27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

bby

To miał być tylko jeden raz.
Szybki numerek, żadnych imion, żadnych telefonów, żadnych szczegółów.
Ale jeden raz przerodził się w serię spotkań, a wszystkie wyglądały podobnie: krótka nie-randka, drink w hotelu, kawa na mieście w miejscach do których nigdy nie chodził, by przypadkiem nie spotkać nikogo ze znajomych. I przystanek w jej mieszkaniu. Czysta przyjemność, fizyczne spełnienie, którego tak brakowało mu w związku. Krótka rozmowa, żarty. I w końcu zbierał swoje ubrania z podłogi, bo przecież w rozpędzie namiętności nawet wyprasowana koszula lądowała w końcu w kącie.
Znał to mieszkanie coraz lepiej. Wiedział gdzie są kubki, które z okien ma zepsuty zamek i się nie otwiera, na którym kanale emitują sport.
Czuł się podle, za każdym razem, kiedy drzwi windy zamykały się za nim i patrzył na swoje odbicie kątem oka. To co robił nie było fair wobec Kristin, z którą był umówiony kolejnego dnia na piknik w parku. A Ariel nie miała pojęcia że ma dziewczynę. Coraz lepiej ją poznawał, a te małe szczegóły, które tworzyły jej obraz zaczynały mu się zagnieżdżać w myślach na stałe. A przecież nie tak miało być. Jest przecież monogamistą i to chorym monogamistą, który zgrywa idealnego chłopaka. Ale jeżeli tak było, to dlaczego z taką łatwością przychodziło mu składanie pocałunków na ciele Ariel? Przez te dwie godziny w tygodniu zapominał na dobre o swojej dziewczynie i miał tylko ją. Ariel Sanders. Pisarkę, która pracowała w bibliotece. Pisarkę o ciele pilatesiary.
I teraz nie było inaczej. Leżał w jej łóżku, a wokół nich porozrzucane zostały jego ubrania, jej ubrania. Sukienka, w której jak ją zobaczył, to nie mógł przestać myśleć o tym, że chce ją z niej zdjąć. Jego koszula, którą rano wybierał do pracy z myślą o trudnej rozmowie, którą musi przeprowadzić w firmie. Ślady ról w które wchodzili na codzień. Podciągnał się na łóżku i wyciąga rękę, żeby mogła się na niej oprzeć i przytulić. Miał ochotę włączyć sobie meczyk i zostać tu jeszcze trochę, ale wiedział dobrze, że nawet taka myśl jest już niebezpieczna. Bo czy przez takie właśnie zachowanie nie zaczyna mącić w głowie Arielce?
- Muszę ci coś powiedzieć Ariel - zdecydował w końcu, spoglądając w dół na jej kolano, które zarzuciła mu na udo. Powinien był jej to powiedzieć przed tym jak się z nią przespał, ale coż, co się wydarzyło tego się nie cofnie. - Nie będziesz zadowolona z tego, ale wolałbym, żebyś wiedziała - zaczyna i kiedy Ariel spogląda na niego z dołu, przez chwilę się zawahał. Dziewczyny w takim momencie raczej wolałyby usłyszeć, że on zaczyna mieć wobec nich prawdziwe uczucia, a nie, że nie moga na nic liczyć. - Ja um... ja mam dziewczynę
27 y/o
For good luck!
168 cm
Bibliotekarka/pisarka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ich spotkanie miało się skończyć jednorazową przygodą i tyle. Alice nie widziała w nim kogoś z kim chciałaby się spotykać na stałe, nawet nie wiedziała do końca czy jest w jej typie. Miło było poczuć się chcianą i rozruszać swoje nudne życie erotyczne, które do tej pory ograniczało się do czytania gorących romansów. Tutaj miała jeden na żywo i w sumie nie protestowała gdy zaczął częściej ją odwiedzać, gdy było to wszystko bardziej intensywne. W teorii nie rozmawiali czym są i w którą stronę to zmierza, a ona wydawała się nie chcieć psuć tego co jakoś funkcjonowało. Jasne irytowała się gdy nie wychodzili na miasto lub szybko z niego się zawijali aby znaleźć ukojenie w jej mieszkaniu, ale tak na dobrą sprawę - nie irytowało ją aż tak bardzo. Peter skutecznie odbierał jej jakiejkolwiek wątpliwości, zamykał myśli pocałunkiem i sposobem w jaki traktował jej ciało. Nie odmawiała mu nigdy i nie dopytywała o pierdoły. Czasem gadali o tym co lubią czy czymś się zajmują, ale tak na dobrą sprawę to nie znała do końca tego człowieka. Poznała co lubi i jakie pozycje go jarają, ale wciąż nie była materiałem na dziewczynę, którą zechcę zaprezentować matce. Czy to ją w jakiś sposób burzyło? Do tej pory miała wrażenie, że nie. Z czasem jednak trudno było skupić się tylko na fizyczność, tym bardziej że nie dało się do końca wyłączyć emocje czy po prostu się zapomnieć. Miała chwile i momenty refleksji gdy zastanawiała się czy powinna umówić się z innym facetem lub czy po prostu zamknąć temat z nim, raz na zawsze. Nie umiała jednak podjąć tej decyzji, a on za każdym razem swoją osobą wybijał jej to skutecznie z głowy. Zafundowała się w tym błędnym kole, w tym situationship bez konkretnego wyjścia, a najgorsza bomba miała właśnie na nią spaść.
