-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Był to zresztą powód, dla którego przez dość długi czas biła się z myślami. Wiedziała, że w oczach wielu osób nie nadawała się do tego. Była przecież tą uroczą, wiecznie uśmiechniętą blondynką, która była w stanie podołać wyłącznie tematom, które były typowe dla śniadaniówki. Mogła rozmawiać o innowacyjnych formułach karm dla psów, o zajęciach jogi z kozami, czy kolejnym biznesplanie lokalnej dziedziczki fortuny.
Innymi słowy, nie nadawała się do niczego ambitnego.
Nie chciała jednak, aby ta łatka przylgnęła do niej na zawsze, a jeszcze bardziej nie chciała doprowadzić do sytuacji, w której ewentualny sukces przypisywany był jej związkowi z Maxem. Ten nadal pozostawał czymś, czym nie chwaliła się w pracy, dlatego zamierzała wykorzystać ten moment na to, aby ponownie wziąć ster we własne ręce. Nie mówiąc mu o niczym, postanowiła wziąć udział w potyczkach o angaż w programie. I teraz miała za sobą rozmowę, która bynajmniej nie miała być lekka.
Ale miała ją za sobą. Co więcej, d ł u g a dyskusja zamieniła się w treściwą rozmowę o potencjalnych planach oraz pomysłach. Całe spotkanie utrzymane zostało w wyjątkowo przyjemnej atmosferze przepełnionej anegdotami i pochwałami. Przebiegło o wiele lepiej, niż Bronte mogła się tego spodziewać, a to ściągnęło na nią nadzieję.
Naprawdę myślała, że to mogło się udać.
Kiedy wyszła z gabinetu, nie tylko odetchnęła z ulgą. Pozwoliła sobie też dać upust własnej euforii, czemu sprzyjał fakt, że na korytarzu była zupełnie sama. Kilka razy podskoczyła w miejscu, jednokrotnie obracając się nawet wokół własnej osi, co zwieńczone zostało cichym piskiem. Na tyle dyskretnym, iż nie powinni usłyszeć jej za ścianą, a jednak wystarczającym, aby zagłuszyć dźwięk kroków, kiedy k t o ś wszedł do korytarza.
Pochyliła się lekko i wzięła kilka głębszych wdechów, chcąc ukoić buzujące w jej emocje. Musiała odrobinę nad nimi zapanować, ponieważ pomimo wszechobecnego szczęścia, była też odrobinę poddenerwowana. Kiedy wyprostowała się, momentalnie opuściło ją to pierwsze uczucie.
Głównie dlatego, że spojrzała prosto w j e g o oczy.
Malujący się na jej ustach uśmiech przygasł. Przez krótką chwilę nie była w stanie uwierzyć w to, że rzeczywiście miała przed sobą Reece’a. Nie widzieli się od czasu sprawy rozwodowej, choć po niej wysłała jeszcze do niego kilka wiadomości. Próbowała przeprosić, ale on skutecznie ją ignorował.
Temu ani trochę się nie dziwiła.
Teraz jednak stał przed nią, prezentując się równie nienagannie, jak miał to w zwyczaju w przeszłości. Jego widok momentalnie sprowadził ją na ziemię, a jednocześnie odebrał mowę, choć przecież zwykle usta niemal jej się nie zamykały.
Dopiero po dłuższej chwili wypuściła głośniej powietrze i już jakby odruchowo wygładziła ubranie, mając to dziwne wrażenie, że sama nie prezentowała się nawet w jednej setnej tak dobrze, jak on. Poza tym, cholera… Czy przypadkiem nie widział tego dziwnego przypływu euforii, któremu przed chwilą się poddała? Na samą myśl o tym ogarnęło ją przeogromne zażenowanie.
— Cześć — wydusiła z siebie w końcu. — Myślałam, że jesteś w Australii — palnęła zupełnie nieprzemyślanie. Nie próbowała śledzić jego kariery. Przerwała to, kiedy po raz pierwszy poczuła, jak skutecznie wpędzało ją to w kompleksy.
Reece Murray
-
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
O nowym programie dowiedział się kilka tygodni wcześniej, gdy jego producent usilnie próbował skontaktować się z Reece'em. Najpierw dzwonil podczas jego podróży po Chinach, a później, gdy przeniósł się do Australii.
Początkowo nie był zainteresowany. Czekały na niego jeszcze dwie inne produkcje, które oscylowały wokół plagi jadowitych węży na jednym z półwyspów. Ostatecznie jednak zgodził się na rozmowę przez wideoczat. Po zapoznaniu się ze wstępnym scenariuszem i usłyszeniu propozycji sowitego wynagrodzenia pierwsza rozmowa przerodziła się w trzy kolejne.
