29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tańczył dokładnie tak, jak mu zagrała. Nie wiedziała jeszcze dlaczego: czy celowo i świadomie wchodził w to coraz dalej, czy wpadał w pułapkę emocji dominujących nad rozumem. Niczego o nim nie wiedziała - pozostawał nieodgadnionym, rysując jej przed oczami kadr niedopałka papierosa. Czegoś, co mogło przynieść wymarzone ukojenie i czegoś, co zabijało duszącym dymem jednocześnie. Jakby sama rozmowa z nim zawierała ciężar ryzyka, do jakiego Ally nie była przyzwyczajona. W kwestiach międzyludzkich marna była z niej hazardzistka.
W pokerze radziła sobie zdecydowanie lepiej - ale żetonami łatwiej było szastać bez chwili zastanowienia.
Reid - zamiast mówić - przekroczył niegdyś nienaruszalną barierę i przeszedł do czynów. Jego dotyk był elektryzujący, spojrzenie - hipnotyzujące, a całokształt uzależniał. Bodziec zatrzymał ją skutecznie na tych kilka sekund. Rozluźniła spięte barki, paradoksalnie - zamiast walczyć z jego próbą dominacji, poddawała jej się z niespodziewaną uległością. Tego pragnęła od mężczyzny w mundurze. Zdolności, by ją poprowadzić, by przejąć stery, by gwałtownym i zdecydowanym gestem sprawić, by jej ciało drżało samym ledwie nakreślonym kółeczkiem. To, po odsunięciu męskiej dłoni, płonęło jak naznaczone śladem rozżarzonych węgli.
To fascynujące — nawet jej głos zdawał łamać lekko pod intensywnością doznań, gdy tembr męskiego głosu wybrzmiewał tuż przy uchu. Tak blisko i tak daleko zarazem. — Znasz mnie tak krótko i już doskonale wiesz, czego bym chciała.
Prztyczek w nos - za pychę, ale i ukłon w stronę wdrażanej z sukcesami strategii. Widział ją wszak dwa razy w życiu, w obu sytuacjach krótko, ledwo poznał jej imię… A potrafił sprawić, by miękła i zatapiała się w barowym fotelu jak laleczka po pociągnięciu za właściwe sznurki.
T o było zadanie mężczyzny. A on przedstawiał przed Ally imponujące CV wraz z listem motywacyjnym skrojonym na jej miarę.
Potrzebowała dwóch chwil na cztery wdechy, gdy nagle wycofał i odwrócił. Kilku sekund na okiełznanie kołatającego serca, które - instynktownie - podpowiadało jej fight or flight. Co najmniej tak, jakby tysiące lat temu goniło ją dzikie, żądne krwi zwierzę i musiała walczyć o przetrwanie - bo właśnie takim zagrożeniem był dla niej mężczyzna, który raz po raz naciskał jej czułe punkty.
Potencjalnie śmiertelnym, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego sprawy.
Tamten — miała wybór: wskazać mężczyznę, który w niczym nie przypominał Reida i byłby jawnym żartem l u b wskazać kogoś, kto realnie mógł jej spodobać. Postawiła na tę drugą opcję. Mężczyzna, ku któremu dyskretnie skinęła głową, był konwencjonalnie atrakcyjny. Wysoki, świetnie zbudowany - wydawał się nieznacznie niższy od Reida, a przy tym bardziej umięśniony. Miał oczy, w których mogłaby się zgubić i włosy, w których mogłaby leniwie sunąć palcami w niedzielne poranki. Kolana, na których mogłaby się rozsiadać i plecy, w których z rozkoszą zatapiałaby paznokcie.
Dokładnie to wyobrażała sobie analizując wybrany obiekt westchnień, i nie próbowała tegoż rozmarzenia ukrywać przed rozmówcą.
Podobał jej się. Ale nie był jedynym atrakcyjnym mężczyzną w tym lokalu i jeśli sam proponował taką zabawę, musiał umieć udźwignąć jej brzemię.
Wygląda jak ktoś, kto potrafiłby z całym szacunkiem okazywać mi brak szacunku aż do rana. Lub do czasu policji walącej w drzwi w związku z sąsiedzką skargą na hałas... — nie była pruderyjną kobietą. Nie przesadnie wyzywającą - także, ale nigdy potulną, grzeczniutką i krygującą się z tym, co miała do powiedzenia. Bez oporów serwowała Reidowi scenariusz pożądania, na jaki miała apetyt.
