-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
A jak znalazł się w tej sytuacji?
Mafijne porachunki nie zawsze kończyły się sukcesem. Zawsze było niewielkie ryzyko, że druga strona ma coś w zanadrzu i plan nie pójdzie po jego myśli. Na początku wszystko zapowiadało się idealnie. Stał naprzeciwko grupki ludzi, wyjaśniając im na spokojnie, jakie konsekwencje ich czekają, jeśli nie zrobią tego, czego Iwanow od nich wymaga. A nie chciał wiele. Miał po prostu odzyskać trochę pieniędzy, wynegocjować akceptowalne dla jego strony warunki i wrócić do domu na kolację. Normalka. Dzień jak co dzień.
Ale jeden z nich musiał udawać cwaniaczka. Dzieciak wyciągnął broń, którą pewnie zdobył od starszych kolegów i postrzelił zaskoczonego Mishę w bok, zanim ten zdążył zareagować. Misha odpowiedział strzałem, trafiając go w nogę. Nie chciał go zabijać. Jeszcze nie. Młodzieniaszek tym zasłużył na karę i został przez jego ludzi zaciągnięty do jednego z budynków na obrzeżach miasta, wynajmowanego pod przykrywką niewielkiego lokalu gastronomicznego, a w piwnicy stworzył sobie niewielki areszt dla tego typu zakładników.
Później mu się dobierze do skóry. Teraz nawet pod wpływem adrenaliny nie chciał się nim zajmować. Z doświadczenia wiedział, że największy potwór wyjdzie z niego później, jak już trochę ochłonie. I opatrzy ranę postrzałową z której sącząca się krew już poplamiła jego drogą koszulę. Takie marnotrawstwo.
Warknął do swoich ludzi, by zajęli się resztą, a sam wsiadł do swojego auta, które też trzeba będzie oddać do czyszczenia i ruszył do zamieszkałego przez niego apartamentowca. Ryzykowne, ale tam miał całą apteczkę, przygotowaną właśnie na takie okazje. Zaparkował auto na wykupionym miejscu i windą wjechał na odpowiednie piętro, czując delikatne zawroty głowy. Ostatecznie był tylko człowiekiem i taka rana musiała dać mu się we znaki.
Zacisnął zęby, walcząc z chwilową słabością, by całkiem nie opaść z sił i skupił się na szukaniu odpowiedniego klucza.
Olivia Calvert
-
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Westchnęła, wchodząc po schodach na górę. Mogła skorzystać z windy, ale ostatnio szwankowała - wolałaby w niej nie utknąć. Dodatkowo ruch dobrze jej zrobi, wypłukując chociaż trochę alkohol krążącego w jej żyłach. Nie była przesadnie pijana, ale stan trzeźwości zgubiła cztery drinki temu, pozwalając myślom odpłynąć. Przynajmniej zapomniała rodzicach oraz tajemniczej personie, która postanowiła uprzykrzyć jej życie, co rusz wysyłając listy pozostawione na jej wycieraczce. Doprowadzało ją to do szału i powoli rozwijającej się paranoi. Jeszcze trochę, a każda osoba na ulicy będzie przez nią postrzegana jak stalker, który jej się uczepił, a którego nie mogła ująć.
Niespodziewanie usłyszała dźwięk na końcu korytarza. serce zabiło jej mocniej. O proszę, czyli mamy pierwsze skutki prześladowania. Wystarczył dźwięk przecinający nocną ciszę, by kobieta niemal zawału dostała.
Niczym nielogicznie postępująca bohaterka horroru skierowała się ku cichemu pobrzękiwaniu. Nie miała wyjścia - właśnie tam znajdowały się drzwi do jej mieszkania.
Odetchnęła niemal z ulgą, kiedy dostrzegła postać sąsiada - nie miała okazji zamienić z nim wielu słów, kojarzyła go głównie z widzenia i krótkiego powitania rzucanego gdzieś pomiędzy mijaniem się na korytarzu. Jak on się właściwie nazywał?
-Dobry wieczór - rzuciła do niego, podchodząc bliżej. Co z jego ruchach wzbudziło jej czujność. Może też dał się ponieść imprezie, walcząc teraz ze skutkami. - Pomóc panu? - Teraz stała dostatecznie blisko, by dostrzec klucze leżące na podłodze. Musiały mu wypaść. Uśmiechnęła się lekko, schylając się po nie.
-Ciężka noc, hm? - powiedziała pogodnie.
Chwilę później uśmiech zastygł na twarzy niczym niemrawy grymas. Dostrzegła czerwone ślady na metalowych przedmiotach. Wiedziona intuicją powiodła po ciele mężczyzny, który trzymał się za bok.