Odpoczywała po wysiłku, nakrywając się delikatnie prześcieradłem, które przynosiło chłód i ukojenie dla rozpalonego dopiero co ciała. Mogłaby z nim leżeć i w ciszy ale skoro miał coś do powiedzenia to oparła się o niego i dała mu mówić. Z początku jasne, liczyła na ciężką rozmowę w stylu, chce to skończyć albo znowu w drugą stronę - wyznanie pełne emocji czy uczuć, coś co chciałaby usłyszeć co druga dziewczyna. Zdążył przecież chyba ją poznać, wiedział że jest czasem delikatna i słodka, ale gdy zamykają się drzwi sypialni ma ten zapał i energię, o którą ciężko by było ją posądzać. Sanders rozwija się niczym kwiat i dojrzewała poznając świat, różne emocje a także zachowania ludzi. Znała co to odrzucenie i bycie zamkniętym w relacji, która nie do końca jest tym na co się liczyło. Z jego strony w teorii nie spodziewała się czegoś wielkiego, ale skoro naszło go na rozmowę, to zwróciła swoją twarz w jego stronę, obserwując nieco jego reakcję, każdą zmarszczkę na buzi czy zmianę jej wyrazu. Coś jej nie grało ewidentnie w tym wszystkim, teraz miała się dowiedzieć o co dokładnie chodzi.
- Boże... Tylko się nie oświadczaj mi tu teraz.. - rzuciła nieco na rozluźnienie i aby rozbawić siebie bo z jego strony to wyglądało jakby ktoś umarł. To jak się zmieniał i był przy okazji taki inny, sprawiło iż nieco się odsunęła i tylko wsłuchiwała w to co mówi. Zamrugała swoimi oczami jakby nie zrozumiała przekazu i jeszcze bardziej skróciła dystans, odsuwając się i zabierając swoje udo z jego zasięgu. - Co kurwa? Jaja sobie robisz? Jaka znowu dziewczyna, Bylthe czy ty jesteś pojebany?- na początku była w szoku i była w miarę spokojna ale gdy kalkulowała każde słowo to po prostu czuła wewnętrzne nerwy. I nie chodziło tutaj, że oczekiwała jakiegoś wyznania czy deklaracji bycia ważną, ale to? Nie pisała się na rolę jebanej kochanki. Dlatego też wstała zabierając za sobą prześcieradło i pierwsze co jej się nawinęlo pod rękę to był jej różowy klapek. To nim w niego rzuciła gdy znów się w jego stronę odwróciła, próbując przy tym niezgrabnie okręcić i zakryć nagie ciało.
- Naprawdę? Jesteś aż takim zjebem?!?! No kurwa nie mogę..- dla równowagi we wszechświecie podniosła drugi klapek do pary i nim również cisnęła w tego biedaka. To nie była normalna sytuacja i to wszystko też nie było dla niej czymś naturalnym. Zazwyczaj faceci ją ranili ale tutaj? Czuła się wykorzystana jak jakaś dmuchana lala i poza tym była jeszcze przecież tamta druga, ta jego biedna nieświadoma pewnie niczego dziewczyna.


Peter Bylthe
gall anonim
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- No ja wiem jak to brzmi, chujowo - złapał został w tym jej łożu bez prześcieradła i kołdry, ręce rozkłada, no bo faktycznie sytuacja średnio pozytywna, ale on już dalej nie mógł tak nawijać makrakonu na uszy. Zbyt dużo czasu ze sobą spędzili, zbyt się przyzwyczaił do tego, że piszą sobie smski czasami zupełnie niezwiązane z umawianiem się na seks. Na przykład jak ostatnio załatwił jej 3 bilety na mecz, podobno poszła z koleżankami, ale dziwne, bo w ostatniej chwili jak pisali, to miał wrażenie, że chciała wziąć jego też na ten mecz.
Podąża za nią wzrokiem i się uchylił od pierwszego klapka, drugi zaś złapał w rękę.
-Nie jestem pojebany, moja sytuacja jest pojebana - chciał jej odpowiedzieć, ale wtedy właśnie ten drugi klapek prawie go uderzył w brzuch. Wstał z łóżka, ale po drugiej stronie, dość bezpiecznie jakby jednak Alice zamierzała jeszcze czymś tam w niego rzucać. Rozejrzał się po podłodze, ale nie znalazł swoich gatek, jak tak się dalej rozgejrzał po pokoju, to się okazało, że owszem leżą, ale pod tą ścianą pod którą poszła Alice.
A coś czuł, ze ta wiadomość mogła tak ją rozjuszyć, że zaraz będzie bez gaci na korytarz wywalony.
-Poczekaj, poczekaj - porposił ją i idzie do niej, przez łóżko, żeby ją uspokoić trochę. - Możesz dać mi powiedzieć? - a kiedy ją zagonił w kozi róg, w sensie pod ścianę spod której nie miała pewnie więcej opcji ucieczki, to tak stanął przed nią i niby chce ją jakoś chwycić, ale ona jest zawinięta w to prześcieradło izachowuje sie jakby była na niego uczulona (chociaż przed pięcioma minutami na pewno tak się nie zchowywała). Stara się złapać z nią kontatkt wzrokowy, bo faktycznie bardzo jest mu przykro, że tak to wszystko teraz wyszło, no i jeszcze Alice się tak zdenerwowała..