I wciąż wpatrywała się w tamtego, gdy w Reida wymierzała ostateczny cios:
Ale oboje wiemy, że nie pozwolisz mi z nim wyjść.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknął cichym śmiechem, bardziej pod nosem niż wprost do niej. Nie potrafił się powstrzymać, bo miała rację. I właściwie mógłby jej ją przyznać, bo przecież dokładnie to robił od dobrych kilkunastu minut - prowadził ją tam, gdzie sam wyznaczał kierunek, jednocześnie uparcie wmawiając sobie, że żadnego flirtu między nimi nie było.
Ale przekora nie pozwalała mu odpuścić. Tak samo jak nie pozwalała zrobić kroku w tył.
- Nie wiem. - zaprzeczył z rozbawieniem. - Znam siebie na tyle dobrze, że wiem, że ty nie chciałabyś kogoś takiego w swoim życiu - było w tym więcej prawdy, niż mogła przypuszczać.
O s t r z e g a ł ją.
Może nie wprost. Może ubierał wszystko w żarty, półsłówka i zaczepki, ale robił to świadomie. Gdyby kiedyś przyszło mu odpowiedzieć przed własnym sumieniem za wszystko, co wydarzyło się pomiędzy nimi, mógłby powiedzieć, że od samego początku dawał jej szansę, żeby zawróciła. Że nie ukrywał, iż był człowiekiem, którego lepiej omijać szerokim łukiem.
To ona, mimo wszystko nadal siedziała obok.
Był skurwielem. Może innym niż jej były, może z innych powodów, ale czy oszustwo nie pozostawało oszustwem bez względu na jego ciężar? Każde polegało przecież na tym samym - odbierało drugiemu człowiekowi możliwość świadomego wyboru. Najgorsze było jednak to, że z każdą kolejną minutą coraz trudniej przychodziło mu traktowanie Ally wyłącznie jako siostry Garry'ego.
Jej uroda od początku robiła wrażenie, tyle że zaskakująco szybko zeszła na drugi plan. Im bardziej uzupełniał obraz zbudowany kiedyś ze strzępków opowieści Garry'ego o to, co odkrywał sam, tym mniej zwracał uwagę na to, jak wyglądała. Coraz bardziej interesowało go to, jak odpowiadała, jak odbijała każdą piłkę, jak z pozorną lekkością zmieniała zwykłą rozmowę w coś, co zmuszało go do myślenia kilka kroków naprzód.
Miała w sobie coś, czego nie potrafił nazwać - tajemniczość, upór, poczucie humoru balansujące gdzieś pomiędzy bezczelnością a urokiem. I chyba właśnie ta całość była znacznie bardziej niebezpieczna od samych ciemnych oczu czy uśmiechu.
Odcinając się od tych myśli, spojrzał na mężczyznę, którego wskazała. - Też uważam go za dobry wybór - nie, wcale tak, kurwa, nie uważał. - Nie ma ani obrączki, ani nawet śladu po niej - sięgnął po filiżankę z której powoli znikała kawa. Powinien właśnie teraz podziękować barmanowi, zapłacić i wyjść.
- Skąd to założenie? - wyciągnął z kieszeni zmiętą serwetkę z jej wiadomością i położył ją na blacie, odwracając się znowu twarzą w stronę baru. - Podaj numer telefonu. Wyślemy mu sygnał - przeklinał siebie w myślach. Jeszcze kilka minut temu bez zawahania zamieniłby się z tamtym facetem miejscami, n a d a l miał na to ochotę. Różnica polegała tylko na tym, że rozsądek nie umarł w nim całkowicie, wciąż wiedział, co było właściwe.
Wzrok zatrzymał na pustej stronie serwetki, stukając długopisem o drewniany blat. - Pozwolę, Ally. Dlaczego miałbym powiedzieć nie? - dopiero wtedy podniósł na nią spojrzenie.- Tego byś chciała?

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była kobietą, która z ostrzeżeń cokolwiek by sobie robiła.
