ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
156 cm
basistka i wokalistka w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
Love me till I get it wrong
Now I only feel alive
When you're looking at me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nora potrzebowała towarzystwa prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Kochała poznawać nowych ludzi, a jeszcze bardziej kochała poznawać nowe, ładne dziewczyny, z którymi mogła gadać, imprezować i bawić się, ile tylko chciała. Ten group chat spadł jej jak grom z jasnego nieba, bo po całym tygodniu siedzenia w studiu nagraniowym lub spędzania czasu z przyjaciółmi z zespołu, potrzebowała przerwy. Szczególnie, że jej team składał się z samych mężczyzn, od których zaczynała boleć ją głowa. To dlatego, że spędzała z nim za dużo czasu; prosta sprawa! Poza tym od paru dni ciągle myślała o tym jednym muzyku — o ich ostatnim spotkaniu i o parunastu wymienionych wiadomościach. Nigdy nie zachowywała się jak typowa, zakochana dziewucha, a jednak nie potrafiła wyrzucić jego obrazu sprzed swoich oczu. Potrzebowała przerwy i nabrać trochę rozsądku, no i udawanego dystansu, bo przecież nie pchała się ślepo w jakieś zażyłe relacje.
Basistka dotarła na miejsce pierwsza. Znalazła jakieś wygodne, odpowiednie miejsce i wrzuciła dziewczynom lokalizację, aby mogły ją bez problemu znaleźć. Miała nadzieję, że w rzeczywistości też złapią taką chemię jak przez wiadomości. Naprawdę liczyła na to, że w końcu znajdzie jakieś koleżanki, które nie będą próbowały zbliżyć się do niej ze względu na jej znajomości lub inne ewentualne korzyści.
Trzymała w dłoni butelkę słodkiego szampana, który aż kusił, żeby go otworzyć, ale stwierdziła, że będzie cierpliwa. Nora rozglądała się, próbując wyłapać którąś znajomą twarz z grupy i dopiero po chwili, mrużąc przy tym oczy jak kret, wyłapała jakąś rudą czuprynę. — Błagam powiedz mi, że nazywasz się Eleanor, bo jak jestem zbyt długo sama, to mam lęk separacyjny — zażartowała, śledząc wzrokiem niedawno poznaną dziewczynę. — Miło mi cię poznać — powiedziała wesoło, podnosząc się, żeby przytulić Eleanor w ramach powitania. — To jest najfajniejsza rzecz, jaką robię od tygodni. — Nora uśmiechnęła się szeroko, wyciągając ręce w górę, żeby rozprostować kości. Już nie zamierzała siadać, chcąc powitać resztę, która pewnie niebawem dołączy.

vita
eleanor
Blair
Cassandra
Cora
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I am unwritten
Can't read my mind


Dopiero co wróciła z nagrywek i miała jeszcze kilka dni wolnego, dlatego wiadomość od Vity trafiła do jej telefonu jak gwiazdka z nieba. No dżiiiizas, po ostatnich tygodniach spędzonych w zamku w Quebecu, gdzie każdy patrzył na każdego jak na mordercę, Ela potrzebowała normalności. Na jakiś czas chciała zapomnieć o kłamstwach, intrygach i… pewnym przystojnym brunecie, o którym myślała zdecydowanie zbyt często. Tak, najzwyczajniej w świecie potrzebowała teraz hektolitrów prosecco i pogaduszek z dziewczynami, amen. Poza tym pomysł z grupowym czatem od zupełnie obcej dziewczyny z Instagrama tak bardzo jej się spodobał, że aż zaczęła mieć nadzieję na to, że złapią wspólny vibe i będzie miała nowe, stałe towarzyszki do imprez, dzięki czemu w końcu będzie mogła przestać dołączać do losowych imprezowiczów w losowym klubie na czas trwania losowej imprezy.