Gdy umowa została przypieczętowana, Reece'owi pozostało już tylko wrócić do ojczyzny. Miało to być coś wielkiego. W i e l k i e g o. Tak plotkowano. Pomimo tego prywatnie Ree nie był pewien, czy rzeczywiście nadawał się do tego typu programu. Słynął przecież z nieokiełznanego temperamentu, który dotąd wykorzystywał głównie podczas pracy w trudnym terenie. Z naciskiem na trudnym. Funkcjonowanie w skorumpowanym środowisku ludzi z najwyższych szczebli było jednak czymś zupełnie innmy. Nawet czymś, co przynajmniej w jego odczuciu, wymagało z goła większego doswiadczenia.
Niemniej podjął się tego wyzwania i wraz z początkiem lata wylądowal w Toronto. Przez pierwsze dni poruszał się po rodzinnych stronach. Zdążył doprowadzić Ade do szału, odwiedził matkę oraz ojczyma, a dziś pojawił się w stacji, aby dopełnić ostatnie formalności. Szedł korytarzem z niedbale sciśniętym w dłoni rulonem dokumentów, gdy niespodziewanie przed oczami wyrosła mu sylweta Bronte. W pierwszej chwili pomyślał czy to aby nie dziwne, że po tylu latach nadal potrafił błyskawicznie ją rozpoznać. Mimo wszyskto nie czuł się gotowy na to spotkanie. Ba, odruchowo zwolnił kroku i intuicyjnie napiął ramiona, bo naprawdę wiele emocji wywołał w nim widok kobiety.
Wolną dłoń wsunął do kieszeni (chyba tylko po to, aby sprawiać wrażenie mniej spiętego), po czym ponownie wznowił kroki. Ani na chwilę nie oderwał zapalczywego wzroku od drobnej blondynki. Z uwagą, acz wciąż w towarzystwie narastającej dezorientacji obserwował jej dzikie pląsy, które właśnie wyczyniała po środku korytarza.
I skłamałby, gdyby powiedział, że go to nie rozbawiło. Rozbawiło okrutnie, ale natychmiast zganił się za tą beztroską myśl i przybrał poważny wyraz twarzy. W głowie Reece'a rozlały się wspomnienia rozwodu. O cholera, jaki był wtedy wściekły, kiedy adwokat Bronte nie zgodził się na ugodę, (niestety było zgodne z prawem) przez co odebrała mu połowę majątku. Był wtedy okrutnie rozczarowany jej postawą, ale teraz był rozczarowany również sobą, bo pomimo upływu lat i tylu przykrości sam widok blondynki wywołał drżenie jego serduszka. Ha, taki niepohamowany impuls, uderzenie, świadczące o tym, że, cholera, wciąż była mu bliska, choć próbkwał się tego wyprzeć.
Westchnął, gdy ostatecznie zatrzymał się tuż przed nią. Nawet nie próbował ukrywać, że najpierw omiótł ją spojrzeniem od stóp do głowy, aby postatecznie przystanać na oczach. To, jak Bronte odruchowo wygładziła ubranie, tylko utwierdziło go w przekonaniu, że dla niej to spotkanie było równie niezreczne.
— Liczyłem, że jednak się nie spotkamy. Rzucili jakąś padlinę, że zaczęły zlatywać się hieny? — zironizował, ignorując zarówno powitanie Bronte jak i jej kolejne słowa. Zaraz przeniósł wzrok na drzwi, z których najpewniej wyszła, a które on sam miał zaraz przekroczyć. W jednej chwili przyszła mu do głowy pewna myśl. Uniósł brwi zaskoczony tym dziwnym, acz w tym budynku nawet zrozumiałym zbiegiem okoliczności.
— Nie mów, że brałaś udział w castingu? — Uniósł plik dokumentów, po czym, ha, wyraźnie rozbawiony, stuknął papierzyskami o framugę. — Nie bądź naiwna. To mój program — doskonale zaakcentował każde słowo.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Później nauczyła się cieszyć półśrodkami. Pierwszy telewizyjny angaż nie dawał jej wiele, bowiem jej głównym zadaniem było prezentowanie terenów, na których kolejnego dnia miało zagościć słońce. Wdzięczyła się do kamery w nieco okrojonych strojach, ponieważ dla właściciela stacji to nie jej wiedza miała jakiekolwiek znaczenie. Liczyło się to, jak się prezentowała, a ona ten jeden raz postanowiła to w y k o r z y s t a ć.