Nie słuchała gdy Garry przekonywał, że drzewo jest dla niej zbyt wysokie. Łapa złamana, rodzice wścieli - ale nie dała się powstrzymać.
Nie słuchała gdy Patrick tłumaczył, że miał ku Johnny’emu pewne zastrzeżenia. Kochanka zapłodniona, serce pęknięte - musiała wyciągnąć własne wnioski.
Reid też mógł zniechęcać, przestrzegać i ostrzegać, lecz ostatecznie Ally zawsze robiła to, na co sama miała ochotę. Ku własnej zgubie - nierzadko, co z pokorą musiała przyznać sprzątając zgliszcza każdej kolejnej tragedii. O tę była akurat spokojna - dlatego, że Reid wcale nie był zaproszony do jej życia. Nie snuła wizji romantycznego pikniku i nieśmiałego przedstawienia rodzicom, pierwszego wspólnego ubierania choinki i nauki kompromisów podczas pierwszych wspólnych wakacji.
Zabijała nudę. Wypełniała czas. Bawiła się, przekomarzała, śmiała i odpoczywała od ciężaru prawdziwego życia.
Tak, jakby on do niego nie należał. Istniał gdzieś poza - jako epizod, odskocznia. Nie dawał jej powodów by sądziła, że interesowało go opuszczenie tej orbity i osiedlenie się gdzieś bliżej specyficznej - acz w ogólnym rozrachunku niegroźnej - pani mechanik od cierpkiej kawy.
Wyczuwam energię — parsknęła, bo to on posądził ją o te magiczne umiejętności. Jeśli miały się kiedyś przydać, to właśnie teraz - gdy mocą telepatii odczytywała poziom zgodności pomiędzy nią, a przystojnym facetem z drugiego końca baru. A może zbyt długo na zapętleniu słuchała Sabriny Carpenter.
Ze wszystkich sposobów na poproszenie o mój numer wybrałeś możliwie najgorszy — pokręciła głową z rozbawieniem. Zdobycie go po to, by zaraz przekazać innemu mężczyźnie było relacyjnym samobójstwem, które właśnie popełniał przez męskie ego.
Zbyt wielkie by przyznać, że nuta zazdrości dokuczała mu nawet, jeśli nie miał do niej żadnego prawa.
Myślę, że możesz być dupkiem — teoretyzowała, nie stwierdzała faktu - jeszcze, wbrew zasadzie najczęściej dwóch minut jakie wystarczyły. — Ale wciąż dupkiem, który ma jeszcze resztki sumienia. A ja jestem trochę pijana i trochę niezdolna do zadbania o siebie. Wiesz, jakim dupkiem jesteś ty i czego byś nie zrobił. Nie wiesz, jakim dupkiem jest on i co mógłby zrobić. Dlatego powiedziałbyś nie — szła na rekord dopijając swój bourbon; nie miał być ostatnim, a kolejne szklanki tak głębokie jak desperacja Aldridge.
Nie była z tego dumna.
Nie była z siebie dumna.
Ale nie we wszystkim i nie zawsze musiała być wzorowa.
Czasami… Zwyczajnie brakowało sił na budowanie określonego wizerunku. Dlatego odpuszczała. Dlatego szukała ulgi w kolejnych łykach, we flircie z przystojnym nieznajomym, w tym barze do którego w ogóle nie powinna wchodzić.
To był idealny grunt pod kłopoty i wiedziała, że Reid to wyczuł.
Jakiś niezbadany pierwiastek odpowiedzialności za kobietę, która lekką rozmową umilała jego wieczór. Nie wzniosły, romantyczny i dożywotni dekret o ochronie delikatnej księżniczki przed koszmarami tego świata - ale przynajmniej zmianę toru tej nocy na mniej niebezpieczny.
O ile to było jedynym, o czym w tej chwili myślał.
Myślę też, że chciałbyś mnie złapać za więcej, niż nadgarstek i że nie chciałbyś wyobrażać sobie, jak robi to ktoś inny. Ale nie mogę tego udowodnić — błysk spojrzenia sprowadzał tę ich potyczkę niemalże do rangi procesu o starannie dobranej puli ławników.
Ona miała jedynie swoje teorie.
On raz po raz próbował je odrzucać, jednocześnie potwierdzając.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O i r o n i o!
