data i miejsce urodzenia
13.09.1999 | Toronto, Kanada
zawód
specjalista kryminalistyki/toksykolożka sądowa
miejsce pracy
Toronto Police Service (TPS) Headquarters
orientacja
heteroseksualna
dzielnica mieszkalna
parkdale
pobyt w toronto
od urodzenia
umiejętności
ma prawo jazdy, cudowna pamięć fotograficzna, opanowanie, cierpliwość, potrafi szybko i z przyjemnością rozwiązać zagadki logiczne albo jakieś inne sudoku,
słabości
perfekcja, upartość, problem z zaufaniem innym ludziom, overthinking, pająki, czarna kawa, zapach papierosów, który ją dusi, zapomina o regularności posiłków, chorobliwa potrzeba pokazania pewności siebie i
Hazel nie zawsze taka była.
Oddana do domu dziecka kilka dni po swoich narodzinach, sprowadzona na świat przez matkę alkoholiczkę, której ciąża była kompletną wpadką, z niechcianym dzieckiem, oddanym bez imienia i bez jakiejkolwiek nadziei, że kiedykolwiek ktoś ją pokocha. I nawet jeśli Hazel nie miała dzieciństwa usłanego różami, to potrafiła znaleźć gdzieś kapkę optymizmu, która zadziwiała każdego. Może dlatego, że nie znała innego życia poza tym małym przytułkiem, w którym wychowywała się i dorastała? Nie znała innej opieki oprócz tej, której dawały jej ciocie, uczących pierwszych słów, pomagających stawiać samodzielnie pierwsze kroki i gdzie wszystko było po prostu pierwsze; łącznie z nadzieją, która była jej niejednokrotnie odbierana. Niebieskie oczy przyciągały spojrzenie potencjalnych rodziców, ale zawsze było coś, co sprawiało, że na końcu wybierali kogoś innego. Może matka alkoholiczka? Może potencjalne geny, które niosłaby ze sobą i przekazała dalszej części rodziny? Kobieta, której nawet nie poznała w swoim życiu, była jej największą klątwą i do dnia dzisiejszego przeklina ją za każde nieszczęście, które spotyka ją na drodze - i to nie za fakt, że ją oddała, że jej nie pokochała od pierwszego wejrzenia, ale za sam fakt, że nie dała jej szansy, tylko bezlitośnie skreśliła.
Miała dziesięć lat, gdy ktoś w końcu się nią nie zniechęcił.
Państwo Edwards posiadali już trójkę dzieci, jednak na czwarte nie mogli sobie pozwolić ze względu na zdrowie. Rodzina bardzo religijna, wierząca, ze sztywnymi zasadami i pozornie dobrą moralnością. To było jej najcięższe sześć lat życia. Jej przyszywane rodzeństwo miało problem z zaakceptowaniem dziecka, które nie było powiązane z nimi więzami krwi, Hazel nawet stwierdziłaby, że byli naprawdę niemiłymi dziećmi. Dodatkowo dochodziła kwestia wiary, która była jej totalnie obca, całkowicie absurdalna, a do której została zmuszona bez słowa. Nie potrafiła w to uwierzyć, ale przez sześć lat uczyła się wszystkich modlitw, uczestniczenia w świętach, mszach i innych ceremoniach, których głębszego sensu po prostu nie widziała. Miała jednak jakieś wyjście? Na taki los została skazana, choć nie czuła tej miłości rodzicielskiej, o której czasami czytała w książkach lub oglądała w filmach. Po prostu była - jako jeden z elementów ich układanki, który po prostu wpasował się w ten obrazek, mimo że nie do końca pasowała i była wciśnięta wręcz na siłę. Posłano ją do katolickiej szkoły, gdzie poznała swoją pierwszą przyjaciółkę poza domem dziecka. Osobę, której ufała bezwarunkowo, która wyciągnęła z niej uśpione od kilku lat cechy charakteru, które na nowo sprawiły, że Hazel… nie była mdła. Wymykała się wieczorami z domu przez okno, uczestniczyły w domówkach, a nawet zrobiły sobie tatuaż w okolicy pośladka, żeby móc go ukryć przed rodzicami, a żeby mieć ze swoją bestie symbol, który połączy je na zawsze. Wtedy życie nabrało smaku, wydawało się być kolorowe i ze świeżym powiewem, którego tak bardzo jej brakowało. Umiały się odezwać, miały swoje zdanie i niektórym uczennicom pobożnej szkółki podobało się to; chciały być jak one. Jednak sielanka szybko się zakończyła. Ich zachowanie odebrano jako demoralizację innych uczennic i zostały wyrzucone ze szkoły, a jedyną opcją na kontynuowanie nauki była nauka domowa bądź zmiana szkoły. Konsekwencje były jednak nieco bardziej zawiłe i łamiące jej serce. Po sześciu latach wspólnego życia, państwo Edwards postanowili oddać dziecko z powrotem do domu dziecka, tłumacząc jej subordynację i negatywnym wpływem na pozostałą część dzieci.
I jak miała wierzyć w Boga, który obdarowywał podobno ludzi swoim miłosierdziem, skoro ludzie od niego karali swoich bliźnich za błahe przewinienia?
Iskierki w oczach wygasły. I może właśnie takich dzieci szukali ludzie, bo po pół roku zechcieli ją ponownie - tym razem małżeństwo ze stażem, które swoje starania o dziecko zakończyli już dawno, gdy dowiedzieli się, że nie byli w stanie nic zdziałać w tym temacie. Szukali córki, na którą spojrzą i znajdą w niej miłość od pierwszego wejrzenia - a tak przynajmniej tłumaczyła jej zaufana ciotka z domu dziecka, na co Hazel tylko kiwała głową. Nie wierzyła ludziom. Nie wierzyła w miłość od obcych ludzi i nie wierzyła, że kiedykolwiek jeszcze uda jej się zasmakować normalnego życia.
Tym razem los się do niej uśmiechnął.
Trafiła do normalnego domu, ukończyła liceum i nawet poszła na studia! Nie było to łatwe, bo w domu dziecka nie miała takich ambicji - wiadomo, zawsze istniał kredyt studencki, stypendia i tak dalej, ale nie łudziła się na to. Dostała jednak możliwość zadecydowania, na jaki kierunek chce iść. Poszła na kryminalistykę, będąc zawsze zainteresowana przebiegiem spraw, żywo się tym interesując i czytając różne sprawy związane z niewyjaśnionymi zabójstwami. Marzyła, aby kiedyś o niej pisano, ale jako o osobie, która dokonała niemożliwego. Ukończyła magistra z toksykologii, często zajmując się analizą tego typu, ale nie ograniczała się, biorąc również udział w sprawach, które potrzebowały ogólnego oglądu i opisu szczegółów.
Ponowne trafienie do domu dziecka w wieku szesnastu lat uspokoiło ją. Jest zdystansowana i nie wierzy ludziom, a zwłaszcza w ich dobre intencje. Na palcach u jednej ręki potrafi wymienić osoby, którym ufa bezgranicznie. Przy nich błyszczała, ożywiając się i będąc tą dziewczynką, która potrafiła znaleźć optymizm w małych szczegółach.
Obecnie miała jedną misję - bo niedawno dowiedziała się, że ma starszego brata, który również mieszka w Toronto. I od kilku miesięcy nie pragnęła niczego bardziej, jak żeby stał się on jej stałą w codziennym życiu i zaufanym punktem, do którego mogłaby wracać.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak