ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znowu, kurwa, to samo.
Znowu zgodził się na dwudziesto cztero godzinną zmianę jak ostatni kretyn. Ta cała ambicja i ośli upór, wpędzą go kiedyś do grobu, a przecież jego rolą, było trzymanie wszystkich ludzi z dala od pogrzebów. W tym siebie, prawda? Rezydent neurochirurgi sam do końca nie wiedział, dlaczego wciąż zgadzał się na te chore zmiany. Powtarzał sobie, że nie ma wyjścia, ale w przeciwieństwie do swoich współpracowników, brał je znacznie częściej niż inni. Jego życie przez ostatnie miesiące przypominało istną torturę. Brakowało mu rozrywki, a jego perfekcyjny plan, którego trzymał się przez ostatnie dwadzieścia osiem lat, zaczynał go… męczyć. I dojście do tej myśli, zajęło mu bardzo dużo czasu. No, bo jak miałby przyznać się do tego, że popełnił błąd albo że mógł się mylić? Cyrus był pieprzonym perfekcjonistą. Człowiekiem, który nie dopuszczał nawet najmniejszej porażki do świadomości. Osobą z kompleksem boga, który musiał mieć wszystko pod kontrolą. A nagle, zupełnie niespodziewanie, Lockhart zaczął mieć w ą t p l i w o ś c i.
Na samą myśl o tym robiło mu się niedobrze.

Za dużo myślał i za dużo czasu spędzał nad książkami, dokumentami i badaniem ludzkiej psychiki od podstaw. Miał wrażenie, że studiował ją tak intensywnie, że zaczął gubić się nawet we własnej głowie. Jego system nerwowy był całkowicie rozjebany, a on nie pomagał sobie, narzucając na siebie coraz większy ciężar. Blondyn stał oparty o swój samochód w okolicy szpitala — widział budynek niedaleko, ale zawsze zatrzymywał się trochę dalej. Palił ostatniego papierosa, przed rozpoczęciem swojej zmiany. Czuł tak obrzydliwe znużenie, że zastanawiał się, czy nie powinien wyskoczyć z okna po pierwszej operacji. Dramat.

Cyrus drgnął, gdy jakieś auto niemal przejechało po jego stopie. Zaklął pod nosem, rzucając na ulicę niedopałek i przygniatając go swoim butem. Ludziom to chyba już naprawdę odwaliło, skoro nie patrzą jak jeżdżą. Lockhart pochylił się nad oknem i zastukał w szybę, planując to odpowiednio skomentować. Niech się cieszy, że nie zarysował jego pojazdu, bo to skończyłoby się o wiele gorzej. Nie widząc żadnej reakcji, Cy westchnął z frustracją i zapukał do okna jeszcze raz.

— Popierdoliło cię, gościu? — rzucił, dostrzegając męską sylwetkę w środku. — Wysiadaj — mruknął, próbując otworzyć drzwi. Lockhart zmrużył oczy, przyglądając się osobie w środku; trafił na jakiegoś wariata?

Charlie Marshall
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W sumie to można powiedzieć, że ostatnie miesiące w życiu Charliego były koszmarem, a mimo tego przez cały czas próbował usilnie udawać, że dawał sobie radę i nie potrzebował żadnej pomocy. Zakopywał emocje głęboko w środku, ignorował zmęczenie i… działał. Tak został wychowany.

Działo się sporo - najpierw ciężki stan zdrowia ojca, później odkrycie pochodzenia Cory, romans z Ivy… który definitywnie odszedł w zapomnienie dzisiejszego poranka, kiedy złapał ją na korytarzu w szpitalu i przekazał, że to ich ostatnie spotkanie. Potem udał się na spotkanie z nowym klientem, z którym - niestety - nie wszystko poszło po jego myśli… Ale najgorsza z tego wszystkiego była wczorajsza rozmowa z Blair i przyznanie się do zdrady, w wyniku czego Mayfield rzuciła mu pierścionkiem prosto w twarz i kazała opuścić dom.

Po pracy wsiadł do auta. Z przyzwyczajenia zaczął jechać w stronę dzielnicy, w której mieszkał razem z Blair - dopiero dwie przecznice przed ich apartamentowcem przeklął pod nosem i wyznaczył trasę do mieszkania Caspiana, przeklinając się w duchu, jak mógł o tym zapomnieć. Obiecał Blair, że wyprowadzi się z ich apartamentu na jakiś czas. Chciał dać jej przestrzeń, żeby poukładała sobie wszystko w głowie i… sprawdziła, czy byłaby w stanie dać mu drugą szansę. Jednak co jeśli po zastanowieniu Blair będzie chciała zerwać z nim kontakt już na zawsze? Poluzował krawat, bo nagle zaczął go uwierać. Skręcił na kolejnym skrzyżowaniu w lewo i przełknął ślinę. Blair go nienawidziła, prawda? Chwila, moment, co to za gula w gardle? Blair chyba nie chciała go już znać. Oddychaj. Raz. Dwa. Trzy. Stracił Blair. Cztery. Na swoje życzenie. Pięć. Boże Święty, spierdolił sobie życie. Żołądek podjechał mu do gardła, w głowie zaczęło mu wirować, a obraz przed oczami zaczął powoli się zamazywać. Cholera, przecież prowadził auto. Co się z nim działo? Siedem? Dziewięć? Brał coraz szybsze i płytsze wdechy. Jezu, musiał się gdzieś zatrzymać. Nawet nie zauważył, kiedy zjechał na pobocze w okolicach szpitala i prawie potrącił jakiegoś faceta stojącego przy drodze.

Nie zauważył też, że ów facet zaklął pod nosem, podszedł do auta i zastukał w szybę. Usłyszał dopiero… hm, dźwięki.


Poooppppieeeerdoooooliłooooo cię, goooościuuuu? Wyyyysiaaaadajjjjjj.


Charlie puścił kierownicę - był blady jak ściana, na czole pojawił mu się zimny pot i nie ogarniał, co się z nim działo. Żadnych snów nieznajomego też nie zrozumiał. Jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej, ale miał wrażenie, że powietrze w ogóle nie trafiało do jego płuc. Nagle zobaczył przez szybę jakiegoś faceta - czy on coś do niego mówił? Nic nie rozumiał. Boże. Musiał stąd wyjść. Musiał wydostać się z auta. Musiał otworzyć te cholerne drzwi i zaczerpnąć świeżego powietrza. Podniósł drżącą dłoń, chcąc odepchnąć drzwi lub chociaż opuścić szybę, ale palce kompletnie odmówiły mu posłuszeństwa. Świat wokół niego zaczął drastycznie zwalniać i tracić kolory. Postać mężczyzny stojącego za szybą rozmazywała się w ciemną, pulsującą plamę.

Umierał, tak? Zaczął kręcić głową, bo nie był w stanie wykrztusić ani słowa. Pomocy. Oddałby cały swój majątek, żeby zobaczyć się z Blair ten ostatni raz. Chyba nie miał już siły siedzieć prosto, zaczął się osuwać w stronę drzwi od strony kierowcy… Blair?

Cyrus
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus musiał być dobrym obserwatorem, bo w innym wypadku, nie zostałby zdolnym lekarzem tak jak to od początku planował. Zaczynając studia, Lockhart ćwiczył analizę pod presją czasu, próbował zrozumieć emocje na twarzach innych ludzi i podejmował decyzję, według własnego instynktu. Szybko zrozumiał więc sytuację, w której niespodziewanie się znalazł. Pochylił się lekko, opierając jedną z dłoni na szybie, by zajrzeć przez okno do środka. Zmrużył oczy dostrzegając, że mężczyzna wewnątrz kompletnie nie reagował na to, co działo się wokół niego. Po raz kolejny zapukał głośno, próbując zwrócić na siebie jego uwagę, ale nie po to, żeby znaleźć pretekst do kłótni. Przeczucie Lockharta mówiło, że coś było bardzo nie na miejscu. Nie słysząc odpowiedzi ani nie widząc reakcji, Cy odetchnął ciężko; ależ on miał szczęście do takich przypadków. Zauważając, że nieznajomy osuwa się z siedzenia, rezydent przeszedł do działania. Chwycił klamkę, używając całej swojej siły, że otworzyć drzwi do pojazdu. Oczywiście, na marne, bo nawet nie drgnęły. Rozejrzał się po okolicy, ostatecznie podchodząc do własnego auta, żeby wyciągnąć z bagażnika gaśnicę.

Cy przystanął przy drzwiach na miejsce pasażera zaraz za nim, ściskając mocno gaśnicę i robiąc porządny zamach, uderzył w okno. Za drugim razem użył znacznie więcej siły, przez co szkło rozpadło się na setkę malutkich części; Lockhart odrzucił sprzęt na bok, wsuwając ramię do wnętrza pojazdu i otwierając drzwi do środka.
— Żyjesz jeszcze? — mruknął pod nosem, wchodząc do pojazdu i nachylając się do przodu, żeby otworzyć drzwi od strony kierowcy. Chciał atrakcji, ale może niekoniecznie cholera takich. Cyrus wyskoczył z auta, odpinając pasy mężczyzny, żeby wyciągnąć go na trawę tuż obok pojazdu. Podwinął szybko rękawy swojej koszuli, oceniając spojrzeniem stan Charliego.

Chwycił za krawat ważniaka, żeby rozplątać go jednym pociągnięciem i rozpiąć parę guzików koszuli tuż przy szyi. Przynajmniej oddychał, nawet jeśli ten oddech był dość płytki i nieregularny. Atak paniki?
— Hej, słyszysz mnie? — rzucił, szturchając palcami jego ramię. Nie zemdlał, więc uznał to za sukces. — Słyszysz. Świetnie — mruknął, pomagając mu łagodnie podźwignąć się i oprzeć o pień drzewa za jego plecami. Chwycił nadgarstek Marshalla, przyciskając palce, by sprawdzić jego tętno. — Jesteś zdenerwowany, huh? Następnym razem zapisz się do psychiatry po leki, zamiast straszyć ludzi na ulicy — parsknął, opuszczając luźno jego rękę. Mimo pewnych kąśliwości, Cy chwycił go za brodę, unosząc twarz nieznajomego wyżej, żeby spojrzeć na jego źrenice. Dopiero po chwili zerknął na jego buzię, która nagle wydała mu się bardzo znajoma. Nie potrafił jednak przypomnieć sobie dlaczego. — Nic ci nie będzie. Musisz się uspokoić — stwierdził, podnosząc się z ziemi, żeby wyciągnąć ze swojego samochodu, butelkę wody. Przykucnął zaraz przy nim, podając mu napój.

Rezydent neurochirurgii zerknął na jego samochód i wybitą szybę, a potem znowu na mężczyznę. Wyglądał na takiego, co miał w swoim garażu trzy podobne, a nawet jeśli nie, Lockhart opłaci mu wymianę szyby. Korzystając z chwili spokoju, zadzwonił do szpitala, informując że spóźni się parę minut i że przyprowadzi kogoś na kroplówkę. — Rusz się, gościu. Będę miał ciebie na sumieniu, jak zostawię cię w tym słońcu — powiedział, spoglądając na niego z pewnym politowaniem.

czarli
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamknął oczy, a szum w uszach przybrał na sile - miał wrażenie, że tracił grunt pod nogami i bezwładnie spadał w dół, dół, dół... W jakąś czarną, nieskończoną przepaść. I przez ten cały czas, w oddali, widział twarz Blair. Wyglądała dokładnie tak jak wczoraj. Wyciągał ręce w jej stronę, próbował krzyczeć i błagać, żeby nie odchodziła, ale on spadał coraz szybciej i coraz głębiej. Sylwetka Mayfield oddalała się, malejąc z każdą sekundą, aż stała się nieosiągalnym dla niego punktem. Nie mógł jej dosięgnąć. Stracił ją.

Nagle otworzył oczy i zakrztusił się powietrzem. Głowę miał pełną odłamków szkła. Co się działo? Cholera. Wyglądało na to, że jednak nie umarł. Odetchnął głęboko. Żyjesz jeszcze? Tak, niestety. Nie odpowiedział. Świeże powietrze. Słońce. Żył. Zaczął brać odrobinę głębsze wdechy, a w tym czasie ktoś otworzył drzwi auta, odpiął mu pasy i wyciągnął go na zewnątrz. Wzrok dalej miał zamazany i nie rozpoznał mężczyzny, który właśnie poluzowywał mu krawat i odpinał guziki koszuli. What the fuck? Zamrugał kilkukrotnie oczami, próbując odzyskać ostrość wzroku, ale nic z tego. Hej, słyszysz mnie? Charlie pokiwał głową, oddychając ciężko. Czuł się, jakby stracił wszystkie siły na walkę z powietrzem. W uszach dalej nieprzyjemnie mu szumiało. Nie protestował, kiedy nieznajomy pomógł mu oprzeć się o pień drzewa tuż obok. Hmm... ten głos? Kojarzył go skądś. Serce jednak dalej waliło mu jak młotem, a mózg myślał tylko i wyłącznie o umieraniu, więc nie potrafił sobie jak na zawołanie przypomnieć, skąd kojarzył mężczyznę, który właśnie mu pomagał.

Jesteś zdenerwowany, huh? Następnym razem zapisz się do psychiatry po leki, zamiast straszyć ludzi na ulicy. Mężczyzna właśnie skończył sprawdzać jego tętno, a w tym czasie Charlie uniósł głowę i zmrużył oczy, próbując przyjrzeć się sylwetce nieznajomego pod słońce. Hmm... Czy to mógł być... Uch. Znał go. Oczywiście, że go znał. Gorzej być nie mogło, prawda? Oparł się wygodniej o drzewo i przejął od Cyrusa Lockharta butelkę wody. Wziął maleńki łyk wody, po czym z powrotem bezwładnie oparł głowę o korę i przymknął oczy. W głowie wciąż mu wirowało, a serce - choć zwalniało - nadal biło w nieregularnym rytmie. - Cyrus - wychrypiał, próbując unieść rękę. - Nic mi nie jest - dodał bez przekonania, próbując przybrać swój normalny ton, choć w jego obecnym stanie musiało to wyjść dość zabawnie. Albo żałośnie. Nawet spróbował machnąć ręką, ale mu się nie udało. Biedny Charlie. - Nigdzie nie idę - zaprotestował, po czym przyłożył butelkę z wodą do czoła. Wiru wiru... taczka żwiru... Kurwa, wkurwiała go już ta wirówka w głowie.

Usiadł prościej, walcząc z grawitacją i z całych sił starając się opanować drżenie rąk. Mało brakowało, a prawie straciłby przytomność, prawda? Co się z nim działo? Nie rozumiał. Dlaczego Cyrus mówił coś o psychiatrze? Lekach? Charles Marshall nie potrzebował ani psychiatry, ani leków. Nagle przeniósł wzrok na swoje auto - zobaczył tam rozbitą szybę i gaśnicę leżącą na trawie. Przeniósł ciężkie spojrzenie na Cyrusa. - Rozwaliłeś mi szybę, Lockhart? - mruknął, unosząc do góry jedną brew. Zaraz przyłożył dłoń do serca i zaczął liczyć oddechy. Raz. Dwa. Trzy. Nie potrzebował żadnej kroplówki. Cztery. A już zwłaszcza nie potrzebował pomocy od Cyrusa Lockharta. Pięć. Jeszcze by brakowało, żeby zadzwonił do rodziców, żeby jego rodzice zadzwonili do rodziców Charliego, a rodzice Charliego do... Blair.


Blair, która nie była już jego narzeczoną.


Fuck, fuck, fuck. Charlie warknął pod nosem i znowu poluzował krawat, mimo że nie powinien go już uwierać. - Nie potrzebuję kroplówki - zawziął się. Pod tym drzewkiem było mu dobrze, wiecie? Miał cień, wodę... Chłodny wiatr owiewał jego twarz... Nagle pozieleniał na twarzy. Chyba się zaraz zrzyga na buty Cyrusa.

Tak, zrzygał się na buty Cyrusa.

Cyrus
28 y/o
For good luck!
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lockhart potrafił szybko określić, czy ktoś potrzebuje niezwłocznej pomocy medycznej. W końcu robił to niemal codziennie, błądząc po wszelkich specjalizacjach szpitalnych, gdzie tylko potrzebowali jego rady lub pomocy. W przypadku mężczyzny, który w końcu zaczął przypominać sobie, jak się poprawnie oddycha, nie było to nic specjalnego. Wyglądał raczej, jakby miał mocny atak paniki, przez który nagle zasłabł; może to był jego pierwszy raz? Zwykle ludzie, którzy nigdy wcześniej nie przechodzili przez podobny stan, reagowali dokładnie tak samo. Mieli wrażenie, że umierają, bo nie wiedzieli jak nad tym właściwie zapanować. Cyrus zacisnął wargi, żeby nie parsknąć z politowaniem; taki dorosły facet, nie potrafił poradzić sobie ze stresem? Nie dał po sobie tego poznać, że w jakiś sposób go to bawi, bo nie było to zbytnio etyczne.

Rezydent stale go obserwował, pilnując czy nie pojawiają się inne objawy czy efekty zasłabnięcia. Nie dotykał go już więcej, dając mu przestrzeń, żeby wrócił do rzeczywistości. Gdy dostrzegł skinięcie głową, blondyn oparł łokcie na swoich kolanach; a więc miał rację, jak zwykle.
Dopiero, gdy usłyszał swoje imię, padające z ust nieznajomego, Cyrus uniósł z zaskoczeniem brwi. Przyjrzał się jego twarzy, mimo wszystko nie potrafiąc skleić żadnych znanych mu faktów.
— Znamy się? — rzucił obojętnie, nie dociekając zbytnio do jego tożsamości. Nie miał zamiaru zbyt długo się nim zajmować, więc nie widział też potrzeby, żeby wchodzić tak mocno w prywatę. Nie ukrywał jednak, że go zaskoczył. Słysząc to słynne; nic mi nie jest, blondyn zaśmiał się pod nosem, bo przez ułamek sekundy, poczuł się, jakby rozmawiał z dzieckiem. — Wolisz wyzionąć ducha, jak tylko odejdę? — mlasnął, wywracając przy tym oczami. — W takim razie może od razu podrzucę cię pod zakład pogrzebowy, co? — dodał, podsuwając mu butelkę, żeby zamiast przykładać ją do czoła, zwyczajnie się napił. Wyglądał, jakby potrzebował nawodnienia.

Lockhart powędrował spojrzeniem za tym jego, zerkając przelotnie na rozbite okno i gaśnicę, leżącą w oddali. Och, no tak, bo to było teraz najistotniejsze. Pieprzony samochód; boże, jak on nienawidził materialistów. — Babygirl, w takich momentach mówi się: dziękuję za pomoc — rzucił kpiąco, widząc jak próbuje wrócić do pełni sił. W rzeczywistości nie potrzebował szczerych podziękowań, ale cała postawa Charliego wydawała mu się dość zabawna. Choć nadal nie potrafił zrozumieć skąd go znał i to po pełnym imieniu i nazwisku. Może był kiedyś jego pacjentem? Cyrus zawsze miał problem z zapamiętywaniem twarzy.

Chociaż teraz zdecydowanie zapamięta całą jego osobę. Lockhart gwałtownie podniósł się, gdy zobaczył jak Marshall pochyla się w jego stronę i cholera, nie zdążył nawet odskoczyć. Blondyn uniósł twarz do nieba, wstrzymując oddech, żeby nie wpaść w furię. Tylko spokojnie, ludzie patrzą. — Lepiej? — rzucił ostro, w końcu opuszczając na niego spojrzenie. — Czy mam się jeszcze podłożyć, żebyś puścił na mnie większego pawia? — skomentował, zdejmując swoje buty, nawet ich przy tym nie dotykając, po czym kopnął je gdzieś na bok. Całe szczęście, że ma swoje crocsy w bagażniku; będą idealnie się komponować z jego garniturowymi spodniami, zanim przebierze się na swoją zmianę. — Wstawaj — powiedział, chwytając go za przedramię, żeby mógł się na nim oprzeć.

pajac
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuł się podle. Naprawdę podle. Organizm odmówił mu posłuszeństwa, a klatka piersiowa zacisnęła się z powodu ataku paniki, z którego nie potrafił się samodzielnie wydostać - na szczęście jednak, powoli odzyskiwał czucie w rękach i nogach, a obraz przed jego oczami przestawał tak potwornie wirować. Oddychał coraz wolniej, a mroczki przed oczami zaczynały ustępować. Good. Nawet odważył się przenieść spojrzenie na swojego towarzysza. Znamy się? No, naprawdę? Zamrugał powoli dwa razy, przymykając na moment powieki, po czym zmusił się do uniesienia głowy i przełknął ślinę. Trochę go mdliło. - Nie udawaj, Lockhart, to ja, Marshall - odpowiedział, po czym z trudem przekręcił oczami. Niemal od razu pożałował tego gestu, bo zrobiło mu się jeszcze bardziej niedobrze.

