ODPOWIEDZ
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spoiler
Obrazek
11 lipca 2026

Happiness is a butterfly
Try to catch it, like, every night


Alex przeczytał list raz. Potem drugi. A potem złożył go ostrożnie na cztery części, schował go do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki, odpalił motocykl i ruszył przed siebie. Nawet nie myślał, gdzie jechał - dopiero gdy zjechał z głównej trasy na dobrze mu znaną, szutrową dróżkę, dotarło do niego, dokąd poprowadził go instynkt. Przeklął pod nosem, gdy zatrzymał pojazd tuż obok domku letniskowego Wintersów. Zszedł z motocykla, zdjął kask i rozejrzał się dookoła.

Wszystko zdawało się być na swoim miejscu, a jednocześnie… wszystko wydawało się obce i puste. Spojrzał na ganek - to tam, na wiklinowych fotelach, rodzice August przesiadywali całymi wieczorami, czytając książki i pilnując, żeby Alex i August nie utopili się w jeziorze. Przeniósł wzrok na brzeg. Nad wodą wciąż kołysała się ta sama łódka, z której próbowali łowić ryby (choć częściej kończyło się na wrzucaniu robaków za kołnierz). Tuż obok rosło potężne, stare drzewo. Do jednej z grubych gałęzi była przywiązana lina - ile razy skakali z niej do wody? Alex pamiętał każdy pisk Dust, gdy puszczała sznur w ostatnim momencie i z impetem wpadała do wody. Fuck.

Zszedł powoli na pomost. Deski skrzypiały pod jego butami tak samo jak dziesięć lat temu, gdy siadali tu z goframi z bitą śmietaną i jedli je na kolację, bo ileż kiełbasek z grilla można zjeść podczas tygodniowego wyjazdu.

If he's a serial killer, then what's the worst
That can happen to a girl who's already hurt?


Słońce już zachodziło, malując niebo na piękne kolory, a Alex usiadł na samym brzegu pomostu. Wyciągnął list z kieszeni i spojrzał na niego jeszcze raz. August miała urodziny cztery dni temu. On dostał ten list jakieś dwa tygodnie przed swoimi własnymi urodzinami - ktoś na poczcie musiał ostro pomieszać terminy i dostarczył go za wcześnie. Nie liczył na to, że ona tu będzie… ale jakoś tak… chyba miał na to nadzieję. No i chyba właśnie dlatego w wewnętrznej kieszeni kurtki oprócz listu znajdował się również jej prezent urodzinowy.

Westchnął i utkwił wzrok w tafli jeziora. Dopiero teraz, gdy przestał dostawać od niej durne memy w ciągu dnia i gdy przestał wpadać do kawiarni tylko po to, żeby przynieść jej jebany worek mąki do wypieków i ukraść jednego croissanta, dotarło do niego, jak wiele dla niego znaczyła. Wypełniała jego codzienność i pustka po niej była bardziej bolesna niż był skłonny przyznać. Tęsknił za nią. Cholernie. Tak cholernie, że aż skręcało go w żołądku. Jednak… nie mógł się odezwać, dla jej własnego dobra. Była w nim zakochana, a on był jebanym debilem, który nie tylko nie zauważył tego przez te wszystkie lata, ale też nie potrafił dać jej tego, czego potrzebowała.

Przejechał dłonią po twarzy i spojrzał w gasnący horyzont. August zasługiwała na kogoś lepszego - na kogoś, kto nie miał problemów z prawem i samooceną, na przykład. Jeszcze raz spojrzał na list. Po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co powinien zrobić, kurwa.

Every day is a lullaby
Try to catch it like lightning


𝒹𝓊𝓈𝓉 🌾
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

i' ve been having a hard time adjusting
i had the shiniest wheels, now they're rusting

Tamtego majowego dnia straciła cząstkę siebie.
Zawsze była Dustie i Ducky. Teraz, bez niego? Była tylko August. Próbowała odnaleźć siebie, naprawdę. Próbowała o nim zapomnieć, spotykać się z innymi mężczyznami, wychodzić na miasto, oddawać się wirowi imprez, ale gdzieś z tyłu głowy ciągle był on. Starała się słuchać podcastów, czytać jakieś pierdolone rady o tym, jak najłatwiej się odkochać. W większości z nich mówili właśnie, żeby odnaleźć własną drogę albo zakochać się w kimś innym. Ale mały szkopuł tkwił w tym, że ona do cholery uwielbiała siebie taką, jaką stała się dzięki niemu, a każdy nowy potencjalny mężczyzna… no, nie umywał się do Alexa nawet w najmniejszym stopniu.

Nikt nie brał jej żartów w taki sam sposób jak Alex. Nie mogła przecież wyśmiać u kogoś jakiegoś detalu twarzy, który uważała za uroczy, jednocześnie wiedząc, że mogła się z niego ponabijać tak, jak robiła to z czołem Alexa, udając, że uważa je za lusterko. No co? Nie mogła ucałować dwóch palców, by później złożyć przyjacielski pocałunek na jakiejkolwiek części czyjegoś ciała, bo to… to należało tylko do nich. Nie chodziła w miejsca, które należały do nich, a te nowe? Te chciała odkrywać tylko z nim.

At least she was trying...

Tamten list był pożegnaniem. Wiedziała, że był szczęśliwy z kimś innym, a posiadanie jej w swoim życiu było tylko przeszkodą. Czymś, co zagradzało mu drogę do tej pełni, na którą zasługiwał.

Tego popołudnia zdecydowała się wybrać do domku letniskowego rodziców. To była ich miejscówka, jednak po ostatnim pożegnaniu wiedziała, że nic nie groziło jej w związku ze spotkaniem go. Nie odezwał się do niej. Ona do niego też nie.
Byli sobie obcy, co nie?
Gdy dojechała tam taksówką, bo przebiła sobie oponę, a za cholerę nie wiedziała, jak ją wymienić, bo była niezdarą i gapą, i hellooo, nie chciała zawracać tyłka żadnemu kumplowi - weszła do chatki i rzuciła torbę gdzieś na kanapę. Podeszła do lodówki, wiedząc, że zawsze były tam zgrzewki piwka Modelo, które popijała z Alexem, gdy randomowo tu wpadali. Rozejrzała się po chatce, po zdjęciach wiszących na drewnianych ścianach. Wypad na ryby, gdzie Alex mało co nie utonął, starając się wypuścić suma, który tak po prostu, ni z dupy, ni z pietruchy, zdecydował się jeszcze na przynęcie pociągnąć ich w dół. Pieczenie pianek i staranie się zmieścić w buzi jak największą ich ilość. Weekend po balu, kiedy mieli swój pierwszy raz. Tańczyli wtedy przy ognisku, a jej brat udawał, że całuje się z powietrzem, bo zawsze lubił się z nich nabijać, że byli zakochaną parą. Byli... To znaczy ona była. Od prawie zawsze była w nim z a k o c h a n a.

I just wanted you to know
That this is me trying

Przetarła oczy wierzchem dłoni i podważyła kapsel piwa o kant stołu. Zgarnęła zgrzewkę w rękę i wyszła na zewnątrz, kierując się na pomost, żeby usiąść tam, gdzie zawsze siedzieli. W kieszonce spodenek trzymała prezent dla niego. Ten sam, który zamierzała wyrzucić do jeziora, gdy słońce zajdzie w pełni. Pociągnęła łyk i ruszyła dalej, ale po chwili zamarła.

Alex?

Poczuła ścisk w żołądku. Nie wiedziała, czemu tam był. Nie wiedziała, czy to jakiś pieprzony żart od wszechświata, jakiś hex rzucony na nią przez wkurzonego klienta, kara, przypadek czy może bardzo dramatyczny finał rozdziału, którego jeszcze nie zdążyła dobrze zamknąć w swoim sercu. Wewnętrznie cała się spięła, ale jej nogi same prowadziły ją w jego kierunku. Weszła na pomost, a dźwięk desek odbijał się cicho od jej butów. Zbliżając się do niego, usiadła jakiś metr obok, kładąc zgrzewkę pomiędzy nimi. Nawet na niego nie spojrzała. Po prostu przysunęła w jego kierunku zgrzewkę, drugą ręką biorąc łyk swojego piwa, po czym utkwiła wzrok w tafli wody i wydusiła z siebie, - Zgubiłeś się, Hall?

ducky ‹/𝟹
27 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Remember all the things we wanted
Now all the memories they're haunted


Tęsknię za swoim przyjacielem.