- Słuchaj, ja też się tego nie spodziewałem, że chce ci to powiedzieć, bo umówmy się, to - tak macha ręka pokazując na nią i na niego - była świetna zabawa, ale wydaje mi się, że jesteśmy już dawko za przygodą typu one night stand - uniósł brew, żeby mu przytaknęła, akurat tu nie mogła sie nie zgodzić, bo faktycznie tak było. - Dlatego pomyślałem, że powinnaś wiedzieć. No to nie jest coś czym się chciałem chwalić od pierwszego spotkania, jeżeli wiesz o czy mówie...
No nie wiedziała. Nikt chyba na całym świecie nie wiedział.
I jeżeli jego dziewczyna nawet byłaby w śpiączce, to by chyba nikt nie podejrzewał jak onchciał się z tego wszystkiego wytłumaczyć.
- Moge ci powiedzieć o tym tylko.. - uparcie jest taki spokojny, starając się też ją trochę uspokoić. Może źle do tego podszedł. Kurwa po co było być takim prawdomównym na prawdę, trzeba było trzymać język za zębami. Przestał na nią patrzeć i poszedł gacie założyć, bo leżały w sumie nieopodal. Co właściwie ma jej powiedzieć, no lipa ta cała sytuacja z Kristin, nie ma czym się chwalić, ale w sumie już mieli dużo bliskich momentów z Al, więc miał oczywiście nadzieję, że go nie wyśmieje, bo to była dość wstydliwa sprawa. - Poczekaj, usiądź sobie i ci powiem wszystko - poprosił ją i pokazuje jej lóżko, żeby sobie tam usiadła, a on w międzyczasie poszedł jeszcze znaleźć tshirt w któym tu przyszedł i sięga po szklankę z wodą. Musi się nawodnić przed tym co jej zamierza powiedzieć.
27 y/o
For good luck!
168 cm
Bibliotekarka/pisarka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Alice lubiła jednorazowe przygody, polubiła siebie wybierającą przystojniaka na jedno czy dwa spotkania, ale tutaj? Jeśli chciał aby to tak wyszło mógł ukrócić ten proceder w każdy momencie, a już na pewno oszczędzić rozwoju kolejnych wypadków. Czy ona nie ładowała się właśnie w jakiś situationship na sterydach z kombo w postaci drugiej laski? No cholera jasna, musiało to spotykać właśnie ją, w momencie gdy nawet zaczynała go lubić, widziała jakieś pluski w tej jego twarzy czy ciele, widziała również profity jak te cholerne bilety ale teraz? Włączyła tryb predatora, ciskając w niego tymi klapkami z wyraźną irytacją. To już nie chodziło o nią tylko o solidarność jajników przed takimi... łachudrami jak on? - Chyba sobie ze mnie kpisz idioto! - wyraźnie podkreśliła swoje nerwy unosząc głos co jej jako takiej miłej bibliotekarce nie zdarzało się za często. Biła ciepłem i energią ale pozytywną, a nie taką siegającą szczytu erupcji wulkanu. Tym bardziej nie pomagał gdy się ruszył i ewidetnie zbliżał w jej stronę. - Możesz się nie ruszać, chcę trafić w ten Twój pusty łeb czymkolwiek.- przez moment rozejrzała się nawet czym jeszcze by tu mogła rzucić ale ostatecznie skapitulowała, wystarczyło, że w jej sypialni był już meksyk poprzez rozrzucone ciuchy oraz pościel, której większą część ciorała po podłodze. Nie żeby coś ale nagle paliła ją ta nagość, czuła się wręcz odkryta ze wszystkiego co dobre, a on? Nie pomagał za grosz tym swoim podejściem i próbą uspokojenia jej lub wyjaśniania czegokolwiek. Sanders była z tych, która nie cierpiała zdrady czy gry na kilka frontów, nie lubiła tego u facetów, którzy jak widać świetnie się bawili mieszając w głowie dwóm kobietom na raz. Chore.
- Co jeszcze chcesz mówić, co? Właśnie wyjebałeś mi bombę, że masz dziewczynę. Czy Tobie się styki w mózgu nie łączą, gościu? - spytała, oddychając ciężko z nerw i chyba to był ten moment, który dawał mu nieco przewagi. Złapał się sama za pierś z tych nerwów i próbowała w technikach relaksu i oddechu, spróbować nieco ukoić ten napad nerw i dziwnego ścisku, który nie powinna czuć. Chociaż jak sam wspomniał ich spotkania dawno wykroczyły za jakąś taką ramę, ciężko stwierdzić czy była kochanką czy drugą laską czy kim tam jeszcze. Wystrzeliła w niego swój palec, mocno i dobitnie wbijając go w jego klatkę piersiową, oskarżycielsko i z przekonaniem.