No, anyway…

Gdy tylko Nora wrzuciła na grupę lokalizację, Eleanor poprawiła skórzaną kurtkę, chwyciła torebkę i ruszyła we wskazane miejsce tanecznym krokiem. U-u-u-u impreza! Dawno nie imprezowała w plenerze z widokiem na Ontario. Później przyszło jej do głowy, że mogłaby podarować swoim nowym koleżankom jakiś prezent powitalny, ale zaraz uznała, że lepiej byłoby przynieść alkohol, jednak problem był taki, że już weszła do parku i szła w umówione miejsce, no i… nie chciało jej się wracać, więc… no, trudno, raz przyjdzie z pustymi rękami. Zaraz jednak znów westchnęła i stwierdziła, że nie chce zostać uznana za sknerę, która nawet alkoholu nie potrafi przynieść - przekręciła oczami, po czym zawróciła się, odnalazła sklep i kupiła dla każdej z dziewczyn po jednym Henkellu z różową słomką i kokardką, które wyglądały świetnie na wieczorach panieńskich, tak swoją drogą. Kupiła jeszcze truskawki i czekoladę, bo akurat miała ochotę. I w sumie to tyle.

I'm undefined
I'm just beginning


Szybko zlokalizowała dziewczynę z butelką szampana w dłoni, a gdy usłyszała jej słowa, parsknęła szczerym śmiechem. - Nora? Tak, to ja, Eleanor, znajomi mówią do mnie Elle - przedstawiła się, ściskając dziewczynę na przywitanie. Miło mi cię poznać. - Ach, mi ciebie też, girl, wow, jesteś piękniejsza niż na zdjęciach, ahhh, slay - rzuciła Ruda, po czym wzięła Norę za rękę i obróciła nią dwa razy wokół jej własnej osi, żeby lepiej przyjrzeć się jej wdzianku. Dziewczyna była śliczna, miała w sobie masę energii i - co najważniejsze - trzymała w ręce alkohol. ALE, ALE. TE BUTY. - Cudny outfit, gdzie kupiłaś te buty? Zajebiste, też chcę takie! - dodała, przyglądając się nowej koleżance z uznaniem. W głowie Eli już były besties, dobra? Gdy już odkleiła się od Nory, wręczyła jej winko, żeby miała do kompletu do swojego szampana. No i przy okazji Ela miała nadzieję, że nie wyjdzie na FRAJERKĘ przed tymi wszystkimi super babeczkami. - Proszę, to dla ciebie. Nie wiedziałam, co wam kupić, a tak to alkohol się nie zmarnuje - rzuciła i machnęła ręką. No i gdy zerknęła przez ramię, zobaczyła, że zmierza ku nim another queen, więc pomachała z szerokim uśmiechem kolejnej nowej znajomej i poprawiła okulary przeciwsłoneczne na głowie.

The pen's in my hand
Ending unplanned


vita
Blair
Nora
Cassandra
Cora
27 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I wanna go all the way
taking out my freak tonight


Freaking hell.

No nie wierzyła, że wystarczył jeden wieczór. Jeden pieprzony wieczór, podczas którego upiła się sama u siebie w mieszkaniu, wkurwiona na Aidena, żeby zabłądzić w czeluściach internetu i Instagrama, dodać randomowe laski do jakiejś grupki i zaproponować im hang out. A teraz? Teraz kończyła zmianę w barze i podekscytowana szykowała się do wyjścia... Rano wstąpiła jeszcze do Dollaramy, żeby kupić tumblery z Care Bears, bo oczywiście, że why the fuck not???? A sam fakt, że miała dzisiaj absolutnie na wszystko wywalone, sprawił, że kiedy skończyła zmianę, pobawiła się we własne barmańskie skille i zrobiła dziewczynom oraz sobie pornstar martinis. Z dodatkową, ekstra ekstra dawką alkoholu, bo najwyraźniej nie planowała za dużo pamiętać po dzisiejszej eskapadzie. Miała nadzieję, że będą miały ten wieczór w jakiś sposób udokumentowany, yippe. Później powlewała drinki do tumblerów, które na dobrą sprawę pomieściły w sobie po kilka porządnych porcji. Jak dojdzie do inwentury, to zwali wszystko na kumpla, który nie wie, jak się odmierza drinki. O. Zadowolona z efektu końcowego wsadziła wszystkie dobrze zakręcone tumblery do torebki, wysunęła telefon z kieszeni spodni i wysłała Aidenowi SMS-a.
iskiereczka
Obrazek
nie lubię cię dzisiaj😒
Wiadomość...
Po wysłaniu wiadomości uśmiechnęła się do siebie z satysfakcją i ruszyła w stronę miejsca spotkania. Po jakiejś godzince dotarła tam, gdzie Nora wysłała pinezkę, i ruszyła w stronę dziewczyn. Zauważyła rudą burzę włosów i od razu, kompletnie automatycznie, pomyślała o swoim nie-chłopaku. Hm. Anyways. Wzruszyła ramionami i podeszła bliżej. - Hejka, Vita jestem - rzuciła, przytulając najpierw Elkę, a chwilę później Norkę. - Nie mogę w to uwierzyć - dodała z szerokim uśmiechem. - Przygotowałam dla nas wszystkich drinki, tylko ten no… są mocne, więc przyda nam się jakieś jedzenie. - Zerknęła na truskawki i czekoladę, a jej oczy od razu rozbłysły. - Ooo, mamy coś na zagryzkę. Najsss. - Odparła rozradowana, kładąc torbę na trawie. Po chwili zaczęła wyciągać z niej tumblery w misie i podawać je dziewczynom jeden po drugim. Zaraz potem wygrzebała też słomki, no bo chciała być przygotowana, a poza tym alko wchodził lepiej przez słomeczki, no nie?? - Jak wam mija dzień? - zapytała, zerkając na nie z ciekawością. - tak w ogóle dzięki, że mnie nie bloknęłyście, lol - Po chwili jednak zauważyła, że z dwóch kompletnie różnych kierunków podchodzą do nich jeszcze dwie dziewczyny.

