ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
171 cm
logistics data analyst at Avalon Global Industries
Awatar użytkownika
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szczerze?

Nie wiedziała, czego ma się spodziewać po tym spotkaniu. Sam fakt, że poznała chłopaka, którego imię kojarzyło jej się tylko ze świętami, grubym facetem w obcisłych czerwonych ciuszkach i prezentami, ewentualnie rózgą, był przekomiczny. Na samo wspomnienie wymiany wiadomości z nim, gdy nie była w zbyt trzeźwym stanie, dopadał ją niemały stres, ale i również podekscytowanie. Co on o niej tak naprawdę myślał? Uważał ją za jakąś głupią dziewuszkę, która będzie wzdychała na jego widok? Nie! Syd taka nie była… była ewentualnie lekko bezpośrednia, ponieważ miała straszny problem z wyczytywaniem emocji i zamiarów u innych ludzi, co albo doprowadzało do niezręcznych sytuacji międzyludzkich, albo do takich, w których druga osoba po prostu nie wiedziała, jak się do tego wszystkiego odnieść.

Pracowała nad tym, naprawdę starała się być 'normalniejsza', ale niektóre neuronki w jej głowie po prostu najnormalniej w świecie jej na to nie pozwalały i nie chciały wspóplracować. Poza tym, to było tylko nic niezobowiązujące spotkanie, no nie? Romeo miał się pojawić na swoim białym rumaku, z pieskiem, mieli pochodzić, porozmawiać i zobaczyć się na żywo. Bardzo ciekawiło ją, czy wyglądał zupełnie tak samo jak na zdjęciach. W końcu nie widziała go wcześniej... z bliska! Nie była pewna, czy te zdjęcia, które do niej wysłał, należały właśnie do niego, czy też po prostu pobawił się w szybkie wyszukiwanie 'przystojny młody chłopak' w Google i voilà, jego zdjęcia!
Jezu, czy ty właśnie nazwałaś go przystojnym?!
Przejechała ręką po twarzy i nerwowo zaczęła chodzić wzdłuż chodnika, rozglądając się raz po raz, czy przypadkiem nie mignie jej gdzieś przed oczami. Z każdą mijającą minutą żałowała tego spotkania coraz bardziej. Po prostu niesamowicie się stresowała! Nie wiedziała, o czym będzie z nim rozmawiała ani co będą robić… spacerować? Wypiją kawę? Pójdą coś zjeść? Będą rozmawiać o wszystkim i o niczym? A co, jeśli tematy się skończą, a ona palnie coś tak zawstydzającego, że później nie będzie potrafiła spojrzeć sobie w odbicie w lustrze?
Oh, święta Petronelko. Ośmieszę się!
Zacisnęła dłoń na przedramieniu, wbijając w nie paznokcie, gdy wydawało jej się, że zobaczyła go z oddali. Uśmiechnęła się szeroko i podeszła do niego po części pewnym, ale nieco niezdarnym krokiem, starając się nie przewrócić o własne nogi, które w tamtym momencie wydawały jej się, jakby były z waty. Pieska nie było jeszcze w zasięgu wzroku, więc musiał sobie biegać gdzieś w oddali. Nicolaos był bardzo wysoki... Aby spojrzeć mu w twarz, musiała zadrzeć głowę. Wyglądał zupełnie jak na zdjęciach, o ile nie lepiej. Uśmiechnęła się delikatnie, wysunęła dłoń i powiedziała pewnie, - Syd Ashford, miło cię widzieć na żywo. - Czekała, aż tę dłoń uściśnie. Trochę wyglądało to jak rozmowa kwalifikacyjna, a nie spacer, ale no… nie wiedziała, jak się wita z ludźmi poznanymi przez SMS-y. Uścisk dłoni? Przytulenie?

Cholibka, tego było za wiele.


romeo
22 y/o
For good luck!
183 cm
programuje gry komputerowe w EA games
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nico uwielbiał poznawać nowe osoby. Bez zależności, czy było to wieczorne wyjście do baru, czy popołudniowy obiad ze znajomymi znajomych, czy nawet przeprowadzka do innego kraju, gdzie musiał znaleźć sobie nagle nowych kumpli. Był żywiołowy, był gadułą, ale jednocześnie był dobrym słuchaczem. Lubił dyskutować i prowadzić niezobowiązujące rozmowy, dzięki którym dowiadywał się więcej szczegółów na temat swoich nowych towarzyszy. Ktoś by powiedział, że musiał taki być — w końcu decydując się na wylot do Nowego Jorku, musiał być nastawiony na poszukiwanie nowych znajomości; że taki krok wiązał się z tą ponadprzeciętną otwartością. Choć każdy medal miał dwie strony, bo gdyby taki po prostu nie był, z pewnością nigdy nie zdecydowałby się na taki odważny krok. Tym bardziej, skoro jedyna bliska osoba, która miała lecieć razem z nim, zdecydowała się go wystawić na trzy godziny przed odlotem.

