-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najpierw były problemy z Samem. Potem prześwietlanie pracowników firmy sprzątającej, które na razie nie dawało żadnych większych rezultatów. Nic zatem dziwnego, że w związku z tym czuły rosnącą przez cały czas presję. Zrobiło się jeszcze gorzej, gdy tylko odkryto jeszcze jedno ciało w kolejnym już parku. Na pewno nie były to dobre dla nich wieści. Nie zdążyły.
Nie chciały do tego dopuścić, ale mimo wszystko sprawiły, że kolejne dziecko straciło życie. Parki miały być obstawiane, a jednak mimo wszystko ktoś dał radę podrzucić zwłoki dokładnie tam, gdzie w teorii się tego spodziewali.
Evina szalała z wściekłości. Hormony dodatkowo robiły swoje, bo oczywiście musiała znajdować się w tym durnym okresie przekwitania, który sprawiał, że stawała się całkowicie nieznośna. Nic zatem dziwnego w tym, że doprowadzała ostatnimi czasy swoją małżonkę do istnego szału.
Na domiar złego to Miller zamiast skupić się w pełni na tym ekstremalnym przypadku jaki im się trafił, musiała jeszcze niańczyć nową koronerkę, która dopiero co przybyła do TPSH. Swanson nawet nie współpracowała z nią na dobrą sprawę, ale obecność dodatkowej osoby, która kręciła się po prosektorium, doprowadzała ją do szału.
- Jakieś odstępstwa od dotychczasowego schematu? - zapytała, gdy tylko tak jak zwykle pojawiła się w podziemiach bez jakiegokolwiek ostrzeżenia.
Stażystka obrzuciła ją chyba nawet lekko karcącym spojrzeniem, gdy tylko znalazła się w królestwie, które miało należeć podobno do lekarzy medycyny sądowej. Prawda była taka, że detektywka spędziła w prosektoriach tyle czasu podczas całej swojej kariery, że zapewne mogłaby podejść do egzaminów dla koronerów i zdać je z wcale nie tak beznadziejnym wynikiem. Pewne rzeczy zwyczajnie przyswajała z każdą swoją wizytą podczas przeprowadzanych sekcji. Nie zamierzała jednak dać dziewczynie tego odczuć... A może jednak trochę? Miała też ogromną ochotę, aby po prostu kazać jej sprawdzić czy nie ma jej na drugim końcu komendy. Całe szczęście powstrzymała się od takiej złośliwości.
Zamiast tego stanęła jedynie tuż nad ciałem, pochylając się nad nim i przyglądała się uważnie temu, co miała przed sobą. Analizowała rozkład ran, szukała wszelkich drobnych skaz, które w jakiś sposób mogłyby ją naprowadzić na ślad tajemniczego mordercy.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy Zaylee dowiedziała się, że pod jej skrzydła trafi rezydentka, która dopiero zaczynała swoją przygodę z policyjnym prosektorium, nie skakała z radości. Nie przepadała za pracą zespołową, ale przełożeni byli nieugięci. Na nic zdały się tłumaczenia, że to nie jest najlepszy moment - wszyscy uznali, że to właśnie Miller najlepiej wprowadzi nową pracownicę. Bo kto inny miałby to zrobić? Bobby Hackman? Dziewczyna uciekłaby szybciej, niż zdążyłaby chwycić za skalpel. Z tego, co Zaylee zdążyła zauważyć, młodziutka koronerka nie była głupia. Brzydka też nie, chociaż to akurat miało niewiele wspólnego z autopsjami.
Właśnie pochylały się wspólnie nad ciałem Ashy Barrow, gdy drzwi do prosektorium otworzyły się i ktoś wszedł do środka, jakby był u siebie. Miller nie musiała nawet zerkać przez ramię, żeby wiedzieć, że to Swanson. Te kroki rozpoznałaby wszędzie.
