ODPOWIEDZ
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

...zobaczysz ją wtedy bez makijażu.
Najdurniejsza porada "mistrzów podrywu", jaką Robbie słyszał w swoim życiu. Natomiast prawdą było, że było coś intymnego w sytuacji spotkania się bez makijażu. Albo w obserwowaniu, jak ktoś się ubiera...
Dla niego to była nowość... Znaczy nie spotykanie się z dziewczynami bez makijażu, ale poziom nadmiernego analizowania, modnie nazywany teraz overthinkingiem. Ostatni raz taką galopadę myśli miał po operacji, kiedy zaczynał mieć świadomość tego, że już nie wróci na boisko. Że jego kariera się skończyła. Strach, jaki wtedy czuł, był nie do opisania, bo miał wrażenie, że nic innego nie umiał, a oto Bóg zabrał mu to, co kochał najbardziej...
Kolejne latarnie rozświetlały co jakiś czas jego twarz. Był trochę zmęczony i nawet wyrwało mu się nieeleganckie ziewnięcie, kiedy zatrzymał się na czerwonych światłach, patrząc na zegarek na ręku. Druga piętnaście. No, nie było szansy na to, żeby pozwolił jej wrócić samej do domu o tej porze. Ale to nie tak, że ratował każdą napotkaną ślicznotkę...
- Co Ty robisz? - mruknął do siebie, szukając swojego własnego spojrzenia w lusterku wstecznym.
Ostatni raz taki niepewny był... W liceum... Wtedy dostał kosza, ale tutaj role były odwrotne. To on próbował dać kosza, a mimo wszystko to on zadzwonił do niej i teraz, w środku nocy, jechał do niej, by się nią zaopiekować, jakby to było najnaturalniejsze na świecie.
Uśmiechnął się do siebie pod nosem.
- No, dzisiaj wykazała się większą dorosłością niż ty... - dodał, ruszając na zielonym i w spokojnym łuku zmieniając kierunek jazdy.
Jakoś nie miał do tej pory okazji być w tej dzielnicy... Mógł przyjechać na motocyklu, przynajmniej nie miałby przestrzeni na myślenie.
Zatrzymał się pod cukiernią, której okna były rozświetlone delikatnymi światłami gdzieś w głębi, pewnie bardziej dla bezpieczeństwa niż z potrzeby. W sztubackim odruchu chciał nacisnąć na klakson, ale powstrzymał się, sam zaskoczony pomysłem.
Wysiadł ze swojego SUV-a i podszedł do drzwi cukierni, by nacisnąć na klamkę. Drzwi ustąpiły, ale zaraz potem rozpikał się ostrzegawczo alarm, przypominający o wbiciu kodu, zanim włączy się na dobre.
- Tinny? - rzucił głośno w głąb lokalu.