Miała jednak nadzieję, że w końcu osiągnie coś na poważnie. Drobnym postępem było zgarnięcie roli prowadzącej w programie śniadaniowym, które przyszło na krótko po tym, jak jej nazwisko wzbogaciło się o drugi człon. To była zresztą kolejna porażka, która pozwoliła jej wspiąć się nieco wyżej na drabince do wymarzonej kariery.
Zaprzepaściła tamten związek w tak krótkim czasie, iż wydawać by się mogło, że już dawno się z tym pogodziła. Rozpamiętywanie czegoś, co trwało zaledwie kilka miesięcy, nie było ani trochę rozsądne, ani też typowe dla kogoś, kto za cel obrał sobie występowanie przed kamerą. Rzecz w tym, że jej związek z Reece’m nigdy nie wpisywał się w kategorię tych t y p o w y c h, bo i jego nie można było określić tym mianem. Pod wieloma względami był wyjątkowy - nawet w tym, z jak wielką siłą ją do siebie przyciągał.
Nie sądziła jednak, że ich drogi jeszcze kiedykolwiek zdołają się skrzyżować. Wcale nie dlatego, że nie tęskniła za nim ani trochę, ani też nie była ciekawa tego, jak mu się wiodło. Żadna z tych rzeczy nie była prawdą, jednak mimo to Bronte nigdy nie szukała z nim kontaktu. W gruncie rzeczy dlatego, iż na samą myśl o tym, że zmuszona byłaby spojrzeć mu w oczy po tym, jak go o s k u b a ł a, miała ochotę zapaść się ze wstydu pod ziemię.
Teraz zaś czuła, że jej policzki wręcz paliły się od czerwoności.
Serce biło w zawrotnym tempie, a ona czuła się tak, jakby coś uniemożliwiało jej oddech. W przeszłości również to przy nim czuła - za każdym razem, kiedy stawał zbyt blisko i szeptał jej coś do ucha. Działo się tak również wtedy, kiedy przyciskał ją do ściany i całował, a wówczas była w stanie oddać za to uczucie wszystko. Teraz czuła się tak, jakby miała się udusić, ale to bynajmniej nie wynikało z przyjemności.
Teraz po prostu nie wiedziała już, jak się przy nim odnaleźć.
A on, jak na złość, prezentował się wyjątkowo dobrze. Widząc to, jak idealnie układała się na nim ta cholerna koszula, frustracja wyłącznie w niej wezbrała. Przez to też, kiedy tak jawnie ją zaatakował, nie była w stanie błyskotliwie mu się odgryźć. Potrzebowała chwili, aby opanować pierwszy szok, przez co teraz piłeczka pozostawała po jego stronie.
Zacisnęła usta w wąską linię, a później zadarła dumnie brodę. Coś nieprzyjemnego ścisnęło ją w żołądku, gdy usłyszała jego n o w i n ę, jednak nie dała tego po sobie poznać. — Och, wow. Wnosząc po tym, jak go zapowiadali, sądziłam, że bardziej się postarali — rzuciła z przekąsem, siląc się przy tym na sztuczny uśmiech. Zaraz też lekko pokręciła głową. — I co chcesz przez to powiedzieć? Że będziesz protestował? — omiotła jego twarz spojrzeniem, jedną brew unosząc ku górze. Ten typowy dla niego grymas irytował ją równie mocno co wtedy, kiedy jeszcze próbowała oszukiwać się, że nic do niego nie czuła. — Boisz się, że ktoś mógłby cię przyćmić? — zapytała, odrobinę się przy tym nie poznając.
Nie powinna go przecież atakować. Nie po tym, jak w przeszłości go załatwiła, a mimo to Reece sprawiał, że teraz nie umiała obejść się smakiem.
Reece Murray
-
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednak... Jednak obecnie Ree był już obcym dla niej człowiekiem. Nie wiedział przezcież, że ten ekranowy obraz miał niewiele wspólnego z tym, co naprawdę w niej siedziało. Nie miał pojęcia, że wciąż goniła za czymś więcej i nadal nie czuła się spełniona.
Ale czy to powinno być dla niego teraz istotne? Chyba nie.
Na krótką chwilę zacisnął szczękę tak mocno, że aż zabolały go mięśnie. Gdy Bronte odezwała się i nawet pokusiła się o sarkaz, zamilkł. Potrzebował paru sekund, aby uporządkować rozbiegane myśli. W środku aż się gotował, ale nie zamierzał pozwolić, aby choć odrobina tych emocji przedostała się na zewnątrz.
Potem ponownie zlustrował twarz kobiety; jej zaróżowione policzki i dumnie uniesioną brodę. Wyglądała dokładnie tak, jak pod koniec ich małżeństwa, gdy patrzyli na siebie z identyczną niechęcią. Pomimo tego nadal nie rozumiał, jak doszli do miejsca.
