pięciu minutach nauczyciel, który nas miał pilnować wyszedł, co sprawiło, że w klasie nieco się poluźniło. Mike, chłopak z ADHD zaraz wstał, żeby zajrzeć, czy nauczyciel odszedł daleko, a potem wrócił do biurka i znów wstał.
- To co, dajemy noge?- zaproponował i zaczął sobie chodzić po całym pomieszczeniu. Gotka Gilly mówi znudzonym tonem: - Za uciekanie z kozy dodają dodatkowe dni, więc ja sie nigdzie nie ruszam - a ja się odwracam nagle do Noaha i patrzę na ten jego długopis: - Czy ty możesz w końcu się uspokoić? Wiesz jak mnie to irytuje? - powiedziałam to na tyle cicho, że tylko on mógł to usłyszeć, ale okazało się, że nie tylko on, bo Vaneska też już wstała i podchodzi, staje sobie w rzędzie pomiędzy nami i zakłada ręce na piersi -O prosze, mała Perez nawet pięciu minut nie wytrzyma, żeby nie podrywać wszystkiego co się rusza ? Beaumont nie podniecaj się tylko, bo to nie twoja zasługa, że laska ma wieczną chcicę
Moja mina na te słowa - bezcenna - otworzyłam usteczka oburzona tym co słyszę i patrzę to na nią to na Noaha, bo wcale nie chcę nikogo podrywać! Przecież po pierwsze Noah jest bad boy, łazi wszędzie taki tajemniczy, a po drugie to ja mam jutro umówioną randkę z hokeistą, więc o czym tu mowa!!!! - Co, ale ja nie....!!
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Noah wbił wzrok w blat szkolnej ławki, zaciskając palce na długopisie tak mocno, że zbielały mu kostki. Siedzenie w karnej klasie było stratą czasu, której nie potrafił sobie wybaczyć. Nie powinno go tu być. Cała sytuacja była efektem konieczności, której nie mógł zignorować.
Wszystko przez pieprzonego Coltona. Ten pajac nagadał głupot dziewczynie, na której Noahowi zależało, skutecznie przekreślając jego szanse, a kiedy się o tym dowiedział, nie zamierzał tego olać. Wyczekał więc odpowiedni moment w szatni i zostawił go wiszącego na wieszaku za szlufki od spodni. Problem w tym, że nauczyciel wuefu wszedł do szatni akurat w momencie, gdy Noah wychodził z satysfakcją na twarzy. Kara była nieunikniona, choć w jego oczach to Colton powinien być tym, który odrabia te dziesięć godzin szlabanu za szerzenie kłamstw.
Wiedział dokładnie, co go czeka po powrocie do domu: kolejna porcja pouczających wywodów o tym, jak bardzo hańbi nazwisko. Ojciec ze swoimi planami kariery politycznej traktował każdy wybryk syna jak zamach na swój wizerunek, no a matka... cóż, z nią było inaczej. Doskonale wiedział, że na początku zrobi kwaśną minę, ale gdy tylko ojciec zniknie w gabinecie, oboje będą się śmiali z wiszącego za gacie kolegi.
Poprawił się na krześle, czując, jak złość ustępuje miejsca znużeniu. Wolałby spędzić popołudnie z kumplami, grając w kosza niż siedzieć tu i gapić się na szkolnych kolegów, którzy też odsiadują swoje kary. Pstrykał długopisem w rytm rosnącego zdenerwowania, wpatrując się w zegar i odliczał każdą sekundę, która dzieliła go od wyjścia z tej przeklętej sali. W tle słyszał podenerwowanego Mike’a, który krążył po pomieszczeniu, rzucając propozycje ucieczki oraz pozbawione wesołości odpowiedzi Gilly. Gotka siedziała nieruchomo, jakby była przykuta do krzesła, ostrzegając wszystkich o konsekwencjach przedłużenia kary. Pstryknął długopisem głośniej niż zwykle, jakby chciał w ten sposób zagłuszyć narzekania Mike'a, który wciąż kręcił się po klasie jak nakręcony, po czym przeniósł wzrok na Gilly.
