26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

I been thinking, do you miss me?
Does my memory make you wanna kiss me?
Oh, why? Oh, why? Oh, why? Oh, why?
Do you wanna kiss me?


Leżał w hotelowym pokoju i myślał o niej. Odpalając konwersację zastanawiał się, co konstruktywnego mógłby jej napisać — zapytać o jej dzień? O wczorajszą zmianę, czy ktoś robił jej kłopotu? Będąc tak daleko od niej, wszystko wydawało się być okropnie błahe i pozbawione wszelkich emocji, które w tym momencie go ogarniały. Zastanawiał się na temat głębszych rzeczy, a konkretniej jak się czuła, czy tęskniła... bo on tęsknił. I w tym momencie zapaliła mu się nad głową lampka, sygnalizująca wspaniały pomysł, ale pisząc to jedno słowo czuł, jak pocą mu się ręce. Czy to był taki big deal? Powiedzieć komuś... a dokładniej dziewczynie, która była tak bliska jego sercu, miłe słowo? Bo tym właśnie było to wyznanie... okazaniem sympatii i docenieniem, że jej obecność nieco rozjaśniała mu codzienność.
vohnyk
tęsknię.
Wiadomość...

Ledwo wysłał SMS i spojrzał na ikonkę jej kontaktu. Ten cholerny kot i czułe zapisanie. Iskiereczka. Cholera, tęsknił za nią, nie potrafił udawać, że było inaczej. Wyjechał wczoraj rano, wraca jutro wieczorem, a czuł się jak na cholernym odwyku od niej. Nie mógł nagle do niej przyjechać, wziąć ją w ramiona, zaciągnąć się znajomym zapachem i choć przez chwilę udawać, że to wszystko co czuł było… normalne. Po prostu się do niej przywiązał, tak? Była uzależniająca, przyzwyczaił się do jej obecności i do ilości czułości, które mu dawała. Nie czuł potrzeby nazywania tego jakimiś większymi słowami, wręcz nie mógł tego zrobić, dla dobra ich relacji i przeogromnej obawy, że znika z dnia na dzień. Jest dobrze tak, jak jest.

Krótko wpatrywał się w jej nazwę, zanim dotknął symbol słuchawki i przyłożył telefon do ucha. Nie robił tego za często. — Hej — powiedział, gdy odebrała telefon. Nie był nawet pewien, czy odczytała wiadomość. — Co masz na sobie? — zapytał z lekkim rozbawieniem. Czy dało się zacząć tę rozmowę inaczej? Z pewnością, ale Aiden nie był zbyt wylewny, aby na dzień dobry powiedzieć jej to, co napisał.


iskiereczka
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tęskniła za nim. Cholernie. Starała się jednak nie wyjść na zbyt nachalną, dlatego powstrzymywała się przed napisaniem do niego i dawała mu szansę skupić się na obowiązkach. Ten późny wieczór spędzała rozwalona na kanapie, rysując, grając sobie w jakieś gierki i co jakiś czas zerkając na Milo, który leżał na poduszkach tuż nad jej głową, no bo teraz to on był królem tej przestrzeni. Zastanawiała się, czy myślał o niej chociaż w najmniejszym stopniu tak często, jak ona myślała o nim. Kiedy się przeciągnęła, usłyszała znajomy sygnał telefonu. Zerknęła na ekran i zobaczyła tę charakterystyczną ikonkę. Uśmiechnęła się pod nosem, już gotowa mu odpisać, ale chwilę później telefon zaczął wibrować.
Dzwonił.
Przez moment tylko wpatrywała się w ekran, nagle dziwnie zestresowana możliwością naciśnięcia zielonej słuchawki. Przełknęła ślinę i w końcu odebrała. - No cześć - powiedziała cicho, kompletnie nie wiedząc, co właściwie powinna dodać. W sumie nigdy wcześniej nie rozmawiali ze sobą przez telefon. Yikes. Usiadła wygodniej, a kiedy usłyszała jego pytanie, poczuła, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po całym jej ciele. - Umm... - zaczęła, szybko lustrując samą siebie. Koszulka Nirvany, ujebane dresy... Seksapil jak się patrzy. - Co mam na sobie? - powtórzyła, jakby chciała się upewnić, że dobrze go zrozumiała. Chwilę później wpadła jednak na o wiele lepszy pomysł. - Poczekaj, pokażę ci - odparła szybko, wciskając wyciszenie mikrofonu. Podskoczyła z kanapy, rzuciła telefon na poduszkę i zsunęła z siebie dresy. Zaraz potem ponownie ułożyła się wygodnie i cyknęła dla niego zdjęcie.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Odchrząknęła, zanim wyłączyła wyciszenie. - Widzisz, co za sobą zostawiłeś? - zapytała niewinnie. - Będę musiała dzisiaj tak spać, zupełnie sama.

