I've been watchin' you for some time
Can't stop starin' at those ocean eyes
Tęsknił, ale nie nazywał tego tak wielkimi słowami. W ogóle tego nie nazywał, nie próbując w żaden sposób utożsamiać się z uczuciami, które mu towarzyszyły. Nie zastanawiał się nad tym, dlaczego spogląda na telefon, zastanawiając się, dlaczego mu nie odpisuje. Czy już wstała, czy nadal smacznie śpi, z buziakiem na swoim czole, który zostawił na jej skórze tuż przed swoim wyjściem? Z pewnością nawet nie miała świadomości, że dostawała go za każdym razem; nie zdawała sobie sprawy, że wyrobił sobie już tę rutynę, że nawet nie pomyślałby wyjść za jej drzwi, nie żegnając się z nią. Że gdzieś podświadomie traktował ją
inaczej, chociaż nadal wciskał sobie głupie wymówki i tłumaczył to zacieśnieniem więzi ich
situationshipu, jakby przestępstwem było… się w niej zakochać. Jakby szczery uśmiech, niebieskie oczy i ta rozbrajająca niewinność z nich bijąca była owocem zakazanym, który zgubi go w czeluściach piekła, jeśli tylko zrobi w jej kierunku ten jeden, nieodpowiedni krok. Jakby to miało go stracić,
ją skrzywdzić, a nie chciałby sprawdzać, jak wygląda szklisty ocean.
I nawet nie pomyślałby, że już zaczynał ją ranić…
Uśmiechnął się, patrząc na nią z rozczuleniem, gdy była kompletnie
załamana tak niewielkim wyrokiem.
— Powiedziałem pięćdziesiąt? — zapytał, sięgając do jej ust, całując je leniwie i z premedytacją przeciągając czuły pocałunek, byle tylko trzymać ją przy sobie jak najdłużej.
— Na prośbę oskarżonej, łagodzę karę i zezwalam na dwieście pięćdziesiąt. To moje ostatnie słowo — zaśmiał się krótko. Żaden sędzia nie zmieniłby swojego wyroku, a zwłaszcza jego ojciec, ale całe szczęście Aiden w krwi ma robić wszystko na opak niż on; tym bardziej, jak w swoich ramionach miał słodką brunetkę, tak bardzo cierpiącą przez swój okres, że nie mógł być tak bezlitosny, prawda?
— A jesteś ciekawa, na jakim miejscu plasujesz? — zapytał, co było ryzykowne, ale chyba Vita też już się przyzwyczaiła do jego głupich tekstów, prawda?
— Żartuje, nie obchodzi mnie to — usprawiedliwił się szybko, zaraz przesuwając ręce niżej, zatrzymując je na lędźwiach dziewczyny, żeby przyciągnąć ją jeszcze bliżej siebie.
— Ranking, z którymi kwiatami wyglądasz najpiękniej. Na razie mam problem — rzucił, dzisiaj stwierdzając, że będzie
milutki. Może aż za bardzo i nawet nie podejrzewał, że to… mogło nie być dobre. Powinien wysłać jej SMS z życzeniami i spotkać się z nią na następny dzień lub wtedy, kiedy będzie czuć się lepiej, a nie opiekować się nią. Sprawdzić, czy czuje się dobrze i wykazać troskę, która być może była zbędna, ale nie potrafił inaczej. Nie potrafił opanować tego, że tak bardzo go do siebie przyciągała.
— Kurwa — syknął zaraz, czując na swoim kroczu ucisk jej palcy i sam posłał jej ostrzegawcze spojrzenie, nie chcąc odzywać się więcej, żeby nie wyszła z niego żmija.
— Zaraz wyjdę, Vita — odpowiedział, patrząc jej hardo w oczy.
Zaraz zaczęła gadać do Milo i stawiać go w złym świetle, więc pokiwał głową w zaprzeczeniu.
— O nie, nie, nie — rzucił, dalej pokonując za nią drogę przez mieszkanie, po drodze wychylając się zza drzwi sypialni, gdzie kot spojrzał na niego spod byka.
— To nie o to chodziło, źle to przedstawia — powiedział, wyciągając palec wskazujący w kierunku zwierzaka, po czym wychylił się z powrotem na korytarz, gdzie już spotkał spojrzenie Vity.
— Nie podoba mi się jak dajesz mu zjebe, ale jak jesteś taka… bossy — mruknął, uważnie otaksowując spojrzeniem jej sylwetkę.
— Chociaż może powinienem cofnąć te wszystkie miłe słowa, zgarniasz dzisiaj punkty minusowe. — Bo czy tylko on mógł je zdobywać?! Ona również sobie grabiła swoim zachowaniem, chociaż naprawdę to ignorował, dając jej ulgę solenizantki.
Co miał na to odpowiedzieć?
Sexual roleplay — wywrócił oczami, kręcąc głową, ale nie mówiąc
nie. Wcześniej z rozbawieniem przyjął jej czyn, jakim było pokiwanie jego własną głową, dlatego teraz nie mógł się sprzeciwiać. Przystał na jej warunki, nie mógł zaprzeczyć, więc patrzył w jej oczy, skupiając się na ich pięknie i gdzieś z tyłu głowy przeszła mu myśl, za którą powinien dostać bana na spotykanie się z nią.
Bo jego myśl była krótka i dobitna — że w tych oczach z pewnością nie trudno było się zakochać.
— Vita — westchnął, gdy dała mu wywód na temat przyzwyczajania się i jego wspominania o ich relacji. Naprawdę nie chciał, żeby to wszystko się zepsuło. Nie chciał, żeby nagle z dnia na dzień stali się sobie obcy, bo ta relacja ich przerosła, że uczucia przejęły nad nimi władzę.
— Jestem wyluzowany — mruknął, zanim rozpoczęła swoją falę pocałunków na jego buzi i przez chwilę pomyślał, że może miała rację.
To tylko zabawa. Wiedzieli, czego chcą od siebie. Wiedzieli, czego muszą unikać, jeśli dalej chcieli móc dalej prowadzić tę pełną żądzy i intensywną relację.
— Nagrodę? — zapytał, patrząc na nią z powątpiewaniem.
— Nie będę marudzić, tylko czasami nie rób mi złudnych nadziei — odpowiedział rozbawiony, chociaż nie liczył dzisiaj na nic. W końcu przyjechał do niej z taką właśnie myślą, że pewnie będzie miziać ją przez pół wieczoru, aż w końcu przypadkiem nie zasną i nie obudzą się w środku nocy. Mogli też grać do późna i grzecznie pójść spać. Każda opcja mu odpowiadała, bo przyjechał tu dla towarzystwa, a nie dla zaspokojenia swoich zachcianek; co mogło być pierwszym znakiem ostrzegawczym, a jednak zdawał się być ślepy na to.
— O mój boże, co ty do mnie mówisz — jęknął, kiedy zaczęła mu tłumaczyć, kto kim był, kogo lubią i kogo nie lubią.
— Nie wiem, czy kiedykolwiek oglądałem jakieś reality show. Raz dałem się namówić na to… kurde, love is blind? Z góry odpowiadam, oglądałem z siostrą, żebyś zaraz nie dopisała sobie historii. — Już widział te przytyki, że
z byłą oglądał, a z nią marudził. Jedyną osobą, której wcześniej dawał się zmuszać do oglądania takich gówien, była Eleanor.
— Nie rozumiem, jak można zakochać się w kimś przez ścianę. I po miesiącu stwierdzić, że chce się z kimś spędzić całe życie. — To było dla niego kompletnie absurdalne i w jego mniemaniu, kompletnie zbędne. Wzięcie rozwodu nie było tak łatwe, zwłaszcza w Kanadzie, więc kompletnie zadziwiało go to, jakie lekkie podejście mieli niektórzy ludzie. Sam miał dość ciężkie podejście do miłości… ale może po prostu to był tylko on.
— Tylko dzisiaj? Myślałem, że zawsze jestem idealny — westchnął cierpiętniczo, niepocieszony jej słowami, po czym spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem.
— Ja ci przeszkadzam? Oh, pani proszęmniemiziaćbezkoszulki, też ciężko mi się skupić — parsknął, zaraz kręcąc z niedowierzaniem głową. Specjalnie błądził dłonią po jej boku i plecach, żeby czasami nie dorzucać ognia do pieca i nie zajeżdżać w
zakazane rejony. Zakazane przez niego, oczywiście.
— Może też powinienem się rozebrać? Wiesz co, fantastyczny pomysł — stwierdził, sięgając do krawędzi swojej bluzy, żeby przerzucić ją przez głowę i odrzucić na bok, dokładnie tam, gdzie leżał jej top. Serce zabiło mu nieco szybciej, gdy usiadła na jego nogach okrakiem, po czym lekko szturchnęła jego nos swoim i ah... uwielbiał, gdy tak robiła. Gdy ta chwila czułości wkradała się między ich wszystkie bardziej intensywne momenty. Dzisiejszy dzień był kumulacją tych czułości, ale… podobało mu się to. To, jak czule się z nim obchodziła, jak łaknęła tej bliskości i jak bardzo była w niego wpatrzona.
— Też jesteś całkiem fajna — odpowiedział, lekko się drocząc i przenosząc swoje dłonie na jej pośladki, aby przesunąć ją bliżej do siebie, praktycznie pozbawiając ich zbędnej przestrzeni między nimi.
— Lubię, gdy jesteś tak blisko — mruknął między jednym a drugim, krótkim, ale czułym muśnięciem ust.
— Tak — odparł krótko, bo tu sprawa była bezdyskusyjna; zarówno zjedzenie pizzy, jak i zostanie na noc. Jeszcze trochę i odzwyczai się od spania samemu. Zmarszczył jednak nieco brwi, zastanawiając się nad jedną, kluczową kwestią.
— Wiesz co, widujemy się praktycznie od miesiąca, jesteś moją dziewczyną od jakiś… dziesięciu minut, ale nie rozmawialiśmy o najważniejszym — rzucił, patrząc w jej oczy z pełną powagą i budując odpowiednie napięcie.
— Pizza z ananasem — hot or not? Przemyśl tę odpowiedź — zadał najważniejsze pytanie, które będzie tak naprawdę rzutować na ich relacje i być ewentualnym argumentem w sporach. On osobiście był fanem i nie rozumiał, jak można nie szanować tego połączenia. Zaraz podniósł się z kanapy, nieco zaciskając jedną dłoń na udzie dziewczyny, a drugą przesuwając na jej plecy, żeby podejść z nią na rękach po torbę ze słodyczami, którą zostawił na komodzie przy wejściu. Zgarniając ją wrócił do salonu, odkładając siatkę na stoliku kawowym i tym razem kładąc się na plecach, a dziewczynę kładąc na siebie i przyciągając ją do siebie mocno. Złożył krótkiego buziaka na czubku jej głowy, zaraz zatapiając nos w jej włosach i wdychając zapach, który był mu już tak znajomy, że nie wyobrażał sobie, aby nagle mogło stać się to obce.
I'm scared
I've never fallen from quite this high
Fallin' into your ocean eyes
Those ocean eyes
maybe it's more than just sex