– Jak ty w ogóle funkcjonujesz, Gilly? – zapytał, a w jego głosie, teraz gdy nie musiał się przejmować obecnością nauczyciela, pobrzmiewała czysta kpina. – Zero spontaniczności, zero radości. Naprawdę masz w planach umrzeć z nudów?
Noah nie czekał na odpowiedź gotki i zamiast tego, znów zaczął rytmicznie pstrykać długopisem. Każde kliknięcie było teraz celowo przerysowane, głośne i irytujące, a wtedy siedząca przed nim Aurelia, która najwyraźniej już miała dość tego dźwięku, odwróciła się do niego niemal sycząc na na niego ze złością. Przestał pstrykać na sekundę tylko po to, by spojrzeć na dziewczynę przed sobą z rozbawieniem, bo nie zamierzał się podporządkować, a raczej wręcz odwrotnie, jej irytacja jeszcze bardziej go nakręcała.
– Jeśli cię to irytuje, to może skup się na czymś innym, co? – rzucił cicho, z błyskiem w oku, nie przestając bawić się długopisem, zanim jednak zdążył pociągnąć temat dalej, w ich stronę ruszyła Vanessa. Na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. – Vanessa, zawsze taka urocza i pomocna – odparł z sarkazmem w głosie, nie odrywając od niej wzroku. - Byłem nieźle podniecony tą sytuacją, dopóki się nie odezwałaś. - Przeniósł wzrok na koleżankę przed sobą i puścił do niej oczko, w stylu typowego dla niego „bad boya”. – Spokojnie, Perez – powiedział przyjacielsko. – Nie musisz się tłumaczyć. Odpuść sobie Vanessę, szkoda twojej energii na jej gadanie.
Rozbawiło go jednak jak Aurelia patrzyła raz na niego, raz na rudą, wyraźnie nie wiedząc, co powiedzieć i chociaż w duchu musiał przyznać, że Perez jest całkiem ładna, miał swoje zasady: nie zarywać do przyjaciółek Audrey. W pewnym momencie rzucił długopisem na blat ławki i oparł się wygodnie o krzesło, rozglądając się po klasie.
– Słuchajcie, a jak któreś z nas będzie chciało się odlać? To niezdrowe trzymać mocz w pęcherzu ponad godzinę. Macie jakieś propozycje? Aurelio, może ty? - odezwał się do niej, bo inaczej zanudzą się tu na śmierć, a nauczyciel chyba nie zamierzał wracać albo o nich zapomniał.
Aurelia M. Perez
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Bardziej mnie irytowało to pstrykanie długopisem, a rada, żeby się skupić na czymś innym wcale mi nie pomogła, szczególnie, że nagle się pojawiła Vaneska, która chyba była powodem dla którego mnie Noah denerwował. Zamykam buzie, żeby mi nic przypadkiem nie wpadło do niej i patrzę to na Noaha to znów na Vaneskę, no okay, może ma rację, że nie powinnam się tak dawać jej bullingować. Ona po prostu nie nawidzi ładnych dziewczyn, tak uważam. Pewnie ma obsesje na moim punkcie po prostu. Chciałam się odwrócić już do swojej kartki, ale wtedy Noah nagle rzuca długopisem.
- Co ja? - zmarszczyłam czoło, wtedy jeszcze nie używałam botoksu, więc wyraźnie było widać, że jestem niezadowolona. To znaczy teraz jeszcze też go nie używam, bo wszyscy mówią, że jeszcze nie czas na takie zabiegi, ale wiadomo o co chodzi. Zmierzyłam go spojrzeniem, przypominając sobie o tym, że Audrey zabrała go już na dwie imprezki więc niby się znamy, ale wciąż mu nie ufam - ma taką aurę chłopaka, któremu nie można po prostu zaufać, że czegoś nie odpierdoli.
