ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
168 cm
Studentka medycyny Uniwersytet w Chicago
Awatar użytkownika
You're the voice I hear, inside my head
The reason that I'm singing
I need to find you
I gotta find you
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Październik 2022
Honey
Ojciec właśnie pojechał na lotnisko razem z panem Stones’em. Mama pojechała razem z Twoją na zakupy. Jestem sama.
Wiadomość...
Kliknęła wyślij, odrzucając telefon na łazienkowy blat. W pomieszczeniu unosił się słodki wiśniowy zapach, przywołujący na myśl ciepłe lato. Mokre blond włosy przyklejały się do nagich pleców, kiedy wmasowywała w ciało balsam o tym przyjemnym zapachu. Już od kilku dni wiedziała o planowanym wyjeździe ojca w towarzystwie Stones’ ów, w końcu Philip zdążył 10 razy powtórzyć, że będzie za nią bardzo tęsknił i będzie dzwonić codziennie. Nawet jeśli faktycznie miał bombardować ją telefonami, w zupełności jej to nie przeszkadzało bo powietrze nagle zrobiło się jakieś lżejsze. Muzyka lecąca z głośnika nie musiała być przyciszona, nie musiała nakładać starannego makijażu i eleganckich spódniczek, które Philip tak bardzo lubił i których wymagał. Nie tolerował gdy zakładała bluzy bo to przecież było mało kobiecę. Ale było coś jeszcze… Było chwilowe uczucie ulgi, że mogła spotkać się z Danim bez całej otoczki tajemnicy, ukrywania i tego poczucia że wystarczy jedna chwila nieuwagi by wszystko się posypało. Dziś była spokojna…
Wciągając na tyłek krótkie dresowe spodenki w różowym kolorze kiwała się w rytm disneyowskich piosenek, które wybrzmiewały w pokoju. Zawsze kochała muzykę i nie mogła poradzić nic na to, że jej ciało automatycznie ruszało się w jej rytm. Dzwonek do drzwi jednak przerwał ruch jej ciała, ale sprawił że serce przyspieszyło gwałtownie. Zbiegła po schodach ganiąc się za te cholerne motylki w brzuchu, które czuła za każdym razem gdy Danny był w pobliżu. Trwało to już tyle lat, a on w dalszym ciągu potrafił poderwać ich stado w górę. Otworzyła drzwi z delikatnym uśmiechem, a kiedy przekroczył próg mieszkania wraz z nim do środka wpadł mocny zapach męskich perfum, które na pewno odwracały niejedną kobiecą głowę. Drzwi zamknęły się za nim z cichym trzaskiem, zostawiając ich samych ze sobą. Odciętych od zewnętrznego świata. Miał w sobie coś, co sprawiało że chciała tylko jego. Jakby dawno temu ktoś w jej sercu wyrył jego imię.
- Cześć. - Mruknęła cicho, z lekkim uśmiechem odgarniając jeszcze wilgotny kosmyk za ucho. Tak rzadko spotykali się po prostu. Bez ukrywania, bez udawania. Bez ściem i lęku, że to się wyda. Teraz byli po prostu tacy, jak zwykli nastolatkowie którzy pragną miłości i siebie.
Siedzieli na łóżku w jej sypialni, tocząc przeciągłą bitwę na spojrzenia. Spoczywający na kolanach Honey laptop przedstawiał czołówkę Camp Rocka 1 i w głębi duszy niemal chciało jej się śmiać widząc zbolała minę chłopaka. - Daniii… - Mruknęła cicho, przeciągając ostatnią samogłoskę w uroczy sposób. Dostrzegła w jego ciemnych oczach błysk i już wiedziała, że wygrała. Ciche westchnięcie, które opuściło jego usta było równoznaczne z kapitulacją. Spokojnie przyglądała się, jak ściąga urządzenie z jej kolan i układa się wygodnie wraz z nim na łóżku. Wyprostował ramię, w zachęcającym geście i kiedy drobne ciało blondynki ułożyło się obok niego wydawać by się mogło, że pasują do siebie idealnie. Nie ważne ile razy zmuszona była leżeć obok Philipa, to właśnie miejsce przy tym człowieku było odpowiednim. Przyjemny zapach, który należał tylko do niego. Spokojne bicie serca, tak nieporównywalne do tego jej, które niemal galopowało i oddech unoszący klatkę piersiową. Wszystko było właściwe.. przede wszystkim to uczucie spokoju, które ogarniało ją całą gdy był blisko.