Jedenastoletnia Asha Barrow była czwartą ofiarą seryjnego mordercy dzieci - po Tyronie Powellu, Charliem Prestonie i Zatannie Hammond. Dwóch chłopców, dwie dziewczynki. Nie łączyło ich nic poza rasą i zbliżonym wiekiem. Najwyraźniej dla zabójcy to wystarczyło. Przesłuchania pracowników firmy sprzątającej niewiele wniosły, więc sprawa ponownie utknęła w martwym punkcie. Szkoda tylko, że ceną za ten zastój było kolejne życie.
— Brak uzębienia i prawej kończyny górnej. Liczne rany kłute na brzuchu i w okolicy klatki piersiowej — poinformowała krótko, kiedy małżonka zbliżyła się do stołu. — Jedynym odstępstwem jest rana na skroni — Miller sięgnęła do głowy ofiary i odgarnęła kępkę ciemnych włosów. — Nie wydaje mi się jednak, żeby to było celowe działanie. Możliwe, że denatka przewróciła się i uderzyła o coś głową albo że sprawca zahaczył nią o jakiś kamień albo konrar podczas przenoszenia ciała do parku Riverdale — wyjaśniła, dobrze pamiętając, że wcześniejsze ofiary nie miały obrażeń głowy, nie licząc zębów wyrwanych obcęgami.
Przeszła z drugiej strony stołu, wymijając rezydentkę, do której uśmiechnęła się ciepło, chcąc dodać jej otuchy. Szło jej naprawdę nieźle i Zaylee nie miała na razie żadnych zastrzeżeń do podjętych przez nią działań.
— Gdzie moje maniery — zreflektowała się, wykonując zamaszysty gest ręką. — Detektyw Evina Joan Swanson — wskazała na żonę. — Doktor Nora Valemont — w tym miejscu pokazała na na rezydentkę, która miała już tytuł lekarski, ale wciąż była w trakcie specjalizacji. Dziewczyna zdjęła rękawiczkę i wyciągnęła dłoń w kierunku detektywki.
— Miło panią poznać, pani detektyw — uśmiechnęła się lekko, czyli na tyle, na ile pozwalał klimat i miejsce, w którym właśnie się znajdowały. — Komendant Sloan dużo o pani opowiadał. O doktor Miller też, oczywiście. Marzyłam o tym, żeby móc z nią pracować — dodała, wpatrując się z podziwem w koronerkę.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trzeba było przyznać, że rezydentka została poniekąd rzucona na głęboką wodę, gdy przydzielili ją do pracy z Miller. Zyskała niepowtarzalną szansę, aby już na początku swojej kariery móc obserwować przypadki, które trafiły do prosektorium za sprawą seryjnego mordercy. Na pewno przebijało to samobójców, ofiary wypadków czy zwykłych zbrodni w afekcie. Jednocześnie jednak mogła odmieść wrażenie jakby została rzucona pomiędzy dzikie zwierzęta gotowe do tego, aby rozszarpać siebie i wszystko, co tylko się między nimi znalazło.
Swanson była obecnie niemiłosiernie wkurwiona faktem, że ich zabójca jakimś cudem prześlizgnął się pod okiem policji. Kolejny punkt na wyjątkowo długiej liście aktualnych frustracji został właśnie dopisany, a w pobliżu pojawiła się osoba, która mogła się stać tego postronną ofiarą.
- Rana czysta? Znajdował się w niej jakiś materiał do analizy? - zapytała od razu, bo liczyła na to, że w tym przypadkowym zadrapaniu może znaleźć się coś, co mogłoby im pomóc w zlokalizowaniu sprawcy. - Toksykologia?
Sprawa była świeża. Najpewniej większość badań została ledwie co zlecona, a w najlepszym wypadku znajdowała się w toku, ale musiała się upewnić czy nie mają już przynajmniej części informacji dotyczących ich nowej ofiary. Przez pewien czas Evina jedynie przyglądała się jedenastolatce, z której załamanymi rodzicami rozmawiała nie dalej niż godzinę temu. Obserwowała linię cięcia na ramieniu, które kończyło się zdecydowanie powyżej łokcia, a dopiero usłyszawszy głos małżonki, uniosła głowę i spojrzała na młodą dziewczynę obok siebie.
Wydała z siebie pomruk w ramach krótkiego powitania. Obrzuciła też stażystkę uważnym spojrzeniem. Normalnie byłaby dla niej milsza. Uśmiechnęłaby się, powitała na komendzie i może nawet rzuciła komplement pod adresem koronerki, z którą przyszło jej pracować, ale to nie był jeden z jej dobrych dni.
- Sloan lubi dużo gadać. Lepiej skupmy się na pracy - rzuciła, co wybrzmiało o wiele bardziej szorstko niż powinno.
Fakt w jaki sposób młódka patrzyła na jej małżonkę nie miał z tym absolutnie nic wspólnego. Ufała jej. Wiedziała, że nie ma powodów do obaw. Zwłaszcza, że w spojrzeniu Nory kryło się raczej coś w rodzaju podziwu i profesjonalnej fascynacji. Trochę jakby trafiła na swoją idolkę.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Biedna Nora Valemont nie miała jeszcze pojęcia, co ją czeka. Nie dość, że na stół trafiła kolejna ofiara nieuchwytnego seryjnego mordercy, przy której miała asystować, to jeszcze istniała spora szansa, że za chwilę będzie świadkiem małżeńskiej kłótni.
— Czysta jak łza — odparła Zaylee, kiedy padło pytanie o stan rany. — Na razie zleciłam to, co miałam. Na cito, naturalnie, ale dobrze wiesz, jak wygląda to w laboratorium — wzruszyła ramionami, co miało oznaczać, że zwłoki nie cierpiące zwłoki jeszcze sobie trochę poczekają. Na nic zdawały się prośby i groźby, laboranci byli zawaleni robotą i nawet jeśli traktowali dyspozycje Miller priorytetowo, nie byli w stanie wyczarować wyników od ręki. Coś jej jednak podpowiadało, że nie będą szczególnie różnić się od tego, co wykazały wyniki poprzednich sekcji.
Rezydentka wyglądała na zawiedzioną, że Swanson nawet się z nią nie przywitała. Niby nie dała tego po sobie poznać, ale koronerka zauważyła, jak pospiesznie cofa wyciągniętą dłoń, której Evina nie zaszczyciła uściskiem, po czym naciąga na nią świeżą parę jałowych rękawiczek. Zaylee uniosła wysoko brwi i posłała żonie pobłażliwe spojrzenie, dając jej do zrozumienia, że mogłaby chociaż zachować pozory i odrobinę życzliwości.
— Cały czas skupiamy się na pracy, jeśli jeszcze nie zauważyłaś — wtrąciła, skinieniem głowy przywołując do siebie rezydentkę. — Natnij w tym miejscu — poleciła, podając jej skalpel.
— Poważnie? — zdziwiła się Nora. — To znaczy... oczywiście! — zreflektowała się natychmiast i stanęła obok Miller.
Najwyraźniej nie spodziewała się, że będzie miała czynny udział w autopsji. Zaylee natomiast nie widziała powodu, żeby nie pozwolić dziewczynie spróbować własnych sił. W końcu nikogo już nie zabije.
Nora pewnie chwyciła za skalpel, ale jej delikatne ruchy pozostawiały jeszcze sporo do życzenia.
— Śmiało, Valemont. Wierz mi albo nie, ale to naprawdę nikogo nie zaboli — powiedziała, ujmując jej nadgarstek i dociskając dłoń z ostrzem do tkanek. Chciała pokazać jej, jak prowadzić cięcie, by szybko uzyskać dostęp do narządów znajdujących się w jamie klatki piersiowej. — A pani detektyw przyszła tutaj w jakiejś konkretnej sprawie? — zwróciła się do Swanson. Obie wiedziały, że jeśli Zaylee skończy autopsję, to wszystko jej zaraportuje. Zawsze tak było, kiedy razem współpracowały i tym razem zamierzała postąpić identycznie.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wiem. Mieli traktować tę sprawę priorytetowo, ale czasami mam wrażenie, że lecą sobie w chuja... - mruknęła niezrażona faktem, że w pomieszczeniu znajdowała się rezydentka.
Nigdy nie gryzła się w język. Zawsze mówiła akurat to, co miała na myśli i nie filtrowała słów. Niektórym mogło się to nie podobać, ale Swanson uważała, że był to jedynie ich problem. Tym bardziej, że jednak nie znajdowała się w okolicznościach, które wymagały szczególnie wyszukanego oraz elokwentnego słownictwa.
Detektywce wciąż nie udało się ochłonąć po tym jak dowiedziała się, że jednak ich zabójca zdołał podrzucić zwłoki w taki sposób, że nie zwrócił na siebie większej uwagi. Była wściekła, że pomimo coraz poważniejszych działań sprawca wciąż im się wymykał. Może nie dawało to jej prawa do traktowania dziewczyny w podobny sposób, ale dawało nadzieję na to, że gdy tylko emocje opadną będzie w stanie przeprosić ją za to, że potraktowała ją jak suka. Teraz jednak znajdowała się w trybie, w którym nic nie było ważniejsze od prowadzonego w danym momencie śledztwa.
Prychnęła lekko pod nosem na uwagę koronerki. Można było odnieść wrażenie, że cofnęły się o te dziesięć lat. Znowu zwyczajnie się nie znosiły, a każda wizyta w prosektorium była festiwalem ciętych uwag oraz próbą charakterów. Zupełnie jakby ktoś wymazał cały postęp ich relacji i wszystko, co przeszły w przeciągu ostatniego półtora roku. Nie na taką wycieczkę do przeszłości Evina liczyła, gdy wspominała nieraz to jak kiedyś ze sobą pracowały.
- Przyszłam przyjrzeć się uważniej ciału bez tłumu reporterów za taśmą - odpowiedziała, starając się zignorować to jak Zaylee prowadziła rękę swojej praktykantki, której skalpel powoli zagłębiał się w ciało denatki.
Miller doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak niecierpliwa była Swanson, gdy chodziło o wyniki badań. Nigdy nie mogła się doczekać końca sekcji, a ta w tym tempie mogła zająć całe wieki jeśli tylko Nora będzie wieczność wykonywała pojedyncze nacięcia.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm — mruknęła tylko, kiedy Swanson napomknęła o ludziach opierdalających się w laboratorium. Obie doskonale wiedziały, jak wyglądały procedury. Papierologia, kolejki do badań i wieczne czekanie na wyniki potrafiły doprowadzić człowieka do szewskiej pasji. Miller nawet nie próbowała zliczyć, ile razy musiała ponaglać laborantów, kiedy zależało jej na czasie. Zwykle kończyło się tak samo. Mogła się pieklić, rzucać mięsem i dobijać do drzwi laboratorium pięściami, a oni i tak odpowiadali swoim ulubionym "jak tylko będzie gotowe”. Niektórych rzeczy zwyczajnie nie dało się przeskoczyć.
Valemont wykonała kolejne nacięcie. Tym razem obyło się bez pomocy Zaylee, która zamiast poprawiać każdy ruch rezydentki, stanęła za jej plecami i uważnie obserwowała jej pracę. Pozwalała jej samodzielnie dojść do tego, co powinna zrobić, interweniując jedynie wtedy, gdy naprawdę było to konieczne. Nora radziła sobie coraz pewniej. Nadal było widać ostrożność w każdym ruchu, ale nie była to już nerwowość wynikająca z niepewności. W międzyczasie Miller przeniosła wzrok na swoją żonę, która również chciała przyjrzeć się zwłokom jedenastoletniej ofiary. Tylko tutaj nie było na co patrzeć. Ciało wyglądało dokładnie tak samo, jak trzy poprzednie. Autopsja była dopiero w toku, a na tym etapie Miller mogła opierać się jedynie na tym, co widziała własnymi oczami, a to nie wystarczało, żeby wyciągać daleko idące wnioski.