-Nie wiem czy wiesz, ale dziewczynki się nie odlewają - skomentowałam to ze złośliwym uśmieszkiem i chciałam jednoznacznie dać znać, że no nie będę się zagłębiała w takie tematy, bo po pierwsze to nie wypada rozmawiać o sprawach toaletowych, no a po drugie, to z tego co zauważyłam, to przynajmniej troje z pięciu moich towarzyszy miało za cel sobie ze mnie żarty robić. No i tak właśnie wygląda moja rzeczywistość, potem jak się jest super celebirty to się ludzie dziwią: jak cię ktoś mógł w szkole gnębić, przecież jesteś taka super? No właśnie tak.
Natomiast Mike wcale nie zamierzał tak sprawy puścić płazem i pokazuje na Noaha.
- Właśnie, pytanie w punkt chłopie. Ja sprawdzam i podnoszę sprawkę bo mam jeszcze lepsze pytanie : co jeżeli będziemy tu jeszcze kolejną godzinę? Czy ktoś mnie uratuje jak zemdleje bo jestem bez obiadu?? - zaśmiał się i podszedł do stolika przy którym siedział Noah. Zbił z nim pione i mówi - Mike jestem, a ty ziomuś? - na co ja odwracam się i mierzę ich oboje spojrzeniem. - No co ty Mike nie znasz go? To Noah Beaumont, na imprezie Hallowenowej wypił pół kega na stojąc na rękach , przez co mial takiego kaca, że nie dostał się do drużyny hokejowej - wymyslam na poczekaniu, chociaż faktycznie Noah był ze mną i Audrey na imprezie, a Mikiego nie było. Moja mina jednak jest poważna i tylko oczy błyszczące z rozbawienia mogły sygnalizować, że trochę tu się mijam z prawdą. Mierzę go tak spojrzeniem i mówię jakbym wcale nie wiedziała, że Vanessa zaraz wybuchnie znów o tym, że znów kogoś podrywam: -To było super hot, całą drużyną robilysmy sobie zdjęcia z jego brzucem jak stał na rekach
Mike już się zbija i klepie Noaha po ramieniu, że o super ziomek, ale z ciebie petarda, a Vanessa nagle się wpierdala i przerywa te żarty:
- Właściwie Mike to masz racje, ja też bym coś zjadła. Ktoś idzie ze mną do automatów? - i oczywiście Mike się zaoferował, na co ja mówię że w sumie też bym poszła więc sobie wstaje zza biurka, wstaje też Gilly, ale bez słowa i pewnie Noah też wstaje i nagle tak się doliczam i patrzę po nich: - Ej, a nie było tu z nami Ramsey'a, tego nerda z ostatniej klasy?
No właśnie, bo piąta osoba, która z nami odbywała karę... w niewyjaśnionych okolicznościach znikneła z radaru. No klasa była jak klasa, nie mógł się tutaj schować, więc jak...?
Noah Beaumont
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– No, słyszałaś – odparł, rzucając kpiący uśmiech, w którym była czysta prowokacja. – Myślałem, że może wymyślisz jakiś sposób, żebyśmy się stąd ulotnili na pięć minut, skoro reszta tylko siedzi i gapi się w ścianę albo narzeka na życie.
Przeniósł na chwilę wzrok na Vanessę, po czym szybko wrócił spojrzeniem do Aurelii. Czekał czy znów się oburzy czy jednak spróbuje odpowiedzieć w tym samym tonie. Zaśmiał się krótko, bo ta odpowiedź wcale go nie zdziwiła – dokładnie tego się spodziewał. Aurelia starała się trzymać fason, jakby w tej durnej szkole obowiązywały zasady dobrego wychowania.
– "Dziewczynki się nie odlewają", serio? – powtórzył z wyraźnym niedowierzaniem, kręcąc głową z rozbawieniem. – Jesteśmy w kozie, nie na herbatce u królowej. Przecież widzę, że to siedzenie tutaj drażni cię tak samo jak mnie. - Przeniósł wzrok na okno, gdzie słońce powoli chyliło się ku zachodowi, po czym znów spojrzał na nią, tym razem z wyzywającym błyskiem w oku. - Więc? Jakieś inne, bardziej „wypada-nie-wypada” propozycje, żeby zabić ten czas, skoro temat toalety jest zbyt niekulturalny?