— Dlaczego miałbym protestować? — zapytał czysto retorycznie, po czym z wyjątkowo niewinną, wręcz głupkowatą miną wzruszył ramionami. Gdy usłyszał pytanie o strach, jedynie prześmiewczo prychnął. Dla podkreślenia swoich słów uniósł rulon z plikiem dokumentów i ostrzegawczo pokiwał nim tuż przed twarzą Bronte, po czym odsunął go i skrzyżował ramiona na piersi. — Jest mnóstwo osób, które mogłyby mnie przyćmić, ale nie sądzę, abyś ty znajdowała się w ich gronie, Bronte.
Reece nie był aż tak pyszałkowaty! Nigdy nie uważał się za najlepszego w swoim fachu. Było wielu dziennikarzy i prezenterów, których szczerze podziwiał i którym kibicował, nawet jeśli to oznaczało zablokowanie sobie dalszej drogi kariery. Pomimo tego, nie widział w tym nic uwłaczającego. Maccloy Lavers (zmyśliłam sobie, heh) był dla niego jednym z takich ludzi. Reece szczerze nie cierpiał wspinać się po lodowcach, ale czuł respekt, kiedy oglądał materiały przyzgiotowane przez Laversa. Do dziś pamiętał jak dwukrotnie udało mu się uścisnąć jego dłoń.
Podobnie reagował na reporterów wojennych. Wiedział, że ich doświadczenie oraz determinacja stawiały ich kilka półek wyżej i nie miał z tym najmniejszego problemu.
Problem miał z Bronte.
— Nie powinnaś zająć się czymś bardziej pożytecznym niż blokowaniem miejsca prezenterom, którzy naprawdę się do tego nadają? — rzucił z kpiącym uśmiechem. — Nie wiem, Bronte... jajecznica w teleranku ci się czasem nie przypala? — Nachylił się niżej, aby zrównać ich spojrzenia i przez dłuższą chwilę nie odrywał od niej zapalczywego wzroku. Z tej odległości jeszcze mocniej uderzył go fakt, jak niewiele się zmieniła. Nadal była cholernie ładna i śmiem podejrzewać, że chyba łatwiej byłoby mu ją znosić, gdyby zbrzydła.
Jeszcze bardziej skrócił dzielący ich dystans i postawił krok do przodu. Jednak na tym nie poprzestał i postawił kolejny, a potem jeszcze jeden, i jeszcze, zmuszając Bronte do cofnięcia się.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez krótką chwilę wierzyła, że byli dla siebie stworzeni, jednak czas zweryfikował prędko, że stanowili raczej te dwa elementy układanki, które pasowały do siebie tylko złudnie.
Tego jednak szczerze żałowała, ponieważ pewna była w stu procentach tego, iż nie sposób byłoby podrobić to, jak czuła się, kiedy w przeszłości bywała przy nim. Reece, z całą masą swoich mankamentów, zapewniał jej niebywały komfort. Potrafił sprawić, że ona zapomniała o własnych brakach, dzięki czemu przy nim emanowała szczerą pewnością siebie. Przy nim wierzyła zresztą, że mogła zdobywać szczyty… dopóki z niego nie spadła.
Ciężko było jej się wówczas pozbierać. Mogła sprawiać wrażenie niewzruszonej, a może nawet zdeterminowanej, aby pozbawić go wszystkiego, co miał. W rzeczywistości jednak wcale do tego nie dążyła, a do ostatniej chwili miała nadzieję, że jeszcze uda im się to uporządkować.
Bronte bowiem w całej swej naiwności była po prostu piekielną romantyczką. Kiedy już znalazła swojego k s i ę c i a, liczyła na to, że zostanie przy niej na zawsze.
Teraz jednak w c a l e nie cieszyła się, że wrócił.
Mało tego, wystarczył jeden rzut okiem na jego wyraz twarzy, aby nabrała przekonania, że miała przeogromną ochotę na to, aby zetrzeć mu ten grymas z twarzy. Zwłaszcza po tym, jak zaledwie przed kilkunastoma sekundami się przed nim wygłupiła, względem czego nie miała nawet cienia wątpliwości. Choć może powinna? Z jakiegoś powodu przecież nadal do tego nie nawiązał.
Myśl o tym sprawiła, że na ułamek sekundy ściągnęła brwi ku sobie, jednak Reece skutecznie sprowadził ją na ziemię swoim późniejszym przytykiem. Za jego sprawą uśmiechnęła się sztucznie, a moment później zwyczajnie się skrzywiła, nie siląc się już nawet na udawanie, że wydoroślała. Jedynym przejawem dojrzałości z jej strony było to, że tym razem mu nie odpowiedziała.