- No świetnie, nie ma co! Jesteś naprawdę chory, skoro nie widzisz sensu w tym aby powiedzieć na starcie, że masz dziewczynę. No nie warto o tym wspomnieć, nie ma się czym chwalić? Peter, do cholery jasnej, dopuściłeś do tego wszystkiegoo.. - rzuciła i wymachnęła ręką mając na myśli cały ten pierdolnik, cały ten obraz który dział się parę minut temu gdy ich usta łączyły się w jedno, gdy czuła ciepły oddech na swoim ciele. Wciąż miała dreszcze po tym wspólnym wysiłku, ale teraz to wszystko kumulowało się w złość, dosyć mocną i adekwatną do sytuacji i informacji, którą ją poczęstował.
- Nie wiem co jeszcze chcesz mi mówić, co? - zawiesiła na nim wzrok i w sumie nie robiła problemu aby zabrał swoje ciuchy, sama miała je ochotę wyrzucić na korytarz a jego zostawić za drzwiami z gołym tyłkiem, ale fakt był taki iż zdążył się ogarnąć i ubrać. Się dziewczyna spóźniła i niestety ale dziś sąsiedzi nie będą mieli występu, show.
Sięgnęła po swoją długą koszulę nocną, która służyła za niezłe odzienie i sama przerzuciła ją bez słowa przez głowę, odrzucając prześcieradło z powrotem na łóżko. Założyła przy tym ręce na piersi i stała tak obrażona, nie mając zamiaru ruszyć się czy wykonać jakiekolwiek polecenie czy jego prośbę. Nie ma tak łatwo! - Chcesz to siadaj. Masz minutę na rozmowę potem chętnie zobaczę Cię po drugiej stronie moich drzwi. - tyle albo aż tyle mu dawała na jakiekolwiek słowa wyjaśnienia czy próbę załagodzenia sytuacji. Ona i tak wciąż miała w głowie hasło dziewczyna i nie zapowiadało się aby była w stanie pojąć jego tłumaczenie czy rozumowanie. Chyba jedynie śpiączka czy nieuleczalna choroba TAMTEJ kobiety mogłaby ją nieco uspokoić. Ale na to się nie zapowiadało.

Peter Bylthe
gall anonim
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Alice Sanders

Przechyla swój "pusty łeb", średnio zadowolony z tego jak Alice do niego mówi. No może faktycznie głupia sytuacja z tym, że ma dziewczynę i mówi innej dziewczynie, która pewnie sądziła, że to prowadzi do bycia jego dziewczyną, że sytuacja wygląda inaczej. Ale przecież nic sobie nie obiecywali, na dobrą sprawę to mógłby zabrać się teraz z jej chaty i nigdy więcej nie wrócić. Właściwie to powinna się cieszyć, że postanoił z nią porozmawiać o tym jak dorosły z dorosłym, ale najwyraźniej jej strategią było pokazanie swojej wybuchowej strony i rzucanie przedmiotami.
Wytrzeszczył na nią lekko oczy, nie do końca pojmując ten tekst o stykach, ale zaraz było jeszcze lepiej. Czy ona na prawdę go oskarżała o to, że kiedy podszedł do niej w barze, żeby zamówić jej drinka i jak po kilku słowach już się całowali, to będzie przerywać te pocałunki po to, żeby powiedzieć, że właściwie to ma dziewczynę? To też nie było wobec niego fair, bo ona dobrze wiedziała, że nigdy nawet nie rozmawiali o tym, że może to co mają mogłoby wejść na kolejny etap, etap związku. A póki nie byli w związku... no to właściwie jaki był problem?
- No właśnie Ci mówię o tym, żebyśmy mogli to przedyskutować. Nie chciałem, żebyś była w ciemności i nie wiedziała, co się dzieje, po prostu chcę o tym porozmawiać- wyjaśnia jej i już wciągnął tą koszulkę. Ona też się ubiera, a on dżentelmeńsko wzrok odwraca, bo widzi, że ona się stresuje teraz na niego, w końcu tak jak pół godziny temu nie mogła się powstrzymać przed zdejmowaniem ciuszków, tak teraz chciała je mieć spowrtoem jak najszybciej na sobie. - Alice, spójrz na to w ten sposób, gdybym nie chciał mieć z Tobą nic dalej do czynienia, to czy bym Ci się przyznawał do tego, że mam dziewczynę? Nie. Pewnie bym się jeszcze z toba z miesiąc pobawił i byśmy sie pokłócili o jakąś głupotę typu, ty byś powiedziała, że nienawidzisz hokeja, a ja bym powiedział, że Jane Austen to najbardziej nudna autorka na świecie- stara się to jakoś jej wytłumaczyć, ale jakby na to nie spojrzeć, z jakiej by tego strony nie chciał ugryźć, wie, że to brzmi chujowo.
Nie usiadł, ona nie usiadła. Peter się obejmuje rękoma i z tak założonymi zaczyna:
- Słuchaj, mam dziewczynę o czterech lat. Nazywa się Kristin i jesteśmy w sumie całkiem szczęśliwi. Mój problem z nią polega tylko na tym, że od trzech lat Kristin mieszka w Kopenhadze i od tamtego czasu była w Kanadzie może dwa razy. Nie przyjeżdża na święta, nie robi sobie wakacji. Ja też nie mogę do niej jeździć, więc widzieliśmy się może w sumie miesiąc cały ten czas - podrapał się po głowie, bo chyba każda osoba teraz zastanawiała się nad tym co to znaczy, że onie się nie widują. - Ja mam stresującą prace i potrzebuję kogoś na miejscu, kto mnie będzie wspierał, ale z Kristin ... wiem, że powinienem z nią zerwać, ale nie chce tego robić przez telefon - zamrugał i teraz na niązwala bombe - Powiedziałem ci teraz o tym, bo ona wraca w przyszłym miesiącu. Po prostu nie wiem... myślę jak to wszystko mam ułożyć
27 y/o
For good luck!
168 cm
Bibliotekarka/pisarka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie oczekiwała od niego cudów to fakt ale była zła na niego za choćby kłamstwo i jakieś kręcenie dwóch dziewczyn na raz. Sama przecież w tym nie była to raz, a dwa z tego wszystkiego najmniej chodziło jej o własny interes bo po prostu nawet jeśli było fajnie to wciąż, ona miała w głowie kogoś innego z kim chciała być na serio. Peter był słodki, miał zgrabny tyłek i umiał obsłużyć ją jak należy ale bez przesady z tym wszystkim, bliskości i seksu prędzej czy później każdy potrzebuje, prawie jak rośliny wody aby nie uschnąć. Gdy jednak odezwał się wyznając prawdę, trochę ruszył jej ego ale chyba też obraz fajnego faceta upadł wraz z tym. Zdrada nie była niczym dobrym ani miłym, więc w sumie czemu się dziwił jej złości? To nie ona była zdradzana w teorii ale wciąż, nie cierpiała takich facetów jak wrednych komarów, co ją w nocy gryzły.
Tak czy inaczej dzisiejsze czasy zaczynały być mocno pokręcone, dziwne relacje lub ludzie którzy chcieli się spotykać ale w sumie nie potrafili się określić. To w teorii było miłe, kontakt na telefon i dla własnej uciechy czy paru wypadów do łóżka, tylko że to było dobre na krótki czas i kilka razy, nie coś dłuższego. Zmarszczyla swoje brwi, kręcąc trochę głową z faktu, że nie dowierza co tu się właśnie dzieje i na jakiego typa musiała też trafić. Alvaro zdradzający dziewczynę z nią? Trochę jej to zaczynało schlebiać tak szczerze, ale wciąż było poirytowana jego szczeniackim postępowaniem. Chciał związku to po co odwala? Nie potrafiła tego zrozumieć, więc na moment trochę się uciszyła ale głównie po to aby znaleźć swoje skąpe majtki i również je założyć na swój tyłek.
- Aha? Ale co tu rozmawiać, chcesz mieć dziewczyne i sypiać z innymi? Wiesz, że to nie powinno tak działać i wyglądać czy nie? - była w tym ironia i jad ale nie mogła się powstrzymać, może jak usłyszy całość to będzie się tu zaraz tarzać na podłodze ze śmiechu.
- No w teorii tak. Tylko nie wiem co to ma do rzeczy, skoro nijak widzi mi się aby to miało ręce i nogi. Równie dobrze mogłeś właśnie to zrobić i darować sobie ciężką i dziwną rozmowę. A może ty myślisz, że wejdę dalej w ten układ? O stary.. Serio? Dlatego chcesz rozmawiać? Bo marzy Ci to ciałko dalej w takiej formie? - na jej usta już wkradał się uśmiech, ale przesłoniła go ręką, jakby nie sugerując nic, że zaczyna się salwa śmiechu, a ją trzymała rzecz jasna w sobie. Wstępna złość zamieniała się powoli w beczkę śmiechu, która miała Ata wybuchnąć i w sumie to brakowało nie wiele. Słuchała go dalej, pozwalając mu na ten wyczerpujący monolog. Minuta minęła a ona w sumie nie chciała go aż tak prędko wywalać z mieszkania, zaczynała się dobrze bawić i w sumie to gdy już odchrzakneła to śmiech wyszedł sam z siebie. Już nie mogła go utrzymać, nawet jeśli biedny Peter stał zdezorientowany i zakręcony sytuacją. Dopiero chciała go mordować klapkiem, a teraz po prostu się śmiała. Wariatka czy. Jak? - Trzymaj mnie bo brzuch mnie rozboli ze śmiechu.. Szczęśliwi na odległość? Gdzie Ona jest? Przecież to nie ma racji bytu taki związek, jezu. Już chyba lepsze by było gdybyś powiedział, że jest śmiertelnie chora albo leży w szpitalu czy jak. Nie rozumiem Cię, Peter. Jara Cię związek na odległość, a przychodzisz do mnie jak do jakiejś prostytutki na seks... - tylko ona miała oczywiście prawo tak z siebie żartować, zresztą jej uśmiech już taki był - zaczepny i kokieterny, taki jakby właśnie trochę odetchnęła z ulgą, że nie jest przyczyną żadnego rozpadu ani nic. W sumie nie chciała tego mówić na głos ale dla niej ich związek był już chyba fikcją i niczym więcej, taka odległość i brak kontaktu to kaplica. - Nie odkryje tym Ameryki ale i tak powiem - znajdź sobie dziewczynę na miejscu i tyle. Wtedy będziesz mieć miłość, wsparcie i seks. Bo narazie to odpierdalasz jakiś cyrk, który nie ma sensu. I jeszcze mieszasz mnie w to! - pacneła go w ramię, po drodze do szafki na której stała woda bo sama jej teraz potrzebowała i z nerw i śmiechu sobie o tym przypomniała. W sumie to nieco zeszło z niej tych emocji i wrażeń, chociaż może wciąż czuła się jak w jakimś chorym uniwersum.
- Masz w ogóle jakiś plan? - zapytała, odwracając się na powrót w jego stronę. Z tego co rozumiała nie miał nawet śmiałości na wyznanie tamtej prawdy, telefon z zerwaniem czy inne uda. No gdzie on schował te jaja....

Peter Bylthe
gall anonim
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

No właściwie to wolałby pewnie z Kristin sypiać, ale kwestia jej nieobecności no i tego, że najwyraźniej Kristin z nim sypiać nie chce, to utrudniała. Poczuł się zresztą trochę głupio, kiedy Alice zaczęła się z niego nabijać, bo kiedy on dzielił się z nią swoim problemem, to ona odrazu go oceniała. Może nic dziwnego, bo w gruncie rzeczy w żaden sposób nie była zobligowana pomagać mu w tym jego życiu, ale chyba był na tyle naiwny, że sądził, że już coś ich połączyło.
-No..- aż go zatkało, bo kiedy on uważał, że zrobił dobrze, ona szydziła z tego planu. Zazwyczaj nie miał większych problemów z podrywaniem lasek, co zawdzieczał temu, że należał do drużyny hokeja, był czarujący, miły i pochodził z dobrej rodziny. Może powinien zamiast Alice wybrać na swoją kochankę jakąś dziewczynę z liceum albo ze studiów, która wciąż do niego wzdychała? A może najlepiej taką, która sama była już w związku i szukała po prostu jakiejś odskoczni? Ale nie wybrał innej, tylko wybrał Alice. Z tą jej wybuchowością, crazy eyes i słabym celem (to akurat dobrze). I tak się składało, że właśnie taki miał plan jak podejrzewała - Właściwie to tak - wzruszył ramionami, faktycznie zdezoreintowany, chwilę później oglądając jak ona się z niego śmieje.
- Bez przesady, że prostytutki, Alice. W życiu bym cię tak nie potraktował - zaprzecza jej słowom, chociaż w jendym miała rację: jak mogli być szczęśliwi na odległość? Chyba jemu też to powoli zaczynało przeszkadzać. Ciekawe, czy Kristin przeszkadzało? W jakiś najgorszych snach myślał o tym, że kiedy on się spotyka z Sanders, to Kristin spotyka się z jakimś norweskim wikingiem, albo skandynawskim bogiem, który jest od niej pięć razy większy. - Teraz już wiesz jak wygląda moja sytuacja, to jest trochę rzecz bez wyjścia. Póbowałem być fair wobec Kristin, ale to było ciężkie. Zresztą, koledzy z drużyny mi polecili takie rozwiązanie. No i nie wiem, może dla niektórych działa takie życie typu one night stands, ale to podrywanie codziennie innej... to chyba nie dla mnie. Sam nie wiem... tobie to jakoś wychodzi? Bo też w końcu mamy to... coś - czego nie nazwałby ONS ale też nie nazwałby związkiem. Może friends with benefits? Spoglada na nią uważnie, oczekując, że może przestanie się z niego śmiać, ale ona też majtki tylko włożyła.
- No właśnie to jakby... - sam nie wiedział, czy tego właśnie chce od Alice, chociaż w gruncie rzeczy łatwiej byłoby mu to ciągnąc z nią, niż na nowo szukać sobie dziewczyny. Co prawda w tym wszystkim były jeszcze te dręczące myśli o zupełnie innej - bo trzeciej - dziewczynie, która mogłaby pewnie dać mu wszystkie te rzeczy. Z tym, że ona akurat nie była nim zainteresowana w ten sposób. - Nie chcę cię mieszać, właśnie dlatego ci o tym mówię, chcę żebyś wiedziała na czym stoimy w naszej relacji- tak nieporadnie próbuje przejść więc do tego sedna i w końcu jednak usiadł na tym łóżku, skoro go jeszcze nie wyjebała, to może go nie wyjebie. Uniósł na nią spojrzenie, kiedy spytała, czy ma plan.
- Tak, chciałem porozmawiać z Kristin o tym. W sensie nie o tym, że ją zdradzam, ale o tym naszym związku, bo też nie wiem do czego on zmierza. Wszyscy wokół oczekują, że ja sie jej oświadczę, ale nie wiem czy my do siebie pasujemy.. Chociaż nawet Wendy mówi, że skoro jestem z nią szczęsliwy, to powinienem... - spojrzał w bok i uświadamia sobie, jak bardzo to wszystko jest pokręcone. - Jak cię to pocieszy, to nie mam więcej takich.. przyjaciółek od seksu, jesteś tylko ty

Alice Sanders
27 y/o
For good luck!
