-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Jak najbardziej. Mało rzeczy potrafiło zrazić, zawstydzić czy wyprowadzić Deana z równowagi. Był pewny siebie, pchając się wszędzie, gdzie to tylko możliwe, nie szczędząc specjalnie w posyłanych do drugiej osoby komentarzach. Ktoś nie potrafił podołać? To już nie jego problem. Nie jego wina, że zdarzali się rozmówcy tak słabi, że można było ich zranić jednym słowem.
Właśnie takich ludzi lubił najmniej. Wolał wyzwania i poczucie trudu wiedząc, że ostatecznie bardziej mu się to opłaci. Zasada ta dotyczyła wszystkiego i wszystkich na wszelkich płaszczyznach życia - czy to zwykła rozmowa, czy seks. Ten łatwy zostawał zapomniany. A kiedy trzeba było się namęczyć, by kogoś zbajerować? Tym doznania były przyjemniejsze.
Czy to znaczyło, że jego aktualny rozmówca nieświadomie wpakował się na listę planów Vanberga?
Istniała taka posybilitacja.
Kroczek po kroczku przekona do siebie chłopaka sprawdzając, czy potrafił sztywnością wykazać się również w innym aspekcie, niż tylko w byciu zwyczajnie nudnym. Musiał mieć potencjał i Vanberg chciał go wydobyć na światło dzienne.
-Wiesz… - powtórzył po nim, nie kryjąc rozbawienia. Śmiał w to wątpić. Definicje przeczytane w internecie, czy chociażby filmy porno, którymi raczyli się jego koledzy (sądził, że ten nowobogacki nigdy na żaden nie spojrzał) nijak nie miały się do tego, co sam Dean określał seksem. Jak można było wiedzieć, skoro nigdy się tego nie przeżyło? Można było podejrzewać, sądzić, wyobrażać sobie, ale nic nie odzwierciedlało realnych doznań. - Mogę się założyć, że nasze definicje zgoła się różnią, ale nie będę cię gorszył. Może ojca nie wmieszasz, ale mi problemy nie są potrzebne - odpowiedział, przeczesując włosy. Wystarczająco z nim pogrywał, badając wytrzymałość Azjaty. Czy mu się tylko zdawało, czy widział nutkę irytacji czającą się na niemal kamiennej twarzy? Skutecznie próbował zamaskować emocje, co działało na jego korzyść. Przynajmniej w pewnym stopniu, ponieważ brak jawnej reakcji sprawiał, że tancerz chciał próbować jeszcze bardziej. Był spaczony i nawet się z tym nie krył.
-Nie myślałeś, żeby nauczyć się bronić? Bije od ciebie aura ofiary, więc nie dziw się, że prędzej czy później ktoś postanowił ci wklepać. Polecam siłownię. Przed dryblasami cię nie obroni, ale kto wie, może dzięki temu chociaż im oddasz - stwierdził, przesuwając po nim wzrokiem, tym razem darując sobie wplatanie w to seksualnych podtekstów. Był lichy jak cholera. Pewnie ze zgrzewką wody miał problem, kiedy przyszło zatargać ją do domu.
George Whitcroft
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
– Gorszył? – mruknął pod nosem, patrząc na niego. Co on mógł wiedzieć o jakimś dziwnym sado-maso? Wieloosobowych orgiach? Ekstremalnych rodzajach seksu, którymi George nawet nie zamierzał się interesować? Seks to seks. Znał teorię i wiedział, jak to powinno wyglądać z partnerem niezależnie od płci. Na topa w homoseksualnym związku raczej się nie nadawał, chociaż kto wie? Z pewnością jednak nie był w tym temacie całkowicie zielony. Potrzebował jedynie wprawy, jak każdy. Ale czy chciał poznawać definicję seksu według mężczyzny stojącego przed nim? Zdecydowanie nie. Tym bardziej nie zamierzał z nim eksperymentować. Zostawił po sobie wyjątkowo nieprzyjemne wrażenie i przez to stał się ostatnią osobą, z którą George chciałby mieć kiedykolwiek bliższy kontakt. Już naprawdę wolałby pójść do klubu i przespać się z pierwszą lepszą osobą, która okazałaby mu zainteresowanie, byle tylko tamten wreszcie dał mu spokój.
– Dziękuję za radę. Teraz na pewno pomyślę o jakiejś siłowni, żeby przynajmniej nie sprawiać wrażenia słabszego – odparł, lekko kiwając głową. Nie znaczyło to, że George zaraz pobiegnie kupić karnet i zapłaci za trenera personalnego, ale zamierzał w najbliższym czasie zainteresować się tym tematem. Może rzeczywiście mężczyzna miał rację i powinien trochę przybrać na wadze, bo wyglądał jak chodzący szkielet, którego zwiałby nawet najsłabszy podmuch wiatru. Nigdy nie miał problemów ani z wagą, ani ze swoją siłą, ale może nadszedł czas na zmiany?
W końcu George uznał, że minęło już wystarczająco dużo czasu. Niedoszli rabusie z pewnością odpuścili sobie poszukiwania młodego Azjaty, dzięki czemu mógł opuścić dom swojego wybawiciela. Towarzyszyła mu jednak mroczna wizja przyszłej zapłaty za wyświadczoną przysługę oraz uporczywa myśl, czy nawet pas cnoty powstrzymałby tego mężczyznę przed dobraniem się do jego tyłka.
//zakończone.
Dean Vanberg