Krew.
Dopiero teraz uświadomiła sobie, że ten zapach opanował korytarz. Miała z nim tak często do czynienia, że zupełnie nie zwróciła na niego uwagi.
-Rany boskie! - wyrwało jej się z ust. Darowała sobie komentarz, że był ranny; to było zbyt oczywiste. - Pomogę panu. - Otworzyła drzwi do jego mieszkania, czując dziwny chłód. Co jeśli ktoś, kto go zaatakował, nadal był w budynku? Najlepiej było się schronić i dopiero wtedy wezwać odpowiednie służby.
Wprowadziła ich do środka, nawet nie pytając o pozwolenie. Wiele ją kosztowała pomoc sąsiadowi, który znacznie górował nad nią wzrostem.
-Proszę usiąść, zaraz wezmę karetkę i policję - rzuciła, ryglujące jego drzwi, zamykając ich w bezpiecznym z pozoru mieszkaniu.
Mikhail Iwanow
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ową osobą okazała się młoda dziewczyna z mieszkania obok. Znał ją tylko z widzenia, zwykle wymieniając z nią sąsiedzkie uprzejmości, ale nie dowiadując się o niej zbyt wiele. Mikhail cenił sobie prywatność i nawet przed kurierem nie otwierał drzwi na oścież. Obserwował każdy jej ruch, szybko zauważając, że była pod wpływem alkoholu. Czyżby wracała z imprezy? W takim stanie z łatwością uda mu się nią zmanipulować, by szybko zapomniała o tym, co teraz zobaczy.
– Dobry wieczór – mruknął ze swoim rosyjskim akcentem, który często przyprawiał ludzi o dreszcze. Darował sobie odpowiadanie na jej pytania, pozwalając jej sięgnąć po klucze leżące na ziemi. Nie lubił zbyt wiele mówić, skoro mógł w tym czasie obserwować reakcje swoich ofiar. Spokój i cisza były bardziej przerażające niż krzyki i agresja.
W końcu młoda dama zauważyła stan Iwanowa, co dało się odczytać z wyrazu jej niewinnej twarzy. Zaśmiał się cicho, dociskając dłoń do boku. Bingo. Niezaprzeczalnie był ranny. Może nie potrzebował pomocy, zwłaszcza ze strony niedoświadczonej dziewczyny, ale z pewnością nie zamierzał jej odrzucać. Mógłby, ale po co, skoro sytuacja zapowiadała się tak interesująco?
W milczeniu obserwował, jak otwiera drzwi do jego mieszkania, by po chwili pomóc mu się podnieść i wprowadzić go do środka. Zaskakujące, ile siły kryło się w tej drobnej postaci. I jak głupia musiała być, samemu pchając się do jaskini lwa. Teraz każdy jej ruch będzie uważniej śledzony przez Iwanowa, by zobaczyć czy pozwoli jej odejść w jednym kawałku.
– Dziękuję, panno…? – powiedział, chcąc poznać jej imię. Czy podawanie swoich danych było bezpieczne w tej sytuacji? I tak wiedział, pod którym numerem mieszkała, więc nie robiło to większej różnicy. Poza tym Misha miał informatorów, dla których poznanie całej historii jej życia i aktualnego miejsca pracy zajęłoby najwyżej kilka minut.
– Nie trzeba. Poradzę sobie bez ich pomocy – odparł, siadając na najbliższym fotelu i zdejmując marynarkę. Cały komplet nadawał się już tylko do wyrzucenia, ale trudno. W szafie miał ich mnóstwo. – Byłabyś tak miła i podała mi apteczkę z łazienki? – zapytał, wskazując na jedne z drzwi po jej lewej stronie. Zawsze trzymał ją jak najbliżej na wypadek właśnie takich sytuacji.
Olivia Calvert
-
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
-Olivia - odpowiedziała mechanicznie. Instynkt samozachowawczy na poziomie zero. Przeszłość niewiele ją nauczyła, chociaż co takiego mogło jej się stać po samym podaniu imienia? Wystarczyło pójść do portiera, który miał spis wszystkich lokatorów.
-Bez urazy, ale nie wygląda to za dobrze. Jestem lekarzem i proszę mi wierzyć - w domowych warunkach sam pan sobie nie poradzi - zmarszczyła brwi, przyglądając się, jak mężczyzna ściąga marynarkę. Plama krwi była większa, niż podejrzewała. - Nie ma pan wystarczających przyrządów, żeby się z tym uporać - odpowiedziała, kierując się do łazienki. Przynajmniej go zabandażuje, powstrzymując krwotok. Powinno wystarczyć, zanim pojawi się pogotowie, bo w tym względzie Calvert nie miała zamiaru odpuszczać. Ludzie bywali tak bardzo nieodpowiedzialni, przekonani, że pomoc osób, które się na tym znały, jest zbedna. Dorosły, a taki lekkomyślny.