Danielis Stones
Asti
The sky is the limit.
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

three


Serce zatrzymało swoje bicie na kilka zbyt długich sekund. Wystarczył dźwięk przychodzącej wiadomości i rozświetlony ekran telefonu, by uniósł głowę znad umywalki i wsunął szczoteczkę do ust. Sięgnął dłonią w stronę telefonu leżącego na jednej z szafek. Ręczniki leżące obok, złożone w równą kostkę, połaskotały przyjemnie wewnętrzną stronę dłoni nastolatka. Łańcuszek przewieszony przez dłoń zsunął się w dół nadgarstka, brzęcząc cicho, gdy unosił telefon i oparłszy się o umywalkę lewym biodrem. Otworzył dymek z wiadomością napisaną przez Honey, odczytując ją. Miał przeczucie, że to ona napisała. A może nadzieję? Gdyby nie pomyślał o wiadomości od blondynki, prawdopodobnie nie wstrzymałby oddechu na dłuższą sekundę. Była sama w domu. Uśmiechnął się lekko na tę myśl, przyłapując się na niezbyt moralnych myślach; odnosił wrażenie, że ich ciężkość osiadła w jego podbrzuszu na dłużej, niż powinna. Złapał głębszy wdech, próbując skupić się na pisanej wiadomości — nie na nastoletnich fantazjach sugerujących, że jego zainteresowanie Honey stało się czymś więcej, niż koleżeństwem. To doświadczenie było świeże i drażniące, bo nie wiedział, dokąd może zaprowadzić go takie uczucie. Wiedział, że chciał być blisko Honey. Wspierać ją. Przytulać, gdy tego potrzebowała (choć sam nie należał do zbyt dotykalskich, czy przesadnie uczuciowych), czy dotykać tych jej złotych włosów, które opadało kaskadą na jego ubrania za każdym razem, gdy znajdywali się blisko siebie. Przyłapywał się na zazdrości. I na tym, że naprawdę wkurzała go obecność Philipa w życiu Honey — patrzył na niego wilkiem, gdy pozwalał sobie na zbyt dużo względem niej. I nie miał wpływu na te nieprzyjemne emocje, które go ogarniały, jakby zakrywał się płaszczem uszytym z materiału o odcieniu czarniejszym od najciemniej nocy. Zazdrość. Nie miał do niej żadnych praw, choć ich pragnął. To, co powinno należeć do niego, w przyszłości miało należeć do jego kuzyna — dlatego korzystał z okazji, jeśli dostawał szansę na spędzenie z nią czasu sam na sam.
Danny
Świetnie. Ogarnę się i do ciebie wpadne... Wiesz o której będą wracać?
Wiadomość...
***


Otworzyła drzwi, stojąc przed nim w tych różowych, krótkich spodenkach i wciąż wilgotnych włosach. Kropelki wody nie spływały po ich strukturze, nie moczyły luźnej koszulki, którą na sobie miała. Może niektórzy uznaliby to za pociągające, lecz Danny’emu przypominała szczeniaczka z przemoczonym futerkiem. Nie widział nic pociągającego w mokrych włosach przyklejających się do ubrań, skóry, kurzu… Wszystkiego, o co mogły zahaczyć. Honey przyciągała jego uwagę, lecz to przyciąganie nie brało się z fizyczności — cenił sobie jej charakter. Pierwszy lepszy koleś mijany na ulicy mógłby się za nią obrócić, bo ściągnęłaby na siebie uwagę tymi jasnymi włosami, radosnym uśmiechem i zgrabną figurą — ale co z tego, skoro ci kolesie nawet jej nie znali. Czuł się dużo lepszy od nich, bo oni mogli tylko patrzeć i być może o niej fantazjować, ale wśród nich nie było żadnego, który doceniłby tę słoneczną osobowość. Musiał przyznać, że wyglądała ładnie i przez chwilę chciał jej to powiedzieć, ostatecznie rezygnując z tego pomysłu. Zrezygnował również z przytulenia jej chwilę po przekroczeniu progu. Nie odczuwał takiej potrzeby. Szanował swoją przestrzeń osobistą i oczekiwał, by inni także ją szanowali. Introwertyczna natura nie ułatwiała mu kontaktów z rówieśnikami. A on sam niewiele robił, by je sobie ułatwić. Potrzebował kogoś, kto mu to ułatwi — Honey była idealna. Przytulił ją do siebie po tej krótkiej wymianie uprzejmości, gładząc prawą dłonią jasne włosy dziewczyny.

