Uwielbiała dziewczyny z całego serca, ale to chyba ona zawsze uchodziła za tą bardziej rozsądną i odpowiedzialną. Jeszcze w liceum zawsze siadała z nimi nad książkami i pomagała w pracach domowych oraz w przygotowaniach do sprawdzianów. Owszem, była od nich o rok starsza, ale gdyby sama nie wkuwała po nocach to całą trójką chodziłyby na korepetycje do jakichś przystojnych studentów. Elsa była właśnie tym typem osoby, którą inni rodzice stawiali na wzór i po prostu lubili. Dlatego pewnie by się nie zdziwiła, gdyby pani Leblanc i Perez wspominały, że ich córki mogą pójść na imprezę, ale tylko dlatego, że wiedziały, że i Eriksenówna się na niej pojawi. I nawet jak wracały do domu w mniej trzeźwym stanie niż mogłyby się spodziewać… to przecież na pewno pilnowała ich Elsa, więc nie było potrzeby wszczynać żadnych awantur.
No ale im dłużej słuchała rozterek Amelii tym chyba bardziej głupiała i już nie była w stanie zrozumieć, czego tak naprawdę jej przyjaciółka chciała. Z jednej strony to ona zaprosiła Donniego do domu, aby poznał jej rodziców, co zresztą zdawało się być naprawdę poważnym krokiem w rozwoju ich relacji, ale z drugiej zaczęła mówić, że w sumie to nie była pewna czy w ogóle chciała mieć tego oficjalnego chłopaka. I jeszcze ten strażak…
— Nie, czekaj. Chwila. — Minutnik na telefonie Norweżki oznajmił, że minęło dwadzieścia minut, więc ściągnęła z twarzy maskę, wsuwając płachtę na plastikowego opakowania, a potem opuszkami palców zaczęła delikatnie wklepywać pozostawione na skórze serum.
— Chyba się pogubiłam. To po co go w takim razie zapraszałaś do domu? Mogliście wyjść z rodzicami do jakiejś knajpki czy coś… w każdym razie jest to mniej zobowiązujące niż obiad przy rodzinnym stole. Wiesz, to jest raczej taka demonstracja pod tytułem "przyzwyczajaj się, bo będziemy tutaj spędzać święta i ważniejsze uroczystości rodzinne”. — Zmarszczyła lekko brwi, próbując na nowo przyswoić te wszystkie informacje.
— No i nie wiem czy tak wszystkie początkujące aktorki nie powinny być w związku. Chyba, że planujesz zdobyć angaż przez łóżko producenta albo reżysera, a nie dlatego, że jesteś zdolna i świetnie sobie radzisz na scenie. — Westchnęła ciężko. Naprawdę nie potrafiła tego ogarnąć. Jak już było wspomniane, uwielbiała Amelię, tak samo Audrey, ale momentami miała wrażenie, że ta pierwsza niekoniecznie podchodzi do swojego życia odpowiedzialnie. Dlatego wolała jak najszybciej powiedzieć jej co myśli i może jakoś przemówić jej do rozsądku zanim wpakowałaby się w większe kłopoty, z których mogłyby mieć problem, aby ją wyciągnąć.
— Ale wiesz, jak facet ma pracę to chyba dobrze, prawda? Zresztą, to tak jakby on od ciebie wymagał, żebyś zrezygnowała z przesłuchania, bo on chciałby porobić z tobą coś innego… a tak to zobacz, za hajs z sesji mógłby cię zabrać potem w weekend na jakąś odjechaną randkę! Albo kupić jakieś ładne kolczyki czy kolię… — Nie chciała wyjść na tą złą. W końcu kibicowała swoim przyjaciółkom w każdym aspekcie ich życia i chciała dla nich jak najlepiej! Dlatego starała się jakoś swoje "ale” co do ich postępowania przykryć płaszczem płaszcza troski i zwyczajnego rozsądku, bo przecież nigdy nie chodziło jej o to, żeby kogokolwiek oceniać. Po prostu czasami miała wrażenie, że Amelia najpierw rzuca się w sam środek emocji, a dopiero potem zastanawia nad tym, czego właściwie chce.
— I nie zrozum mnie źle, kochanie— Dodała już łagodniej, opierając się wygodniej o oparcie kanapy i poprawiając wilgotne jeszcze od serum kosmyki blond włosów.