168 cm
Bibliotekarka/pisarka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie mogła z niego i z tej sytuacji, po prostu ubaw po pachy. Nie sądziła, że tak szybko z irytacji i nerw dojdzie do momentu gdy będzie się z tego śmiała. A nóż na koniec jeszcze będą łzy? Kto wie? Nie żeby coś ale cała ta sytuacja była abstrakcyjna dla niej bo tak jak rozumiała spotykanie się z większą liczbą dziewczyn i sypianie z nimi, tak u niego to działało jakoś nad wyraz w durny sposób. Niby był w tym związku, który w sumie przestawał go przypominać, a do tego przychodził do niej i bawił się najlepsze. W teorii jak szybko się pojawił tak śmiało mógłby przecież zniknąć z życia Sanders, więc na co mu to było? Chciał mieć ciastko i zjeść ciastko, a to czasami jest podwójnie ciężkie. Kiwała głową i wzdychała bo po prostu wpakował ją w ten dziwny układ, który co najgorsze - zaczynał jej się podobać i sama nie wiedziała na co liczy z jego strony i czy wyjdzie z tego więcej. Cały czas powtarzała sobie, że to zabawa ale czasami nie da się udawać pewne rzeczy albo do końca wyłączyć głowę czy emocje.
- Co, tak? Dalej się chcesz widywać ale nie chcesz z nią zrywać czy o co Ci chodzi? Niech zgadnę jak zwykle wam może chodzić tylko o jedno. O seks na zawołanie i telefon. - westchnęła jeszcze głośniej i przewróciła oczami. Może i lubiła sobie poużywać to wiadome i logiczne, ale częściowo w tym momencie uświadomiła sobie jakim jest narzędziem dla niego i odskocznią. Jedyny plus zaistniałej sytuacji i ich rozmowy to chyba naprawdę moment, w którym się przyznał. Tego nie umiała pojąć, bo skoro miał taki problem czy wyrzuty, to równie dobrze mogli się przestać spotykać i każdy idzie w swoją stronę. A On? Strasznie mącił w tym nad wyraz spokojnym życiu Alice od samego swojego pojawienia, a przecież ona miała swój świat, swoje książki i księcia z bajki do którego wzdychała od lat szkolnych.
- Z każdej sytuacji się da wyjść, Peter. To nie jest jakiś ciężki level w grze czy inne cuda. Jeśli nie ma mnie dla kogoś albo na odwrót to chyba nie można tego nazwać związkiem. Jesteś z kimś kogo nie ma na co dzień, więc jak ty chcesz TO nazwać? Gościu... to my się częściej spotykamy niż ty ze swoją dziewczyną, więc heloł?! Chyba coś tu nie gra skoro sypiasz ze mną, a jesteś z nią.. - stwierdziła gdy strzeliła gumą od swoich majtek. To w jej oczach był jakiś problem skoro spotykał się więcej i częściej z kimś kto miał być tylko odskocznią i narzędziem do seksu, bo tak się w sumie poczuła. Nie było randek. Nie było kwiatów. Nie było niczego oprócz dobrej zabawy od czasu do czasu. Czym byli? Ciężko to nazwać FwB czy czymś nieco rozwiniętym. - Cholera jasna, Bylthe. Już mi namieszałeś tym wyznaniem, okej? Nie wiem co ty chcesz ode mnie? Mam przymknąć oko i dalej dawać Ci się? Wypinać się? Czy nie wiem nagle rzucisz ją dla mnie? Czego ty ode mnie wymagasz? - zapytała wreszcie nieco poważniejąc ale też łagodniejsza się stała i już nie zionęła ogniem, a raczej przeszła w tryb nauczycielki, która pyta ucznia z czym ma problem albo czy umie to "zadanie" rozwiązać. To był jego życie do cholery, a teraz mieszał ją w jakiś chory trójkąt miłosny czy inne dziadostwo.
- Odświadczać komuś kogo nie widzisz i jest na innym kontynencie? Serio? Jak dla mnie to nie jest szczęśliwy fakt, a jeśli dodasz do tego sypianie z inną i wzdychanie na inne laski to może powinieneś na nowo zostać singlem. Sam się zastanów co ty chcesz i od kogo, okej? - mówiąc to podeszła do niego ale to było samo w sobie niebezpieczne, nie wiedząc czemu ale chciała nieco tego jakiegoś kontaktu. Chciała poczochrać mu włosy czy też dotknąć policzka jakby szykowała się na jakieś ostatnie randez vous.

Peter Bylthe
gall anonim
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Wam? W sensie jakim nam? - czepia się jej za słówka, ale nie zaprzecza. - No wiesz, ja nie chciałbym kończyć tego co jest pomiędzy nami
Peter był przekonany, że kluczem do tego, żeby się dogadać było mówienie prawdy, co niejednokrotnie go zgubiło, a teraz odkyrwa co znaczy mówienie prawdy w związkach - szczególnie tych z pozoru mało zaangażowanych jak ich spotykanie sie na telefon i seks. Niestety Alice wydawała się być zdziwiona, że dalej chciał utrzymywać ich układ.
- No tak, to może tak wyglądać, ale wiesz my rozmawiamy codziennie.. - zaczał bronić tego, bo koniec końców nawet jak się obudzi to wcale nie myśli pisać słodkich smsków do Alice, tylko prędzej sprawdza czy Kristin już mu coś miłego napisała, ona zawsze pierwsza musi pisać, bo jest w tej Kopenhadze, więc się budzi jak on jeszcze śpi. - Zresztą, to nie jest o Kristin i mnie.. to znaczy może było przez chwilę, bo pomyślałem, że moglibyśmy o tym porozmawiać, ale widocznie ja cię tylko śmiesze - machnał ręką i się schyla po skarpetki. Jedną znalazł i ją wsadza na stope, ale druga... cholera gdzie ta druga. Wolał się na Alice nie patrzeć, bo jak tak latała w bieliźnie przy nim i strzelała z majtek to wyglądała bardzo seksi, a przecież istniała taka możliwość, że po dzisiejszym dniu już nigdy nie edzie chciała z nim o niczym rozmawiać.