— Czyli komu? — odbiła piłeczkę natychmiast, kiedy stworzył jej ku temu okazję. Nie znaczyło to absolutnie, że nie miała go za dobrego prezentera. Cholera, kiedy tylko natrafiała na któryś z jego programów, była nie tyle pełna podziwu, co raczej przepełniona zazdrością. Nie chodziło jednak o to, że mu się powiodło. Zazdrościła mu przede wszystkim tego, że on naprawdę miał do tej roboty dryg.
Wiedział też doskonale, w jaki sposób ją rozzłościć, co zrobił, kiedy wspomniał o jajecznicy. W tamtym momencie to dziecko, które wciąż w niej siedziało, zapragnęło kopnąć go w piszczel, jednak ostatkiem sił się przed tym powstrzymała. Niewykluczone, że on sam przyczynił się do tego, kiedy nagle znalazł się tak blisko. Gdy zdała sobie z tego sprawę, wciągnęła głębiej powietrze i wbiła spojrzenie prosto w jego oczy.
Czuła, jak po jej plecach przemknął dreszcz.
Nie cofnęła się jednak. Nie zamierzała dać mu tej satysfakcji, dlatego znów zadarła brodę trochę wyżej. — Jesteś pewien, że to ja stoję ci na drodze, a nie twoje wybujałe ego? — zapytała, a jedna z jej brwi powędrowała ku górze.
I tak, teraz złośliwie zamierzała mu tę drogę tarasować, co zresztą dość wyraźnie dała mu do zrozumienia, kiedy posłała mu to wyzywające spojrzenie. Próbowała sprawdzić, jak daleko zamierzał się teraz posunąć.
Reece Murray
-
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Daremnie sądził, że Bronte była mu przeznaczona; że stanowiła jego drugą połówkę, o której zakochani głupcy od wieków układali pieśni. Była tą, którą kochał i ubóstwiał; tą, która dodawała mu sił, gdy ojciec wywierał na nim coraz większą presję i krytykował kierunek studiów, jaki wybrał. To ona, chociaż tylko przez chwilkę, powtarzała mu, że sobie poradzi.
Ostatecznie byli zbyt młodzi i zbyt niedojrzali, aby właściwie się ze sobą obejść. Dorosłe życie szybko zweryfikowało ich wyobrażenia i pokazało, że w tamtym momencie po prostu do siebie nie pasowali.
Nigdy nie przypuszczał, że właśnie TAK będzie zachowywał się w stosunku do Bronte. Co śmieszniejsze identycznym chamstwem zbywał kiedyś nadgorliwe dziewczyny, które próbowały zwrócić na siebie jego uwagę, gdy jeszcze byli razem. W podobny sposób traktował również ludzi, których zwyczajnie nie lubil. Teraz jednak pokazywał blondynce najgorszą wersję siebie. Ha, wersje bezczelnego ignoranta i aroganckiego dupka, usiłującego pokazać jej, jak niewiele znaczyła w świecie showbiznesu.
Nie był z siebie dumny. Mimo wszystko zapytanie, jak ułożyło jej się życie po tym, co między nimi zaszło, wydawało się zbyt trudne dla Ree. Zwłaszcza że brylowała dzięki jego majątkowi i nosiła jego nazwisko jako drugi człon.
— Komukolwiek, kto mógłby tu przyjść zamiast ciebie. — Teraz to on odbił piłeczkę, prychając przy tym prześmiewczo. W Rece również odezwał się ten mały, nieznośny bachor. Nawet celowo zmienił ton głosu na bardziej ironiczny, przez co zabrzmiał wyjątkowo glupio.
Reece wiedział, że był dobrym prezenterem. Może nie najlepszym, ale z pewnością na tyle dobrym, aby jego angaż do nowego programu CBC Toronto nie był dziełem przypadku. Powodów było kilka. Po pierwsze aparycja. Po drugie śmiały jezyk i nieprzewidywalność, które idealnie wpisywały się w scenariusz programu.
Gdyby jednak miał szczerze ocenić Bronte, musiałby przyznać, że ona również była dobra. Tyle że w zupełnie inny sposób. Potrafiła zjednywać sobie ludzi bez prowokowania kłótni. Wzbudzała zaufanie, podczas gdy Reece przyciągał uwagę aferkami.