FUCKKKK.

This night was about to get awesome.

Cass
Corka
blercia
Norka
elka
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora w swoim życiu robiła już szalone rzeczy, ale umówić się z grupą randomowych lasek, bo jedna z nich najebana stworzyła nagle chat i napisała do nich? Nigdy. Czy miała opory przed spotkaniem? Nie. Czy się stresowała? Trochę tak, więc postanowiła, że zrobi sobie beforek w domu, aby pójść na spotkanie już w odpowiednim nastroju. Najwyżej jak z miejsca palnie coś głupiego, to zwali to na alkohol.
Nie była pewna w jaki alkohol dzisiaj poleci z dziewczynami, ale kierowała się jedną najważniejszą zasadą podczas picia - nigdy nie schodzić w dół z procentów. Dlatego wybrała coś lekkiego - białe, schłodzone wino i muzykę przygotowującą na imprezę. Tego dnia nie pojechała też zobaczyć jak idzie praca Samowi. Nie tylko ze względu na spotkanie z dziewczynami, ale trochę chciała, żeby za nią potęsknił. Czcze marzenie! Ale pomarzyć zawsze można, prawda? Ba! Nawet żadnej wiadomości mu nie napisała wcześniej, że dzisiaj nie wpada. Ot nie przyjechała i tyle. Co nie oznaczało, że nie myślała o nim i ich ostatnim spotkaniu nad jeziorem. Wybierając strój na wieczór nie mogła odpędzić się od myśli, czy w takim wydaniu spodobałaby mu się i jakby szybko zerwał z niej te ciuchy.

Cora, uspokój się!

Zganiła siebie w myślach i wybrała ostatecznie krótkie spodenki do których dobrała crop top na ramiączkach. Na koniec narzuciła na siebie luźną koszulę w kratę i nieco krętym krokiem, wyszła z domu. Bardzo szybko złapała ją gastrofaza, więc po drodze kupiła żelki i zdała sobie sprawę, że laskom też musi kupić! Zdjęła więc koszulę i zwinęła ją tak, że zrobiła z niej prowizoryczną reklamówkę, do której wrzuciła z tuzin opakowań. Pan przy kasie popatrzył na nią z dziwną miną i zapytał się jej czy nie chce może torby, ale odmówiła, bo przecież trzeba dbać o środowisko. Ruszyła dalej kierując się pinezką z lokalizacją od Nory.
Będąc już niedaleko, dostrzegła małą grupę dziewczyn, ale to pewna brunetka na ich tle, wzbudziła większą radość u Cory. Blondynka nie mogąc się doczekać spotkania, podbiegła szybko do niej, omijając dziewczyny (I’M SO SORRY) i zawieszając się na szyi Blair. Pewnie biedaczka przy okazji dostała lekko „torbą” z żelkami, ale Marshall nie mogła się powstrzymać. - Ale się za Tobą stęskniłam! Wieki Cię nie widziałam!- przytuliła ją mocno, a następnie wzięła pod ramię podchodząc do grupy kobiet. - Przepraszam Was bardzo, ale to Blair, przyszła żona mojego brata, a przy tym moja nowa siostra- wciąż ściskając ramię Mayfield, położyła na chwilę głowę na jej ramieniu, jakby wręcz się chwaliła nią przed resztą. W sumie tak właśnie było, bo któż by nie chciał mieć Blair w rodzinie? Zaraz jednak się zreflektowała i rozchyliła koszulę kładąc ją na ziemi. - Wzięłam nam coś do przekąszenia, bo nie wiem jak wy, ale ja po alkoholu zawsze jestem głodna- a że o alkoholu zapomniała, to się nawet jeszcze nie zorientowała.