Nieugięcie wpatrywał się w oczy dziewczyny, dając jej niezbyt subtelnie do zrozumienia, że nie zamierzał oglądać camp rocka. Disney go nie kręcił. Zwłaszcza musicale. Filmu tego typu kojarzyły mu się z dziewczęcą publiką. W końcu, który chłopak w jego wieku piszczał na widok Jonasów? Nawet nie słyszał, by ktokolwiek o nich rozmawiał. To zawsze były dziewczyny. Spojrzenie Danny’ego mówiło: nie ma opcji. Wolał oglądać kreskówki, typu: ed, edd i eddy, scooby doo czy wyspa totalnej porażki. Humor w tych arcydziełach na ogół sięgał dna, ale to właśnie za głupotę i typowy brainrot je lubił. Walkę na spojrzenia mógł toczyć przez kolejne dwadzieścia minut, uśmiechając się przy tym nieco cynicznie. Danii, cholerna lisica. Wiedział, że specjalnie mówiła do niego w ten sposób i najgorsze w tym wszystkim było to, że mimowolnie jego spojrzenie nieco złagodniało. Wywrócił oczami, wzdychając głęboko i odchylił lekko głowę, przeklinając się w myślach za to, że właśnie wyzbywał się swojej męskości na rzecz oglądania disneya. Bez sensu. Miał cichą nadzieję, że nie będzie miała wobec niego oczekiwań w stylu: „Zagrasz mi to?”. Uwielbiał gitarę, granie na niej sprawiało mu przyjemność, ale miał swoje granice. Perspektywa rozgryzania kolejnych disneyowskich kawałków nie brzmiała szczególnie kusząco.
— Dobra — odpowiedział marudnie, z lekkim wyrzutem, odbierając od niej laptopa.
Zanim zachęcił Honey do przytulenia, ułożył się wygodnie na łóżku, podsuwając sobie poduszkę pod tył głowy. Ułożył laptopa mniej więcej na podbrzuszu, opierając go o zgięte chwilę wcześniej nogi. Z pełnym skupieniem wbitym w ekran, poruszając zwinnie palcami po touchpadzie, wybrał z listy proponowanych filmów cholerny camp rock i dopiero po odpaleniu go, wyciągnął rękę w stronę blondynki. Stones zachowywał się dużo spokojniej. Jego klatka piersiowa unosiła się w powolnym rytmie i w tym samym opadała; nie było w nim cienia niepokoju. Lubił mieć przy sobie tę drobną dziewczynę i naprawdę próbował skupić się na filmie, lecz mimowolnie zerkał w stronę Honey, zachwycając się w milczeniu jej urodą i bliskością.

I'm sick of playing games
And acting like we never care
Like we're never there



Zabawne, że te disneyowskie piosenki niosły za sobą tak życiowy przekaz. Wsłuchując się w tekst, przeszło mu przez myśl, że ten fragment jest… O nich. Musieli odgrywać swoje role przed wszystkimi wokół i udawać, że nie łączyła ich tylko prosta, koleżeńska znajomość. Drażniło go udawanie, że wcale nie chciał jej dotknąć czy pocałować. Starał się trzymać na uboczu, gdy na boisko wchodził Philip, ale to nie zawsze pomagało. Teraz leżał obok Honey, jeżdżąc opuszkami palców po odsłoniętych ramionach i przedramionach dziewczyny. Jego dotyk sprawiał, że gładka skóra blondynki, pokrywała się nierówną gęsią skórką; satysfakcjonowało go to.
— Co wam się podoba w tych musicalach, co? — zagaił, przenosząc całą swoją uwagę z wyświetlacza (nie, żeby poświęcał mu szczególnie dużo tej uwagi). Wolał skupić się na leżącej obok dziewczynie (zaskakujące) i ją zagadać. Po prostu zrobić c o k o l w i e k, żeby rozproszyć jej uwagę i przenieść ją na siebie. — Jak zostanę kolejnym Jonasem, to zostaniesz moją fanką? — zażartował, nachylając się ku niej. Gdy między nimi zapadła krótka chwila ciszy, pozwolił sobie skrócić dzielący ich dystans jeszcze bardziej. Zatrzymał spojrzenie na jej twarzy, jakby szukając choćby cienia sprzeciwu, po czym pochylił się lekko i musnął wargami jej szyję. Był to krótki, niemal zaczepny gest, bardziej flirt niż deklaracja.


Sweetie Honey
Kasia/Blueberry
Widzimy sie na boisku Pioter, pokaż jak ciśniesz w gałe.
23 y/o
For good luck!
168 cm
Studentka medycyny Uniwersytet w Chicago
Awatar użytkownika
You're the voice I hear, inside my head
The reason that I'm singing
I need to find you
I gotta find you
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Odkąd pamiętała obecność Stones’a budziła w niej uczucia, którym nie mogła zaprzeczyć. Gdy poznali się w dzieciństwie mała Honey zawsze się przy nim rumieniła, kiedy w ogóle się do niej odzywał. Dorastali w swoim towarzystwie i poznawali się lepiej na każdym etapie dojrzałości. To właśnie z Dannym wypiła pierwszy alkohol - jakieś obrzydliwe whisky zawinięte z barku ojca, które wykręcało żołądek swoim cierpkim, pieprzowym smakiem. To jemu opowiadała o marzeniach, gdy nocami oglądali gwiazdy na kocu i wyłapywali te spadające, a wtedy myślała jedno życzenie. Żeby zawsze był obok. Przy Dannym czuła się po prostu dobrze, ściągał z niej maskę którą musiała zakładać odkąd zaczęła spotykać się z Philipem. Wywoływał uśmiech na twarzy i sprawiał, że oddychało się lżej. Nie mogła powiedzieć, że coś do niego czuła. To byłoby nieporozumienie. Kochała go i choć wszyscy dookoła próbowali ich rozdzielić, serce nigdy nie było sługą. Przy nim nie musiała udawać, nie musiała wyglądać idealnie. Nie musiała chować swoich niedoskonałości bo Daniemu nie przeszkadzało to, że koszulka była zbyt luźna, spodenki zbyt jaskrawe, a usta nie pomalowane pomadką zbyt blade. Przy nim była po prostu sobą, akceptowaną taką jaką jest. I choć świat miał inny plan, starali się działać mu na przekór. Szukając siebie zawsze tam gdzie mieli okazję.
Można było oszukać ludzi, oszukać oczy i uszy. Ale ciała nigdy nie dało się oszukać i to należące do Honey reagowało tylko na dotyk azjaty. A gdy zastępowały go nieprzyjemnie szorstkie dłonie Philipa, skóra piekła nieprzyjemnie a żołądek kurczył się z nieprzyjemności. Może w tym był cały problem? Ludzie mogli widzieć jak chodzą za rękę, jak chłopak kradnie pocałunki gdzieś między lekcjami i jak przychodzi do niej codziennie. Ale nie dało się ukryć spojrzeń, uśmiechów i chemii która wisiała w powietrzu między Ravenheart, a Dannym. Bo nie ważne jak się starali, nie byli w stanie przełamać tego co ich łączyło.
Lubiła jego obecność. I nawet jeśli z pozoru Danielis wydawał się chłodny i zdystansowany, Honey potrafiła przedrzeć się przez ten mur zimna. A po drugiej stronie czekała ciepła dusza, która ogrzewała ją za każdym razem gdy znajdowali się obok siebie. Był atrakcyjny. Jego czarne włosy i ciemne oczy, kontrastujące z porcelanową karnacją sprawiały, że nie jedna dziewczyna odwracała za nim głowę. Ale Dani miał do zaoferowania więcej niż ładną twarzyczkę…
Szeroki i szczery uśmiech wpłynął na jej uśmiech kiedy skapitulował i zgodził się na wybrany przez nią film. Gust filmowy Honey był dość obszerny. Uwielbiała nie tylko disneyowskie bajki czy - jak każda kobieta - romantyczne komedie. Oglądała też horrory i filmy akcji. Dlatego nigdy nie było wiadomo czymś dziś zaskoczy. Czy odpali jak dziś Camp Rock, kolejną część Obecności, Facetów w Czerni czy Titanica. Dziś chłopakowi się nie poszczęściło, bo wprawiona wcześniejszą playlistą potrzebowała obejrzeć coś - co kończyło się dobrze i miało w sobie dziecięcą lekkość.
Ułożyła wygodnie głowę na jego klatce piersiowej, doceniając w ciszy to że Dani po prostu pozwalał jej wtargnąć w jego przestrzeń osobistą. Pozwalał jej się przytulać, dotykać, całować. Gdy już znajdowali się w jednym pomieszczeniu, dzieliły ich milimetry. A po prostu lubiła być przy nim. Słuchać rytmu jego serca i równego oddechu. Jego głos oderwał jej myśli od filmu, a wzrok od ekranu który przeniosła na jego twarz.
- Bo są czystą fikcją, której w brutalnej rzeczywistości się pragnie - Odpowiedziała luźno, lekko wzruszając ramionami. - Nie ważne jaka przeszkoda stanie na drodzę bohaterów, zawsze skończą razem. Tu wygrywa miłość. - Mruknęła, odwracając wzork z powrotem na ekran na którym dominowali Demi Lovato i Joe Jonas. Zaraz jednak kolejne pytanie chłopaka zwróciło jej uwagę i wywołało cichy śmiech. - Możesz być dalej jednym ze Stones’ów, a ja i tak będę Twoją fanką. - Odpowiedziała z rozbawieniem ale szczerze. Choć bracia Jonas w niejednej nastolatce (i nie tylko) wywoływali wzrokowy orgazm.. to Honey i tak wybrałaby Daniego. Zawsze wybrałaby jego.
Jego ciepły oddech owiał cienką skórę na jej szyi, a ona mimowolnie przymknęła oczy, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Od szyjnych kręgów aż do miejsca między nogami. Zaczepny gest podziałał, by odwrócić jej uwagę od lecącego filmu. Przygryzła lekko wargę, unosząc na niego swoje niebieskie oczy w których iskrzyły iskierki. Przesunęła dłonią po ciele chłopaka, zatrzymując palce na wysokości mostka i kreśląc palcem kółeczka na jego koszulce. Dźwięki z komputera przestały być istotne, gdy i on na nią spojrzał w taki sposób, że zrobiło jej się gorąco. Przez chwilę znów patrzyli na siebie w ciszy, ale tym razem powietrze wokół gęstniało i elektryzowało się jednocześnie.
- Mam wrażenie, że film Cię nie interesuje… - Uśmiechając się znacząco i unosząc się lekko na łokciu, by lepiej widzieć jego twarz. Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, przysunęła się bliżej, zostawiają krótkie muśnięcie na szyi, tuż pod jego uchem. - Bo mnie też już nie za bardzo…. - Szepnęła cicho, a powietrze między nimi zgęstniało jeszcze bardziej. A śpiewający na komputerowym ekranie Joe Jonas wpasował się idealnie w klimat.