Wzmianka o jajecznicy była ciosem poniżej pasa. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i naprawdę niecierpliwie wyczekiwał chwili, w której w jej jasnych oczach znów zapłoną gniewne
— Moje ego doprowadziło mnie do miejsca, w którym obecnie się znajduję — żachnął się, a kącik jego ust uniósł się w chytrym uśmiechu. Przechylił lekko głowę, po czym uniósł wolną rękę. Następnie zacisnął dwa palce na brodzie kobiety, którą raptem kilka sekund wcześniej dumnie wyciąnęła. Jednocześnie jeszcze bardziej zmniejszył dzielącą ich odległość, aż między ich twarzami pozostało zaledwie kilka centymetrów. — A twoje? Dokąd cię zaprowadziło, Bronte? Tylko do mojego portfela?
Nabijał się. Och, jak okropnie próbował wyprowadzić ją z równowagi! Nie przebierał w środkach, aby skutecznie zepsuć humor Bronte! Każde kolejne słowo było starannie wymierzoną zaczepką, prze co na twarzy Reece’a zaczęła rozkwitać satysfakcja.
Czy był z siebei dumny? W dalszym ciągu — nie.
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie chciała przecież zasłynąć przez to, że nie udała jej się jedyna rzecz, na której jej w tamtym momencie zależało.
Nie dała jednak rady dopiąć swego. Nie wspięła się na szczyt i nie udowodniła, że ona również była w stanie osiągnąć wszystko. Pod tym względem była od niego zwyczajnie g o r s z a, czemu jednak nawet ona nie potrafiła się dziwić. Widziała go przecież w akcji. Dostrzegała to, jak pełen był pasji. A choć w ich relacji wszystko również było i n t e n s y w n e, Bronte czasami zastanawiała się, czy kochał ją równie mocno jak to, czym zajmował się zawodowo.
Kiedy widziała, z jak wielkim robił to zaangażowaniem, pociągał ją przy tym najmocniej.
Mimo to pasja, którą czuli też względem siebie, nie pomogła im tego utrzymać. Cokolwiek między nimi nie zagrało, zawiodło do tego stopnia, iż po zaledwie kilku tygodniach nie było już czego zbierać. Najdziwniejsze w tym wszystkim wydawało się to, iż Bronte wciąż nie potrafiła stwierdzić d l a c z e g o. Nie dostrzegała realnego powodu, dla którego to wszystko się rozpadło, a przez to jeszcze trudniej było jej się po tym pozbierać.
Niewykluczone jednak, że Reece w końcu miał jej to ułatwić. Kiedy spoglądała na niego teraz, a dodatkowo słuchała jego słów, miała wrażenie, że każda komórka jej ciała rozgrzała się do czerwoności. Działał na nią równie intensywnie, jak w przeszłości, a jednak teraz główną emocją, którą w niej wyzwalał, była złość.
W zaledwie ułamek sekundy był w stanie sprawić, że miała ochotę rzucić mu się do gardła.
Powstrzymywała się jednak, ponieważ nie chciała być już tak impulsywna i bezmyślna. Pragnęła to w sobie zmienić, nad czym pracowała od dłuższego czasu, dopiero dziś czując, że traciła nad tym kontrolę. Reece po raz kolejny udowodnił, że przy nim wszystko wymykało jej się z rąk.
On natomiast wszystko potrafił wziąć we własne.
Nie spodziewała się jednak, że posunie się do fizycznego kontaktu. Zaskoczył ją, kiedy jego palce wylądowały na jej brodzie. Momentalnie poczuła, jak od tamtego miejsca przez jej ciało promieniowało znajome mrowienie. Tym razem nie umiała jednak uznać go za przyjemne.
Zareagowała z drobnym opóźnieniem, ale w końcu odtrąciła jego dłoń. Może też zagrała dokładnie tak, jak tego od niej oczekiwał, ponieważ cofnęła się o krok. Jej spojrzenie pociemniało, choć za tym kryła się nie tylko złość. Królował tam przede wszystkim żal o to, jak potoczyła się ich przeszłość, a także pewne niezrozumienie. Nadal nie wiedziała, czemu tak łatwo się poddał.
— Dupek — warknęła, teraz już zupełnie nie przejmując się tym, że nie była to obelga wysokich lotów. Miała świadomość tego, że czegokolwiek by nie powiedziała, czy nie zrobiła, nie byłaby w tej wojnie górą. Zresztą, wcale nie chciała, ponieważ wbrew temu, co mogło mu się wydawać, nigdy nie zależało jej na tym, aby go skrzywdzić.
Kochała go, jednak to nie wyszło do końca tak, jak mogłaby to sobie wymarzyć.
