-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Hija de puta... Uwierz, że chciałabym na ciebie mieć wyjebane, ale nie potrafię - zaklęła, nie potrafiąc już zupełnie dobierać słów w taki sposób, aby jednak dotrzeć do dziewczyny tak czy inaczej.
Chciała mieć wyjebane. Naprawdę. Powinna nawet mieć, ale potrafiła zachować obojętność jedynie, gdy nic jej nie przypominało o istnieniu takiej osoby jak River Cross. Wtedy już stawała się dużo bardziej zafiksowana na jej postaci. Na pewno nie pragnęła jej w sensie romantycznym. Nie. To było coś innego, czego nie potrafiła nazwać. Wyjątkowy rodzaj fascynacji.
Nawet nie zareagowała, gdy została popchnięta. Zachwiała się i cofnęła w tył, ale to by było na tyle. Nie ruszyła do kontrataku, a może powinna. To byłoby zdecydowanie lepsze niż pozostawanie bierną i czekanie na kolejny cios.
- Że co jest złego? - odwarknęła. - To ty uważasz, że jestem bezduszna, okrutna i bawię się twoimi uczuciami... Wiedziałam tylko, że chcesz mnie mieć, że jestem twoją artystyczną obsesją, a teraz... Nie mam pojęcia kim, kurwa, mam dla ciebie być.
Słuchały, ale nie słyszały. Słowa wypaczały się w momencie, gdy tylko je do siebie wypowiadały. To wszystko było zdecydowanie dużo bardziej męczące niż powinno być. Niech ją cholera. Ruelle nie potrafiła nawet stwierdzić dlaczego to wszystko tak bardzo ją męczy. Miała wrażenie, że za chwilę z tych wszystkich emocji zwyczajnie zwymiotuje pod koszem do gry w koszykówkę.
- Więc postanowiłaś odtworzyć naszą noc z kimś innym i zobaczyć czy wyjdzie ci z tego obraz? Za dużo tam działań na jebany eksperyment myślowy - burknęła, niezbyt zadowolona tym tłumaczeniem.
Te trzy słowa wydawały się być czymś czego po części potrzebowała. Chyba emocje powoli zaczynały opadać. Przez moment jedynie wpatrywała się w River, czując jak spływa na nią przemożna chęć, aby zwyczajnie dziewczynę pocałować. Chciała zamknąć tę dyskusję. Wrócić do tego, co było dla nich wygodne. Sam seks. Eksperymentalne rysunki. Nic poza tym.
Pozwoliła, aby zapadła między nimi cisza. Dopiero ona pozwoliła jej uświadomić sobie, że mimo wszystko Cross dokonała jednej cholernej rzeczy.
Złamała ją.
Należała do niej bardziej niż myślała.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Potrafisz być okrutna i to całkowicie świadomie — wytknęła jej od razu, nie dając się wziąć pod włos. Wcale nie oceniała jej najgorzej na świecie i wcale nie stawiała wyłącznie takich wniosków, pod którymi Ruelle nie mogłaby się podpisać. Trzeba było stawiać sprawę uczciwie, a unikanie odpowiedzialności na pewno nie takie nie było.
— Nie uważam, że samo pierdolenie w głowie jest złe. Nie rozmawiałybyśmy od dawna, gdybym tego nie oczekiwała. Złe jest, jak próbujesz wykorzystywać to na swoją korzyść. Nie musisz mnie przecież testować, zazwyczaj dobrze wiesz, jak będę reagować. — Miała wrażenie, że porusza się po głowie swojej modelki po omacku, podczas, gdy ona ma przed sobą cały panel z wielką instrukcją do jej myśli. W ogóle nie powinno tak być, biorąc pod uwagę ich poziomy emocjonalności, ale nie potrafiła tego inaczej wytłumaczyć.