You're the voice I hear,
inside my head
The reason that I'm singing
I need to find you
I gotta find you
You're the missing
piece I need
The song inside of me
I need to find you
I gotta find you



Danielis Stones
Asti
The sky is the limit.
23 y/o
For good luck!
186 cm
pan policjant porządku pilnuje Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W oczach chłopaka, Honey była idealna; nie potrzebował modelki z pierwszych stron gazet, nie potrzebował aktorki telewizyjnej, do której wzdychało wielu chłopców w jego wieku. Nie rozumiał swoich uczuć, ani emocji, bo te w ostatnim czasie był zaskakująco zmienne. Wstawał rano z dobrym nastrojem, później wychodził ze swojego pokoju i nagle cały świat tracił kolory. Irytował się, gdy mama zadawała mu proste pytanie: chcesz się napić kawy?, albo pytała, czy przygotować mu śniadanie. Obrzucał ją nieprzyjemnym spojrzeniem, kręcąc przy tym głową i ofukiwał, upominając ją, że powinna przestać traktować go jak dziecko, a poza tym, cały świat już od rana się na niego uparł, bo nie mógł znaleźć ulubionych spodni; bo nie podłączył na noc telefonu do ładowania; bo mama pytała, czy zrobić mu jajko sadzone czy może tosty, podczas gdy on nie miał ochoty na przyrządzone przez nią jedzenie. A poza tym, to na dworze była beznadziejna pogoda, bo słońce świeciło za mocno, a ptaki ćwierkały zbyt głośno. Nastoletni bunt, tak to nazywali dorośli. A on nie widział w swoim zachowaniu buntu, chciał być traktowany jak dorosła osoba, bo przecież miał siedemnaście lat, nie piętnaście. Najlepiej czuł się w towarzystwie swoich znajomych, albo zamknięty w swoim pokoju. Eric go ignorował, bo miał swoje sprawy, z Camelią nie miał o czym rozmawiać, bo pewnie wygadałaby matce, że popalał papierosy za domem — a pon nie chciał słuchać kazań. Ciało pchało go w dorosłość szybciej, niż głowa potrafiła za nim nadążyć. Chciał podejmować własne decyzje, sam ustalać zasady i udowodnić wszystkim, że nie jest już dzieckiem. Jednocześnie wciąż zdarzało mu się gubić w prostych emocjach, których nie potrafił nazwać, więc, zamiast o nich mówić, odpowiadał złością.
Paradoksalnie tylko przy Honey ten chaos cichł. Nie dlatego, że rozwiązywała jego problemy, ale dlatego, że przy niej nie musiał udawać kogoś, kim nie był. Nie oczekiwała od niego dorosłości, nie wypytywała o przyszłość i nie traktowała go jak dziecka. Po prostu była obok, a to wystarczało, by na chwilę zapomniał o wojnie, którą każdego dnia toczył sam ze sobą. Wiadomość od niej poprawiła mu nastrój i sprawiła, że te ciemne chmury, które od rana krążyły nad jego głową i co chwilę zanikały, rozświetlając na krótką chwilę jego świat, teraz zniknęły całkowicie. Wchodził do pokoju z paskudną, nadąsaną miną, brał prysznic szczęśliwy, a podczas wyjścia z domu jeszcze zagadał do starszego brata, rzucając żartem na kiepskim poziomie. Zdecydowanie bliskość Honey go uszczęśliwiała. Czasem go wkurzała, gdy miał kiepski dzień i wolał zaszyć się z telefonem w ręku, a ona pytała, o co mu chodzi — wiedział, że odpowiadał w sposób opryskliwy, ale