— Wiesz co, Reece? Mam nadzieję, że nie dostanę tego angażu. Mam nadzieję, że ten twój cholerny program okaże się przeogromną klapą… tak wielką, że innym w ogóle żal będzie o tym wspominać — wymamrotała, omiatając jego sylwetkę spojrzeniem. Znów dotarło do niej, jak dobrze się prezentował, a myśl o tym rozzłościła ją jeszcze bardziej. — Obyś wrócił wtedy do tej swojej cholernej Australii — wszystko, byle tylko ona nie była zmuszona dłużej go oglądać.
Reece Murray
-
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chciał być reporterem niezniszczalnym. Rzeczywistość bywała jednak mniej łaskawa. W końcu wciąż pozostawał tylko człowiekiem.
Niemniej... Bronte kochał najbardziej na świecie. Kochał ją od pierwszego spojrzenia, od pierwszego uśmiechu, pierwszej rozmowy, pierwszej randki i pierwszego seksu. Potem od pierwszej podróży i od wszystkich niewielkich momentów, które z czasem ułożyły się w ich wspólne życie, aż po to krótkie, symboliczne tak w urzędzie.
Kochał ją tak mocno, że czasami sam nie potrafił uwierzyć, że można darzyć drugiego człowieka takim uczuciem. Niegdyś czuł to każdym atomem swojego ciała; całym sercem i rozumem. Być może właśnie dlatego, gdy wspomniała o rozwodzie, nie próbował jej zatrzymać. Bronte dała mu do zrozumienia, że u jego boku nie była szczęśliwa, a Ree był na tyle rozsądny, że wiedział, że sama miłość nie zawsze wystarczała.
Być może jego uczucie z czasem stało się zbyt toksyczne, a on sam okazał się zbyt niedojrzały i zbyt ślepy na to, co działo się między nimi.
Dla Reecea fizyczność nigdy nie stanowiła problemu. Nie bał się przekraczać granic, dlatego tak pewnie ujął Bronte za brodę. Gdzieś głęboko w sobie, choć to dosyc żałosne i nigdy nie przyznałby tego na głos, wciąż miał durne przekonanie, że mógł bez pytania dotykać jej ciała. To było nie na miejscu, ale... ale jakoś... nie potrafił się tego wyzbyć.
Nie zdziwił się, gdy strąciła jego dłoń. Właściwie spodziewał się takiej reakcji. Odpowiedział na to nieszczerym prychnięciem, w którym pobrzmiewało ni to rozbawienie, ni zdenerwowanie. Zaraz przystąpił naprzód, kiedy zauważył, że Bronte odsunęła się o krok. Nawet na sekundę nie odwrócił od niej wzroku, pokazując tym samym, że był niewzruszoiny wobec burzy malującej się w jej błękitnych oczach.
— Suka— warknął podobnym do Bronte tonem. Nie widział najmniejszego powodu, aby powstrzymywać się od podobnych pochlebstw.
Po chwili skrzyżował ramiona i wyraźnie się wyprostował, spoglądając na kobietę z góry. Z wyjątkową uwagą wysłuchał wszystkiego, co z takim zacięciem próbowała mu przekazać. Nawet dwukrotnie skinął głową, jednak w rzeczywistości żadne z jej słów nie trafiło do niego na tyle, aby naprawdę się nimi przejął. Och, potrafił być cyniczny do granic możliwości!
— To nie będzie moja klapa, tylko klapa CBC Toronto. To produkcja naszej stacji, Bronte — przypomniał tylko. Reece sam nie wiedział, skąd brała się w nim ta niezdrowa obojętność. Sukces programu nie spędzał mu snu z powiek, podobnie jak ewentualna porażka. Prawda była taka, że zawsze miał jakieś wyjście. Gdyby program okazał się telewizyjną katastrofą, mógł po prostu ponownie wyjechać za granicę. W ostateczności pozostawała jeszcze firma ojca, po co oczywiście nie chciał sięgać, ale zawsze była to jakaś alternatywa.
— Zazdrościsz? — syknął, gdy z jej ust padłookreślenie cholernej Australii. Australia wcale nie była cholerna. Ree uwazał ją za piękny kraj, pełen niezwykłych krajobrazów i intrygujących ludzi. Spędził tam długie miesiące. Często przesiadywał w niewielkich miejscowościach, gdzie podczas realizacji reportaży przyjmowano go z serdecznościa. Nawet pare razy przemknęło mu przez myśl, że mógłby tam zostać. Ostatecznie jednak wiedział, że stan zdrowia jego matki z roku na rok się pogarszał, więc prędzej czy później musiałby wrócić, aby zaopiekować się stadniną. — Och, Bronte... — zaczął ze słyszalną ironią. — Nie chciałabyś zobaczyć czegoś więcej, niż kamer w CBC Toronto? Relacjonować deszczu meteorów na pustkowiach Australii? Albo zorzy polarnej na Islandii? Trzęsienia ziemi w Japonii lub rrupcji wulkanu na Sycylii?