hot sister
hot ginger
hot karaoke queen
hot another ginger
hot crazy girl
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

We ain't never let it ruin a good time
Ain't nobody gon' dim our good light
This them words we're livin' by


Minęły dwa dni, odkąd jej życie rozpadło się na kawałeczki.

Dwa dni po tym, jak jej przekonania i przyszłość po prostu legły w gruzach; od kiedy rzuciła w swojego byłego narzeczonego pierścionkiem, definitywnie przekreślając ich wszystkie plany. Jednak czy mogła brać na swoje barki taką odpowiedzialność? Czy to na pewno ona zrujnowała to wszystko poprzez zerwanie obietnicy, którą on naruszył już wcześniej? Zdrada bolała, a świadomość, że była ona spowita dodatkowym kłamstwem i mydleniem oczu przez… kilka miesięcy wstecz, dodawała większej pikanterii i rozdzierającego żalu — bo myślała, że znała tego człowieka… cóż, najwidoczniej się myliła.

Na drugi dzień nie pojechała do biura.
Nie została też w mieszkaniu, które do niedawna nazywała ich wspólnym domem i które trzymało tak wiele wspomnień, które teraz nieznośnie pojawiały się w jej myślach. Potrzebowała się od tego odciąć, najlepiej wyjechać gdzieś, ale jednocześnie nie chciała uciekać. Czy rzucenie się w wir pracy byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem? Z okrutnie depresyjnym nastrojem postanowiła przejechać na kontrolę każdego projektu, który był w zasięgu jej ręki i najprawdopodobniej pierwszy raz każdy z kierowników budowy widział ją w takim humorku — krytycznym i całkowicie chłodnym, czepiającym się najmniejszej rzeczy, które trzeba było poprawić. Nawet jeden z nich, wieloletni przyjaciel rodziny, zażartował, że chyba musi zadzwonić do Charliego, żeby ogarnął swoją kobietę, bo świruje, na co wywróciła oczami i bez słowa odwróciła się, wracając do auta i solidnie wstrzymując łzy, które w ciągu doby próbowały wyjść po raz kolejny z jej oczu.

Dzień drugi był kulminacją jej emocji. Puste wieszaki w garderobie i ta rozdzierająca jej serce pustka. Przeleżała pół dnia w łóżku, co jakiś czas bezmyślnie scrollując social media, aż w końcu wyświetliło jej się powiadomienie o dziwnej grupie. Najpierw chciała to zignorować — wrzucić do spamu i powrócić do swojego użalania się nad samą sobą, ale finalnie doszła do wniosku, że być może była to szansa dla niej, żeby wyrwać się ze swojej rozpaczy i spotkać się z dziewczynami, które wydawały się być niesamowitymi kobietami. I dlatego zaczęła się ogarniać, robiąc coś kompletnie niestandardowego dla siebie i wpuszczając do życia kompletnie obce osoby z jakiegoś randomowego group chata. Szykując się zastanawiała się, czy powinna ze sobą coś zabrać; alkohol zawsze był dobrą opcją, ale czy warto było ryzykować, że za bardzo go zmieszają i któraś nie wyruszy później na miasto? Jedzenie zdawało się być lepsze, a że sama Blair nie za wiele dzisiaj zjadła, to postanowiła po drodze zamówić tapasy we włoskiej restauracji i z papierową torbą oraz butelką prosecco w swojej własnej torebce, dotarła na miejsce. Analizowała pinezkę wysłaną przez Norę i kiedy dostrzegła siedzące niedaleko dziewczyny, uśmiechnęła się lekko — i zaraz przeniosła spojrzenie na biegnącą w jej kierunku blondynkę, która dość szybko przemieściła się i rzuciła na jej szyję. Mayfield nie mogła powstrzymać śmiechu, po czym objęła przyjaciółkę w pasie i jakoś zrobiło jej się… smutno. Czy ona wiedziała? A czy jeśli nie wiedziała, to czy nadal ich relacja pozostanie niezmienna? Może mimo wszystko stanie po stronie brata? — Tak się cieszę, że cię widzę — przyznała cicho podczas tego krótkiego przytulasa, po czym ruszyły w kierunku grupki dziewczyn. Zarzuciła okulary przeciwsłoneczne na włosy i o mało nie przewróciła się, słysząc to, jak przedstawiła ją Cora. Czyli nie wiedziała. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć i wręcz poczuła jak żołądek ściska się w ten nieprzyjemny sposób, który towarzyszył jej od kilku dni. — A to Cora, najwspanialsze słoneczko oraz moja siostra nie z krwi i kości — przedstawiła dziewczynę i posłała blady uśmiech grupce dziewczyn. — I siostra mojego byłego narzeczonego — dodała, po chwili spoglądając na Marshall z przeszklonymi oczami i wzruszyła lekko ramieniem; jakby to nie było nic wielkiego, a tak naprawdę była o krok od rozpłakania się. — Przyniosłam nam włoskie tapasy, mam nadzieję, że lubicie. Skoro mamy dzisiaj imprezować, to nie można pić na pusty żołądek, prawda? Wieczór dopiero się zaczyna, nie mówiąc już w ogóle o nocy! — rzuciła, siadając na ziemi i pociągając za sobą Corę, żeby usiadła. Wpadła w nietypowy dla niej słowotok. Blair nie była chłodną osobą, ale jej słowa zawsze były przemyślane; w porównaniu do teraz, kiedy gadała, byle gadać i byle odciągnąć uwagę od swoich wcześniejszych słów. Cholera jasna.

