-
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchał jej i poczuł, że ta uwaga trafiła prosto w cel. Zamiast się jednak wycofać czy obrócić to w żart, po prostu patrzył jej w oczy. Jej dłoń wciąż leżała na jego brzuchu, co tylko potęgowało to dziwne uderzenie szczerości. Cholera, miała rację, lubił mieć wszystko poukładane, zwłaszcza kiedy wokół panował niego bałagan, ale usłyszenie tego od niej brzmiało zupełnie inaczej. Nie zabrał jej ręki ze swojej skóry. Wręcz przeciwnie, delikatnie docisnął swoje palce do jej dłoni, żeby nie uciekła.
– Może i tak jest – przyznał cicho, a jego głos stracił trochę tej wcześniejszej pewności siebie. Przesunął się o te parę centymetrów bliżej, tak że prawie stykali się ramionami. – Ale z drugiej strony, gdybym zawsze szukał bezpiecznego gruntu, to na pewno nie siedziałbym teraz z tobą na tym dachu. - Przechylił głowę, uważnie obserwując jej twarz. – Poza tym... niektóre rzeczy warto ryzykować, nawet jeśli grunt ma się zawalić. Nie uważasz?
Zauważył zmianę w jej zachowaniu. Widział, jak ucieka wzrokiem i jak mocno pociągnęła z kieliszka. To nie był zwykły łyk dla smaku – ewidentnie próbowała czymś zapić myśli, które nagle wjechały jej do głowy, jednak nie miał zamiaru bawić się w przesłuchanie, bo sam miał wokół siebie za dużo bałaganu, więc wiedział, jak to jest, kiedy ktoś próbuje wyciągać rzeczy, na które nie masz akurat ochoty odpowiadać.
– Masz rację, z tą pewnością bywa słabo – mruknął, patrząc w tę samą stronę co ona, żeby nie świdrować jej za bardzo wzrokiem. – Dlatego całe szczęście, że mamy wino i całkiem niezły widok, no nie? - Obrócił głowę w jej stronę i uśmiechnął się krótko.
Siedział tak blisko, że czuł bicie jej serca albo przynajmniej własne, które waliło jak szalone. Słuchał jej głosu z tej odległości i czuł, jak cała jego dotychczasowa pewność siebie zamienia się w coś zupełnie innego – w napięcie. Kiedy tak mu się przyglądała, wodząc wzrokiem po jego twarzy, miał wrażenie, że widzi go na wylot. – Konsekwencji? – powtórzył cicho, a jego głos stał się zauważalnie niższy. – Brzmi jak wyzwanie, a ja bardzo je lubię – dodał, niemal szeptem, nie zabierając ręki.
Czuł każdy ruch jej palców na swoim brzuchu, jakby opuszki paliły mu skórę. Kiedy powtórzyła szeptem napis, a jej wzrok zjechał z jego oczu prosto na usta, poczuł, że zaraz całkowicie straci nad sobą kontrolę. Pochylił się jeszcze bardziej, tak że dzieliły ich dosłownie milimetry. Czuł na twarzy jej ciepły oddech. Przez sekundę patrzył jej prosto w oczy, dając jej tę ostatnią szansę, żeby się wycofała, jeśli spanikuje.
Gdy poczuł jej palce na swojej żuchwie, zesztywniał na moment. Jej dotyk był tak delikatny, tak ostrożny, że uświadomił mu, jak blisko granicy się znaleźli. Kiedy poczuł jej usta na swoich, ten krótki, delikatny dotyk uderzył go mocniej, niż się spodziewał. Słowa o złym pomyśle jeszcze brzmiały mu w uszach, ale w tym momencie kompletnie nie miały znaczenia. Gdy Charly odsunęła się o te parę centymetrów, patrząc na niego z niepewnością, nawet nie drgnął, żeby pozwolić jej uciec dalej.
– Za późno na dobre pomysły – mruknął chrapliwie. Uniósł dłoń, splatając palce na jej karku, pod włosami i delikatnie, ale cholernie stanowczo przyciągnął ją z powrotem do siebie. Tym razem nie pozwolił na delikatne muśnięcie. Pocałował ją mocno przełamując niepewność, która między nimi wisiała. Druga ręka powędrowała na jej talię, przyciągając całe jej ciało bliżej, tak żeby poczuła, że ta granica nie tylko została przekroczona, ale już dawno przestała istnieć.
Charly Hayes