vohnyk
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jej głos w słuchawce sprawił, że ciepło rozlało się po całym jego ciele. Jakby ktoś właśnie nakleił plasterek na tę pustkę, która trwała od wczoraj. Pytanie, które zadał było rzucone żartobliwie i mimochodem, a jednak zostało wzięte na poważnie. — No tak — przytaknął na jej pytanie, śmiejąc się krótko. Zaraz Vita wpadła na jakiś pomysł, w słuchawce zabrzmiała głucha cisza, a ona aż odsunął telefon od twarzy, aby upewnić się, czy czasami się nie rozłączyła. Nadal była. Poczekał cierpliwie, tak jak prosiła, aż w końcu usłyszał charakterystyczny brzdęk dostarczonej wiadomości, więc odsunął znowu telefon, spoglądając na wiadomość, którą mu wysłała.

Co ona z nim robiła.

Wpatrywał się chwilę w zdjęcie, które mu wysłała i zaraz usłyszał pytanie, na które ciężko westchnął. — Nie zostawiłem z własnej woli — przypomniał jej. Wyjechał na trzy dni, na cholerną konferencję adwokacką i z jednej strony bardzo się cieszył, bo pierwszy raz miał okazję w czymś takim brać udział, a z drugiej… z perspektywy tego, kogo miał w Toronto, z bólem serca opuszczał miasto. — Mimo wszystko cieszą mnie te słowa — rzucił z lekkim rozbawieniem, dalej mając włączone jej zdjęcie, po czym wyszedł z wiadomości, żeby… przestać. Przestać wyobrażać sobie, że równie dobrze mógłby leżeć obok niej, przyciągać ją do siebie, błądzić po jej ciele i składać pocałunki na dowolnej części jej skóry. — Skoro ja nie mogę leżeć obok ciebie, to cieszy mnie, że jesteś tam sama — mruknął, doprecyzowując zaraz, o co mu chodziło. Byli swoi, na wyłączność. Już to ustalili, a jednak myśl, że nagle ktoś mógłby znaleźć się obok niej… Zacisnął dłoń na pościeli. — Rozpaskudziłaś mnie, wiesz? Okropnie się bez ciebie śpi — rzucił. — Nikt mi nie kradnie kołdry, ani nie przykleja się jak koala przez pół nocy — dodał z rozbawieniem, zaraz czując przypływ chwili, przez którą z jego ust wypadło to jedno słowo; prawdopodobnie wypowiedziane na głos po raz pierwszy. — Tęsknię.

iskiereczka
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę myślała, że chciał wiedzieć, co miała na sobie. Może to był jakiś sposób, żeby wkroczyć na kolejny etap ich niezwiązku z benefitami? Hm. Sama nie wiedziała. Wiedziała jedynie, że ufała mu całkowicie. Nie wstydziła się wysyłać mu takich zdjęć ani zachowywać się w ten sposób, bo przecież byli ze sobą bardzo blisko. Intymniej niż z kimkolwiek wcześniej. - Jesteś tam? - zapytała, uśmiechając się pod nosem, kiedy tym razem to po jego stronie na moment zapadła cisza. - Następnym razem zabierz mnie ze sobą - wyrzuciła z siebie szybko. - Mogłabym czekać na ciebie w hotelu. Dlaczego o tym nie pomyślałeś, hm? Umilałabym ci każdy wieczór. - Mówiła jak nakręcona katarynka, ale naprawdę bardzo chciała już go zobaczyć. Kurde, pomyśleć, że ich pierwotny układ zakładał zaledwie dwa spotkania w tygodniu, a teraz na dobrą sprawę nie pamiętała już, jak wcześniej potrafiła żyć sama przez cały miesiąc.

