ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
178 cm
Rezydentka Chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

#3 - Ubiór

Graca na reszcie po kilku dniach dyżuru miała chwilę dla siebie, mogła wreszcie odespać to tyle ile się dało, chociaż jako lekarz wiedziała, że straconych godzin czy też zmęczenia nie da się odespać, ponieważ śpimy tylko tyle ile nasz organizm potrzebuję, po czym sam nas wybudza. Nie umawiała się z nikim na spotkanie, więc jej mieszkanie nie było super czyste, przynajmniej nie było w takim stanie jakie zawsze je miała, kiedy było czas sprzątać. Wiedząc jednak, że może sobie poleniuchować, leżała w łóżku śpiąc jeszcze.
Usłyszała nagle dzwonek do drzwi, przez pierwszą chwilę postanowiła to całkiem zignorować, więc przykryła się po prostu poduszką, starając się jak najbardziej zagłuszyć dźwięk dzwonka. Myślała po prostu, że to jakiś listonosz, czy też inny akwizytor. Jednak nie dawał on za wygraną, wtedy już westchnęła wychylając głowę zza poduszki krzyknęła głośno - JUŻ IDĘ! - Warknęła pod nosem wstając z łóżka, po czym włożyła na siebie szybko ubrania, po czym skierowała się wprost do drzwi, widać było po niej że była zaspana.
Otworzyła drzwi nieco zirytowana tą całą sytuacją, nie spodziewając się w sumie tego kogo ujrzy przed drzwiami, i tak też było ponieważ jej oczom ukazał się Eric, całe szczęście nie zdążyła nic powiedzieć, bo już chciała wybuchnąć krzykiem żeby sobie stąd, grzeczne to ujmując poszedł. Chociaż zdecydowanie ujęłaby to w znacznie bardziej ostry sposób, żeby nie powiedzieć wulgarny. Wzięła głębszy wdech patrząc na niego.
- Eric? A co ty tutaj robisz? Umawialiśmy się na coś, czy ja o czymś zapomniałam? - Spojrzała na zegarek, który wskazywał już godzinę dwunastą w południe, chociaż z pewnością znając jej grafik i pracę, nie powinien się dziwić, że ona o tej godzinie spała.
- Wejdź. - Wpuściła go do środka, zamykając za nim drzwi, po czym przetrała twarz, zdając sobie teraz sprawę z tego, że musi wyglądać okropnie, taka zaspana i bez makijażu, rozejrzała się dookoła widząc nie do końca czyste mieszkanie.
- Sorry, za bałagan, ale nie spodziewałam się o tej godzinie gości... Zresztą widać po mnie, wyglądam okropnie.
- Westchnęła podchodząc do ekspresu.
- Chcesz kawę, albo coś innego do picia? - Powiedziała, patrząc na niego zza pleców.

Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Eric tego dnia pracował zdalnie. Standardowo obudził się po 6, zrobił sobie kawę z ekspresu i siadł do laptopa. Nagle na ekranie telefonu wyskoczyło mu powiadomienie przypominające o tym, co miał zrobić tego dnia. Na wszelki wypadek napisał do przełożonego, że w konkretnych godzinach nie będzie dostępny, ponieważ ma ważną sprawę do załatwienia, ale wszystko nadrobi i zostanie tyle, ile będzie musiał, by wszystko było zgodne z czasem pracy - a jak coś, to najwyżej wyrobi nadgodziny, jak to niejednokrotnie bywało.
Tak więc w pewnym momencie zablokował laptop, ubrał się - by nie pojechać jedynie w bokserkach - zgarnął dokumenty wraz z kluczykami i wyszedł z domu, zamykając go, rzecz jasna.
Po dotarciu do celu, zaparkował na wolnym miejscu, a następnie podbiegł do drzwi wejściowych. Zadzwonił jeden raz - odpowiedziała mu cisza. Spróbował drugi raz, trzeci… już miał dzwonić czwarty raz, kiedy usłyszał coś po drugiej stronie O, chyba wreszcie mi otworzy… pomyślał, prostując plecy. Po chwili usłyszał dźwięk charakterystyczny dla otwieranych drzwi.
Posłał Grace uśmiech, gdy otworzyła drzwi, a słysząc jej pytanie, śpieszył z wyjaśnieniem swojej wizyty.
- Przychodzę, bo podobno Twoja mama zostawiła jakieś dokumenty dla Sher i mam je wziąć. Kojarzysz temat? - spytał zgodnie z tym, co przekazała mu jego dziewczyna, która ze względu na natłok pracy, nie była w stanie ich odebrać.
Skinął głową, a następnie przekroczył próg mieszkania Grace.
- Luz, nie przejmuj się. Nie zamierzam Ci tu przecież robić testu białej rękawiczki. - odpowiedział, machając ręką. Naprawdę nie przeszkadzał mu stan pomieszczeń - dopóki nie śmierdziało, było dla Stonesa okej.
- Sam mam bałagan, także serio luzik. - dodał, bo o wiele łatwiej było Ericowi rzucić ciuchy na krzesło niż schować do szafy.
- Pewnie masz dużo pracy, co? - spytał, przyglądając się Grace, która wyglądała na bardzo zmęczoną.
- A możesz mi latte zrobić w sumie. - myślał też o herbacie z tego prostego względu, iż pił już jedną kawę ale no trudno.
- Z drugiej strony, jeśli chcesz odpocząć, to daj mi tylko te dokumenty i sobie pójdę. - dodał, bo nie chciał zawracać głowy Grace, kiedy ta potrzebowała regeneracji. Sam zresztą nieprzepadał za tym, gdy ktoś zawracał mu gitarę po ciężkim dniu w pracy.

Grace LeBlanc
ODPOWIEDZ

Wróć do „#20”