ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

2
outfit

Człowiek potrafił całe życie mieszkać w jednym miejscu, a i tak wciąż być zaskakiwanym przez miejsca, których dotąd nie odkrył. W dzieciństwie był starannie odgradzany od „zwykłej” części społeczeństwa. Rodzice zawsze pchali go do prywatnych szkół i ekskluzywnych środowisk, chcąc, aby ich dziecko obracało się wśród bardziej wpływowych jednostek. Wtedy było to dla niego zupełnie naturalne, ale samodzielne życie szybko zweryfikowało, jak bardzo różnił się od większości rówieśników. Często zauważał to po cichu, starając się nie zadawać głupich pytań i nie robić wielkiego halo. Nie zawsze się to udawało, ale czuł, że zrobił już ogromny progres. Z początku nieraz słyszał od losowych ludzi, że był odklejonym bananowym dzieckiem, jednak przebywanie wśród różnych osób niemal każdego dnia nauczyło go więcej na temat „prawdziwego” życia. Nie zwierzał się z tego swoim znajomym, bo wiedział, że nikt nie chciał słuchać o tym, że ktoś zachwyca się takimi rzeczami jak chociażby komunikacja miejska czy tanie knajpy, ale prawda była taka, że jako dziecko i nastolatek miał niewiele styczności z tak podstawowymi koncepcjami.
O targu w Leslieville dowiedział się oczywiście na imprezie. Złapał świetny kontakt z dziewczyną, która uwielbiała tam przychodzić i bardzo zachwalała to miejsce. Pokazała mu nawet kilka swoich zdobyczy i stworzyła w jego głowie obraz, który wydawał się na tyle kuszący, że zapragnął wybrać się tam osobiście. Zebranie się na to zajęło mu około dwóch tygodni, ale miał dziś kompletnie wolny dzień, więc postanowił spożytkować go na poszerzanie swoich horyzontów i wybrał się na spacer połączony z zakupami. Nie szukał niczego konkretnego, ale nie wykluczał też, że wróci do domu z czymś ciekawym. Na miejsce udał się oczywiście metrem, romantyzując w głowie całą podróż, słuchając różnej muzyki i zastanawiając się nad planami na wieczór. Nie lubił ich nie mieć, nawet jeśli czasem przydałoby mu się odsapnąć i pobyć we własnym towarzystwie. Rozważał nawet przejażdżkę autem za miasto, ale nie lubił prowadzić, bo to automatycznie oznaczało, że nie mógł pić alkoholu, a to akurat bardzo lubił robić. Nauczył się już, że okazje do napicia się pojawiały się często znienacka, więc mimo że posiadał samochód, korzystał z niego bardzo rzadko - dla własnego spokoju ducha.
Trochę zajęło mu dotarcie na miejsce, ale przy pomocy Google Maps wreszcie zlokalizował targ, gdzie zgodnie z opowieściami faktycznie roiło się od stoisk i ludzi. Przechadzał się niespiesznie, przyglądając się uważnie asortymentowi, i niejednokrotnie zatrzymywał się, aby przyjrzeć się czemuś dokładniej. Nie byłby sobą, gdyby nie wdawał się też w krótkie rozmowy ze sprzedawcami czy innymi klientami, ale takie interakcje często poprawiały mu humor. Nie umawiał się tutaj z nikim i nie spodziewał się spotkać żadnej znajomej twarzy, a już w szczególności nie jej.
Ophelia? Lol, chyba nigdy nie widzieliśmy się w świetle słonecznym — rzucił wesoło, zauważając kobietę przy jednym ze stoisk. — Podoba mi się to doświadczenie, coś innego — zaśmiał się cicho, wyraźnie podekscytowany tym spotkaniem. Był to chyba również pierwszy raz, kiedy miał okazję obcować z nią na trzeźwo, ale akurat to nie robiło mu żadnej różnicy, bo był równie ekstrawertyczny bez alkoholu. — Też przyszłaś się porozglądać, czy szukasz czegoś konkretnego? Może potrzebujesz towarzysza? — zafalował głupio brwiami, oferując oczywiście siebie. Nigdy by sobie nie wyobraził, że przyjdzie mu wybrać się na targ akurat z nią, ale właśnie dlatego ta wizja wydała mu się tak kusząca, że od razu wyszedł z propozycją.


