-
Noriu likti noriu nuskęst tavyje
Jūra bangos vėl liečia mane
Sniegas tirpsta ir žvaigždės arčiau
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Kiedyś powiedziałabym, że to krindż jak cholera. — przyznała, uśmiechając się pod nosem. Może nawet dalej troszkę tak uważała, ale tylko dlatego, że nie była przyzwyczajona. — Ale tak. Brzmi idealnie. — skoro jednak jej dziewczynie się to podobało, była skłonna przychylić się do do podobnej opinii. Etap, w którym była całkowitym niszczycielem szczęścia i dobrej zabawy był już na szczęście za nią. A z czasem miało być tylko lepiej.
— Oczywiście. — aż się uśmiechnęła na propozycję kolejnego wypadu z Mizzy. Szczerze? Nie mogła się doczekać, aż zamieszkają razem i będą mogły wspólnie spędzać czas bez przerwy. — W sumie to dobry pomysł. Można by było się rozeznać w standardach i cenach. — a to w obecnych czasach było bardzo ważne. Tyla z pewnością musiała wszystko na spokojnie przeanalizować, by wybrały coś bez ryzyka, iż ktoś może ich oszukać. Wolała mieć też absolutną pewność, bo znając swoją matkę to ta zaczęłaby obie dręczyć o to, czy na pewno wiedzą co i jak z wyprowadzką na własny rachunek. A tego wolała uniknąć. Może zatem lepiej będzie postawić ją przed faktem dokonanym, ale to jeszcze.
— Raczej na pewno. Może jakaś córka? — istniało prawdopodobieństwo, że któraś z tych kobiet (a może nawet obie) były na tyle wystraszone, że dla świętego spokoju zgodziły się na klasyczne małżeństwo, może nawet i dzieci. — Możliwe, że dopiero rodzina się tutaj przeprowadziła. Ewentualnie jedna mieszkała tutaj, druga gdzieś indziej. — wzruszyła ramionami. Możliwości było wiele. Nie tylko pod względem roku, w którym zdjęcie zostało wykonane, ale ogółem. Mogły się też dopatrywać czegoś w czymś, co po prostu było wyjątkowo zacieśnioną przyjaźnią. — Tak, dwanaście. Ale nie mogę odcyfrować nazwy. — znając życie, mogła być to nawet ulica o nazwie „Random”. Taka istniała w Nowym Jorku bodajże, o ile ją pamięć nie myliła.
Mizzy Thembo
-
Tyla <3nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Kiedyś sama bym w to nie wierzyła - zgodziła się. - Ale teraz już wiem, że mając ciebie patrzę na takie pojęcia zupełnie inaczej. To takie niesamowite uczycie.
Miłość zdecydowanie zmieniała perspektywę patrzenia na wiele rzeczy. W tym też na uczucia, na które przez pewien czas patrzyła sceptycznie.
- Można w domu, w wolnej chwili popatrzeć jakieś oferty i się powymieniać tymi ciekawszymi - zasugerowała. - Tak będzie myślę nam łatwiej zobrazować jaki styl się nam podoba, czego chcemy, zanim pójdziemy fizycznie oglądać mieszkania.
Wspólne mieszkanie było poważnym krokiem, jeszcze nie takim jak zaręczyny oraz ślub, które je czekały. Jednak na tyle istotnym, że nie powinny wybierać pierwszego lepszego mieszkania. Chociaż Mizzy mogłaby z Tylą mieszkać nawet w kartonie od telewizora, byle razem.
- Możesz mieć rację. Ale już chyba więcej z tego nie wyciągniemy, a szkoda. Ale weźmy te albumy, na spokojnie w domu będzie można jeszcze raz poskładać wszystko do kupy i może coś jeszcze wyciągniemy, albo i nie - zasugerowała.
Podeszła do sprzedawcy mówiąc, że berze wszystkie trzy sztuki. Zapytała też czy ewentualnie może sprzedawca odłożyć jej takie podobne albumy jeśli się pojawią, a ona podskoczy po nie w przyszłym tygodniu. Sprzedawca w sumie się zgodził.
Dziewczęta pospacerowały jeszcze trochę po targu rozglądając się za obrączkami czy czymś zaręczynowym. Niestety tym razem jakoś nie było nic wartego ich uwagi. Widoczne to nie był ten dzień, ale nic straconego. Najwyraźniej jeszcze te rzeczy na nie oczekiwały w niedalekiej przyszłości.
Z/t x2