Wmawiał sobie, że nic nie znaczyła, że zaspokoił swoją ciekawość, że poza tym Ally Aldridge była kobietą z którą przyszło mu wypić kawę w warsztacie i kilka dni później spotkać się ponownie w barze. N i c więcej. Oszukiwanie samego siebie przychodziło mu znacznie łatwiej, kiedy kilka dni później wrócił do Thunder Bay.
Pauline przestała prosić i zaczęła stawiać ultimatum. Najpierw pytała, kiedy wróci. Później pytała, dlaczego wciąż go nie ma. W końcu oznajmiła, że jeśli on nie potrafi podjąć decyzji, zrobi to za niego - wsiądzie w samochód, przejedzie kilkanaście godzin i sama pojawi się w Toronto, a na to nie mógł jej pozwolić.
Wrócił więc i już pierwszego wieczoru zrozumiał, że dom od dawna przestał być domem. Nie zmieniły się ściany, ulice, po których jeździł od nastoletnich lat. Nie zmienił się zapach jeziora ani znajome twarze mijane w sklepie. Zmienił się wyłącznie o n. Thunder Bay nadal należało do chłopaka, który wyjeżdżał stamtąd wiele lat wcześniej z przekonaniem, że wróci silniejszy, mądrzejszy i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Tamtego chłopaka już nie było, został po nim tylko adres zameldowania.
Próbował jednak, bo wiedział że tak trzeba, że tego od niego wymagano. Nauczył się przez lata służby zawsze sprostać oczekiwaniom innych. Spotkał się z Pauline, odwiedził rodziców, poszedł na mecz lokalnej drużyny, nawet uśmiechał się wtedy, kiedy wypadało. Wytrzymał kilka dni, a później nie mówiąc nikomu ani słowa, spakował torbę, wrzucił ją do bagażnika i wyjechał. Nie zostawił ani jednej wiadomości, jakby ucieczka była jedyną rzeczą, którą nadal potrafił robić naprawdę dobrze.
Powód znalazł błyskawicznie, bo któregoś dnia Ally mimochodem wspomniała o Mustangu stojącym od tygodni na podnośniku. Brakowało jednej części. Małej, głupiej, irytującej, której nie dało się dostać praktycznie nigdzie. Dla większości ludzi był to koniec tematu, on znał jednak kogoś, kto znał jeszcze kogoś, a ten ktoś mieszkał właśnie w Thunder Bay. Przywiezienie tej jednej, pieprzonej części stało się idealną wymówką. Mógł przecież wmówić sobie, że wracał wyłącznie po to, że nie miało to nic wspólnego z kobietą, której twarz z uporem wracała do niego każdego wieczoru.
Kiedy zaparkował pod warsztatem, przez moment naprawdę rozważał zostawienie paczki przy wejściu i odjechanie. Ally nie było, mógł więc wycofać się jeszcze bez konsekwencji. Zamiast tego wszedł do środka, odnalazł dobrze znany ekspres, zrobił sobie kawę, oczywiście we własnym kubku i rozgościł się tuż obok Hanka, który tylko pozornie zajmował się pracą, bo znacznie większą przyjemność sprawiała mu rozmowa.
Najpierw o futbolu i o tym jak ich drużyna koncertowo zawaliła playoffy. Później o trwającym mundialu, o którym obaj, jako Kanadyjczycy, mieli raczej mizerne pojęcie. Gavin nawet nie próbował udawać eksperta. Owszem, uwielbiał sport, ale jego świat od zawsze kręcił się przede wszystkim wokół hokeja. Dopiero później Hank, zupełnie mimochodem, zaczął mówić o Ally. O tym, że od śmierci Garry'ego nie była już tą samą kobietą. Że więcej pracowała, rzadziej się śmiała i chyba próbowała zagłuszyć ciszę kolejnymi godzinami spędzonymi w warsztacie. - Sądzę, że nie będzie zachwycona, że mi to wszystko mówisz - wiedział o tej żałobie wszystko. Nie potrzebował słuchać o niej po raz kolejny, zwłaszcza z ust kogoś kto widział wyłącznie jej skutki, nie znając przyczyny.
Na szczęście dostrzegł kobiecą sylwetkę przekraczającą próg budynku. Bez zastanowienia złapał Hanka za ramię, skutecznie go uciszając. Zauważył również niezadowolenie, zmieszane z zaskoczeniem i podejrzliwością, które pojawiły się na jej twarzy, gdy tylko go dostrzegła. On w odpowiedzi wykrzywił usta w swoim złośliwym uśmiechu, unosząc kubek do góry, jakby właśnie spotkali się w najzwyklejszych okolicznościach świata.
- Poczęstowałem się sam - ta nędzna kawa, smakiem przypominająca najgorszą lurę z przydrożnej stacji benzynowej stała się dla niego czymś więcej niż t y l k o kawą. Była nową kotwicą, jedyną rzeczą, która utrzymywała go na powierzchni.
Ally Aldridge