— To chwilę potrwa — uprzedziła, dając Swanson do zrozumienia, że traci tylko czas. Nora nie pracowała jeszcze z taką wprawą, jakiej Zaylee oczekiwała od doświadczonego koronera. I bardzo dobrze. Pośpiech był tutaj ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowały. Można było przeczytać wszystkie podręczniki świata, wykuć na pamięć atlas anatomii i recytować procedury przez sen, ale dopiero praktyka uczyła, jak naprawdę wygląda ta robota. Rezydentka niczego by się nie nauczyła, gdyby przez całą sekcję stała z boku i jedynie obserwowała. Zaylee doskonale pamiętała własne początki. Była dozgonnie wdzięczna starszym koronerom, którzy mimo wszystko oddawali jej skalpel i pozwalali działać. Poprawiali błędy i cierpliwie odpowiadali na każde nurtujące pytanie, ale przede wszystkim dawali jej szansę. Dopiero wtedy mogła udowodnić, że wiedza, którą nosiła w głowie, nie kończy się jedynie na zdanym egzaminie.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Valemont miała to szczęście, że przynajmniej na razie nie przejawiała szczególnie irytujących cech charakteru czy zachowania. Dzięki temu mogła liczyć na to, że zostanie jedynie postronną ofiarą w konflikcie dwóch zwaśnionych ze sobą małżonek, a nie bezpośrednim celem jednego z ataków. Przynajmniej dopóki faktycznie nie zrobi czegoś czym narazi się jednej lub drugiej.
Obie nie cierpiały bezczynności, a właśnie tak to wyglądało w momencie, gdy jedyne, co im zostało to czekanie na wyniki badań. Swanson tego nie cierpiała. Czasami faktycznie nie dało się już nic zrobić, ale nie zmieniało to faktu, że nie potrafiła się uspokoić i zatrzymać. Zwłaszcza, gdy powoli wyczerpywała już listę zadań, które musiała odhaczyć.
Teraz tkwiła w prosektorium. Przyglądała się temu jak nowa dziewczyna aż nadto ostrożnie rozcina dziecięce zwłoki. Evina zdawała sobie sprawę z tego jak istotne było dla nowych to, aby mimo wszystko zdobywać doświadczenia praktyczne, ale to był ten moment, gdy pragnęła najbardziej, aby jeszcze ten jeden raz cholerna Nora ograniczyła się wyłącznie do tego, aby przyglądać się temu, co robi Miller oraz asystowania jej poprzez podawanie konkretnych narzędzi wtedy, gdy było to faktycznie potrzebne. To była zbyt istotna sprawa, aby pozwalać, żeby jakaś młoda siksa przy niej majstrowała. Krótko mówiąc: detektywka coraz bardziej gotowała się ze złości.
- Widzę. Żeby tylko nie zgniła wam na stole nim skończycie - odparowała, bo nie dało się zaprzeczyć temu, że ze względu na udział rezydentki wszystko jedynie niepotrzebnie się wydłuży.
Spieszyło jej się. Wciąż jednak nie opuszczała murów prosektorium. Zamiast tego oparła się o ścianę i sięgnęła po telefon, który zawibrował, aby spojrzeć na wiadomość, którą otrzymała od jednego z funkcjonariuszy, który również był zaangażowany w całą sprawę. Co jakiś czas donosił jej o tym czy udało im się ustalić, coś nowego. Aktualnie namierzali jednego mężczyznę, który wedle zeznań rodziców miał nachodzić dziewczynkę na parę dni przed śmiercią. Nie sądziła, aby to coś dało, ale wypadało to sprawdzić...
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego Zaylee postanowiła ignorować jej obecność, choć trzeba przyznać, że przychodziło jej to z ogromnym trudem. Zdecydowanie łatwiej byłoby jej warczeć na Evinę. To wychodziło jej znacznie lepiej i przede wszystkim skuteczniej. Wtedy czuła się jak ryba w wodzie. Przy rezydentce postanowiła jednak zachować resztki klasy. Jeszcze tego brakowało, żeby Nora uznała ją za wariatkę, która nie potrafi zapanować nad własnymi nerwami.