— Chodziło mi o eksperyment na moich myślach, a nie taki odbywający się tylko w głowie. Daruj sobie sprzeczki o semantykę, dobrze? I nie starałam się niczego odtwarzać. Podchodziłyśmy do tego po swojemu. Kopiowanie skończyłoby się porażką, zanim by się w ogóle zaczęło. — Samo popchnięcie jej to było za mało. Za takie drobiazgi była gotowa zrzucić ją z jakiegoś klifu, ale niestety żadnego nie miała pod ręką. Nie oczekiwała, że Prescott zacznie z nią empatyzować, ale chciała, żeby chociaż wyczuła różnicę między własnym obrazem, a tym nowym, bo River zdecydowanie nie pakowała ich do jednego worka.
W ogóle nie podobała jej się ta cisza. Wszystko za głośno w niej krzyczało, żeby czuła się teraz bezpiecznie bez żadnych słów. Rozumiała z tego właściwie tyle samo, co z długich i głośnych wypowiedzi Prescott, ale i tak wolałaby słyszeć cokolwiek. Usiadła na ławeczce do ćwiczeń, wokół której cały czas krążyły i sięgnęła po papierosa. Zapalniczka nie chciała odpalić raz, drugi, trzeci. Cross wydała z siebie zniecierpliwiony pomruk i przesunęła palcem po metalowym kółku powoli i ostrożnie. Zadziałało. Zaciągnęła się porządnie ze smutkiem od razu zauważając, że tym razem nikotyna w żaden sposób ją nie uspokoi. Najprostszym wyładowaniem emocji byłoby dorwanie się do ciała Ruelle, ale właśnie z tego powodu wolała się do niej przesadnie nie zbliżać. Nie miała bladego pojęcia, co powinna jej teraz powiedzieć, żeby sytuacja nie eskalowała do czegoś skrajnie okropnego. Niektórzy pewnie uznaliby, że powinna przeprosić, ale co oni tam wiedzą? Nie zrobiła niczego, na co Prescott sobie wcześniej nie zapracowała. To River należały się przeprosiny, a domyślała się, że nie było szans, by je uzyskała. Nie chciała też stawiać jej żadnych żądań, nawiązywać żadnych umów. Pewnie najmądrzejszym było odejście bez słowa i pojechanie do domu. Obiecała jednak nie uciekać, więc to również nie wchodziło w grę. Podniosła się gwałtownie, upuszczając niedopalonego papierosa na ziemie pod stopami. Znowu dopadła do Ruelle błyskawicznie, wykorzystując przewagę długich nóg, ale nie po to, by ją odepchnąć. Objęła dłońmi jej szyję i nacisnęła kciukami pod linią żuchwy, zmuszając, by podniosła wzrok. Wpiła się w jej usta, chcąc powstrzymać ją od wypowiadania czegokolwiek, co popsułoby sytuację jeszcze bardziej. Może tym razem sobie nie zaszkodzi, przecież Prescott w ogóle nie smakowała teraz słodką Fantą.
Ruelle I. Prescott
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Umiem, ale chyba trafił swój na swego - stwierdziła, bo przecież River również umiała ostro człowiekowi dopierdolić.
W tym przypadku z pewnością były do siebie podobne. Może i korzystały niekiedy z różnych metod, ale nie traktowały siebie uczciwie. Jak zresztą mogły takie być jeśli nie znały w ogóle zasad gry, w którą obie grały? W końcu nigdy ich sobie nie wyjaśniały.
- A ty nie wykorzystujesz tego na swoją korzyść? Pani, która mówiła wielokrotnie o tym, że mnie wykorzysta i weźmie jak tylko będzie chciała? Jesteśmy siebie warte, River. Też mną rozgrywasz tak, żeby wyszło na twoje - wytknęła jej, ale nie zamierzała wchodzić w polemikę na temat tego, która z nich była w ostatecznym rozrachunku gorsza, bo nie miało to kompletnie żadnego znaczenia.