Droczył się. Naprawdę się z nią droczył, wspominając o miejscach, które sam miał okazję relacjonować. Nie miał pewności, czy Bronte rzeczywiście chciałaby znaleźć się na jego miejscu. Ale... cholera... gdyby trzy lata temu powiedziała, że marzy o zobaczeniu któregokolwiek z tych zjawisk, zabrałby ją tam natychmiast.
Za jeden uśmiech na sam koniec świata.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Reece przecież naprawdę był wtedy jej miłością. Kimś, dla kogo skłonna byłaby oddać wszystko. Kiedy miała go obok siebie, wydawało jej się, że nie potrzebowała niczego innego, dlatego tak ochoczo zgodziła się, kiedy postanowił wcisnąć jej na palec pierścionek.
Przy nim naprawdę wierzyła, że miała szansę na własne i żyli długo i szczęśliwie.
Rzecz w tym, że w ich przypadku zabrakło zarówno szczęścia, jak i czasu, a małżeństwo rozpadło się prawdopodobnie jeszcze szybciej, niż trwała ich początkowa wzajemna fascynacja. Wzajemne spijanie sobie z dziubków prędko przeszło w sądową batalię, w której nie było miejsca na uniki. Ona również podjęła się walki, choć jednocześnie w ogóle tego nie rozumiała.
To przecież nie tak, że kiedy zdecydowali się na rozwód, ona nagle przestała go kochać.
Drobną cząstką siebie kochała go nawet do tej pory, choć po dzisiejszej konfrontacji nie sposób nie odnieść wrażenia, że tym, względem czego czuła tak intensywny sentyment, było raczej wyobrażenie jego dawnej osobowości. Teraz miała bowiem wrażenie, że miała przed sobą kogoś, kto był równie, o ile nawet nie bardziej przystojny, ale w środku brak było mężczyzny, który kiedyś ją oczarował.
Dostrzegała to również w tym, w jaki sposób na nią patrzył. Wydawało jej się, że nigdy dotąd nie widziała jeszcze nigdzie tak wiele pogardy.
Teraz zresztą nie poznawała też samej siebie. Odkąd tylko sąd orzekł wyrok w sprawie ich rozwodu, Bronte czuła się wręcz zobowiązana do tego, aby go p r z e p r o s i ć. Jakaś jej część chciała wyjaśnić wszystko Reece’owi, j e j Reece’owi, jednak problem polegał na tym, że jego zwyczajnie już nie dostrzegała.
Może po prostu zmienili się oboje.
Wciągnęła głębiej powietrze, szykując się do tego, aby skontrować atak. Chciała wytknąć mu coś jeszcze, jednak prędko zdała sobie sprawę z tego, jak wiele prawdy padło z jego ust. Ona rzeczywiście była z a z d r o s n a. Już w trakcie trwania ich związku zazdrościła mu tego, jak prężnie rozwijała się jego kariera. Zamiast być osobą, która go w tym wspierała, zastanawiała się nad tym, dlaczego to nie była ona.
Jej policzki wydęły się od nadmiaru zgromadzonego w nich powietrza. Działo się tak zawsze, kiedy była w ś c i e k ł a, ale wiedziała też, że w jej własnym rękawie nie było żadnego asa. Reece natomiast jak nikt inny potrafił sprawić, że miała ochotę go rozszarpać.
Prychnęła w końcu i gwałtownie pokręciła głową. — Wiesz co, Reece? Obejrzałabym cokolwiek, żeby nie musieć oglądać ciebie — wycedziła przez zaciśnięte zęby, kompletnie zapominając o tym, co obiecywała sobie przed tym spotkaniem. Wcześniej wydawało jej się bowiem, że nie musiała wcale być do niego wrogo nastawiona, a jednak on w okamgnieniu sprawił, że zmieniła zdanie.
Jeszcze przez moment piorunowała go spojrzeniem. Wpatrywała się w jego tęczówki tak intensywnie, jakby nie była w stanie się od nich oderwać. Może jeszcze przez ułamek sekundy miała nadzieję, że zobaczy w nich to, co widziała tam kiedyś?
Zrezygnowana pokręciła jednak głową. Po tym, co połączyło ich w przeszłości, nie było już nawet śladu. Został wyłącznie żal i złość, od których nie potrafiła się uwolnić. Nie zniknęłby bowiem nawet wtedy, kiedy wyminęła go pospiesznie i odeszła najszybciej, jak tylko potrafiła.
Szkoda tylko, że już teraz wiedziała, że nie mogło to być ich ostatnie spotkanie.