- Moich? - drgnęła niepewnie jak nastolatek, który wraca ze spaceru który nie miał niczego wspólnego z rozprostowywaniem nóg, a służył do kompletnego spizgania się na poziomie Snoop Dogga. Cross doskonale wiedziała, jakie to uczucie. Matki jednak były dużo bardziej czujne i domyślne niż Rue, więc liczyła, że tym razem jej się upiecze.
- Żebyś na nie lżyła i powtarzała, jak nie radzę sobie z rysowaniem oprócz ciebie? Niespecjalnie mi się to opłaca. Chciałam cię dokształcić, żebyś wyniosła z tego konwentu coś wartościowego. No i, nie uwierzysz, chciałam ci po prostu sprawić przyjemność - dopowiedziała już dużo pewniejszym, typowym dla siebie tonem. Musiała nauczyć się odzyskiwać przy niej grunt pod nogami dość szybko i była w tym coraz lepsza. Z jakiegoś tajemniczego powodu niespecjalnie miała ochotę pokazywać jej swoje książki, a najwyraźniej wychodziła z założenia, że Prescott ma jej twórczość w na tyle głębokim poważaniu, że w życiu sama po nie nie sięgnie. Nie była w stanie przecież tak naprawdę ich przed nią ukrywać, ale jej poziom olewczości i poczucia wyższości akurat w tej kwestii powinien River pomóc.
Będzie pewnie potrzebowała jeszcze trochę czasu, by przyzwyczaić się do tego, że Ruelle potrafi jej uważnie słuchać, gdy mówi o czymś, co nie jest nią samą. To również było zadziwiająco przyjemne. Chciała z nią rozmawiać, po prostu spędzać czas, totalny szok. Nie było nic dziwnego w tym, że River wzbudzała w ludziach takie emocje. Wiedziała, że jest interesującą kompanką do rozmowy, ale żeby dla Prescott?
- Doskonale. Kto wie, może wyrośnie z ciebie komiksiara? Jak się domyślasz, mam w zanadrzu jeszcze tysiąc innych rekomendacji. - Uśmiechnęła się nawet i to tak bez żadnego dziwacznego podtekstu. Jeżeli niebo nie zacznie im się sypać zaraz na głowę, to będzie naprawdę dziwne. Może wszechświat po prostu próbował im udowodnić, że naprawdę są warte czegoś więcej niż ciągłego ruchania się z wściekłością?
Przylgnęła do niej, popychając tak, żeby teraz ona położyła się wygodnie na plecach. Objęła ją w pasie i wtuliła twarz w zagłębienie między jej szyją a ramieniem, niemalże znikając pod jej skórą... chociaż nie, to było tylko wrażenie jej kompletnie
- Cotywłaściwiestudiujesz? - wymamrotała nie odsuwając się ani na milimetr od jej ciała, przez co wszystko zabrzmiało dość niewyraźnie, ale chyba nie na tyle, by musiała się powtarzać. Nawyraźniej zdała sobie sprawę, że to jest bardzo zasadne pytanie na pierwszej randce, a chyba na takiej były, skoro pierwszy raz to z ust Prescott padło to określenie?
Ruelle I. Prescott