Wtedy obok niego pojawił się koleś, przedstawiając się jako Mike. Noah odwzajemnił uścisk dłoni, uderzając otwartą dłonią w dłoń Mike’a z odpowiednią siłą. Omal nie parsknął śmiechem słysząc wersję zdarzeń Aurelii. Spojrzał na Mike’a, a potem z powrotem na dziewczynę, przechylając lekko głowę.
– Widzę, że moja legenda wyprzedza mnie szybciej, niż zdążyłem się przedstawić – rzucił, mrużąc oczy w stronę Aurelii. – Szkoda tylko, Perez, że to przekręcasz. Pół kega? Przecież dobrze wiesz, że to była cała beczka, a do drużyny nie dostałem się przez to, że trener nie mógł patrzeć na mój styl jazdy, a nie przez kaca - zaśmiał się, nie odrywając od niej wzroku. Czuł, że ta sytuacja zaczyna zmierzać w bardzo ciekawym kierunku. – Super hot? – zapytał, ze skromnym wyrazem twarzy, choć w jego oczach wciąż tliła się prowokacja. – Dobrze wiedzieć, że masz taką pamięć do szczegółów. Słyszałeś, Mike? – rzucił do kolegi, zerkając na niego z uśmieszkiem. – Okazuje się, że jestem tu legendą, więc jak chcesz, to mogę cię nauczyć paru sztuczek.
Ruda nie byłaby sobą, gdyby nie wpieprzyła swoich pięciu groszy w rozmowę, bo była skutecznie ignorowana dłużej, niż była w stanie znieść, proponując podróż do automatów, na co Mike poleciał od razu i Beaumont nie był pewien, czy koleś szuka uwagi szkolnej wredoty czy faktycznie jest głodny, ale jeśli miał tu siedzieć kolejne minuty, to spacer w towarzystwie szkolnych dziwaków, wydawał się nawet spoko opcją. Wstał wraz z resztą, poprawiając bluzę i zaczęli kierować się w stronę wyjścia, zatrzymał się jednak, słysząc słowa Perez.
– Czekaj, co? – zapytał, marszcząc brwi i oglądając się za siebie, jakby liczył na to, że chłopak nagle wyłoni się z cienia. – No fakt, ten gość był tu przez cały czas. Jak on niby miał stąd wyjść, że nikt z nas tego nie zauważył? Albo jest magikiem albo ktoś go czmychnął, kiedy byliśmy zajęci kłótnią. Idziemy go szukać czy po prostu udajemy, że nigdy go tu nie było?
Aurelia M. Perez
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Czy ty mnie właśnie oskarżasz o kij w dupie? - pytam go, bo przecież o co innego mogło mu chodzić, skoro porówywał moje odpowiedzi do tego, się zachowuję, jakbym była na herbatce u Królowej Angielskiej. Piorunuję go za to spojrzeniem, bo dobrze powinien już wiedzieć, skoro jakoś nam sie drogi życiowe zetknęły, że żadnego kija tam nie mam, bo na imprezkach bawię się bardzo dobrze. - A mam taki pomysł - aż wziełam do ręki ten jego długopis i macham mu nim przed nosem powoli, jakbym chciała go uspokoić albo zahipnotyzować, aż mówię: - Możemy w coś pograć, żeby nam czas szybciej płynał. Może pytanie albo wyzwanie? - zaproponowałam, zastanawiając sie, czy wykona każde wyzwanie, które rzucę mu, czy raczej się będzie próbował wymigać. Niby Noah nie był tchórzem, ale może po prostu nigdy nie dostał wyzwania, którego nie chciał robić.
No i wtedy podszedł Mike i zaczęłam się trochę z niego nabijać, może już trochę nawet wrzucając ten motyw gry na wyzwanie, bo czy nie było wyzwaniem to, jak go przedstawiłam i jak musiał sobie porazdzić, żeby to ograć? Miałam zresztą satysfakcję z tego co usłyszałam, bo Noah nie zachował się jak jakiś lamus, który by mnie opierdolił przed Mikiem, że gadam głupoty, tylko właśnie podszedł w to.
