34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skłamałby kolejny raz, gdyby powiedział, że go nie zaskoczyła.
Skłamałby kolejny raz, gdyby powiedział, że mu się to nie podobało, kiedy pierwszy szok odszedł w niepamięć.
Skłamałby również, gdyby powiedział, że podobnie jak ona, gdzieś głęboko we własnych myślach, nie dopuścił do siebie chęci, aby kiedyś to powtórzyć.
Dziwną, niewytłumaczalną pustkę poczuł już w chwili, gdy odsunęła się od niego, a jej miejsce zajął chłód. Kusiło go, żeby wyciągnąć dłonie przed siebie, znowu zamknąć ją w ramionach i tym razem nie zastanawiać się ani sekundy nad tym czy wypadało. Skoro przez kilka krótkich chwil znalazła w nim schronienie, którego najwyraźniej potrzebowała, jakaś egoistyczna część jego samego chciała pozwolić jej tam zostać odrobinę dłużej.
- Przytulasz się do wszystkich ludzi, którzy według ciebie ładnie pachną? - rozbawiło go to nagłe wyznanie. Był niemal pewien, że stanowiło wyłącznie próbę odwrócenia uwagi od samego gestu, po który przed chwilą sięgnęła. Nie zamierzał jej jednak zawstydzać, uśmiechnął się tylko lekko, czując gdzieś pomiędzy tym całym chaosem dziwną ulgę.
To uczucie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło.
Patrzył na nią, słuchając kolejnych zdań i pierwszy raz od dawna naprawdę nie wiedział, co powinien powiedzieć. Nie dlatego, że brakowało mu słów. Po prostu kompletnie nie znał tego świata. Dorastał z trzema siostrami. Widział ból, słyszał narzekania, pamiętał wieczne wyprawy do lekarzy, tabletki rozsypane po kuchennym stole i matkę powtarzającą, że to kobiece sprawy, kiedy próbował dopytać o cokolwiek. Nauczył się wtedy jednego - nie wtrącać się tam, gdzie nie miał pojęcia, o czym mówiono.
Dlatego teraz po prostu patrzył na nią, próbując poskładać w całość usłyszane przed chwilą słowa - jajnik, pęknąć, laparoskopia. To wystarczyło, nie rozumiał medycznych nazw.
Powoli usiadł na krześle naprzeciwko niej, opierając przedramiona na kolanach. Przez dłuższą chwilę milczał, jakby naprawdę potrzebował czasu, żeby poukładać sobie w głowie wszystko to, co właśnie usłyszał. - To jest... niebezpieczne? - zapytał w końcu ciszej niż zwykle. - Bo jeśli tak, to nie powinnaś z tym czekać - nie brzmiał, jakby próbował ją pouczać. Raczej jak człowiek, który przez całe dorosłe życie funkcjonował według jednej, bardzo prostej zasady - jeżeli istniało zagrożenie, należało je usunąć.
Nie jutro, nie za miesiąc, t e r a z.
- Byłaś u więcej niż jednego lekarza? - spojrzał na nią uważniej. - Drugiego, trzeciego. Nie wiem, kurwa - westchnął cicho, przecierając dłonią kark. - Lekarze też się mylą. Sprawdziłbym to jeszcze raz. Chociażby po to, żeby mieć pewność - to była jedyna rada, na jaką było go stać. Nie znał się na medycynie, nie znał się na kobiecym organizmie. Wiedział jedynie, że człowiek nie powinien lekceważyć rzeczy, które mogły go niszczyć.
Kiedy podniosła na niego wzrok i zadała ostatnie pytanie, nie zawahał się nawet przez sekundę. - Aktualne. A co planujesz? - miał tylko nadzieję, że nie zamierzała zabierać go ze sobą na wizytę do szpitala, bo prawdopodobnie musiałby wymyślać na poczekaniu jakąś bardzo kiepską wymówkę.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
For good luck!
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinęła głową w stronę ściany, za którą wcześniej zniknął Hank. Nie wiedziała czy dlatego, że chciał skłóconej parze dać trochę czasu na ochłonięcie (z sugestywnym spojrzeniem w stronę Ally), czy na przyznanie się do winy niewinnego (z sugestywnym spojrzeniem w stronę Reida). A może, jak na porządnego faceta przystało, pracował zamiast gadać.
Niektórzy powinni brać z niego przykład.
Tylko do niektórych wcale nie, ale nie mogła przecież pozwolić by Reid czuł się aż tak wyjątkowo. Wtedy gest urósłby do rangi niebotycznej deklaracji, a był jedynie kumulacją bezradności, bezsilności i pragnienia ciepła. — Jestem nieznośna, zapytaj Hanka. Nie może się ode mnie opędzić. Ten facet to 100% czystego testosteronu — w rzeczywistości w żarcie było trochę prawdy - niejeden raz już płakała w rękaw majsterkowicza seniora. Głównie wtedy, gdy dowiedziała się o śmierci swojego brata - koledzy z warsztatu pożegnali wtedy wszelkie teorie o niezręczności i zadbali o tę - relatywnie - smarkulę, której co i rusz trzeba było donosić więcej chusteczek. Była za to ogromnie wdzięczna, ale bała się tej dobroci nadużywać. Bała się momentu, w którym każdy będzie miał dosyć jej mazgajenia się. Dlatego próbowała być silna - ciągle zajęta, sarkastyczna, zaczepna. O taką Ally nikt się nie martwił.
A ona nie chciała, by się martwili.
Nawet Reid, dlatego od razu pomachała na niego dłonią w niemej prośbie - bez litości, bez żałowania jej krótkiego życia, bez współczucia. Nie potrafiła tego znieść.
O nowych wynikach dowiedziałam się wczoraj wieczorem — nie za bardzo miała więc czas na konsultację u trzech różnych lekarzy; jeden, umówiony na popołudnie, musiał na tę chwilę wystarczyć. — Nie powiedziałam tego po to, żebyś próbował to naprawić — choć część, którą cały czas obracała w dłoniach by rozładować napięcie, udowadniała że potrafił. Jesteś bardzo skryty. Czasami mam wrażenie że nie chcesz, żebym cię poznała — i dlatego wskazówkę jej radaru wywalało w kosmos, gdy mimo wszystko pojawiał się w pobliżu i utrzymywał z nią kontakt. — Pomyślałam… Może byłoby ci łatwiej, gdybym ja ci na to pozwoliła.
Nawet jeśli ich relacja miała być koleżeńska - wymagała uchylenia rąbka tajemnicy przynajmniej odrobinę. Na tyle, by więź mogła się wytworzyć w oparciu o coś więcej niż drobne zaczepki, które prędko okazałyby się niewystarczające.
Dlatego wzięła na siebie tę niewdzięczną rolę i pierwsza wyszła przed szereg - pozwoliła mu się poznać z nieco innej strony i sprawdzała.
Czy zostanie?
Ja nic — uśmiechnęła się szerzej. Jeśli sprosta wyzwaniu - to on zaplanuje wszystko. — Ty przyjedziesz po mnie o ósmej. Nie będziesz pytał o wizytę, prognozy i plany. Zabierzesz mnie gdzieś, gdzie będę mogła o tym zapomnieć.
A jeśli to będzie ich ostatnie spotkanie, to historia zakończy się łagodnie.
Właśnie tego teraz potrzebowała.

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzał jej współczuć.
Nie dlatego, że bagatelizował to, co właśnie mu powiedziała. Wręcz przeciwnie, zdążył już poznać ją na tyle, by wiedzieć, że nie należała do kobiet szukających litości albo ludzi, którzy poklepią je po ramieniu i zapewnią, że wszystko będzie dobrze.
Wiedział już z czym przyszło jej się mierzyć. Wiedział, że przeżyła śmierć ukochanego brata, znał historię mężczyzny, który zdradził ją w najgorszy możliwy sposób. Wiedział, że życie zdążyło niejednokrotnie rzucić ją na kolana, a mimo to za każdym razem wstawała. Dlatego nie wierzył, że właśnie to miało ją złamać.
Jego zmieszanie brało się z zupełnie innego powodu.
Po prostu nie potrafił odnajdywać się w takich rozmowach. Miał trzy siostry, matkę i narzeczoną, a mimo to przez trzydzieści kilka lat życia nie nauczył się rozmawiać o kobiecych problemach inaczej niż niezręcznym milczeniem. - Nie mam aż takiej mocy sprawczej, żeby naprawić twoje... problemy - przez chwilę szukał odpowiedniego słowa, ostatecznie dochodząc do wniosku, że żadne nie brzmiało dobrze.
- Schlebia mi, że tak pomyślałaś, ale niestety, Ally... nie tym razem - uśmiechnął się złośliwie, pozwalając, by rozmowa choć na chwilę odbiła od ciężaru, który przed momentem pomiędzy nich wrzuciła. Pomiędzy słowami, bezczelnie sugerował, że naprawdę miał c o ś, czym mógł ją uleczyć i że ona sama się tego domagała.
Mógł za to dostać w ryj, zdawał sobie sprawę.
- Posuwasz się coraz dalej w swoich próbach uwodzenia mnie - wiedział, że próbowała znaleźć w nim coś w rodzaju bezpiecznej przystani. Kogoś przy kim przez kilka godzin nie będzie musiała myśleć o wynikach badań, lekarzach i wszystkich możliwych scenariuszach. Rozumiał to aż za dobrze. Sam robił dokładnie to samo. Po powrocie z misji uciekał w treningi, mecze hokeja, długie rozmowy z ludźmi niezwiązanymi z armią albo wielogodzinne siedzenie w barach tylko po to, żeby przez chwilę nie słyszeć własnych myśli.
To nigdy nie działało na długo, ale czasami wystarczało na jeden wieczór.
Spojrzał na nią z lekkim rozbawieniem, kiedy wróciła do tematu poznawania się. - Powiedziałem ci, jak się nazywam. Znasz mój numer telefonu. Załatwiłem ci część, której podobno nie dało się zdobyć, więc wiesz już, że mam znajomości w twojej branży. Poza tym znasz moją ulubioną kawę i potrafisz ją zrobić. Poznałaś też mój gust do kobiet i wiesz, gdzie mnie znaleźć wieczorami - odwrócił kota ogonem z taką łatwością, jakby właśnie wymienił listę własnych osiągnięć. - Uważam, że jestem wyjątkowo otwarty jak na faceta, który nie zaliczył z tobą nawet jednej randki - ledwie wybrzmiały ostatnie słowa, a propozycja padła.
Uniósł brew. - Szybko naprawiasz swoje błędy - skinął głową bez większego zastanowienia. - Przyjadę - wyciągnął przed siebie nogi, splatając dłonie na brzuchu. - Brak pytań obowiązuje od teraz czy dopiero od tej... randki?

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
For good luck!
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła. Do tej chwili nie myślała o Reidzie jako czarodzieju z magiczną różdżką, która mogłaby dotknąć parę miejsc na tyle skutecznie, by wszystko naprawiło się samo. Przeciwnie - uporządkowała już sobie w głowie wersję, w której Reid nie był zainteresowany nią w ten sposób i była z tym pogodzona - nie próbowała uwodzić kogoś, kto nie chciał być uwodzony. To byłoby zbyt blisko granicy niesmaku, którą przekraczano wobec niej jako kobiety niejednokrotnie.
Z tym, że sytuacja była coraz bardziej niejasna - Reid posądzający ją o zabiegi uwodzące sam je stosował, wciągając raz po raz w słowne potyczki i trwający kontakt, z którego mógłby przecież dawno zrezygnować.
W takim razie musiała orzec, że wszystkie chwyty dozwolone i obowiązywały jedynie zasady fair play.
Czyżby skutecznie? — uniosła brew przyglądając mężczyźnie ciekawsko. Mogłaby się kłócić o to, kto kogo uwodził i że ona nie robiła tego wcale - zwłaszcza tuląc do jego sylwetki tak samo, jak robiłaby to wobec członków rodziny. Ale ten fortel nie dałby jej żadnych cennych informacji, a Aldridge właśnie je teraz zbierała.
Znam tylko twoje imię, nie wiem gdzie załatwiłeś część, twoja ulubiona kawa przypadkiem występuje tylko w tym warsztacie. Twój gust do kobiet to ja, a wieczorem widziałam cię raz. To cholernie mało informacji jak na faceta, który chce ze mną randkować — teraz już bezwstydnie uśmiechała się i wskazywała mu, gdzie jego miejsce. Tam, gdzie ona wskaże - tego wieczoru miał to być meldunek pod drzwiami do jej mieszkania. Nie protestował, nie negocjował - zdawać się więc mogło, że kobieca dominacja wcale mu nie przeszkadzała. Znalazł się w miejscu, w którym chciał - pod zaczepnym spojrzeniem kobiety, która uprawiała zaawansowaną kokieterię: to jest - wg Kundery - niezobowiązującą obietnicę spółkowania.
Zawsze sam podnosisz sobie poprzeczkę? — przechyliła głowę. — Z kolegą wystarczyłaby mi zimna pizza na plaży, ale skoro to randka… Moje oczekiwania właśnie urosły do poziomu magii, Reid.
Czy przekomarzała się po to, żeby biedaka bardziej sobą przestraszyć? Tak.
Czy zamierzała korzystać z efektów tej przekomarzanki? Również tak.
Czy miała jakiekolwiek wyrzuty sumienia? Z e r o.
Randka z wielkiego zdarzenia musiała zawierać pewne elementy: otwieranie drzwi, spektakularny pocałunek w deszczu i poetyckie wyznanie, które mogłaby z wypiekami na twarzy rozpamiętywać przez następne sto lat.
Chyba, że chciał ją zabrać na kiepską randkę - takie stanowiły większość i też dało się je przeżyć, ale zdecydowanie wysyłały inny komunikat. Na przykład: może napisz do Briana?
Pozwolę na trzy pytania — zadecydowała - wspaniałomyślna i łaskawa z niej była dziewucha, więc dostał fory zanim odpalą tryb embargo. Powinna była dookreślić parametry tej umowy i dopisać gwiazdkę, iż zależy od pytania - ale już była odrobinę rozkojarzona i nie wpadła na to, by odpowiednio się przed jego ciekawością zabezpieczyć. — A potem wrócę do pracy, żebyś zdążył za mną zatęsknić.
Bądź co bądź maszyny czekały na jej uwagę, a Reid będzie musiał tęsknie odczekać aż do późnych godzin wieczornych, by Ally mogła skupić tylko na nim.

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
34 y/o
For good luck!
190 cm
żołnierz kanadyjskich siły zbrojnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuł wyraźnie ulgę, gdy patrzył jak z jej twarzy powoli znika ciężar z którym przyszła do warsztatu jeszcze kilkanaście minut wcześniej. Sarkazm wracał na swoje miejsce, zaczepki znowu brzmiały naturalnie. Ten cwany uśmiech, którego zdążył już nie znosić, a jednocześnie cholernie polubić, ponownie rozjaśniał jej twarz.
Irracjonalnie się o nią martwił. Być może dlatego, że Garry przez tyle lat opowiadał mu o swojej siostrze, aż w jego głowie powstał jakiś dziwny odruch pilnowania jej. Być może dlatego, że miał wobec niej dług, którego nigdy nie będzie w stanie spłacić, a może zwyczajnie dlatego, że Ally Aldridge miała w sobie coś, co sprawiało, że człowiek odruchowo chciał upewnić się czy na pewno wszystko z nią w porządku.
- Nie wiem, Ally. Chyba nie jestem aż tak tajemniczy jak próbujesz mi wmówić - oczywiście, że był. I właśnie dlatego z taką łatwością obracał wszystko w żart, nie odpowiadał na najważniejsze pytania, bo gdyby odpowiedział choć na jedno z nich, wszystkie pozostałe posypałyby się jak kostki domina.
Patrzył na nią i milczał zdecydowanie dłużej niż wypadało. Zapomniał o tym, że nie był wolnym facetem, który mógł pozwolić sobie na organizowanie randek, nawet takich z zimną pizzą na plaży. Zapomniał o w s z y s t k i m. Został tylko ten pieprzony uśmiech wykrzywiający usta kobiety i świadomość, że chciał. Naprawdę chciał zabrać ją na tę randkę. Tę z magią i tę całkowicie jej pozbawioną. Z zimną pizzą jedzoną na plaży i z restauracją, w której podawaliby ostrygi, których prawdopodobnie nie umiałby nawet poprawnie zjeść. Chciał iść tam z nią, choć każdy kolejny krok prowadził go dokładnie tam, gdzie iść nie powinien.
- Młoda damo... - odezwał się w końcu z rozbawieniem, kręcąc głową. - Dla ciebie magia zaczyna się na starym, zdezelowanym mustangu, a kończy na brudnej od smaru koszulce, ściąganej po całym dniu roboty w garażu - wypomniał jej z udawaną powagą, jakby właśnie odkrył największą tajemnicę jej życia. - Jak mam spełnić takie oczekiwania? Nie znam się na tej robocie - przesunął krzesło odrobinę bliżej. Tylko tyle, by nie musieć już podnosić głosu. Tylko t y l e, by wskazujący palec, wyciągnięty w jej stronę w geście udawanego wyrzutu, zupełnym przypadkiem zahaczył o jej kolano. Dotyk trwał krócej niż sekundę, ale wystarczył.
Poczuł jak pod jego dłonią delikatnie zadrżała, a to ledwie wyczuwalne poruszenie, wbrew wszelkiemu rozsądkowi, przebiegło cienkim impulsem również wzdłuż jego własnego kręgosłupa. Dopiero wtedy zorientował się, że wcale nie musiał siedzieć aż tak blisko. - Co? - zmarszczył lekko brwi, bo ta nagła bliskość na moment wyłączyła mu zdolność myślenia. Dopiero po chwili potrząsnął głową, wracając do rzeczywistości. - Pytania. Tak - poprawił się cicho. - Pierwsze chyba powinno dotyczyć tego czy dasz mi swój adres - uśmiechnął się pod nosem. - A drugie czy naprawdę nie będzie ci przeszkadzało, że znowu wiem o tobie więcej niż ty o mnie? - p r o w o k o w a ł.