Podeszła do niego, lustrując jego zmęczoną twarz. Ile minie, zanim odpłynie?
-Ktoś pana zaatakował? Może nadal jest w okolicy. Zdecydowanie powinien pan zgłosić to na policję - odpowiedziała, nachylając się nad nim. skoro już tu była, przynajmniej dostanie profesjonalną pierwszą pomoc. - Mogę? - I nie czekając na jego pozwolenie, delikatnie uniosła brzeg jego koszuli, by lepiej przyjrzeć się obrażeniom. Wciągnęła głośno powietrze, dostrzegając ranę postrzałową - miała z nimi styczność dość często, chociaż pierwszy raz od dawna mogła wzrok uraczyć świeżą, z której wypływała krew.
-Nie ma mowy, wzywam policję. Nie pozwolę, żeby jakiś narwaniec biegał po okolicy wymachując bronią. A pan potrzebuje lekarza. Kula mogła utknąć w środku - powiedziała stanowczo, wyciągając z kieszeni telefon komórkowy. Czy mu się to podobało czy nie, wyśle go do tego cholernego szpitala.
Mikhail Iwanow
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tym razem młody chłopak działał zbyt impulsywnie, nie okazując wcześniej zbyt wielu emocji, za co Misha przypłacił raną postrzałową. Wychodził już jednak z o wiele gorszych opresji. To nie był jego pierwszy wypadek i z pewnością nie ostatni. Nigdy jednak nie korzystał z pomocy osób niewtajemniczonych w jego brudne interesy. Sam potrafił zszyć swoje rany, a jego ludzie również przeszli odpowiednie szkolenia. Ale obca osoba? Do tego sąsiadka? Co mogła umieć poza naklejeniem plasterka w jednorożce?
Olivia.
Powtórzył to imię w myślach kilka razy, by dobrze je zapamiętać. Teraz z pewnością nie pozbędzie się ze swojego życia starszego Rosjanina, który będzie ją bacznie obserwował.
– Jesteś lekarzem? – zapytał, uśmiechając się zawadiacko. Czyli jednak coś potrafiła. Idealnie. Z pewnością mogło mu się to teraz przydać. – Zapewniam, że mój ekwipunek jest imponujący – powiedział, zerkając na nią. Jeszcze nie wiedziała, z kim ma do czynienia. Zapewne sama nie spodziewała się, że dom Iwanowa skrywa wiele przyrządów chirurgicznych, których nie posiadał żaden zwyczajny człowiek, a także różne rodzaje broni. Kanada co prawda ograniczała dostęp do broni palnej, ale kto miałby zaglądać do szafy tak zwyczajnego obywatela?
– Nie ma takiej potrzeby, Olivio. Damy sobie radę bez policji – odparł, kręcąc głową. Naprawdę myślała, że Misha pozwoli jej wezwać policję? Albo jakiekolwiek inne służby? Zaraz zaczęłyby się pytania, a tak prestiżowy prawnik jak on nie mógł sobie na to pozwolić.
Skinął głową, gdy chciała przyjrzeć się jego ranie. Pozwolił jej podnieść koszulę, nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku świadczącego o bólu. Od dawna był do tego przyzwyczajony, a takie obrażenia były dla niego niczym ugryzienie komara — irytujące, ale mało bolesne.
W jego oczach błysnęło coś mrocznego, gdy przestraszyła się tego widoku. Jako lekarz z pewnością miała już z czymś takim styczność. Zabawne, że zareagowała w ten sposób. Może dopiero zaczynała pracę? Albo zajmowała się dziećmi, które co najwyżej mogły złamać sobie rękę na placu zabaw?
Nagle zachowanie Iwanowa całkowicie się zmieniło. Wstał gwałtownie, wyrwał dziewczynie zakrwawionymi dłońmi telefon i odrzucił go gdzieś na bok. Błyskawicznie wyciągnął broń zza pleców i przyłożył lufę do jej podbródka.
– Nikogo nie wezwiesz, rozumiesz?! – warknął, wyglądając przy tym jak kompletny psychopata. – Jesteś lekarzem. Sama się tym zajmiesz. A teraz bądź grzeczną dziewczynką i rób, co mówię – mruknął, wskazując na apteczkę leżącą przy fotelu.
Olivia Calvert