Był bardziej związany z jej życiem niż kiedykolwiek odważyłaby się nawet przypuszczać. I prawdopodobnie ten jeden raz powinna posłuchać, gdy ktoś wyraźnie ją przed czymś ostrzegał. Zwłaszcza że on sam coraz bardziej wątpił we własną zaciętość. Nie był pewien, czy potrafiłby zrobić to kolejny i następny raz, gdyby przeciągnęła linę jeszcze odrobinę mocniej na swoją stronę.
Nigdy nie uważał się za człowieka do cna złego, choć za uszami miał naprawdę sporo. Zawsze za to żył w przekonaniu, że jego kręgosłup moralny był prosty i osadzony we właściwym miejscu. Czy jednak rzeczywiście tak było? Jeśli na wojnie potrafił chwycić za broń i wycelować w drugiego człowieka, jeśli potrafił nacisnąć na spust i odebrać mu życie, a później wrócić do bazy, zamknąć oczy i mimo wszystko zasnąć - czy naprawdę nie było w nim niczego złego?
Po raz kolejny łatwiej było schować prawdę za uśmiechem. Tym razem rozbawionym, bo nawet nie spodziewał się, że rozgryzienie go przyjdzie jej po kilku drinkach z taką łatwością. - Znalazłbym kilka gorszych. Jestem tego pewien - bez najmniejszego zawahania, przekraczając kolejną granicę, sięgnął po jej telefon. Odblokował ekran, wpisał swój numer i wysłał do siebie pustą wiadomość. - Mógłbym zrobić na przykład to - oddał jej telefon, wyciągając własny. Numer zapisał od razu, a chwilę później sięgnął jeszcze po długopis pozostawiony przez barmana.
Tylko z przekory, przynajmniej tak próbował sobie wmówić, poprosił go, żeby zaniósł kartkę do odpowiedniego stolika. Nie obejrzał się w tamtą stronę ani razu. Nie pozwolił sobie nawet zerknąć przez ramię, by sprawdzić reakcję mężczyzny.
Tak było łatwiej.
Łatwiej było uwierzyć, że robił to dla niej. Że odpychał od siebie możliwość, którą sama przed nim roztoczyła. Możliwość kuszącą w swojej prostocie, tak bardzo będącą na wyciągnięcie ręki, że nie musiałby nawet wstawać z krzesła. Możliwość wymazującą całą jego przeszłość i całą przyszłość, zostawiając wyłącznie teraźniejszość, w której oboje mogli w s z y s t k o.
Prawda była jednak znacznie mniej szlachetna - robił to przede wszystkim dla siebie. Dla własnego, skrzywionego sumienia. Chciał móc kiedyś powiedzieć, że przecież od początku ją ostrzegał. Że zostawiał jej kolejne szanse, żeby zawróciła, że jeśli mimo wszystko zdecydowała się zostać, był to już wyłącznie jej wybór. - Mógłbym być też gorszy od niego. Już raz cię ostrzegałem - mieli przed sobą całą noc. Albo zaledwie kilka minut zanim ten drugi do nich dołączy. - On mógłby odprowadzić cię do domu po kolejnym drinku, który wypijesz. Ja zabrałbym cię do siebie. On zadzwoniłby do ciebie jutro, kiedy będziesz już trzeźwa. Ja nigdy nie zapisałbym twojego numeru. On mógłby okazać się wolny, podczas gdy ja mogę ciągnąć za sobą taki bagaż, którego nie chciałabyś dźwigać nawet przez jeden dzień - nie zrobiłby tego.
Ale m ó g ł b y.
I chyba właśnie tak wolał, żeby o nim myślała. Żeby w jej głowie zapaliła się choć jedna pieprzona, czerwona lampka. Taka, która zatrzymałaby ją, zanim zrobi kolejny krok. - Chciałbym, ale nie mogę - po raz pierwszy od początku tej znajomości uśmiech zniknął z jego twarzy i był s z c z e r y. - Taka odpowiedź cię usatysfakcjonuje?

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hej! — zaprotestowała gniewnie — To p r y w a t n e! Może mam tam tajne smsy od prezydenta, albo sprawdzony przepis na suflet? To nie są tanie rzeczy! — i tyle było z jej naburmuszania się i protestowania, bo Reid rzeczywiście gorszy sposób wyegzekwował i cokolwiek dłubał w jej sprzęcie, musiało być inwazyjne i co najmniej niegrzeczne.