Obie robiły, co tylko mogły, aby wejść sobie do głów i zasiać tam spustoszenie. Czasem reakcje River były dosyć proste do przewidzenia, ale innym razem potrafiły stanowić dla niej prawdziwą zagadkę. Bywało, że wiedziała jakie emocje mogłaby wywołać w dziewczynie, ale sposób ich wyrażenia nie pasował do jej wyobrażeń. Potrafiła ją czasem skutecznie zaskoczyć.
- No, ale i tak stwierdziłaś, że był to niewypał... - rzuciła swobodnie, ale musiała przed samą sobą przyznać, że sam zarys obrazu wyglądał intrygująco nawet jeśli był on w sporej mierze niedokończony.
Zdecydowanie sobie grabiła. Wiedziała o tym doskonale. Sztuka zawsze była dla Cross wyjątkowo drażliwym tematem, na który lepiej było nie schodzić, a jednak to robiła. Głównie dlatego, że stanowiła spory element jej życia oraz ich wspólnej relacji. Zawsze jednak musiała uważać na to, co mówi, bo nawet pragnąc sprawić jej komplement mogła doprowadzić do tego, że rysowniczka poczuje się dotknięta takim, a nie innym doborem słów.
Wyczuwała różnicę pomiędzy obrazem, na którym się znajdowała, a tym drugim. Pierwszy był bardziej naszpikowany emocjami, które wylewały się z niego. Czuła ten suspens i potrafiła o wiele lepiej dostroić się do uczuć przezierających z płótna. No, ale drugi z nich dalej był niedokończony. Może jednak Cross byłaby w stanie odmienić jego los? Lub też nie...
Milczała, a cisza rozciągała się w nieskończoność. Niczym lepka melasa, która zaczynała je oblepiać i spowalniać ruchy. Przez moment Ruelle nie była pewna tego, co się wokół niej dzieje. Musiała ułożyć sobie wszystko, co związane z tą kłótnią w głowie. Padło zdecydowanie zbyt wiele słów, które były mniej lub bardziej zrozumiałe, ale nie miała dalej pojęcia, co z tym wszystkim powinna zrobić.
River usiała i zaczęła bawić się zapalniczką. Wyglądało na to, że ona również nie ma jej nic więcej do powiedzenia. Przez chwilę Prescott jedynie tępo wpatrywała się w próby wykrzesania ognia i to jak rysowniczka zaciąga się papierosem. Rozmowa skończona. Powinna teraz odejść.
Nie zdążyła jednak ruszyć się z miejsca, a dziewczyna poderwała się ze swojego siedziska i niemal momentalnie do niej doskoczyła. Znała ten ruch. Nawet bez niego uniosłaby twarz w jej stronę, aby móc na nią swobodnie spojrzeć, ale niemal od razu przymknęła powieki, gdy usta artystki zderzyły się z jej własnymi.
Przygryzła mocno jej dolną wargę, napierając na nią wystarczająco, aby poczuć jeszcze silniejszy nacisk kciuków na swoją szyję. Nie obchodziło jej to wcale. Musiała jej posmakować. Czuła ledwie obecny smak nikotyny na jej języku, który wydawał się szybko rozpuścić pod jej obecnością. To chyba był jedyny sposób komunikacji, który rozumiały i z pewnością nie powinny z niego rezygnować.
Chwyciła ją jedną z dłoni mocno za kark, a drugą wplotła w jej ciemne włosy, chcąc ją przytrzymać blisko siebie. Nie chciała dać jej się oswobodzić. Nie w momencie, gdy jej serce było jak oszalałe napędzane adrenaliną z kłótni, a pocałunek wydawał się zachłanny i bardziej żarliwy niż zwykle.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Był. Otwierasz szampana sama już teraz czy poczekasz na spotkanie... — Urwała po raz enty tego dnia. Oby nie zaczęła się od tego wszystkiego jąkać. Odbijanie ataków Prescott naprawdę weszło jej już w krew i miała na końcu języka mnóstwo równie kąśliwych uwag. Ruelle musiało sprawiać wielką przyjemność podkreślanie momentów, w których Cross poniosła porażkę. Artystka z dobroci serca chciała jej to ułatwić. Mogła wyjaśnić, co konkretnie powinna zrobić, żeby zabolało ją jeszcze bardziej, ale to nie byłoby granie fair play. Nie chciała też odbierać swojej modelce satysfakcji z samodzielnego wymyślania okropieństw. Do tej pory szło jej przecież tak dobrze. Na pewno będzie czuła więcej satysfakcji, gdy wymyśli coś sama niż jak dostanie gotowe rozwiązania na tacy.
To całe gadanie szło im kiepsko. Pobiły absolutne wszystkie rekordy w kwestii czasu, jaki poświęciły na nazywanie swoich emocji, ale czy przyniosło to jakieś porządne rezultaty? Trudno powiedzieć. Cross nadal nie rozumiała mnóstwa rzeczy. Dostała kilka odpowiedzi. Części bardzo potrzebowała, a inne sprawiły jej całą masę przykrości. Mogła zakładać, że dalsze próby rozmowy nie przyniosą dużo większych korzyści. Nie potrafiły na ten moment tak po prostu stanąć na przeciwko sobie i wszystkiego sobie wyjaśnić, bez niepotrzebnego wbijania szpil i omijania niewygodnych tematów. Kiedy czuła tak blisko jej ciało i się w nim zatracała, nie musiała się przejmować żadnymi wątpliwościami. W tym jednym aspekcie doskonale się rozumiały i bardzo się starały, żeby sprawić tej drugiej wyłącznie przyjemność. Gdyby chociaż jedną trzecią tej energii przelały na rozmowy, może doszłyby do jakichś konstruktywnych wniosków?
W tym momencie nie bała się bycia odrzuconą. Nie brała pod uwagę tego, że Ruelle mogłaby się odsunąć i miała rację. Zsunęła dłonie na jej talię, przyciskając biodra jeszcze bliżej do własnych. Przenoszenie emocji z kłótni na pocałunki okazało się doskonałym pomysłem. Czuła ją o wiele mocniej niż zwykle. Desperacko chciała ukraść ją wyłącznie dla siebie i pozbyć się każdego skrawka świata, który chciałby im teraz przeszkodzić. Nie znajdowały się w zbyt wygodnym miejscu, więc ta irytacja na niesprawiedliwość wszechświata wzrastała w niej w zastraszającym tempie. Cofnęła się o kilka kroków, ciągnąć ją za sobą. Celowała w ławeczkę, z której przed chwilą wstała, ale zamiast tego uderzyła plecami o ściankę z instrukcją przytwierdzoną do urządzenia, które chyba służyło do podnoszenia ciężarów nogami? Cholera wie. Siłownia była dla niej jakimś apogeum nudy, a nie będzie przecież teraz zagłębiać się w instrukcję. Mruknęła niezadowolona, bo uderzenie w ciepły metal było niespodziewane i nieprzyjemne. To zdecydowanie nie ona powinna teraz cierpieć. Objęła Prescott mocniej, oderwała się od powierzchni i obróciła je tak, żeby to tanatopraktorka została przygwożdżona do urządzenia.
— Jesteś najlepszym, co stworzyłam. — W jej głosie wciąż pobrzmiewało echo złości, które w dziwaczny sposób kontrastowało z tym komplementem. Imponowało jej to tak samo mocno, jak doprowadzało do furii. Wszystko byłoby prostsze, gdyby to dziewczyna z nowego obrazu okazała się perfekcyjną muzą, która potrafi natchnąć ją do wielkich rzeczy. Nie była jednak w stanie wywołać w niej tego wszystkiego, co Ruelle.