-Legendą to już ttorchę przesadziłeś Noah - zwracam mu uwage, ale wtedy się wtrąca Mike i mówi, że no jest niezłą legendą, chyba się w nim zakochał. Mierze wic obu spojrzeniem uważnym i w końcu skupiam się na Noahu właśnie - ale skoro tak jest, to moim zdaniem powinieneś dać sprawdzić, bo nie wiem, czy mam mówić, że masz ABS równie dobry, jak w moich wspomnieniach - trochęsobie z Vanessą chichoczemy, oczywiście nie razem, bo się przecież pokłóciliśmy.
Wstajemy sobie zaraz wszyscy ale właśnie nie doliczyam się Ramseya. Gilly mówi, że wyszedł dawno temu z klasy, co dla mmnie było jakąś mega ciężką rozkminką, bo przecież wszyscy siedzieliśmy, wiec to że nikt go nie zwuaażył, to raczej musiała to być sprawa o bezpieczeństwie krajowym.
-A ty byś chciał, żebyśmy cie zostawili na pastwę losu? Weź się uspokój, musimy znaleć Ramseya. Bo albo nam powie jak uciec niezauważonym do domu... albo... no nie wiem, ale po prostu musimy. Zobaczcie,że jak on przepadnie to nauczyciel nas spyta o to gdzie poszedł i kiedy poszedł Ramsey, to na stówę ktoś się wygada albo pomyli godziny - zadecydowała i ogólnie to sobie wychodzą na korytarz. Aurelia proponuje, że ona z Noahem poszukają jakiś strojów al Vanessa i Mike poszukają dodatkowych wskazówek; dlastego poszli razem. Skręcili sobie w jakiś korytarz i Aurelia peirwszego to weszła do łazienki i pyta, czy ktoś tam jest, no nie było.
Noah
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oskarżam to może za duże słowo. Powiedzmy, że czasem się tak zachowujesz - oparł się wygodniej o krzesło i skrzyżował ręce na piersi. — I nie patrz tak na mnie, oboje wiemy, że nie jesteś aż tak grzeczna, jak próbujesz wszystkim wmówić.
Przypomniał sobie kilka imprez, na których ją widział. Zdecydowanie nie wyglądała wtedy na osobę, która grzecznie siedzi w jednym miejscu, odbywając szkolną karę.
Najpierw spojrzał na swój długopis, który nagle zniknął z jego dłoni, a potem na Aurelię. Przez chwilę obserwował, jak macha nim przed jego twarzą i nie odrywała od niego wzroku, jakby próbowała go zahipnotyzować. — Perez, właśnie ukradłaś mi długopis - skomentował i mimo tych słów nie wyciągnął ręki, żeby go odzyskać. Propozycja gry była interesująca i podobała mu się, a w jego oczach pojawił się błysk, który zwykle oznaczał, że właśnie przyszło mu do głowy coś głupiego albo ryzykownego. — No proszę. Jednak potrafisz mieć dobre pomysły. - Nie martwił się o własne wyzwania, o wiele bardziej ciekawiło go, co ma do powiedzenia Aurelia. - Wchodzę w to - powiedział nie zastanawiając się długo. — Tylko bez taryfy ulgowej i oszukiwania.
Noah zauważył, jak Mike do nich dołącza, jeszcze zanim ten się odezwał. Mike coś rzucił w swoim stylu, rozluźniając się przy nich, a Noah tylko parsknął cicho, patrząc na niego i potem na Aurelię. Wszedł naturalnie w opowieści o piciu piwa bez większego zastanowienia, jakby to było po prostu kolejne przedłużenie rozmowy. Mike niemal się zakrztusił ze śmiechu, co tylko bardziej rozbawiło chłopaka.