Bacznie obserwowała jej poczynania, krążąc wokół stołu. Była zadowolona z precyzji, z jaką Valemont posługiwała się skalpelem, chociaż zauważyła również, że z ciałem Ashy Barrow obchodziła się trochę jak z jajkiem. Podczas autopsji ofierze należał się należyty szacunek, ale nie można było popadać w paranoję. Miller znała ludzi, którzy rozmawiali ze zwłokami i użalali się nad ich losem. Sama nigdy taka nie była. Nie oznaczało to jednak, że brakowało jej empatii. A może jednak? Czasami trudno było stwierdzić, co naprawdę kryło się za jej myślami, bo jej twarz pozostawała całkowicie niewzruszona. Dusiła emocje w zarodku, nie pozwalając im ujrzeć światła dziennego. To był całkiem niezły kontrast w stosunku do tego, jak wybuchowa potrafiła być na co dzień.
Na komentarz żony prychnęła jedynie pod nosem. Nie, nie da się sprowokować. Nora zerknęła na nią niepewnie, ale koronerka skinęła głową, żeby się nie zniechęcały i robiła swoje. Swanson najwyraźniej nie zamierzała stąd wyjść. Co prawda odeszła łaskawie od stołu i stanęła pod ścianą, przeglądając coś w telefonie, ale dalej znajdowała się w prosektorium. Po co? Trudno stwierdzić. Nie dostanie protokołu sekcji przez najbliższe kilka godzin, więc jeśli zamierzała tutaj być tylko po to, żeby być, to proszę bardzo.
Nie zdążyła jednak dłużej analizować tego, co działo się w głowie Swanson, bo w pewnym momencie usłyszała metaliczny dźwięk odbijający się od podłogi. Jedno z narzędzi wypadło Valemont z dłoni i z potoczyło się po płytkach. Miller odruchowo spojrzała w dół. Były to kleszczyki sekcyjne. Przeniosła wzrok z narzędzia na Norę. I oczywiście, jak na złość, pierwszą rzeczą, która przyszła jej do głowy, było skomentowanie tego, co się właśnie wydarzyło. Dosłownie w ostatniej chwili ugryzła się w język. Valemont natomiast zamarła. Stała w bezruchu, nie wiedząc, jak się zachować.
— Przepraszam — wyrzuciła z siebie od razu, schylając się po kleszczyki. Niepewnie zerknęła na koronerkę, jakby próbowała ocenić, czy powinna zacząć się tłumaczyć.
Evina J. Swanson
-
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am home again
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I am whole againnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dała jej przestrzeń. Tak jak zawsze, gdy pojawiała się w prosektorium, aby krążyć wokół zwłok niczym sęp w oczekiwaniu na ochłapy informacji. Na razie zrobiła ile sama mogła. Chwilowo zostało jej czekać na to, aż niektóre z procesów dobiegną do końca. Mogła więc poświęcić nieco czasu, żeby poobserwować autopsję i zobaczyć czy uda jej się coś z niej uzyskać zanim raport trafi łaskawie na jej biurko. Zresztą lubiła obserwować ten proces i towarzyszyć przy oględzinach jeśli tylko miała na to czas.
Obecność Swanson z pewnością nakładała dodatkową presję na Norę. Zwłaszcza, że atmosfera nie należała obecnie do najlżejszych. Młoda powinna być detektywce wdzięczna, że właśnie umożliwia jej przećwiczenie tego jak to się pracowało w niekorzystnych warunkach. Zaylee już lata temu mogła się przekonać o tym jak to było, gdy ktoś właził do jej prosektorium, zadawał masę pytań i patrzył na ręce. Zwłaszcza w przeciągu ostatniego półtora roku, gdy Evina coraz częściej składała jej wizyty, gdy tylko chciała się o czymś upewnić lub po prostu zobaczyć kobietę swojego życia, gdy miała na to odrobinę czasu.