Funkcjonowali na dwa mieszkania, a najdłuższą przerwę mieli chyba tylko wtedy, gdy oboje byli kompletnie upeprzeni pracą i długimi zmianami (Aiden - kejsami). - A skąd wiesz, że jestem sama? - zapytała, unosząc brew. - Może leżę w samych majtkach, bo ktoś właśnie wyszedł po moje ulubione zamówienie z Wendy’s, hm? - Chciała się z nim tylko trochę podrażnić, chociaż nie miała pojęcia, czy w ogóle byłby zazdrosny. Z drugiej strony mieli przecież ustalone, że byli tylko dla siebie, więc nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego naprawdę. - Moim nieodłącznym kompanem jest Milo, a poza tym czekam na pizzę. Nie chciało mi się dzisiaj gotować, ahhh - dodała, przekręcając się na bok.

Uśmiechnęła się szeroko i od razu poczuła, jak rumieniec rozlewa się po jej policzkach, kiedy usłyszała, że tęsknił za spaniem z nią. - Nie sądziłam, że zatęsknisz za swoją koalą - przyznała cicho. - W nocy zawsze jesteś taki cieplutki. Idealnie zasypia się przy tobie. - Na moment całkowicie ją zmroziło, gdy usłyszała to jedno magiczne słowo, którego naprawdę się po nim nie spodziewała. Serce zaczęło bić jej mocniej, a chwilę później zrobiło jej się jeszcze cieplej niż wcześniej. - Ja za tobą też tęsknię, Aiden... nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziała cicho. - Przyjedziesz jutro, prawda?

vohnyk
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zawsze był zainteresowany, co miała na sobie, a tym bardziej zżerała go ciekawość, gdy żadnych rzeczy nie było. I poniekąd był przyzwyczajony, że Vita potrafiła dobrze kusić go zdjęciami i wiadomościami, które sprawiały, że miał ochotę rzucić wszystko i ruszyć do niej do mieszkania tylko teraz… teraz nie miał jak. — Jestem — odpowiedział i po chwili odchrząknął. — W skupieniu analizowałem arcydzieło, które mi wysłałaś. Aczkolwiek dostrzegam zbędne rzeczy na tym zdjęciu — powiedział uszczypliwie, już bardziej nawiązując do swoich własnych zachcianek, bo cholerka, naprawdę chciałby być obok. Przejechać dłonią po jej ciepłej skórze i podroczyć się z nią, żeby prosiła o więcej, a zamiast tego miał jedno wielkie nic. — Nie wiem, dlaczego o tym nie pomyślałem wcześniej. A ty dlaczego tego wcześniej nie zaproponowałaś? — zapytał z krótkim śmiechem. Ten pomysł był naprawdę dobry. Nie musieliby zrezygnować ze swojej obecności, a przy okazji pewnie pozwiedzaliby Vancouver. Wczoraj jeszcze wyszedł z innymi adwokatami na miasto, ale dzisiaj nie chciało mu się z nimi bez celu szwędać po ulicach. — To już ci zapowiadam, że następnym razem biorę cię pod pachę i lecisz ze mną. Nie ma już odwrotu. — Bo skoro powiedziała to raz, to drugi nie będzie mogła powiedzieć nie. Już się nastawił.