W rzeczywistości jej smartfon zawierał głównie zdjęcia numerów seryjnych części i kontakty do podejrzanych ludzi z półświatka, którzy mogli pewne skarby załatwić… A ona nie pytała skąd.
W tej określonej niewiedzy wszyscy mieli szansę na sukces. Jeden zarabiał, drugi naprawiał, gdzieś w Niemczech jakiś emeryt płakał odbierając pieniężny ekwiwalent skradzionego klasyka od ubezpieczyciela. Ż y c i e.
Ally potrafiła płynąć razem z nim - bez oglądania się za siebie, prób chwytania czegokolwiek po drodze i wbrew wątpliwościom. Dlatego wzrokiem śledziła serwetkę z jej danymi identyfikującymi - a jakże - która wreszcie dotarła do stolika przystojnego mężczyzny, którego wytypowała wcześniej. Ich spojrzenia się spotkały; kobieta uśmiechnęła z dozą zawstydzenia (zachowaniem k o l e g i, nie własnym!) a on odwdzięczył jej ciekawskim, badawczym.
Po co kobieta, ewidentnie konwersująca już z przedstawicielem płci przeciwnej, miałaby wysyłać anons innemu?
Przecież nie była kurwiszonem! To Reid… Wepchnął ją na minę.
Mógłbyś. Właśnie w tym rzecz: ja nie wiem do czego którykolwiek z was jest zdolny. Ty wiesz do czego jeden z was jest. To daje ci przewagę na poziomie pięćdziesięciu procent. W partii szachów właśnie byś wygrywał — i na tym się skupiała, na tej nierównej dynamice pomiędzy nią a dwoma mężczyznami, którzy zwrócili jej uwagę. Nie wchodziła w hipotetyczne szczegóły bagażu, który mógł lub nie mógł mieć i który chciałaby lub nie chciała dźwigać - bo do tego musiałaby być trzeźwa.
A od tego była bardzo, bardzo daleko.
Mogliby spróbować ponownie za kilkanaście godzin, z większymi sukcesami.
Czyli… — z rozbawieniem kręciła głową na to, jak odrzucał propozycję która nie padła. Z kobiecej perspektywy taka odpowiedź kompletnie nie satysfakcjonowała - uderzała w kruche poczucie własnej wartości, które atakowali wszyscy wokół. Matki, dla których córki są za grube; koncerny, które kazały golić żyletkami meszek z policzków; billboardy, w których idealnie oświetlone modelki wyretuszowane w 99% wciąż spotykały z krytyką internautów.
Zatem o d m o w a musiała zaszczypać - nawet, jeśli Ally nie zdążyła wystosować co do Reida żadnej propozycji. Zamiast dywagowania nad jego niemocą - przyjęła, że mężczyźni tłumaczyli w ten sposób brak zainteresowania - wolała dywagować nad konkretami. Dzięki nim krętą drogę rozświetliłyby przynajmniej częściowo pomocne drogowskazy.
Nie chcesz być moim kolegą oraz nie m o ż e s z być przygodą oraz nie potrzebujesz mechanika — wymieniła. Prosto, konkretnie i logicznie eliminowała kolejne pozycje z wachlarza możliwości, który jeszcze godzinę temu był otwarty i pełny kolorów. Teraz drastycznie uszczuplał udowadniając, że dla Reida nie było miejsca w życiu Aldridge. Platonicznego, seksualnego, romantycznego bądź służbowego - żadnego. — W takim razie nic nas nie łączy — podsumowała.
Nie w rozgoryczeniu, nie w ofensywie - spokojnie, jakby życie zbyt dobrze nauczyło ją akceptacji rzeczy, na które nie miała wpływu.
Jeszcze jeden — oddała barmanowi pustą szklankę. — Podwójny.

gavin calloway
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała rację i właśnie dlatego ta rozmowa stawała się coraz trudniejsza.
To on znał zasady tej gry, podczas gdy Ally nawet nie wiedziała, że w ogóle została do niej zaproszona. Ona widziała przed sobą obcego faceta poznanego przypadkiem w warsztacie i drugi raz równie przypadkiem spotkanego w barze. On widział siostrę człowieka, którego nie zdołał uratować. Widział każdy sekret, który świadomie przed nią ukrywał i każde kłamstwo, którego dopuszczał się od chwili, gdy po raz pierwszy przekroczył próg jej warsztatu.
Dlatego to na nim spoczywał obowiązek zatrzymania tego wszystkiego, skoro odbierał jej możliwość podjęcia świadomej decyzji, sam musiał być świadomy za nich dwoje.
Ta rozsądniejsza część jego umysłu, która od czasu do czasu jeszcze dochodziła do głosu, krzyczała właśnie teraz najgłośniej. Kazała powiedzieć prawdę albo przynajmniej wcisnąć pieprzony znak stop, zanim zabrną za daleko. Bo im więcej będzie jej pozwalał, tym boleśniej wszystko skończy się wtedy, gdy prawda wreszcie wyjdzie na jaw.
Jeśli kiedykolwiek wyjdzie.
Bo przecież naiwnie zakładał, że do tego nigdy nie dojdzie, a ich historia zakończy się na dwóch przypadkowych spotkaniach. Najpierw w warsztacie, potem tutaj, gdzie wypiła o trzy drinki za dużo. Pójdą każde w swoją stronę i nigdy więcej się nie zobaczą - nie będzie trzeciego spotkania, ani czwartego. Ani żadnego następnego, podczas którego mógłby zranić ją znacznie bardziej.
Parsknął cicho pod nosem. - Próbuję być dżentelmenem, Ally, ale mi tego nie ułatwiasz - pokręcił głową w stronę barmana, który właśnie przyjął zamówienie na kolejnego drinka. Zachowywała sie, jakby naprawdę chciała jutro obudzić się z urwanym filmem i pamiętać z tego wieczoru jedynie urywki.
- Chciałabyś, żebym to zrobił? - westchnął ciężko. Coraz bardziej odnosił wrażenie, że w tę grę grała od dawna i z zadziwiającą łatwością przesuwała pionki tam, gdzie sama chciała. - Chciałabyś, żebym to ja z całym szacunkiem okazywał ci brak szacunku przez całą noc? - powtórzył niemal słowo w słowo jej własne zdanie. Brzmiało absurdalnie, a jednocześnie cholernie do niej pasowało.
Pokręcił głową jeszcze raz, tym razem dostrzegając coś co przypominało rezygnację. Powinien poczuć ulgę, przecież właśnie do tego dążył - do tego, żeby odpuściła. A jednak ulga nie przyszła. - Z największą przyjemnością zrobiłbym wszystko, o co tylko byś poprosiła... - urwał na moment. - ale wypiłaś za dużo - najłatwiej było zrzucić wszystko właśnie na alkohol. Nie na własne sumienie, nie na narzeczoną, która od kilku dni odbijała się od poczty głosowej, ani nie na Garry'ego. Nie na fakt, że od pierwszej chwili budował tę znajomość na kłamstwie.
- Brian - męski głos dobiegł z prawej strony, przerywając ciszę, która zawisła pomiędzy nimi. Gavin uniósł wzrok, dostrzegając dokładnie tego samego faceta, którego wcześniej wybrała, a który teraz wyciągał do niej dłoń z uprzejmym uśmiechem.
On z kolei dopił do końca zimną już kawę, odstawił filiżankę g ł o ś n i e j niż zamierzał i wyciągnął z portfela kilka banknotów, płacąc za nich oboje z górką. - Powodzenia - odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia, mając szczerą nadzieję, że tym razem naprawdę będzie to koniec tej historii.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
Welkom in Canada
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Próbuję być dżentelmenem, Ally,
ale
mi tego nie ułatwiasz Pewnie uwierzyłby, że nie słyszała tego pierwszy raz.
Każde ze słów, każda sylaba kierowane były do niej wcześniej.
N i g d y nie ułatwiała.
N i k o m u.
N i c z e g o.
I może właśnie dlatego była skazana na samotne noce, z tanim alkoholem, w otoczeniu ludzi którzy nie mieli pamiętać jej twarzy i imienia kolejnego ranka.
Ona pragnęła zapomnieć nade wszystko.