- Nie wiedziałem, że moje ABS-y tak mocno zapadły ci w pamięć. - Specjalnie ją podpuścił, będąc jednocześnie zadowolony, że tak jej się podobały. Postanowił nie trzymać dłużej dziewczyn w niepewności i podniósł bluzę oraz koszulkę, odsłaniając swój wyrzeźbiony sześciopak, a na jego twarzy pojawił się bezczelny, szeroki uśmiech. - Chcesz sprawdzić, czy jest twardy? - zapytał i dopiero później zorientował się jak bardziej zabrzmiało to dwuznacznie, ale w zasadzie miał to gdzieś. - Czy to znaczy, że regularnie o nich myślisz i śnisz? - zapytał z rozbawieniem, nieświadomie chyba z nią trochę flirtując, za to Vaneska prawie się obśliniła na ten widok i na pewno od jutra będą gadać w szkole, że na pewno Beaumont się bzyka z Perez.
Wstał razem z resztą, ale zmarszczył lekko brwi. Nie dlatego, że uznał to za dramat, tylko dlatego, że sytuacja była po prostu dziwna. Wszyscy siedzieli w jednym miejscu, a mimo to koleś wyszedł i nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie. Spojrzał na Gilly, która mówiła o tym z takim spokojem, jakby to była zupełnie normalna rzecz. Ruszyli powoli w stronę wyjścia z klasy, nadal rozglądając się uważnie, jakby liczyli, że Ramsey zaraz po prostu pojawi się w którymś z korytarzy, a gdy Aurelia zaproponowała podział, Noah skinął głową. Nie widział sensu w dyskusji. Szybsze rozdzielenie się oznaczało po prostu większy teren do sprawdzenia.
Skręcili w boczny korytarz i szedł tuż za nią, patrząc, jak otwiera drzwi do łazienki. Zatrzymał się przy wejściu i rozejrzał po pustym wnętrzu. Stał jeszcze moment w drzwiach, opierając się lekko o framugę, po czym spojrzał na nią, kiedy skończyła sprawdzać pomieszczenie.
— I co? — zapytał krótko, zerkając w głąb łazienki, choć już wiedział, jaka będzie odpowiedź. — Jak nic nie znajdziemy, to obstawiam, że po prostu wyszedł i tyle — powiedział wzruszając ramionami. - Tylko czemu, kurwa, sam? Też nie chcę tu siedzieć! Jutro dostanie w pysk jak go spotkam.
Aurelia
-
she's a cosmic siren
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Ale skoro Ci się coś nie podoba, to twoja sprawa - odrzucam włosy na plecy, uznając te przekomarzanki za zamknięty temat. Ale im intensywniej o tym myślałam, tym więcej imprez kojarzyłam na których zdarzyło mi się tańczyć na stole, wypić za dużo, przelizać się z randomem, pływać w białej sukience, albo zgubić buty. Okay, może coś w tym było. Żenujące!!
Uśmiecham się natomiast, zadowolona, że Noah wszedł w grę. Zmierzyłam go spojrzeniem, ale nie musiałam się długo zastanawiać. Chłopcy zawsze wybierali wyzwania ponad pytania o prawdę. Zresztą, dla mnie też byłoby śmieszniejsze obserwowanie go kiedy próbowałby wykonać zadanie. Przykładam paluszek do ust jakbym się zastanawiała, ale dobrze już wiem co od niego chcę.
-No dobrze, to napisz do ostatniej osoby z którą pisałeś sms o treści "Musimy pogadać, ostatnio mam bardzo intensywne myśli o Tobie i śniłaś albo śniłeś mi się wczoraj w sposób erotyczy" - i unosze brew ciekawa do kogo napisze takiego smsa. A co jak trafi na matke?!
Śmiejemy się zresztą wszyscy z tego ABSa Noaha, ale jak podniósł koszulkę, to nie umyka mi wcale, że jest chyba jeszcze lepszy niż zapamiętałam, chociaż chłopak sobie siedzi. Na jego pytanie śmieję się ja i śmieje sie Vaneska, bo faktycznie to było bardzo dwuznaczne, ale skoro zaprasza... - No jasne. Mike dawaj też dotknij - i się pochylam przez biurko, żeby dosięgnąć mięśni. Noah pewnie sie wcale nie spodziewał, że tak łatwo wejdziemy razem całą trójką w to macanie go po brzuchu, bo oprócz mnie Mike i Vaneska też już ręce wyciągają. -Wow Beaumont jak ty mnie znasz- odpowiadam równie flirciarsko, na co Mike i Vaneska tak patrzą po sobie znacząco i pewnie dlatego ich ręce w końcu nie wylądowały na jego brzuchu. Posmyrałam go po tych absach, z uśmiechem, bo to jest oczywiście sama przyjemność. - Cała przyjemność po mojej stronie - skomentowałam znów siadając na krześle, chociaż ciężko mi się pewnie będzie teraz skupić!! To jest zupełnie nielegalne, żeby koledzy w liceum mieli takie brzuchy. Już prędzej spodziewałabym się tego po koksach na siłowni, ale może nie ma co tak daleko szukać, skoro Noah ma takie na (dosłownie) wyciągniecie ręki.
Szukamy Ramseya i niestety w łazience go nie znalazłam. Oglądam się na Noaha, który już wpadł w jakiś agresywny tryb i kręcę głową.
- A jak coś mu się stało? Ty chyba strasznie lubisz się bić - zastanawiam się na głos, bo te pokłady agresji, które siedzą w Beaumoncie może i były ok, jeżeli je wyładowywał np na boisku, ale dlaczego miałby to robić na geeku? Odwracam się i wychodzimy z łazienki. - Zjadłabym coś, może poszukamy coś w kafeterii - zaproponowałam znów kierując nas do kafeterii, ale ona jest zamknięta, a po drodze bedziemy mijali pewnie z trzy automaty, więc pewnie tam się zatrzymamy. Zatrzymuję się jakoś w połowie korytarza zastawiając mu drogę, ale idę do tyłu, bo on wcale nie cche się zatrzymać!
- Noah, a za co siedzisz w kozie?
Noah Beaumont
-
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Parsknął śmiechem, widząc ten jej popisowy ruch z odrzucaniem włosów. No tak, typowa Aurelia – foch i udawanie, że temat nie istnieje.
- Jasne, na pewno nie masz sobie nic do zarzucenia - powiedział z wyraźnym rozbawieniem w głosie, przyglądając się jej uważnie. Siedział wygodnie i widział, jak na moment zastyga. Może i rzuciła tekstem na odczepne, ale jej mina zdradzała, że w głowie właśnie przewija jej się film z tych wszystkich akcji. Dokładnie o to mu chodziło. - Przecież widzę, jak ci teraz trybiki w głowie chodzą, Perez - dodał, uśmiechając się szerzej. - Co tam ci się nagle przypomniało, co? Aż ci się oczy zaświeciły.
Gdy usłyszał wyzwanie, na moment zastygł, a jego bezczelny uśmiech na chwilę zniknął. Serio, kurwa? Popatrzył na nią i nie dowierzał. Dziewczyna ma tupet, musiał jej to przyznać. Wyciągnął telefon z kieszeni spodni, kręcąc z niedowierzaniem głową, ale w oczach znowu zapala mu się ryzykowny błysk. Skoro wszedł w grę, to nie będzie teraz pękać, choć treść tego SMS-a jest totalnie odmóżdżona. Przejechał palcem po ostatnich wiadomościach i nagle dotarło do niego, do kogo pójdzie ta wiadomość. Cholera. Szybko wklepał na klawiaturze dokładnie te słowa, które podyktowała, słysząc w głowie, jak idiotycznie to brzmi.
- No to gratulacje, masz swoje widowisko – powiedział, podnosząc na nią wzrok i klikając „wyślij”. Obrócił telefon w dłoni i położył na ławce ekranem do góry, żeby widziała, że nie oszukiwał. – Poszło do Audrey. Uzna, że mnie do reszty popierdoliło. Czekamy na odpowiedź. Następnym razem ja wymyślam, szykuj się.
Kiedy ciepłe palce dotykają jego nagiej skóry, przez moment poczuł nagły skok ciśnienia, ale nie dał tego po sobie poznać. Ciało automatycznie napięło się pod dotykiem, a bezczelny uśmiech ani na chwilę nie schodził mu z twarzy. Kątem oka widział, jak Mike i Vaneska ostatecznie rezygnują z wyciągania rąk, wymieniając tylko głupie spojrzenia, co mu pasowało. Patrzył prosto w jej oczy, kiedy go smyrała, wyraźnie rozbawiony tym, jak śmiało sobie poczynała. Perez miała odwagę, a fakt, że reszta ich teraz obserwuje, tylko dodało pikanterii.
- I jak? Twardy? - zapytał cicho, puszczając koszulkę dopiero wtedy, gdy cofnęła rękę i usiadła z powrotem na krześle. Poprawił ubranie, cały czas bezczelnie się na nią gapił. Widział po jej minie, że ten dotyk podziałał na nią mocniej, niż chciała przyznać. Aurelia probowała teraz udawać niewzruszoną, ale to, jak unikała jego wzroku, mówiło wszystko. - Cieszę się, że mogłem ci dostarczyć trochę rozrywki w ten nudny dzień, Perez – dodał głośniej, opierając się z powrotem o ławkę i nie kryjąc satysfakcji. - Ale następnym razem za takie luksusy będziesz musiała zapłacić.
Wszystko tutaj było puste, a cisza wokół nich robiła się coraz denerwująca. Patrzył na Aurelię, która stała z przejętym wyrazem twarzy, i serio nie rozumiał, czemu tak bardzo bierze to do siebie. Przecież to tylko Ramsey.
- Dobra, nie dramatyzuj, Perez. Co mu się miało stać w szkole? - prychnął pod nosem, odklejając się w końcu od framugi drzwi. Przeczesał dłonią włosy i skrzyżował ręce na piersi. Irytowało go to jej nagłe panikowanie. - I wcale nie lubię się bić. Po prostu koleś leci z nami w kulki. Siedzimy tu jak debile, zgrywamy ekipę poszukiwawczą, a on sobie pewnie poszedł do domu, bo miał dość - tłumaczył, starając się mówić spokojniej, żeby znowu nie pomyślała, że na nią najeżdża. - Jak dla mnie to zwykły chujoza. Jeśli wyszedł bez słowa i przez niego marnujemy czas, to po prostu należy mu się opieprz. - Ruszył powoli w stronę wyjścia na korytarz, ale zatrzymał się na moment i zerkając na nią przez ramię. - Idziemy dalej czy będziesz tu stać?
Propozycja Aurelii z jedzeniem od razu poprawiła mu humor, bo sam czuł, że żołądek skurczył mu się w supeł.
– Kafeteria o tej porze? Zapomnij, kucharki już dawno siedzą w domach i oglądają tureckie seriale – powiedział, ale zwolnił krok, kiedy zbliżyli się do zakrętu, gdzie stały automaty z przekąskami.
Cofnął się o krok, żeby na nią nie wpaść, kiedy nagle wyrosła przed nim na środku i zaczęła iść tyłem. Nie zwolnił specjalnie kroku, zmuszając ją, żeby uważała, jak stawia nogi, a na twarzy znowu pojawił się bezczelny uśmieszek. Słysząc jej pytanie, przez sekundę dławił w sobie śmiech, bo wspomnienie akcji z szatni wciąż mocno go bawiło.
- Myślałem, że cała szkoła już o tym huczy - rzucił z lekkim rozczarowaniem, przybliżając się do niej na tyle, że musiała zrobić kolejny szybki krok w tył. - Colton Brooks dostał to, na co zasłużył. Trzeba było gościa trochę naprostować, więc powiesiłem go za gacie na haku w szatni. Powinnaś widzieć jego minę, jak tam wisiał i darł ryja. Klasyk.
Aurelia M. Perez