Tylko, że teraz nie wpadła na pogaduszki czy konsultację, która nie mogła poczekać. W dodatku nie miała najlepszego humoru, a wypowiedziany przez nią ostry komentarz jedynie wydawał się o tym dowodzić. Zaylee jednak nie dała się na niego złapać. Trzymała się dzielnie i nie podjęła się próby odpyskowania, co musiało wymagać od niej ogromnego trudu. Vermont również wydawała się nieporuszona komentarzem mającym ugodzić w jej pewność siebie oraz tempo wykonywania nie do końca wyćwiczonych ruchów. Przynajmniej tak wydawało jej się do momentu, gdy nie usłyszała brzęku metalu uderzającego o wyłożone na podłodze prosektorium płytki.
Powiodła obojętnym spojrzeniem do leżących kleszczy, które prezentowały sobą naprawdę smętny widok póki dziewczyna nie rzuciła się, aby je podnieść. Wymamrotała przeprosiny, ale widać było, że nagle stała się zagubiona i nie miała pojęcia, co powinna ze sobą zrobić.
- Po prostu się ogarnij i wracaj do pracy - poleciła jej po czym głową wskazała na pobliski zlew. - Przemyj je jeśli trzeba.
Co prawda zarazki nie zaszkodzą w żadnym razie zwłokom, ale na pewno Miller dostałaby szału, gdyby jakiś syf z podłogi dostał się do ciała denatki. Doskonale wiedziała o tym, że związała się z pedantką. Przypominała jej o tym nieustannie poprzez przestawianie rzeczy w domu, aby trafiły na swoje miejsce. Była to kolejna rzecz, która ostatnio doprowadzała ją do szału, bo nagle klucze od auta znajdowały się w zupełnie innym punkcie niż blat, na który je rzuciła.
- Dwie to dla was za mało, ale postarajcie się to zamknąć w trzy godziny. Chcę mieć przynajmniej w tej kwestii jasną sprawę - rzuciła jeszcze czym z pewnością jeszcze bardziej musiała rozwścieczyć koronerkę, która przecież nie była jej podwładną i na pewno nie musiała trzymać się jakiegokolwiek wyznaczonego terminu na dokończenie sekcji.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Już miała powiedzieć Norze, żeby zostawiła te kleszcze w spokoju i sięgnęła po wysterylizowaną parę, ale Evina uprzedziła ją o sekundę. Jej uwaga zadziałała na Zaylee jak płachta na byka. Koronerka odwróciła się w stronę żony i spojrzała na nią spode łba.
— Dziękujemy za te nieocenione rady, pani detektyw — odezwała się przesadnie formalnym tonem, ściągając brwi. — Pragnę tylko zauważyć, że doktor Valemont jest pod moją opieką, więc będę ogromnie wdzięczna, jeśli nie będzie pani wpierdalać się w nieswoje sprawy — uśmiechnęła się sztucznie. Następnie odwróciła się do rezydentki, wyrwała jej kleszczyki sekcyjne z dłoni i odłożyła je na metalową tackę, na której leżały inne zużyte narzędzia. — Nie przejmuj się tym — zwróciła się już bezpośrednioj do Nory. — Następnym razem po prostu użyj innych — zasugerowała o wiele spokojniejszym tonem. Rezydentka skinęła głową, zapisując tę uwagę w pamięci. Nie zamierzała popełnić tego samego błędu drugi raz.
Ale kolejne słowa Swanson okazały się zapalnikiem. Miller ściągnęła rękawiczki, odrzuciła je na bok i odwróciła się na pięcie. Ruszyła w stronę żony szybkim krokiem, zatrzymując się tuż przed nią.
— O co ci chodzi? — zapytała wprost. Utkwiła wzrok w błękitnych tęczówkach, próbując zrozumieć, co właściwie Evina próbowała osiągnąć. — Przyszłaś tutaj, żeby się dopierdalać? Naprawdę aż tak ci się nudzi? Nie masz innego zajęcia? To nie wiem, porozwiązuj sobie krzyżówki albo zajmij się szydełkowaniem — warknęła, nawet nie starając się kryć wkurwienia. Kątem oka zauważyła, jak Valemont zerka w ich stronę, wyraźnie próbując udawać, że wcale nie jest zainteresowana. Kiedy jednak zorientowała się, że została przyłapana na gorącym uczynku, natychmiast odwróciła spojrzenie i wróciła do pracy.
Evina J. Swanson