-Co ja chcę, co ja chcę - powtarza po niej, trochę ją przedrzeźniając, kiedy podeszła do niego bliżej stał z jedną skarpetką w dłoni, drugą zaś założoną na stopę - Od samego początku Alice mówię Ci co chce: dalej się z Tobą spotykać, tak trudno ci w to uwierzyć? - dziwił się jej, bo jej jak na dłoni pokazuje to co od niej chce, ale Alice wydaje się być na przemian zdenerwowana, rozbawiona, a nawet pogodzona z tym faktem. Może źle, że jej powiedział o Kristin? Ale czuł, że nie może dalej tego w sobie tłumić, a skoro ona tak zareagowała, to tym bardziej obawiał się jak zareaguje jego dziewczyna, którą tak jak mówił, może nawet poprosi o rękę.

Alice Sanders
27 y/o
For good luck!
168 cm
Bibliotekarka/pisarka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Pisarka w nocy, w dzień bibliotekarka. Słodka duszyczka i roześmiana chociaż w głębi cierpi.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jak go słuchała czasami to się zastanawiała na co ona właściwie u niego poleciała? Ciało? Może. Ten dziewiczy wąs? Pas. Inteligencja? Nope. Wygląd? Hell no!
W teorii Peter wypadał z jej katalogu perfekcyjnego faceta, któremu by dała... zatrząsnąć swoim światem i ciałem przy okazji fiku miku, ale jednak już mu się udało. Tyle tylko, że dla niej jego słowa były pokręcone bo zdawał się chcieć jedno, móc drugie i jeszcze zachować trzecie. No bo jak to miało funkcjonować? Miała dalej być kochanką na pół etatu?
- Wam! Facetom! Wam się zawsze chce bzykać z innymi, nawet jak macie dziewczyny, narzeczone albo żony. Więc no... czy to nie zgoła dziwne? - pytała ironicznie, bo jednak jego słowa trochę ją nakręciły i jej ego było najedzone. Chciał ją? Ale w sumie po co skoro miał dziewczynę, tylko nie aktualnie przy sobie? Ona miała zerwać pakt jedności jajników i dalej jak gdyby nigdy sypiać z nim? To wydawało się być jak film i jakaś powalona akcja, a ona? Alice nawet jeśli była pokręcona to ta historia na świeżo wzbudzała w niej cały miks emocji, a przecież miała spokojne życie zanim go poznała!
- Dziwisz się, że mnie to śmieszy? Posłuchaj no siebie! Przecież to dziwna relacja, serio. Albo jesteś z kimś na sto procent albo nie. W moim słowniku związek to całkiem inna definicja niż to co wy reprezentujecie. Wybacz, że śmiem się odzywać i bla...bla...bla..ale ziomek? Sam mnie wkręciłeś w jakiś chory trójkąt rodem ze Zmierzchu.. - okej na to porównanie to już całkiem parsknęła śmiechem i trochę się odwróciła aby ta loża szydery już tak nie kuła w oczy. On biedny wyglądał faktycznie już na zniesmaczonego jej zachowaniem i słowami, ale to jego wina - nawarzył piwa i niech teraz kombinuje. Chociaż w sumie Alice tak jak myślała to w sumie nie była nic winna tej Kristin, nawet jej nie znała i jej tu nie było, więc... w teorii mogłaby dalej kusić Petera i gościć go w swojej pościeli, a przynajmniej trzymać go jako opcję póki sama miała nudy w swoim życiu uczuciowym. Namyślała się co raz bardziej, podchodząc do niego bliżej, już nie była wściekła ani skłonna zrobić mu krzywdę - powinien to docenić.
Nawet to co powiedział było samo w sobie słodkie, ale też dawało dziwne emocje bo jak mieli dalej się widywać i robić to wszystko skoro kogoś miał. Ona myślała, że jest singlem i potrzebuje po prostu stałego kontaktu do bzykania na jakiś czas niż ciągle nowe one night stand. Przygryzła wargę i podeszła bliżej do niego, delikatnie go popychając z powrotem na łóżko aby sobie usiadł, a sama przysiadła sobie na jego kolanach, odziana w te majtki i za długą koszulkę - kusicielka.
- Hmmm? No powiedzmy, że to nie jest normalna sytuacja, Bylthe i coś łatwego do przetrawienia. Nigdy nie byłam niczyją kochanką plus moralnie poczuje się jak jakaś zdzira. Chcesz mnie dalej dla seksu, którego nie masz, taa? - nie wiedziała sama po co pyta, skoro sama się ocierała o jego ciało w taki dość sugestywny sposób. Może powinna go tutaj jeszcze wykorzystać zanim wyjdzie z jej mieszkania i podburzony sytuacją więcej nie wróci, a to byłoby słabe. Nawet jeśli sytuacja była daleka od moralnie akceptowalnej to jednak musiała przyznać temu sukinsynowi, że zagrał na jej emocjach tym stwierdzeniem, sprawił iż zgłupiała i sama nie wiedziała czy powinna zostać w tym chorym układzie.


Peter Bylthe
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”