— Vita, nie drocz się ze mną — mruknął nisko, przekręcając się na bok. — Dałbym się nabrać, gdybyś chwilę wcześniej nie wygadała się, że musisz spać całkiem sama — dodał, mając nadzieję, że czas przed spaniem również tak spędzała, bo jak teraz o tym myślała… to nie musiało być takie oczywiste. — Oh, czyli ktoś inny jeszcze robi ci tak dobrze? Mhm mhm, dobrze wiedzieć, że mam konkurencję — odpowiedział niepewnie, tylko czekając, aż pęknie. Aż zaprzeczy, że tej konkurencji nie miał. I nie musiał długo czekać. Całe szczęście, bo już czuł nieprzyjemny ścisk serca. Co to było? — I dobrze, odpoczywaj. I takiego kompana jestem w stanie zaakceptować.

Sama w nocy była cieplutka i przesłodka — jak opierała się o jego ramię lub tors, przytulała go jak najdroższą przytulankę, a nogami skutecznie uniemożliwiała mu nawet odgarnianie kołdry i chwilowe przewietrzenie się, gdy robiło mu się gorąco. Gdy zasypiała pierwsza, lubił jej się przyglądać, zakładać za ucho jej ciemne włosy i miziać po plecach, żeby uśpić ją jeszcze bardziej. Zdecydowanie był strażnikiem jej dobrego snu, ale i to przyszło dopiero z czasem. — Widzisz, po czasie się docenia — stwierdził z rozbawieniem, bo wczorajsza noc była zdecydowanie zbyt chłodna i dzisiaj znowu się taka zapowiadała. — Nie wiem jak bardzo? Możesz spróbować mi to opisać i ocenię, czy rzeczywiście tęsknisz bardziej — zaśmiał się. — Oczywiście, że przyjadę. W sobotę idziesz na wcześniejszą zmianę? Czy będę mógł cię nieco przetrzymać w łóżku? — zapytał i w jego myślach nawet nie najważniejszy był seks, ale potrzeba, żeby poleżeć z nią dłużej i wycałować każdy zakamarek jej szyi.

iskiereczka
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Ach, arcydzieło, tak? - parsknęła śmiechem pod nosem. - Wiesz, że w takim razie powinnam chyba pobierać od ciebie jakąś opłatę za oglądanie mnie. - Rzuciła to cwaniacko, przypominając sobie grzywnę, którą sam nałożył na nią w dzień jej urodzin! Chodziło oczywiście o odpowiednią liczbę buziaków, którą co prawda spłaciła z ogromną przyjemnością. - Za każdym razem, kiedy zerkniesz na to zdjęcie przed swoim przyjazdem, jesteś mi winien dziesięć buziaków - oznajmiła rozbawiona. - Ostrzegam, że jeżeli będzie ich mniej niż sto, to nie będę się do ciebie odzywać, O’Cahallan. - Prychnęła cicho pod nosem. No co? Lubiła, kiedy na nią patrzył. Lubiła, kiedy ją podziwiał, dotykał i nie przestawał całować różnych zakamarków jej ciała, dodatkowo komentując, jak dobrze pachniała. Robiło to z nią coś absolutnie niesamowitego. Gdyby tylko mogła, nie ruszałaby się z miejsca i spędzała z nim każdą wolną chwilę. - Może czekałam, aż mnie zaprosisz, a nic takiego nie opuściło twoich ust... Powinnam się obrazić? - zapytała, przedrzeźniając się z nim.

Wiedziała przecież, że nie miał obowiązku zabierać jej ze sobą. W końcu nie byli dla siebie nikim szczególnie ważnym. Byli tylko przyjaciółmi z benefitami. Tylko. A mimo to coraz częściej czuła się kompletnie zagubiona pomiędzy tym, co mówił, a tym, co robił. Nawet teraz. Uśmiech sam pojawił się na jej twarzy, kiedy stwierdził, że następnym razem jednak z nim poleci. Czyli snuł z nią jakieś plany? Widział ją w swojej przyszłości, nawet jeżeli chodziło tylko o kolejny wyjazd? Przecież nie zabierało się na takie podróże przypadkowego situationshipu. Zabierało się dziewczynę. Kogoś, z kim się było. Kogoś, kogo może nawet się kochało. Przejechała dłonią po twarzy, próbując odgonić te myśli. - Deal - odpowiedziała jedynie, zmuszając się do uśmiechu, żeby nie pomyślał, że coś się stało.

Cholera jasna.

Czuła się tak, jakby wodził ją za nos. Nigdy wcześniej nie była aż tak zmieszana. Za każdym razem, kiedy zaczynała wierzyć, że może jednak lubił ją bardziej, że może naprawdę mogłoby coś z tego być, on chwilę później wracał do swojej formułki o tym, że nie bawił się w poważne związki. Eh. Przewróciła oczami. - Booohooo, moja pułapka nie zadziałała - rzuciła z udawanym rozczarowaniem. - A może po prostu chciałam, żebyś już szybciej tutaj wracał, co? - Zaśmiała się, a pochwili dodała już nieco poważniej, - Nie masz żadnej konkurencji. - Bo taka była prawda. W jej oczach nikt nawet nie zbliżał się do tego, jak i d e a l n y był Aiden. Nawet jeżeli za każdym razem, kiedy przypominał jej o ich niezwiązku, łamał jej serce odrobinę bardziej.

Uniosła brew. - Ja cały czas cię doceniam - Obróciła się z powrotem na plecy i spojrzała w sufit. - Jak bardzo? - powtórzyła jego pytanie. - Na tyle, że moje ulubione jedzenie nie smakuje tak dobrze, kiedy nie ma cię obok. - Uśmiechnęła się pod nosem, a potem na moment usiadła. - Mogę się z kimś zamienić i pójść na późniejszą zmianę - Przez krótką chwilę milczała. - Aiden? A ty jak bardzo tęsknisz?

vohnyk
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Opłatę? A to ciekawe, zamieniam się w słuch — rzucił rozbawiony, uważnie słuchając tego co wymyśliła. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który gościł na jego twarzy. — Litościwa ta opłata, czyli w takim razie mogę gapić się na nie cały czas — zaśmiał się. — Nie martw się, iskiereczko, podejrzewam, że nie wypłacę się z tych buziaków do końca życia — odpowiedział, aczkolwiek tu już żartów nie było. Uwielbiał ją całą — adorować, dotykać, całować i zaczepiać. Sprawiać, że miała go dość, ale też że błagała o więcej. Na tle jego wszystkich partnerek seksualnych, Vita zdecydowanie wybijała się na pierwsze miejsce pod kątem… wszystkiego. Dosłownie. — Nie mam tak genialnych pomysłów jak ty. Najwidoczniej jeszcze wiele muszę się nauczyć. — Nie brzmiał jak randomowy chłopak w randomowym situationshipie.

Problemem Aidena było to, że w sprawach emocjonalnych, sercowych, był kompletnie bezmyślny. Nie chciał wchodzić w zobowiązania, ale ciągle ją testował. Miał świadomość, że traktował ją dobrze, że czasami może lepiej niż normalną przyjaciółkę z benefitami, w końcu to nie był tylko seks. I z tą myślą chciał ją zabrać na następny wyjazd — bo nie była randomową dziewczyną, ale też… nie była jego dziewczyną. To wszystko komplikowało się w uporczywy sposób, ale w końcu najlepiej było unikać niewygodne tematy, prawda?

— Gdybym mógł, to uwierz mi, nie gapiłbym się na twoje zdjęcie tylko już był w drodze powrotnej. — Powinna o tym dobrze wiedzieć, bo już niejednokrotnie mieli sytuację, w której napięcie wygrywało z jakimkolwiek rozsądkiem. Kiedy już rzucali się na siebie od progu jej mieszkania, jakby to był ostatni raz, gdy się widzieli. — Cieszy mnie to, oby tak zostało — odpowiedział, nawet nie ukrywając, że ta odpowiedź go satysfakcjonowała.