Ally Aldridge
diosmio
nuda i przesadna życioza
29 y/o
For good luck!
175 cm
mechanik Morton Motors Inc.
Awatar użytkownika
half love, half regret, dressing up for Polaroids and cigarettes
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obserwowała go uważnie, gdy przysuwał swoje krzesło.
Niczym wielki kot wygrzewający się na Sawannie - była czujna, ale rozważna. Nie traciła energii - wyczekiwała momentu, w którym smaczny kąsek sam zbliży się do niej, a jej atak okaże jedynie formalnością. Rozstawiła już kilka pułapek - teraz mogła czekać, aż któraś zaskoczy.
I zaskoczyła - wodzony na pokuszenie Reid skracał dystans między nimi, jakby nie potrafił odmówić sobie sprawdzenia czy lwica urwie mu łeb. Albo z głodu - albo dla zabawy. Jej dzikość pozwalała myśleć, że w kartach jest i jedno, i drugie.
Myślę, że mógłbyś się nauczyć ściągania ze mnie brudnej od smaru koszulki na starym, zdezelowanym mustangu — nie był jedynym, który potrafił przeinaczać, a Ally musiała przyznać - ten scenariusz byłby magiczny i został w jej pamięci na bardzo długo. Klasyczne samochody idealnie współgrały ze zwierzęcą namiętnością - coś jej podpowiadało, że Reid znał się na tym bardziej, niż chciał przyznać.
Świętoszek jeden.
Należało obnażyć jego świętojebliwość z tej maski grzecznego i wycofanego chłopca, zatem Ally podjęła pierwsze działania. Niemalże leniwie - świadoma swojej siły, władzy i kontroli, a zarazem kompletnie w tym nienachalna - uniosła tyłek z maski samochodu. Zrobiła jeden krok, i drugi, na siedzącego Reida spoglądała z góry.
Jak drapieżnik zaciekawiony nową zabawką.
Niespiesznie, jakby od niechcenia, zajęła wreszcie miejsce między jego nogami. Pozwoliła sobie poczuć ciepło męskiego oddechu na brzuchu i napawać przez krótką chwilę tą fizyczną przewagą - nielicznymi sekundami, w których to ona górowała nad nim i to on nie śmiałby drgnąć.
Nawet gdyby chciał uciekać - było już na to za późno.
Za późno, gdy wreszcie siadała na jego kolanach tak, jakby należały do niej. Pewnie, ale z wyczuwalnym spokojem objęła jedną z dłoni jego kark. Uważnie studiowała jego mimikę; najdrobniejsze zmiany w spojrzeniu, gdy palce niewinnie sunęły od włosów po nagą skórę, raz po raz muskając.
Najdelikatniej, jak potrafiła.
A chytry uśmiech, który zawitał na jej twarzy, zupełnie nie współgrał z tym jak delikatnie się z nim obchodziła.
Wyślę ci pinezkę — przytaknęła. Była ciekawa, czy Reid uzna wystrój wnętrz jej loftu za spójny z własnym wyobrażeniem - czy może okaże zaskoczony jej wyborami w tej prywatnej i intymnej przestrzeni.
Teraz pewnie mógłby powiedzieć o sobie to samo.
A może tylko wydaje ci się, że masz przewagę — swoją demonstrowała gestem wykalkulowanym idealnie - pochyliła nieznacznie, by czubkiem nosa trącić ten jego. Odetchnąć upajającym zapachem jego perfum, ciepłem bijącym od skóry szyi, do której miała już tak niedaleko. — Zawsze lubiłam długie dystanse. To, czego nie wiem teraz, powiesz mi z nawiązką już niedługo — zaś nieopatrznie musnęła wargami płatek jego ucha, nim bezczelnie i nagle odsunęła. Bez ostrzeżenia, okrutnie wracając do tego kilkucentymetrowego dystansu.
Dowiem się kim jesteś… Gdzie mieszkasz… — nie odgrażała się - stwierdzała fakt. Inwestowała teraz z pewnym procentem ryzyka i wiarą, że wszystko jeszcze się zwróci. Informacje do niej przyjdą, nawet jeśli z opóźnieniem. Z tym przesuwała kciukiem po jego dolnej wardze, by z zuchwałym uśmiechem wyszeptać: — Jak smakujesz.

gavin calloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
dallas major
AI
ODPOWIEDZ

Wróć do „Morton Motors Inc.”