próbował wyznaczyć granicę i przekazać jej w ten sposób, że potrzebował czasu dla siebie. Każdy miewał takie momenty, prawda? Najważniejsze, że przy niej zdarzały się rzadko, bo owszem — był typowym, zakochanym nastoletnim chłopakiem. Nie potrafił zapanować nad własnym ciałem i dziwnymi, drażniącymi potrzebami, które pojawiały się na dnie jego podbrzusza, gdy Honey była zbyt blisko. I nie potrafił zapanować nad złością, gdy zamiast niej, w pobliżu pojawiał się jego kuzyn. Czuł się rozdarty między tym, co czuje, a tym, co mu można — nie chciał sprawiać nikomu kłopotów swoim zachowaniem i niewyparzonym językiem. Dlatego cieszył się z momentów, w których byli tylko we dwoje. Pozwolił naruszać jej swoją przestrzeń osobistą, bo lubił, się nią dzielić akurat z Honey. Nikogo innego nie dopuszczał tak blisko siebie. Pod tym względem przypominał trochę kota, którego należało do siebie przekonać, zanim postanowi się wyciągnąć w jego kierunku dłoń, żeby go pogłaskać. Honey mogła go głaskać. A on mógł głaskać ją. Chętnie błądził palcami po jej odsłoniętych ramionach i zakręcał kosmyki włosów na swoim palcu wskazującym, jakby ten gest był sposobem na wyrażanie czułości — on również był do niej zdolny.
— Bosz — mruknął sceptycznie na jej tłumaczenie, machając na nie ręką i wrócił do oglądania filmu. — Tylko dziewczyny mogą się tym zachwycać — podsumował, zerkając na nią kątem oka. Nie powiedział tego w sposób złośliwy; na jego ustach tańczył lekki uśmiech. Uważał jej argument za całkiem legit, lecz chciał się z nią jeszcze przez chwilę podroczyć, zanim przejdą do finału filmu. Okej, nie było tak tragicznie jak z początku myślał. Trochę się nawet wciągnął w tę całą fabułę, ale w pewnym momencie zaczęło mu się nudzić. Dlatego przeszedł do zaczepiania Honey w sposób nieco intensywniejszy, niż słowny. — Mogę nawet teraz dać ci autograf, chcesz? — zapytał, poruszając zabawnie brwiami. Nie bardzo wiedział, na czym miałby jej się podpisać, może na ramieniu? Dekolcie? Może powinien zostawić inny rodzaj autografu na jej ciele, bez konieczności brudzenia długopisem lub markerem.
Wybrał zaczepny gest, ledwo wyczuwalny pocałunek, którym musnął jej szyję w celu wybadania gruntu i sprawdzeniu, czy miał jakąkolwiek szansę na odwrócenie jej uwagi od musicalu. Uśmiechnął się delikatnie, gdy przymknęła oczy, a dotąd gładka skóra pokryła się drobną nierównością. Przeszedł ją dreszcz, pojawiła się gęsia skórka, czyli to, co robił, ani trochę jej nie przeszkadzało. Chwilę później uniosła na niego wzrok, zrobiło mu się ciepło; wolałby zdjąć koszulkę, by poczuć dokładniej jej palce na wysokości swojego mostka. Koszulka była zbędna, ale on był bardzo cierpliwy i nie zamierzał niczego przyspieszać. — Skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie interesuje… Tak się składa, że ty jesteś ciekawsza od camp rocka — mruknął z zadumą, wskazując ruchem podbródka na śpiewającego Jonasa. Usta dziewczyny zetknęły się ze skórą tuż za jego uchem, a ciemnowłosy zamruczał z zadowoleniem, delektując się tym otumaniającym uczuciem.