Alex obracał w palcach złożoną na cztery części kartkę, a ostatnie słowa listu odbijały się echem w jego głowie. Zabawne, że potrafił wyobrazić sobie Winters piszącą te słowa, gdy jej łzy skapywały na papier i koszulkę. Zabawne, że potrafił zwizualizować moment, gdy zakleiła kopertę, upiła łyk alkoholu i ruszyła chwiejnym krokiem na pocztę. Po drodze na pewno wstąpiła na stację benzynową po żelki, mimo że obok był zwykły market, w którym te same żelki były prawie połowę tańsze, ale nie chciało jej się przechodzić przez ulicę… Analizował słowa jej listu linijka po linijce. Wyprawy po slushie o trzeciej w nocy. Skradzione batoniki. Brooklyn Nine-Nine. Zamknął na moment oczy, a wspomnienia wróciły. Pamiętał każdy moment, każdy uśmiech - cholera, tęsknił za uczuciem, które czuł w środku za każdym razem, gdy się śmiała, zupełnie jakby jego duszę oświetlały przyjemne promienie słońca. What’s wrong with you, Hall? Aż tak tęsknisz za Winters, że się rozklejasz?
We were always meant to say goodbye
Even with our face held high

Kiedy myślę o tym, co masz ze swoją dziewczyną, naprawdę nie chcę być osobą, która cokolwiek wam psuje. Jak miał jej powiedzieć, że to nigdy nie chodziło ani o Maddie, ani o pozostałe dziewczyny, z którymi randkował? To nigdy nie był wybór między jego aktualną partnerką a Dust. Tyle razy powtarzał jej, że nic z tego nie będzie, bo nie chciał jej ranić i uważał, że zasługiwała na kogoś lepszego. Nie chciał, żeby pakowała się w związek z kimś takim jak on. Chciał być po prostu… rozsądny? Tylko że ostatnie tygodnie pokazały mu, jak bardzo się mylił. Tęsknił za nią tak bardzo, że skręcało go w żołądku. Bez jej durnych wiadomości, śmiechu i głupich pomysłów wszystko wydawało się… bezbarwne. Przyjechał tutaj, bo podświadomie chciał ją zobaczyć. Chciał dla niej dobrze, ale jednocześnie był zbyt dużym egoistą, żeby z niej zrezygnować.

Nagle usłyszał za sobą kroki. Nawet nie drgnął, choć na ułamek sekundy serce przestało mu bić, aby chwilę później przyspieszyć. Nie musiał się odwracać, dalej uparcie wbijał spojrzenie w zachodzące słońce, a chłodny powiew wiatru musnął jego twarz. Ten specyficzny krok należał tylko do jednej osoby na tym świecie.

Dust.

Usiadła metr od niego, a zgrzewka Modelo wylądowała pomiędzy nimi. Schował list do kieszeni, po czym chwycił jedną z butelek i podważył kapsel. Chwilę później upił solidny łyk, czując znajomy, cierpki smak. Jakie było prawdopodobieństwo, że się tutaj spotkają? Zgubiłeś się, Hall? Na to pytanie uniósł tylko nieznacznie kącik ust, mimo że w jego oczach nie było rozbawienia. Dalej wpatrywał się w spokojną taflę wody, w której odbijało się zachodzące słońce, i szukał w głowie odpowiednich słów. Cóż, prawda była taka, że nie powinien tu przyjeżdżać - to była własność jej rodziców. Równie dobrze mogli przecież mieć urlop i właśnie siadać do kolacji, a on… zepsułby im wieczór swoją obecnością. Kurwa, był egoistą, że o tym wcześniej nie pomyślał, ale przecież on zawsze najpierw robił, a potem myślał. Baka.