— A nie masz odczucia, że po takiej przerwie docenisz bardziej? - zapytał, robiąc chwilę pauzy. — Ja prawdopodobnie tak będę mieć. Nie mogę się doczekać — parsknął. Czy robił się ckliwy? Nie mógł taki być. — Ah, Vita — westchnął. Była słodka. Aż za bardzo. A może ta tęsknota sprawiła, że myślał o niej bardziej… czule? — Nadrobimy wieczorem, w takim razie. Nie lubię jak użerasz się z pijanymi ludźmi na późniejszych zmianach — odparł. Wolał wypuścić ją ze swoich ramion chwilę wcześniej, ale nie obarczać jej problemem, jakim było dyskutowanie pijaków. Pytanie zbiło go z tropu. Jak bardzo tęsknił? — Tak bardzo, że czas bez ciebie płynie bardzo wolno — mruknął niepocieszony. Wiedział że jutrzejszy dzień będzie się bardzo dłużyć. — A jednocześnie gdybyś stanęła teraz w moich drzwiach, to świat by się zatrzymał i to byłoby super, bo mógłbym cię tu mieć jak najdłużej.

iskiereczka
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z czasem jego towarzystwo zaczęło być nieodłączną częścią jej dnia. Czymś, co po prostu uwielbiała. W tak krótkim czasie stał się jej najlepszym przyjacielem i miała wrażenie, że swoim zachowaniem, pomimo tego, że byli tylko fuck buddies, ominęli kilka etapów randkowania oraz związków, które dla innych ludzi były czymś całkowicie tradycyjnym. Eh. Czemu ona zawsze musiała pakować się w tak cholernie dziwne układy? - Nie znudzisz się mną do końca życia? - odpowiedziała żartem, jednak słowa, które powiedział, doprowadziły ją do kolejnej fali gorąca.

Denerwowało ją to. Wypowiadał tak poważne rzeczy z taką lekkością, niemal bezmyślnie, że miała ochotę mu to wygarnąć. Z drugiej strony nie mogła tego zrobić, bo nie chciała się z nim pokłócić, przyznając przy okazji, że zależało jej na nim bardziej, niż powinno. - Masz szczęście, że dostarczasz mi wystarczająco wrażeń, więc z chęcią będę twoją panią profesor - parsknęła śmiechem. Oczywiście, że była tylko jego. Oczywiście, że nie widywała się z nikim innym. Oczywiście, że pragnęła, by on chciał jej chociaż w namiastce tak bardzo, jak ona chciała jego.

Ale to nie było w kartach Holloway.
Zawsze i tak albo ktoś ranił ją, albo ona raniła kogoś. Może i dobrze, że tak się działo? Może to była karma za to, jak potraktowała Alexisa? Może los zesłał na jej drogę Aidena tylko po to, żeby udowodnić jej, że jednak nie była kimś, kogo można było pokochać.

- Jak wrócisz, będziesz musiał mi pokazać, jak bardzo tęskniłeś - uśmiechnęła się pod nosem, starając się odpędzić wszystkie myśli. - Zobaczymy, jak bardzo będę się czuła przez ciebie doceniona, kiedy już tu będziesz. - Ścisnęła telefon i przejechała dłonią po twarzy. Siedziała teraz w ciszy po tym, jak powiedziała mu, jak bardzo tęskni. Po tym, jak odsłoniła przed nim za dużo, ale nadal nie tyle, ile naprawdę czuła. - Będziesz mógł po mnie przyjść i pójdziemy spacerkiem do domku - rzuciła, czekając, czy on też powie jej, jak bardzo tęsknił.

Słuchając jego odpowiedzi, poczuła, jak serce zaczyna bić tak mocno, że przez sekundę naprawdę pomyślała, że dostaje jakiegoś zawału. Czuła nadmiar emocji, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Tak nie mówiło się do swojego situationshipa. Nie tak, jakby ona faktycznie mogła być kimś więcej. Musiała zakończyć tę rozmowę zaraz, bo tego było za dużo. - Słodki jesteś - odparła, starając się jakoś uspokoić, zanim dodała, - Może chciałbyś usłyszeć, jak to samo, co powiedziałam, brzmi po ukraińsku? - Uśmiechnęła się delikatnie- Ty navitʹ ne uyavlyayesh, yak by meni khotilosya zaraz skazaty tobi, shcho ya za toboyu ne sumuyu - navitʹ i blyzʹko ne tak sylʹno, yak ya tebe kokhayu. - Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym ci teraz powiedzieć, że nie tęsknię za tobą nawet w połowie tak mocno, jak cię kocham. - Odgarnęła wierzchem dłoni łzy spływające po policzku, odkaszlnęła cicho i z wymuszonym, rozbawionym tonem rzuciła, - I jak? Kręci cię to?

