-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słowa Eviny chyba dały mu do myślenia. Spuścił wzrok i przełknął głośno ślinę, wpatrując się w swoje dłonie.
— Nie — odpowiedział cicho, a głos wyraźnie mu zadrżał. Robił wszystko, żeby się nie rozpłakać. Mocno zagryzał dolną wargę, jakby to miało zatrzymać łzy. — Chyba byłem okropnym kumplem — dodał. W końcu to do niego dotarło. Zaylee od początku przeczuwała, że prędzej czy później sam dojdzie do takiego wniosku. Był bystrym dzieciakiem. Czasem potrzebował po prostu bodźca żeby poukładać sobie wszystko w głowie.
Pokiwał blond czupryną, chcąc dać obu kobietom do zrozumienia, że rozumie i że nie postąpi w przyszłości w podobny sposób. Ale czy faktycznie tak będzie? To miał pokazać dopiero czas. W ciszy wysłuchał wszystkiego, co mówiła Zaylee. Ta uśmiechnęła się delikatnie, kiedy poczuła na ramieniu dłoń żony. Dobrze, że przyjechały tutaj razem. Każda z nich pewnie poradziłaby sobie z tą rozmową w pojedynkę, ale wspólna obecność pozwalała im się uziemić. Pilnowały się wzajemnie, żeby druga nie powiedziała o jedno słowo za dużo ani nie zareagowała zbyt ostro pod wpływem emocji.
— Czy Liam i jego rodzice są jeszcze gdzieś tutaj? Mógłbym go teraz przeprosić? — zapytał niepewnie Młody, przenosząc wzrok z Miller na Swanson i z powrotem.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście miał teraz przy sobie dwie matki, które chciały być przy nim zawsze, gdy będzie tego potrzebował. Były od tego, aby służyć mu radą, gdy będzie miał jakieś wątpliwości, a także wspierać, kiedy przyjdzie na to czas. Oprócz tego ich zadaniem było także reagować odpowiednio i korygować jego błędy, gdy tylko takowe popełniał. Musiały jak najlepiej nauczyć go tego, co same wiedziały o życiu i liczyć na to, że młody będzie podążać za tym w przyszłość.
Chyba na razie im się udawało to robić. Nie zawsze będzie to szło takk dobrze. W przyszłości pewnie więcej razy się pokłócą i sprawią, że Sam trzaśnie im drzwiami nim w końcu ochłonie i po czasie dojdzie do tego, że miały rację i chciały dla niego dobrze, ale na razie nie musiały się tym przejmować. To był problem dla ich przyszłych wcieleń.
Skinęła głową na słowa syna. Może i nie chciała go doprowadzić do łez, ale jeśli dzięki temu uświadomił sobie swoje postępowanie to nie zamierzała na to narzekać. Liczył się w końcu efekt, prawda?
Doszli chyba powoli do porozumienia. Spoglądała na to jak blondynek kiwa głową i przesunęła dłonią po ramieniu Zaylee w cichym komunikacie, że jednak udało im się. Pierwszy dosyć poważny kryzys zażegnany. W dodatku wyglądało na to, że młody chciał dosyć szybko wcielić w życie to o czym mówiły. Oby tylko faktycznie wytrwał w tym swoim postanowieniu i zadbał o to, aby Liam już nie był dręczony przez kogokolwiek z klasy.
- Widziałyśmy jak wychodzą ze szkoły, ale możemy zadzwonić do nich czy są jeszcze w pobliżu jeśli chcesz - zaproponowała łagodnie po czym sięgnęła po telefon. - Weź swoje rzeczy i zbieramy się.
Raczej nie było sensu w tym, aby dłużej siedzieli w szkole. Zwłaszcza, że Sam zdążył zrozumieć na czym polegał jego błąd. Swanson pozwoliła na to, aby powoli doprowadził się do porządku, a sama zadzwoniła do pana Wyle'a, aby zapytać czy wciąż byli w pobliżu szkoły. Całe szczęście wybrali się do pobliskiej lodziarni i w razie potrzeby mogli łatwo zawrócić. Cóż... Może jednak Samuel będzie mógł jeszcze tego samego dnia wszystko naprawić.
zaylee miller