I want you to know
It doesn't matter
Where we take this road
But someone's gotta go


Nie odpowiedział na jej słowa. Między nimi zapadła gęsta cisza, przerywana tylko przez szum wody, cykanie świerszczy i szelest poruszanych na wietrze liści. Westchnął. I chyba przede wszystkim chciałam cię przeprosić. Nie za to, co czuję, bo nie umiem już udawać, że te uczucia nie istnieją, ale za to, że powiedziałam o nich w momencie, w którym mogłam tylko wszystko skomplikować. W końcu zdobył się na odwagę i odwrócił głowę w stronę August. Spojrzał na jej profil i przyjrzał się jej rysom, które znał lepiej niż swoje własne. Żałował tamtej decyzji, ale nie chciał jej ranić bardziej swoją obecnością, tak było po prostu lepiej. I jeszcze ten list… Ten list jeszcze bardziej utwierdził go w przekonaniu, że dobrze zrobił. Zaczął się zastanawiać, czy przyjechanie tutaj nie było błędem? W końcu… podświadomie chyba chciał ją spotkać, ale dla jej dobra nie powinien doprowadzać do takich sytuacji. A jednak część jego duszy chciała tu zostać. Najlepiej na zawsze. - Dostałem twój list, Winters - odezwał się w końcu, obracając w dłoniach butelkę.
You couldn't have loved me better
But I want you to move on
So I'm already gone
I'm already gone
𝒹𝓊𝓈𝓉 💔
27 y/o
Welkom in Canada
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
been there, done that, messed around.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spoiler
𝐼 𝓉𝒽𝒾𝓃𝓀 𝐼 𝓌𝒾𝓁𝓁 𝒶𝓁𝓌𝒶𝓎𝓈 𝓁𝑜𝓋𝑒 𝓎𝑜𝓊..


And it took you five whole minutes
To pack us up and leave me with it...


Kochanie go było cholernie effortless.

Serio. Nie pamiętała nawet, jakie to było uczucie, kiedy go nie kochała. Dekada uczuć, niespełnionych fantazji, kibicowania mu podczas jego romantycznych podbojów. Ilości bukietów kwiatów, które pomagała mu skomponować dla dziewczyn, które mu się podobały, z nadzieją, że może kiedyś zerwie chociażby jakiś badyl z drzewa albo ukradnie jedną z piękniejszych róż z ogrodu sąsiadki, której oboje nienawidzili, i wręczy jej w geście świadczącym o tym, że lubił ją w ten inny sposób. Z boku wiedziała, że odsunął się od niej dla jej własnego dobra, ale cholera, czemu za nią decydował, co powinno być dla niej dobre, a co nie? Przecież radziła sobie z tymi uczuciami przez tyle lat! Dlaczego jedno omsknięcie, jedno słowo za dużo, jedno wylanie uczuć w jego kierunku, zniszczyło wszystko, co budowali przez ostatnie piętnaście lat?

August znała go przez większość swojego życia. Widziała go dosłownie w każdej odsłonie. W tej najgorszej i najlepszej. Była tam dla niego, gdy był chory i nie mógł podnieść się z łóżka. Wychodziła z Monsterem na spacery, byleby tylko się wykurował, przynosiła mu ciepłe jedzenie, zmieniała pościel, przy okazji żartując, że wyglądał jak pół dupy zza krzaka albo jedno z tych memicznych medieval cats, robiąc mu fotki, którymi później mogła go terroryzować. Robiła im fatty breakfests, gdy leczyli kaca po jednej ze swoich zbyt mocno zakrapianych eskapad. Była jego partnerką od uciekania, gdy znaleźli się w miejscu, w którym nie powinni, bo jedno z nich było zbyt ciekawe tego, co mogłoby się tam znajdować. Jej dom był dla niego otwarty przez cały rok, a zwłaszcza wakacjami. Jej rodzice nie chcieli, żeby siedział sam w domu dziecka.
Wszystko pogmatwało się z jej diagnozą.
Mimo tego, że jej mama lub tata starali się go odwiedzać albo zapewniali, że może przychodzić do domu pod ich nieobecność, to jednak skupiali się na niej. A August? Nie chciała, żeby Ducky w jakikolwiek sposób widział ją jako something less. Miała go wspierać. Podbudowywać na duchu. Sprawiać, że nie przestawał się uśmiechać. Bo jego uśmiech? It did things to her. Działał na nią jak jej prywatny narkotyk. Jego przytulenia, pomimo zupełnie platonicznego wydźwięku, rozgrzewały jej serce. Jego głos działał na nią kojąco. Dlatego była gotowa zaryzykować wszystko, nawet własne szczęście. Chociaż… tu nawet nie chodziło o to. Bo to on był jej...