vohnyk
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Vita wydawała mu się być tak interesującą osobą i to na milion różnych sposobów. Czasami łatwo było poznać osobę przez miesiąc, a przynajmniej wiedzieć o niej te najważniejsze fakty. Aiden był przekonany, że dziewczyna zaskoczy go jeszcze nie raz i nie dwa. Teraz jednak zadała mu ważne pytanie i… wątpił, żeby mu się znudziła. Przyciągała go z taką siłą, nawet gdy po prostu leżeli przed telewizorem, a on miział ją po plecach, w tamtym momencie uznając to za najlepsze na świecie zadanie. — Cóż, przynajmniej dopóki nie postanowisz mnie zostawić dla jakiegoś innego typa. — Dziewczyny działały według tych samych schematów; i było to absurdalne, że teoretycznie miał gdzieś tę wiedzę, a i tak robił jej… to. Bez zastanowienia, jak największy debil, przyzwyczajał ją do siebie i do traktowania jak księżniczkę, chociaż… w tym momencie czuł, jakby naprawdę była jego księżniczką.

— Będę chętnie uczestniczyć w tych lekcjach, ale nie obiecuję, że będę przykładnym uczniem. Mam problem ze skupieniem, gdy nauczycielki paradują przede mną w samych majtkach albo zdejmują bluzki — mruknął cicho, wspominając jej niedawne urodziny, które miały być niewinnym mizianiem, niewinnym spotkanie, a jednak…a jednak najwidoczniej okresowy nastrój zbyt bardzo ją wtedy dowalił. Było mu smutno widzieć ją w takim stanie, ale też cieszył się, że przyjechał do niej i wspierał ją, gdy czuła się źle.

Jeśli ktoś odbywał tu karę, to tylko i wyłącznie Aiden. Spotkał go smuty los za to, że nie potrafił zaopiekować się kobietą, którą kochał, że później złamał tyle serc… I łamał kolejne, ale tutaj bez jakiejkolwiek premedytacji. Po prostu nadal był przekonany, że w końcu znalazł kogoś, kto nie wymagał od niego skomplikowanych deklaracji.

— Oh, pokaże ci. Myślę, że mogę wrócić zainspirowany, żeby nieco cię zaskoczyć — rzucił z rozbawieniem, ale… czy mówił nieprawdę? W samotności wyobraźnia działała nieco bardziej, a on… dostał dobre materiały pomocnicze. — Spacer w blasku księżyca? Może to będzie nasza tegotygodniowa randka? Musimy jeszcze coś wymyślić na weekend — zauważył, bo jednak jego wyjazd odebrał im dni, w które mogliby zaaranżować na ich randkę.

Nie robił tego specjalnie. Nie umiał tego wyjaśnić, ale Vita wzbudzała w nim większe, głębsze emocje. Z nią każdy wieczór był przyjemnością, a nie udręką na oczekiwanie następnego dnia. Rozświetlała mu dzień, zajmowała myśli i sprawiała, że czuł dziwny ucisk podekscytowania, jak tylko wiedział, że po całym dniu będzie mógł ją zobaczyć. — No jasne — odpowiedział, ignorując, że nazwała go słodkim — bo to już ustalali kiedyś, słodki nie był. — Nic nie rozumiem, ale bardzo ładnie to brzmi. — Lubił uczyć się języków, ale niestety chodził na tyle wymagające studia, że jego kariera poligloty zakończyła się wraz z ukończeniem liceum. Gdyby tylko miał świadomość, co ona mu właśnie powiedziała… jakby widział, że płakała i jak bardzo przeżywała uczucia, których nigdy miało nie być. — Kręci w cholerę. Plus sto do seksowności — rzucił z lekkim rozbawieniem, kompletnie nieświadomy z powagi tej sytuacji. — Może mnie kiedyś czegoś nauczysz? — zasugerował. — Albo może już teraz powinienem poznać, jak po ukraińsku brzmi tęsknię za tobą?