Ale, ale! Skoro Charlie potrafił już kręcić nosem i być odrobinę złośliwy, to oznaczało, że wracał do żywych. Nawet w jego głowie pojawiła się myśl, która przypominała logiczną - dlaczego, do cholery, Cyrus go nie pamiętał? Przecież ich rodzice się znali. Jak byli młodsi, ciągle mijali się na wielu sztywnych, nudnych wydarzeniach organizowanych przez śmietankę towarzyską Toronto. Dopiero później, gdy każdy poszedł w swoją stronę, ich kontakt całkiem się urwał. No cóż, nic dziwnego, że w pierwszym momencie Lockhart go nie rozpoznał - Charlie wyglądał teraz pewnie jak siedem nieszczęść.

No i zaraz rozpoczęła się interesująca dyskusja o zakładzie pogrzebowym. Charlie zacisnął szczękę. Dalej go mdliło, a żołądek skręcał mu się w ciasny supeł. I jeszcze pierdolenie tego Lockharta... - Wszystko jest w porządku, nie potrzebuję pomocy - wymruczał z uporem, dalej przykładając sobie butelkę wody do czoła, jakby wierzył, że ten gest zniweluje objawy złego samopoczucia. Nagle Cyrus wyciągnął rękę i odsunął butelkę z wodą od czoła Charliego. Okej, miał się napić, tak? No dobrze. Upił kilka łyków, a zaraz prychnął, odrobinę poirytowany. - Kurwa, no mówię, że nic mi nie jest - mruknął pod nosem, po czym wypił więcej wody.

Babygirl, w takich momentach mówi się: dziękuję za pomoc. Nienawidził słowa BABYGIRL od momentu powrotu z Teneryfy, kurwa jego mać. Marshall wypuścił głośno powietrze przez nos. Cyrus naprawdę go nie poznawał czy po prostu bawił się jego kosztem? - Dziękuję za pomoc - odpowiedział ironicznie Charlie, akcentując każde wypowiedziane słowo. Dalej uparcie się upierał, że nie potrzebował żadnej pomocy. Doskonale dawał sobie radę sam.

No i nie zdążył już rozwinąć myśli ani nic takiego. Żołądek Charliego w końcu wywinął mu się na drugą stronę i jego zawartość wylądowała na butach Lockharta. Picie wody było chyba złym pomysłem.

Gdy opadł z powrotem, jedynie patrzył przed siebie kompletnie oszołomiony i otumaniony tym, co się właśnie wydarzyło. Cholera. Lepiej? Czy mam się jeszcze podłożyć, żebyś puścił na mnie większego pawia? - Lepiej - wykrztusił, oszołomiony po rzyganiu. Przetarł usta wierzchem dłoni, po czym upił łyk i wypluł go na trawę obok. Jezu. Uniósł głowę - Lockhart właśnie pozbywał się butów i zapraszał go na kotlety schabowe kopnął je gdzieś w kąt. Charliego zalała tak potężna fala wstydu, że nie wiedział, jak sobie z nią poradzić. Fuck. - Wybacz - mruknął pod nosem, ale szczerze. Kiedy Lockhart chwycił go za przedramię, Charlie nie protestował. Posłusznie wsparł się na ramieniu Cyrusa i postąpił kilka kroków w stronę wejścia na oddział szpitalny. Dopiero gdy pokonali kilka metrów i oszołomienie lekko opadło, zamrugał. - Jeszcze raz przepraszam, wyślij mi rachunek za nowe buty - skwitował Charlie, po czym westchnął i wszedł na oddział w ślad za Cyrusem.


Cyrus
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”