s z c z ę ś c i e m

Wiedziała, że musi pozwolić mu odejść, dlatego ten list był ostatnim krokiem dla niej samej, by w końcu tego dokonać. By zmusić się do wykonania tego ostatniego kroku ku przepaści i wyrzucić z serca chłopaka, który przez tyle lat był jej w s z y s t k i m.

I think I've seen this film before
And I didn't like the ending

Ducky.

Wykonała ten krok ku przepaści. Spadała w dół, czekając na swój koniec, a teraz… teraz, widząc go tutaj, siedząc obok niego, chwyciła się skały. Czegokolwiek, czego mogła się przytrzymać, spadając w dół, raniąc ramiona i łokcie do krwi, byleby tylko spowolnić upadek ku końcowi. Jeszcze nigdy nie było pomiędzy nimi tak cicho. Dlatego zadała mu to pytanie. W sumie nie wiedziała dlaczego. Może po prostu chciała choć ostatni raz go usłyszeć? Tak jakby wiadomości głosowe, które sobie zostawiali prawie codziennie, dając sobie życiowe update’y, nie były odsłuchiwane przez nią kilkanaście razy dziennie. Może zerknęła na niego kątem oka, bo chciała zobaczyć go po raz ostatni? Tak jakby nie przeglądała ich zdjęć co noc przed snem.
Kurwa. Tęskniła za nim.
Alex, tak cholernie tęskniłam...

Po jakimś czasie ciszy znowu uniosła butelkę piwa, czekając na jego odpowiedź i zastanawiając się, co jej powie. Przymknęła oczy na moment, czując, jak ciepło zachodzących promieni słonecznych przyjemnie muska jej buzię. Upiła łyk i wtedy w końcu się odezwał. Ale to, co usłyszała, sprawiło, że zakrztusiła się alkoholem spływającym po jej gardle. Odsunęła butelkę na bok, kaszląc przez chwilę. Kurwa, Pani Wang! Krzyknęła w myślach zrozpaczona do samej siebie, a po chwili obróciła twarz, żeby na niego spojrzeć. Ich spojrzenia zderzyły się ze sobą. Przełknęła ślinę, czując się dziwnie zestresowana w środku. Jakby patrzyła na kogoś obcego, a nie na swojego przyjaciela. Na kogoś, kogo znała na pamięć, a jednocześnie nagle nie potrafiła odczytać ani jednego ruchu jego twarzy. - Miałeś go dostać trochę później - odparła, odwracając wzrok na moment. Chwyciła mocniej butelkę i upiła małego łyka. Nie chciała, żeby poznał po niej, że nadal tak na nią działał... że nadal go kochała. Więc beznamiętnie dodała, - I co? Doczytałeś się? Byłam chyba pijana, jak to pisałam. - wzruszyła ramionami, jakby w tym liście nie było żadnej ukrytej wiadomości. Jakby nie wylała w niego całego serca, po czym próbowała udawać, że to tylko kilka głupich zdań napisanych pod wpływem alkoholu... jakby wpatrując się w niego, nie czuła rozprowadzającego się po sercu ciepła, które wręcz krzyczało, że chyba faktycznie zawsze będzie tylko jego.

You're not my homeland anymore
So, what am I defending now?


ducky ‹/𝟹
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”