iskiereczka
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bycie z kimkolwiek innym nie wchodziło teraz w grę. Nie wyobrażała sobie zasypiać u boku kogoś innego. Nie wyobrażała sobie, żeby ktoś inny miział ją po plecach, całował w czoło albo kopał jej tyłek za każdym razem, gdy grali w Tekkena. No chyba że specjalnie się jej podkładał, wtedy to już inna sprawa. Nie chciała nikogo.

CHCIAŁA JEGO.

- Nie zostawię - odpowiedziała od razu, nawet nie zastanawiając się, czy zabrzmi to dziwnie. - Nie mam czasu na innych. Skupiam się tylko na tobie, Aiden. - Była zmęczona tym wszystkim. Udawaniem. Staraniem się dopasować do tej wizji, w której nic do niego nie czuła, za każdym razem, gdy spędzali razem czas. Męczyło ją to. Cholernie. Myślała, że będzie w stanie przetrzymać tę szaradę dłużej, ale z każdą minutą czuła, jak grunt pod nogami coraz bardziej się zapada. Jak mogła udawać, że nic do niego nie czuje, skoro on za każdym razem sprawiał wrażenie, jakby była dla niego najważniejsza? Ważniejsza niż zwykły hookup. - Dobrze, to pani profesor od dzisiaj będzie profesjonalna. Żadnego rozbierania… - cmoknęła ustami, jakby faktycznie coś zapisywała w głowie. - Zanotowane. - Parsknęła śmiechem.

Kurcze, ekscytował ją. Już nawet nie wspominając o tym, że ich życie łóżkowe było po prostu idealne. Sam fakt, że mogła spodziewać się po nim za każdym razem czegoś innego, doprowadzał ją do istnego szaleństwa. Czuła się przy nim bezpiecznie... a poza tym, mogła być przy nim każdą wersją siebie.- Can’t wait - odparła podekscytowana. Po chwili poczuła jednak, jak czerwieni się na policzkach. - Ooo, to świetny pomysł. A może zostaniesz u mnie cały weekend? - zapytała z uśmiechem na twarzy, a po chwili speszyła się tym co zaraz miała powiedzieć. - Um… ostatnio zauważyłam na twoim biurku jedną z książek. Kupiłam sobie dzisiaj taką samą. Może przeczytamy ją razem, a nasza randka będzie się składała z dyskusji co kilka rozdziałów, hm? - Zapytała z zainteresowaniem i lekkim stresikiem. Nie chciała, żeby pomyślał, że grzebała wzrokiem tam, gdzie nie powinna. Nie chciała wyjść na kogoś, kto zbyt mocno analizował każdy fragment jego życia, choć… no cóż. Trochę tak właśnie było. Chciała go lepiej poznać. Na swój sposób.

Powiedzenie mu, że go kochała w taki sposób, było cholernie ciężkie. Ale jednocześnie poczuła się odrobinę lżej, bo w końcu mogła wyrzucić to z siebie. Nawet jeśli mówiła to ze świadomością, że z jego ust nigdy nie usłyszy tego samego. Parsknęła śmiechem na jego komentarz. I zaraz. Czekaj.... Może… Może jednak usłyszy. - Jasne… ekhm… - odchrząknęła, czując, jak nagle całe ciało napina się jej od stresu. Kurde, czemu się tak denerwowała? Przecież nie będzie wiedział, co mówiła... czuła jak serce wali jej jak oszalałe. - Okay, Aiden… - zaczęła ciszej, - Ya tebe kokhayu.

vohnyk
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”