Dała mu zielone światło.
Zielone światło na zatrzymanie filmu i odstawienie laptopa na podłogę.

Przysiadł na brzegu łóżka, zamykając jeszcze ekran i odwrócił głowę w stronę Honey, podpierając dłonią swój podbródek. Przyglądał się jej jeszcze przez chwilę, sunąc wzrokiem po zgrabnej sylwetce. Spojrzenie chłopaka było palące i zostawiało po sobie niewidoczne ślady. Przemknął po łóżku, wracając do Honey i oparł dłonie o górną część materaca, tuż obok jej głowy. Zatrzymał się tuż nad nią, lokując kolana między jej udami. Pochyliwszy się nad nią i przechyliwszy głowę nieco w bok, musnął w delikatnym i czułym geście usta blondnki, przymykając przy tym powieki. Delikatność, z jaką wargi Danielisa muskały te należące do Honey, nijak do niego nie pasowała. Ze swoją osobowością kojarzył się raczej z chłodem i kontrolą. Potrafił być jednak czuły, ostrożny, bo obchodził się z nią jak z najcenniejszym skarbem. Nie napierał na nią zbyt mocno swoim ciałem, pozwalając jej na zachowanie przestrzeni — wiedział, że jeśli będzie chciała, sama zmniejszy dystans i go do siebie przyciągnie.
Czekał na sygnał, znak, że może przejść do dalszej części. Póki co delektował się nią, spijając z jej warg słodycz pocałunku. Czuł to specyficzne ciepło rozlewające się na policzkach i to, które biło od ciała Honey, przenikając nawet przez warstwy materiału i osiadając głęboko pod skórą. Gdy pochylał się nad nią, miękkie kosmyki jego włosów muskały jej policzki, a czubek nosa od czasu do czasu delikatnie ocierał się o jej skórę przy każdym ledwie wyczuwalnym ruchu. Były to drobiazgi, niemal niezauważalne, a jednak dodawały tej chwili intymności. Czuł pod sobą każdy, nawet najdrobniejszy ruch, od którego po jego skórze przebiegał przyjemny dreszcz, a z każdą kolejną sekundą w pocałunku było coraz więcej czułości i pewności. Nie spieszył się — chciał zapamiętać tę chwilę dokładnie taką, jaka była, wraz z ciepłem jej oddechu i miękkością ust. Dopiero wtedy lewą dłonią przesunął po bluzce dziewczyny, wsuwając palce pod materiał. Opuszkami sunął powoli wzdłuż brzucha Honey, podwijając materiał i odkrywając kolejne fragmenty jej rozgrzanej skóry.


Honey Ravenheart
Kasia/Blueberry
Widzimy sie na boisku Pioter, pokaż jak ciśniesz w gałe.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”