Pierwotny plan zakładał zgubienie się i znalezienie w objęciach Reida, ale spłonął zanim zdążył porządnie ogrzać jej szczupłe ciało. Ally Aldridge była jednak kobietą czynu i na podstawie rozwoju sytuacji przygotowywała nowy. Wersję 2.0, ulepszoną albo nie, na pewno jednak możliwą do realizacji.
Zwłaszcza, że Reid nie stawał na drodze jej głupoty. Zaznaczał jedynie, że sam nie weźmie w niej udziału. Jak udręczony romantyk który chce, ale nie może, ale nie chce, ale chce, ale mógłby, ale jednak nie.
Kompletnie nie rozumiała co stało na przeszkodzie - prezentował się jej wszak jako mężczyzna bez zobowiązań i zdolny do okazjonalnego braku powagi.
Musiało chodzić o nią, czego jako d ż e n t e l m e n nie powiedziałby wprost. Co więcej: skłamałby, że jest ucieleśnieniem wszelkich jego marzeń, ale jakiś inny czynnik staje na drodze ich filmowego szczęścia.
Absurdalne - tak. Ale w co było łatwiej uwierzyć podpitej i zdesperowanej dziewczynie? W to, że nieznajomy wiedział o niej wszystko i od miesiąca śledził na podstawie informacji pozyskanych od jej tragicznie zmarłego brata - czy to, że była wystarczająco w jego typie by poflirtować a zarazem zbyt mało w jego typie, by zrobić krok naprzód?
Otóż to.
Rozumiem, naprawdę — nalegała. Uprzejmie, życzliwie, i wciąż z uśmiechem. Niczego od niego nie wymagała, niczego nie oczekiwała. Czy wieczór byłby fajniejszy, gdyby potrafił puścić wodzę fantazji tak jak ona, upić się i bawić do rana? Tak, ale oboje byli dorośli i nie wszystko musiało kończyć się wspólnym opuszczeniem lokalu. Czas spędzony razem wciąż uważała za ciekawy, wartościowy, jego żarty za zabawne a pytania za trafne.
Po prostu tutaj ten ich wieczór się kończył. On, i ona, mogli odnaleźć nowe rozrywki w ramionach kogoś innego - lub nikogo.
Nie musisz… — ani płacić, ani się tłumaczyć, ani próbować załagodzić komunikatu. — Brian! — zmieszana nie zdążyła dokończyć rozmowy z jednym, gdy drugi przedstawiał i podejrzliwie lustrował ewakuującego się Reida. — Wszystko w porządku?
Rozbieganym wzrokiem szukała sylwetki Reida ginącej przy wyjściu; nie miała na nic go namawiać, o nic dopytywać - ale przynajmniej kulturalnie ten epizod zakończyć. Podziękować za spędzony czas, ostatni raz zażartować, może oddać kasę za napoje - gdyby zechciał ją przyjąć. Tak byłoby porządnie, z szacunkiem - nie zdążyła. Tył jego głowy mignął ostatni raz gdzieś przez szybę, a Brian okazywał zaniepokojenie.
Tak. Tak, jak najbardziej — pospiesznie skinęła głową.
Show must go on.
Odetchnęła zatem, zadrżała - zrzucając z ciała napięcie wyprodukowane dla innego mężczyzny - i przybrała najszerszy z uśmiechów. W niczym nie przypominał tych kierowanych do Reida - był wymuszony, odsłaniał wszystkie zęby i służył odgrywaniu roli.
Performensowi, na który Ally decydowała się wtedy, gdy brakowało jej odwagi do bycia sobą.
Taka już jednego odstraszyła. Nie zamierzała ryzykować z drugim.
To mój… To idiotyczne — sama zaśmiała się jak idiotka dla wzmocnienia efektu — Skrzydłowy. Chłopak mojego brata — g e j, bo to pierwsze przyszło jej do głowy. — Uparł się, że pomoże mi kogoś poznać. Więc… Cześć. Ally — tym razem oddawała zdrobnienie bez walki.
A ponieważ wypiła za dużo, chwilę później towarzyszyła grupie mężczyzn na kanapach, a kwadrans później wraz z nimi opuszczała Poor Romeo by przenieść się na domówkę u jednego z nich.
Jak zakończoną - tego już Reid nie mógł wiedzieć.

koniec <33

gavin calloway
dallas major
AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poor Romeo”