Tinny
Żejmi
21 y/o
For good luck!
165 cm
Cukiernik w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Kocham gwiazdy zbyt mocno, by bać się nocy”.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Stresowała się tym spotkaniem. Co prawda mężczyzna zdążył już ją zobaczyć na siłowni, kiedy spocona niemal wyzionęła ducha w saunie. Prawie widział ją nago, ale w takim wydaniu... Po raz kolejny z jej pełnych ust wydobył się jęk frustracji, gdy próbowała ułożyć włosy w messy koczek. Reszta również nie prezentowała się lepiej. Stary, wyciągnięty dres z przetarciami sprawiał, że wyglądała bardziej jak chłopak niż dziewczyna. Prawdopodobnie nawet bluza, którą miała właśnie na sobie, należała kilka lat temu do któregoś z jej braci. Szybki prysznic u Jamie niewiele pomógł, ale przynajmniej już nie śmierdziała. Podkrążone oczy i brak makijażu sprawiły, że wyglądała na chorą.
Nie mogła mu się tak pokazać.
W duchu liczyła, że już słodko spał. Odkąd mu napisała, że kończy za jakieś pół godziny, nie odezwał się do niej słowem. I nie ma co się dziwić, było już po drugiej. Może to nawet lepiej. Umówią się innym razem. Ubierze się ładnie, a po drodze on może się nie rozmyśli. Taka opcja była zdecydowanie lepsza, ale gdzieś tam czuła ukłucie lekkiego rozczarowania.
Jeszcze raz sprawdziła wszystko dokładnie i już gasiła światło, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Zgarnęła z blatu pierwsze, co wpadło w jej ręce - silikonową szpachelkę do ciasta i zaczęła się zakradać w stronę kasy. Jeśli nie wyłączy alarmu, to za kilka minut pojawi się tutaj ochrona. Ta myśl dodawała jej odwagi, ale jednocześnie przeklinała swoją głupotę za to, że wcześniej nie zamknęła drzwi. Słysząc jednak znajomy głos, odetchnęła z ulgą. Była bezpieczna.
- Nie strasz mnie tak! - wyszła ze swojego ukrycia i ruszyła w stronę klawiatury, na której wystukała odpowiedni kod, odwołując alarm. Dopiero gdy zażegnała kryzys, uzmysłowiła sobie, że w tym świetle mógł dokładnie jej się przyjrzeć. Stała niepewnie w bezpiecznej odległości od niego, dalej trzymając w dłoni swoją prowizoryczną broń. Jak powinna się z nim przywitać? I, o Boże, jak on dobrze wyglądał. Popadała w coraz większe kompleksy.
- Jesteś... - zbliżała się powoli niczym wystraszone zwierzątko, które mógł spłoszyć najmniejszy ruch. Stanęła przed nim ostrożnie i wspięła się na palce, żeby złożyć na jego policzku delikatny pocałunek. - I jeszcze nie uciekłeś z krzykiem. - odsunęła się, robiąc krok do tyłu. - Mówiłam, że okropnie wyglądam. Ostrzegałam cię. - Nie potrafiła wyczytać z jego twarzy absolutnie nic. Świetnie, to był już koniec. Zdecydowanie wolała wersję, w której odrzucił ją przez jej wiek. Ta sytuacja była znacznie bardziej żenująca.

so shy
gall anonim
41 y/o
For good luck!
190 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Przepraszam... - zaśmiał się lekko, patrząc, jak wbija kod na sterowniku alarmu. - Myślałem, że skoro zostawiłaś otwarte drzwi, to jestem mile widziany.
Dodał i odsunął się nieco, dając jej przestrzeń, ale też miał okazję przyjrzeć się trochę jej wyglądowi. Patrzył na nią ciepło, z lekkim uśmiechem, który odrobinkę uwydatniał zmarszczki przy jego oczach. Ale te, które pojawiają się tylko od śmiechu.
- No... I to jest widok, na który warto było czekać do drugiej w nocy. - powiedział wreszcie, sięgając odruchowo do jej włosów przy skroni, gdzie znalazła się odrobina masy cukrowej.
Na tyle, na ile się dało, wyłuskał ją.
Był... Przyjechał...
Kiedy zrobiła krok do przodu i wspięła się na palce, przez moment zabiło mu mocniej serce. Zdążył się już nauczyć tego, że Clementine potrafiła zachowywać się bardzo odważnie i spontanicznie, ale nie spodziewał się pocałunku. I dopiero kiedy ich usta delikatnie się musnęły, a ona cofnęła się z zaskoczeniem i zażenowaniem, on załapał, że ten pocałunek wcale nie miał być całusem. Tylko buziakiem w policzek.
- Am... Przepraszam... - konsternacja pojawiła się na jego twarzy.
Oto człowiek, któremu zdarzyło się być wyrzuconym z boiska dlatego, że pyskował sędziemu, który wyraźnie rzucał kłody pod nogi jego chłopakom, teraz obawiał się tego, jak potoczy się ta cała historia. I naprawdę nie chciał, żeby się przerywała.
Westchnął, próbując uspokoić własne ciśnienie i podszepty, które w tym momencie zupełnie mu nie służyły.
- Chyba zaliczyliśmy wszystkie możliwe wtopy... Będzie co opowiadać dzieciom. - palnął bez zastanowienia, a chwilę potem oba wilki jęknęły z zażenowaniem na ten żart.
- Dobra! - zatrzymał zarówno ją, jak i swoje własne myśli, dając im chwilę na złapanie dystansu, po czym zachichotał pod nosem. - Zacznijmy jeszcze raz. Co robisz pojutrze? Zabiorę Cię na randkę...

cóż... bardziej zawalić nie mogę...
Żejmi
ODPOWIEDZ

Wróć do „#9”