Jeszcze nie miał sytuacji, w której poznałby kogoś, bo ktoś po prostu napisał. Pal licho z randomowymi wiadomościami prywatnymi na instagramie, gdzie jakieś laski wyszukały go w odmętach internetów i zaczynały pisać dziwne wiadomości. To był… największy randomowy strzał, jaki Nico mógłby wymyślić; ale cieszyło go to. Po pięciu latach bycia poza granicami Toronto i jego okolic, nie miał wielu znajomych. Starzy kumple z liceum albo powyjeżdżali w swoje strony, albo dorośli na tyle, że wspólne tematy im się rozjechały. Tak bywało, prawda? Nie traktował tego jako czegoś złego, a jedynie jako otwartą okazję na poznanie nowych ludzi.

Każde takie spotkanie niosło ze sobą początkowy stres. Rosenhall miał nadzieję, że rozmowa będzie im się kleić i w ogólnym rozrachunku będzie lepiej niż jakoś. W końcu przez wiadomości wydawała się naprawdę w porządku!

Musiałby wyjść dzień wcześniej, żeby z pełną pewnością dotrzeć na miejsce w porę. Oczywiście, że spóźnił się kilka minut, ale to tylko i wyłącznie wina jego kompana, który w nowym miejscu zatrzymywał się przy każdym pniu i wąchał najmniejsze źdźbło trawy i każdego wyrastającego z ziemi kwiatuszka. Na nic zdały się prośby i popędzanie Cheetosa, bo chłop zdawał sobie nie robić z tego żadnego większego problemu. Jak się okazuje, wychowanie i maniery odnośnie przychodzenia na czas leżały u niego i trzeba było nad tym popracować. Zbliżając się do umówionego miejsca, puścił psa ze smyczy. Było dość pusto, nikt nie spacerował w pobliżu z pupilami i wydawało się być bezpiecznie. Dostrzegł wtedy dziewczynę, podchodząc do niej pewnym krokiem, chociaż stres nieco ściskał mu żołądek. Była piękną kobietą, nawet piękniejszą niż na zdjęciach i to nieco sprawiło, że stres bardziej się odezwał. Ale hej, przecież to było zwykłe spotkanie, nie żadna randka — nie składali sobie tu żadnych obietnic i jeśli ta znajomość nie kliknie… po prostu rozejdą się w swoje strony i powiedzą sobie cześć. — Nico Rosenhall, również mi miło — rzucił, patrząc na jej dłoń i ściskając ją, aby nie pozostawić dziewczyny w niekomfortowej sytuacji. Jak się wita takie osoby? Podanie ręki wydaje się być bardzo oficjalne, a przytulenie zbytnio przejściem przez jakąś granicę. Tak czy inaczej, uśmiechnął się do niej promiennie, zaraz widząc jak Cheetos rusza w pogoń za ptakiem. — Cheetos, powrót! — rzucił do psa komendę, który zatrzymał się, ale zamiast podbiec do niego wesoło, to patrzył się z oddali. — Powrót — powtórzył i dopiero po kilku sekundach pies zaczął biec w ich kierunku za co dostał oczywiście smaczka i pochwałę. — A to Cheetos, przez niego się spóźniliśmy, bo panicz musiał powąchać każdy metr kwadratowy parku — wyjaśnił, gdzieś czując, że musi się z tego wytłumaczyć, bo nie lubił się spóźniać. A mimo to bardzo często mu się to zdarzało. — Idziemy się przejść, czy masz ochotę się czegoś napić? Zrobiłem research i po drugiej stronie parku jest jakieś spoko miejsce. Mają leżaczki, ale też możemy wziąć coś na wynos i po prostu pójść dalej — zasugerował opcje, gadając dużo, może by się wydawało, że więcej niż przeciętnie, ale… no taki był Nico!

juliet
ODPOWIEDZ

Wróć do „High Park Zoo & Jamie Bell Adventure Playground”