— Oddaj mi swoje emocje. — Bardziej rozkazała niż poprosiła. Chciała czerpać z nich garściami, póki trwały w tym krótkim momencie, w trakcie którego miała do nich dostęp. Chciała zedrzeć z Prescott każdą z nich. Najlepiej razem z ubraniem. Rozpięła zapięcie własnych spodni, które miała na sobie tanatopraktorka, chyba kompletnie zapominając, że znajdowały się na szkolnym boisku, nie było jeszcze ciemno, a po budynku wciąż kręciły się niedobitki, które w każdej chwili mogą zapragnąć świeżego powietrza. Kto normalny przejmowałby się takimi drobiazgami, wsuwając dłoń pod materiał jeansów? Na pewno nie Cross.
Ruelle I. Prescott
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wpierw musiałabym kupić tego szampana... Ale nie zamierzam świętować - odpowiedziała wciąż nieco zbyt osteo, bo dalej wydawało jej się, że River ocenia ją zbyt nisko.
Nie zamierzała drwić z jej prób ani z ich efektów. Nie czuła satysfakcji z tego, że Cross starała się znaleźć inną muzę, choćby na chwilę i poległa. Nie miała sił ani ochoty na to, aby robić coś podobnego. Nie odczuwała triumfu choć może powinna.
Wykorzystały chyba już limit słów na przynajmniej następnych kilka lat. Nie było mowy, aby coś takiego były w stanie powtórzyć zbyt szybko... albo w ogóle. Emocje i relacje nie były ich mocnymi stronami, a mówienie o nich było zbyt trudne i męczące. Prescott miała wrażenie jakby ktoś posadził ją i kazał rozwiązać zaawansowany problem z fizyki kwantowej, o której nie miała żadnego pojęcia, a potem zwolnił ją z tego zadania, gdy już została wymęczona umysłowo. Właśnie to robiła z nią River.
Miały o wiele lepszy sposób komunikacji. Taki, który był dla nich dużo bardziej zrozumiały. Obejmował dłonie, które desparcko lgnęły do napiętych ciał oraz namiętne pocałunki, z których wylewała się frustracja oraz dziwny rodzaj tęsknoty.
Ten fizyczny manifest był całkowicie zrozumiały i poddawała mu się całkowicie. Zamruczała z zadowoleniem, czując jej język na własnym i ślepo podążyła za nią w nieznanym sobie kierunku.
Zatrzymały się gwałtownie, gdy tylko na coś wpadły. Poczuła to całym ciałem, bo ciągle przylegała do niej ciasno i ani myślała się odsunąć. Nigdy nie potrafiła się od niej odkleić, gdy zaczynały się pogrążać w swojej bliskości oraz namiętności.
River raz jeszcze na nią naparła. Podążyła za jej ruchem i zaraz to ona była przyciśnięta do jakiegoś rozgrzanego słońcem słupa. Przez moment starała się oderwać od niego grzbiet, bo w pierwszym odruchu metal parzył ją nawet przez materiał koszulki. Westchnęła cicho, gdy tylko River oderwała się od jej ust i zsunęła dłonie na jej ramiona, a następnie jeszcze niżej, aby umieścić je na jej talii pod materiałem marynarki.
Echo komplementu, nawet wypowiedzianego ze złością, wdarło się pod jej skórę i przepłynęło po nerwach elektryzującym dreszczem. Cross doskonale wiedziała jak na nią zadziałać. To ona sprawiała, że Ruelle potrafiła się czuć niczym wielkie Opus Magnum. W jej dłoniach była kolejnym cudem świata, który należał w zasadzie jedynie do rysowniczki.
- Weź je wszystkie. Nie chcę ich - odpowiedziała bez większego zastanowienia.
Mogłaby oddać jej się całkowicie. River naprawdę mogła wziąć, co tylko chciała. Prescott ledwie odnotowała fakt, że rysowniczka rozpięła znajdujące się na niej jeansy. Zorientowała się dopiero, gdy poczuła jej palce, wkradające się pomiędzy uda tanatopraktorki.
- Tutaj? - wydyszała krótko, ale nie protestowała.
Nie umiałaby jej odmówić. Jej ciało reagowało samo na jej dotyk, co z pewnością River zdążyła odczuć dotykając materiału bielizny, który tego ranka Ruelle ukradła z jej garderoby.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor