Człowiek potrafił całe życie mieszkać w jednym miejscu, a i tak wciąż być zaskakiwanym przez miejsca, których dotąd nie odkrył. W dzieciństwie był starannie odgradzany od „zwykłej” części społeczeństwa. Rodzice zawsze pchali go do prywatnych szkół i ekskluzywnych środowisk, chcąc, aby ich dziecko obracało się wśród bardziej wpływowych jednostek. Wtedy było to dla niego zupełnie naturalne, ale samodzielne życie szybko zweryfikowało, jak bardzo różnił się od większości rówieśników. Często zauważał to po cichu, starając się nie zadawać głupich pytań i nie robić wielkiego halo. Nie zawsze się to udawało, ale czuł, że zrobił już ogromny progres. Z początku nieraz słyszał od losowych ludzi, że był odklejonym bananowym dzieckiem, jednak przebywanie wśród różnych osób niemal każdego dnia nauczyło go więcej na temat „prawdziwego” życia. Nie zwierzał się z tego swoim znajomym, bo wiedział, że nikt nie chciał słuchać o tym, że ktoś zachwyca się takimi rzeczami jak chociażby komunikacja miejska czy tanie knajpy, ale prawda była taka, że jako dziecko i nastolatek miał niewiele styczności z tak podstawowymi koncepcjami.
O targu w Leslieville dowiedział się oczywiście na imprezie. Złapał świetny kontakt z dziewczyną, która uwielbiała tam przychodzić i bardzo zachwalała to miejsce. Pokazała mu nawet kilka swoich zdobyczy i stworzyła w jego głowie obraz, który wydawał się na tyle kuszący, że zapragnął wybrać się tam osobiście. Zebranie się na to zajęło mu około dwóch tygodni, ale miał dziś kompletnie wolny dzień, więc postanowił spożytkować go na poszerzanie swoich horyzontów i wybrał się na spacer połączony z zakupami. Nie szukał niczego konkretnego, ale nie wykluczał też, że wróci do domu z czymś ciekawym. Na miejsce udał się oczywiście metrem, romantyzując w głowie całą podróż, słuchając różnej muzyki i zastanawiając się nad planami na wieczór. Nie lubił ich nie mieć, nawet jeśli czasem przydałoby mu się odsapnąć i pobyć we własnym towarzystwie. Rozważał nawet przejażdżkę autem za miasto, ale nie lubił prowadzić, bo to automatycznie oznaczało, że nie mógł pić alkoholu, a to akurat bardzo lubił robić. Nauczył się już, że okazje do napicia się pojawiały się często znienacka, więc mimo że posiadał samochód, korzystał z niego bardzo rzadko - dla własnego spokoju ducha.
Trochę zajęło mu dotarcie na miejsce, ale przy pomocy Google Maps wreszcie zlokalizował targ, gdzie zgodnie z opowieściami faktycznie roiło się od stoisk i ludzi. Przechadzał się niespiesznie, przyglądając się uważnie asortymentowi, i niejednokrotnie zatrzymywał się, aby przyjrzeć się czemuś dokładniej. Nie byłby sobą, gdyby nie wdawał się też w krótkie rozmowy ze sprzedawcami czy innymi klientami, ale takie interakcje często poprawiały mu humor. Nie umawiał się tutaj z nikim i nie spodziewał się spotkać żadnej znajomej twarzy, a już w szczególności nie jej.
— Ophelia? Lol, chyba nigdy nie widzieliśmy się w świetle słonecznym — rzucił wesoło, zauważając kobietę przy jednym ze stoisk. — Podoba mi się to doświadczenie, coś innego — zaśmiał się cicho, wyraźnie podekscytowany tym spotkaniem. Był to chyba również pierwszy raz, kiedy miał okazję obcować z nią na trzeźwo, ale akurat to nie robiło mu żadnej różnicy, bo był równie ekstrawertyczny bez alkoholu. — Też przyszłaś się porozglądać, czy szukasz czegoś konkretnego? Może potrzebujesz towarzysza? — zafalował głupio brwiami, oferując oczywiście siebie. Nigdy by sobie nie wyobraził, że przyjdzie mu wybrać się na targ akurat z nią, ale właśnie dlatego ta wizja wydała mu się tak kusząca, że od razu wyszedł z propozycją.
Ophelia Attwood