— Ja nie mówię, że masz teraz lecieć kupować suknię ślubną i wybierać imiona dla dzieci, bo poznałaś chłopaka z rodzicami. Po prostu… to nie jest coś, co robi się przypadkiem. Przynajmniej dla większości ludzi.
Przechyliła lekko głowę, przyglądając się przyjaciółce z wyraźnym zakłopotaniem. Ale na szczęście zaraz temat zszedł na Audrey i aranżowanie przez jej matkę małżeństwo. Och jak dobrze, że nie miała akurat w dziobie wody, bo by chyba się opluła. Ewentualnie zakrztusiła. A żadna z tych opcji nie wydawała jej się nad wyraz kusząca.
— Jezu… co to ma być? Myślałam, że takie małżeństwa to już totalna przeszłość… a przynajmniej w krajach wysokorozwiniętych. Co to? Afryka bądź inny Bliski Wschód? — Cóż, wiedziała, za każdy rodzic chciał dla swojego dziecka jak najlepiej. Gdy rozstała sie z Dante ten rok po ukończeniu liceum, papa Eriksen również szukał dla niej jakiejś dobrej partii wśród dzieci swoich znajomych. W końcu każdy chłopak z prawniczej rodziny byłby lepszy od tamtego
idioty i przestępcy i choć była na kilku ustawionych randkach to nigdy nie zmuszał jej do kontynuowania tych znajomości. W końcu małżeństwo wedlug jej ojca powinno być z miłości, a nie z rozsądku bądź dla biznesu.
— Co za burak… ale wiecie, że to jest jakaś plaga? Co drugi przystojniak myśli jaki to on nie jest hot i chce pozaliczać jak najwięcej panienek… ciekawe czy testy na choroby weneryczne też pozaliczał… dobrze, że się zorientowałaś. Szkoda czasu na takie buce. Jeszcze ciebie by czymś zaraził… — Wywróciła teatralnie oczami. Och, gdyby tylko spotkała tego debila to już by mu pokazała, że nie zadziera się z przyjaciółkami Audrey!
Zamrugała zdezorientowana, patrząc jak dziewczyna łapie je za ręce i zaczyna mówić o wyjątkowości ich przyjaźni. Miała rację. Od liceum były nierozłączne i zawsze mogły na siebie liczyć. Wspólne nocowanki z obgadywaniem każdego, kto nadepnął którejś z nich na odcisk, zakupy czy godziny spędzone na telefonie, aby rozmawiać dosłownie o wszystkim i niczym tylko upewniały ją w przekonaniu, że mogła a nie bezgranicznie liczyć. Zawsze.
— Myslalam, że jestem w ciąży — wypaliła w końcu, biorąc wcześniej głęboki wdech.
— Okres mi się spóźniał, źle się czułam, więc przed pracą poszłam do apteki, w domu zrobiłam jeszcze go zrobiłam i wyszła jedna kreska. Zostawiłam go w kosmetyczce i poszłam do salonu, a Dante go potem znalazł… i miał już drugą kreskę… mieliśmy rozmowę o dzieciach i wyszło, że on by nie chciał zostać ojcem. Nigdy. A ja nie chce mieć dziecka z nikim innym, więc… pojawia się problem. Ale poszedł do apteki po kolejny test i ten już wyszedł negatywny, ja też dostałam potem okresu, więc problem rozwiązał się sam, ale… no nie wiem. Chciałabym kiedyś wziąć z nim ślub, urodzić mu ślicznego synka i córeczkę i takimi samymi loczkami i oczami jak jego… Ale przecież nie będę go zmuszać do rodzicielstwa. To tak nie działa… przejebane… — wymamrotała, opadając na kanapę i zamykając przy tym oczy. Cóż, Aurelia wspomniała chwilę wcześniej, że były jeszcze młode, że nie musiały się spieszyć z żadnymi poważnymi deklaracjami życiowymi. Jednak Elsa czuła, że była na to wszystko gotowa. Gotowa na obrączkę z wygrawerowaną datą ICH ślubu. Gotowa na jego nazwisko przy swoim imieniu… tylko bolało ją to, że najprawdopodobniej to on nie był gotowy na żadną z tych rzeczy.
Audrey LeBlanc Aurelia M. Perez