Pretty girls don't do drama 'less we wanna, it'll be depending on the day

Cass
Norunia
Ellie
Vicia
Corunia
26 y/o
For good luck!
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zupełnie nie potrafiła się dzisiaj skupić. Dźwięki płynące z wiolonczeli nie były tymi, do których nawykła, przyzwyczajona do perfekcji. Zdawały się być chaotyczne i jakby bez głębszego sensu. Nuty uciekały w popłochu odbijając się od siebie, nijak nie potrafiąc znaleźć miejsca. Ach, jakie to było irytujące! Coś, co powinno przychodzić jej z łatwością, sprawiało jej problem. Na dodatek niedługo czekał ją wyjazd do Wielkiej Brytanii na recital. Musiała ćwiczyć, nie chcąc w żaden sposób się skompromitować.
Odrzuciła impulsywnie na bok smyczek, strasząc tym Arię, która gniewnie zeskoczyła z łóżka, posyłając rudowłosej zniesmaczone spojrzenie. Jak dobrze, że koty potrafiły mówić tylko w wyobraźni Cass, bo w tym momencie nasłuchałaby się tylu przekleństw i obelg, że uszy by jej zwiędły.
-Przepraszam kochanie! - zawołała za kotką, która zniknęła w sypialni Syd. Nie było mowy, by teraz udało jej się udobruchać zwierzaka, ale zanotowała w pamięci, by przy najbliższej okazji kupić jej ulubione (bardzo drogie) smaczki. Mimo wszystko nie uśmiechało jej się obudzić rano z całą twarzą zadrapaną, a niestety futrzasta pannica potrafiła być cholernie mściwa.
Sięgnęła po telefon, chcąc sprawdzić wiadomości na Tumblr, na którym notorycznie przebywała wymieniając się komentarzami z pewnym osobnikiem. Nie znała go, nigdy nie zobaczyła na oczy, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Umysł Wildbird był równie dziki jak część jej nazwiska i nie dopuszczał do siebie myśli, że owy osobnik mógłby okazać się pięćdziesięcioletnim zboczeńcem, któremu radość sprawiało patroszenie ludzi żywcem tuż po tym, jak zaspokoił swoje potrzeby. Nie, ona po prostu uznała, że to miły chłopak, który lubił pod postacią zdjęć relacjonować swoje podróże. Każdego dnia z niecierpliwością czekała, by sprawdzić, gdzie wylądował tym razem. Zazdrościła mu trochę tej swobody oraz możliwości zobaczenia magicznych zakątków świata. Wiele razy dzięki niemu wyobrażała sobie, że sama przebywa na gorącej pustyni, czy chłodnej jaskini podziwiając wszystko to, co natura dała ludziom.
Zanim palec wcisnął znaną ikonkę, wzrok spostrzegł inną, która nie pasowała do całości, a która znalazła się na jej telefonie wbrew jej woli. Nigdy nie miała Instagrama. Nie miała też Facebooka. A jednak w niewyjaśnionych okolicznościach, za sprawą jakiejś chorej magii, IG tam był. Duch z jej szafy musiał płatać jej niezłego psikusa, działając na psychikę!
Z ciekawości weszła na portal dostrzegając, że ma profil. Zaraz, jak to? Kiedy była tak bardzo pijana, że się przełamała, wrzucając przypadkowe zdjęcie? A może lunatykowała i o tym nie wiedziała? Nic skomplikowanego, ale stawiała, że Albert by jej powiedział, biorąc pod uwagę ilość razy, kiedy z nim spała w jednym łóżku.
Czyli informatyczne zjawy.
Odczytała wiadomość na skrzynce odbiorczej, notując w pamięci by dowiedzieć się, kto grzebał w jej telefonie. Duchy duchami, ale bądźmy czasem poważni - osoby z zaświatów nie mogły aż tak ingerować w świat żywych.
Prześledziła wzrokiem grupową konwersację, dając się mimowolnie wciągnąć w spotkanie z nieznanymi dziewczynami. Instynkt samozachowawczy poziom zero; umiejętność dbania o własne bezpieczeństwo jeszcze niżej. A tyle się mówiło, by nie ufać ludziom w Internecie, tym bardziej nie chodzić na spotkania z nimi. Co jednak mogło pójść nie tak, kiedy miała przed oczami pięć ładnych dziewcząt, z których każda emanowała niewinnością? Psychopatki mogły być z niej takie, jak z Cassandry Miss Toronto.
Przebrała się szybciutko, uznając, że poznanie nowych osób mogło korzystnie wpłynąć na jej wenę. Potrzebowała tego, a nowi ludzie oznaczali nowe wspomnienia i nowe emocje. Czego mogła chcieć więcej~?
Stojąc w sklepie nie mogła się zdecydować, co zabrać. Nagle naszła ją ochota na wszystko, a preferencje przyszłych koleżanek były zagadką. Na pewno alkohol, padły o nim słowa. Ile? Sięgnęła po butelkę wina. Czy to nie za mało? Chwila zastanowienia i w koszyku znalazło się ich sześć, po jednej na głowę. Bo skąd wiadomo ile im zejdzie? Co prawda sama głowę do picia miała tak słabą jak zużyta gumka w majtkach, której zaraz groziło pęknięcie, ale liczyła, że jej towarzyszki nadrobią. Zgarnęła jeszcze trochę przekąsek (w ilości wystarczającej do wykarmienia zgłodniałego stada dziesięciolatków na obozie harcerskim), wilgotne chusteczki i taśmę klejącą. To ostatnie było zakupem dość niezrozumiałym, ale Cassandra odczuła usilną potrzebę posiadania tej taśmy.
Zadowolona z siebie skierowała się w stronę miejsca, gdzie odbywało się spotkanie. Nikt nie powinien się dziwić, że była spóźniona - zdarzało jej się to notorycznie. Już z daleka dostrzegła grupkę gaworzącą w najlepsze.
-Hej dziewczyny! Mam nadzieję, że to nam wystarczy~! - rzuciła, wskazując na reklamówki, którymi była obładowana. Nic wielkiego - trochę chipsów, truskawki w czekoladzie, mięciutkie mochi, maślane bułeczki i takie urocze minikanapeczki, idealne na piknik w plenerze. - Nie mogę uwierzyć, że się tu spotykamy! Nadal nie wiem, jakim cudem mam Instagrama, ale to najwidoczniej przeznaczenie- stwierdziła i klapnęła tyłkiem na trawę, dopełniając szatańskiego kółeczka.


Cora Marshall Nora Carter eleanor o'cahallan vita holloway Blair Mayfield
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”