I know it's crazy,
I know that I'm a fool
Dziecinne zauroczenie, które przemieniło się w nastoletnie zauroczenie… które z każdym dniem, miesiącem i rokiem zamieniało się w zakochanie.
Cholera. Starała się spotykać z innymi mężczyznami. Dzieliła z nimi łóżko i pocałunki, nawet chodziła na randki, spotykała się z różnymi przez kilka miesięcy, byleby tylko wyprzeć z siebie jakiekolwiek uczucia, którymi darzyła Alexa. Hm, a może problem tkwił w tym, że cały czas utrzymywała z nim kontakt? Że po każdej gorszej randce miała jego. Kogoś, z kim mogła pośmiać się z jakichś randomowych rzeczy o swoich przyszłych niedoszłych? Może to, że idąc na randkę, zastanawiała się, gdzie tego samego wieczoru albo następnego ranka pójdzie z nim? Może to, że w restauracjach zawsze sprawdzała w menu pozycję, którą Alex by zamówił, a w miejscach, które krzyczały przepychem, sama krzyczała w środku, że Ducky w życiu by tam nie przyszedł? Cholera, on poszedłby piętnaście minut dalej do kiosku albo osiedlowego sklepu, byleby kupić tańszą paczkę papierosów niż w markecie. Czemu za każdym razem, gdy składała pocałunki na innych ustach, myślała o tym, że chciałaby, żeby to właśnie on ją całował?
c h c i a ł a
Pragnęła czegoś, czego mieć nie mogła. A teraz on, po dwóch pieprzonych miesiącach, w których nie poznawała samej siebie, chciał z nią rozmawiać? Chciał, żeby spojrzała głęboko w serce i znowu otworzyła drzwi, które przez ten cały czas były zadeskowane, zagwożdżone, obwiązane nieskończoną ilością łańcuchów, za którymi wciąż tliły się jej uczucia do niego? Wyrzucała z siebie każdą frustrację. Każde słowo, którego nie miała na myśli. Nie do końca zresztą. Nie żałowała kochania go.
n i g d y
Obiecała sobie jeszcze za gówniarza, że skoro nikt Alexa nie chciał w swoim życiu do tego stopnia, że wylądował w tym obskurnym domu dziecka, to ona weźmie sobie za zadanie bojowe kochać go za te wszystkie osoby, które powinny robić to od momentu, w którym się urodził. Z biegiem czasu doszło do niej, że wcale nie musiała się wysilać, bo miłość, którą do niego pałała, ta z pozoru przyjacielska, przerodziła się w coś, czym powinno darzyć się swoją drugą połówkę. Wszystko, co mówiła, było kłamstwem. Ostatnio często jej się to zdarzało, huh?
- Przepraszam! - zatrzymała się na moment
- Nie planowałam tego. Myślałam, że nic się nie zmieni… naprawdę, Alex - wyrzuciła z siebie załamanym głosem.
- Tylko że nigdy się tego nie dowiemy, bo to ja zawsze będę tą osobą w tej przyjaźni, która kochała swojego przyjaciela zbyt mocno. - Wpatrywała się w jego oczy, zadzierając głowę. Cholera, zdążyła już zapomnieć, jak niska była w porównaniu do niego.
Tak jak bycie przy nim dodawało jej tchu i sprawiało, że czuła, że żyła, tak teraz miała wrażenie, że nie potrafi oddychać. Jego obecność za bardzo ją bolała. Dlatego tak gwałtownie, chaotycznie przemierzała te kilka kroków na pomoście. Nie wiedziała, czy miała ochotę podejść do niego i zacząć go popychać, wylewając z siebie całą frustrację o to, że w ogóle znaleźli się w tej sytuacji. Przez nią samą.
Hipokrytka.
Raise my spirit up
Never down when you're around
Czy może chciała po prostu zrobić kilka szybszych kroków, rzucić mu się w ramiona i go pocałować? Nie mogła.
- Po szesnastu latach pora się wymienić - rzuciła zirytowana, przejeżdżając dłońmi po twarzy, gdy zapytał o dni. Spojrzała na niego.
- Miałam dużo czasu, Alex! - Kurde, no bo co? On chciał teraz rozmawiać? Teraz, kiedy ona przez ostatnie tygodnie musiała nauczyć się funkcjonować z dziurą po nim w samym środku klatki piersiowej? Kiedy codziennie budziła się z myślą, że już nie może wysłać mu pieprzonej wiadomości o szeryfie, zdjęcia latte art w bardzo mature wersji, z której była zajebiście dumna, przypadkowym memie albo tym, że znowu prawie potknęła się o własne nogi? Ona nie miała na to najmniejszej ochoooo…
Nie zdążyła nawet dokończyć tej myśli.
Jęknęła, podnosząc się i siadając z wyprostowaną nogą, gdy ten w oka mgnieniu pozbył się mokrego buta i skarpetki, które poleciały gdzieś.. nawet nie zarejestrowała gdzie. Wpatrywała się w niego, jak nagle zaczął ogrzewać jej stopę, po czym odwróciła swoje brązowookie spojrzenie gdzieś na bok. Czuła, jak serce przyspiesza jej do takiego stopnia, że musiała aż przyłożyć dłoń do klatki piersiowej, starając się wziąć głębszy oddech, bo to wszystko nie działo się naprawdę. To było coś tak surrealnego.
Nie przyjaźnili się już.
Starała się trzymać od niego z daleka, bo tego potrzebował, co nie? Potrzebował, żeby nie była blisko niego przez jej własne uczucia, których nie umiał odwzajemnić. To było dla jej dobra, żeby nie cierpiała, right? Tylko że ta męczeńska droga jej nie przeszkadzała. Nie wtedy, gdy mogła wpatrywać się w jego tęczówki, które swoim zielonobrązowym kolorem przypominały jej las, w którym nie raz campingowali. Nie wtedy, gdy zatrzymywała spojrzenie na dołeczkach, które pojawiały się na jego twarzy, gdy uśmiechał się za mocno. Nie wtedy, gdy nazywał ją Dust i dosłownie zgadzał się na każdy szalony plan, który wpadł jej do głowy.
You know the funniest part?
Zawsze była taka bezmyślna, żądna przygód, ale żadna z nich nie smakowałaby tak słodko, gdyby jej odwiecznym partnerem zbrodni nie był właśnie on. Podając mu prezent, zdziwiła się, że on też miał jeden dla niej. Urodziny miała cztery dni temu i niczego poza piciem oraz szukaniem jakiegoś smutnego filmu do popłakania nie robiła. A Szeryf? Tak jak był kotem o charakterze psa, dosłownie, to tamtego wieczoru jeszcze nigdy nie wpatrywał się w nią z takim pożałowaniem. Chwyciła kopertę, którą jej wręczył.
- Co tam nabazgrałeś? - uśmiechnęła się szeroko do siebie, choć w jej oczach zbierały się łzy. Kurwa. Tyle, co nigdy niepłacząca August napłakała się przez te sześćdziesiąt pięć jebanych dni, to można by drugą część Titanica nagrać. Welp. Zamiast kartki urodzinowej z jakimiś głupio słodkimi życzeniami zobaczyła bilety lotnicze. Do NOWEJ ZELANDII?
Jezu. - Alex - głos na moment jej się załamał. Przez te prawie szesnaście lat tyle razy obejrzała Władcę Pierścieni i Hobbita, tyle razy przeczytała książki, zmuszając Duckiego, żeby oglądał z nią, że aż ciężko było to zliczyć. To, że po początkowym niezadowoleniu już po jakichś pięciu minutach wydawało jej się, że naprawdę to polubił, było zupełnie inną rzeczą.
Cholera, przecież to było tyle pieniędzy. Zacisnęła palce na skrawkach koperty, przyglądając się biletom. Tak bardzo chciała po prostu rzucić się na niego i złożyć na nim milion pocałunków. August nie należała do żadnych cnotek. Kontaktu fizycznego wręcz pragnęła. Nigdy nie miała przecież problemu z wtuleniem się w niego, zaśnięciem na nim i vice versa, obcałowywaniem go w TEN PRZYJACIELSKI sposób. Choć dla niej to, jak okazywała mu uczucia, było zawsze naturalne i takie samo, to teraz… nie mogła tego zrobić.
Kurwa jego mać.
Pociągnęła nosem, ale Alex stwierdził, że ma polecieć tam nie tylko bez niego, ale też odpocząć od niego. Spojrzała na niego i zaczęła kręcić głową.
- Nie - wydusiła z siebie stanowczo.
- Nie polecę tam z kimś, Alex - dodała.
- I nie chcę od ciebie odpoczywać. - Westchnęła głośno, wsuwając bilety z powrotem do koperty. Zgięła ją w pół i schowała do kieszeni spodni.
- To miał być nasz wyjazd - dodała już trochę ciszej. Jak na osobę, która była aż na przekór wygadana, dzisiaj dosłownie brakowało jej słów. A może jedyne słowa, które cisnęły jej się na usta, dotyczyły tego, jak bardzo za nim tęskniła i że ona też nie wiedziała, jak żyć
bez niego?
Przyglądała się, jak otwierał pudełeczko od niej, i uśmiechnęła się pod nosem. Kurcze, to była jedna z jej ulubionych pór roku. Kiedy jeszcze nie wiedzieli, co sobie dadzą, ale sama ekscytacja faktem, że gdzieś w środku oboje chyba wiedzieli, że prezent im się spodoba, robiła swoje.
Eh. Gdyby tylko udało jej się wyłączyć te cholerne uczucia do niego. Gdyby potrafiła tak po prostu go nie kochać, to może by im się udało? Odsunęła nogę, żeby usiąść bliżej niego, ale wtedy znowu zalał ją kolejnym pytaniem i przyciągnął do siebie. Nie zdążyła nawet zareagować, a dosłownie w ułamku sekundy znalazła się pomiędzy jego nogami, opierając się o jego klatkę piersiową. Automatycznie jej dłoń ułożyła się na jego lewej, gdy mocno ją do siebie przytulał. Oparła głowę o jego klatkę i wzięła głęboki oddech, starając się po prostu faktycznie z nim porozmawiać.
- Bałam się - wyrzuciła w końcu z siebie.
- Od zawsze wiedziałam, że cię kocham, ale naprawdę nie przeszkadzało mi to, że nie odwzajemniasz do mnie tych uczuć, Alex. - Wsunęła palce do wewnętrznej strony jego dłoni i ścisnęła ją. Cholera, jego zapach, to, jak jego klatka powoli się podnosiła, ciepło emanujące z jego ciała, nie pozwalały jej myśleć trzeźwo.
- Tylko że nigdy nie powiedziałam tego na głos. A wtedy, na randce z Theo, w jego mieszkaniu… - ścisnęła mocniej jego dłoń.
- Po raz pierwszy powiedziałam komuś, że się w tobie kochałam i dopiero tego samego wieczoru, będąc już u siebie w mieszkaniu, zrozumiałam, że tak naprawdę nigdy nie przestałam. - Uniosła głowę, żeby spojrzeć na niego z dołu.
- Nie chciałam cię stracić. Wiem, że cię okłamałam i przepraszam… nie chciałam, żebyś zaprzątał sobie głowę uczuciami, których i tak nigdy nie byłeś w stanie odwzajemnić.
What's it really matter who says it first?
Say it to me, babe, I wanna break the curse
Opuściła głowę i tak po prostu leżała przez chwilę w jego objęciach, starając się wyobrazić sobie, czy właśnie tak samo leżeliby, gdyby jednak wtedy się nie pokłócili. Zerknęła na nadgarstek, którym właśnie pokiwał jej przed nosem, a łzy goryczy zamieniły się w rozbawienie. Parsknęła śmiechem, słysząc to słodkie
gryź. Chwyciła jego nadgarstek w obie dłonie, przysuwając go do swojej buzi.
- No need to ask me twice - uśmiechnęła się, przechylając głowę. Ugryzła jeden z cukierków, przebijając go zębami, aż po chwili poczuła słodycz rozprowadzającą się po języku. Słodycz, która mieszała się z posmakiem piwa, które przed chwilą popijała. Znowu czuła się jak gówniara. Znowu czuła się sobą przy nim. Znowu nie chciała, żeby odchodził. Wsunęła palce pod naszyjnik owinięty wokół jego nadgarstka, ściągając go całkowicie, po czym od razu założyła go sobie na szyję i odgarnęła włosy do tyłu. Ściągnęła z siebie czapkę i rzuciła ją gdzieś na bok, odsuwając się od niego tylko po to, by się obrócić, wciąż pozostając pomiędzy jego nogami. Usadowiła się tak, że siedziała na jego kolanach, po czym nachyliła się w jego kierunku, wpatrując się w oczy, w których nie raz już tonęła. Chciała chwycić go za twarz. Chciała go pocałować. Chciała powiedzieć mu, patrząc prosto w oczy, że go kochała. Ale zamiast tego odchyliła szyję i powiedziała,
- twoj kolej, Hall. - Chociaż przez moment wszystko mogło być jak za starych dobrych czasów, eh?
You just gotta say a few magic words
𝚒 𝚓𝚞𝚜𝚝 𝚠𝚊𝚗𝚝 𝚝𝚑𝚒𝚜 𝚍𝚊𝚢 𝚝𝚘 𝚎𝚗𝚍 </3