Ophelia Attwood
pan k.o.
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Osoby, które całe życie spędziły w Toronto często nie miały pojęcia o wielu rzeczach, które można było w nich znaleźć. Nie można się było temu dziwić. W końcu było naprawdę ogromnym miastem, które kryło w sobie wiele malowniczych zakamarków, które niekoniecznie należały do tych popularnych i często uczęszczanych. Trzeba było być prawdziwym entuzjastą, aby odnaleźć pewne poukrywane smaczki i docenić to, co metropolia mogła sobą zaoferować.
Poza typowo miejskimi obrazami można było również napotkać na scenerie, które nie posiadały w sobie tego wielkomiejskiego szyku i stylu. Chociażby jak ten targ farmerski, oferujący produkty od rolników żyjących w niewielkim oddaleniu od Toronto. Była to idealna okazja do tego, aby kupić część produktów w całkiem przystępnej cenie oraz ze źródła, do którego można było mieć więcej zaufania niż do popularnych marketów.
Sama jeszcze nie wiedziała, czego dokładnie chciała. Na pewno miała w planach przejrzenie tych wszystkich rzeczy i wtedy na pewno zdecyduje czy znajdowało się tam coś, co by ją bardziej zainteresowało. Plan był dosyć prosty i nieskomplikowany. Wzięła nawet auto, czego nie robiła zbyt często. Pracując w klubie zbyt często bowiem pozwalała sobie na to, aby sobie wypić chociaż drinka czy dwa, a nie była typem, który mógłby się porwać na coś takiego jak prowadzenie po alkoholu... albo innych substancjach, które również pojawiały się w jej swoistym menu.
Nie przypuszczała nawet, że wędrując pomiędzy straganami, natknie się na kogoś znajomego. W dodatku kogoś, z kim jeszcze nigdy nie miała kontaktu poza murami Tranzac. Co w sumie nie było, aż tak trudne, biorąc pod uwagę fakt, że Ophelia spędzała w lokalu naprawdę sporo czasu jako jego managerka.
- Billy? Cześć - przywitała się, spoglądając na chłopaka, który pojawił się tuż obok niej i zaraz posłała mu przyjazny uśmiech. - Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli do tego wcześniej okazję. Zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?
Lubiła Acostę. Miała okazję rozmawiać z nim wielokrotnie. Najczęściej spotykali się gdzieś w okolicach baru, gdzie mogli uciąć sobie krótką pogawędkę, przebijając się przez dźwięki dudniącej muzyki. Spotkanie się w takim miejscu jak miejski targ było na pewno nieoczekiwane.
- Raczej porozglądać. Nie mam jakiś konkretnych planów - przytaknęła, bo mimo wszystko nie przyszła z konkretną listą zakupów. - Zgaduję, że ty również zwyczajnie polujesz na to, co przykuje twoją uwagę?
Rzadko można było się w takich miejscach natknąć na osoby w wieku studenckim. Najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z istnienia targu albo nie zakładali, że może coś ich tutaj zainteresować. Billy zatem w jakiś sposób wyróżniał się na tle swoich rówieśników, co wcale jej szczególnie nie zaskoczyło.

billy acosta
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedzieć czemu, odczuł ulgę, kiedy Ophelia użyła jego imienia. Choć rozmawiali ze sobą już nie raz, przeszło mu przez myśl, że być może wcale nie zapamiętała jeszcze, kim był. Nie miałby jej tego za złe - w jej zawodzie musiała poznawać ogromną liczbę osób, więc nie sposób było zapamiętać każdej jednej. Wiedział to trochę z własnego doświadczenia. Potrafił zagadać do każdego, a na imprezach często poznawał wiele osób z różnych środowisk. Starał się jak mógł, aby zapamiętać większość imion, ale czasem musiał robić dobrą minę do złej gry i zwracać się do kogoś bez ujawniania, że najzwyczajniej w świecie zapomniał. — Jak najbardziej — pomyślał sobie, że na trzeźwo i w dobrym świetle wciąż wyglądała świetnie, ale ugryzł się w język. Lubił być bezpośredni i trochę nieokrzesany. Uważał, że miało to swój urok, ale gdzieś tam jednak odczuwał wobec niej cichy respekt i pomyślał, że mogło to być nie na miejscu. Jak długo miał zamiar zważać na treść swoich wypowiedzi? To zależało od tego, jak dobrze będzie im się rozmawiało podczas wspólnej przechadzki po targu.
Przytaknął energicznie, bo doskonale odgadła charakter jego wizyty w tym miejscu. — Jestem tu pierwszy raz. Ktoś mi ostatnio opowiedział o tym targu i nieźle go zhypował, więc chciałem zobaczyć, o co to całe halo — uśmiechnął się, rozglądając dookoła. Póki co był zadowolony, chociaż gdyby miał wybierać, dołożyłby tutaj więcej stoisk z bardziej niecodziennym asortymentem, na przykład związanych ze sztuką. Podejrzewał, że Ophelia podzielałaby to zdanie. — Byłaś tu już wcześniej? — jeśli nie był to jej pierwszy raz, to może miała dla niego jakieś wskazówki albo smaczki, których nie wyłapałby po własnych oględzinach. Ruszył powoli przed siebie, inicjując spokojne tempo i dbając o to, by na nic ani na nikogo nie wpaść, jednocześnie starając się utrzymywać wzrok na towarzyszce.
Zatrzymał się niecałą minutę później, rozglądając się po stoisku z kwiatami. — Jakie są twoje ulubione kwiaty? — zapytał z zaciekawieniem, kucając przy wazonach z różnymi roślinami. Jedne były mu znane i prezentowały się dość zwyczajnie, inne z kolei wyglądały egzotycznie i wzbudzały jego zainteresowanie. Skoro już trafili na tak różnorodną ofertę, aż grzechem byłoby nie kupić jej czegoś ładnego.


Ophelia Attwood
pan k.o.
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
Greetings, Himeros,
God of sexual desire, son of Aphrodite
Lay back, and feast
As this audio guides you
Through new and exciting positions
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było wiele osób, z którymi rozmawiała w klubie. Oczywistym było, że nie każdy mógł zapisać się w jej pamięci. Billy jednak z pewnością należał do tych egzemplarzy, o których się pamiętało. Może dlatego, że rozmawiali ze sobą całkiem sporo razy, a Ophelia miło wspominała te interakcje. Było w nim zatem coś, przez co zwyczajnie wybijał się w szczególny sposób na tle innych.
Uśmiechnęła się jeszcze do niego przyjaźnie, ale wyczuwała coś na kształt drobnej nieśmiałości czy niepewności, która na pewno nie wkradała się między nich, gdy widywali się w klubie. Tam jednak panowała zupełnie inna atmosfera. Teraz widzieli się w całkowicie nowych okolicznościach, co mogło być nieco dziwne. Attwood miała tylko nadzieję, że nie w taki sposób jak wtedy, gdy widywało się swoją nauczycielkę poza szkołą.
- No proszę. Nie pomyślałabym, że takie miejsce może być popularne - stwierdziła, bo z własnego doświadczenia wiedziała, że ludzie raczej polecają sobie lokale z jedzeniem czy też konkretne sklepiki, gdzie można było kupić w przystępnej cenie interesujące rzeczy.
Takie targi jak ten wydawały się być czymś bardziej w rodzaju reliktu przeszłości. Ciekawostką, którą warto było zobaczyć, gdy miało się chwilę czasu. Z drugiej strony ten targ na pewno powinien być swoistą Mekką dla studentów, którzy mogli szukać w miarę tanich produktów potrzebnych do tego, aby przebrnąć przez ten dziwny etap samodzielności i świeżo nabytej dorosłości.
- Tak. Nieczęsto mam okazję tutaj zaglądać, bo nie mam zwyczajnie na to czasu, ale dopięłam kilka spraw w klubie, więc teraz pora zatroszczyć się o siebie - stwierdziła z lekkim uśmiechem.
A to oznaczało wyjście na świeże powietrze zamiast snuć się gdzieś po mieście lub zamykać się w swoim mieszkaniu, zamawiając zakupy na Glovo. Nie żeby z tym było coś szczególnie nie tak, ale skoro była ładna pogoda, a ona musiała dokupić parę rzeczy to czemu nie zrobić tego w takiej barwnej przestrzeni?
Prawdopodobnie żadne z nich specjalnie nad tym nie myślało, ale oboje ruszyli wspólnie w jakimś nie do końca określonym kierunku, dopasowując tempo do tej drugiej osoby. Zresztą wokół zrobiło się nieco tłoczniej, więc musieli trzymać się bliżej siebie jeśli nie chcieli się zgubić.
- Trudne pytanie... Wszystkie mają w sobie jakiś urok, ale mam swoistą słabość do lilii - odpowiedziała po chwili zastanowienia. - A ty masz jakieś ulubione?
Zastanawiała się nawet czy nie wziąć sobie jakiegoś bukietu złożonego z polnych kwiatów, który wyglądałby dobrze w salonie, ale postanowiła to zrobić najwyżej później. Nie miała pojęcia jak wiele czasu spędzi na targu, a nie chciała nosić ze sobą całego naręcza kwiatów, które mogłyby zwiędnąć w upale pozbawione wody.

billy acosta
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
177 cm
student prawa na University of Toronto
Awatar użytkownika
You're staring at me, staring is free.
I already know you can't take the heat.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkion
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewałem się, że będzie tu aż tylu ludzi, ale widząc te stoiska i ceny... ma to sens — uśmiechnął się, rozglądając się na moment, jakby chciał upewnić się, że jego opinia była słuszna. Gdyby musiał bardziej uważać na wydatki, pewnie też zaglądałby tu regularnie, ale na ten moment było to dla niego bardziej forma rozrywki albo zwiedzania ciekawego miejsca niż faktyczne zakupy.
A co właściwie robisz w wolnym czasie? Tak dla siebie, poza klubem? — zainteresował się, wlepiając w nią zaintrygowane spojrzenie. Spodziewał się po niej dosłownie wszystkiego, a jednocześnie nie potrafił zgadnąć absolutnie niczego. Wokół Ophelii wyczuwał tajemniczą aurę. Nie wiedział, na ile była ona efektem jej naturalnego uroku, a na ile świadomie budowanego wizerunku, ale podobało mu się to i między innymi dlatego tak chętnie lgnął do jej towarzystwa.

Lilie... rozumiem — wyszczerzył się z błyskiem w oku, jakby właśnie coś knuł. W zasadzie tak było. — Hmmm, raczej nie mam ulubionych, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Średnio się na kwiatach znam. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to niezapominajki. Lubię niebieski, a one wyglądają tak... prosto, ale efektownie — wzruszył lekko ramionami. Nie do końca wiedział, jak ubrać to w słowa, ale chyba udało mu się przekazać, o co chodziło. Gęste skupiska niezapominajek zawsze wydawały mu się wyjątkowo przyjemne dla oka. Nigdy jednak nie kupił sobie nawet jednego bukietu i raczej nie planował tego robić. Przynajmniej miał już gotową odpowiedź na pytanie o ulubione kwiaty, gdyby ktoś kiedyś znowu je zadał.
Stojąc przy stoisku z kwiatami, nawet nie zauważył, że zainteresowała się nimi sprzedawczyni, dopóki nie odezwała się do nich z szerokim uśmiechem.
Witam serdecznie! Rodzinny spacer? Może kupisz jakieś kwiaty dla mamy? — zamrugał kilka razy, spoglądając to na kobietę stojącą za stołem zastawionym kwiatami, to na Ophelię, po czym parsknął głośnym śmiechem. Kompletnie go to zaskoczyło. Zaraz jednak zasłonił usta dłonią i posłał swojej towarzyszce przepraszające spojrzenie, choć nijak nie potrafił ukryć, jak bardzo go to rozbawiło.
Tak, poprosiłbym parę lilii dla... mamy — odpowiedział z rozbawieniem, nie mogąc się powstrzymać. Nigdy w życiu nie pomyślałby, że mogli wyglądać jak matka z synem, ale sprzedawczyni zdawała się starsza od nich obojga razem wziętych, więc może po prostu wzrok nie był już ten sam.
Chyba naprawdę wyglądam gówniarsko — zaśmiał się, bo nawet przez myśl by mu nie przeszło sugerować, że pomyłka wynikała z wyglądu Ophelii. Jego zdaniem wyglądała młodo - zdecydowanie zbyt młodo, żeby ktoś wziął ją za czyjąś matkę. Bardzo ciekawiło go, jak ona sama zareaguje. Znał ludzi, którzy śmiertelnie by się za taki komentarz obrazili, ale byli też tacy, którzy obróciliby go w żart. Tak jak właśnie próbował zrobić to on.


Ophelia Attwood
pan k.o.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Leslieville Farmers’ Market”